Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Świąteczny cykl, czyli jak to jest u Autorów :)

sobota, 04 kwietnia 2015

 



Trzcianecka pisarka Karolina Kubilus, to z wykształcenia pedagog, z zamiłowania i pasji pisarka od lat związana ze szkołą. Bardzo sympatyczna i zawsze znajdująca czas dla swoich czytelników. Uwielbia podróże, aktywność fizyczną, fotografię, Cohena i Beatlesów. Twierdzi, że jeszcze wszystko przed nią.

Dziękuję Pani Karolino za poświęcony czas. Życzę Pani i Pani bliskim wszystkiego co dobre i radosne :)

 

 

Pani Karolino, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie ma Pani postanowienia w tym czasie?

Mam bardzo słabą silną wolę i dlatego już jakiś czas temu zrezygnowałam z postanowień typu niejedzenie słodyczy. Natomiast staram się zrobić coś dla innych, być lepszą.

 

Z czym nieodłącznie kojarzy się Pani Wielkanoc?

Oczywiście z wiosną, którą kocham. Z pięknem budzącej się do życia przyrody. Z zielenią, która zastępuje szaroburość świata. To moja ulubiona pora roku. Ale również kojarzy mi się z radością Zmartwychwstania.

 



 

Jeśli wraca Pani pamięcią do Wielkanocy swojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

Bardzo lubiłam same przygotowania do świąt. Najmniej sprzątanie. Wolałam asystować mamie w kuchni, chociaż dziś nie jest to moją pasją. W naszym domu piekło się mazurki. Pamiętam, jak gotowałam kajmak, uwielbiałam go podjadać. Do mnie i mojej siostry należało dekorowanie ciasta. Mama kroiła sałatkę (tę tradycyjną), a ja kręciłam majonez do sałatki (który czasem, niestety, się zwarzył!). Jajka gotowało się w łupinach cebuli. W Lany Poniedziałek rano tato oblewał nas wodą kolońską, którą pachniało się cały dzień.

 



 

Czy ma Pani jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko swoje?

Nie wiem, czy specjalne. Po zimie zawsze z utęsknieniem czekam na Wielkanoc. Razem z moim młodszym synem, Kubą, robimy pisanki. Czasami z córeczkami mojej koleżanki. Kuba wysiewa rzeżuchę i obserwuje, jak rośnie. Na kuchennym parapecie musi pachnieć wiosną, kupuję kilka doniczek hiacyntów i żonkili. Ostatnio stałam się wygodna i wyjeżdżamy całą rodziną na święta. W zeszłym roku byliśmy w Sarbinowie, w tym roku wybieramy się do Dąbek koło Darłówka. Zamierzamy odpoczywać i chodzić na długie spacery plażą.

 



 

Specjały kuchni wielkanocnej u Pani.

Jestem kiepską kucharką i przygotowanie jakichś wyszukanych świątecznych potraw kosztuje mnie dużo stresu i czasu. Najczęściej korzystam ze sprawdzonych przepisów moich koleżanek. Kiedyś przygotowałam żurek w chlebku. Zamówiłam w piekarni specjalne chlebki. Jak się okazało, najlepszy z tej potrawy był chlebek, żurek wyszedł za gęsty. Ale wszyscy zjedli.

 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Nie zmarnujcie go! Odpoczywajcie, cieszcie się nim. To ważne, żeby znaleźć czas dla siebie. Również żeby przeczytać książkę, obejrzeć film, pójść na spacer, poszukać wiosny, odnaleźć klimat dzieciństwa. Przyjemnego świętowania!


 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

piątek, 03 kwietnia 2015

Aśka, to jest po prostu Aśka. Z mega wybuchowymi pomysłami, ale ciągle ta sama w środku - sympatyczna, uśmiechnięta i zawsze gotowa pomóc. Cierpi na deficyt czasowy, ale dzięki temu to, co pisze jest po prostu nietuzinkowe, nieszablonowe, nie ograniczające naszej wyobraźni.


I za tą ją uwielbiam! Za lekkość bytu i chwytu. Za serce oczywiście.


Dlatego Joasiu życzę Tobie i Twoim bliskim, możliwie jak największej ilości wolnego czasu, spędzonej w swoim towarzystwie, spokoju serca i duszy oraz tych nieograniczonych myśli, by Cię nachodziły i przelewały się na papier! :)

Dziękuję, że znalazłaś chwilkę i pozdrawiam :)

 

Joasiu, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Chyba zwykle żadnych. Jeśli chcę coś spróbować zmienić w swoim życiu, dokonuję tego niezależnie od kalendarza. Nic na siłę.


Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Na pewno z pączkującą zielenią, z baziowymi kotkami, z kwitnącymi wszędzie zawilcami i podbiałami. Na pewno też z całym szeregiem tradycji, nieodłącznych składników całego Wielkiego Tygodnia. A to przygotowywanie jajek, stroika wielkanocnego, a to nawiedzanie Grobu Pańskiego w Wielką Sobotę czy też wizyta na krakowskim Emausie i widok setek, a może tysięcy balonów, które chwieją się na wietrze.

 



 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

Wielkanoc przynosiła wiosnę i to chyba było najważniejsze Poza tym talerz z ugotowanymi w cebuli jajkami, który babcia stawiała przed dzieciakami i kazała zdobić. Wychodziło bardzo przeróżnie, ale do koszyczka i tak szło. Bardzo lubiłam przygotowywanie święconki i ten zapach, który, na szczęście, nie zmienił się i do dziś. Poza tym, tak jak wyżej, W Lany Poniedziałek teraz ważniejszy jest Emaus niż fakt polewania wodą. Po prostu trzeba tam być z synkiem. Jeśli się da, to co roku.

 



 

 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko swoje?

Raczej nie. Sprzątam tyle, ile zdążę i na tyle, na ile mi się chcę. Z dekoracji zawsze muszę przygotować stroik. Nasiać rzeżuchy. Położyć obok niej pisanki i koguta z barwnych piórek. I chyba tyle. Myślę, że ciągle zbyt żyje się w biegu, żeby na dobre odczuć atmosferę świąt i znaleźć czas i siły, żeby do nich się przygotować.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Nie gotuję, bo nie lubię. Zajadam się tym, co przygotuje mąż. Najważniejsza zawsze jednak jest święconka. Nic, naprawdę nic nie smakuje tak, jak ona. Ale.. jeśli już, cieszę się, gdy na Wielkanoc mam na stole sernik, babkę migdałową, mnóstwo przeróżnych orzechów i łososiową roladę

 



 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Na pewno powiem, że trzeba włączyć hamulec. Na tyle na ile się da, między pracą, a przygotowaniami. A poza tym… Pięknych Świat, Kochani. I Tobie, Agnieszko! 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

czwartek, 02 kwietnia 2015

 

Andrzej jest indywiduum. Pisze po swojemu, nie tylko o "Latarni morskiej", ale o skrzywionym obrazie polskiej wsi, która jest prawdziwa aż do bólu. To mi się najbardziej podoba, że pisze wprost, bez ukwieceń. Czyli tak, jak powinno być.

Andrzeju ciągle czekam na drugi tom "Tajemnicy latarni morskiej", ale również na wiele innych Twoich powieści, które mam nadzieję ukażą się niebawem. 

Tymczasem dziękuję Ci za wywiad i życzę spokoju ducha i serca, mega odpoczynku i zdobywania szczytów przez cały rok.

 

Andrzeju, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Raczej nie daję sobie w tym czasie żadnych postanowień. W swoim życiu nie muszę niczego zmieniać, przez cały rok staram się pomagać innym i dawać z siebie możliwie najwięcej. Aczkolwiek moje życie szybko pędzi do przodu, w ciągu roku zawsze znajdę czas na chwilę postu dla duszy. Dla ciała nie. Nigdy nie obżerałem się i nigdy nie jadłem więcej niż powinienem, więc nawet w czasie postu po prostu nie poszczę.


Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Oczywiście z Jezusem i Zmartwychwstaniem. Z jajkami i wodą. Z zajączkiem i szukaniem słodyczy pod krzakami. Do nas zawsze przychodził zajączek i dziwię się, bo nie miał pieniędzy ale i tak zawsze coś tam pod krzaczki schował. Jak on to robił?

Teraz Wielkanoc kojarzy mi się z wiosną, słońcem, zielenią, żonkilami.

Z nadzieją.

 



 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

U mnie w praskim domu nie ma już właściwie Wielkanocy. Gdybym przyjechał do mamy pewnie tak, ale tu... życie biegnie tak szybko a w Wielkanoc ludzie siedzą w pracy. Może kupię jakiegoś żonkila, zjem jajko i zasieję rzeżuchę a może nie, jeśli nie będzie czasu.

U mojej mamy jednak Wielkanoc jest. Piecze się baranki i zajączki z formy pozostałej po naszej prababci. Do tej formy mam zresztą jakiś sentyment. Tyle przeszła i nadal jest cała...

Ja nawet nie wiem czy w Polsce jeszcze praktykuje się śmigus-dyngus, jak za moich czasów, dwadzieścia lat temu. Wtedy chodziło się po domach, lało dziewczyny wodą, była zabawa i oczywiście pełne torby jajek, słodyczy, marcepanu i owoców. Teraz nie wiem czy obchodzi się to jeszcze we wielkim. Może jak będę stary na nowo zacznę obchodzić święta, teraz zwyczajnie nie mam na nie czasu.

 



 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Gdybym był u mamy, lub jeśli wrócę myślami do przeszłości to z pewnością upiekłbym moje kochane drożdżowe zajączki. I tyle...

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Może kiedyś były ale jakieś naście lat temu i już o nich zapomniałem.



 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Życzę wszystkim Czytelnikom, aby te święta mogli spędzić razem przy wspólnym stole i by nie brakowało przy nim wesołych rozmów. Życzę również otwartego serca, pogody ducha, czystych myśli i spokoju. I wiele pyszności na talerzu!

 



 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

środa, 01 kwietnia 2015

Ania jest bardzo sympatyczną i ciepłą osobą, która pisze w sposób niebagatelny i potrafi zaskakiwać. Niby świetne kobiece obyczajówki, a za chwilkę czytam opowiadanie w tonie mrocznym, z odrobiną fantastyki. Ale to świadczy tylko o tym, że Ania jest bardzo kreatywna i nie zamyka się na inne formy literackie. I dobrze, bo jako sceptyk lubię czasami czytać coś z lekkim przymrużeniem oka i odrobiną szaleństwa.

A teraz, w przedświątecznym kieracie Ania, jakiej nie znacie.

 

Zapraszam na wywiad świąteczno - wiosenny.

 

 Dziękuję Aniu, że znalazłaś czas na udzielenie mi odpowiedzi. Życzę Ci tylko pięknie pachnących inspiracji oraz spokojnego odpoczynku :)

 

Przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Czasem postanowień jest dla mnie Nowy Rok. Przez resztę miesięcy staram się dotrzymać danego sobie słowa, chociaż bywa to trudne. Wielki Post kojarzy mi się bardziej z wyrzeczeniami, z zadumą nad rzeczami istotnymi, to dobry moment by się zatrzymać, spojrzeć na rozwijającą się przyrodę i zastanowić, czy w codziennej gonitwie nie gubimy czegoś naprawdę istotnego.

 

Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Z nadzieją. Wokół wszystko się zieleni, a zieleń to kolor nadziei. Budująca jest powtarzalność procesu odradzenia. Mam wrażenie że dzięki temu, obojętnie jak wielkie błędy popełniliśmy, wciąż mamy szansę, tylko nie należy się poddawać. Każdego dnia trzeba bardziej się starać, coraz wyżej stawiać sobie poprzeczkę - i nie mam tu na myśli chorobliwej ambicji, tylko dążenie do bycia lepszym człowiekiem.



Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

Zwykle dość szalona. Pochodzę z rodziny wielodzietnej. W naszym wielkanocnym koszyczku pojawiały się jaja pomalowane czarnymi pastelami w karaluchy. Wyobraźnia moich braci nie znała granic. Oprócz takich wybryków, było kilka stałych elementów. Mama dbała o to, by na Wielkanoc była rzeżucha, ozdobiona zwykle mocno wyeksploatowanym sztucznym kurczakiem. A w poranek wielkanocny odwiedzał nas Zając obdarowując słodyczami. Kiedy się mieszka w bloku, problematycznym jest miejsce ukrycia słodyczy, pewnego dnia tata postanowił wprowadzić innowacje do naszych tradycji i próbował skłonić nas do budowy „gniazdek”. Nie do końca zrozumieliśmy jego koncepcję i pomysł umarł śmiercią naturalną.

 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Święta spędzam u rodziców i jak w dobrze prosperującym przedsiębiorstwie mam wyznaczone zadania, do których należy przygotowanie koszyka do święcenia i świąteczna dekoracja mieszkania. Nie trzeba wiele, ale niezbędne są gałązki z rozwijającymi się listkami.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Moja rodzina nie jest wybredna i oprócz sałatki warzywnej, będącej daniem honorowym przy każdej okazji, nieodzowna jest obecność faszerowanych jaj (pozdrowienia dla Eryki, koleżanki, którą nie wiedzieć czemu ta potrawa bardzo rozśmieszyła). Oprócz tego powinna być baba, piszcząca gdy się ją przyciśnie.

 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Bez względu na pogodę (ta w ostatnich latach uwielbia zaskakiwać), życzę ciepłych i pogodnych Świąt w gronie najbliższych, w przerwie między jedzeniem ciekawej lektury, a także chwili spokoju, by móc zadumać się nad sensem Wielkanocy i Zmartwychwstania.

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

wtorek, 31 marca 2015

Krystian zaskakuje, ciągle, nieustannie. Ale to dobrze, bo gdyby nie Jego szalona kreatywność, pewnie nie poznali byśmy się. Niedawno dowiedziałam się, że pisze teksty piosenek, a nawet pokusił się o debiutancką powieść „Przeznaczenie”, która czeka na swoją kolej u któregoś z wydawców. Ale doczeka się, wiem o tym :)

Krystianie, dziękuję za wywiad.

Życzę Ci nieustających inspiracji i spokoju duszy i serca, większej wiary w siebie oraz cierpliwości :)

 



Przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Nie mam jakiś szczególnych postanowień na ten okres, co nie oznacza, że jest on dla mnie obojętny. Ten czas wykorzystuję na przemyślenia związane z moją codziennością i życiem, jak i na te duchowe refleksje. Wiele zastanawiam się nad własną osobą, rozmyślam o tym, co muszę w sobie zmienić na lepsze. Oczywiście nie kończy się na rozmyślaniu czy wypowiadaniu tego co chcę zmienić, ponieważ wiele rzeczy udaje mi się w następstwie tego zrealizować. Postanowienia powzięte w tym okresie, są dla mnie bardziej motywujące od postanowień noworocznych.
Na pewno większy nacisk kładę na piątkowy post. Zazwyczaj w ciągu roku (choć tak być nie powinno) zdarza mi się go złamać, ale w Wielkim Poście tego nie czynię.

Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Z duchową nadzieją, ale taką istotnie autentyczną, przeżywaniem Zmartwychwstania. Oczywiście nie może zabraknąć świątecznego śniadania – choć posiłki w każdym okresie świątecznym odgrywają u mnie drugoplanową rolę.

 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?


Na pewno nie zapomnę „Bożych Ran” w Wielki Piątek. kiedy jeszcze smacznie spaliśmy mama wpadała z namoczonymi rózgami i okładała nas po nogach. Ból jak ból, ale to nagłe przebudzenie… Mama wymawiała przy każdym razie słowa: „Boże Rany”. Teraz to może by nawet sąd dzieci odebrał, za taką tradycję, ale ja nie widzę w niej nic złego.
Na pewno nie zapomnę do końca swoich dni, jak moja babcia z masła, za pomocą foremki wyciskała baranka wielkanocnego. Teraz to wszystko robota taśmowa, bez ducha, bez wyrazu.

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Tak jak w przypadku świąt Bożego Narodzenia również w czasie świąt Wielkiej Nocy staram się przeżywać duchowo ten czas. Nie przygotowuję się jakoś szczególnie, poza tym co już powiedziałem. Z pewnością teraz to będą inne święta, bardziej takie kameralne, ale postaram się na nie przygotować dobrze.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Barszcz biały. Ale w tym roku czuję, że pozwolę sobie na odrobinę szaleństwa i kulinarnego eksperymentu.


Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Pragnę wszystkim życzyć by ten czas przyniósł nadzieję, nie tylko pod względem duchowym czy religijnym, ale takiej nadziei czysto ludzkiej. Niech ta nadzieja dodatkiem wiosennej aury da Państwu energię do życia, wytrwałości do walki z przeciwnościami, o które każdy z nas się potyka. Życzę także wielu wzruszeń, które odnajdą Państwo w książkach i w swoich zainteresowaniach.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

poniedziałek, 30 marca 2015

Pani Marta Grzebuła to osoba niezwykle sympatyczna, dla której Wielkanoc to czas bardziej spędzany na duchowym zamyśleniu, niż przygotowywaniu i pichceniu nieznanej ilości potraw. To zostawia bardziej na Święta Bożego Narodzenia.



Pani Marto,

dziękuję za wywiad. Życzę Pani spokoju serca, zdrówka oraz ułożenia wszelkich spraw pisarskich. Ciepłe życzenia kieruję również do Pani rodziny, bliskich i znajomych :)



Pani Marto, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie ma Pani postanowienia w tym czasie?

MG. To wyjątkowy czas, lecz bym miała w związku z tym jakieś specjalne postanowienia? Raczej nie. Dla mnie to jak z Dniem Kobiet czy Walentynkami, ponieważ mniej lub bardziej świadomie na co dzień stawiamy sobie jakieś cele, postanowienia. Trzeba zawsze o tym pamiętać co jest ważne, a nie od święta.

 

Z czym nieodłącznie kojarzy się Pani Wielkanoc?

MG. Z górą jajek… A poważnie, z refleksją. To wyjątkowy dzień. Każdy kto wierzy, wie o czym mówię.

 

Jeśli wraca Pani pamięcią do Wielkanocy swojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

MG. Za każdym razem pragnę, by tradycji stało się zadość, lecz teraz jest to trudne. Synowie rozjechali się po Świecie i odczuwam – nie tylko tego dnia – ogromną tęsknotą. Święta Wielkanocne, te z czasów dzieciństwa, były równie piękne jak Bożego Narodzenia. Latami dbałam o to, by odzwierciedlić je w swoim dorosłym życiu, w mojej rodzinie, i udawało się, lecz nie teraz czyli od pięciu lat. Zazwyczaj wtedy biorę dyżury by inni mogli spędzić ten czas w gronie bliskich. Mąż i pasierbica to rozumieją, no chyba że zapowiadają swój przyjazd synowie, wtedy wszystko jest tak jak kiedyś…

 

Czy ma Pani jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko swoje?

M.G. Chyba nie. Tradycyjnie; porządki, zakupy i przede wszystkim udział we Mszy Św. Ale bywa, że mam sporo dyżurów więc pozostaje mi modlitwa w domu, bądź „korzystam” z odwiedzin księdza na oddziale reanimacji. Rozmawiamy o życiu, wierze i tym wszystkim co i mnie dręczy. Przychodzi do chorych, ale także i do nas, pielęgniarek, które tego dnia pełnią dyżur. Dla mnie to wiele znaczy. Moje przygotowania dotyczą strefy ducha… A później tego, co ma pojawić się na stole.




 

Specjały kuchni wielkanocnej u Pani.

M.G. Jajka nadziewane. Mieszam żółtka z drobno posiekanymi pieczarkami, wcześniej ugotowanymi, a do tego „czapeczka” z pomidorka i sosik majonezowy. To ulubione przekąski synów. Do tego – zawsze – ryba po grecku. Lecz to jajka w każdej postaci, od sałatek po jajka w majonezie, sosie tatarskim, dominują. A pozostałe potrawy są tradycyjne jak niemal w każdym domu.

 



 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Staropolskim obyczajem dużo szynki życzę z jajem. 
Niech zające i barany pospełniają  WASZE plany.
Niech to będzie czas uroczy-życzę miłej Wielkanocy”

 

Kochani niech te chwile, jak i wszystkie wypełni radość.

Pozdrawiam Ciebie Agnieszko, i Tobie oraz Twoim bliskim, życzę Wesołych Świat.

Dziękuję za ten wywiad.

A.K. Ja także dziękuję :)




Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

niedziela, 29 marca 2015

Podobno Święta Wielkanocne są tymi najważniejszymi w roku, ważniejszymi od Świąt Bożego Narodzenia. Jednak, śmiem twierdzić, że to właśnie ŚBN wywołują u Nas więcej radości, więcej przygotowań i większe zaangażowanie, niż Wielkanoc.




A w tym czasie przecież przyroda budzi się z zimowego snu i czaruje kolorami. W tym roku Wielkanoc wypada dosyć szybko, ale zima łagodna i łaskawa, pozwoliła Wiośnie przyjść znacznie szybciej i możemy cieszyć się Jej blaskiem już od pewnego czasu.

Rozpoczynam cykl świąteczny z autorami w roli głównej. Pierwsza odpowiedzi mi udzieliła Małgosia Rogala.

Małgosiu, dziękuję Ci bardzo ciepło i życzę Ci, byś raczyła nas słowem tak pięknym i ciekawym, jak czyniłaś to dotychczas. Jesteśmy chłonni Twoich dzieł i czekamy z niecierpliwością na kolejną ucztę dla ducha :) 

 

Małgosiu, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Co roku obiecuję sobie, że przez ten czas nie będę jeść słodyczy. Na obietnicach się kończy. W tym roku, po rozpoczęciu okresu Wielkiego Postu miałam urodziny. Dostałam tort w kształcie książki. Co zrobiłabyś na moim miejscu, Aga? 

Aga: Ja? Oczywiście, że bym zjadła! I to z wielką przyjemnością! :)

 

Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Wielkanoc kojarzy mi się przede wszystkim z kolorami: żółtym i zielonym, żonkilami w wazonie, pisankami i barankiem. To święto przypadające w okresie wiosennym, gdy przyroda budzi się z zimowego snu, a więc kojarzy mi się też ze słońcem i radością.




 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

W przedszkolu malowałam pisanki. Każde święta wielkanocne (podobnie jak bożonarodzeniowe) spędzałam u dziadków na wsi, gdzie zjeżdżała się cała rodzina. Było bardzo wesoło, a my, dzieciaki, nie mogliśmy doczekać się lanego poniedziałku.

 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Myślisz o porządkach domowych, odsuwaniu mebli, myciu okien i tak dalej? Nic z tych rzeczy. Kupuję żonkile, muszę je mieć w wazonie w tym czasie, nie wiem dlaczego. I żółte tulipany. Co jeszcze? Ubieram poduszki na kanapie w świąteczne pokrowce, zmieniam serwetę na stoliku... To chyba wszystko.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Pewnie takie, jak u większości ludzi: jajka na różne sposoby, sałatka jarzynowa, żurek, biała kiełbasa dla mięsożerców, sernik lub mazurek…

 



Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Wielkanoc to święto zmartwychwstania. Życzę wszystkim, żeby ten czas stał się dla Was źródłem duchowego odrodzenia, przyniósł radość, ufność i życzliwość oraz dał nową siłę do pokonywania trudności.

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z internetu. Ostatnie z życzeniami zostało nadesłane przez Małgosię Rogala.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

O, i np. nową zabawą kulinarną naszą, jest pieczenie kasztanów.
A kasztany? Z Biedronki! :-)” - M. K.

Pani Małgosi Kalicińskiej nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Autorka ciepłej sagi o „Rozlewisku”. Miła, sympatyczna, uśmiechnięta, szczera i z rzadkim poczuciem humoru. Nie powiedziała „nie”, kiedy zapytałam o odpowiedzi na kilka pytań w klimacie świątecznym. Chociaż do ludzi ogólnie podchodzi z dużym dystansem.



Myślę, że Pani Małgosia nawet każdą dziwną, czy niezręczną sytuację umie obrócić w żart, ale taki w dobrym guście. Nadzwyczaj przywiązana do rodziny i bez niej nie wyobraża sobie po prostu życia. A jest taką samą kobietą, matką, żoną, jak każda z nas. Nie gwiazdorzy, nie otacza się blichtrem. Nie wstydzi się mówić o swoich uczuciach i swoim sposobie życia.

A Święta? No cóż. Przeczytałam już mnóstwo odpowiedzi, ale takich bezpośrednich chyba jeszcze nie.

 

Pani Magłosiu,

życzę Pani nie tylko inspiracji, ale tego, by nigdy się Pani nie zmieniała. Bo to, jaką jest Pani świetną kobietą chyba powie każdy. Życzę Pani zdrowia i pomysłowości do kwadratu.



Dziękuję i pozdrawiam :)

 

 

Pani Małgosiu. Czym są dla Pani Święta? To raczej czas magiczny, przeżywany bardziej tradycyjnie, czy jednak podchodzi Pani do tego tematu z dużym dystansem?

Dzisiaj nastała pora intensywnego zastanawiania się - czym jest religia, obrzędy, że musiałam sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Skoro moi znajomi najuczciwiej na świecie dokonali aktu apostazji żeby nie czuć w sobie hipokryzji, ja też rozliczyłam się z własną. I choć nigdy nie udawałam wiary, bo od urodzenia nie jestem wierząca, na naszym stole kiedyś był opłatek. Uznałam, że skoro jest dla chrześcijan świętością, nie będę go kładła, i od lat przy naszym stole dzielimy się dobrym słowem. A czemu w ogóle świętujemy? Bo to piękne, RODZINNE święto. I skoro chrześcijanie tego dnia święcą Rodzinę, czemu nie święcić jej pięknie, choć niereligijnie?
Zresztą w wielu krajach, tak właśnie dzisiaj ludzie świętują ten dzień – w Ameryce, w Australii, ogromna ilość ludzi nie mających już w sercu Boga, albo nie praktykują, tak czy siak świętują TE święta!
Oprawa jest zresztą fajna, wesoła, smaczna.
U mnie jest choinka i prezenty, czyli radość dla najmłodszych, dla nas, świąteczne akcenty graficzne, czyli renifery, bałwanki, światełka i śnieg, a i wesołe, zielono, czerwono, granatowe ubrania (w Stanach szczególnie) podobają mi się bardzo! Swetry z reniferem (słynna scena w Bridget Jones z Colinem Firthem i swetrem), czerwone skarpetki, piżamy świąteczne. To wesołe i warte implantowania! W Stanach świętuje się bardziej 25 grudnia – w ten dzień rano rozpakowuje się prezenty! W tych kolorowych piżamach i skarpetach właśnie. 
W Australii świętuje się na plażach. Nie ma śniegu i dzwoneczków, karpia i kapusty, jest upał i piasek, zimne napoje, świeże owoce, grillowane mięso, krewetki, ryby.
Tak więc moje święta przeobrażają się, ale są zawsze rodzinnym, serdecznym spotkaniem, bo do niczego się nie zmuszamy, żeby ”w ten dzień być dla siebie szczególnie miłym” – jak to opisują czasem jakieś rubryki porad, gdy ludzie wręcz boją się spotkań z nielubianą rodziną. U nas na szczęście, nie ma animozji, a jest wielka frajda i prawdziwa serdeczność.
Często spotykałam się z jawnym zdumieniem i krytyką, że żyję bez Boga.
Słysząc to, wiele osób z mety postanawia mnie „reperować” i tłumaczyć, dlaczego powinnam z tego powodu czuć się gorsza i nieszczęśliwa. Głupie, prawda? U nas nie ma klimatu dla otwartej deklaracji laickości, a wielokulturowość nie jest popularna.
Wie Pani, że pierwszy raz mówię o tym tak otwarcie?

Dlaczego?

Bo u nas nie ma klimatu dla otwartej deklaracji laickości, a wielokulturowośc nie jest popularna.
Zbyt często spotykałam się z jawnym zdumieniem i krytyką, że żyję bez Boga.
Wiele osób z mety postanawia mnie „reperować” i tłumaczyć dlaczego powinnam się czuć gorsza i nieszczęśliwa. Głupie, prawda?

 

 

Czy ma Pani jakieś specjalne przygotowania świąteczne? Poza porządkami, czy strojeniem choinki. Czy są to jakieś przygotowania wyjątkowe, takie tylko Pani?

Czekam na święta jak każda gospodyni.

Bardzo lubię około świąteczne piosenki, bo są radosne i ciepłe. Od „White Christmas” Binga Crosby’ego, przez Nathalie Cole z tatą (Nat Kong Cole’m) https://www.youtube.com/watch?v=B2gt4dq-a4c, przez Wham i ich uroczą „Last Christmas” i mnóstwo innych. Wzrusza mnie Jose Carreras śpiewający po polsku kolędę.

https://www.youtube.com/watch?v=cgA6mp6kbIc
Nastawiam sobie przez cały świąteczny przed tydzień owe piosenki, i z nimi sprzątam i gotuję, ubieram choinkę. Choinka zawitała do nas dopiero w XVI wieku, nie jest jakimś typowym religijnym symbolem, raczej dodatkiem ( najpierw zastępował ją w Polsce snop żyta albo owsa). Stawiam ją żeby było w domu pachnąco i wesoło. Ja już od dawna bardzo mało wieszam bombek, raczej zabawki, które kiedyś wykonywała ręcznie moja mama. Wiele z nich niestety nie przetrwało. Dzisiaj więcej na mojej choince jabłek i dzierganych aniołków z koronki, gwiazdek ze słomy, niż bombek. No i na czubku mam amorka jako symbol miłości, zamiast gwiazdy.

Dzieci i wnuki lubią choinkę, jako śliczny, świąteczny przedmiot, pachnący i kolorowy, więc nigdy nie jest sztuczna.

 

Specjały kuchni. Jakieś wyjątkowe dania, które tylko Pani przyrządza?

To się zmieniało.
Wiele lat (mama) tradycyjnie robiła zimne zakąski – śledzie w różnych odmianach, cudowną galantynę z ryb słodkowodnych po żydowsku z rodzynkami i migdałami (specjalność odziedziczona po mojej teściowej, która choć nie była Żydówką, robiła pyszną rybę w galarecie, po polsku). Żydowska kuchnia jest pyszna, więc ja tę rybę robię bardziej na słodko – pieprzno. Bywały oczywiście barszcze z buraków, albo z grzybów, pierogi z kapustą i karp, którego właściwie nikt nie lubił.
I znów – nie jestem religijna, więc nie dotyczy mnie konieczność robienia dwunastu potraw, a też pobywałam w świecie i korcą mnie inne potrawy, nie tylko te, które muszą (?) się znaleźć na polskim stole.
W Korei Pd, do której jeździłam przez wiele lat do mojego obecnego męża, pierwszy raz stanęłam na głowie, żeby było tradycyjnie – śledź (sama soliłam), kapusta, (sami kwasiliśmy), pierogi i barszcze… Późniejsze Wigilie były wielokulturowe, spędzane z Rosjanami, Grekami, Koreańczykami, Chorwatami i Polakami.
Dzisiaj nie robię tego, co średnio lubimy. W tym roku mało nas będzie - zrobię coś na zimno – pewnie rybę po grecku, bo rzadko to się je i pyszna jest, może i ową galantynę z ryby? A na ciepło… bogatą, pikantną zupę rybną i tylko. Nie objadamy się, nie dajemy rady.
Żadnych już kapust, uszek, pierogów i smażeniny – zostałoby to ....

Pierwszego i drugiego dnia świąt będzie nas mnóstwo - wtedy poszalejmy w kuchni! Ja i inne, rodzinne kobiety.

 

Jak wspomina Pani Święta Bożego Narodzenia z dzieciństwa?

No, niestety smętnie, bo mieszkałam z rodzicami w bloku i często byliśmy tylko we trójkę.
Nie wiem czemu, chyba wtedy było tak, że najbliższa rodzina (ciocia, siostra mamy) wyjeżdżała do Radomia, do rodziny męża, a rodzina Taty też się skrzykiwała pod Warszawą, nadto mama była taka …domowa. Wolała tę nasza malusią intymność. Ale dla mnie znawczyni i wielbicielki Dzieci z Bullerbyn gdzie rodzina Lisy wyjeżdżała daleko, do rodziny, a tam w wielkim domu gości było co niemiara, a dzieciska zmęczone jedzeniem i tańcami spały na piernatach, na podłodze, pokotem, razem…
Dla mnie TO było ideałem. Jakoś zawsze mnie ciągnęło do takich świąt jakie opisała Astrid Lindgren.
Później zaczęliśmy bardziej rodzinnie i to dopiero były święta!

 

Czy jest coś, bez czego nigdy nie byłoby u Pani Świąt?

Nie trzymam się świąt i zwyczajów jakoś restrykcyjnie. Jako studentka wyjechałam z kolegami w góry i …świat się nie zawalił.
W Korei Pd, u mojego męża, też nie były to święta typowo polskie, bo tam się ich nie obchodzi, więc nie ma dni wolnych (25 i 26) no i nie było rodziny. Świętowaliśmy skromniej. I też świętowaliśmy ich, koreański Chuseok, (wrześniowe święto plonów) i koreański (azjatycki) Nowy Rok czyli Seollal. Podoba mi się wielokulturowość, poznawanie nowego.

Dzisiaj, gdy jesteśmy dziadkami frajdą jest spotkanie z dzieciakami i wnuczkami, z pierwszym mężem, i już niedługo z panią Jego serca, (ale ciiiiiii, to jeszcze tajemnica), z innymi członkami rodziny. Dostawi się krzeseł, rozciągnie stół, „doleje wiadro wody do rosołu”. Lubimy się. Ogromnie!
Moja córka w Australii, spędza Wigilię na plaży, w upale, ale tęskni…
„ Smutno mi czasem, Mamuś, bo do pełni szczęścia

i pełni Domu brakuje mi czasem pełnego stołu –

w sensie pełnego ludzi. Pamiętasz? Sama kiedyś mówiłaś,

że Ci się marzy taka biesiada jak w Moim wielkim

greckim weselu, albo Pod słońcem Toskanii – masa

osób, trzy albo i cztery pokolenia, babcie i dziadki,

dzieciary i bachory, dziewczyny w kuchni obierają

ziemniaki, panowie kroją mięso i polewają wino i nalewki.

Chciałabym tak czasem. I nie wiem w sumie

dlaczego, bo ja jestem przecież odlud zupełny, ja lubię

być sama, męczy mnie hałas i gwar, szybko się nudzę

rozmowami o niczym i obowiązkowymi grzecznościami,

szlag mnie trafia na myśl, ile po takiej imprezie

będzie sprzątania. O Jezu… No, ale gdzieś ten archetyp

domu wypełnionego ludźmi siedzi mi w głowie…

Wszystko w swoim czasie, nie? Tak myślę :.

Myślę sobie też, Mamuś, że są różne Domy na

różne momenty życia. Jak byłam mała, Domem było

nasze mieszkanie na Gocławiu – wydawało mi się

wtedy wielkie. Miałam w nim swoją huśtawkę rozpiętą

między framugami i rozkładane łóżko, za którym

można się było chować, i kanapę rozkładaną, na

której spałaś z tatą, a jemu stopy wystawały poza obrys,

bo był za wysoki. Potem był nasz drewniany Dom

„pracujący”, gdzie każdy z nas miał swój pokój i swoją

prywatność, swoje rzeczy, swoją muzykę, swoje „zabawki”

i swój mały światek. Miałam ten swój pierwszy

osobisty pseudo-dom, pełen nieudanych eksperymentów

i błędów nowicjusza, gdzie nic nie działało

jak należy i zawsze czekało się na coś lepszego, co kiedyś

nastanie. Kiedy przyjechałam tu, pierwsze święta

spędziłam z moimi lokatorami w naszym wynajętym

naprędce Domu, który miał wtedy tylko łyse podłogi,

w salonie z zimnej glazury, dwa stare ogrodowe fotele,

materac na podłodze i choinkę ze sklepu „Wszystko

za pięć dolarów”. I też czułam się jak w domu, bo

było nam tam dobrze! Teraz mam dom między parkiem

a oceanem, blisko szkoły i sklepu monopolowego,

wiecznie zabałaganiony, bo małe potwory nie do

końca jeszcze umieją po sobie sprzątać. I jest mi tu

dobrze, choć czasem ciasno – mówię Ci, ten stół na

dwadzieścia osób będę jeszcze kiedyś miała!”


(M. Kalicińska B. Grabowska „Kochana Moja. Rozmowa przez ocean”)

 

I na koniec – marzenia noworoczne. Czego życzy Pani sobie i innym?

Spełnienia i radości codziennych. Jak kto lubi – przy pełnym stole, czy na nartach, w Polsce czy na Antypodach byle nam w duszy grało. Bo duszę tak czy siak, mamy!

 

 

Krótko od siebie dla czytelników:
Miłości w wielu postaciach i spokoju .

 



 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

sobota, 20 grudnia 2014

Autora wyśmienitego kryminału „Sanktuarium śmierci” miałam okazję przedstawić Wam całkiem niedawno. Ale Pan Darek ma na swoim koncie całe mnóstwo innych, równie ciekawych pozycji, nie tylko kryminałów, ale i książki dla dzieci, czy młodzieży, wydane nawet w formie serii.



Na mnie „Sanktuarium...” wywarło niesamowite wrażenie. Uwielbiam kryminały, a ten, wydany pod skrzydłami Repliki jest dowodem na to, że polscy autorzy są po prostu mistrzami w ich pisaniu.

 

Oprócz tej jednej książki, nie miałam okazji poznać jeszcze warsztatu Pana Darka z innej strony, ale wierzę, że wszystko jeszcze przede mną. W każdym bądź razie, nie trzeba być specjalistą w tej dziedzinie, by stwierdzić, że autor jest twórcą szukającym, nie zatrzymującym się, w ciągłym ruchu i biegu.

 

Autor jest Honorowym Ambasadorem Literatury Dla Dzieci i Młodzieży, Kampanii Mama, Tata &... Myself? Zaprasza na swoją stronę: http://www.blog.rekosz.pl/

 

Panie Darku,

czego Panu życzyć? Morza inspiracji i znośnej codzienności, byśmy mogli o jej blaskach i cieniach czytać w Pana powieściach. Ja osobiście czekam jeszcze na coś w stylu „Sanktuarium...”. Rewelacyjny kryminał :)

 

Dziękuję i pozdrawiam :)

 

Panie Dariuszu. Czym są dla Pana Święta? To raczej czas magiczny, przeżywany bardziej tradycyjnie, czy jednak podchodzi Pan do tego tematu z dużym dystansem?

Tradycja przede wszystkim – choinka, opłatek, dwanaście potraw, prezenty pod choinką. Lubię w Święta poleniuchować, dobrze i smacznie zjeść – szczególnie, gdy sam jestem autorem tegoż jedzenia. Tak więc nic odkrywczego i wyskokowego, chociaż zdarzyło się w moim życiu takie Boże Narodzenie, kiedy w drugi dzień Świąt wyleciałem z rodziną do... Tunezji. A tam – basen, kąpielówki, plaża i genialne wycieczki. A później – egzotyczny Sylwester.

 

Czy ma Pan jakieś specjalne przygotowania świąteczne? Poza porządkami, czy strojeniem choinki. Czy są to jakieś przygotowania wyjątkowe, takie tylko Pana?

Takie tylko moje, to jest chyba powstrzymywanie się od jedzenia przez całą Wigilię. Aż do samej Wieczerzy. To są najtrudniejsze chwile w moim życiu. No bo proszę sobie wyobrazić – tyle pachnących rzeczy w kuchni, a tu post całkowity! Ale tak już mam od dziecka i nie zamierzam tego zmieniać. Drugi całodniowy post organizuję sobie w Wielką Sobotę.

 

Specjały kuchni. Jakieś wyjątkowe dania, które tylko Pan przyrządza?

Makówki. Bierze się chałkę pokrojoną w kromeczki, które obtacza się w mleku i rozbełtanym jajku, a następnie obsmaża z obu stron na patelni – do zarumienienia. A potem nakłada się na to masę makową, wymieszaną z bakaliami i obsypuje wiórkami kokosowymi. Palce lizać. Można jeść na ciepło i na zimno. Dobre nawet na drugi dzień. Polecam!

 

Jak wspomina Pan Święta Bożego Narodzenia z dzieciństwa?

Pamiętam oczekiwanie na choinkę. W domu rodzinnym bywały różne – żywe, sztuczne – ale zawsze z pięknymi bombkami, kolorowymi lampkami i złotym szpicem. W latach 70. ubiegłego wieku na choince lądowała jeszcze wata (imitująca śnieg) oraz obowiązkowa lameta. Ponieważ z przyczyn ode mnie niezależnych dzieciństwo podzielone miałem na dwie części, to prezenty pamiętam dopiero w części drugiej. Do tego jakiś dobry film na jedynce (bo przypominam, że programy były tylko dwa) – najczęściej western oraz genialne zapachy maminej kuchni. Pamiętam także Wieczerze Wigilijne organizowane u babci (mamy mojej mamy). Mama miała dziewięcioro rodzeństwa, więc gdy wszyscy – wraz ze swoimi rodzinami (!!!) - zjeżdżali się do babci, to składanie życzeń trwało z godzinę. W kolejnych latach życzenia składaliśmy sobie gremialnie, a do uroczystej kolacji zasiadało z pięćdziesiąt osób. To były czasy!

 

Czy jest coś, bez czego nigdy nie byłoby u Pana Świąt?

Takim artefaktem jest zapewne choinka. Uwielbiam ten symbol. Bardzo lubię celebrowanie jej ubierania. A potem zapalenie lampek, gdy jest już całkiem ciemno. Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez choinki. Do tego pewnie opłatek i kompot z suszonych owoców. Można go przecież ugotować w dowolnej chwili, ale nigdy nie smakuje tak, jak w okresie Świąt.

 

I na koniec – marzenia noworoczne. Czego życzy Pan sobie i innym?

Marzeń oczywiście nie zdradzę, a gdy spotykam się z ludźmi w okolicach Wigilii Bożego Narodzenia, to najczęściej życzę (im i sobie) ponownego spotkania się za rok i kolejnego przełamania opłatkiem.

 

Krótko od siebie dla czytelników:

Życzę Wam, abyście żadnych Świąt nie musieli spędzać w samotności.



 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

piątek, 19 grudnia 2014

Piotr dla znajomych, dla obcych po prostu Piter. Bloger, czytelnik, pisarz. Czytelnikom dał się poznać poprzez debiutanckie opowiadanie. Potem przyszedł czas na „Trzy”. Powieść o kobietach, dla kobiet. Później „Anathema”, „Śpiący kopciuszek” i wiele innych.



 

Mieszka całkiem niedaleko Borów Tucholskich. Pracuje, jest aktywny sportowo. Ma marzenia. Chciałby zamieszkać nad morzem, z psem, by tam tworzyć swoje największe dzieła. Jego powieści są różne od siebie i tak głęboko emocjonujące, że czasami trzeba się zatrzymać, pomyśleć, zastanowić się nad priorytetami, hierarchią wartości. Czasami przyprawiają o gęsią skórkę, dotykają mniej przyziemnych spraw, czy problemów.

 

Całkiem niedawno założył drugiego bloga, by wrzucać we fragmentach swoje powieści, które po części wydał, ale też takie, które chciałby wydać, ale nie dano mu szansy. Jak sam zawsze przyznaje, świat wydawnictw jest „zamknięty” i trzeba mieć niesamowitą siłę przebicia, by móc wydać książkę, by dostać szansę na zaistnienie.

 

Piotrze,

życzę Ci większej wiary w swoje możliwości, inspiracji każdego poranka, zdrowia i spełnienia tego największego marzenia :)

 

Dziękuję i pozdrawiam :)

 

Piotrze, czym są dla Ciebie Święta? To raczej czas magiczny, przeżywany bardziej tradycyjnie, czy jednak podchodzisz do tego tematu z dużym dystansem?

Święta powinny być czasem wyjątkowym, spędzonym z najbliższymi. Ja sam mam wrażenie, że chrześcijanie zmieniają priorytety, zapominając o istocie tych dni. Kultywujemy rodzinne tradycje, które często kończą się przeholowaniem z jedzeniem i piciem trunków, a zapominamy o aspekcie duchowym. Wszak chodzi o narodziny Jezusa.

Pamiętam ten okres z dzieciństwa. Była wielka ekscytacja, pasterka, śpiewanie kolęd, szczere życzenia z opłatkiem w dłoni. W XXI wieku otacza mnie sztuczność i tandeta, a do tego skomercjalizowanie świąt. Obserwuję swój stosunek do tych dni. Co roku nabieram dystansu. Dawno zrozumiałem, że świata nie zmienię. Mogę zmienić siebie, a przez to najbliższy krąg, który niczym fala na jeziorze będzie rozszerzał kręgi.

 

 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne? Poza porządkami, czy strojeniem choinki. Czy są to jakieś przygotowania wyjątkowe, takie tylko Twoje?

Od lat nie mam takich przygotowań. Święta, jak co roku, spędzę z daleka od najbliższych. Od lat nie wysyłam kartek pocztowych i zwyczajnie ich nie otrzymuję. Rodzina, przyjaciele i znajomi dostają smsy, mmsy, e-maile. Trudno jest dzisiaj odczuwać atmosferę Świąt w ferworze szybkiego tempa życia i wzrastających oczekiwań innych.

 

 

Specjały kuchni. Jakieś wyjątkowe dania, które tylko Ty przyrządzasz?

Niestety nie potrafię gotować, ale w ostatnich miesiącach zainteresowałem się zdrowym odżywianiem i sprawiłem sobie kilka książek w tej tematyce. Wcześniej zakupiłem multicookera. Póki co nie jest często wykorzystywany. Postaram się w tym roku nie jeść ponad miarę. Od stycznia planuję kolejne podejście do przygody z odchudzaniem i powrotem do intensywnego uprawiania sportów.

 

 

Jak wspominasz Święta Bożego Narodzenia z dzieciństwa?

Moje kłopoty z pamięcią zabrały mi wiele wspomnień, ale dzieciństwo pamiętam doskonale. Zapachy, zwyczaje, postacie, a raczej ich cienie. Większość tych ludzi odeszła, a ja jestem szczęśliwy, że urodziłem się w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w magicznym czasie i zaczarowanym miejscu. Brak internetu i telefonów komórkowych był błogosławieństwem. Ludzie spotykali się, aby ze sobą pobyć, aby się sobą nacieszyć. Ludzie ROZMAWIALI. Dzisiaj często jest to lakoniczna wymiana zdań na mało znaczące tematy.

 

 

Czy jest coś, bez czego nigdy nie byłoby u Ciebie Świąt?

Oczywiście. Jest to choinka i kolędy. Przez kilka lat obywałem się bez niej, ale ostatnio wróciłem do tradycji. Sam zaopatrzyłem się w kilkucentymetrową. Do tego migające światełka i mam namiastkę czegoś bardzo odległego. Smuci mnie świadomość, że wiele pewnych wspomnień na zawsze zostanie wspomnieniami. Nie potrafię oddzielić przeszłości od teraźniejszości. Nigdy nie potrafiłem.

 

 

I na koniec – marzenia noworoczne. Czego życzysz sobie i innym?

Szanownym czytelnikom życzę szczerze, z całego serca spełnienia marzeń w kolejnym roku, Świąt przeżytych prawdziwe, bez sztuczności, w atmosferze spokoju i miłości. To czas wybaczania, obdarowywania się dobrem. Życzę każdemu, aby te Święta trwały cały kolejny rok.

 

Sobie życzę powrotu do zdrowia i siły, której tak bardzo potrzebuję do zmian w swoim życiu. Do tego cudu. Potrzebuję prawdziwego cudu.

 

 

 



 
1 , 2
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi