Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Film.

czwartek, 04 lutego 2016

 

 Źródło: Internet.

Razem z Danutą Szaflarską, która cieszy się dobrym zdrowiem, 6 -tego lutego swoje 110 urodziny obchodziłaby Jadwiga Korczakowska. Poetka, prozaik, autorka sztuk scenicznych, słuchowisk radiowych dla dzieci. Danusia obchodzić będzie swoje 101 urodziny i jest fenomenalną aktorką. Uwielbiam ją!

 

Źródło: Internet.

Jadwiga Korczakowska. Postać i osoba mało znana, trochę zapomniana. Wywodziła się z rodziny o bogatych tradycjach literackich. Jej siostra, Alina Kwiecińska również była pisarką. Jadwiga od wczesnej młodości interesowała się sztuką. Uczyła się śpiewu i rysunku w znanej szkole Gersona, grała na fortepianie, ukończyła szkołę dramatyczną i malarstwo na ASP w Warszawie. W Chełmie Lubelskim prowadziła dość znany teatr amatorski i udzielała się w Pomorskiej Konfranterni Artystów.

Debiutowała w roku 1926 opowiadaniem, które ukazało się na łamach prasy. Lata 30. były dla niej okresem intensywnej pracy i rozwoju. Wydała zbiór poezji „Krokusy”, współpracowała z pomorską rozgłośnią Polskiego Radia, a także była współredaktorką miesięcznika literackiego „Teka Pomorska”. Pod koniec lat 40. zaczęła się Jej przygoda z warszawską rozgłośnią Polskiego Radia jako autorki piosenek i słuchowisk dla dzieci. W tym okresie pisała także scenariusze filmów kukiełkowych. Upodobała sobie literaturę dziecięcą i młodzieżową, sięgając po liczne gatunki literackie, tj. baśń, powieść, opowiadanie.

Jadwiga Korczakowska jest autorką m.in.:

„Dzieci podwórka”, „Chiński dwór”, „Pałac pod gruszą”, „Przygody Joanny”, „Otwarte drzwi”, „Mały”, „Filipek”, „Zabawa w chowanego”, „Wakacje w Borkach”, „Czaruszkowo”, „Smyk”, „Żuczek i Marsjanie”, „Spotkanie nad morzem” i „Bułeczka”.

Napisała sporo piosenek dla dzieci, m. in. z Witoldem Lutosławskim. Doceniona wieloma nagrodami i wyróżnieniami, w 1977 r. otrzymała nagrodę Prezesa Rady Ministrów za całokształt twórczości dla dzieci. Przez lata była fundatorką jednego ze stypendiów im. K. Jeżewskiego

Prywatnie skromna, nad wyraz sympatyczna, empatyczna, serdeczna, pracowita, zdyscyplinowana, wrażliwa na krzywdę i biedę innych.

    

Źródło: Internet.

 

Nie bez powodu przypominam o autorce tworzącej dla wymagającej grupy odbiorców, jakimi są dzieci. Mam ogromny sentyment do filmów starych, ze szczególnym upodobaniem czarno – białych. Przy okazji buszowania po internecie w poszukiwaniu filmów starych, ale dla dzieci, natknęłam się na „Bułeczkę”. Dlaczego wyszukuję takie filmy? Oglądam je wtedy razem ze swoimi synami. Mamy już obejrzaną całą „Akademię Pana Kleksa”, wszystkie odcinki „Pana Samochodzika”, „Stawiam na Tolka Banana” z sympatyczną Karioke, czy „Podróż za jeden uśmiech”.

Wolę te, niż jakieś głupkowate, naszpikowane niemądrymi tekstami produkcje hollywoodzkie, a szczególnie młodzieżowe, w których roi się od dziwności. Dziwne teksty, dziwne ubiory, dziwne ksywki, nazwy, jakieś określenia, skróty. I wtedy dziwią się rodzice, skąd ich dzieci takie coś znają. Odpowiedź jest prosta i banalna.

    

Źródło: Internet.

 

A taka sobie „Bułeczka”. Film niezwykle ujmujący za serce. Bronia, ośmioletnia dziewczynka przez wszystkich nazywana Bułeczką, z racji pyzatych policzków i rudej czuprynki mieszka początkowo na wsi, z przybraną babcią. Sierotka, która odbywa swoją podróż pociągiem do wujostwa zamieszkałego w mieście. W pociągu poznaje weterynarza, Mikołaja, którego nazywa świętym i tak rozpoczyna się jej przygoda. Z powodu swojej nieporadności w zderzeniu w miejskim życiem staje się przedmiotem docinków i złośliwości kuzynki Wandzi „Dziuni” i innych rówieśników. Niechętna dziewczynce jest też gosposia wujostwa, Małgosia. Niezwykle optymistyczna i pogodna Bułeczka nie raz wplącze się w małe kłopoty, ucieknie nawet od wujostwa do poznanego w pociągu weterynarza, ale jej historia zakończy się dobrze. Dziewczynka wszelkie trudności przezwycięża swoim niezwykle dziecięcym rozumowaniem i pojmowaniem otoczenia.

Film niezwykły, mądry, do pewnej refleksji, do spojrzenia na świat z innej perspektywy. Film nieprzeciętny. Jak na tamte czasy bardzo dobrze wyreżyserowany, pokazujący starcie dwóch światów: wiejskiego i miejskiego. Tej niezwykle ogromnej przepaści między wiejską biedą, szarością i miejską wielkością, trudną do zdefiniowania przez dziecko.

Film warty uwagi! :) 

15:10, toksiazki12 , Film.
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2016

 

27 stycznia Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Reżimu Hitlerowskiego. 


 


Dokładnie za trzy dni przypada kolejna – 71 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau. Data dla mnie ważna. Nie ze względów osobistych, ale szczególnych. Zawsze tragedia Żydów w czasie wojny mnie interesowała i dawała do myślenia. Przecież to tacy sami ludzie, jak my. Z ciekawością czytam książki poświęcone tej tematyce, oglądam filmy dokumentalne, w których główną rolę odgrywają świadkowie tamtych wydarzeń.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu obchodzony jest od 2005 roku. Decyzję o uchwaleniu święta podjęło Zgromadzenie Ogólne ONZ 1 listopada 2005 roku. Dzień ten ma być wyrazem czci i upamiętnieniem ofiar hitlerowskiego reżimu z czasów II wojny światowej. W ten sposób Zgromadzenie zamanifestowało sprzeciw, nieuznawaniu Holokaustu jako wydarzenia historycznego.

Na obchody święta wybrano 27 styczeń - datę szczególną dla narodu żydowskiego. Święto to zbiega się bowiem z rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz - Birkenau z 1945 roku.


 

 

 


Oprócz uchwalenia Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, Zgromadzenie wydało specjalną rezolucję, w której podkreśliło, jakie przesłanie ma towarzyszyć obchodom święta.

 


Zaapelowano do wszystkich państw członkowskich organizacji, o opracowanie programów edukacyjnych, które przyczynią się do zwiększenia zainteresowania tematyką Holokaustu, uwrażliwią przyszłe pokolenia na ogrom jego cierpienia i przede wszystkim, przyczynią się do zapobieżenia ponownym aktom ludobójstwa. W interesie każdego narodu powinno być nieustanne poszerzanie edukacji młodego pokolenia na tematy związane nie tylko z Holokaustem, ale też rasizmem, ksenofobią i wszelkimi innymi formami zachowań antyspołecznych.

 


W Polsce główne obchody święta odbywają się w Auschwitz - Birkenau i stolicy. W uroczystościach, obok najwyższych urzędników państwowych, biorą też udział organizacje społeczne, religijne, środowiska artystyczne i ci, którzy mieli szczęście w nieszczęściu przeżyć, wojnę, obozy, cierpienia.

 


Przeczytałam kilka książek, obejrzałam mnóstwo dokumentalnych filmów o ludziach, którzy przeszli piekło na ziemi. Ale mieli jedno szczęście w życiu, udało im się przeżyć. Jako naoczni świadkowie ogromu okrucieństwa, bestialstwa, mrocznych stron historii, opisali swoje losy, jako testamenty, dając świadectwa swojemu istnieniu. Każda z nich jest innym, odrębnym rozdziałem, innym tłem.

 


To bez wątpienia ciężki i ciemny czas w naszej historii. Państwo polskie stało się zakładnikiem reżimu i terroru. Ludzkie życie zależało od nastroju obcej ręki. Przemoc i ucisk polityczny na władzę, na lud zamieszkujący tereny państwa.

 


Wielokrotnie zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby jeden człowiek, swoją nienawiścią, chorymi urojeniami, mógł wyrządzić tyle bólu, cierpienia i śmierci, unicestwić ogrom istnień. Jak się okazuje, Hitlerowi przyszło to całkiem szybko i prosto. Wystarczyło zostać kanclerzem i obiecać to, co mieszkańcy Niemiec chcieli usłyszeć, w dobie kryzysu gospodarczego, tuż po I wojnie światowej. Jego chory plan przejęcia władzy na całym świecie miał swój początek właśnie tu, na naszej polskiej ziemi. Gdyby tak dobrze poszperać w historii każdej rodziny, to znajdzie się chociaż niewielki ślad ingerencji II wojny w jej życiu.

 


Chciałam Was zachęcić do obejrzenia „Z kroniki Auschwitz”. Bardzo mnie w tych krótkich, zaledwie dwudziestokilku minutowych filmikach - obrazach urzekła prostota przekazu, zaczerpnięta od naocznych świadków, tych którzy mieli szansę i dane im było przeżyć. Uwielbiam słuchowiska radiowe, czy Teatr Radiowy i Telewizyjny. Cykl tych zaledwie pięciu filmów dokumentalnych z głębokim, emocjonalnym głosem Adama Ferencego w roli lektora. Na mnie zrobiły ogromne wrażenie i były powodem do głębokiej refleksji.

 

 

 

 https://www.youtube.com/watch?v=O_rxReLpzvY

 

 

 

Po pierwszym odcinku możecie sobie obejrzeć następne. Są dostępne z boku, na pasku.









20:51, toksiazki12 , Film.
Link Dodaj komentarz »

 

 

Źródło: Internet.

 

Film odkryłam kilka dni temu, kiedy to telewizyjna dwójka go wyemitowała. Nie wiem, dlaczego nie miałam okazji obejrzeć go szybciej, zadawałam sobie w duchu to pytanie, przecież wszedł na ekrany kin już sześć lat temu. No nic.

 

Cieszę się, że takie filmy powstają, że reżyserzy mają odwagę i motywację do ich nakręcania. To nie jest film z gatunku lekkich. Dramat psychologiczny. O pewnym wyborze i ponoszeniu jego konsekwencji. Druga wojna światowa, to głębia tematów. Nierzadko jednoznacznych, ale trudnych, dramatycznych, często z jednym finałem.

 

„Joanna” Feliksa Falka, ze znakomitą rolą Urszuli Grabowskiej. Zaczyna się całkiem przeciętnie. W czasie okupacji mała żydówka, Róża, świętuje swoje siódme urodziny razem z mamą w kawiarni. Kobietę prześladuje szmalcownik – szantażysta i również tam, w kawiarni dochodzi między nimi do podniosłej dyskusji. Kobieta nie chce, by córka była świadkiem tej rozmowy i prosi ją, by poszła do kościoła naprzeciwko, poczekać na nią. Jednak, kiedy dziewczynka ledwo wychodzi z kawiarni, wpadają do niej niemieccy żandarmi. Kobietę zabrano na ciężarówkę i razem z pozostałymi, którym nie udało się uciec wywieziono w nieznanym kierunku. Dziewczynce udało się skryć w kościele. Tam też przesypia noc, a rano do kościoła przychodzi Joanna, kelnerka, która pracowała w kawiarni, w której poprzedniego dnia dokonano łapanki. Zabiera dziewczynkę do siebie do domu. Ukrywa ją przed światem, przed wścibską dozorczynią, którą kapitalnie zagrała Stanisława Celińska, a nawet pewnej nocy przed najściem grupy dochodzeniowej SS.


 

 Źródło: Internet.

 

 

Joanna dokonała pewnej decyzji. Czy słusznej?

Po zamknięciu kawiarni szuka nieustannie pracy. Ma duże mieszkanie, którym zaczyna się interesować biuro meldunkowe. Po co samotnej kobiecie, której mąż poszedł w momencie wybuchu wojny do wojska, tak duże mieszkanie? Ciągła ucieczka przed wścibstwem obcych ludzi. Okłamuje nawet rodzinę, stara się nie rzucać w oczy. Jednak pewien major SS bardzo się Joanną interesuje. Kobieta nie ukrywa, że umie grać na pianinie, że umie francuski. Tej nocy, kiedy SS wpada do jej mieszkania, po donosie, życie ratuje jej książka. Francuskiego pisarza, w oryginalnym języku. Major książkę pożycza i tym samym zdobywa pretekst, by spotkać się z nią ponownie.

 

Jego druga wizyta rozpocznie ciąg niefortunnych wydarzeń. Joanna zostaje oskarżona o kolaboracje i związek intymny z majorem, zgolono jej głowę. Wyrzeka się jej rodzina, zostaje jej tylko mała Róża, którą pokochała jak własną córkę.

 

Decyzja Joanny. Czym była w obliczu sytuacji, w jakiej się znalazła?

Głosem sumienia, zdrowego rozsądku, macierzyńskim instynktem, czy ludzkim odruchem głosu empatii. Dlaczego narażała się na śmierć? Dlaczego przyjęła pod swój dach żydowskie dziecko, które obudził w niej pewne uśpione odruchy. Z samotności? Chęci pomocy, czy potrzeby zaspokojenia sumienia? Joanna przeżyje bardzo ciężkie chwile. W obliczu wojny, uważam, że to postać wręcz heroiczna. Z narażeniem życia i zdrowia, dobrego imienia przyjmuje pod swój dach małą Żydówkę.

 

 

Źródło: Internet.

 

 

Znakomite kreacje aktorskie. Świetne dialogi. Idealnie stopniowana ciekawość widza i budowana nić emocji. Porywa za serce, wyciska łzy, skłania do głębszej refleksji.

19:42, toksiazki12 , Film.
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2016

 

 

Dzisiaj raczej nietypowo, bo recenzja filmu, którego miałam okazję obejrzeć w poniedziałek w Chojnickim Domu Kultury, bo jak już kiedyś wspominałam, dla nas wyjazdy do kina są niczym wyprawy. To, jest najbliżej, oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów. W Tucholi kina nie uświadczysz, więc pozostaje wyprawa do sąsiedniego województwa.


 

 11 minut

reż. Jerzy Skolimowski,

prod. Polska/Irlandia, 82 min

 muzyka: Paweł Mykietyn


Jedni upatrują w nim apokaliptyczne przesłanie, inni alegorię. Wszak tytuł jest taki sam, jak tytuł książki Paulo Coelho. Fabuła filmu zaczyna się w czasach współczesnych w Warszawie o symbolicznej dla Warszawiaków godzinie 17:00. Przelatujący nad stolicą dosyć nisko samolot nawiązuje do ataków terrorystycznych na WTC w Nowym Jorku.

Symbolika cyfry 11. Na 11 piętrze hotelu rozgrywa się chyba kluczowa dla filmu scena, najbardziej dramatyczna i przyprawiająca o palpitację serca. Jedenastka pojawia się na tablicy rejestracyjnej motocykla, kuriera dostarczającego przesyłki z narkotykami. I te 11 minut, w których obserwujemy bohaterów.

 

 

Różne opinie i różne recenzje przewijają się w sieci na temat tego filmu. Filmu, którego tak bardzo fani Skolimowskiego oczekiwali. Nie są to opinie wcale pozytywne. Zawiedzione nadzieje na super come back reżysera, czy też głosy zdrowego rozsądku odbiorców nastawionych na wysoki poziom polskiego kina?

 

Trudno mi jest się ustosunkowywać do powszechnych opinii. Każdy ma prawo do wypowiedzi swojego zdania. Ja widziałam w fabule niczym nie połączonych ze sobą bohaterów, których obserwujemy przez 11 minut, począwszy od 17:00 do 17:11. Bohaterowie, jakby wyjęci z innego pudełka z puzzlami. Ktoś nadawał fabule tempa, a za chwilę drugi ją spowalniał. Wydaje mi się, że kilku bohaterów było tam w ogóle niepotrzebnych, a wątki tych prowadzących powinny być bardziej rozwinięte. Coś, jak skrawki pewnej zabawy formą.

 


 

Nie wiem, po co reżyser wprowadzał rzekomo siłę nadprzyrodzoną do filmu w postaci jakiejś plamy w jednym z punktów miasta. Wydaje mi się to co najmniej zahaczające o farsę i kompletną niedorzeczność: „To martwy piksel, Łysy. Zawsze tu był”.

 

„Wybuchowy finał” filmu bardzo zbliżony do hollywoodzkich projekcji, w których najważniejsze są efekty specjalne. Te, które mają bardzo spektakularne efekty, te zazwyczaj otrzymują Oskary. To akurat udało się reżyserowi w sposób wręcz mistrzowski. Jednak, jak na naszą polską rzeczywistość, odbiorca może odebrać to jako niemożliwe. Napięcie narastało z każdym dźwiękiem muzyki, która obok sceny finalnej mogłaby śmiało dostać Oskara. Nic poza tym.

 


Całość? Musicie zobaczyć i ocenić sami.

  

Niejedni w połowie filmu mieli ochotę wyjść, niejedni w ogóle po projekcji nie komentowali. A inni zawiedzeni po prostu wychodzili z pewnym niedosytem. No cóż. Bańka pękła, czy jeszcze coś ponadto?

Tak.

Zazdrość potrafi przybrać formę choroby, która może prowadzić do zła. Wielkiego zła.

 


 

14:06, toksiazki12 , Film.
Link Komentarze (3) »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi