Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Wyniki konkursów

wtorek, 28 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Kochani!

To prawda, uczestników konkursu było niewielu, ale jak słusznie zauważyła Pani Monika z Wydawnictwa Sofijka, odpowiedzi piękne i bardzo głębokie, poruszające. Potrzebowałyśmy chwili, by wskazać zwycięzcę. 

Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie! 

 


A oto zwycięska odpowiedź:

 


 

 

 

 

Panią Evę proszę o kontakt meilowy (stokrotka954@wp.pl), celem podania adresu do wysyłki nagrody :)

 

 

 

 

 

Jeszcze raz, dziękuję wszystkim za udział i zachęcam do regularnego zaglądania, bo niebawem - wraz z powiewem przedwiosennego wiatru, pojawi się kilka kolejnych konkursów :)


 

Pozdrawiam,

Aga :)

środa, 15 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Kochani!

Jaki konkurs bym nie ogłosiła, wyłonić zwycięzców spośród tylu pięknych i niezwykłych odpowiedzi jest zawsze ciężko. Tak było i tym razem. Dylemat, jaki miałyśmy z autorką i wahania między jedną osobą a drugą, wcale nie były przyjemne. Najchętniej nagrodziłybyśmy wszystkich, bez wyjątków :) 

 

Dziękujemy wszystkim serdecznie za udział, ale przede wszystkim za chęci :)

Nagroda miała być jedna, ale nie dało się, naprawdę się nie dało. Dyskutowałyśmy, wybierałyśmy... pierwsza, druga, trzecia... ech.

Wspólnie zdecydowałyśmy, iż dwie książeczki (jedną odstępuję swoją) wędrują do:


ddg13

Justyna Sybilska

 

Serdecznie gratulujemy!!

 

Proszę o zwycięskie osoby o kontakt w sprawie wysyłki nagrody :)

 




środa, 08 lutego 2017

 

 

 

 

 

Kochani!

Przyszedł czas na rozstrzygnięcie konkursu z "Niepokorną" Jolanty Bartoś, której to patronuję medialnie. W zadaniu konkursowym mieliście opowiedzieć o swojej "Legendzie", swoich marzeniach dotyczących Waszego "ja".


Oto nagrodzone osoby, które wytypowała autorka:

"Miejsce pierwsze to marzycielka, piękna historia, aż chciałabym jej posłuchać ze szczegółami i druga nagroda trafi do Dominika Kus :)

Proszę te osoby o kontakt na fb, uzgodnimy adres do wysyłki i dedykację w książce."


Dziękuję wszystkim za udział, niezawodną kreatywność i gratuluję zwycięzcom :)

Proszę zgłosić się, zgodnie z sugestią i prośbą, do autorki :)


sobota, 04 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Kochani!

Dziękuję za tak liczny i kreatywny udział. wasze odpowiedzi po prostu przechodzą najśmielsze oczekiwania. Nie jest łatwo wybrać spośród tylu ciekawych i zupełnie nieprzeciętnych odpowiedzi. Jesteście koneserami kryminałów. Wiecie konkretnie czego w nich szukacie i czego oczekujecie od autora.

Łatwo nie było, ale wspólnie wytypowałyśmy z autorką trzy odpowiedzi:


1. Marakuja

2. edytacha00

3. melisaanonim

 

Nagrody miały być dwie, ale nie dało się inaczej. Najchętniej nagrodziłabym wszystkich ;)

 

Dziękuję wszystkim za udział i serdecznie gratuluję zwycięzcom :)


Czekam na meile z Waszymi adresami do wysyłki nagrody :)

 


czwartek, 02 lutego 2017

 

 

 

 

Kochani!

Jako, że chętnych do dyskusji na temat e-booka Urszuli Smoktunowicz nie było wielu, bo aż dwóch,

a są to:

Gosia, która najaktywniej komentowała trzy pierwsze fragmenty powieści  

i magi 18, która udzieliła swoich spostrzeżeń w ostatnim fragmencie.


 

Dziękuję dziewczyny, że wyraziłyście swoje chęci. Z przyjemnością podeślę Wam nagrodę :) 


 

Serdecznie gratuluję zwyciężczyniom :)

 

Czekam na kontakt od Was, na e-maila (stokrotka954@wp.pl), bym mogła podesłać Wam nagrodę :)

 


 

 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

 

Kochani!

Dzisiaj rozstrzygnięcie konkursu, w którym to zadawaliście pytania autorowi "Bajek ze zrozumieniem i konfiturką" Łukaszowi Kosikowi. Książce patronuję medialnie :) Przyznam, że pytania bardzo ciekawe, nietypowe, zaskakujące, nie mniej, najpierw zapraszam do zapoznania się z pytaniami i odpowiedziami od czytelników, potem znajdziecie kilka pytań ode mnie, a zupełnie na końcu wyniki owego konkursu. Wspaniałe pytania, które przerodziły się w piękny i interesujący wywiad. Zapraszam :)



 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Ciołek

Czy pamięta Pan jakąś sytuację, dziwne wydarzenie, które od razu podsunęło Panu scenariusz do stworzenia nowej historii?

Czy próbował Pan kiedykolwiek znaleźć wenę, stosując jakieś metody? (stanie na rękach, zimna kąpiel, spacer nocą) :P

Pierwsze opowiadanie, które zresztą stało się inspiracją do napisania kolejnych, zostało poprzedzone cokolwiek przykrą sytuacją życiową, jaką jest choroba. Na szczęście dla chorującej (mej małżonki) nie było to nic, z kategorii chorób poważnych. Ot, zaziębienie jakich wiele. Niemniej zostałem wtedy właśnie poproszony o napisanie czegoś wesołego. Czy mi się udało? Pozostaje mi wierzyć, że tak. Muszę z żalem przyznać, iż oprócz przytoczonej tu sytuacji podczas pisania kolejnych opowiadań nie wydarzyło się nic, co mogłoby w znacznym stopniu wpłynąć na treść opowiadań. Jeśli zaś chodzi o poszukiwanie weny, to jestem osobą w zupełności wyłączoną na poszukiwanie jej w jakichkolwiek niestandardowych sytuacjach. Zimna kąpiel przyprawiłaby mnie prawdopodobnie o panikę, natomiast stanie na rękach to w moim przypadku ekwilibrystyka nie do osiągnięcia. Moja warsztatowa metodologia, związana z poszukiwaniem weny, jest niestety mocno przyziemna. Potrzebuję ciszy, spokoju i absolutnego skupienia, nie wzmacnianego absolutnie niczym. Czysta głowa i pełna koncentracja. Taki, trochę przynudny warsztacik.

sopotak

Czy posiada Pan swoją MUZĘ, która daje natchnienie do tworzenia oraz ile skonsumował Pan konfitur pisząc tą książkę?

O ile pierwsza część pytania nie sprawia mi żadnego kłopotu, o tyle jego część druga stanowi dla mnie pewne wyzwanie. Moją muzą jest dla mnie od lat moja małżonka. Co do tego nie ma żadnych, nawet odległych wątpliwości. Dzielenie z nią życia jest zaskakujące a zarazem usystematyzowane. Niezwykłe, a zarazem ciepłe i spokojne. Piękne, nawet podczas robienia zakupów. Kolorowe, nawet podczas wspólnego oglądania jakiegoś smutnego filmu. Nie mam zatem żadnych znaków zapytania co do wskazania mej muzy, mógłbym natomiast znaleźć tu dużo pięknych przymiotników. Co do konfitur, to sprawy się nieco komplikują. Czy pod ową kategorię można podłożyć także dżemy, powidła oraz inne, podobne zaprawy? Jeśli nie, to samych konfitur mogło być kilka, jeśli jednak kategorię ową rozszerzyć na wspomniane, to może się okazać, że liczba ta należy do „liczb niewymiernych”.

ki24

Jaką cechę w ludzkim charakterze by pan wyrzucił, gdyby dostał pan taką szansę. Aby świat chodź na jeden dzień był tylko krainą uśmiechniętych ludzi?

Chciwość. Bez wątpienia chciwość. Uważam, iż to właśnie ta nędzna cecha wepchnęła ludzkość w niejeden kryzys cywilizacyjny. Mało tego, to właśnie chciwość odpowiada za wojny, konflikty i całe zło, które rozprzestrzenia się za jej magicznym dotykiem, na całą, naszą planetę. Historia chciwości to historia głupoty i żądzy rzeczy kompletnie niepotrzebnych. To chciwość sprawia, iż potrzebujemy trzech domów, pięciu samochodów i dwóch jachtów. A jak już je wszystkie mamy, to ta sama chciwość podszeptuje nam, że to stanowczo za mało. Sąsiad wszak ma już szósty samochód. I teraz co?

magnez2003

Co wybrałby Pan mając do dyspozycji gotową książkę lub kartkę i długopis, lub telewizor wiedząc, że jest Pan jedynym człowiekiem na Ziemi?

Wybierając książkę okazałbym się osobnikiem samolubnym, ponieważ rozrywka płynąca z obcowaniem z nią, byłaby przeznaczona wyłącznie dla mnie. Gdybym jednak wybrał kartkę i długopis okazałbym się niepoprawnym marzycielem, który żyje cichą nadzieją, iż to co napisze, gdzieś w odległych galaktykach, ktoś jednak przeczyta. Telewizor mógłbym wybrać wyłącznie za karę. Nie korzystam z tej formy rozrywki świadomie już od ponad 10 lat. Wstawienie mi na bezludną wyspę telewizora byłoby wprost nieludzkie. Cóż, chyba jednak najbliżej mi do marzyciela. Ostatecznie bez marzeń da się jakoś żyć, ale co to za życie. Zwłaszcza na bezludnej wyspie.

 

 


dafne27

Czym kierował się Pan, prosząc o zadawanie Panu pytań ? Jakie pytanie ma szansę wygrać?

Czym się kierowałem prosząc o zadawanie pytań? Wyłącznie nieznośną, wszechobecną i wręcz chorobliwą ciekawością świata. Do dziś, podobnie zresztą jak Muchwiaternik, bohater moich opowiadań zadaję sobie jedno pytanie „czy istnieje pytanie, na które nie ma odpowiedzi?” Gdyby padło właśnie takie, z pewnością zostałoby przeze mnie w jakiś sposób wyróżnione. Człowiek, który nie zadaje pytań nie napisze nic ciekawego. Ani bajek dla dzieci, ani filozoficznego traktatu.

justyna1986

Czy pisząc pije Pan coś, jeśli tak, to co to najczęściej jest?

Czym Pan najczęściej pisze, jaki ma kształt i kolor?

Szanowna Pani Justyno, zapytanie czy podczas pisania coś piję, konotuje w jednym tylko kierunku.  Opary niektórych napojów, uznawane są bowiem jako bezwzględnie inspirujące. U mnie jednak oparów takich brak. Kiedy się jakiekolwiek pojawiają, niezdolny jestem do przekazania światu najmarniejszej choć frazy. Chyba, że jednak źle odczytałem Pani pytanie i chodziło Pani o to, czy podczas pisania popijam na przykład miętową herbatkę? Niestety, również nie. Czym natomiast piszę najczęściej? Wygląda na to, że palcem, lub dokładniej palcami. Palcami przyciskając kolejne klawisze na komputerowej klawiaturze. Niestety tradycyjny sposób zapisywania myśli, dokonywany przy użyciu ołówka czy długopisu, doprowadziłby mnie do rozpaczy, gdyż wstawiając do tekstu dziesiątki, jeśli nie setki poprawek nie byłbym w stanie odczytać jego pierwotnej wersji.

Iwona Banach

Czy sądzi pan, że te bajki byłyby ciekawe/pomocne/odkrywcze dla dziecka z autyzmem? Jeżeli nie, to czy myśli pan o napisaniu takich? W sumie dla "zwykłych" dzieci są tysiące bajek... Ktoś mógłby pomyśleć o tych, dla których bajek nie ma :)

Pani Iwono, nie czuję się specjalistą w materii autyzmu dziecięcego, jednak mam nadzieję, że można w mych bajkach znaleźć dużo spokoju, ładu i harmonii, które mogłyby stanowić jakieś odniesienie do zbudowania zajęć dla dzieci autystycznych lub rozbudzenia ich ciekawości? Z drugiej strony myślę sobie, że wyobraźnia jaką obdarzone są takie dzieci z pewnością pozwoliłaby zobaczyć w tych bajkach o wiele więcej niż nam, dorosłym, się wydaje. Szczerze powiedziawszy nigdy nie myślałem o tym, aby napisać książkę dla jakiejś konkretnej grupy odbiorców. Żyję natomiast cichą nadzieją, iż bajki mego autorstwa mogą być inspirujące, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Mogę na koniec dodać, iż nakładem Wydawnictwa Inne ukazała się książka zatytułowana „Kubuś z pętelką”. Jest to zbiór opowiadań przeznaczonych do pracy również z dziećmi autystycznymi. Ilustracje do tej książki wykonały dzieci z wejherowskiego stowarzyszenia na rzecz osób z autyzmem.

ddg

Jestem właścicielem wehikułu czasu. Dzięki maszynie przeniosę Pana, tam gdzie zamarzy. W jakie czasy chciałby Pan się przenieść?

Szanowny właścicielu wehikułu czasu. Nie poproszę o zbyt wiele. Żadne tam wielkie podróże. Może jedynie mała korekta czasowa. Jeśli to możliwe, proszę o przeniesienie mnie o kilkanaście lat przed moimi urodzinami. No niech będzie to rok 1967. Miejsce – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dlaczego wtedy i dlaczego tam? Otóż całe lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku to arena wielkich przewartościowań kulturowych, zwłaszcza w Ameryce. Po wojennych mrokach kraj ten prze w kierunku rozwoju i dobrobytu budując fundamenty „korporacyjnego kapitalizmu”. Z drugiej strony tam właśnie narodzi się największa kontrkultura młodzieżowa na świecie. Wybuchnie ona wszystkimi kolorami tęczy, by za chwilę rozpuścić we wszechogarniającym świecie pieniądza. Nic to jednak. Zdąży jeszcze zaśpiewać Dylan, Hendrix, Morrison a potem jeszcze Lennon. Być tam wtedy, to jak znaleźć się na innej planecie, a przecież to nie było wcale tak dawno temu. Krótko mówiąc, tam poproszę.

Jaka nierozwiązana zagadka Pana nurtuje?

Co było jak mnie nie było, i co będzie jak mnie nie będzie?

 

Pytania od Recenzji Agi

Panie Łukaszu, nie sposób nie zadać pytania, skąd wziął się pomysł na właśnie taki a nie inny tytuł książki? Skąd w ogóle pomysł na książkę? Z tego co wiem, to Pana debiut.

To prawda Bajki ze zrozumieniem i konfiturką to mój debiut. Pomysł na książkę zrodził się spontanicznie, a tytuł miał dodatkowo zwracać uwagę na aspekt dydaktyczny. Czytanie ze zrozumieniem jest dziś cenną umiejętnością, na którą zwraca uwagę wielu pedagogów. Chciałem, aby tytuł odnosił się zarówno do rzeczy ważnej, jak i przyjemnej, stąd oprócz „zrozumienia” również „konfiturka”.

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Bohaterami swoich opowieści uczynił Pan niezwykłych mieszkańców lasu, o dźwięcznie brzmiących imionach, trochę podobnych do owadów, które znamy. Jak to się stało, że właśnie Komaromiodnik, Muchwiaternik, Gęstobrzuszek itd.? To imiona, które są dosyć charakterystyczne, łatwo zapadają nam w pamięć, czy to właśnie o to chodziło?

Zawsze podobały mi się zabawy słowne i często jako małe dziecko sam tworzyłem nowe wyrazy lub przekształcałem już istniejące. Podobnie też jak wielu moich rówieśników z czasów przedszkolnych, miałem swoich wymyślonych przyjaciół. Potrafiłem opowiadać o nich godzinami. Komaromiodnik czy Muchwiaternik to troszkę wspomnienie tych właśnie zabaw słowem.

 

Książka „się pisała”, dojrzewała, składała się. Jak wyglądał Pana warsztat pisarski podczas realizacji tej książeczki?

Bajki pisały się bardzo długo. Mam wrażenie, że zbyt długo. Cóż, gdybym dziś mógł wpłynąć na czas ich powstania, z pewnością byłby krótszy. Faktem jest, że tekst bajek był przeze mnie wiele razy poprawiany. Wiele rzeczy uległo zmianie. Zawsze staram się, aby ostateczny kształt całości był na zadowalającym dla czytelnika poziomie. Kwestia korekty również okazała się bardzo czasochłonna. Pani Urszula Ferworn, nasza korektorka, spędziła wiele dni poprawiając każdy najdrobniejszy szczegół. Wiele drobiazgów konsultowaliśmy wspólnie. Jestem jej ogromnie wdzięczny, ponieważ wiem, ile nakładu pracy potrzebne jest aby taki tekst doprowadzić do ładu.

 

Każda opowieść kończy się pięknym morałem. Ale to jest tak, że Pan nie kończy ich pouczaniem typowym przy nauce, że nie wskazuje Pan typowych rozwiązań, tylko każdą kończy mądrym wywodem, takim podsumowaniem – spostrzeżeniem z boku. Trudno było w trakcie pisania zakończyć właśnie tak, a nie inaczej? Nie korciło Pana, by napisać „tak się nie robi, bo...”?

Nie, absolutnie nie. Nad zakończeniami każdego rozdziału pracowałem najdłużej właśnie dlatego, żeby pozostawić niektóre rzeczy niedopowiedziane, albo po prostu aby morał ukryty był między słowami. Nie chciałem dosłowności. Myślę, że takie moralizatorstwo mogłoby wpłynąć negatywnie na całą książkę. Świat Dolinki Kotlinki to świat nas samych, często niedoskonałych i tą niedoskonałość chciałem w tekście zachować. Bez moralizatorstwa i pouczania, za to z co nieco ukrytym morałem. 

Odbył już Pan spotkanie autorskie z dziećmi i swoją książką. O co najczęściej pytają mali czytelnicy? Jak w ogóle przebiega takie spotkanie? Czy dzieci jakoś żywiej reagują niż dorośli na czytane fragmenty?

Zdecydowanie dzieci reagują śmielej. Nie boją się pytać. Trudno jest mi natomiast wskazać o co najczęściej. Spotkanie z moją książką proponuję w połączeniu z warsztatami rozwijającymi wyobraźnię. Po przeczytaniu kilku fragmentów, zachęcam dzieci, aby spróbowały narysować dowolnego bohatera bajek. Może to być Muchwiaternik, Komaromiodnik, Pan Gęstobrzuszek albo Pani Gadaczka Paplaczka. Co ciekawe, Pani Gadaczka wybierana jest najczęściej.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Skąd też pomysł na tak wspaniale oddające klimat książki ilustracje autorstwa Malwiny Mieczkowskiej? One są przepiękne. Jak doszło do Państwa współpracy?

Poszukiwania ilustratora to jeden z najdłuższych etapów powstawania mojej książki. Zależało mi na osobie, która nie tylko świetnie rysuje, ale również będzie potrafiła oddać klimat Dolinki Kotlinki. Sztuką było narysować postacie, które nie mają odpowiedników w naturze. Komaromiodnik? Pan Zygzaczek Drobniaczek? Jak tu narysować takich dziwaków? Z takim wyzwaniem musiał zmierzyć się ilustrator. Przyznam, że zależało mi na osobie, z którą będę mógł spotkać się osobiście a nie tylko wymieniać maile. Pani Malwina zrobiła dokładnie takie ilustracje o jakie mi chodziło. Jestem z nich naprawdę zadowolony. Nieprzypadkowo są one czarno białe i rysowane bez graficznych „efektów specjalnych”. Ja, jako czytelnik, wychowałem się między innymi na bardzo prostych, wręcz minimalistycznych ilustracjach do Kubusia Puchatka. Podobne można znaleźć w moich bajkach. Tej inspiracji nie wstydzę się absolutnie.

 

Jest Pan też zarządzającym Wydawnictwem Inne. Łatwo pogodzić te dwie funkcje? Co tak naprawdę sprawia Panu większą radość?

Niestety nie jest to proste. Z jednej strony proces pisania książki to podróż w krainę wyobraźni. Z drugiej strony niełatwo jest zajmować się finansami lub promocją przebywając wciąż w świecie wyobraźni. Chcąc prowadzić wydawnictwo autorskie trzeba godzić dwa, bardzo odległe od siebie światy. Świat twórczy, oraz świat rachunkowości, faktur, terminów itd. Dla mnie osobiście nie jest to proste. Jeśli zaś chodzi o radość, to z pewnością bliżej mi do satysfakcji jaką odczuwam jako autor książki, choć przyznam, że dobra organizacja spotkania to także miłe doświadczenie.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Jakie pasje Pan posiada, oprócz pisania oczywiście?

W każdy piątek w ramach naszego projektu Salon na Kartuskiej urządzamy w Gdyni spotkanie dla grona przyjaciół. Osobiście wyspecjalizowałem się w wypieku tradycyjnej pizzy. Tworzenie nowych kompozycji pizzowych, to moja mała pasja. Oprócz tego wypiekam też własny chleb. Prowadzę też warsztaty z pieczenia chleba, a także promuję naturalną żywność. Wiele z produktów, które kupujemy w sklepach można robić samodzielnie, podobnie jak uprawiać niektóre warzywa lub zioła. Owszem, potrzeba do tego trochę czasu i determinacji, ale jeśli potraktować to jako pasję, to efekty mogą być zadziwiające. Próbuję też swoich sił w tak wymagającej materii jaką są domowe nalewki. Proszę spróbować zrobić dobrą nalewkę. To jest prawdziwe wyzwanie.

 

Jaką czytuje Pan na co dzień literaturę, po jakich autorów najczęściej sięga?

Chwytam książki bez wstępnej selekcji. Interesuje mnie zarówno beletrystyka, jak i pozycje naukowe. W czytanych przeze mnie tytułach często jest dość duża doza przypadkowości. Czasem znajdę coś ciekawego, a czasem zupełnie nie. Bardzo cenię prozę Wiesława Myśliwskiego. To autor wielkiej kultury słowa i rewelacyjny narrator. Jednak niekwestionowanym mistrzem literatury polskiej jest dla mnie Jerzy Pilch. Jego „fraza” jest dla mnie wyznacznikiem literatury najwyższego poziomu. Pilcha „kupuję” w całości. Jeśli zaś miałbym wymienić moją ulubioną książkę, to będzie to „Mistrz i Małgorzata”. Z tym tekstem nie równa się nic.

Co powie Pan jeszcze o swojej książce czytelnikom bloga?

Zachęcam wszystkich do lektury Bajek ze zrozumieniem i konfiturką, ponieważ ta książka niczego nie udaje, tak jak jej bohaterowie. Mogę też zdradzić, że w przygotowaniu kolejne tomy w których spotkacie mieszkańców Dolinki Kotlinki i Szuwarków Nenufarków.

 

Coś od siebie do czytelników:

Jako że właśnie rozpoczął się nowy rok życzę wszystkim realizacji swoich planów, zmian na lepsze i dużej dawki wartościowego „zaczytania”.

 

W imieniu swoim i uczestników - czytelników, dziękuję za poświęcony czas i rozmowę :)


 

 

 

A teraz, przyszedł czas na ogłoszenie zwycięzcy!

Słowo od autora:

"Dziękuję za wszystkie piękne pytania. Najbardziej zaintrygowało mnie pytanie od czytelnika ddg. Należy ono do gatunku pytań romantycznych oraz marzycielskich. Takie są mi najbliższe." Łukasz Kosik

 

 

 

 

 Serdecznie gratuluję i czekam na adres do wysyłki nagrody w wiadomości prywatnej :)

Dziękuję wszystkim za chęci, ciekawe pytania i zapraszam do zakładki - KONKURSY, gdzie znajdziecie jeszcze kilka, które trwają, a już od jutra startują kolejne! :) 

 

 

 

 

niedziela, 29 stycznia 2017

 

 

 

 

Kochani!

Przyszedł czas na wyniki konkursu z najnowszą powieścią Magdaleny Ludwiczak "Tajemnica błękitnej alkowy", w którym to mieliście opisać jakieś wyjątkowo tajemnicze miejsce, jakie udało Wam się kiedyś znaleźć i z czym się ono wiązało.

Przede wszystkim, dziękuję za udział i Waszą wyjątkową kreatywność! Wybór był niesamowicie trudny. Macie nieprzeciętne talenty, zresztą, poniżej kilka słów od autorki, z którą absolutnie się zgadzam! Jest niespodzianka od autorki, która przyznała dodatkową nagrodę - niespodziankę! :)

"Widać niezwykłe oczytanie wszystkich uczestników, o czym świadczy ich dojrzały i literacki język. Odpowiedzi czytało się z WIELKĄ przyjemnością, jak mikro opowiadania. Wielu mogłoby zacząć pisać dłuższe formy:)

I tak: książkę wygrywa : maz.asia (za łóżko) oraz nieidentyczna (za Antykwariat).

Dodatkowo malutką nagrodę w postaci zakładek i długopisów chciałabym wysłać

do marzycielki ( za sad).

Te trzy opowiadanka bardzo, ale to bardzo identyfikują się ze mną. Nawet nie wiecie jak bardzo!!! Dlatego bardzo się cieszę:) Gratuluje i życzę miłej lektury. Będzie mi miło na moim FP Magdalena Ludwiczak pisarz przeczytać Wasze opinie na temat Tajemnicy Błękitnej Alkowy- zamieszczajcie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuje wszystkim."

Magdalena Ludwiczak

 

Serdecznie gratuluję zwyciężczyniom! Czekam w wiadomości prywatnej na Wasze adresy

do wysyłki nagrody :)

Jeszcze raz dziękuję za liczny i kreatywny udział :)

 

 

 

 

 

Zachęcam do udziału w innych konkursach, które jeszcze trwają, i które znajdziecie w zakładce KONKURSY :) 

niedziela, 04 grudnia 2016

 

 

 

 

 

Kochani!

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Tylko trzy osoby wzięły udział i zdecydowaliśmy z autorem, że cała trójka wygrywa! :)

No cóż, każdy miał szansę i okazję :)


Serdecznie gratuluję zwycięzcom i czekam w wiadomości prywatnej na dane do wysyłki :)

 

 


 

 

Wasze odpowiedzi - GALERIA POKONKURSOWA :)

 

 Źródło: Internet

 

maz.asia

Autokryf. Pierwsza myśl po przeczytaniu tego słowa była imperatywem do rozbicia go na dwa osobne, jako szyfru do zrozumienia zawoalowanego przekazu. 


Auto jako zwrot ku samemu sobie albo środek transportu do zrozumienia poezji, może to rodzaj drogowskazu dla tych, którzy patrzyli dotąd na nią zbyt płytko, może należy dokonać każdorazowo autorefleksji jako katharsis przez otwarciem tomu wierszy, by móc z czystą duszą snuć refleksje nad dziełem literackim. 


Kryf jak graf, skrót od grafomanii, niepohamowanego natręctwa ciągłego przelewania myśli na papier. 


Kryf jak gryf, a więc najważniejszy element skrzypiec, w zależności od talentu muzyka każdy postawiony palec, podobnie jak każda litera wybrana starannie przez pisarza, tworzy sztukę bądź ją okalecza. 


Kryf jak kryt, skrót od krytyka, może więc przykryta luksusową warstewką iluzji inteligentna autokrytyka jako paszkwil na ograniczenia wypływające z przynależności do gatunku ludzkiego. 


A może kryf jak dryfująca kra, która czeka aż wraz z innymi stworzy lodowiec. Widzę tu pewną analogię do słowa. Słowa, które bez kontekstu nie ma znaczenia. Słowo w wykonaniu poety jednak ma tych znaczeń miliony. I tak, w zależności na jaki grunt w głowie odbiorcy trafi, takie da owoce. Interpretacja bowiem nie wynika wyłącznie z dostarczonego zasobu wyrazów, ale zarówno nastroju, jak i wiedzy czytelnika, stąd może autokryf jako ta niepowtarzalna analiza wiersza dokonywana inaczej przez każdego z nas. 


Z całą pewność tytuł jest nad wyraz intrygujący. Nie przypominam sobie, żeby dotychczas któreś ze słów przykuło moją uwagę tak nierozerwalnie. Zapewniam więc szczerze, że moje rozmyślania nad nim nie ustaną z chwilą opublikowania tej wypowiedzi. Jestem nader ciekawa jak spojrzałabym na Autokryf po jego lekturze. Samemu zaś Autorowi szczerze gratuluję inwencji oraz poetyckiego polotu (z niemałą nutą zazdrości).

 

Onnemort

Autokryf kojarzy mi się z analizą swojej osoby. Kryf, pierwsze co mi się nasuwa to mityczne stworzenie Gryf, które oznacza coś haczykowatego lub nieco bardziej rozbudowane tłumaczenie, chwytać, łapać i porywać. Tytuł książki może sugerować łapanie samego siebie, zrozumienie samego siebie lub chwytanie siebie. Może po przeczytaniu tej książki człowiek skłoni się do refleksji i zastanowi się nad samym sobą.

 

JoannaM

Z apokryfem. Apokryf, czyli księga biblijna, która nie została włączona do kanonu. Niby coś tajemniczego, nieujawnionego. Autokryf mógłby być księgą tajemną o sobie samym (auto), która nie tylko nie jest jawna, wręcz może być trudno dostępna. 

Aby dotrzeć do jej sedna i treści właściwej [w codzienny kanon (zachowań) to przecież nie wchodzi], należy się nieźle natrudzić. To być może tomik, w którym "autor" ujawnia coś, czego nie ujawnia na co dzień w swoim życiowym "kanonie".
środa, 30 listopada 2016

 

 

Kochani!

To było wyzwanie! Tyle pięknych odpowiedzi! Autorka miała nie lada kłopot, ale dwie odpowiedzi bardzo Ją urzekły i postanowiła je nagrodzić.

Oto zwycięzcy:

 

 

 

 

 

Pozostali uczestnicy otrzymują wyróżnienia w postaci Galerii pokonkursowej :)

 


Barbara K.

Mój ukochany Miś - Biedactwo miał na imię... czasy PRL- zabawki były, jakie były. Misio był szarobury, wypchany trocinami... Towarzyszył mi przez całe moje dzieciństwo - w niego wtulałam się, kiedy byłam szczęśliwa, w niego też wsiąkały moje dziecięce łzy... Mama robiła co mogła, kiedy się ubrudził - delikatnie czyściła, żeby nie zniszczyć jego trocinowego wnętrza. Ale kiedyś znikł na zawsze. Powiedziała mi, że odszedł do Krainy Zabawek – tam, gdzie odchodzą wszystkie zabawki, które bardzo kochamy...

 

Ela Sz.

Misiów miałam kilka - kocham te misio-przytulanki! Pierwszy, którego pamiętam - zwany BURASKIEM. Był duży, ciężki, taki nieporadny - ale mój i tylko mój. Zaginął w trakcie przeprowadzki - płakałam bardzo. By mi życie osłodzić - dostałam następnego – piękniutki, milutki, lekki i pachnący. Czy go polubiłam - tak, ale nie był... Buraskiem, niestety. Dziś mam już trójkę wnucząt - też kochają misie, a i książki - na szczęście...


Agnieszka K.

Mój Miś Zdziś zrobił szafkę w przedpokoju u babci. Bawiła się Nim moja mama i ciocia i miałam do Niego ogromny szacunek. Pomimo upływu lat i naderwanego ucha i tak był najcudowniejszy na świecie. Jak na tamte lata przystało był brązowy, miał czarne oczka i nosek i wypchany był gąbką i trocinami. Największą frajdę sprawiało mi wkładanie palca w naderwane ucho i sprawdzanie, co ma w środku. Zawsze z bratem toczyliśmy walkę o to, kto będzie się nim bawił, ale Zdzisio i tak lądował w moim wózku do zabawy, gdzie miał miękkie posłanie. Do tej pory uwielbiam misie, te małe i te duże

 

Kasia R.

Miałam brązowego misia i żółtego dużego co miały krawaty na szyjkach swych a teraz takie podobne mają moje dzieci co teraz bym dla niech chciałabym wygrać.

 

 Źródło: Internet

kuba

W przedszkolu był miś kotek, który bardzo mi się spodobał. Najpierw brałem go do siebie do domu na noc, a następnego dnia znów go przynosiłem. Aż w końcu pani przedszkolanka pozwoliła mi go zatrzymać :) . Nazwałem go Kicia. Chociaż jestem już starszy to nadal go trzymam na półce i nie rozstanę się z nim nigdy. :)

 

Anita

Kurczę, dawno dawno temu miałam takiego Misia, takiego prawdziwego z trocinami w środku, imię miał nieoryginalne Kubuś, od Uszatka oczywiście, był brązowy, z czarnymi oczkami takimi z koralików. Pamiętam, że wszędzie go zabierała, spałam z nim i bardzo rozpaczałam, gdy pourywały mu się łapki (były na haczykach, ruszały się) i mama uznała, że to jego koniec tak... był taki miś....

 

Filozofka

Zdarzyła się dawno temu taka historia. Dziewczyna otrzymała od chłopaka, misia -maskotkę. Taki biały miś, jak w pewnej starej piosence. Była wielka miłość, niestety drogi tej pary się rozeszły. Mijały lata, starzała się dziewczyna, piękną buzię pokrywały zmarszczki, włosy posiwiały, sylwetka się pochyliła. Starzał się miś, jego białe futerko wytarło się z czasem, w niektórych miejscach był prawie łysy. Puściły szwy i ktoś z litości pozszywał go grubą nicią. Oczy wykonane z czarnych koralików traciły blask, w końcu jedno się zgubiło. Misiu zbrzydł i wylądował gdzieś na strychu. Pewnego dnia, kobieta usłyszała ulicznego grajka, który śpiewał starą piosenkę o misiu. Kiedy usłyszała refren: "Hej dziewczyno, ooo, spójrz na misia , aaa, on przypomni, przypomni chłopca ci...", oczy jej zwilgotniały i pobiegła natychmiast do domu, poszukać zapomnianego misia. Odezwała się także do swojego byłego chłopaka. O dziwo, przez tyle lat z nie związał się z nikim na stałe. Miś połączył te dwa samotne serca na nowo. Dziś zajmuje miejsce honorowe w moim domu, a na jego pyszczku czai się tajemniczy, "misiowy" uśmiech.

 

Źródło: Internet


Dominika K.

Mój miś z dzieciństwa to miś panda średniej wielkości (oczywiście biało - czarny, jak to panda). Nie miał imienia. Został moim ulubionym misiem w ten oto sposób : Poszłam z mamą kupić coś na urodziny mojej kuzynki i kupiłyśmy tego oto właśnie misia. Tak on mi się spodobał, że po powrocie do domu nie chciałam go oddać. Poszłam z nim na dwór, spałam z nim i już został ze mną . A kuzyce trzeba było następnego dnia kupić coś innego .

 

 

Milka

Mój miś: misiu, misiek :) trafił do mnie w nietypowy i raczej nieoczekiwany sposób. Moja mama zamówiła przez internet kosmetyki, które przez przypadek zostały podmienione. Firma, jako przeprosiny za pomyłkę, przysłała owego misia. Od razu przypadł mi do gustu z powodu swego charakterystycznego wyglądu. Miał kształt odwróconego serca o dosyć dużych rozmiarach, z drobnymi rączkami, nóżkami i małą główkę z wyszytymi oczkami. Był brązowo - beżowy, z kołnierzykiem. Mimo podsuwania mi innych "ładniejszych" przytulanek - niezmiennie trwałam przy moim Kubusiu, choć zmienił kolor swych pierwotnych szat. Był tak często przytulany,że zaprzyjaźniona krawcowa zaoferowała swą pomoc przy naprawie ubranka. Kuba jest przy mnie do dziś i mimo mojego wieku (nie wstydzę się tego przed nikim) - często przytulam się do niego w chwilach zwątpienia i smutku. W dzieciństwie był moim stałym powiernikiem, przytulanką do snu i jedynym- wtedy- przyjacielem i powiernikiem moich tajemnic i radości. Z nim czytałam książki, prowadziłam dyskusje. On po prostu był zawsze i... będzie.



 W trosce o Wasze bezpieczeństwo i w myśl Ustawy o ochronie danych osobowych,

nie podałam nazwisk, tylko je skróciłam.

 

Gratuluję zwycięzcom i proszę ich o kontakt meilowy, celem wysyłki nagrody :)

stokrotka954@wp.pl

 

Autorce dziękuję za nagrody :)

 

 

 

niedziela, 30 października 2016

 

 

 

 

 

Kochani,

ponieważ (aż!) trzy osoby wzięły udział w konkursie, wszystkie trzy otrzymują nagrody!

 

Miałam dwie nagrody na konkurs, ale w ramach tego, że tylko trzy osoby zgłosiły swoją chęć i udzieliły odpowiedzi, wszystkie trzy otrzymają ode mnie nagrody! Odstępuję swój egzemplarz i dostaną wszyscy. Przyjmuję zgłoszenie Beaty, która co prawda udzieliła odpowiedzi po czasie, ale... wiem, jak niewdzięczny jest niestety Blox i postanowiłam odpowiedź zaliczyć! :)

 

Pytanie konkursowe nie było trudne i jak to u mnie – każdy miał dowolność jego interpretacji. Bo dla każdego – SUKCESEM – jest zupełnie co innego, bo każdy ma w życiu zupełnie inne priorytety i wartości :)

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie, bo mimo tylko tych kilku zgłoszeń, odnotowałam duże zainteresowanie konkursem oraz zwycięzcom, których proszę o wiadomość w celu wysyłki nagrody!!!!

 

Tak więc, nagrody wędrują do: Kuby, Filozofki i Beaty!!! :)


Link do konkursu:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/10/KONKURS-Napisz-o-swoim-najwiekszym-sukcesie-i.html

 

Zachęcam w przyszłości do trochę większej odwagi, bo książki za darmo, to fajna sprawa!

 

Dziękuję i pozdrawiam! :)


 

Nagroda :)

 



 

 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi