Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Audiobooki

wtorek, 14 lutego 2017

 

 



Czyta: Monika Dąbrowska-Jarosz

Czas trwania: 7 godz. 16 min.


Przyjemność ze słuchania audiobooka czerpie się ze znakomicie poprowadzonej narracji, odpowiednich akcentach, podziale głosem na opisy, dialogi – tutaj miałam to wszystko w nienagannej i perfekcyjnej formie. Monika Dąbrowska – Jarosz oddała przepięknie klimat powieści. Słuchało się jej spokojnego, stonowanego głosu z wielką przyjemnością. Odpowiednia intonacja, akcenty, a nawet podział na role. To lubię! W tym tkwi szyk czytanej przez kogoś zupełnie obcego powieści. A ja audiobooki odsłuchuję na spacerach i przykładam do tego ogromną uwagę, bo tego właśnie kiedyś mnie uczono. Lista moich ulubionych lektorów wzbogaca się o nowe nazwisko i już wiem, że nie jest ona całkowicie zamknięta. Aktualnie odsłuchuję kolejnego i do listy tej dojdzie kolejne nazwisko :)

 

Historia opisana przez autorkę na pozór wydaje się zwykłą opowieścią o losach młodej dziewczyny, która stoi na progu dorosłości, pięć lat wcześniej w wyniku wypadku, w którym zginęła jej matka, straciła nieodwracalnie wzrok. Ale to tylko pozory. W powieści tej autorka poprzez swoją główną bohaterkę pokazała zmagania się z codziennością, problemy i troski osób niewidomych, ale też i ich bliskich, często natury osobistej i psychologicznej. Lila ma siedemnaście lat, przygotowuje się do matury. Mieszka ze starszą siostrą Klaudią, ojcem i psem. Codziennie też przychodzi do nich babcia, która przygotowuje posiłki i zajmuje się domem. Dotychczasowy poukładany rytm dzienny, oparty na względnym pokonywaniu barier i przeszkód, burzy Tomek, kolega ze szkoły Klaudii. Notabene chłopak jest nieziemsko przystojny i wzrokiem rozchwytywany przez tabuny dziewcząt. Jednak pierwsze spotkanie z Tomkiem nie będzie wcale dla Lilii przyjemnym. Chłopak zostanie przez nią zgarnięty do szuflady z napisem „dupek”, bo obrazi najlepszego jej przyjaciela, Mikołaja.


 

 

 

Nauczanie domowe ma plusy, ale kiedy w grę wchodzi nauka osoby niewidomej, wymaga to od nauczyciela nie tylko wyczucia, znajomości brajla, ale i umiejętnego przekazania swojej wiedzy. Kiedy fizyk z jakichś powodów nie może dalej uczyć Lilii, z pomocą przyjdzie jej właśnie Tomek. To nie będzie dla dziewczyny takie łatwe i proste, tym bardziej, że chłopak nie zaskarbił sobie u niej żadnych pozytywnych względów. Tomek postara się przełamać wszelką jej niechęć i opory, jakie nawarstwiły się przez cały dotychczasowy czas. Ku zaskoczeniu, chłopak znakomicie odnajdzie się w tej roli. Mało tego, wywoła u niej chęć poznania świata na nowo. Lila zacznie małymi kroczkami przełamywać się w środku, otworzy się na rzeczywistość, poskromi naburmuszony bunt, zacznie żyć pełnymi garściami. Swoje osiemnaste urodziny spędzi w towarzystwie Tomka, nad jeziorem, pływając. Wspólne wycieczki za miasto, wojaże na motorze i pikniki na świeżym powietrzu, w kinie, czy po prostu na zwykłych rozmowach, zburzą jej, dotychczas opanowany przez strach, świat. Tomek rozkocha w sobie Lilę. Dziewczyna pozwoli, by do jej swoistego pudełka samotności, wyalienowania, odcięcia od wszelkich pozytywów weszło światło i radość z dostrzegania tego, czego dotychczas się po prostu bała. Pierwsze gorące pocałunki, uczucie pragnienia i pożądliwości drugiej osoby, poczucie bliskości kogoś u swojego boku. Tego nigdy nie znała. Ba! Nawet nie myślała, że w ogóle ją to spotka. Będą wyznania, opowieści o emocjach, trudnej i smutnej przeszłości. Jednak pojawienie się Tomka u boku Lilii nie okaże się przypadkowe i spowodowane zauroczeniem, czy zakochaniem. Chłopak pojawi się wraz z tajemnicą, której karty Lila odkryje dopiero po jakimś czasie.

 

 

Nie obejdzie się bez smutku, łez, rozpaczy i jak na powieść obyczajową przystało - burzliwe rozstanie. Wbrew uczuciu, rozsądkowi, wszystkim wokół. Nic nie będzie oczywiste, a kiedy cała prawda wyjdzie na jaw, urazy i dawne sprzeczności wrócą na nowo. Co kryje Tomek i dlaczego wbrew pozorom, cała reszta rodziny jest w mieszana w tę tajemnicę?

Autorka w swej powieści wykorzystała chyba niemal wszystkie zmysły. Opisy sytuacji, poprowadzenie narracji z perspektywy głównej bohaterki - osoby niewidzącej jest niezwykle trudne, a jednocześnie tak bardzo palpacyjne. Tutaj smaki, aromaty, dźwięki są określone misternie, daje się je odczuć namacalnie, jakby na skórze i poznawało, nazywało się je na nowo. Autorka wykonała to precyzyjnie, z zachowaniem przestrzeni dla czytelnika, by mógł pewne rzeczy sobie też dopowiedzieć, wyszeptać. Lila to nie tylko młoda dziewczyna, która za chwilę ma wejść w dorosłość. To osoba ogromnie silna, trochę zamknięta, ale w głębi serca marzy by jeszcze posmakować tego innego życia, pokonać bariery, poczuć się jak normalny nie pokaleczony człowiek. Według mnie, niepotrzebne było dopowiedzenie tej ostatniej kropki. Można by poczuć większy niedosyt i wykreować własne zakończenie, ale... taki był zamysł autorki.

 

 

 

„Ósmy kolor tęczy” Martyny Senator uważam za powieść absolutum. Taką, z której dużo wyniesiemy, bo uczy pokory, przewartościowania światopoglądu, może da bodźca do odnalezienia innej ścieżki życiowej, poruszy do zmian. Uważam ją za niezwykle sugestywną i emocjonalną. Znakomita fabuła osnuta rodzinną tajemnicą, intensywnością przeżyć i wrażeń głównej bohaterki. Następujące po sobie wątki, jej wewnętrzne rozterki, myśli nadają powieści swoistego klimatu. Powieść ta znacząco wpływa na postrzeganie ludzi niewidomych, próbuje odpowiedzieć na wiele pytań z tym związanych, pozbawia wrażenia sztuczności, czy złudności. Świat tych ludzi ma co prawda jednolity kolor, ale nie oznacza, że musi to być świat pozbawiony aktywności, zamknięty jak w szklanej kuli. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy.

 

Polecam!


Wrażenia ogromnie pozytywne, a głos Moniki Dąbrowskiej-Jarosz dodaję do listy najlepszych, najznakomitszych, przyjemnych, profesjonalnych.

 

 

21:35, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2017

 

 



 

Audiobook

Długość: 16 godzin 30 minut

Czyta: Krzysztof Gosztyła

Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.

 

Mróz nie przestaje zaskakiwać. Tworzy bardzo wyraziste postaci, z którymi można się zżyć, pokochać je, albo wreszcie znienawidzić. W Jego powieściach nie zwraca się uwagi już tylko na główne wątki, jakimi są bez wątpienia procesy sądowe i śledztwa tej dwójki prawników, ale również wątki poboczne, drugoplanowe postaci, dając tym samym dowód na to, że jest autorem wszechstronnym. Mróz buduje sugestywne napięcie, mataczy w sprawie, tworzy kontrowersyjne postaci, by jeszcze bardziej zaciekawić czytelnika, dać mu cechy autentycznego dzieła, które pierwszorzędnie nadaje się na scenariusz filmowy, bądź serialowy, bo chyba taki byłby najodpowiedniejszy.

 

Jak zwykle nie zawiodłam się na lektorze, Maestro Gosztyle. Śmiem nawet stwierdzić, że już tak przyzwyczaiłam się do Jego głosu, że słuchając innego audiobooka i innego czytającego, słucham na tyle wnikliwie, że zaczynam bać się sama siebie. W werbalizacji głosu innego lektora próbuję doszukiwać się mankamentów, sugerujących, że numer jeden jest tylko jeden. Niestety, Maestro Gosztyła jak na razie przoduje na mojej liście najlepszych głosów.

 

Co tym razem przyszykował autor naszym bohaterom?

Chyłka po niechlubnie poprowadzonej sprawie zaginięcia małej Nikoli, w której to pokierowała się głosem serca, rozsądku, etyki, zamiast dobrym wizerunkiem kancelarii Żelazny & McVay, opuszcza swojego dotychczasowego pracodawcę na rzecz jednego z boksów w supermarkecie. Pożegnanie z kancelarią nastąpiło z przytupem, w cieniu pewnych kontrowersji. Teraz Chyłka za każdą poradę prawną kasuje jedyne pięćdziesiąt złotych. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Joanna stanęła na samym dnie dna, z którego nie ma widoków na to, by wyjść. Alkoholizm staje się jedynym według niej ratunkiem na wyzwolenie się od pręgierza winy z ostatniej sprawy oraz zagłuszeniem wewnętrznych wątpliwości, które dochodzą coraz częściej do głosu.

 

 

Ale... los daje prawniczce szansę. Dziwnym zrządzeniem zaczyna bronić cygana - Bukano, który zostaje oskarżony o zamordowanie swojej żony i córki. Żona nie była Cyganką z pochodzenia, tylko Polką, w dodatku pochodziła z dobrego domu, o wysokim statusie społecznym. Co w tym jest jeszcze bardziej kontrowersyjnego? To, że rodzina miała wykupione polisy na życie na milionowe kwoty. Prokurator ma szerokie pole do manewru, z łatwością stawia oskarżonemu zarzut morderstwa. Chyłka z kolei sprawę przyjmuje z radością i nadzieją, że uda jej się podreperować budżet, by mieć na przeżycie najbliższych dni.

 

Kordian po odejściu Chyłki dostaje innego opiekuna, Lwa Buchelta. Ma wrażenie, że stateczny, flegmatyczny starszy pan porusza się z prędkością żółwia, zaś jasności umysłu mu nie brakuje. Jego drogi z Chyłką skrzyżują się w pewnym momencie. Jednak, zanim to nastąpi, Kordian podłoży niejedno świństwo swojej dawnej patronce. Kobieta coraz częściej popada w alkoholowy amok, zawsze chodzi nietrzeźwa, wydaje się, że powoli traci rezon, poczucie wstydu. Czuje, że obrona Cygana staje się barierą nie do pokonania. Do tego odzywają się demony przeszłości w postaci Piotra Langera, który ciągle depcze jej po piętach.

 

 

Mróz wykazał się w tej części niesamowitym znawstwem środowiska cygańskiego stosując nie tylko opisy ich społeczności, pewnych rytuałów dotyczących wykluczenia członków ich rodzin, ale też zwrotami w języku romskim. No i jak to w chyłkowej serii, koniec zaskakuje, zupełnie. Tutaj każdy detal ma duże znaczenie, karty odkrywa się skrupulatnie. Bohaterowie są niezwykle autentyczni. Polubiłam Joannę. Temperamentna, powściągliwa w okazywaniu emocji, skryta, tajemnicza, prostolinijna. Niewiele jest takich kobiet, takich bohaterek. Cenię autora, że pokazał jej ciemną stronę i ludzką słabość, bo nawet jeśli charakterem Chyłka przypomina siłacza, w środku jest krucha jak porcelana. Autor dosadnie, precyzyjnie pokazał etapy upadku zawodowego i życiowego prawniczki. Na ratunek przyjdzie także jej ojciec, ale Joanna od nikogo niczego nie chce, a już na pewno nie pomocy ojca.

 

 

„Rewizja” Remigiusza Mroza to sprawnie, lekkim piórem napisany thriller kryminalny, gdzie wartka akcja powieści wprowadza czytelników od pierwszych wersów w świat prawniczego żargonu, rozbudzając naszą ciekawość z każdą czytaną stroną. Tutaj każdy szczegół ma swoje miejsce i znaczenie, a bohaterowie są autentyczni. Mróz za każdym razem kończy zaskakująco, niemal piorunująco. I cieszę się, że jest kontynuacja.

 

Polecam, warto!

 

 

 

 

 

 



22:36, toksiazki12 , Audiobooki
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 grudnia 2016

 

 

 

ZAGINIĘCIE - Audiobook
Czyta: Krzysztof Gosztyła
Długość: 13 godz. 3 min.

 



Znowu będę się powtarzać, ale co ja no to poradzę, że Mróz jest marką samą w sobie, w dodatku na bardzo wysokim poziomie. Powtórzę również to, że nie ma lepszego lektora od Maestro Gosztyły. Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy bardzo głupi pomysł zastąpienia tego głosu innym, to po prostu niech się zastanowi tysiąc, albo i więcej razy! Mam też jedno ciche i skromne marzenie w związku z serią tych książek, by w końcu udało się to zekranizować. Przez moment zastanawiałam się nawet, kto mógłby zagrać główne role.

 

Zatem, drugie spotkanie z parą zupełnie nieprzewidywalnych prawników uważam za absolutnie udane. Pod każdym względem. Skąd autor czerpie te wszystkie pomysły, nie wiem, ale talent ma niezwykły. Odsłuchuję ostatnią, czwartą część powieści i po prostu za każdym razem mnie zaskakuje. Cieszę się, że Chyłka jest właśnie taka jaka jest, a Zordon zaczyna przy niej nabierać pewności siebie. Ta para to mieszanka wybuchowa charakterów i światopoglądów.

 

 

 

Polubiłam Chyłkę za jej temperament, cięty język, ripostę i równe traktowanie każdego swojego rozmówcy, bez względu na status społeczny, powiązania rodzinne, wykształcenie, itp. Dla niej wszyscy są równi i w ogóle się z tym nie kryje. Telefon w środku nocy o zaginięciu trzyletniej córeczki dawnej znajomej Angeliki, wywoła wielkie zamieszanie. Tym bardziej, że znajoma wcale do grupy lubianych nie należy. Zniknięcie trzyletniego dziecka w środku lasu, z domku letniskowego budzi wiele emocji, nie tylko u pary słynnych prawników lecz w światku dziennikarskim szczególnie, bo ojciec dziecka – Awit, to znany biznesmen. Sprawa potoczy się dla niego bardzo niefortunnie. Brak śladów włamania do domku sprawią, że cień podejrzeń padnie na rodziców. W trakcie przesłuchania wychodzą skrywane przez małżonków tajemnice. Chyłka z Zordonem podejmą trop poszukiwań, który zawiedzie ich nawet za białoruską granicę. Oliwy do ognia doleje Angelika zmieniając całkowicie front swoich zeznań, obciążając Awita za śmierć córki, agresywne zachowanie wobec niej samej, kiedy dowiedział się, że owy białoruski gangster jest jej kochankiem. Czy Chyłka zdoła wybronić swojego klienta?

 

Mróz idealnie obmyślał intrygę, wplótł wątki sensacyjno – kryminalne, użył bardzo sugestywnie żargonu prawniczego, a jeszcze w wykonaniu Chyłki i Zordona, ten element w książce zyskuje podwójnie na wartości. Akcja nakreślona z wielkim rozmachem, idealna na scenariusz filmowy. Cieszę się, że kontynuuję przygodę z duetem prawniczym. Jestem w trakcie odsłuchiwania czwartej części. Mróz zaskakuje, intryguje, jest znakomity w swoim fachu. Powieści spod Jego lekkiego pióra są jak misternie utkane łańcuszki. Autor wykazuje się niezwykłą precyzją i kunsztownym zakończeniem. Za każdym razem wbija mnie w fotel. Powieść kończy się zaskakująco, ale powiedziałabym, że to zakończenie było raczej do przewidzenia. Joanna pójdzie za głosem sumienia, pozwoli dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi. Kordian z kolei nie zrobi niczego wbrew założeniom kancelarii.

 

 

 

„Zaginięcie” Mroza to dynamiczna akcja, która wciąga od pierwszych wersów, idealnie wpleciona intryga oraz dopracowane wątki. To kryminał i powieść sensacyjna w jednym. Prawnicy są po to by bronić, owszem, ale u Mroza są też i detektywami, często drążącymi w temacie na tyle długo, by otrzymać to, o co walczyli. Tutaj jest dopracowany każdy szczegół. Oprócz głównych bohaterów, ważnymi stają się też bohaterowie poboczni oraz każdy szczególik i detal, który w śledztwie jest niezwykle ważny.

 

Cieszę się, że autor pisze tak a nie inaczej, cieszę się, że stworzył Chyłkę, z którą utożsamia się charakterem wiele kobiet. Wreszcie, czekam na piąty tom, bo tak to się przecież nie może zakończyć. Zdradzę Wam tylko, że trzecia część serii to „Rewizja”, w której jest kompletnie przewrócenie życiowych rozterek i problemów natury osobistej Chyłki do góry nogami. Ale... Chyłka jak kot, zawsze spadnie na cztery łapy.

Polecam!

 

17:55, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2016

 

Wydawnictwo: Czwarta Strona

 Czyta: Krzysztof Gosztyła

Długość: 13 godzin 36 minut

 

 

"Kasacja" otwiera serię z Joanną Chyłką. Na dzień dzisiejszy seria liczy cztery części. Zastanawiam się, na czym polega fenomen Mroza? Autor bardzo młody, a potrafi pisać jak niejeden dojrzały pisarz. Ale... to doskonale, szczególnie jeśli funduje nam taką grę emocji, że czyta, czy słucha się z ogromnym podziwem i uznaniem. Niesamowicie pisze. Kunszt słowa, precyzja w zaplanowanej intrydze i fabuła rodem jak z najlepszego filmu amerykańskiego, bo tam w większości rodzą się tak genialne produkcje. Nawet nie zawiodłam się na audiobooku, którego oczywiście odczytał Mistrz Gosztyła. Mam swoją listę ulubionych lektorów i pan Gosztyła, jak na razie króluje na pierwszym miejscu. Kiedyś przedstawię Wam tę listę obrazowo.

 

Mróz po prostu stworzył swój unikat, którego mam nadzieję kiedyś ktoś przeniesie na ekrany, bo naprawdę na to zasługuje. Oprócz tak genialnie zbudowanej fabuły, wykreował duet świetnie uzupełniających się bohaterów - prawników. Polubiłam ich od pierwszego wersu. Ona, w niczym nie przypomina flegmatycznej prawniczki, która swoją pracę wykonuje tylko z obowiązku. Mecenas Joanna Chyłka jest nie tylko młoda, piękna, czy właścicielką idealnej figury i szybkiej jak błyskawica iks piątki, którą wręcz traktuje z namaszczeniem niczym córkę, ale wyróżnia się, i to bardzo dobitnie - ciętą ripostą, bezpardonowością, bezpośredniością i niewyparzonym językiem. I ma to przełożenie nie tylko w życiu prywatnym, ale i zawodowym. A to jest bardzo ugruntowane, bo prawniczka jako bardzo dobry, z sukcesami pracownik kancelarii prawniczej Żelazny&McVay jest nie tylko prawą ręką szefostwa, ale w oczach współpracowników ma wyraźny szacunek i poważanie. Zostaje patronką Kordiana Oryńskiego, aplikanta rozpoczynającego praktykę w McVay'u. Szybko mianuje go Zordonem, bo tak łatwiej i szybciej jej zapamiętać. A on, to z kolei ostoja spokoju i cierpliwości. Pierwsza praktyka prawnicza i pierwsza poważna sprawa, nad którą rozpoczyna pracę wspólnie z patronką.

 

Źródło: Internet

 

Syn znanego biznesmena, Piotr Langer zostaje oskarżony o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem dwóch osób, których ciała odnaleziono w jego mieszkaniu, i z którymi Langer przebywał dziesięć dni. Obrońcami zdają się być Chyłka z Zordonem. Długa przed prawnikami droga dojścia do jakiegokolwiek punktu zaczepienia, dojścia do jakichkolwiek świadków, osób postronnych. Do tego Langer, jakby na złość przywdział maskę milczenia. Nie reaguje nawet na prośby błagalne swoich obrońców, broniąc zaciekle swojego stanowiska, że nie zabił, ale niczego przy tym nie wyjaśniając. Z pomocą przyjdzie im jednak Kormak, kolega z kancelarii zajmujący się wszystkim, co dotyczy komputerów, podsłuchów, inwigilacji totalnej. W jaki sposób Chyłka i Oryński dojdą do prawdy?

 

Powiem Wam jedno, nie będziecie się nudzić. Ciekawość przybiera na sile z każdym nowym rozdziałem. Szybkie tempo akcji, następujące po sobie wątki, cięty język, bezkompromisowość, macki mafii oraz jeden wielki obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni spowoduje, że finał całej sprawy wbija w fotel. Zdziwienie, niesmak i konsternacja dopadły mnie, kiedy cała prawda wyszła na jaw, a fałsz, zakłamanie wypłynęły niczym oliwa na wodę. No cóż, tak wymyślił to autor i wyszło idealnie.

 


 

Źródło: Internet

 

Nie będę też ukrywała, że mimo swojej przebojowości, niesztampowości i kompletnie innemu podejściu do życia, światopoglądowi polubiłam bohaterkę. Właśnie za te wszystkie cechy. Kobieta wie, że w świecie żarłocznych rekinów prawa, w którym rządzą zupełnie inne zasady musi być twarda, bezpruderyjna, po prostu równa z facetami, którzy ją otaczają i tylko czekają na jej upadek. To nie jest typ grzecznej dziewczynki. Chyłka lubi sobie zjeść dobry kawał mięcha, wypić wysokokaloryczne piwo, słuchać ostrego metalu i gromić każdego, kto stanie jej niepotrzebnie na drodze. Czy da się ją polubić? Da, trzeba umieć ją zrozumieć.

 

Mróz wykazał się znakomitym wyczuciem czasu i przestrzeni. Idealnie wplatał wątki prawniczej machiny, opartej na odpowiednim języku i paragrafach, dając tym samym dowód na to, że potrafi pisać i łagodnie, i dosadnie, i bardzo ciekawie. Nie żałuję żadnego spotkania z chyłkową sagą. Słucham już trzeciej części. Zaskakuje totalnie niebanalną pomysłowością. Zadziwia, udowadnia, że warto sięgać po polskich autorów.

 

 Źródło: Internet

 

„Kasacja” to nie tylko świetny kryminał, ale siły charakterów, emocje, wątki jak w kalejdoskopie, liczne paragrafy i świadomy warsztat. Tajemnica, którą trzeba rozwikłać przybiera ciągle na sile i coraz to większych rozmiarów. Są momenty, w których odnosi się wrażenie, jakby prawnicy dreptali w ślepym zaułku. Jednak nie, są za bardzo inteligentni i skrupulatni, by tak łatwo się poddać. Sprawa zostaje rozwikłana, a finał powala.

 

Warto! Naprawdę warto!

 

Polecam nie tylko audiobooka, ale też powieść tradycyjnie wydaną :)

 

 


Całkiem niedawno Remigiusz Mróz otrzymał za”Kasację”

Nagrodę Czytelników Wielkiego Kalibru 2016

22:32, toksiazki12 , Audiobooki
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 listopada 2016

 

 

Wydawnictwo MG

Długość: 13 godzin

Czyta: Anna Maria Buczek

 

Znalazłam w tej książce wszystko co najlepsze. Wspaniałą narrację, poszanowanie do słowa, wysoki poziom literacki, wysublimowaną fabułę, idealnie wpleciony wątek historyczny, smaki i zapachy mazurskiej kuchni, bohaterów z krwi i kości, lekkość pióra autorki oraz wspaniały zamysł na niebanalną, ciekawą powieść, która wciąga od pierwszych stron. Da się odczuć to przywiązanie, sentyment i wielką miłość autorki do Mazur, do Mrągowa, które określa mianem właśnie prowincji. I ta prowincja w książce ma swoje kolory, zapachy i mazurski krajobraz.

Mam tylko żal do aktorki Anny Marii Buczek, że tak tę powieść „zepsuła”. Nie ukrywam, że odsłuchałam ją w formie audiobooka. O prozie Katarzyny Enerlich czytałam same tylko pozytywne komentarze, byłam bardzo ciekawa, a nie miałam nigdy okazji, by sięgnąć po jakąkolwiek pozycję tej pisarki. Dzisiaj wiem, że jeśli tylko będę miała taką sposobność, kontynuację sagi prowincjonalnej przedłużę. Nie posiadam żadnych Jej książek, dlatego liczę na znajomych bądź bibliotekę.

 

 Źródło: Internet

 

Już kiedyś wcześniej wspominałam, że audiobooki wykorzystuję przy pitraszeniu w kuchni, na spacerach, czy w innych miejscach, gdy nie mogę wziąć do ręki książki. Audiobooki mają to do siebie, że nigdy nie wiemy, jak zostanie powieść odczytana i jak my jako słuchacze – odbiorcy zareagujemy na głos obcej osoby. Bardzo się zawiodłam na aktorce, która w rolach filmowych, teatralnych, serialowych potrafi naprawdę zagrać znakomicie, a tak „zdeptała” tę książkę zupełnie beznamiętnym odczytem. Ja jestem w tej materii bardzo wymagającym odbiorcą. Już w szkole podstawowej nasza polonistka przywiązywała wielką, ogromną wagę do interpretacji tekstu, odpowiedniego akcentu. Jestem wyczulona na to, niesamowicie! Poza tym, prawie przy każdym omawianym przeze mnie audiobooku przypominam, że jestem wielką fanką słuchowisk i sztuk teatralnych przygotowywanych przez Teatr Polskiego Radia. Dla mnie Anna Maria Buczek odczytała tę książkę zupełnie bezbarwnie. Pojawiały się momenty, w których już myślałam, że może jednak... ale niestety. Jeśli w dużych fragmentach tekstu nie oddziela ona dialogu od narracji, to coś jest chyba nie tak. Tembr głosu może i był dostosowany do tematu powieści, ale już całą resztą po prostu „spaliła” powieść, którą uważam za absolutnie wspaniałą!

 

Przejdę zatem do fabuły, bo ta jest godna opowiedzenia. Ludmiłę, główną bohaterkę poznajemy w momencie, gdy w redakcji lokalnego tygodnika, w którym pracuje pojawia się nowy redaktor naczelny. Artur od pierwszych dni budzi nie tylko pewien rodzaj konsternacji, ale i zamieszania, czy niesmaku. Z czasem dowiemy się, dlaczego tak się zachowuje. Jednak okoliczności te odkryje w niemiłej atmosferze właśnie Ludka. Kobieta jest sympatyczna, obyta i pozytywnie nastawiona do ludzi, których napotyka na swojej drodze. Gdy staje na niej nieziemsko przystojny Niemiec szukający korzeni swojej rodziny, utwierdzi nas w przekonaniu, że Ludka ma dar przyciągania do siebie zupełnie niesztampowych ludzi, w dodatku takich, którzy niosą ze sobą ogromne zmiany i niespodziewane zwroty akcji. Ludmiła jest też bohaterką sentymentalną. Wspomina rodziców, ich choroby, śmierć, swoje dzieciństwo i przywiązanie do miejsca, w którym się urodziła, wychowała i cały czas żyje.

 

 Źródło: Internet

 

Martin nie pojawia się pod kamienicą Ludmiły przypadkiem. Szuka mieszkania, w którym przed wojną mieszkał jego ojciec Hans Ritkowsky. I tutaj autorka usnuła przepiękną historię przedwojennego Sensburga, czyli dzisiejszego Malborka, przywołując nawet obrazy ówczesnych ulic, kamienic, czy mieszkańców. Ucieczka z Prus Wschodnich nie obyła się bez komplikacji - o wyznaczonym czasie. Rodzinie nie udało się wejść na statek, który zresztą został ostrzelany i zatopiony na Bałtyku. Ritkowscy ostatecznie uniknęli tragedii. Mały Hans przekonany, że wróci kiedyś do dawnego mieszkania zostawia we wnęce pod podłogą armię ołowianych żołnierzyków. A Martin pojawił się, by zbadać teren i dotrzeć do miejsca, w którym pierwsze lata swojego życia przeżył jego ojciec.

 

 

 


Ostatecznie Martin i Ludmiła zakochają się w sobie. Ludka przeżyje najpiękniejsze chwile swojego życia, jakby oderwane od rzeczywistości. Gdzieś obok przewinie się Piotr, kolega z redakcji. Nigdy niedostrzegany, teraz spojrzy na Ludkę jak na kobietę, z którą mógłby przeżyć resztę swojego życia. Piotr nie kryje się ze swoimi uczuciami, jest szczery, opowiada o swojej przeszłości – żonie, która uciekła od niego zabierając ze sobą ich syna, o tęsknocie za dzieckiem. Gdy dowie się o Martinie, wcale się nie wycofa. Mało tego – składa kobiecie deklarację, że będzie na nią czekał, mimo wszystko.

 

 Źródło: Internet 

 

Życie nigdy nie jest idealne, pisze przeróżne scenariusze. I dla czytelników „Prowincji pełnej marzeń” autorka przygotowała niespodzianki. Ludmiła przejdzie załamanie. Tajemnice Martina, zostawione w Niemczech wyjdą na jaw i bardzo ją zabolą. Zakochana kobieta niełatwo zapomni o mężczyźnie, który zostawił po sobie trwały ślad. Okazję wykorzysta Piotr. Jak zakończy się cała historia powieści? Odsyłam Was do książki.

 

„Prowincja pełna marzeń” Katarzyny Enerlich, to powieść bardzo klimatyczna, sugestywna, emocjonalna. Autorka wykazała się niezwykłym wyczuciem czasu, przestrzeni, wykreowaniem bohaterów, fabuły, a nawet historii regionu, lekkością pióra, dając wyraźny dowód na swoje głębokie zakorzenienie w kulturze, kuchni i mazurskich zwyczajach. To powieść wyjątkowa, bo zabiera nas w niezwykłą podróż z bohaterką silną, dającą sobie radę w każdej sytuacji, sympatyczną, zarażającą optymizmem.

A prowincja czaruje, jak marzenia, które mają tendencję do spełniania. Musimy im tylko w tym pomóc, bo same nie dadzą rady, musimy wiedzieć czego chcemy, być pewni swoich decyzji, świadomi wszelkich konsekwencji.

 

 

Powieść polecam całym sercem! Jestem ciekawa dalszych części i losów Ludmiły :)

 

Audiobooka, ze względu na bezbarwną interpretację – nie.

 

 

23:09, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 października 2016

 

 

 

Dlaczego sięgam po audiobooki? Umilam sobie czas na spacerach. I nie jest to bynajmniej z mojej strony wygodnictwo, bo jeśli akurat nie mam żadnej lektury do słuchania, to wtedy w ruch idzie radio. Przyzwyczaiłam się do różnorodnych głosów, odtwarzających role, czy odczytujących książki, bowiem słucham z uwielbieniem wszelakich, ogólnodostępnych słuchowisk radiowych, w tym sztuki teatralne realizowane przez Teatr Polskiego Radia, nie wspominając o cotygodniowych repertuarach Programu Pierwszego PR. Dlatego przyzwyczaiłam się do głosów pasujących, mniej pasujących do ról, a już szczególnie powściągliwa i bardzo wymagająca jestem do interpretacji tekstu czytanego w formie audiobooka, który jak dla mnie musi być na wysokim i wyszukanym poziomie. Słuchałam już kilka interpretacji, dlatego z całą śmiałością i odpowiedzialnością mogę polecić wszelakie audiobooki odczytywane przez Magdalenę Karel, która interpretowała tekst Iwony Banach „Szczęśliwy pech”. Wspaniałe, po prostu idealne! To, co ta kobieta zrobiła z tym tekstem, to po prostu mistrzostwo! Tym bardziej, że pani Iwona pisze dosyć specyficznie. Z Magdalena Karel dołącza do listy moich ulubionych lektorów. Muszę powiedzieć, że lista nie jest długa, ale same na niej wspaniałe głosy.

 

To było w ogóle moje pierwsze spotkanie z literaturą Iwony Banach. Miłe, bardzo sympatyczne i niezwykle roześmiane. Widać, że autorce sprawia ogromną radość mieszanie gatunków, a wychodzi Jej to znakomicie! Tak nie ubawiłam się bardzo dawno. A skoro to audiobook, mogliście wyobrazić sobie moje zachowanie – prychającej co jakiś czas po prostu ze śmiechu. Dobrze, że chodzę daleko w pole, przynajmniej nikt nie patrzał na mnie, jak na wariatkę ;)

 

Źródło: Internet

 

 

Reginalda Kozłowska pragnie spędzić miło miesiąc wymarzonego urlopu. I nie ma być to bynajmniej czas stracony. Jako autorka jednego tytułu powieści, pragnie wreszcie napisać coś, co powali czytelników na kolana. Kobieta rozpościera przed oczyma wizję swojej ogromnej kariery pisarskiej i rozchwytywania przez tabuny czytelników. Urlop w odciętej od świata Dębogórze ma jej jak najbardziej w tym pomóc, a już na pewno natchnąć ją duchem weny. Reginaldzie pomaga w tym matka, która dbając o zdrowie swojej córki, wynajmuje jej pokój u Rafała, samotnego mężczyzny, oczywiście nie sprawdzając przy tym niczego, czy aby oferta zamieszczona w internecie jest nie tyle prawdziwa, co możliwa do realizacji. Jak się zresztą okaże, ogłoszenie o wolnym pokoju do wynajęcia zamieści była żona Rafała, w ogóle nie pytając go o zdanie, a już na pewno, nie informując.

 

Rafał, do przyjazdu Reginaldy wiódł spokojne życie z psem - Szatanem u boku i bynajmniej na nic nie narzekał. Kłopoty, jak się okaże zaczną się w momencie, kiedy do drzwi jego domu zapuka drugi lokator, władający łamaną, specyficzną polszczyzną, Tonino. Cudzoziemiec wraz z Regi namieszają w jego życiu na tyle, by stu letni dom Rafała przeszedł całkowitą metamorfozę, nadając się tylko do gruntownego remontu. Regi jest nie tylko mądra, bystra i ładna, ale ma jedną zasadniczą wadę – ściąga kłopoty i destrukcję wszystkiego co w zasięgu jej ręki, z prędkością światła. Niemożliwe? A właśnie, że możliwe! Niestety, ale istnieją tacy ludzie, którzy nawet jak nie chcą, to i tak zrobią źle, bądź ich działania będą miały opłakane skutki. Kreując taką postać widać, że autorce sprawiało to wręcz niesamowitą przyjemność.

 

Źródło: Internet

 

W powieści nie zabraknie mrożących krew w żyłach scen grasującego po Dębogórze mordercy, Tonina demolującego podłóg, kąpieli w szambie, zamknięcie w starej szopie sąsiadów w środku nocy, postrzelenie i wiele innych, a wszystko to za sprawą jednej plotki – rzekomo ukrytego w domu Rafała skarbu. Jakie będą tego wszystkiego skutki?

 

Oksymoron tytułu - „Szczęśliwy pech” jest wszystkim, co tylko może nam poprawić humor i tym, co przygotowała dla czytelników autorka. Połączyła w całość powieść obyczajową z komedią, a nawet pewnym grynszpanem kryminału, wplątując w to wątki skrytej miłości, a raczej rodzącego się uczucia między dwojgiem głównych bohaterów. Akcja dzieje się niemal jak w kalejdoskopie. Fabuła jest spięta w jedną całość. Bohaterowie z krwi i kości, z którymi bardzo łatwo się zżyć, przywiązać, no i jak w przypadku Regi – budzący skrajne emocje, od śmiechu przez łzy, a nawet irytację. Iwona Banach nie pozwala czytelnikowi na nudę. Język powieści czytelny, przejrzysty. Autorka sprawnie posługuje się piórem.

 

Koniecznie musicie posłuchać! Polecam!

 

Źródło: Internet

22:12, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2016

 

 

Długość: 6 godzin 55 minut

Czyta: Grzegorz Pawlak

Autor: Andrzej Pilipiuk

 

Książka, która dostarczyła mi nie tylko niesamowitą porcję śmiechu, wręcz do rozpuku, ale przede wszystkim wrażenia, że to, co w książce jest fikcją literacką uważam w wielu przypadkach za uniwersalne i prawdziwe do dziś dnia. Odsłuchałam jej w formie audiobooka w niezwykle wysublimowanej, sugestywnej interpretacji Grzegorza Pawlaka, który szerszemu gronu odbiorców bliżej i bardziej znany jest jako „użyczający” głosu Skiperowi ze słynnych „Pingwinów z Madagaskaru”.

 

Ja ogólnie kocham słuchowiska. Już pomijam te tradycyjne, które serwuje nam Polskie Radio w każdą sobotę i niedzielę. Być może dlatego właśnie audiobookom przyglądam się z wielu stron. Dotychczas na mojej liście wspaniałych, idealnych wręcz lektorów znalazły się tylko dwa nazwiska: Krzysztof Gosztyła i Anna Dereszowska. To zawodowi aktorzy, ale nie wszyscy potrafią świetnie zinterpretować czytany tekst. To sztuka, w której nie wszyscy są mistrzami. Do listy tej dopisuję właśnie Grzegorza Pawlaka. Jeśli będziecie mieli okazję, zachęcam do tego, by sięgnąć po tę dość nietypową pozycję. Lektor znakomicie oddał klimat wiejskich zbirów, alkoholików, stetryczałych mieszkańców Wojsławic i okolic, każdej z postaci miksując odpowiedni tembr, a nawet pewne wibracje głosowe.

 

Źródło: Internet

 

Przyznam się szczerze, że kiedy wgrałam sobie tę książkę w telefon zupełnie nie zwracałam uwagi, iż „Kroniki...” należą do gatunku fantastyki. Rzeczywistość ze sprytnie wplecionymi elementami fantastyki zupełnie mi nie przeszkadzała, mimo iż jestem zdystansowana do tego gatunku i w ogóle po niego nie sięgam, ale ta ma w sobie coś, co przyciąga. Być może właśnie ten wiejski klimat, który nie ukrywam, nie jest mi obcy, a takich zdziwaczałych Wędrowyczów jest wokół nas bardzo dużo, jak również to, że tej fantastyki jest tutaj niewiele, a nawet jeśli się pojawi, to dodaje fabule pewnego szyku i składa ją w całość.

 

Bo, kim jest Jakub Wędrowycz? Poznajemy go w momencie aresztowania, na przesłuchaniu gdzieś w obecnej strefie czasowej, ale tak na dobrą sławę trudnej do zidentyfikowania. Wędrowycz ma ponad osiemdziesiąt lat, jest nie tylko ojcem, ale i dziadkiem, do tego krewkim staruszkiem i egzorcystą amatorem, który gdy potrzeba potrafi i wnukowi opowiedzieć bajkę, i odpędzić w starej fabryce Pawła ducha dżina, wyjątkowo upierdliwej formy niezmaterializowanej. Ma swój specyficzny sposób ubierania się, rzadko zwraca uwagę na higienę osobistą.

 

Źródło: Internet

 

Autor książki, to znany pisarz fantasy. Z wykształcenia archeolog, z zamiłowania pisarz. W 2002 roku otrzymał Nagrodę Literacką im. Janusza Zajdla. Zadebiutował na łamach magazynu "Fenix" w 1996 roku opowiadaniem pod tytułem "Hiena".

Myślę, że pisząc „Kroniki...” autor do końca nie wiedział, jaki osiągnie efekt końcowy, bo tutaj każda historia jest inna, żyje swoim życiem. A co możemy zobaczyć przez pryzmat historii starego egzorcysty, żyjącego na prowincji, pędzącego bimber, nałogowego alkoholika? Co autor chce nam powiedzieć?

Wszystko jest w życiu możliwe, a starość wcale nie musi oznaczać siedzenia przy piecu i grzania kości. Jakub wspólnie z kompanami od kieliszka założy nawet hotel na wzgórzu, do którego zapuka pracownik skarbówki, rosyjscy mafiozi, niemieccy turyści, a nawet sataniści. Kumulacja charakterów, pomysłów w iście gwiazdorskim – wojsławickim stylu. Pościgi policyjne, ucieczka z więzienia, a nawet niesztampowe zmartwychwstanie głównego bohatera. Rozbrojenie bomby atomowej, spotkanie z istotami pozaziemskimi, a w tle wczasy w słynnym kurorcie i unicestwienie stwora topiącego dzieci. Jeszcze Wam mało?

 

Co zrobi, kiedy złowi złotą rybkę? Jaki ułoży horoskop, bądź jaki jest jego przepis na hot dogi? Jakim złym, tajemniczym mocom przyjdzie mu się przeciwstawić? Dlaczego zabierze nowego, młodego proboszcza na nocną przejażdżkę starym motorem?

Jedno jest pewne, to lektura inna niż wszystkie. Bohaterowie żywcem wyjęci z innej epoki. Główny bohater jest odzwierciedleniem ekscentrycznego, pełnego wigoru starszego pana, który zamiast odpoczywać po trudach życia, wojuje na prawo i lewo z czarną magią, wszelką inteligencją w swoim sfatygowanym poniemieckim mundurze i motorze. Idealnie skonstruowane dialogi oddają klimat wiejskiego, smętnego życia przy butelce schłodzonego piwa Perła.

 

Ja, uśmiałam się nieziemsko. Polecam, jako lekturę lekką, idealną na wieczory. Zaznaczam jednak, że język naszpikowany jest potocznością, wulgarnością i nie każdemu przypadnie do gustu. Mi osobiście to nie przeszkadzało. Uważam nawet, że to nadaje jej w pewnym stopniu wiarygodności.

Łatwa, przyjemna i wiem, że będzie miała zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników.

 

Ocenę pozostawię Wam.

22:25, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 maja 2016

 

 

Wydawnictwo Wielka Litera

Rok wydania: 2014

Ilość stron: 320

Audiobook:  9 godz. 52 min

 

Hotel to także budynek pełen obcych sobie osób, które oprócz walizek, plecaków i toreb przywiozły także swoje biografie, tak samo nieznane innym gościom jak ich nazwiska i imiona. Być może to właśnie ta tymczasowa anonimowość powoduje, że w hotelach ludzie stają się często zupełnie inni, niż są we własnych domach, mieszkaniach i biurowcach, w których pracują. Niektórzy zachowują się jak spuszczone z łańcucha psy, inni jak wypuszczeni z aresztu więźniowie, jeszcze inni jak rekruci na pierwszej przepustce po przysiędze.”

 

Jeszcze nie miałam okazji czytać czegokolwiek tego autora. I chociaż „Grand” odsłuchałam jako audiobooka, muszę przyznać, że było to dla mnie spotkanie bardzo udane. Zaintrygowała mnie okładka. Nie chcę szkalować natomiast Piotra Grabowskiego, który czytał tę powieść nie tak, jak to powinno być. Niestety, z bólem serca stwierdzam, że nie był do udany odczyt. Tak, właśnie. Pan Piotr potraktował tę powieść, jak odczyt, bez artykułowania w odpowiednich miejscach akcentów, czy emocji. A o to w tym właśnie chodzi. O emocje, która trzeba odpowiednio umieć przekazać. Chłód płynął z Jego interpretacji. Powieść sama w sobie jest dobra. Tyle, albo aż tyle.

 

Źródło: Internet

 

Nie bez powodu przytoczyłam powyższy cytat. Autor skupił się w tej powieści właśnie na życiorysach osób, które zatrzymały się w jednym ze znanych, najlepszych, o wysokim standardzie, sopockich hoteli „Grand”. Jest w nim kilka osób, których biografie mogłyby posłużyć za ewidentny scenariusz filmowy. Co najbardziej mi utkwiło w tej powieści, to język. Prosty, bez ukwieceń, z gwarą, dialektem, czy z charakterystycznym dla zagranicznych gości hotelowych akcentem.

 

Wiele jest historii w tych bohaterach. A my – czytelnicy stoimy gdzieś obok i wysłuchujemy ich, przyglądamy się postaciom, bez komentarza, czy chwili na refleksję. Zasypiamy z nimi, poznajemy ich tęsknoty, marzenia, ból, czy cierpienie po odrzuceniu przez drugą osobę.

 

Źródło: Internet

  

Kim są bohaterowie, goście hotelowi? Słynna dziennikarka, Justyna, którą narzeczony zostawił na sopockiej plaży, a którą to znalazł stary, bezdomny Marian Szczepan Lichota, przez znajomych zwany Lichutkim. Justyna odnajdzie w Lichutkim kompana do rozmów i refleksji o życiu, zwierzając mu się ze swojego cierpienia, kiedy to zazdrosny narzeczony nie tylko ją bił, ale i znęcał się psychicznie, wymyślając jakieś niestworzone historie, oskarżając ją o zdradę. Niemiecki pastor Maksymilian von Drewnitz, którego dziadek zabijał Polaków w pobliskim Stuthoffie. Czy rosyjski biznesmen, który zakochuje się w ukraińskiej, hotelowej sprzątaczce, Lubie nawiasem bardzo wykształconej, znającej kilka języków obcych. Ale to nie wszyscy.


Różni są ludzie, różne są ich koleje losu, a jeszcze inne powody dla których pojawiają się hotelu „Grand”. To miejsce, gdzie faktycznie jest się anonimowym, gdzie można pozwolić sobie na wiele rzeczy, których normalnie w domu by się nie zrobiło. Ile ludzi, tyle historii, tyle biografii.

Grand” odczytuję nie tylko jako powieść obyczajową, ale przede wszystkim jako psychologiczną. Mam na myśli tutaj nie tylko język, czy idealne dialogi, ale bohaterów z krwi i kości, noszących w sercach tajemnice, a my powoli, krok po kroku te tajemnice odkrywamy.

Poza tymi elementami, autor znakomicie wplata wątki dotyczące historii Grand Hotelu. O tym głównie opowiada Lichutki. W czasie wojny gościem był tam sam Adolf Hitler wydający dekret na pozwolenie mordowania psychicznie chorych, Charles de Gaulle, Fidel Castro, czy Wladimir Putin.

Autor znakomicie oddał klimat swoisty dla hotelu.

 

Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Tak. Ja traktuję ją jako spojrzenie na hotel z innej perspektywy. Nie tylko miejsca przejściowego, chwilowego, przystanku w podróży, ale jako miejsce wielu kumulacji, doświadczenia i często przeszłości. Hotel, to teraźniejszość i okno, przez które nie śmielibyśmy się wyjrzeć na swoje życie i próbować coś zrozumieć.

 

Czy to miejsce przemiany wewnętrznej?

 

Zajrzyjcie do książki, albo odsłuchajcie audiobooka :)

 

 

16:51, toksiazki12 , Audiobooki
Link Komentarze (1) »
środa, 18 maja 2016

 

Wydawnictwo Albatros

Rok wydania: 2014

Ilość stron: 400

 

Moje pierwsze spotkanie z autorem i powieścią balansującą na granicy zagubienia w czasoprzestrzeni. Książkę odsłuchałam jako audiobooka i nie żałuję spotkania z Anną Dereszowską, bowiem aktorka w iście nienaganny, precyzyjny i emocjonalny sposób oddaje klimat powieści, dostosowując barwę i tembr głosu do każdej postaci, sytuacji, umiejętnie zaciekawiając słuchacza. To mój trzeci audiobook. Drugi tak znakomicie przeczytany. Annę Dereszowską wpisuję na listę ulubionych lektorów.

 

Powieść Guillaume Musso jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Nigdy takich książek nie czytałam, a z wątkiem cofnięcia się w przeszłość, tudzież z wydarzeniami z przeszłości częściej spotykałam się w filmie. Co nie oznacza, że powieść całkowicie skreśliłam z listy ulubionych. Co to, to nie. Powiem więcej, o ile wcześniej mnie takie książki drażniły, o tyle teraz dostrzegam w nich pisarskie zmagania autora z językiem, słownictwem, ze sposobem łączenia w nich sytuacji, wydarzeń, faktów, fabuły, dialogów. Krótko mówiąc, zaczynam odczytywać je również od strony technicznej. Tak było też w przypadku „Władcy liczb” Marka Krajewskiego. Z trzeciej zaś strony, nie chce się już tak kompletnie zamykać na powieści odbiegające od rzeczywistości, w których wątki oniryczno – metafizyczne przybierają kształty intrygujących postaci, konwersacji między nimi i otaczającym ich klimatem.

 

Źródło: Internet

 

W „Jutro” mamy dwoje bohaterów. Kobietę z przeszłości i mężczyznę z przyszłości. Różnica czasowa, która ich dzieli w momencie poznania się, to zaledwie rok, ale jak bardzo jest to dla nich czas istotny, obydwoje mają się wkrótce potem przekonać.

Emma, sommelierka jednej z najlepszych, najdroższych i najbardziej znanych restauracji w Nowym Yorku otrzymuje e-maila od tajemniczego Matthewu Shapiro, którego treść nieco ją zadziwi, ale ostatecznie ją zbagatelizuje. Otóż Matthewu poinformuje kobietę, iż będąc nowym właścicielem jej starego MacBooka, posiada jej prywatne zdjęcia na dysku twardym, które może przed usunięciem przesłać. Emma potraktuję tę wiadomość jako pomyłkę. Niby na pozór zwykła, mająca prawo przydarzyć się każdemu sytuacja, a jednak ta pierwsza wiadomość, nie będzie ostatnią. Konwersacja zamieni się w wymianę poglądów, opowieściach o życiu, ulubionych aktorach, muzyce. Emma, oprócz tego, że jest młoda i sympatyczna, okazuje się otwartą, piękną kobietą, wrażliwą na otaczający ją świat. Ostatnio Emma ma problemy w relacjach damsko – męskich i leczy się u dobrej pani psycholog. Matthewu z kolei, to wykładowca filozofii na bostońskim uniwersytecie, wdowiec, pogrążony w rozpaczy po tragicznym wypadku żony i ojciec kilkuletniej Emily.

Obydwoje na początku nie zdają sobie sprawy, że różnica czasowa jest jakby magiczną linią przeciągniętą przez ich losy. Nieświadomi niczego, jeszcze tego samego wieczoru umawiają się na spotkanie dzień później, w jednej z nowojorskich restauracji. Oboje dotrzymują godziny i obietnicy, lecz nie spotykają się. Dlaczego? Daty, roczna różnica czasowa. Dla obojga będzie to szok i niedowierzanie, jednak żadne z nich nie da za wygraną i będzie dochodzić swoich racji i nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo wymiana korespondencji odmieni ich życie.

 

Źródło: Internet

 

Matt z każdym kolejnym e-mailem będzie próbował uświadomić Emmę, że różnica roku jest nie tyle ważnym elementem w ich kontakcie, ale dzięki jej pomocy będzie mógł uratować swoją żonę - Kate przed wypadkiem. Żony, która była całym jego światem, bez której nie może sobie poradzić. Tęsknota okraszana samotnymi wieczorami przy alkoholu w końcu może się zakończyć. Matt myśli o sobie, swoim i Emily świecie. Animuszu dodaje mu kontrowersyjna i odważna lokatorka, której to wynajmuje u siebie pokój, młodej i ambitnej April. Jak się okazuje, stu procentowej lesbijce. April nie raz, i nie dwa próbowała Matta wyciągnąć z domu, do ludzi, swojego towarzystwa, nomen omen bezpiecznego, ale mężczyzna skutecznie się bronił, przed wszystkim.

 

Zaintrygowana Emma najpierw zacznie śledzić Shapirów sprzed roku, a potem krok po kroku odkryje mroczne tajemnice i działania żony Matthewu. Idealizowana przez Matta żona – przykładna matka, doskonała pani doktor skrywa nie tylko w sercu coś, co stanie się fundamentem rodzącego się w niej zła. Emma wkręci się na dobre w małe śledztwo. Będzie się starała zbierać dowody przeciwko Kate. To, co odkryje pozbawi ją wszelkich złudzeń, jakoby Kate była całkowicie oddana swojemu mężowi i córce.

 

Autor idealnie stworzył postaci swoich bohaterów, znakomicie przemyślał fabułę. Mistrzowsko opracował charaktery głównych bohaterów. Jesteśmy w ich myślach, rozmowach, oglądamy świat z ich perspektywy. I są to zarówno perspektywy Emmy, jak i Matta. Narracyjną wycieczkę po czasie, zmiana pewnych wydarzeń, oszustwo losu, niczym zatrzymanie ziarenek piasku w klepsydrze. W pewnym, kulminacyjnym momencie będziemy świadkami spektakularnego pościgu i zupełnie odwróconego biegu zdarzeń.

 

Jutro” to bardzo dobrze napisana powieść nie tylko obyczajowa, balansująca na pewnych granicach ludzkiej świadomości. Pojawiają się w niej także wątki kryminalno – sensacyjne. Prywatne śledztwo, pościg, strzelanina. Finał kompletnie zaskakuje. Historia dwojga bohaterów owiana aurą pewnej tajemniczości, stopniowanej ciekawością na wciąż pojawiających się nowych wątkach.

 

Czy Matthewu dojdzie do porozumienia z Emmą? Czy Emma pomoże mu uratować żonę przed śmiercią? I wreszcie, czy dojdzie do ich spotkania?

Odpowiedzi znajdziecie w książce, po którą warto sięgnąć.

 

Źródło: Internet





20:09, toksiazki12 , Audiobooki
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 maja 2016

 

Wydawnictwo Znak

Rok wydania: 2014

Ilość stron: 312

 

To moje pierwsze spotkanie z prozą autora. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, na co się nastawić. Przyznam się szczerze, że do tego typu historii podchodzę z dużym dystansem. Twardo stąpam po ziemi i wiara w jakiegokolwiek demona zła w postaci władcy liczb, Belmispara budzi we mnie pewien niepokój. Z prostego powodu. Jak wielu ludzi jest w stanie uwierzyć w coś, co istnieje w naszej podświadomości? Jak wielu może łatwo ulec hipnotycznemu działaniu liczb, które zupełnie nieświadomie potrafią pojawić się w naszym życiu? I w końcu, jak tacy ludzie muszą być słabi i mało odporni psychicznie, by dać sobą manipulować?

Wrocław wtedy i dziś. Historia zaczyna się dosyć powiedziałabym normalnie. Prośba hrabiego Zaranka-Platera nie jest niestosowna i nie budzi naszych podejrzeń. Chodzi tylko o dojście do prawdy. Jakim kosztem i czego ona dotyczy?

Opowieść Krajewskiego zaczyna się w czasach współczesnych, kiedy to starszy wiekiem profesor Wacław Remus prosi swojego studenta o załatwienie prochów. Wycieczka w miejsce, gdzie sprzedaje się najlepszy towar zakończy się strzelaniną i wielką ucieczką, tuż po tym, jak wykładowca zbluzga młodzieniaszka. Potem autor funduje czytelnikowi wycieczkę narracyjną do Wrocławia lat pięćdziesiątych, a konkretnie ich drugiej połowy.

 

Z Odry wyłowione zostają trzy ciała. Dwóch mężczyzn i jednej kobiety. Milicja szybko sprawy zamyka, wymawiając się, że przyczyną zgonu było samobójstwo. Sekcje zwłok denatów wskazują na przedśmiertne zażycie arszeniku.

 

Po tych zdarzeniach do kancelarii adwokackiej przychodzi hrabia Władysław Zaranek-Plater, prosząc pracującego w niej Edwarda Popielskiego prywatnego detektywa, by zbadał on sprawę dziwnych samobójstw. Brat hrabiego, Eugeniusz, matematyk, zafascynowany i badający przemienności w liczbach, twierdzi, iż samobójców pochłonął demon Belmispar, zły, żądny ofiar. Władca liczb Belmispar według matematyka, wybiera swoje ofiary nieprzypadkowo. Matematyk wyznaczył tzw. punkty demona współrzędne miejsc, coś podobnego, jak wyznacza się punkty na mapie, które składają się z naprzemienności liczb parzystych i nieparzystych. Uczony uważał, jeśli określone czynniki miejsca, czasu i osoby wejdą w punkt Belmispara, demon żąda ofiary. W ten sposób tłumaczył on wszystkie trzy samobójstwa, jakie się wydarzyły. Jakby tego było mało, matematyk uważał, iż sam stanie się jego ofiarą, wyznaczając nawet datę swojej śmierci, dlatego też poprosił o zamknięcie go na cztery spusty w mieszkaniu, z okratowanymi oknami, dając dostęp do siebie tylko dwóm osobom. Księdzu i bratu, właśnie wymienionemu wcześniej hrabiemu Władysławowi. Co z tym wspólnego miałby mieć Popielski?

 

Źródło: Internet

 

 

Matematyk jest posiadaczem wielkiej fortuny, niesamowitego bogactwa, zamkniętego w sejfie u znajomego od lat przyjaciela księdza. Fortunę tę, jak zaznaczył w swoim testamencie przekaże bratu Władysławowi dopiero po logicznym wyjaśnieniu, wytłumaczeniu, że jego wcześniejsze tezy dotyczące samobójców i Belmispara były bezpodstawne i nieprawidłowe, tudzież wynikiem jego chorej wyobraźni. Hrabia Władysław Zaranek-Plater prosi Popielskiego, by on, jako przedwojenny policjant i żołnierz, dobry detektyw wyjaśnił w jakiś logiczny sposób okoliczności śmierci tych trzech osób. Do czego posunie się Popielski? Z zamiłowania matematyk, z wykształcenia filolog klasyczny chętnie podejmie się wierutnego śledztwa, które w jego przekonaniu jest tylko wymysłem chorej wyobraźni starego, zmęczonego życiem człowieka. A zacznie od przeszukiwań mieszkania Eugeniusza i licznych pytaniach do hrabiego. Potem przyjdzie czas na bliskich z rodziny samobójców. Dojdzie do tego, że będzie chciał zapłacić im duże pieniądze za fałszywe zeznania dla starego naukowca, by tylko obalić jego tezy.

 

Jednak, odtwarzając ostatnie chwile samobójców i zagłębianie się w literaturę naukową, którą otrzyma od naukowca, Popielski coraz bardziej da ponieść się w swoim śledztwie matematycznym układom, niż logicznym wyjaśnieniom. Kuzynka Leokadia, z którą jest związany od prawie sześćdziesięciu lat jest dla Popielskiego podporą, chętnie się jej zwierza, często wykorzystując podejrzenia, jakie jej się na pierwszy rzut nasuwają. To Leokadia zauważa, że każda z tych osób stała przed życiowym dylematem, szukając pomocy i porady. Edwarda ten trop zaprowadzi do wróżki, ale i fotografa. Wspólne drogi denatów, jak się okaże w pewnym momencie się zbiegły, zupełnie nieświadomie.

 

Detektyw przemierzy ulice Wrocławia lat pięćdziesiątych od szynków, po domy szanowanych ludzi, impresario, młodych buntowników. Cała postać Popielskiego jest ciekawa, ale i intrygująca. To nie tylko detektyw, ale człowiek o pewnej przeszłości, z żelaznymi zasadami, ciętym językiem, czy po prostu zwykły staruszek, który młodością nie grzeszy.

Dokąd tak naprawdę dojdzie jego śledztwo? Odpowiedź musicie znaleźć w książce.

 

Źródło: Internet

 

Jedno jest pewne. W powieści znajdziecie dokładne opisy sytuacji i wydarzeń, ale takie, które w żaden sposób nie burzą jej konstrukcji przytłaczając swoim ciężarem. Dialogi oddające klimat tamtych lat oraz współczesnych wydarzeń. Władca liczb to intryga, w którą nas skutecznie wmanewrował autor i którą chce się odgadnąć za wszelką cenę. Edward Popielski zostawia po sobie pamiętniki i zagadkę nie do końca rozwiązaną. Jego syn, Wacław Remus dotrze do rzekomego Belmispara, odkryje w końcu prawdę, której nie udało się rozgryźć ojcu. Jaka to prawda?

"Władcę liczb" odsłuchałam jako audiobooka w wykonaniu Szymona Bobrowskiego. Stwierdzam jednak, że przy całym szacunku do sił włożonych przez pana Szymona, nie nadaje się on kompletnie na lektora. I tak nikt nie przebije Gosztyły! 

Polecam!



17:22, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi