Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Poradniki

niedziela, 18 grudnia 2016

 

 

 

 

Wydawnictwo Samo Sedno

Ilość stron: 240, oprawa twarda

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

https://www.samosedno.com.pl/diety-i-kulinaria/1440-retrowarzywa-9788377887189.html

 



Celowo recenzja tej książki pojawia się u mnie na tydzień przed świętami, bowiem zawiera ona mnóstwo tanich, lekkich i pysznych przepisów z warzyw, które często wykorzystujemy do przygotowywania potraw wigilijnych i świątecznych. Autorzy mają już na swoim koncie ciepło i pozytywnie przyjętą przez czytelników i kulinarnych twórców pozycję „Kipi kasza”, która już zyskała miano bestsellera. Obaj panowie prowadzą wspólnie bloga kulinarnego – Gotowanie z pasją udowadniając, że męska kuchnia może być kreatywna, zdrowa, lekka i wysmakowana także wizualnie. Swoje przepisy publikują w wielu ogólnopolskich magazynach.

 

Pewnie niektórych z Was nurtuje pytanie, co to są te retro warzywa? Odpowiem trochę lakonicznie. To niby nam powszechnie znane, choćby ze słyszenia, ale trochę zapomniane, trochę za mało docenione, trochę leżące gdzieś w cieniu blasku fleszy. Nie bez wątpienia jest fakt, że po warzywa i owoce sięgamy ciągle za mało, sporadycznie, a niekiedy nawet wcale. A dzienna zalecana dawka porcji warzyw i owoców - kilka razy dziennie, pamiętając o ich różnorodności. Zalet i walorów warzyw jest wiele. Przede wszystkim są mało kaloryczne, lekkostrawne, dają szybko poczucie sytości, zawarty w nich błonnik chroni przed zaparciami, a związki mineralne pomagają utrzymać równowagę kwasowo-zasadową organizmu. Poza tym błonnik, zwłaszcza ten rozpuszczalny, ogranicza wchłanianie cholesterolu, dzięki czemu zapobiega zmianom miażdżycowym. Są głównym źródłem węglowodanów (cukrów), które – obok tłuszczu i białka – są paliwem dla naszego organizmu. Niektóre gatunki zawierają ich więcej, inne mniej. Różnice dotyczą także tempa, w jakim węglowodany są przekształcane w glukozę, cukier prosty, który trafia do komórek.

 

 Źródło: Internet

 

Czym jest książka? Zbiorem 105 przepisów z siedmiu podstawowych składników, jakimi są właśnie warzywa. Znany burak ćwikłowy, z którego autorzy na potrzeby publikacji przygotowali osiemnaście przepisów, m.in. na pizzę, pierogi, tartę, sok, a nawet zakwas. Znany w polskiej kuchni rabarbar, wykorzystywany do wypieków ciast, sporządzania kompotów, tutaj wykorzystany do przygotowania wątróbek drobiowych, burgerów, wołowych, gulaszu, czy pieczonego boczku. Jarmuż wykorzystany do sporządzenia pizzy, lasagne, tarty, zapiekanki, chłodnika. Pochodzący z Hiszpanii skorzoner wykorzystany do przygotowania śledzi solonych, musaki z białych bakłażanów, fasolki po bretońsku, czy placków ziemniaczanych. Pasternak, znany dobrze ze starożytnego Rzymu i Grecji, gdzie podawano go na początku posiłku w celach pobudzania apetytu, w książce pokazany w potrawach takich jak: flaki wegetariańskie, zupa tajska, sałatki, śledzi po japońsku. Brukiew często stosowanej przez naszych dziadków, dzisiaj na nowo odrywanej, szczególnie w daniach typu: kotlety z brukwi, marynowanej brukwi, surówki, różnych rodzai sałatek i surówek. Tapinambur to północnoamerykański rodzaj słonecznika wykorzystany do przygotowania: sałatki śledziowej, gulaszu rybnego, jesiotra, pierogów ruskich, kopytek, a nawet do wypieku chleba, czy sernika z kasztami i topinamburem.

 

 Źródło: Internet

 

Zanim jednak pojawią się przepisy, każdy rozdział otwiera krótki rys historyczny danego warzywa i kilka słów ciekawostek na jego temat. Wartość pozycji podnosi bogata szata graficzna – zdjęcia potraw, autorstwa Grzegorza Targosza. Przy każdym przepisie znajdziecie również ciekawostki, etykietkę z objaśnieniem: na ile osób wykonuje się danie, stopień jego trudności, czas wykonania oraz dla jakiego typu smakosza, np. wegetarianina czy alergika pokarmowego, bo są tu też przepisy i dla tej grupy konsumentów.

 

 Źródło: Internet

 

 W „Retro warzywach” można się zakochać. To pozycja zarówno dla wegetarian, ale też i dla tych, którzy lubią w kuchni eksperymentować, poznawać nowe smaki, pokombinować ze składnikami. Dodatkowym jej atutem jest przepiękne wydanie. Duży format, czytelne przepisy, klimatyczne zdjęcia, objaśnienia, ciekawostki oraz bogactwo smaków i aromatów.

 

Może skusicie się na coś zupełnie nietypowego na te święta? Może coś zaskakującego, niesztampowego, nowego? Uważam, że książka idealnie nadaje się też na prezent dla kogoś kto lubi kuchenne i kulinarne klimaty :)

 

 

Polecam gorąco :)

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 

 

 

 





 

14:50, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2016

 

 



 

Wydawnictwo Naukowe PWN

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 304

Książkę znajdziecie:

http://ksiegarnia.pwn.pl/Damskie-laboratorium,648554536,p.html

 

 

Czy nastała moda na bycie "eco"? Pewnie tak, a skoro coraz częściej zwracamy uwagę na to, by zdrowo się odżywiać, zacznijmy też przywiązywać uwagę do tego, co aplikujemy sobie na skórę, przez którą to przecież wszystko wnika w nasz organizm. Już jakiś czas temu, przy okazji lektury „Ja zołza” Urszuli Kędzi, kiedy to właśnie Ulka napisała o całej tej chemii zawartej w kosmetykach, i którą tak namiętnie, zupełnie nieświadomie wcieramy sobie do organizmu, zaczęłam bardzo skrupulatnie przyglądać się kremom i balsamom, bo tylko takowe stosuję. Tymczasem autorka tytułowej pozycji, o której dzisiaj Wam trochę opowiem, podaje wszystko na tacy i zachęca do produkcji własnych kosmetyków. Dlaczego?

 

 Źródło: Internet

 

Angelika Gumkowska z wykształcenia jest chemikiem, z pasji popularyzatorką nauki z misją pokazania, że chemia nie jest wcale trudna i straszna, a ponadto z niej właśnie składa się świat. Jako studentka zaraziła się pasją popularyzacji nauki w ramach uczestnictwa w wielu piknikach i festiwalach naukowych. Potem jako animatorka współpracowała z Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, gdzie obecnie zarządza edukacyjnym laboratorium chemicznym.

 

Przeglądając sklepowe i drogeryjne półki autorka często spędza w nich wiele czasu, analizując składy poszczególnych kosmetyków. Ma o tyle łatwiej, że wykształcenie pozwala Jej na dogłębne i skrupulatne przejrzenie etykietek i wyciąganie bardzo śmiałych wniosków, dla nas istotnych i ważnych, i tak:

„A po kolejnej godzinie sfrustrowana stwierdzam, że mogę wziąć pierwszy lepszy z brzegu, bo większość z nich ma podobny skład albo podobne działanie, a bujny opis na opakowaniu można włożyć między bajki. Okazuje się, że część kosmetyków zawiera sporo zbędnych i niekiedy szkodliwych składników, jak spulchniacze, silikony czy ogrom konserwantów. Czasami nawet połowa składu w ogóle nie ma znaczenia praktycznego, ale jest dodawana w celach „marketingowych” lub żeby wypełnić opakowanie. Dotyczy to nie tylko kremów, lecz praktycznie wszystkich specyfików kosmetycznych, jak i chemii domowej.”

 

Wniosek z tego jeden. Czy kupimy krem za horrendalną cenę, czy ten z niższej półki za kilka złotych, nie ma różnicy w jego składzie, który powinien być dosyć istotny, jakby się wydawało na taką różnicę cenową. A jednak, jak się coraz częściej okazuje, na cenę wpływ ma cała otoczka marketingowa, czyli wypłaty osób – sztabu ludzi, którzy pracują na jak największą jego sprzedaż. Tak było, jest i będzie, bo koncerny kosmetyczne zatrudniają masę do tego ludzi, i jeszcze większą masę pośredników, przez ręce których przechodzą ich produkty, zanim trafią na półki sklepowe.

 

 Źródło: Internet

 

Zacznijmy od zadania sobie podstawowego pytania, co to są kosmetyki naturalne i po co w ogóle robić je samemu? Autorka stara się wyjaśnić, co kryje się pod pojęciem – kosmetyki naturalne, jaki tak naprawdę mają one wpływ na naszą skórę, co kryje się pod tajemniczymi logami certyfikatów na etykietach kosmetyków drogeryjnych półek, czy mieszając samemu swój kosmetyk używać konserwantów, jak ważny jest czas mycia rąk, co to w ogóle ma za związek z wyrabianiem kosmetyków oraz możliwości wyeliminowania wszelkich składników – alergenów, które uczulają naszą skórę, jak prawidłowo wykonać próbę uczuleniową. To zaledwie część pierwszego rozdziału. Autorka podkreśla też i stawia w nim na bezpieczeństwo przy ich wykonywaniu, w jaki sprzęt i materiały zaopatrzyć się.

 

W rozdziale drugim otrzymujemy gotowe receptury, czyli przepisy na konkretne kosmetyki, od balsamów, kremów, olejki, po maseczki, płyny do demakijażu, maseczki do twarzy, preparaty do pielęgnacji włosów, pomadki, szminki, peelingi, sole do kąpieli, mydełka do mycia, preparaty do depilacji, a nawet perfumy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W trzecim rozdziale autorka wnikliwie opisuje certyfikaty firm znakujących etykiety kosmetyków, a także podaje słowniczek wybranych składników kosmetycznych, jakie stosować się powinno do produkcji własnych wyrobów. Oprócz tego, znajdziecie listę sklepów, w których autorka najczęściej zaopatruje się we wszelkie składniki kosmetyczne i sprzęt oraz kilka stron na własne notatki.

 

Książka cechuje się wyjątkowo lekkim piórem. Autorka nie skupia się na fachowym słownictwie, które laikom przysporzyłoby dużo kłopotu, ale pisze w sposób bardzo przystępny, zrozumiały dla wszystkich. Jej wartość podnosi bogata szata edytorska, masa zdjęć, ilustracji, wysokiej jakości papier oraz piękna, sugestywna okładka.

 

 Źródło: Internet

 

„Damskie laboratorium. Przepisy na domowe kosmetyki” Angeliki Gumkowskiej, to doskonała pozycja nie tylko dla tych, którzy rozpoczęli przygodę z coraz to bardziej rozpowszechnianym stylem życia „eco”, ale też dla tych, którzy lubią eksperymentować z kosmetykami, bawić się w mieszanie składników. To pozycja bogata w porady, wskazówki, ale też świadome ukierunkowanie czytelnika i zachęta do działania, kreatywności, czy po prostu eksperymentowania.

Dbanie o siebie podwójnie, to nie tylko zdrowe odżywianie się, ale też zdrowe odżywianie swojej skóry, która służy nam całe życie, szybko się starzeje.

To książka dla każdej kobiety, bo każda jest wyjątkowa i zasługuje na wszystko co najlepsze :)

 

Książkę polecam całym sercem!


 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 


 

 

22:33, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 grudnia 2016

 

 

 

 Wydawnictwo Samo Sedno

Ilość stron: 230

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

https://www.samosedno.com.pl/diety-i-kulinaria/1539-zdrowe-slodkosci-na-kazda-pore-dnia-9788377887769.html

 

Książki pisane z pasją czyta się z wielką przyjemnością. Właśnie znalazłam idealną pozycję dla siebie. Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam słodycze, a ta książka idealnie wpasowuje się w mój gust kulinarny. To nie jest zwykła książka kucharska. Autorka przygotowała ją z należytą precyzją, dając nam coś zupełnie wyszukanego i wyjątkowego. Tu nie ma tradycyjnych przepisów z zastosowaniem tylko tradycyjnych produktów. Już sam tytuł „Zdrowe słodkości...” przemawia do nas czymś innym i nieszablonowym. Dlaczego?

 

 

 

Poza tym, że jest ona pięknie, należycie i skrupulatnie wydana pod względem merytorycznym, to dodatkowo jej wartość podnosi szata edytorska. Kolorowe, profesjonalne zdjęcia, twarda oprawa, papier wysokiej jakości oraz różnorodny przekrój przepisów uwzględniające i wychodzące naprzeciw powszechnym dziś chorobom układu pokarmowego, jakim bez wątpienia są alergie pokarmowe, nietolerancja glutenu.

 

Autorka, Katarzyna Maciejko – Zielińska jest fotografką kulinarną i blogerką prowadzącą od czterech lat blog: Slodkiefantazje.pl, gdzie znaleźć można naprawdę ciekawe przepisy na smakowite słodkości. Stąd też pomysł na książkę. I cieszę się, że znajdują się w niej propozycje dań troszkę innych od tych naszych, znanych, bo chociaż knedle, omlety, babeczki itp. znamy, lubimy i robimy, to propozycje Katarzyny Maciejko – Zielińskiej są lekkie, zdrowie, pyszne i z takim dodatkiem, który znacznie ich podkreśla ich walory smakowe.

 

 

Zacznijmy od początku, czyli od ograniczeń i zamienników. Tłuszcze w wypiekach można zredukować, zmniejszając jego porcję, bądź zastosować równie dobry, ale zdrowszy zamiennik w postaci jogurtów (grecki lub naturalny), zmielonego twarogu, puree z awokado lub bananów, oleju kokosowego. Cukier zaś śmiało można zastąpić ksylitolem, cukrem kokosowym, stewią, syropem z agawy, daktylowym, klonowym, miodem, bądź karobem. A czym konkretnie są owe zamienniki, z czego się je pozyskuje, jakie zawierają składniki i dlaczego warto je stosować, odsyłam Was do książki. Autorka bowiem bardzo skrupulatnie wszystko opisuje. Warto wiedzieć, bo to naprawdę mądra wiedza :)

 

W dalszej części książki znajdziecie sześć rozdziałów z przepisami na przekąski, z czego skomponować pożywne ale zdrowe śniadanie, bogate w składniki energetyczne i odżywcze, przepisy na obiad, podwieczorek, wszelakie desery. Mmmm... pycha. Kilka z nich wypróbowałam. Powiem Wam, że odkrywam nowe smaki i aromaty :)


 

 

 

 

Przy każdym przepisie znajdują się dodatkowe informacje w postaci, np. przyczepionej etykietki, na której znajdziecie m.in. czas wykonania danej potrawy, stopień jej trudności, ilość porcji z podanych składników oraz informację dla alergików – danie bez glutenu, bądź mleka oraz wszelkie dodatkowe i cenne wskazówki.

 

 

 

 

 

 

Cieszę się, że Wydawnictwo Samo Sedno wychodzi naprzeciw coraz to nowszym trendom i modom na zdrowe odżywianie się. Ta pozycja będzie znakomitym prezentem zarówno dla tych, którzy lubią w kuchni eksperymentować, szukać nowych przepisów, bawić się smakami, ale przede wszystkim dla tych, co lubią zdrową żywność i gustują w tego typu daniach. To może być znakomity prezent dla każdej pani domu lub amatorów, bo dania nie są trudne do wykonania. Mogę powiedzieć, iż można pokusić się o taką zabawę w kuchni nawet z dziećmi, a jest tutaj masa przepisów na gofry, naleśniki, babeczki, zapiekane jabłka, koktajle owocowe, które będą znakomitą przekąską dla dzieci.

 

Zbliżają się święta, więc tym bardziej polecam, bo przy całym tym obżarstwie świątecznym, przepisy na te lekkostrawne dania mogą stać się wręcz idealnym zamiennikiem tych, które najbardziej lubimy, czyli tłuste, ciężkostrawne, po których tylko zgaga i ból brzucha.


 

Czy warto? Warto! A nawet – koniecznie warto! Książkę polecam całym sercem!

 

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 

 

 

 

17:35, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 listopada 2016

 

 

 Wydawnictwo: PZWL

Ilość stron: 167

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://ksiegarnia.pwn.pl/Kiedy-dziecko-ma-cos-z-sercem,620077082,p.html

 

Życie i zdrowie są najważniejsze – spotykamy się z tym stwierdzeniem dosyć często. I nie ma się co dziwić, wszak naprawdę zaczynamy ostatnimi czasy te wartości doceniać, dostrzegać przede wszystkim, szczególnie, gdy dotyka nas jakieś zagrożenie. Może nie byłoby też w tym nic dziwnego, gdyby temat nie dotyczył dzieci. Co innego, jeśli dowiadujemy się o problemach z sercem dziecka w okresie ciąży, co innego, gdy zaczyna dziać się coś niepokojącego, gdy maluch jest na świecie. Dlaczego? Bo w grę wchodzi zupełnie inny rodzaj diagnostyki i leczenia.

 

Poradnik Wojciecha Szczepańskiego, nawiasem – doktora nauk medycznych, ma przybliżyć rodzicom problem i źródło wstępnej informacji przy rozmaitych dolegliwościach dzieci. Książka podzielona jest na pięć rozdziałów. W każdym z nich bardzo szczegółowo, obrazowo, ale też prostym, przystępnym językiem opisano dany temat.

 

A zaczynamy od tego, jak działa serce:

„Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że serce stanowi najważniejszy organ w ciele człowieka. Bez niego życie byłoby niemożliwe. Serce wykonuje tytaniczną pracę, bijąc około sto tysięcy razy na dobę, czyli około 3 miliardów razy w ciągu życia przeciętnego człowieka. W każdej minucie pompuje ponad 5 litrów krwi, co daje imponujące 210 milionów litrów w ciągu życia (prawie dwukrotnie więcej niż objętość wody w najgłębszym jeziorze w Polsce). I robi to non stop.”

Z tego rozdziału dowiemy się nie tylko o budowie serca, krążeniu krwi, skąd biorą się skurcze serca, ale przede wszystkim, jak ono się rozwija. I na tym skupia się cała uwaga w poradniku.

 


 

W drugim rozdziale dowiemy się o pierwszej wizycie dziecka u kardiologa. Ale zanim to nastąpi, potrzebna jest rejestracja oraz solidne przygotowanie się do tej wizyty. Tutaj autor wymienia poszczególne elementy, jakie są niezbędne przy pierwszej wizycie, jakie dokumenty są niezbędne do rejestracji, o co pyta kardiolog na pierwszym spotkaniu, jak się do tego spotkania przygotować, jak przygotować dziecko do ewentualnej hospitalizacji, jeśli zajdzie taka potrzeba, jak przygotować dziecko do podstawowego badania serca czyli EKG, jak do pozostałych, innych badań, w tym próby wysiłkowej.

 

W kolejnym rozdziale autor skupia się na niepokojących objawach, przyczynach złego samopoczucia dziecka, na podstawowych objawach mogących wskazywać, że z sercem dziecka dzieje się coś niedobrego. Skupia się na zasłabnięciach i omdleniach, jak się w takich sytuacjach zachować, jak udzielić pierwszej pomocy przy tego typu zachowaniach organizmu.

 

W kolejnych dwóch rozdziałach autor opisuje zdiagnozowane choroby układu krążenia: objawy, przyczyny oraz badania wykonywane przy tego tupu chorobach. Bardzo obrazowo, bo nie brak tu zdjęć i ilustracji (ryciny) pokazuje prawidłowe zapisy badań, czy działania serca. W ostatnim rozdziale podejmuje temat leczenia chorób układu krążenia, czyli jakie leki stosuje się przy tego typu chorobach, jakie nieoperacyjne leczenie wad serca.

 

 Źródło: Internet

 

Poradnik uważam nie tylko za zebrane w jednym miejscu rady, porady dotyczące chorób serca dzieci, ale przede wszystkim autor bardzo ciekawie i przystępnie, bez typowego dla lekarzy języka medycznego, pokazał i opisał istotę tego, co najważniejsze pozwalając czytelnikom, często laikom, którzy po raz pierwszy się z tego typu chorobami spotykają na zrozumienie wielu aspektów i najważniejszej istoty nieoperacyjnych chorób kardiologicznych. Bo wiele tych chorób właśnie się do tej grupy zalicza. Poza tym, rodzice dzięki tej publikacji będą wiedzieli, jak przygotować dziecko do pierwszej wizyty u kardiologa, a to jest bardzo ważne, bo musi tu być pełna współpraca między rodzicem, a lekarzem. Pozwala poznać wszelkie elementy postępowania diagnostycznego, rozszyfrować pierwsze niepokojące objawy, no i myślę najważniejsze, to nie kierowanie się wytycznymi z internetu, których to jest cała masa, a im ich więcej tym chaos i zmieszanie się bardziej wzrasta, tylko świadome skierowanie się do lekarza, który podejmie właściwe kroki, by dziecku po prostu pomóc. I najważniejsze – nie możemy się bać, ani nie niepokoić. Dzieci łatwo przejmują nasze lęki, a przecież ich zdrowie jest najważniejsze!

 

 Źródło: Internet

 

 

 

Pozycję polecam całym sercem!


 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 


 

 

 

 

12:25, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2016

 

 Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 363

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://hitsalonik.pl/produkt/praktyczny-kurs-mowienia-i-rozmawiania-jezyk-angielski

 

Do książki należy podejść z dużym dystansem, bo jeśli chce się ją traktować jako podręcznik, to zapewne nie jest to najlepszy pomysł. Dziwię się, przeglądając w sieci różne opinie i recenzje, że wiele osób pisze o tej książce negatywnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to autorska metoda, a nie podręcznik, z którego mamy uczyć się podstaw językowych, gramatyki, czy słówek.

O swojej książce autorka pisze tak:

"Odrzuciłam to, co w praktyce nie było mi do niczego potrzebne, czyli opisy teoretycznego zastosowania różnych reguł. Co z tego, że wiedziałam jak się nazywa i do czego służy czas Present Perfect, skoro w praktyce nie byłam w stanie z niego skorzystać? [...]

Moja metoda polega na tym, żeby w instynktowny sposób nauczyć się praktycznego posługiwania się językiem obcym. [...] Zawsze ćwicz mówienie na głos. To bardzo ważne. [...] Ćwicz codziennie choćby przez piętnaście minut."

 

 

 

Tak. Zdecydowanie podpisuję się pod tymi słowami. Bo w tym wszystkim chodzi o to, by jeśli już naprawdę chcemy uczyć się języka obcego, jakiegokolwiek, to uczmy się go systematycznie. I zdecydowanie popieram sposób, jaki opracowała autorka. Ja nigdy nie uczyłam się angielskiego. W szkole miałam tylko rosyjski i niemiecki. Gdy moje dzieci zaczęły uczyć się tego języka, mimowolnie zmuszona byłam jakieś pojęcie jednak mieć. Przeraziłam się, gdy okazało się, że w języku angielskim jest dziewiętnaście podstawowych czasów. Po co? Na co? Oczywiście, odeszły mi chęci. Uczę się z młodszym synem, który chodzi do klasy trzeciej edukacji wczesnoszkolnej, na etapie nazewnictwa zwierząt i ich opisu. Ot.

Pawlikowska w swojej pozycji pokazała, podpowiedziała nam, jaką można sobie przyjąć metodę do nauki. Ona tylko wskazała pewien kierunek. I, co zresztą też podkreśliła we wstępie, na pewno jest to metoda na naukę do potrzebnej nam komunikacji. Czyli tego, by zwyczajnie, po ludzku umieć się dogadać, czy porozumieć. A jest to niby banalny sposób, a jakże pomocny i naprawdę znacznie ułatwiający naukę. Trzy kolumny. Po lewej stronie zdania po polsku, w środku prawidłowa pisownia po angielsku, po prawej - prawidłowość wymowy po angielsku. Sześćdziesiąt osiem rozdziałów nie ułożonych wcale tematycznie, a raczej według stopnia zaawansowania i ten przekrój tematyczny różnorodny. W każdym bądź razie wszystkiego po trochu, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że momentami zaskakująco :)

 


 

Na końcu książki znajduje się "Niezbędnik gramatyczny", czyli wszelkie podstawowe i niezbędne informacje gramatyczne, z podkreśleniem tego, co najważniejsze. I w tym rozdziale autorka pokazuje, jak język angielski jest językiem specyficznym. A ta specyfika polega na bezpośredniości tłumaczenia polskiego na angielski i odwrotnie. Jak wielkie są to różnice nawet znaczeniowe, nie mowiąc o różnicach w zastosowaniu niektórych zwrotów, czy po prostu potoczności, którą często powinniśmy posługiwać się na codzień:

"W przeciwieństwie do tego, czego uczy nas wiele podręczników i czego wymagali od nas nauczyciele, w życiu codziennym nie musimy odpowiadać pełnym zdaniem. Byłoby to nie tylko uciążliwe, ale wręcz brzmiałoby to nienaturalnie."


Do książki dołączona jest płyta. Słuchać i powtarzać, i w dodatku systematycznie, to klucze do dużego sukcesu, by zacząć w ogóle naukę jakiegokolwiek języka obcego, bo ma to przecież przełożenie na inne języki, nie tylko angielski.

 

 


"Praktyczny kurs języka angielskiego" to bardzo dobra pomoc w nauce mówienia i rozmawiania. I w takich kategoriach należy tę pozycję postrzegać i traktować. Dla mnie, jako laika, osoby rozpoczynającej przygodę z tym językiem, to świetna pozycja i śmiało polecam wszystkim tym, którzy chcieliby, bądź dopiero zaczęli naukę angielskiego, podobnie jak ja. Może sprawi radość obdarowanemu, jako prezent? Ja znalazłam w niej wszystko, czego szukałam w tego typu książkach. 

 


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 


21:52, toksiazki12 , Poradniki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 października 2016

 

 

Dom Wydawniczy Rebis

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 144

"Notes Kuchenny" znajdziecie:

https://www.rebis.com.pl/pl/book-notes-kuchenny-nina-majewska-brown,b22331.html

 

 

Nareszcie ktoś pomyślał o nas – gospodyniach, paniach domowych. I chociaż „Notes” ma kolor pudrowego różu jest nie tylko przemyślany formą, ale i treścią, dając nam to, co każda kobieta powinna mieć w swojej kuchni. To nie jest taki sobie zwykły notes, który ma być tuż pod ręką, gdy będziemy po niego sięgać za każdym razem, gdy zmusi nas potrzeba przygotowania posiłku według ściśle określonego przepisu. Jego autorka daje nam to, co dla podobnych laików do mnie w dziedzinie kulinarnej jest po prostu cennym produktem, radą i poradą, a nawet pouczającym sztukę savoir-vivru.

 

 

Źródło: Internet

 

Po pierwsze „Notes kuchenny” jest opracowany graficznie w formie zeszytu do przepisów. I taka jest jego pierwotna rola, by wszystkie karteczki, karteluszki z przepisami, jakie przez lata nam się nazbierały znalazły się właśnie w nim, czyli możemy je sobie spisać i wygodnie z niego korzystać.

 

Po drugie, bardzo mi się podoba, że autorka opracowała go własnoręcznie, zamieszczając również to, co niezbędne w każdej kuchni dobrej gospodyni. Znajdziemy tu przede wszystkim „Przeliczniki miar i wag” - zawsze miałam z tym problem, bo nie we wszystkich przepisach są proste i podręczne przeliczniki na szklanki, łyżki, czy łyżeczki, a takimi tylko operuję. Tutaj znajdziemy profesjonalnie opracowane przeliczniki, które jasno i wyraźnie określają, ile gram, czy mililitrów mają po kolei: szklanka, łyżka, łyżeczka: cukru, mąki, kaszy, ryżu, oleju, miodu, soli, śmietanki itp.

 

 

 

 


 

 

Poza tym: ile przypada gram, mililitrów jednej porcji jedzenia na jedną osobę; przepięknie zilustrowany „kurs” savoir-vivre przy stole; opisy rodzajów mąk i ich przeznaczenia; jak wyrobić ciasto na makaron, ciasto na chleb, kluski.

 

 

 

 

Autorka dzieli się z nami również kilkoma swoimi tajemnymi przepisami na niektóre potrawy, ciasta, a nawet likier, udziela nam wskazówek dotyczących przygotowywania warzyw, owoców, jaj i nawet przypraw. I przyznam, że jestem wielką zwolenniczką używania do potraw wszelkiej maści przypraw. Uwielbiam, gdy pachną, bo wierzę, że właśnie zapachem najlepiej przyciągają i poruszają kubki smakowe. Ten rozdział jest po prostu rewelacyjny!

 

Otrzymujemy od Niny Majewskiej – Brown pozycję specjalną, wyjątkową, dopracowaną, własnoręcznie opracowaną, z ciekawostkami, przepisami, poradami oraz mnóstwem wolnego miejsca na prywatne – własne przepisy. Autorka zadbała o szczegóły i szatę graficzną, by każdy rozdział był opatrzony ozdobnym pismem z odpowiednim wstępem. Całość jest przejrzysta, ciekawa i u mnie już ma swoje miejsce :)

 

A cóż to za niespodzianka?

Zapewne zauważyliście na zdjęciu, trudno nie zauważyć, to nie rekwizyt na potrzeby fotografii, ale prezent do „Notesu kuchennego” od firmy Tupperware – najlepsza obieraczka do cytrusów. Zupełnie na końcu „Notesu” znajduje się niezbędne objaśnienie jej użytkowania. Prawda, że miły akcent? Mnie się podoba i to bardzo.

Tak samo polecam „Notes kuchenny” Niny Majewskiej – Brown. Bardzo! Wszystkim! :)

 

 

Niebawem ŚBN, może jednak czas, by faktycznie wszystko było w jednym zeszycie, żeby nie szukać?


Nina Majewska-Brown to absolwentka wydziału polonistyki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przez lata pracowała w różnych wydawnictwach. Obecnie wychowuje synów i prowadzi dom. Udany debiut literacki Wakacje, potem kolejna część Zwyczajny dzień oraz Jak się nie zakochać, to opowieści o losach barwnej bohaterki, Niny Braun, kobiety po przejściach.

 

 

Za tę wyjątkową pozycję dziękuję Wydawnictwu:

 


 

 

12:20, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lipca 2016

 

Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 288

rok wydania: 2016

Poradników pomagających nam dokonać zmian w naszym życiu, dających nam wspaniałe i cenne rady, jak to odmienić swoje życie, na rynku wydawniczym jest naprawdę bardzo wiele. Nawet najlepszy na świecie poradnik nie pomoże nam zmienić życia, jeśli nie będziemy chcieli tego sami. To zależy od naszego zaangażowania, naszej wewnętrznej siły, systematyczności, samozaparcia.

The Book of You” to przede wszystkim praca zespołowa, której współautorem jest Jamie Oliver, znany brytyjski kucharz, który gościł już na łamach mojego bloga z książkami kulinarnymi, z przepisami znanych i lubianych vlogerów z kanału FoodTube, wydanymi pod skrzydłami Wydawnictwa Insignis.

 

Źródło: Internet

 

 

Czym jest „The Book of You”? Najprościej byłoby powiedzieć poradnikiem. Jednak, to nie jest taki zwykły poradnik. Sam tytuł – The Book of You – w bezpośrednim tłumaczeniu, to nic innego, jak – książka o Tobie. Bezpośrednio skierowana i przeznaczona dla potrzeb czytelnika. Mowa tu o tzw. mikroakcjach. Żeby do czegoś konkretniejszego dojść, i aby miało to jakiekolwiek wymierne skutki trzeba zdecydowania i upartości. Na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

Kategorie mikroakcji skupiają się na:

Food – czyli jedzenie. Mikroakcja, która pozwala nam zrozumieć, jak ważne jest w naszym życiu jedzenie i jak proste, małe zmiany w sposobie naszego żywienia mogą nam je wydłużyć na długie lata. Ważne jest w tej mikroakcji, to co jemy, jak, kiedy, ile i z kim.

Mind – czyli umysł. Mikroakacje tej kategorii pozwalają na skupieniu swojej uwagi na – TU i TERAZ, produktywności, dobrej organizacji, itp. Czyli to, o czym całkiem niedawno Wam mówiłam, przy okazji recenzji „Dziennika uważności” autorstwa Corinne Sweet.

Move – czyli ruch. Mikroakcje dotyczące naszego ruchu na co dzień, zawierające łatwe i małe ćwiczenia, które powinny sprawiać nam tylko radość, a nie przykry obowiązek.

Love – czyli miłość. I to wcale nie chodzi o romantyzm, a o relacje ze sobą, czy innymi.

 

 

 

 




Książka doskonale pokazuje, że takie mikroakcje nie powinny obciążać zbytnio naszego porządku dnia. Mają to być drobne rzeczy, ale ważne, sprawiające nam dobrą zabawę, radość, czy po poprawę samopoczucia. Zawiera ona 365 mikroakcji na każdy dzień. Nie ważne, kiedy się zacznie, ważne, by zacząć, mieć chęć i kroczek po kroczku je realizować. Tylko od nas zależy, kiedy, od czego i w jaki sposób zaczniemy nasz plan zmian. Nie generalnych, ale mało odczuwalnych, zauważalnych, po których efekt ma być widoczny za jakiś czas.

 

 


Książka jest o tyle wygodna, że nie jest jakiś niebotycznych rozmiarów. Można nosić ją nawet w torebce listonoszce, poręczna, z wolnymi miejscami na Wasze zapiski, przemyślenia, gryzmoły, rysunki itp. Bo to ma być książka o Was, dla Was i dla Waszych aktualnych potrzeb.

Polecam, zdecydowanie i gorąco!


 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 


 

 

 

 


Książka dostępna tu:

http://www.insignis.pl/ksiazki/book-of-you/



19:05, toksiazki12 , Poradniki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 czerwca 2016

 

Wydawnictwo Samo Sedno

Ilość stron: 279

Rok wydania: 2016

 

 

Pod pojęciem DETOKS kryje się wiele definicji, zależnie od tego, do której dziedzin życia jest nam ono potrzebne i czy bierzemy pod uwagę tylko wspomaganie detoksykacji samymi suplementami diety. Jedno jest pewne, detoks to nic innego, jak oczyszczanie organizmu. Ale, nie tylko. Na detoks składa się również aktywność fizyczna, zdrowa, zbilansowana dieta oraz nasz stan psychoemocjonalny.

 

Racjonalne oczyszczanie organizmu polega przede wszystkim na przemyślanym doborze odpowiedniej diety, bowiem każdy organizm jest inny, i każdy potrzebuje zupełnie innej porcji składników odżywczych. Jednak zaczynając jakiekolwiek zmiany w naszym życiu, musimy skupić się na pozytywach, bo tylko one będą odpowiednio wpływać na nasze działania. Negatywne myśli niczego nam nie ułatwiają, znamy to przecież, prawda?

 

 

 

 

„Zdrowy detoks”, to książka, która pozwala nam nie tylko zrozumieć, jak ważne w naszym życiu są zmiany, ale przede wszystkim pomaga stopniowo, bezpiecznie przez nie przejść bez szwanku na zdrowiu. Autorką niniejszej publikacji jest magister dietetyki Ewa Jarosz, która oprócz wykładów, warsztatów oraz szkoleń o tematyce zdrowego odżywiania jest autorką niezwykle ciekawego, bogato oprawionego w szatę graficzną bloga: http://dietetykwstolicy.pl/

Zajrzałam, przejrzałam i polecam!

 

W części drugiej książki dowiemy się, jak przygotować się do zmiany sposobu odżywiania, co w tych przygotowaniach jest ważne, i co najważniejsze – jak zacząć zmiany, jak obliczyć prawidłowo swój wskaźnik masy ciała – BMI, jakich nie popełniać błędów żywieniowych oraz 15 żelaznych zasad racjonalnego odżywiania:

 

 

 

 

W części trzeciej dowiemy się, jak dbać o nasze narządy wewnętrzne, typu: wątroba, trzustka oraz jelita cienkie i grube (tu ważne informacje dla osób, które borykają się z zaparciami, czy wzdęciami). Ale, nie tylko. Tutaj dowiemy się jak ważną rolę w naszym organizmie spełnia gospodarka wodno – elektrolitowa, jakie występują alergie i czym się objawiają, co szkodzi zębom, włosom, skórze i paznokciom.

 

 

 

W części czwartej natomiast bardzo ciekawie opisano, jakie zioła i przyprawy w kuchni pomogą oczyścić organizm, które z nich działają napotnie, które moczopędnie, które usprawniają metabolizm. Tutaj też znajdziecie wskazówki min., jak bezpiecznie przeprowadzić krótki detoks, jak rzucić palenie i nie przytyć, jak dzięki diecie poprawić jakość snu i pomóc sobie podczas migreny.

 

Dodatkowym atutem i uzupełnieniem poradnika są przepisy na pyszne, zbilansowane, smaczne i pachnące dania. Dzięki tej publikacji zrozumiecie dokładnie, co to jest DETOKS, który wcale nie musi oznaczać restrykcyjnego podejścia do tematu zdrowego odżywiania się, zmian na tym polu działania. To książka oparta przede wszystkim na doświadczeniu i wiedzy autorki, która postanowiła się wszystkim tym z czytelnikami podzielić. Książka również przyczyni się do Waszego spojrzenia na jedzenie, stały rytuał naszego życia z zupełnie innej strony. Bardzo wartościowa, bardzo pomocna i niezwykle ciekawa.

 

 

 

 

 

 Książkę znajdziecie min. tu: http://www.samosedno.com.pl/zdrowy-detoks,1436.html

 

 

Gorąco polecam!

 

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 



 

 



 Wszystkie zdjęcia i plansze graficzne są mojego autorstwa.

14:05, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2016

 

 

 

 

 

Michał Bednarski. Filolog angielski, specjalista metodyki, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (lic.) i Uniwersytetu Śląskiego (mgr). Pasjonat dydaktyk z ponad 10 letnim stażem. Autor badań glottody... Założyciel portalu angielski-przedszkole.pl

 

Każde dziecko jest inne, każde wymaga innej uwagi. Każde inaczej przyswaja naukę. Mówi się powszechnie, że dziecko w wieku przedszkolnym jest podatniejsze na podawane mu wiadomości. Szczególnie jeśli chodzi o naukę języka obcego. Angielski jest podstawowym językiem obcym, którego dzieci uczą się już w wieku przedszkolnym. To, jak podaje im się tę wiedzę wiele zależy od sposobów, praktyki, doświadczenia nauczyciela.

 

Źródło: Internet

 

Bardzo ważne w tym wieku jest również nieobciążanie małego ucznia ilością przyswajanej wiedzy i nauki. Poradnik Michała Bednarskiego jest przede wszystkim skuteczną pomocą dla nauczycieli. Wskazówką opartą na doświadczeniu autora. Bez wątpienia nauczanie w początkowej fazie przedszkolnej jest nie tylko ciekawe, ale przede wszystkim stanowi wielkie wyzwanie, aby okiełznać panujący chaos i choć na chwilę skupić ich uwagę.

 

Poradnik łączy teorię z praktyką. Napisany prostym, zrozumiałym językiem, bardzo przystępnie. Cenne wskazówki, interesujące porady pozwalają nauczycielom na wcielenie wielu różnorodnych pomysłów, na to, w jaki sposób wprowadzić nowe słownictwo, jak można przeprowadzić gry, zabawy, które je tylko utrwalają i sprawiają mnóstwo radości. A o to chyba najbardziej chodzi. Żeby dzieci odczuwały radość, nie czuły się przymuszane, czy przytłoczone wizją tego, że muszą coś umieć, zrozumieć.

 

W poradniku znajdziecie scenariusze zajęć rozpisane krok po kroku, opracowane w sposób przejrzysty lekcje z podziałem na wstęp, rozwinięcie – czyli zasadniczą część lekcji oraz zakończenie. Poza tym, znajdziecie w nim liczne wskazówki i porady, które ułatwią Wam utrzymać dyscyplinę oraz motywację w dzieciach do nauki.

 

Nie jestem nauczycielem, ale poradnik mogę polecić z czystym sumieniem. To precyzyjna, dopracowana pomoc nie tylko dla nauczycieli. Również dla mnie rodzica, który wchodzi w świat języka obcego jest to książka, która pomaga wiele zrozumieć, by móc potem wcielić te wskazówki w życie.

 

Zapraszam tez na stronę autora, gdzie bardzo obrazowo przedstawia istotę prowadzenia lekcji angielskiego, do wypróbowania przez wszystkich, łącznie z zestawieniem lekcji, piosenek, gier i zabaw oraz metody TPR.

 

 

 

Za możliwość zapoznania się z poradnikiem dziękuję:

 


12:01, toksiazki12 , Poradniki
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi