Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Spotkania autorskie

niedziela, 25 grudnia 2016

 

 

 

 

Listopad w tucholskiej Miejskiej Bibliotece im. Aleksandra Janty - Połczyńskiego, obfitował w wiele ciekawych i inspirująych spotkań wokół literaratury. Tak się szczęśliwie złożyło, że miałam możliwość uczestniczyć w nich, z czego bardzo się cieszę. Cieszę się, że nie mam aż tak daleko, by brać udział w kulturze przez K. Spotkanie z panią Elżbietą Frątczak Nowotny odbyło się w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, który działa w Tucholi wiele lat dłużej niż u nas. Jednak panie pracujące w Bibliotece  nie miały obaw, by zaprosić na nie nas, kilka osób z naszego kęsowskiego DKK gościnnie. Nie skorzystać z takiego zaproszenia byłoby po prostu grzechem. A spotkanie samo w sobie było nie tylko bardzo sympatyczne, ale wywołało nie lada dyskusję.

 

W czwartkowe popołudnie 24 listopada 2016r. w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Aleksandra Janty Połczyńskiego odbyły się warsztaty poświęcone literaturze duńskiej, które poprowadziła i o kulturze duńskiej opowiadała Elżbieta Frątczak Nowotny, tłumaczka literatury szwedzkiej i duńskiej, znawczyni kina i teatru skandynawskiego. Na język polski przełożyła powieści m.in. Lizy Marklund, Michaela Katza Krefelda, Katariny Mazetti, Kjella Erikssona, J.A. Lindqvista, Jane Mysen, A.J. Kazinskiego.

 

 

 

 

 

Przedmiotem dyskusji była powieść "Wykolejony"  Michaela Katza Krefelda. Powieści nie zdążyłam doczytać do końca, ale muszę przyznać, że robi duże wrażenie autentycznością wątków w niej zawartych. Autor porusza bardzo drażliwy, trochę zamiatany problem pod dywan. A chodzi o handel kobietami z krajów wschodnich i przymusowym ich wykorzystywaniu w domach publicznych, czy nocnych klubach. Nie doczytałam, bo książkę dostałam dosyć późno, a kończyłam czytać inną, więc nie zdążyłam po prostu, ale jeśli nadaży się jakakolwiek okazja do kontynuacji lektury, nie zawaham się, powiem nawet, że na etapie, do którego doszłam, książkę polecam gorąco! Autorka nie kryła się z tym, by opowiedzieć nam o duńskiej rzeczywistości, poruszonym w książce wątku psychologicznym, bardzo sugestywnym zresztą.

 

 

 Źródło: Internet

 

Omawiana książka stała się też pretekstem do żywej dyskusji o kulturze duńskiej, miejscu literatury w życiu Duńczyków, okazuje się bowiem, że czytają oni książki w większych ilościach niż my, Polacy. Dyskutowano też o mentalności narodu duńskiego, wymieniano się spostrzeżeniami na tematy typowo społeczne między członkami klubu, a prowadzącą spotkanie, padały konkretne pytania o czas tłumaczenia jednej powieści, który średnio wynosi około trzech miesięcy. Czytając literaturę obcą pewnie nikt z Was się nie zastanawia, jak tak naprawdę ten warsztat wygląda. Czas tłumaczenia jest też ściśle powiązany z całością tekstu, czyli jego wymowie mentalnej, merytorycznej, prawidłowością fabuły, przenikających się wątków, a także sferą dialogową, która też wymaga precyzji w tłumaczeniu, bo inaczej wygląda ona przetłumaczona bezpośrednio. Nie raz trzeba je przeformułowywać, dobrać słowa, by miały dobry wydźwięk w odbiorze przez czytelników, a jednocześnie dokładnie oddawały to, co chce przekazać autor, czyli wszelkich elementów powieści, które muszą ze sobą współgrać, zgadzać się. Jak zatem widać jest to żmudna, ciężka praca, wymagająca precyzji i niezwykłego skupienia. Wydawnictwa ubiegają się o Jej profesjonalne tłumaczenia, dlatego, jak sama przyznała, na brak zajęcia nie narzeka. Zresztą języki krajów skandynawskich są specyficzne, dlatego tłumaczy w Polsce nie jest wielu.

 

 

 

 

Padły też na spotkaniu pytania o literaturę polską, którą czytuje pani Nowotny. Jednym z polskich autorów, w którego tekstach autorka się zaczytuje jest bez wątpienia Paweł Huelle. Autorka nie tylko cierpliwie odpowiadała na pytania, ale też raczyła nas opowieściami o tłumaczeniu tekstów pod scenariusze filmowe, serialowe, czy teatralne.

 

Warsztaty minęły w bardzo miłej, sympatycznej atmosferze. Życzyłabym sobie, by odbywały się nawet raz w miesiącu, ale wiem, jak jest z funduszami. Pani Elżbieta Frątczak Nowotny okazała się niezwykle sympatyczną, wyjątkową osobą z bogatą i rozległą wiedzą na temat nie tylko ściśle związany z literaturą skandynawską.

 

 

 

 

 

Dziękujemy paniom z Tucholi za możliwość obcowania z kulturą wysokich lotów, za zaproszenie i przedstawienie mnie z imienia i nazwiska, kompletnie mnie to zaskoczyło, ale było miłe, nie ukrywam. Dziękuję pani Lucynie Partyka, bo wiem, że w dużej mierze, to też Jej zasługa.

 

 

 

 

 

Zdjęcia z warsztatów udostępnione dzięki uprzejmości

Pań z MBP w Tucholi :) Dziękuję :) 

środa, 21 września 2016

 

 

 

 

W ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, 9 września mieliśmy okazję i przyjemność gościć w progach Wiejskiego Domu Kultury w Kęsowie jedną z najbardziej rozpoznawalnych i znanych polskich pisarek Magdalenę Witkiewicz.

 

Z wykształcenia specjalistka od marketingu. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Studium Bankowości oraz Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów. Znana dobrze zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Autorka powieści dla dzieci i dla dorosłych. W 2008 roku wydała swoją pierwszą książkę "Milaczek", którą wzbogaciły rysunki Henryka Sawki. Do tej pory ma na swoim koncie piętnaście powieści - w tym: "Panny roztropne", "Opowieść niewiernej", "Ballada o ciotce Matyldzie", "Lilka i spółka", "Szkoła żon", "Zamek z piasku", czy "Szczęście pachnące wanilią".

26 października, nakładem Wydawnictwa Filia swoją premierę będzie miała szesnasta w dorobku autorki książka „Pracownia dobrych myśli”.

Prywatnie jest bibliofilką - lubi czytać dużo i różnorodnie. Lubi też szczęśliwe zakończenia, dlatego wszystkie jej powieści kończą się dobrze.

 

 Przywitanie gościa przez Kamilę Wandzińską,

kierowniczkę Gminnej Biblioteki Publicznej w Kęsowie

 

 

 Powyższe fotografie mojego autorstwa

 

 

Fot. nadesłana.

Autor: Izabela Modrzejewska


Magdalena Witkiewicz jest niezwykle skromną, ale szczerą autorką. Tak też pisze. Można znaleźć w jej książkach i dobry humor, ale też chwile wzruszeń, czy refleksji.

Z chęcią opowiadała o swoim debiucie, o wydaniu swoich książek w Wietnamie, o tematyce, dyskusji, jaką podejmuje w swoich książkach, a każda powstała pod wpływem innej chwili i innych emocji. Pierwszą czytelniczką jej książek jest mama, dumna ze swojej córki pisarki. Nie zabrakło pytań od słuchaczy i sympatycznej wymiany uścisków i serii zdjęć.

 

 

 Podziękowanie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 DKK Kęsowo z Magdą :)

 

 

Fot. nadesłana. Ja i Magda :)

Autor Izabela Modrzejewska

 

 

Dziękujemy! :)

 

 

 

 

niedziela, 07 sierpnia 2016

 

 

 

Drugi dzień spotkań ze słowem, literaturą, drugi dzień rozmów i spotkań. Piątek 29 lipiec. Wśród licznych propozycji min. „Świetne a przegapione”, prowadzący Marcin Baran, poeta, eseista, dziennikarz. Pan Baran zwrócił uwagę na teksty, które Jego zdaniem mają coś w sobie, a nawet niosą pewne przesłanie, ale je nie dostrzeżono, pominięto, czy po prostu przegapiono. Omawiał i przytaczał fragmenty trzech powieści. Krotokwilno – groteskową książkę Krzysztofa Jaworskiego „Pod prąd”, Jakuba Szapera „Narogi i patrochy”, nawiasem mówiąc jedyna opublikowana książka Szapera oraz nastrojową, sugestywną, emocjonalną książkę „49 opowiadań” Ernesta Hemingwaya, który w przytoczonym opowiadaniu „Kanarek” potrafi skutecznie wmanewrować czytelnika niebanalnym i zupełnie innym zakończeniem niż by nam się wydawało.

 

Marcin Baran i ja

 

 

 

 

Po południu przyszedł czas na „Siłaczki”, o których opowiadały Sylwia Chutnik i Magdalena Tulli, a spotkanie prowadziła Agnieszka Wolny – Hamkało. Ta ostatnia gościła nie raz na moim blogu. Mieliście okazję dużo wcześniej zapoznać się z recenzją i „Inicjału z offu” http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/02/8222Inicjal-z-offu8221-Agnieszka-Wolny-8211.html

oraz

 

 

„41 utonięć”

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/04/822241-utoniec8221-Agnieszka-Wolny-8211-Hamkalo.html

którą to zresztą pozwoliłam sobie zabrać do podpisu :)


Spotkanie głównie skupiło się na analizie głównych bohaterek powieści zaproszonych autorek. Sylwii Chutnik „Jolanta” oraz Magdaleny Tulli „Szum”. Mówiono o języku powieści, jak tworzy się tego typu historie i bohaterki, skąd w ogóle czerpie się inspiracje. Język powieści powinien być przezroczysty, bez treści, bo to właśnie ona niesie ze sobą ten język, ona go niejako tworzy. Dyskutowano o środkach przekazu, jakie stosują autorki, jak dokonują skreśleń niepotrzebnych wyrazów w pisanym tekście, jak rozgałęziają swoje historie, nie trzymając się twardo wcześniej opracowanych planów, dokonując w nich tzw. zoomu, czyli głębszego skupienia się na przedstawionym problemie, czy temacie. Obie panie zgodnie wyraziły swoją niechęć do szufladkowania swoich powieści, jako te ambitne, bo tak naprawdę sięgają po nie wszyscy, że w ten sposób deprecjonuje się ich książki, z góry zakładając ich wartość merytoryczną. Dyskutowano o równowadze treści i formy. Jak bardzo ważne jest umiejętne wyważenie w powieści ironii, ale też lęku, strachu, czy smutku. Czym jest aspekt psychologiczny w powieściach, a nawet jak przedstawia się „inność”, jak łatwo przypisujemy tej „inności” łatki, a jednocześnie boimy się wszelkiej krytyki. Podsumowując jednym zdaniem: „Każda książka przyciąga”.

 

Od lewej: Agnieszka Wolny-Hamkało, Sylwia Chutnik, Magdalena Tulli

 

 


I niech tak zostanie. Spotkanie niesamowicie dla mnie ciekawe, bogate w wiedzę i doświadczenie. Wrażenie – mega!

Wieczorny „Miesiąc spotkań autorskich” zakończył Ildefonso Falcones, hiszpański pisarz. Odczytano fragment Jego debiutanckiej powieści „Katedra w Barcelonie”, w której to skupia się na historycznej stronie blasków i cieni średniowiecznej Katalonii.

Po Ildefonso Falconesie odbyło się spotkanie z Olgą Tokarczuk.

 

Na zdj. Ildefonso Falcones i ja

 

 

Trzeci dzień. Sobota 30 lipca. Czas Dyskusyjnych Klubów Książki „Zaczytani... we Wrocławiu” i odśpiewanie po raz pierwszy przed publicznością na Starym Rynku Światowego Hymnu Książki UNESCO. Pięknie wyszło, a co tam :)

Mieliśmy okazję wrócić na teren WSOWL na dalsze, ostanie spotkania z autorami, ale... no właśnie. Jeśli jest się w tak pięknym architektonicznie mieście, to trzeba go zobaczyć, chociaż odrobinkę. Przyjechałyśmy z Borów Tucholskich, to dla nas nie tylko wyjątkowe wydarzenie, ale okazja, by uszczknąć rąbka wielkiej sztuki, kultury. Wykorzystałyśmy ten czas na Wrocławskie ZOO z Afrykarium, na Ogród Japoński we Wrocławskim Parku Szczytnickim, na to, by chwilę odetchnąć przy fontannie multimedialnej przy Hali Stulecia. W drodze powrotnej zwiedziłyśmy Ostrów Tumski. Na to nie byłoby czasu, gdybyśmy nie zrezygnowały ze spotkań.

Dnie wypełnione zajęciami, rozmowami, spotkaniami od rana do nocy :) 

 


 

Podsumowując.

Nasz DKK w Kęsowie działa niespełna dwa lata i już widzimy, jak wiele jeszcze wspaniałych książek przed nami. Nie żałuję ani chwili spędzonej w tak magicznym i pięknym miejscu. Dla mnie osobiście to jak nagroda i zwieńczenie tego, co robię. Zobaczyć tylu wspaniałych autorów w jednym miejscu. Obecność prawie tysiąca członków i moderatorów DKK z całej Polski jest dowodem na to, że jednak ktoś te książki chce i czyta. To było święto Republiki Książki, Republiki Czytających. Oby z każdym rokiem ich przybywało. Wiele wyniosłam z tych wykładów, rozmów, dyskusji. Książki mają moc, a nawet wielką siłę przyciągania.

Dopełnieniem zakończenia będzie link do Gazety Wyborczej Wrocław, w której to udzielam krótkiego wywiadu wraz z dwiema innymi uczestniczkami Zlotu:

http://wyborcza.pl/1,75410,20503014,literacki-woodstock-z-tokarczuk-dehnelem-zulczykiem-krajewskim.html

 

Mini galeria pozostałych :)

 

Piotr Kofta

 

 

Po lewej Elżbieta Kalinowska oraz Agnieszka Rasińska - Bóbr

 


 

 

Wielu mnie pytało, co to takiego ten Literacki Woodstock? Wyjątkowe wydarzenie artystyczne. Krócej, Ogólnopolski Zlot Dyskusyjnych Klubów Książki i żeby dostać się na niego, trzeba było być minimum członkiem Klubu. Tegoroczny Zlot uczcił dziesięciolecie istnienia programu Dyskusyjne Kluby Książki, które zrzeszają już w całej Polsce prawie 14 tysięcy członków. Dziesięć lat temu zaczynało swoją działalność ok 300 DKK, dzisiaj ta liczba sięga tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt czterech.

Co trzeba zrobić, żeby być członkiem? Znaleźć działający Klub w naszej najbliższej okolicy i po prostu zgłosić swoją chęć udziału. Przyjść na pierwsze spotkanie i potem już systematycznie uczestniczyć w dyskusjach. Raz w miesiącu, z książką, którą dostaniemy w ramach programu. Ot i nic poza tym. Nie trzeba się zapisywać, a nieobecności usprawiedliwiać. To ma być przyjemność dla nas, a nie obowiązek. Gwarantuję Wam, że z radością i niecierpliwością będziecie czekać na każde kolejne spotkanie.

Literacki Woodstock gościł członków i moderatorów DKK z całej Polski we Wrocławiu, w dniach 27-31 lipca, w Europejskiej Stolicy Kultury. Całość odbywała się na terenie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. generała Tadeusza Kościuszki. To dzięki Instytutowi Książki cała impreza i Zlot miał w ogóle szansę zaistnieć i ziścić się. Przygotowania i rozeznania trwały już od prawie dwóch lat. Nic dziwnego. Przecież to ogromna praca, zaangażowanie wielu ludzi i ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Wielkie rewerencje! Z województwa kujawsko-pomorskiego ruszyły dwa autokary. Zakwaterowanie odbyło się w Domach Studenta na terenie miasta. Pokoje z aneksem kuchennym, łazienką. Wszystko eleganckie, pierwszorzędnie przygotowane. Posiłki dobre.

Pierwszy dzień Zlotu. Czwartek 28 lipca. Tuż po śniadaniu w sali audytoryjnej Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. generała Tadeusza Kościuszki, odbyły się warsztaty Hymnu Książki. Przemiła i przesympatyczna pani Izabela Polakowska cierpliwie uczyła nas pierwszych wersów Hymnu. A jaki to tekst? „Włosek Poety” Tadeusza Różewicza, do którego muzykę skomponował Jan Kanty Pawluśkiewicz. To Światowy Hymn Książki UNESCO. Jestem pod ogromnym wrażeniem niezwykłej erudycji, inteligencji, cierpliwości i pasji pani Izabeli. Przepiękny głos, niesamowita barwa. Widać było, że kocha to, co robi. Uwielbiam takich ludzi, mają niesamowitą siłę sugestii i przyciągania. A ja? No cóż... lubię śpiewać :)

 

Warsztaty z Hymnu. Na zdj. Izabela Polakowska

 

 

 

Po warsztatach przeszliśmy na teren WSOWL do specjalnie przygotowanych namiotów, w których zaczęły się wykłady tematyczne „Niezbędnik Moderatora DKK. O literaturze i wokół literatury”. W ośmiu namiotach dyskutowano na inny temat. Ja wybrałam dyskusję, którą przygotowała pani Bernadetta Darska „Literatura (dla) kobiet”. Znałam już panią Bernadettę ze świata blogowego. Zupełnie przypadkiem trafiłam na Jej blog: http://bernadettadarska.blogspot.com/

Zdarzyło mi się nawet przeczytać kilka wpisów. Ale przede wszystkim wiedziałam, że jest Ona krytyczką literacką, dr hab. literaturoznawstwa, autorką kilku pozycji naukowych. Byłam ciekawa, co i pod jakim kątem chce nam przekazać. Niestety nie trafiłam na początek wykładu, ale to co usłyszałam i tak bardzo mnie zaciekawiło. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Pani Darska przedstawiła przekrój literatury kobiecej w różnych aspektach. W jaki sposób kiedyś w literaturze określano i postrzegano kobietę, jaki był jej portret widziany oczyma mężczyzn, a w jaki sposób książki pisane przez kobiety klasyfikuje się dzisiaj. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że kobiety piszą coraz lepiej, a nawet bardzo dobrze, że te książki trafiają do coraz większej grupy odbiorców, i że coraz lepiej o tych książkach się mówi. No i mówiąc o kobietach współczesnych w literaturze, to cechą charakterystyczną jest schemat jednowątkowości, od którego się odchodzi, że problemy kobiet pokazuje się w różnych sytuacjach, że te kobiety nie są jednobarwne, że unika się oczywistości, jakiś typowych zakończeń, że odchodzi się od happy endów stawiając na niedopowiedzenia. Prowadząca zwróciła też uwagę, jak promuje się te książki. Jak to wygląda od strony wydawcy, a jak od strony autora. Polecane przez panią Bernadettę Darską książki, to m.in.: Danuta Noszczyńska „Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana”, Katarzyna Grochola „Trzepot skrzydeł”, Grażyna Plebanek „Dziewczęta z Portofino”, Antonina Kozłowska „Czerwony rower”, saga o Rozlewiskach Małgosi Kalicińskiej, Izabela Żukowska „Skazy”, Lucyna Olejniczak „Kobiety z ulicy Grodzkiej”, książki Małgorzaty Wardy, Izabeli Sowy, Sabiny Waszut „Rozdroża”, saga o „Stuleciu Winnych” Ałbeny Grabowskiej.

 

Na zdj. Bernadetta Darska i ja.

 


Bardzo dziękuję pani Bernadetcie Darskiej za ucztę dla ducha, ciekawie poprowadzone spotkanie, ale przede wszystkim za miłe wrażenie, jakie na mnie zrobiła. Miło mi, że zna Pani mój blog, mam nadzieję, że tylko z dobrej strony.

Wieczorem odbyła się Gala Dyskusyjnych Klubów Książki, na której wręczono nagrody najbardziej poczytnym autorom literatury pięknej, faktu oraz dla dzieci i młodzieży.

W pierwszej kategorii – literatura piękna, wręczono dwie nagrody. Otrzymali je równorzędnie: Jacek Dehnel (obecny na Gali) oraz Wiesław Myśliwski (obecny duchem, z przyczyn weny twórczej, pisząc nową książkę).

W kategorii literatura faktu nagrodę otrzymał Jacek Hugo Bader.

 Na zdj. Jacek Hugo-Bader


W kategorii literatura dla dzieci i młodzieży królowała Barbara Kosmowska.

 

Na zdj. Basia Kosmowska


Po uroczystym wręczeniu nagród przyszedł czas na gościa specjalnego – Rosę Montero, hiszpańską dziennikarkę i pisarkę, która porusza w swoich książkach relacje międzyludzkie, stawiając na wrażliwość i uczucia przede wszystkim. Na spotkaniu odczytano fragment najnowszego opowiadania autorki „Ślepa miłość”. Przemiła i niezwykle ujmująca pani Montero, która podsumowała swoje spotkanie w ten sugestywny i szczery sposób: „Pisze się po to, by się czymś podzielić. A bez was, świat byłby ciszą”. Nic dodać, nic ująć :)

 

 

 


 Spotkanie autorskie z Rosą Montero.

Prowadzenie Małgorzata Kolankowska, tłum. Justyna Nowicka

 

 

Na zdj. Rosa Montero

 

 

 

Dzień zakończono taneczno – muzycznym akcentem - koncertem Pablopavo i Ludziki :)

 


 

Dokończenie w części II :)

poniedziałek, 04 lipca 2016

 

Źródło: Internet

Dokładnie tydzień temu, bo 27 czerwca, w poniedziałek, w godzinach popołudniowo – wieczornych w Gminnej Bibliotece Publicznej w Gostycynie odbyło się spotkanie autorskie ze znaną pisarką Agatą Kołakowską, która żyje i tworzy we Wrocławiu.

 

 

 

Autorka na spotkaniu podkreślała, jak ważny dla niej jest bezpośredni kontakt z czytelnikiem, właśnie dzięki takim spotkaniom. Rozmowom o książkach nie było końca. Bardzo interesująca i wzbudzająca szczególnie intensywną konwersację była ta, która dotyczyła samego procesu powstawania książki. O roli autora, wydawnictwa, po redakcję, skład i w końcu pojawienie się na rynku wydawniczym. Jeśli ktoś myśli, że pisarz zarabia na swoich książkach krocie, to jest w absolutnym błędzie.

 

„Od kiedy tylko pamiętam lubiłam pisać. Ale lubi się także lody pistacjowe, czy ten cudowny moment, kiedy po zimie nadchodzi kwiecista wiosna. Zatem pisanie to jednak dla mnie coś więcej. Pasja, sposób na życie, nieodłączny element mnie samej, taki sam jak to, że mam niebieski kolor oczu, czy jasne włosy.”

Tak pisze o sobie autorka na swoim blogu: http://www.agatakolakowska.pl


Bo właśnie od pamiętnika się zaczęło. Nawet prowadzenie pamiętnika wymaga od nas skupienia, przemyśleń i pewnej systematyczności. Pani Agata wspominała, że kierunek studiów, jaki wybrała, praca w radio i lokalnej gazecie nauczyła jej tylko umiejętności zamieszczenia minimum słów, maksimum treści. W swoich tekstach zawsze wrażała się jasno i zwięźle.

 


Pierwsza, debiutancka powieść „Patrycja” wcale nie miała takiego tytułu. Tekst pod tytułem „Z grubej rury” wysłała do pięciu wydawnictw. Odezwały się dwa, z czego tylko Prószyński i S-ka przedstawił Jej na tyle dobre warunki, że pisze dla niego na wyłączność. W ten sposób „Z grubej rury” doczekał się wydania pod trochę bardziej łagodnym tytule „Patrycja”.

 

Każdą swoją powieść autorka darzy szczególnym sentymentem. Do każdej odpowiednio i skrupulatnie się przygotowuje. Zbiera bardzo długo materiał, bazuje na sprawdzonych i prawdziwych źródłach informacji, nie tworzy planu. Jeśli zaczyna pisać, to pisze wszystko, co Jej w danym momencie przyjdzie na myśl, dopiero w odpowiednim momencie wokół zapisanych wątków rozbudowuje fabułę. Jej powieści mają podteksty psychologiczne, stara się wejść do myśli swoich bohaterów i pisze ich odczucia i uczucia, jakie im towarzyszą w danej chwili. Jest zadowolona i usatysfakcjonowana, jeśli czytelnicy piszą do Niej i dziękują, że ta, czy inna powieść pozwoliła im coś w życiu zrozumieć, spojrzeć na dany problem z innego punktu widzenia, czy po prostu, gdy piszą, iż jest to ich historia i życie.

 

Szefowa Gminnej Biblioteki w Gostycynie, Klaudia Kwasigroch

dziękuje autorce za spotkanie

 

 

 

 

 

 

Spotkanie w fantastycznej atmosferze, ciekawe, z wybuchami śmiechu.

 

 

Agata Kołakowska i ja :)

 

 


Po prostu przemiłe. Dziękujemy, bo my co prawda z sąsiedniej Gminy, ale nie dało się tego w żaden sposób odczuć.

 

DKK Kęsowo.

Od lewej: Kierowniczka GBP w Kęsowie Kamila Wandzińska, Iwona Chrobotek,

Ja, Ewelina Wrzosek i Magdalena Biesek :)

 


U mnie na blogu znajdziecie zrecenzowaną jedną powieść autorki.

Tutaj: http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/04/8222Wszystko-co-minelo8221-Agata-Kolakowska.html



środa, 15 lipca 2015
Kameralnie, nieoficjalnie, w gronie członków Dyskusyjnego Klubu Książki, w poniedziałek 13 lipca 2015r. odbyło się spotkanie autorskie z Małgorzatą Rogalą, autorką trzech powieści: „To, co najważniejsze” (2012r.), „Kiedyś Cię odnajdę” (2014r.) oraz „Zapłaty”, która swoją premierę miała niedawno, bo 17 czerwca. To nasze trzecie spotkanie autorskie. Autorki, pierwsze.
środa, 17 czerwca 2015

 

W Gminnej Bibliotece w Gostycynie, w ramach DKK, dokładnie wczoraj o godzinie 17:00 odbyło się spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel. Czy tę autorkę trzeba komu przedstawiać? Jeśli tak, to proszę:

Urodziła się w 1978 roku. Czytelnikom znana jest przede wszystkim jako autorka bestsellerowych powieści pod tytułami "Uroczysko" oraz "Sezon na cuda", łączącymi wątki obyczajowe z romansem. Książki zaczęła pisać, by poradzić sobie z własnymi problemami egzystencjalnymi i przeszłością. Okazało się jednak, że wnikliwe spojrzenie na świat oraz interesujące fabuły spotkały się z zainteresowaniem dziesiątek tysięcy czytelników w całym kraju. Autorka, prywatnie, prowadzi wraz z mężem firmę, która zajmuje się reklamą oraz działalnością wydawniczą. 

 

 

Uwielbia podróżować. Mama dwójki dzieci - nastoletniej córki i małego syna. W domu trzy psy, jeden kot. Mieszka wraz z rodziną w Otwocku. Obecnie pracuje nad kolejnymi tomami serii "Malownicze", która spotkała się z ciepłym przyjęciem czytelników. Prowadzi również internetowego bloga.

 


Magda zakochała się ostatnio we Lwowie, tym starym, przedwojennym, który niejako zainspirował ją do napisania najnowszej powieści z serii Malownicze "Tajemnica bzów". Umieściła bowiem swoją bohaterkę Leosię w czasach dwudziestolecia Lwowskiego.

Najwięcej właśnie o Lwowie, swojej przygodzie z poszukiwaniem książek, pamiątek dotyczących tamtego okresu, opowiadała na wczorajszym spotkaniu autorka, która jest nad wyraz ciepłą, skromną osobą. Ale nie tylko o "Tajemnicy bzów". O każdej książce po trosze, o swoich początkach pisarskich, niełatwych zresztą oraz o bohaterach konwersowała wspólnie z przybyłymi czytelnikami i czytelniczkami, które występowały w przeważającej liczbie.



Spotkanie na które wybrałam się spontanicznie, z biegu. Dwie godziny wcześniej dowiedziałam się, że w ogóle jest i bez namysłu wsiadłam w samochód i pojechałam. Warto było. Madzi można słuchać godzinami. Cieszę się, że byłam. I to bardzo :) 


 

 

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.

piątek, 17 kwietnia 2015

 

Niezwykle sympatyczna, z poczuciem humoru, dużą dawką optymizmu. Taka jest właśnie Magdalena Witkiewicz, znana w Polsce pisarka poczytnych powieści, które równie jak Ona, są szalone, porywające, chwytające za serce. Przemierzając trasę z Gdańska do Tucholi miała ochotę się co kawałek zatrzymywać, by na fotografii uwieczniać coraz to piękniejsze zakątki naszych Borów Tucholskich. Cóż, dla nas to chleb powszedni, dla przejezdnych dowód na to, że warto tu przyjeżdżać i spędzać wolny czas w otoczeniu czystego powietrza i wspaniałych widoków.

16 kwietnia 2015 roku odbyło się przesympatyczne spotkanie autorskie z Magdaleną Witkiewicz, zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Tucholi.


Magdalena Witkiewicz i Agnieszka Olszowy. Początek spotkania.

 

Zaczęło się od pracy w ogromnej korporacji, zajścia w ciążę i „zabicia” nudy trzema pierwszymi rozdziałami pierwszej książki, które z impetem trafiły na biurka znakomitych polskich wydawnictw, by po trzech miesiącach ziścić się w pierwszą, autorską powieść „Milaczek”, ostatecznie wydanej pod skrzydłami Wydawnictwa Pani Moniki Szwai. Potem była nietrafiona przepowiednia wróżki, której zrobiła na samą złość, kończąc studia podyplomowe, pisząc pracę na przykładzie własnej książki.

Magdalena pisze nie tylko dla kobiet, dorosłych, czy tylko dla dorosłych, ale również dla dzieci, pod wdzięczną serią „Lilka i .....”. Mała agentka Lilka, to jej córeczka. Jak sama przyznaje, nawet pisanie dla dzieci nie jest wcale takie łatwe.

Każda napisana przez Magdalenę Witkiewicz powieść jest bestsellerem na miarę hollywoodzkich gwiazd. Dlaczego? Każda kryje w sobie jakąś niepowtarzalną historię. Jest inna. Albo pokochana miłością głęboką, albo odrzucona w najciemniejszy kąt. Z autorami i ich twórczością już tak jest. Albo się ich polubi, albo nie. Magdy nie da się nie lubić.


 

 

 

Magda ma swój wypracowany, specyficzny styl, język. Pisze lekko, zwiewnie, przyjemnie. Jak sama mówi pisze po to, by czytelnik mógł się przy książce zrelaksować, poczuć się miło i by mógł znaleźć jakieś punkty odniesienia w historiach w nich zawartych. I tak poniekąd jest. Bo mimo serii książek, przy których można płakać ze śmiechu są też takie, które skłaniają nas do głębszej refleksji, zatrzymania się w biegu, oraz podyskutowania na tematy trochę odizolowane od publicznej debaty.

Autorka dwunastu książek okrasiła swoje spotkanie z czytelnikami mnóstwem śmiesznych historyjek, czy anegdot. Opowiedziała o swoich planach pisarskich, o najbliższych Warszawskich Targach Książki, na których miałaby się odbyć premiera Jej najnowszej książki „Moralność Pani Piontek”, o mnóstwie pomysłów na kolejne książki.


Prezent od całego zespołu Miejskiej Biblioteki w Tucholi.

 

 

Cenię Ją jako autorkę różnorodną, nie zamyka się w jednym kanonie literackim. Autorkę, która daje się poznawać czytelnikom z jak najlepszej strony, nawet stroniąc od blasku fleszy, czy blichtru ociekającego sławą. Cienię Ją, jako kobietę, matkę, która nie wstydzi się mówić o tym, że jest taka jak my, też popełnia błędy. Nic więc dziwnego, że ma fanów nawet poza granicami naszego kraju. Jej powieści bowiem przetłumaczono i wypuszczono na rynki wydawnicze w Wietnamie i Litwie.

Nic dziwnego, że ma miliony fanek w Polsce, których zresztą wciąż Jej przybywa. A koleżanki - pisarki przyznają, że również czytają Magdalenę Witkiewicz po to, by się odstresować, zapomnieć, uszczypnąć trochę radości i szaleństwa, którego w Jej książkach naprawdę nie brakuje.

 

Moment podpisywania książek dla Fanów.

 

 

 

Podpis dla czytelników Biblioteki w Kęsowie.

Na zdj. Kamila Wandzińska, szefowa Biblioteki.

 

 

A to ja i Magda.

 

Pojechałam na spotkanie jeszcze nie do końca zdrowa. Nie żałuję. Magdy można słuchać godzinami. Szkoda, że tak szybko się skończyło.

W imieniu swoim i nie tylko, Magdo bardzo dziękuję :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA SPOTKANIA AUTORSKIE W EMPIKU! 

 

Już w przyszłym tygodniu odbędą się pierwsze dwa spotkania:

 Z Robertem J.Szmidtem - we Wrocławiu - 23 kwietnia o godz. 18.00


 Z Dmitrijem Głuchowskim w Warszawie - 24 kwietnia o godz. 18.00 w Empiku Arkadia.



 


W kolejnym tygodniu zapraszamy:

29 kwietnia - Magda Kozak - Empik Wrocław


29 kwietnia - Robert J.Szmidt - Empik Warszawa Junior

 

 

 

Materiały nadesłane przez Wydawnictwo:




sobota, 14 lutego 2015

Bez fanfar i sztucznych ogni. W bardzo kameralnym gronie odbyło się drugie i pierwsze spotkanie autorskie z Panią Edytą Kulczak. W przede dzień Walentynek, w piętek na dodatek trzynastego lutego o godzinie 17:00 w Wiejskim Domu Kultury w Kęsowie, poezję omawiano we wszystkich przypadkach. Drugie z rzędu spotkanie, ale pierwsze z poezją.

Pani Edyta Kulczak przyjechała z Poznania, jednak pochodzi z Włocławka. To kolejny dowód na to, że Włocławek jest zalążkiem wielu wspaniałych pisarzy. Tam pisze również Irena Matuszkiewicz, Anna Szczęsna i nie tylko.

Dwa tomiki wierszy autorki. „Anioły nie zawsze są białe”, to zbiór wierszy debiutanckich, którymi Pani Edyta zaczęła swoją przygodę z poezją, wierszopisarstwem. To wiersze lekkie, łatwe w przekazie, trafiające do bardzo szerokiego grona czytelników, ale o dziwo nigdzie nie ukazała się żadna ich recenzja. Tomik drugi „Kołysze się w Tobie huśtawka”, to wiersze, jak określiła autorka, bardziej przemyślane, nad którymi pracowała pięć lat. Tomik otwiera i kończy cykl wierszy o „Szamance”. To postać jak najbardziej ziemska, posiadająca cechy charakteru, nie takie sobie czary – mary. Dwa tomiki, dwa spojrzenia na otaczający świat i wszystkiego jego aspekty.


Pani Edyta Kulczak jest osobą ciepłą i sympatyczną, chętnie opowiadała o inspiracjach, które dopadają nawet przy gotowaniu zwykłego kapuśniaka. Prawdziwe rozmowy o poezji, i nie tylko, zaczęły się tak naprawdę po oficjalnej części spotkania. Autorka będąc w klasie licealnej o profilu matematyczno – fizycznym, zapragnęła pójść jednak w stronę literatury i wybrać kierunek studiów filologii polskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W duszy zawsze była humanistką, kochała literaturę i sztukę, której krainę polonista z Liceum przed Nią roztoczył w całej przepysznej i przepastnej rozciągłości. Dlatego będzie nazywać go do końca życia „nauczycielem i mistrzem”. Obecnie uczy klasę gimnazjalną i nie obce są jej problemy młodzieży, sposób spostrzegania przez nich świata.

Pani Edyta bardzo lubi poezję. Sięga po klasyków, najbardziej tych z epoki romantyzmu. Z prozy wielbi Wiesława Myśliwskiego, a filmy tylko Pedro Almodóvara. Współpracuje z poznańskim Klubem „Dąbrówka”, dla którego recenzuje, pisze wiersze oraz z portalem kulturalno – literackim „Latarnia morska”, w którym nie tylko zamieszcza swoje teksty, ale również recenzuje. Przybywając w nasze strony autorka była zachwycona widokami, ilością jezior i ich otoczeniem.

Nasze spotkanie zakończył występ kęsowskich gimnazjalistów, w przedstawieniu „Romeo i Julia” oraz rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego „Miłość....”, którego uczestnicy zinterpretowali dowolnie, dając upust swojej wyobraźni. Po części oficjalnej przyszedł czas na pytania, autografy oraz rozmowy kuluarowe, ale za to szczere i pełne śmiechu.

Młodzież kęsowskiego Gimnazjum czyta wiersze Pani Edyty Kulczak.

 

Pani Edyta Kulczak prezentuje wiersze z debiutanckiego tomiku "Anioły nie zawsze są białe"

 

 

Rozmowy w kuluarach. Czyli najlepsze zakończenie miłego wieczoru. Ciekawe tematy, śmiech i wspomnień czar. Jak to faktycznie było, jak jest, a jak chciałoby się, żeby było. A lista życzeń była długa. 

 

Fot. Agnieszka Krizel.

 

 

Autorem wszystkich zdjęć, oprócz ostatniego jest Mariusz R. Fryckowski, z witryny internetowej Tokis - Press: www.tokis.pl, któremu bardzo dziękuję za możliwość zamieszczenia zdjęć.

 

 

O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi