Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Dla Dzieci :)

sobota, 04 marca 2017

 

 

 

 

 

Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 36

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://www.psychoskok.pl/produkt/wierszobajanie/

 

Przenieść się chociaż na chwilę z powrotem do świata baśni dzięki dźwięcznie rymowanym wierszom z bohaterami poznanymi już kiedyś wcześniej, jako małe dziecko, to chwila bezcenna i niezapomniana. Autorka tych jedenastu wierszowanych opowieści pozwala nam wrócić do najpopularniejszych, znanych na całym świecie baśni. Spotkamy w nich postacie uwielbiane przez małych czytelników, jak Czerwony Kapturek, Calineczka, Baba Jaga, Pinokio, itp.

 

 

 

I chociaż wydaje nam się, że znamy te baśnie, te uniwersalne historie, to autorka utkała je w taki sposób, że dzieci czytają je, a jeśli nie umieją, to słuchają z zainteresowaniem i ciekawością:

„Po leśnej dróżce, lasem zielonym

szedł sobie wolno Kapturek Czerwony.

W kubraczku ślicznym dziewczynka mała

idąc do babci tańczyła, śpiewała.

 

Szła pośród krzewów i gąszczu trawy,

jagód szukając, szła bez obawy.

Zakątki ciemne nie straszne były,

skowyty wilków jej nie straszyły.

[...]”

 

 

 

 

Każdy wiersz kończy się morałem, pouczeniem, mądrością, która nie tylko dzieci, ale i starszych wprawi w chwilę refleksji i zadumy. Napisane prostym, zrozumiałym językiem, bez skomplikowanego słownictwa. Czyta się je szybko. W rytm wprawiają je dobrze dobrane rymy, które dodatkowo czynią je interesujące. Dzisiaj niewielu autorów potrafi ułożyć z sensem rymowane historie, nawet jeśli są oparte na znanych opowieściach. Trochę mało poręczny format książki, bo wielkości A-4, ale myślę, że to pozycji w niczym nie ujmuje. Na uwagę zasługują również nietypowe, kolorowe ilustracje, które wykonała sama autorka. Pastelowe, przyciągają oko i wywołują sporo emocji, bo mój młodszy syn był zaskoczony, że Bestia z wiersza wygląda niezwykle autentycznie.

 

 

 

 

 

„Wierszobajanie” Edyty Budziszyn wzrusza, uczy, uwrażliwia. Przy tej pozycji czas nie będzie zmarnowany. A szczególnie, jeśli czyta się ją razem z dzieckiem.

 

 

 

Polecam!

 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 23 lutego 2017

 

 

 

 

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Ilość stron: 95

Rok wydania: 2017

Książkę znajdziecie:

https://ksiegarnia.pwn.pl/Dlaczego-sztuka-pelna-jest-golasow,677303847,p.html

 

 

 

„Sztuka ma podsuwać myśli, które bez niej nie przyszłyby nam do głowy.”

- cytat ze str. 6

 

Pozycja zaintrygowała mnie od pierwszych wersów. Mojego starszego syna nie mniej. Kto jednak sięgnie po książkę, by poczytać o tytułowych golasach, to się z lekka zawiedzie, bo golasom poświęcony jest zaledwie rozdział, a książka przejrzyście, obrazowo odpowiada na ważne pytanie, czym tak naprawdę jest sztuka. A ta ukazuje indywiduum artysty, jego widzenie rzeczywistości i nie ogranicza się tylko do jednej formy – malarstwa, ale też rzeźby, posągów, pomników, czy przestrzennej wizji jego autora.

 

Każde dzieło ma w swej wymowie wyrazistość i tzw. duszę, ukazuje to, co artysta w danej chwili sobie wymyślił, zamarzył, albo zinterpretował. Nie zawsze idzie to w parze z aktualnymi regułami, czy zasadami. Często wychodzili oni naprzeciw nowym trendom, albo wymyślali coś kompletnie zaskakującego. Autorka stworzyła publikację, która nie wpisuje się we współczesne trendy dzieci czy nastolatków. Jednak jest doskonałą alternatywą dla wszech panującej dziś mody na techniczne i elektroniczne gadżety. Susie Hodge zadbała o to, by młody czytelnik się przy niej nie nudził, a nawet znalazł w niej wiele ciekawostek i interesujących tematów. Prosty, zrozumiały język, obrazowe ujęcie tematów oraz odpowiedni dobór opisywanych dzieł, czynią ją niezwykle atrakcyjną.

 

 

 

 

Książka podzielona jest na dwadzieścia dwa rozdziały, z których każdy rozpoczyna się konkretnym pytaniem. Jej wartość podwyższa przyciągająca oko okładka, dopracowanie merytoryczne, bogata szata edytorska, ale też materiał, z jakiego została wykonana oprawa: gruba tektura uniemożliwiająca szybką eksploatację, a wiadomo jak to bywa z dziećmi. Autorka postarała się, by publikacja była wycyzelowana w każdym calu i z każdej strony.

 

Susie Hodge wędrówkę po świecie sztuki rozpoczyna od petroglifów, które liczą sobie prawie dwa tysiące lat, a zostały narysowane na skale w Utah w Stanach Zjednoczonych. Opisuje najsłynniejsze posągi, które po dziś dzień wzbudzają zachwyt oglądających. Wyjaśnia, jak ważna jest rama obrazu, której zadaniem jest wyeksponowanie dzieła. Pokazuje na konkretnych przykładach, czym był i jest abstrakcjonizm, czym charakteryzuje się kubizm. Z czego wynikają różnice w technikach malarskich, z których jedne pokazują obrazy rozmyte, a drugie odzwierciedlają misternie utkane, niczym fotograficzne odwzorowanie każdego najmniejszego detalu. Pokazuje, jak rozwijała się sztuka, jakie były i są jej najważniejsze nurty. I odpowiada na najczęściej zadawane, standardowe pytanie, dlaczego dzieła sztuki są takie drogie? Co wpływa na ich cenę, które uważane są za unikaty, które za dziwactwa.

 

 

 

Jaka jest rola artysty, twórcy danego dzieła? Poprzez swoją wrażliwość w odczuwaniu, odbieraniu świata, udostępnia nam cząstkę swej egzystencji. W tworzeniu ważna jest pasja, talent, uczucie, które potrafi zakląć w swoim dziele, to koncepcje, plany, marzenia, zagarnięte nadzieje. Indywiduum i epicentrum wizji.

 

Najważniejsze, autorka nie zapomniała, by zamieścić na końcu swojej publikacji Glosariusz – rodzaj słownika dla laików, czy młodszych czytelników oraz spis ilustracji z wyjaśnieniem kto jest autorem, jaki jej tytuł, rozmiary, rok w jakim powstało dzieło.

 

Mnie najbardziej utkwiły w pamięci dwie z nich. Pierwsza przedstawia niedokończony rysunek, który wykonał Leonardo da Vinci ponad pięćset lat temu, białą i czarną kredą na ośmiu sklejonych ze sobą kartkach papieru. Robi wrażenie estetyką i zamysłem, bo oglądając go możemy się zastanawiać, a jakich okolicznościach powstał i co chciał nam przekazać autor?

 

 


Drugie dzieło, które mnie zelektryzowało, to tłum tysięcy glinianych figurek wielkości ludzkiej dłoni, które rozłożono w jednej z galerii w Niemczech. Idea ich powstania zadziwia i zmusza do głębszej refleksji: „Przypominają o wszystkich ludziach, którzy razem zamieszkują ten świat.”

 

 

 

 

Myślę, że publikacja Susie Hodge odpowie Wam, a już na pewno przybliży temat dzisiaj z gruntu trochę wyparty przez współczesny pęd i chaos życiowy, czym tak naprawdę jest sztuka. Książka jest idealna dla dzieci i młodzieży, ale i dla dorosłego czytelnika, który chciałby się zapoznać z tematem tak absorbującym, jak sztuka. Mądra, interesująca i ważna publikacja, otwierająca przed nami świat wrażeń artysty.

 

Polecam!


 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 


 

poniedziałek, 20 lutego 2017

 

 

 



 

Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 76

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://zaczytani.pl/ksiazka/basniowe_sciezki,druk

 

Autorka stworzyła bardzo dobrą gatunkowo książkę, zarówno merytorycznie, jak i znaczeniowo, z celną i pouczającą puentą, jednak mam pewne zastrzeżenie i to dotyczy bajki, która otwiera książkę. Zanim o tym, przejdę do szczegółów, które przy gatunku baśni są ważne, albo i najważniejsze. W baśniach Sabiny Pelc widać przemyślane, misternie ułożone wątki, sporą pracę autorki w doborze bohaterów. Wbrew pozorom, w baśniach w przeciwieństwie do bajek, autorzy muszą kierować się ściśle określonymi zasadami, które dotyczą świata przedstawionego, charakterystycznych rekwizytów, motywów, budową gatunkową, bohaterów, a także funkcji, jakie pełnią. W bajkach to wygląda nieco inaczej. Z jednym zastrzeżeniem, cała reszta jest w należytym porządku.

 

I trochę mnie uwierało, przyznam się szczerze, bo rozpocząć zbiór baśni i na samym początku się zreflektować, to oznaczało tylko jedno, odłożyć książkę. Jednak, czy tak naprawdę przez pryzmat jednej baśni ma się oceniać całość? Raczej, nie na tym to polega. Sześć opowieści napisanych prostym, zrozumiałym językiem, w których o zdarzeniach opowiada trzecioosobowy narrator, autorka używa w nich typowych dla baśni zwrotów, każda z nich kończy się szczęśliwie, pouczającym morałem. Jako swoich bohaterów, uczyniła prostych, biednych, często pokrzywdzonych przez los ludzi, dzieci, a tuż obok występują zaczarowane elfy, zwierzęta, drzewa, diabeł płatający figle, skrzaty. Nieustająca przepychanka, jaka panuje w baśniach: dobra ze złem, miejsce i czas rozgrywających się sytuacji są bliżej nieokreślone i liczne mądrości zawarte w morałach. To idealne w tych baśniach wątki, które podwyższają jej wartość i znaczenie.


 

 

 

Otwierająca zbiorek, pierwsza baśń „O diabelskim młynie” mówi o pysze, jak zgubne bywają skutki przyjmowania pochwał za wykonaną nie tylko przez siebie pracę. Młynarz Maciej miał młyn, do którego zboże zwozili gospodarze z całej niemal okolicy. To przysporzyło Maciejowi wielu dodatkowych godzin pracy, jaką musiał w efekcie wykonywać też i w nocy. Był tak zmęczony nieustanną pracą, że nawet nie był świadom skutków zawartej z diabłem umowy. Diabeł pomógł mu przemielić całe zboże każdej jednej nocy, ale Maciej pochwały za pracowitość przyjmował tylko na siebie, nie wspominając o pomocy diabła. W końcu diabeł się zbuntował. W ramach zemsty dokonał niemałego chaosu w młynie. Śmiałkiem, który miał okiełznać i wygnać diabła ze młyna okazał się Jasiek. I tu wyjaśnienie, co mi się nie podobało. Diabeł, akcent święta Trzech Króli, małego Jezuska i te cięgi, jakie Jasiek wymierzył diabłu. Dlaczego mi się to nie podoba? Bo to jakby ukierunkowanie na tylko jedną religię. Dzieci pochodzą z różnych rodzin, różnych kręgów kulturowych i nie można narzucać się z tokiem myślenia tylko jednej religii. A już wykluczone dla mnie jest bicie, użycie przemocy wobec drugiego. Zatem, baśń, mimo iż kończy się pozytywnie, nie uczy dobrych zachowań.

 

Baśń „O złocie, bogactwie i sercu biedaka” uczy dzieci, że nie ważne są wielkie, wysokie do nieba budowle, bogactwo, a szczere, dobre, otwarte dla innych serce i uczciwa praca, bo pycha bywa zgubna i w rzeczywistości, później, możemy zostać sami.


 

 

 

 

Następne opowieści mówią o chciwości, bezgranicznym pragnieniu dóbr materialnych, zachłanności, obłudzie, o szukaniu właściwych dróg, odczarowywaniu złego losu, o dobru, które często jest w sercach zwykłych, prostych ludzi, o radościach, które niosą codzienności, a czasem i normalna rozmowa. Na pewno są to baśnie niesamowicie interesujące, bo moje dzieci czytały z zainteresowaniem.

 

 

 

 

 

Autorka włożyła w swe opowieści wiele najlepszych cech gatunkowych, użyła prostego, zrozumiałego języka. Dzisiaj na baśnie trzeba mieć pomysł – niebanalny, niesztampowy, niepospolity i niezwyczajny. Poza tą jedną wpadką „Baśniowe ścieżki” uważam za dobrą lekturę zarówno dla starszych, jak i młodszych dzieci. Na uwagę zasługują też ciekawe i miłe dla oka ilustracje autorstwa Doroty Król. Kolorowe, pastelowe, jakby malowane farbami olejnymi.

 

Polecam.


 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 


 

czwartek, 16 lutego 2017

 

 

 

Wydawnictwo MOVART

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 166, oprawa twarda

Książkę znajdziecie:

http://movart.pl/ksiazki/1-bajeczki-nie-tylko-dla-majeczki.html

 

Bajecznie kolorowe ilustracje i mądre, proste, ale głębokie w przekazie bajki. Wspólne dzieło, książka napisana z pasji, potrzeby, dla córki, która jest całym światem kochającej matki i ilustracje wykonane przez kilkuletnią Maję, są dowodem na to, że razem można wiele, a nawet wszystko, wystarczą chęci i czas, a radość z efektów bywa ogromna.

 

Jeszcze nie spotkałam tak pięknej książki dla dzieci, która byłaby wspólną pracą matki i dziecka. Ta jest wyjątkowa. Podziwiam Dorotę Kościukiewicz-Markowską za pomysł, oryginalność i niezwykle uniwersalne wartości, jakie swoimi różnorodnymi bajkami, a szczególnie ich celną i mądrą puentą pokazuje dzieciom świat w wielu odcieniach i barwach, podkreślając, kładąc nacisk na szyk i potencjał, jaki tkwi w tych misternie utkanych słowach skupiających się nawet na najdrobniejszych szczegółach. I co nam się najbardziej podobało, to niewymuszony ton, nie pouczanie, ale przedstawienie problemów w sposób prosty, z perspektywy bohaterów, jacy w nich występują.

 

Jestem zdania, że czas spędzony przy tej publikacji wyjdzie Wam na korzyść. Razem, pamiętajcie, że słowo RAZEM ma niezwykłą moc. Owszem, duża czcionka pozwala dzieciom na samodzielne czytanie, ale wspólne przeżywanie przygód małych i dużych bohaterów jest cenniejsze i najważniejsze.

 

Autorka nie operuje trudnym, czy skomplikowanym językiem w swych opowieściach. Zadaje trudne pytania, ale mądrze na nie odpowiada, nie ubarwia, nie omija problemów, a z poszanowaniem wrażliwości dzieci, składnie podsuwa im rozwiązania.

A o czym głównie pisze autorka?

O szczęściu, które dla każdego ma inną definicję i każdy inaczej je spostrzega. Szczęściu, którego nie można położyć na stole, zmierzyć, zważyć, bo ono jest innego koloru i zapachu dla każdego człowieka. Jak w bajce „Szczęście na stole króla”, w której może i potężny, władczy, ale zadufany i egoistyczny król Urdun szczęściem nazywał bogactwo swojego królestwa. Wystarczyła wizyta mędrca Ksjana, by Urdun uzmysłowił sobie, czym tak naprawdę jest SZCZĘŚCIE.

 

 

 

O tym, że dzieci są radością i najlepszym, co może oferować świat. A ten nie musi być zamknięty na wszystko co wokół, jak w bajcie „Historia o rodzinie państwa Milczków i sile komunikacji”. Państwo Milczkowie nie znosili hałasu, rozmów, krzyków. Zamknęli się na cały zewnętrzny świat. Kiedy w ich życiu pojawiła się mała dziewczynka, która została ich córeczką natychmiast wszystko się zmieniło. Wniosła do ich życia wiele słońca, ale przede wszystkim rozkruszyła mury, jakie przez te wszystkie lata w małżeństwie powyrastały. Milczkowie zaczęli ze sobą rozmawiać, opowiadać o problemach w szkole, dzielić się radościami. Uzmysłowili sobie, jak nauczycielka w szkole dzieciom, kiedy Zosia obraziła córeczkę Milczków, jak ważna jest rozmowa, nie obojętność, czy bierność, ale właśnie rozmowa, jak łatwo i bezmyślnie kogoś zranić, ale przeprosić jest znacznie trudniej.

 

 


O tym, jak ważna jest rodzina i oddanie się jej, by być zawsze blisko kochanych przez nas osób, że nie ważne są dobra materialne, a gotowość do poświęceń dla swojej rodziny, jak w bajce „O tym, jak słowik przestał śpiewać”.

 

 

 

Najbardziej ujęła nas „Historia o zaczarowanym lustrze, które w końcu się ogarnęło”. Król Kazimierz ożenił się z piękną królową ze Wschodu, Argoną. Jego kilkuletnia córeczka Mariola od razu polubiła macochę. Pewnego dnia obie zapytały lustro, która z nich jest najpiękniejsza. Lustro opowiedziało im poruszającą historię o dwóch siostrach bliźniaczkach. Tragiczna historia sióstr zakończyła się szczęśliwie, ale nie obyło się bez łez i zaklinaniu własnego losu. Lustro w ten sposób, wyjaśniło i uświadomiło Argonie i Marioli, że nie ma podziału w naturze, wszystko i każdy jest na swój sposób piękny, nie liczy się piękno zewnętrzne, a to, które nosi się w sercu. Morał, jaki płynie z tej bajki uwrażliwi małych czytelników na postrzeganie różnic w świecie, w otaczającej je rzeczywistości.

 

Nie brakuje też bajek, które tłumaczą i odpowiadają na ważne, często zadawane przez dzieci pytania, jak np. co jest w życiu ważne? Od razu pojawiają się sugestywne odpowiedzi. Dla jednych będzie to szczęśliwy dom, miłość, ciepło domowego ogniska. Dla innych świadomość, że mają wszystkiego pod dostatkiem, że nie zabraknie im niczego, dla jeszcze innych przyjaciela, do których zawsze można się zwrócić. Jednak w tym wszystkim chodzi o równowagę, czyli wszystkiego po trosze, ale przede wszystkim umiejętne wyważenie proporcji miłości, szczęścia, pracy, pasji, potrzebę spotykania się z przyjaciółmi, rodzina, itp.

 

 

 Miś też jest znakomitym słuchaczem :)

 

Jest bajka o Dużej, która nie potrafiła kochać. O złej czarownicy, która lubiła straszyć dzieci, tylko mała Maja wcale się jej nie bała i odważnie z nią porozmawiała, o co chodzi w tym jej całym straszeniu. Okazało się, że czarownica miała piękne imię i z tej całej znajomości z Mają nabrała odwagi by otworzyć swoją restaurację i serwować wszystkim najpyszniejsze naleśniki. Jest bajka o kózce, która wiedziona ciekawością poznania innego świata złamała sobie nóżkę. Jest o małym wilczku, który uwielbiał wirtualny świat gier, w efekcie zyskał fajnych kolegów. To akurat przykład bajki, która uczy dzieci, że świat realny znacznie różni się od tego wirtualnego. Jest o żyrafie, która myślała, że jest żółwiem. O krowie, która była egoistką.

 

Jest tez bajka pokazująca świat pozorów i wpajanych wartości, nie zawsze z pożytkiem i poczuciem komfortu dla innych. Chodzi o bajkę „Jaś, chłopiec z innej planety”. Przepiękna opowieść. I wiele jeszcze innych, które musicie poznać sami.

 

„Bajeczki... nie tylko dla Majeczki” są skarbnicą misternie ułożonych i mądrze opowiedzianych historii, które uczą, pokazują różnice, obrazy odmiennych charakterów, innego widzenia świata. Uczą tolerancji, współczucia dla innych, otwartości dla innych, dobroci, szacunku. Bohaterami są zarówno ludzie, jak i zwierzęta, a nawet kłębuszki puszku. To bajki, które uwrażliwiają na piękno, pokazują, że nie zawsze to, o czym marzymy, czy czego pragniemy jest właśnie tym, jakie snuliśmy wyobrażenie. To bajki, które podkreślają ważną rolę pasji w życiu każdego, rozwijaniu swoich umiejętności, robieniu w życiu tego, co się kocha, co sprawia nam radość i daje poczucie swobody. Wreszcie są to bajki napisane z miłości i szacunku. Dla córki i wszystkich innych dzieci. Ich niezwykłą wartość podwyższają rysunki Mai Markowskiej. Widać w nich rękę dziecka, szczerość i niebanalność. Barwne, kolorowe, sympatyczne.

 

Książkę uważam za znakomitą rekompensatę na wspólne spędzanie czasu z dziećmi. To nie tylko radość z czytania, ale też okazja do żywych dyskusji, analizowania pewnych zachowań, wytłumaczenia, uświadomienia dzieciom, że w życiu bywa różnie i nie trzeba się tej różnorodności bać, a już na pewno nie wyśmiewać.

 

Książka niezwykle ważna i z pełną świadomością polecam wszystkim – małym i dużym!


Za egzemplarz dziękuję:

 


wtorek, 07 lutego 2017

 

 

 

 

Wydawnictwo Sofijka

Ilość stron: 40

Książkę znajdziecie:

http://sofijka.pl/sklep/

 

Nikogo nie trzeba przekonywać co do racji i zdania, że przyjaźń jest najlepszym co mogło się człowiekowi przytrafić. Ba! Przyjaźń jest człowiekowi niezwykle potrzebna. Jakoś tak lżej na sercu i inaczej, jak ma się takiego przyjaciela, do którego w każdej chwili można się zwrócić w potrzebie, ale przede wszystkim w odruchu zwyczajnej, ludzkiej rozmowy.

 

Czoli był chłopcem o specyficznym wyglądzie, żył na Biegunie Północnym i miał swojego psa Fufo, który był jego jedynym i najlepszym przyjacielem. Więź łącząca chłopca z psem była niezwykła i wyjątkowa. Nie od dziś wszak wiadomo, że pies najlepszym przyjacielem człowieka. Tak było i w tym przypadku. Fufo towarzyszył chłopcu na każdym kroku i wszędzie. Wiernie podążał za swoim przyjacielem. Czoli lubił codziennie łowić ryby w zrobionym przez siebie przeręblu. Pewnego dnia, do chłopca i psa podąża niedźwiedź. W pierwszym odruchu, Czoli ucieka co sił w nogach, by tylko nie przydarzyła mu się jakakolwiek krzywda. Fufo też chciał uciec, ale nieszczęśliwie ogon zakleszczył mu się w jednej ze szczelin w lodzie. Niedźwiedź nie mógł dogonić chłopca, więc zainteresował się psem. Podszedł do Fufa, który ze strachu udawał martwego. Obwąchał go i odszedł. Czoli podbiegł do swojego psa uradowany ze szczęścia w nieszczęściu, że nic im się nie stało. Zaciekawił się jednak, co niedźwiedź szeptał mu do ucha, kiedy tak się nad nim nachylał:

"Niedźwiedź powiedział mi, że nie jest prawdziwym przyjacielem ten, kto zostawia swojego towarzysza w niebezpieczeństwie."

 

Czoli bardzo zawstydził się swoim zachowaniem. A przekaz bajki jest mądry i uniwersalny. Nigdy nie zostawia się przyjaciela w potrzebie. Przyjaźń i pomoc należy okazywać zawsze w granicach swoich możliwości, albo przynajmniej próbować podejmować trud i chęć pomocy. Zachowanie Czoliego nie było wzorowe, a na końcu książeczki zostały postawione pytania o całą tę sytuację.

 


 

 

 

 

Pytania postawione przez Joannę Berendt (trenerki i mediatorki Nonviolence Communication, akredytowanego coacha) skupiają się na uczuciach Czoliego i Fufa: co czuł Czoli, kiedy widział, że niedźwiedź zbliża się do Fufa?, co czuł Fufo?, czego nauczył się Czoli przez tę przygodę? Itp. To ważne pytania. My dorośli powinniśmy nauczyć się rozmawiać z dziećmi o uczuciach, o emocjach, nauczyć dzieci nazywać swoje emocje i towarzyszące im stany. Ale najważniejsze, rozmawiajmy z dziećmi w ogóle, słuchajmy tego, co mają nam do powiedzenia:

"Uczucia informują nas

o naszych potrzebach.

Nie ma dobrych

ani złych uczuć.

 

Każde uczucie

to informcja o tym,

co w danym momencie

jest dla nas ważne,

za czym tęskni nasze serce."  

 

Książeczka, obok głównej treści bajki posiada też zagadnienia edukacyjne. Etnolog i znawca problematyki krajów byłego ZSRR, podróżnik Mateusz Kubiak na końcu opowieści zamieścił notę informacyjną napisaną bardzo przystępnym i zrozumiałym dla dzieci językiem, kim są tak naprawdę Eskimosi. Jak żyją współcześni Eskimosi: co jadają, co robią na codzień, z czego się utrzymują.

 

Natomiast Monika Jędrzejewska-Wiergiles jest nie tylko wydawcą książeczki. Zapytała swoją ośmioletnią córkę i inne dzieci: co sądzą o przyjaźni, co dla nich oznacza przyjaźń. Pojawiły się tym samym ciekawe i bardzo mądre odpowiedzi. Ale przede wszystkim szczere, bo dzieci mówią zawsze szczerze.

 

W książeczce znajdziecie też cytaty i przysłowia o przyjaźni oraz niespodziankę w postaci wspólnej fotografii pociech, ich przyjaciół i niedźwiedzia. Na uwagę zasługują również piękne ilustracje wykonane przez Annę Żaczek-Siwczuk, które wyróżniają się swoją prostotą, a jednocześnie głębią stonowanych kolorów.

 

A książeczka sama w sobie urzeka przepiękną, sugestywną i emocjonalną fabułą, która wciąga od pierwszych wersów, mądrym i uniwesralnym morałem oraz merytoryką poruszającą ważny temat. Mogą ją czytać zarówno dzieci starsze, jak i młodsze, bo posiada dosyć dużą, czytelną czcionkę nawet do samodzielnego czytania przez najmłodszych.

 

 

 

 

"O dwóch przyjaciołach i niedźwiedziu" to historia o przyjaźni na podstawie bajki Ezopa, greckiego bajkopisarza, który swoimi bohaterami czynił zwykłe zwierzęta. Personifikacje, jakich używał do tworzenia postaci pozwalały odsłonić słabości i wady człowieka, wskazać błędy w postępowaniu, a jednocześnie stworzyć mądry, ponadczasowy morał wypływający z zasad etyki i moralności. To opowieść o chłopcu i jego psie, który w obliczu zagrożenia zostawia swojego przyjaciela, by uniknąć niebezpieczeństwa. To książeczka bogata treścią i wymową merytoryczną, odpowiadającą na ważne pytanie, kim jest ten prawdziwy przyjaciel.

 

 

Polecam! Bardzo!


 

Za egzemplarz dziękuję:



środa, 01 lutego 2017

 

 

 

 

Wydawnictwo POWERGRAPH

Ilość stron: 255

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://www.sklep.powergraph.pl/produkt/187-amelia-i-kuba-godzina-duchow

 

Niesamowicie ciekawa, pełna przygód, ale przede wszystkim dobrego humoru, przy której uśmiech nie będzie Wam schodzić z twarzy, a chyba też o to w książkach chodzi, by opowiadane przez autora historie nie tylko umiały nas zaintrygować, ale umilić poświęcony im czas. Zabawa przednia. Czytaliśmy razem i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. W dodatku moi synowie mogli utożsamić się z bohaterami, bo zarówno młodszy, jak i starszy wiekiem pasowali do Kuby i Alberta.

 

Akcja książki dzieje się w Warszawie, trochę na jej obrzeżach, bo sam apartamentowiec, który wszyscy nazwali zamkiem był oddalony od krańców miasta zaledwie o kilkaset metrów. Główną bohaterką i narratorem książki jest jedenastoletnia Amelia Domeyko oraz jej dziewięcioletni brat Albert oraz pies Imbir. Apartamentowiec, w którym mieszka rodzina Domeyków jest tylko w części zamieszkany. Co jakiś czas sprowadzają się nowi lokatorzy. Jednym z nich będzie jedenastoletni Kuba i jego sześcioletnia siostra Milena, przez najbliższych nazywana Mi. Na środku podwórka stoi wiekowy dąb, na gałęzi którego rodzeństwo uwielbia przesiadywać i zajmować się tym, co lubi najbardziej. Pasją Amelii jest rysunek. Wszędzie gdzie tylko może zabiera ze sobą swój szkicownik. Albert z kolei ma smykałkę do tworzenia niebanalnych konstrukcji z części od produktów, które zazwyczaj ma pod ręką. Takim wymyślnym urządzeniem, towarzyszącym chłopcu niemal zawsze jest Uniwersalny Przyrząd Badawczy. Albert ma zespół Aspergera. Jest najzupełniej tego świadomy, nawet nie ukrywa tego faktu przed innymi, wykazując się nie tylko zdolnościami do konstruowania, ale też typowych dla cierpiących na ten rodzaj choroby cech: trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi, uporządkowane otoczenie, niezwykle precyzyjna punktualność, rzadkie jak na dziewięciolatka słownictwo.

 

 

 

Od początku znajomość Amelii z Kubą nie będzie należała do łatwych. Amelia zła sama na siebie, że w obecności nowego kolegi zachowuje się zupełnie niezrozumiale, w dodatku za każdym razem chciałaby coś powiedzieć mądrego czy sensownego, ale łapie ją taka trema, że koniec końców nie mówi nic, albo rzuca głupimi odpowiedziami. Z czasem, będzie trochę lepiej. Ale... z czasem. Jedno jest pewne, znajomość tych czworga nabierze innego wymiaru, a wszystko za sprawą pojawiających się systematycznie, o tej samej godzinie duchów. Ciekawość dzieci weźmie jednak górę i rozpoczną się przygody na szlaku do Dziwnego Domu, w którym to szalony profesor, wraz ze swym wnuczkiem Emilem prowadzi równie dziwne badania naukowe. W finałowej scenie dziać się będą dziwy nad dziwami, o niebotycznych rozmiarach.

 

 

Obok przygód czwórki przyjaciół, obserwujemy życie mieszkańców apartamentowca. Bardzo Ważnego Dyrektora, któremu nie podoba się piaskownica dla dzieci na podwórzu, bo ewidentnie przeszkadza mu w parkowaniu swej limuzyny. Starszej i lekko zdziwaczałej pani Kożuszek, której przeszkadza niemal wszystko, łącznie z wyprowadzanymi psami. Celebrytki, która poza swoją urodą i wdziękiem nie widzi niczego i nikogo, i której przeszkadzają nawet dzieci. Oraz sympatycznego pana Zenka, który pełni funkcję gospodarza, odpowiedzialnego za porządek w i wokół apartamentowca.

 

Rafał Kosik stworzył nie tylko wyraziste postaci, z którymi młodszym czytelnikom bardzo łatwo się z nimi utożsamić, ale też przypisał im pewne role. W tej książce nie ma przypadków. Tutaj jeden element jest ściśle powiązany z drugim. Są wątki detektywistyczne, przygodowe, fantastyczne, a nawet naukowe. Fabuła zaciekawia już od pierwszych wersów. Każdy rozdział posiada krótką zapowiedź tego, co będzie się działo. Brak standardowych ilustracji pozwala na użycie przez czytelników wyobraźni nawet z jej zakamarków. Język powieści jest typowy dla dzisiejszych dzieci i młodzieży, a jeśli pojawia się kilka trudniejszych, nieznanych słów, ich wytłumaczenie jest w przypisach na dole danej strony.

 

Na uwagę zasługują na pewno przedstawione na pierwszej stronie ilustracje i zdjęcia wszystkich ważnych elementów, przedmiotów, które pojawiają się w książce.

 


 

„Amelia i Kuba. Godzina duchów” Rafała Kosika to znakomita książka, przy której wytchnienie i relaks znajdzie każdy, nawet dorosły. Autor wykazał się niezwykle lekkim piórem wplatając różne wątki, które tylko urozmaicają opowiadaną przez niego historię. To precyzyjne i wyraziste postaci, irracjonalne zjawiska, ciekawość bohaterów, fantastyczne elementy. To opowieść z zupełnie zaskakującym zakończeniem, miła, sympatyczna, poprawiająca humor.



Jako ciekawostkę, zdradzę Wam, że jest książka podobna do tej „Kuba i Amelia. Godzina duchów” lecz pisana z perspektywy Kuby. Przyznam, że to interesujący i odważny zabieg autora. Jestem tej książki równie ciekawa, nie wspominając już o moich synach, którzy już po tej lekturze wykazali chęć zbudowania podobnego urządzenia do tego, jakie posiadał Albert.


Pozycję polecamy!

 

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 

środa, 25 stycznia 2017

 

 

 

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 114

Książka w druku. Niebawem pojawi się na półkach księgarskich :)

 

Myślę, że bajki pisane wierszem będą miały coraz szerszą grupę odbiorców. Bo to nie są zwykłe sobie wiersze. One mają rym, rytm, są zabawne, wywołują na twarzy dużo uśmiechu, przy nich nie można się nudzić. No i każdy z nich, jak na bajkę przystało, ma morał, uczy, bawi, a swoją treścią wyraża wiele mądrości, zwraca uwagę na to, czym powinny się nasze pociechy w życiu kierować, na co zwracać uwagę, jaki jest ten otaczający je świat i rzeczywistość.

 

Współcześnie, dzieci i ich rodzice borykają się z różnymi problemami. Jednym z wielu jest brak apetytu, niechęć do jedzenia. O tym mówi też tytułowy wiersz „O pchłach, które miód ukradły”. Autorka zręcznie przedstawia problem i pisze, jak temu zaradzić:

 

„Dla niejadka będzie gratka,

białe myszki zrobię z jajka.

Kiedy zbiegnie się gromadka,

do kolacji będzie bajka.

 

Na talerzu myszki zbieram,

każda ma z rzodkiewek uszka.

Jak to dobrze biec do sera,

więc ser daje dobra wróżka. [...]”

 

 

 

 

Bohaterami tych sympatycznie rymowanych opowieści są nie tylko dzieci, ale zwierzątka, gwiazdki, które zachęcają małych czytelników zarówno do zdrowego odżywiania, jak i do aktywności fizycznej. Dzisiejszy świat jest przesycony elektroniką, szeroko dostępnym internetem, więc dzieci w czasie wolnym wybierają to, co mają pod ręką – komputer i wirtualną rzeczywistość. Rzadziej po książki. Tymczasem autorka napisała dla swoich czytelników wspaniale rymowane historyjki, które trafią też i do dorosłych. Wspólnie czytając można dzieciom tłumaczyć, że fajnie jest czas wolny spędzać nie tylko z dobrą książką, ale też aktywnie na świeżym powietrzu.

 

Czy możliwa jest przyjaźń między psem a kotem? A czy wiecie, że Koziołek Matołek kupił sobie automobil, szybki jak błyskawica i ścigał się z echem? A znacie gwiazdeczkę małą, której ambicją było wyróżniać się na tle pozostałych? Co robić w czasie choroby? Jak wyjątkowy jest czas Wigilii i świąt w ogóle, bo mowa tutaj też o Wielkanocy? W końcu, co w trawie piszczy? A powiem Wam, że z tych wierszy obraz wiosny jest niezwykle radosny, po prostu pachnie i brzęczy.

 

 

 

Użyte w wierszu personifikacje pozwalają czytelnikom zaprzyjaźnić się z bohaterami, utożsamić z nimi już od pierwszych wersów. Autorka bardzo zręcznie posługuje się słowem nadając mu odpowiednią lekkość, rym i rytm. Pozytywne postacie potrafią kierować odbiorców tych opowieści na wartości tradycyjne, etyczne, moralne, zwrócić ich uwagę na to, co w życiu ważne. Autorka stara się używać w swoich historiach ogólno dostępnych, a nawet nowoczesnych środków przekazu, jakimi są bez wątpienia nowinki technologiczne i elektroniczne. Oczywiście tutaj jest wszystko na swoim miejscu, a morały płynące z wierszy mają uwrażliwić dzieci na te aspekty życia, które powinny być dla nich najważniejsze. Wartości mądre i uniwersalne, takie jak: przyjaźń, szacunek, miłość, wzajemne poszanowanie. Autorka podkreśla też, jak ważny w życiu dziecka jest kontakt ze zwierzętami, ich bliskość i więź:

 

"Kot i Krzysio"

Kot i Krzysio – przyjaciele –

kot już stary, Krzyś jest uczniem.

Razem przeszli przygód wiele,

kary także, choć niesłuszne.

Małe dzieci, młode koty,

lubią figle – coś takiego,

w głowie wciąż im same psoty!

Schować się czy to coś złego?

Bez pytania, do szuflady…

Coś szepnęła myśl na ucho:

zajrzyj, nie ma czekolady?

Bez słodyczy, bywa krucho.

Kotu rybka wciąż się marzy,

ciągle na akwarium zerka,

łapą sprawdza, myślą waży,

i gotowa łobuzerka.

Razem gonić chcą motyle…

Kot na kurę zezem zerka,

siąść na drzewie choć na chwilę,

na leniwca” ta pozerka.

Teraz więcej sprytu mają,

dziś figlują też inaczej.

Są roztropni, uważają,

bura im nie grozi raczej.

Posłuchają dobrej rady,

co Krzysiowi mama powie.

Wiedzą jakie są zasady,

pamiętają o rozmowie.

 

 

 

I niech to będzie puenta. Ważna jest rozmowa, bliskość i świadomość dzieci, że mogą w każdej chwili na nas – dorosłych, swoich rodzicach, polegać zawsze, a my uczmy się słuchać dzieci.

 

 

 

Sugestywne, emocjonalne, a nawet ciepłe, takie jak puszek do przytulenia. Przy nich się śmiałam, uśmiechałam. Wiersze, które można czytać o każdej porze dnia. Czy to przy herbatce, czy kubku słodkiego kakao. Na uwagę zasługują również ilustracje autorstwa Agnieszki Kazały, które w formie kolorowanek dzieci mogą pokolorować samemu, wykazać się swoją kreatywnością i pomysłowością.

 

 

 

Polecam całym sercem!

 

 

Książeczce patronuję medialnie.

 

Na okładce znajdziecie też moją rekomendację :)

 

 

 

Za możliwość zapoznania się z książką i patronat medialny dziękuję autorce, Bożenie Czarnocie oraz Wydawnictwu:

 


 

czwartek, 19 stycznia 2017

 

 


 

 

Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 60

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://zaczytani.pl/ksiazka/ziarenko_prawdy,druk

 

O bajkach można pisać w różnych kontekstach. Jednak najtrudniej pisać o tych, które pod płaszczykiem tkliwie opowiedzianej historii skrywają wielkie życiowe mądrości, uniwersalne przesłania i niezwykle poruszające tematy, które we mnie osobiście wzbudzają wzruszenie i zamyślenie. Dlaczego? Bo o tych właśnie prawdach trzeba napisać tak, by młodego czytelnika przyciągnąć do książki możliwie jak najciekawiej. Autorka swoją opowieść dedykowała synom i z myślą o nich ją pisała. A o czym to bajka? Najzwyczajniej o życiu.

 

Synek Estery miał na imię Elizeusz. Tata chłopca pracował w mieście i przyjeżdżał do rodziny w weekendy. Kobieta wychowywała synka praktycznie sama, nie miała do kogo zwrócić się po pomoc, czy najzwyklejszą poradę. Tuż po narodzinach, Estera położyła na główce chłopca maleńkie ziarenko, które miało odzwierciedlać życie chłopca:

„Dawno temu dostała ziarenko od tajemniczej staruszki, która poprosiła Esterę, aby zachowała ziarenko do narodzin swojego pierwszego dziecka. Dziewczynka była wtedy ogromnym łasuchem, więc za kawałek przepysznego ciasta z jagodami obiecała staruszce, że zaopiekuje się ziarenkiem i przekaże je swojemu dziecku w chwili narodzin.”

 

 

 

Widać zatem, że to nie było zwykłe, a magiczne ziarenko. Kiedy Elizeusz był mały uwielbiał z mamą piesze wycieczki, konwersacje o otaczającej ich florze i faunie. Wtedy ziarenko wypuściło pierwsze listki. Elizeusz był wrażliwy na piękno przyrody, uwielbiał harce na łące i zabawy w wymyślanie opowieści z płynących po niebie chmur. Jednak, kiedy Elizeusz dorastał siłą sugestii rówieśników, by im się przypodobać i zaskarbić ich przyjaźń, otrzymuje od taty cybertropy – rodzaj cyber okularów, w których świat wyglądał zupełnie inaczej. Miało się po kilka żyć, różne rodzaje broni, można było uśmiercać różne stwory, zbierało się punkty i wymieniało je na pieniądze. Elizeusz zatracał się w sztucznym świecie. Mijały lata, chłopak dorósł, a Estera czuła jak traci swojego jedynego, ukochanego synka. Nie trafiały do niego żadne argumenty, prośby, a nawet błagania matki. Im większą wywierała presję na syna, tym bardziej chciał jej udowodnić, jaki jest dorosły, że nie potrzebuje w swoim życiu nikogo poza wirtualną rzeczywistością.

 

 

 

Estera z czasem ustąpiła, nie wiedziała, jak mogłaby odzyskać syna. Na jednej ze swoich górskich wypraw spotkała sympatycznego staruszka. Nie dość, że poczęstował ją pachnącym, smacznym drożdżowym ciastem z jagodami, to jeszcze dał jej coś, czym miała sprowokować Elizeusza do wyjścia z domu i oderwania się od cybertropów. Zdradzę Wam tylko, że nie obyło się bez łez, tłuczenia przedmiotów i wielkiej awantury. Czy to się jednak opłaciło? Czy poświęcenie matki nie poszło na marne? Kim okaże się tajemniczy staruszek? Kim jest Wiktoria?

 

 

Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej sympatycznej, mądrej, z uniwersalnymi przesłaniami książeczce. Roztoczona przed małymi czytelnikami historia pokazuje, jak wielki i zgubny może mieć wpływ dzisiejsze pełne chaosu i elektronicznych gadżetów życie, gdzie wirtualny świat obiektywny niesie ze sobą nierealne możliwości wielokrotnego odradzania się, różne rodzaje broni. To nie są atuty wartościowe. One uczą dzieci przemocy, braku szacunku, estymy, a nawet nieprawidłowego wypowiadania się, skrótów myślowych. Elizeusz się zagubił, szukał wyraźnie swojej ścieżki życiowej, nikogo nie słuchał, odwrócił się nawet od swoich rodziców, nie mówiąc już o tym, że zastosował wobec mamy przemoc. Skutki obcowania dzieci z niematerialnym i nierzeczywistym światem, widać więc wyraźnie. Do jakiego stopnia możemy dać się omamić?

 

 

 

Autorka daje swoim bohaterom, a szczególnie Elizeuszowi drugą szansę, możliwość odrodzenia się, zejścia ze złych dróg. To dzięki staruszkowi i jego wspaniałej, zmarłej żonie, chłopak przemyśli swoje zachowanie, na nowo powróci jego wrażliwość i sposób dostrzegania rzeczy, których inni być może nie widzą, bo mają inny charakter, odbierają świat zbyt racjonalnie. Przygoda Elizeusza ma szczęśliwe zakończenie. W życiu bywa różnie. Nadzieja płynąca z książki staje się niezwykle sugestywna. Uczy dzieci przede wszystkim szacunku do samego siebie, wewnętrznej harmonii, miłości do drugiego i otaczającego świata.

 

„Ziarenko prawdy” Eweliny Mazurek uczy, pokazuje skutki pewnych wyborów, ale przede wszystkim daje nadzieję. Jesteśmy cząstką pięknego świata, tylko trzeba umieć go dostrzec. Eli właśnie taki był. Odznaczał się wrażliwością, ale w pewnym momencie arogancja i agresja bardzo go zgubiły. Jak toczy i zakończy się historia chłopca?

 

 

Polecam!


 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 


 

wtorek, 17 stycznia 2017

 

 



Książeczka ukaże się na przełomie stycznia i lutego 

pod skrzydłami Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro :)

Trwają ostatnie prace redaktorskie :)

 

 

Wszyscy mamy marzenia, bez wyjątków i każdy z nas dąży do ich spełniania. A to spełnianie to nieustanny proces oparty na systematyczności. Jakie byłoby nasze życie bez marzeń? Marzenia pozwalają nam się spełniać, realizować coś, co sprawia nam największą przyjemność i frajdę :)

 

Agnieszka Kazała powraca z nową książeczką, w dodatku taką, która oprócz mądrej i pouczającej treści posiada kolorowanki dla umilenia czasu i wzbudzeniu w dziecku kreatywności. Jest autorką publikacji dla dzieci i dorosłych oraz ilustratorką wielu tytułowych książeczek, graficzką i autorką okładek. Z tego co jeszcze mi wiadomo, Agnieszka Kazała pisze wiersze - częściej do szuflady, jednak kilka z nich otrzymało nawet nagrody.

 

Żył raz Lemur w pewnym kraju
za zakrętem, tuż przy skraju
pięknej i pachnącej łąki
zamieszkałej przez skowronki.

Lemur ćwiczył swoje ciało
tak, by giętkie się stawało.

Ćwiczył umysł oraz ducha,
żeby ciała chciały słuchać,
by w harmonii były z wszystkim,
co otacza i jest bliskie. [...]

 

 

 

 

 

Bohaterem wierszowanej powiastki jest Lemur. Zwierzę, które zazwyczaj prowadzi nocny i nadrzewny tryb życia. Jest smukły, ma puszysty ogon i jest zwinny. Właśnie ostatnią cechę nasz bohater postanawia w pełni wykorzystać i za namową mądrej Sowy założy szkołę karate. Kiedy zwierzęta zaczną uczestniczyć w zajęciach, Lemur wpadnie na pomysł, by zorganizować zawody karate. Jak wypadną jego uczniowie? O tym dowiecie się z książeczki.


 

 

 

 

 

Gwarantuję, że ta rymowana i zabawna liryka spodoba się zarówno małym, jak i dorosłym czytelnikom. W tej opowiastce Lemur spełnia swe sportowe marzenie, zakładając szkołę karate. To zachęcająca dzieci do aktywności wierszowana historia o tym, że uprawianie sportu przynosi same korzyści, nie tylko zdrowotne. Wiąże się z tym też systematyczność i wyczucie sytuacji, a to wszystko dla naszej czytelniczej satysfakcji :)

 

 

 

 

Dodatkowym atutem książeczki są szkice wykonane przez autorkę przeznaczone do samodzielnego kolorowania przez czytelników oraz krzyżówka, którą każdy z łatwością rozwiąże po przeczytaniu tekstu, czy inne dodatkowe zadania, by dzieci miały nie tylko przyjemność z czytania, ale też możliwość wykazania swojej kreatywności. Mądra, z humorem, rymem i rytmem.


 

Polecam wszystkim bez wyjątków!


 

 

 

Książeczce patronuję nie tylko medialnie, ale też znajdziecie na okładce

moją rekomendację :)

 

 

 Za możliwość patronatu dziękuję autorce, Agnieszce Kazale.


 Wszystkie ilustracje zamieszczone w recenzji pochodzą z książeczki,

autorstwa Agnieszki Kazały.


 


niedziela, 15 stycznia 2017

 

 

 

Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 64

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://zaczytani.pl/ksiazka/bajki_ze_starej_szafy_opowiesci_prababci,druk

 

Byłabym wniebowzięta i dumna, gdybym miała tak utalentowaną babcię. Niestety autorka tych opowiastek od prawie dwudziestu dziewięciu lat nie żyje, a bajki te wydał Jej syn, który sam jest już dziadkiem i chętnie czyta swoim wnukom znalezione na dnie szuflady historyjki swojej mamy. I to nie są bajki o współczesnym świecie pełnym plastikowych lalek, elektronicznych gadżetów. To powiastki o świecie, do którego ma dostęp tylko dziecko, bo tylko ono ma tak tajemną moc, by odczytać przesłanie wynikające z historyjek. Rzecz jasna, że mogą czytać je same, ale nie byłoby tej przyjemności, gdyby czytanie nie odbywało się wspólnie, z rodzicami, bo wtedy ta moc jest podwójna. Nie ma nic bardziej przyjemniejszego niż chwile spędzone z dziećmi.

 

Bohaterami opowiastek są dzieci wikłane w różne dziwne sytuacje. Z każdej jednak wynoszą mądry, pouczający morał. W bajkach znajdują się też pewne elementy mitologii, świat maleńkich elfów, morskich, pięknych syren, wróżek, odważnego rodzeństwa, magicznych skarbów, które znajdują się wysoko w górach, czy pracowitych mrówek, itp.

 

Książeczkę otwiera bajka o czarodzieju. Otrzymawszy od rybaka dwie złote rybki, zamienił je w dwie dziewczynki, swoje córeczki, Halinkę i Malinkę. Groźny Neptun, władca mórz bardzo się zdenerwował, że z jego królestwa zginęły dwie rybki. Szybko się zorientował, że czarodziej zamienił je w swoje córki. Postanowił użyć podstępu i wykorzystać do tego celu naiwną, zazdrosną o niezwykłe umiejętności pływackie sióstr Lilę, koleżankę dziewczynek. Co z tego wyniknie?

 

 

 

Niezwykle wzruszająca jest bajka „Jasio sierotka”, którego mama umarła, kiedy chłopiec był bardzo malutki. Tata Jasia ciężko, długo pracował, wracał późnym wieczorem, a chłopcem opiekowała się macocha, która nie była zła dla chłopca, ale też nie okazywała mu uczuć, nie tuliła. Pewnego dnia, Jasio spotyka małego krasnoludka. Ten zaprowadza go do wróżki Mądrutki. Jaką niespodziankę przygotowała wróżka?

 

Bardzo magiczna, z pięknym morałem jest bajka „Słoneczne Góry” o dwóch braciach, Szymonie i Janie. Ojciec braci zdradza im tajemnicę. Otóż, wysoko w górach znajdują się diamenty. Który je znajdzie, zdobędzie wielkie bogactwo. Jednak, na poszukiwania skarbu mają się wybrać dopiero po jego śmierci. Szymon był bardzo niepokorny, krnąbrny. Nie posłuchał prośby ojca, omamiony chciwością i wysnutą wizją wielkiego bogactwa, rusza na poszukiwania diamentów natychmiast. Po latach wraca do domu jak żebrak, obwiniając za swoją porażkę ojca, który w tym momencie umiera. Tym razem Janek wybiera się na wyprawę po diamenty. Zdradzę, że nie będzie go bardzo długo, a co tak naprawdę z tym skarbem? Czy Janek faktycznie znajdzie diamenty?

 

 

 

 

Z książeczki dzieci wyniosą uniwersalne wartości. Zrozumieją, co czują maleńkie zwierzęta, które dzieci chętnie łapią i wkładają do słoików, jak w przypadku tytułowej żabki. Odkryją korzyści płynące z pracowitości i rzetelności na bazie bohaterki bajki „Mrówka”, kim tak naprawdę jest błękitny elf, wiewióreczka oraz jak ważna w naszym życiu jest przyjaźń.

 

Te bajki tworzyły się na papierze, kiedy o komputeryzacji, czy wydawaniu książek w ogóle nawet zwykłym ludziom się nie śniło. Te bajki były antidotum na skromne życie ówczesnych ludzi, jednak byli to ludzie bogaci mentalnie, których prosty język wyróżniał, kiedy mieli oni do siebie większy szacunek i wiele więcej uczuć, niż dzisiaj, zamkniętych w elektronicznych gadżetach, opartych na skrótach myślowych, potoczności i zwięzłości.

 


 


 

Te opowiastki dają wiele dzieciom dobrego. Pokazują zgubne skutki egoizmu, zachłanności, cwaniactwa, lenistwa, wyśmiewania się z innych. Podkreślają to co w życiu najważniejsze: przyjaźń, szacunek do drugiego człowieka, dotrzymywanie danego komuś słowa, miłość, bliskość ważnych w naszym życiu osób.

Książka zyskuje na wartości pięknymi, kolorowymi ilustracjami autorstwa Kamili Stankiewicz oraz przesłaniami zamkniętymi w mądrych, pouczających morałach. Wspaniali bohaterowie, którzy szybko zyskują naszą sympatię. Łatwa w odbiorze, lekko napisana, z szacunkiem odnosząca się do małych czytelników.

 

 

Polecam! Bardzo!

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 

 

 

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi