Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego

Felieton

niedziela, 05 marca 2017

 

 



Pierwszy etap, powstałego zaraz po nowym roku cyklu, uważam za zakończony. Zaraz też na samym początku dziękuję wszystkim za udział, za chęci. Z pomysłowymi hasłami wyszło różnie, z przykrością muszę powiedzieć, że znaczna ich część niestety, ale została po prostu skopiowana, podkradziona innym, osobom, które te hasła wymyśliły same. To przykre i przyznam szczerze, niepoważne. Jako ludzie dorośli, dający przykład innym, bo jeśli bierze się w takim konkursie udział, to jest to też poniekąd przykład dla innych, podpisując się pod czyimiś hasłami robi się to świadomie. Wprowadziło mnie to w rodzaj konsternacji i pozbawiło dobrego smaku. Dlaczego? Wiązałam z tym cyklem naprawdę duże nadzieje, chciałam Wam pokazać, że można naprawdę wiele, wystarczy tylko chcieć, a innych zmobilizować do tego, by częściej sięgali po książki.

 

Niesmak długo pozostanie, tym bardziej, że hasło, które typowane było w pierwszym głosowaniu na zwycięskie, było żywcem zerżnięte ze strony szkoły, która podobny konkurs organizowała u siebie i wymyślili ją uczniowie. Do wytypowania najbardziej chwytliwych haseł poprosiłam znajomych. Nie tylko tych z regionalnego podwórka, ale również pisarki i pisarzy. Kobiety, mężczyzn bezpośrednio nie związanych z konkursem. Uznałam, że kto jak kto, ale postronne osoby pomogą mi najlepiej, sami przecież czytają, piszą, wypożyczają książki, to wytypują hasła, które im najbardziej przypadną do gustu. Potraktowałam ich jako potencjalną grupę czytelników. Na początek również wypisałam swoje typy haseł. Oddawanie głosów odbyło się drogą tajną. Nikt nie wiedział, kto, ile i na jakie hasła oddaje głosy. Dobrzy znajomi głosując, wskazali mi hasła – plagiaty. Przykre, ale prawdziwe. I, żeby była jasność, nikt z nas takiego zachowania nie popiera!

 

W konkursie udział wzięło dziewięć osób i czternaście haseł. Odpowiedź ostatniego uczestnika – Piotra nie była brana pod uwagę, ze względu na to, iż pojawiła się już po terminie. Dziękuję Wam, że oprócz haseł wyraziliście swoją opinię o moim pomyśle, za wszystkie pozytywne słowa, dobre fluidy :) Mieliście szansę na wymyślenie maksymalnie dwóch haseł. Niektórzy z tego skorzystali, a niektórzy zamieścili tylko jedno hasło. Nie miało to jednak znaczenia przy głosowaniu.

Poniżej lista haseł (bez oznaczania inicjałów ich autorów), które brały udział w konkursie, według kolejności zgłoszeń:

Czytanie uszlachetnia

Czytanie popłaca
Czytanie nie boli

Czytaj - zasilaj umysł!

Czytaj, a będziesz bogatszy wyobraźnią i zasobem słów niż niejeden nieczytający

Czytanie to współczesna joga
Czytanie jest jak podróż w nieznane

Lek na głowę jest w aptece, a na mądrość w bibliotece
Kto dużo książek czyta, temu głupota w głowie nie świta

Czytaj i pozwól czytać innym
Książka czyni życie słodkim

Czytaj, a każdego dnia przeżyjesz nową przygodę!

Książki na listę leków refundowanych!
Kto czyta, nie błądzi

 

A tak ułożyły się hasła po głosowaniu. Nie podaję liczby głosów, za to przy hasłach – plagiatach znajdziecie linki, skąd je skopiowano. Zwycięskie hasło, które jest na pierwszym miejscu, otrzymało największą ilość głosów i ze względu na plagiaty, by tym osobom nie było zwyczajnie wstyd, nie podaję autorów:

 

1. Książki na listę leków refundowanych!

2. Czytanie jest jak podróż w nieznane

3. Na trzecim miejscu uplasowały się aż cztery hasła, otrzymując równą liczbę głosów:

Lek na głowę jest w aptece, a na mądrość w bibliotece

http://www.pg3.home.pl/index.php?kolo_biblioteczne

 

Czytanie to współczesna joga

 

Czytanie nie boli

http://www.sp.noweskalmierzyce.pl/pl/news/czytanie-nie-boli

 

Czytaj - zasilaj umysł!

 

4. Kto dużo książek czyta, temu głupota w głowie nie świta

http://www.zs2belzyce.pl/index.php/ct-menu-item-25/ct-menu-item-27/ct-menu-item-28/431-hasla-zachecajace-do-czytania-ksiazek

 

5. Kto czyta, nie błądzi

 

6. Książka czyni życie słodkim

 

7. Czytaj, a każdego dnia przeżyjesz nową przygodę!

 

8. Czytaj i pozwól czytać innym

http://www.archiwum.tpd.legnica.pl/2009/03/bajki-dla-dzieci/

9. Czytanie uszlachetnia

http://gazetaolsztynska.pl/417265,Czytanie-uszlachetnia.html#axzz4Zij9UeS3

 

10. Czytanie popłaca

http://g3.sanok.pl/121-czytanie-poplaca-bo-umysl-wzbogaca

 

11. Czytaj, a będziesz bogatszy wyobraźnią i zasobem słów niż niejeden nieczytający

 

 

A zatem hasło:

Książki na listę leków refundowanych!

 

którego autorką jest maz.asia wygrywa pierwszy etap konkursu cyklu literacko-kulturalnego! Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję! Czekam na wiadomość od autorki z adresem do wysyłki skromnej nagrody, do której dokładam, jak już wcześniej wspomniałam, tomik poezji, z mojej biblioteczki. Mam nadzieję, że czas przy poezji bardzo ascetycznej i spokojnej, nie będzie czasem straconym i przyniesie chociaż chwilę refleksji.

 

Czekam na przesyłkę od wydawcy z książką do recenzji. Jeśli znajdzie się w niej więcej niż tylko jeden egzemplarz, kolejny cykl będzie właśnie z tym tytułem. Jakim? Niech to będzie moja niespodzianka. Ale jak tylko otrzymam książki, ogłoszę kolejny cykl! Zdradzę tylko, że dotyczyć będzie naszych językowych błędów ;)

 

 

 

 

Refleksje po zakończeniu pierwszego etapu narzucają się same. W pewnym momencie nie wiedziałam, jak to wszystko skomentować. Chciałam też przytoczyć statystyki ogólnodostępne o stanie czytelnictwa w Polsce, na podstawie roku 2015, bo tych z ubiegłego roku jeszcze nie ma, ale stwierdziłam, że nie będę ich powielać, bo każdy może sam sobie je odszukać. Jest źle? Jest, ale to z czegoś też wynika. Czytamy jako naród mało, a na Targach Książki tłumy, że nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Czytamy mało, a blogów promujących czytelnictwo w sieci jest cała masa. Zatem, jak to jest z tym czytelnictwem? Co innego z bibliotekami, które zakupują książki co jakiś czas, jednak wiem, że są na środki z roku na rok ograniczone do minimum. A nie każdego na samodzielny zakup stać. Tańsze są e-booki, ale nie wszystkich z kolei stać na czytnik, nie wszyscy mają na czym czytać. Można by tak dyskutować i prawić w nieskończoność. Zamknięte, błędne koło?

 

Zwycięskie hasło zostanie przeze mnie wydrukowane i zaniesione do naszej wiejskiej biblioteki, oczywiście z podpisem jego autorki. Mam nadzieję, że znajdziecie w tym cyklu jakieś miejsce dla siebie, że mimo wszystko chętnie będziecie brać udział w dalszych etapach.

 

I teraz jeszcze ważna informacja dla Was. Ze względu na coraz to bardziej ograniczone możliwości platformy blox.pl, zdecydowałam zamknąć tego bloga, przechodząc na inną, mam nadzieję bardziej dogodną dla mnie laika od strony technicznej, platformę blogspot. Prace nad nową stroną już trwają w najlepsze. Planuję na dniach przejść oficjalnie. Pierwsza część adresu bloga pozostanie taka sama – nietypowerecenzje i nazwa oczywiście także, tylko zmieni się dalsza część adresu.

To nie była łatwa decyzja. Zostawić te trzy lata pracy, tym bardziej, że nie można wyeksportować wszystkich wpisów stąd, tam. Niestety blox jest chyba jedną z najbardziej ograniczonych i najgorszych platform. Widzę to teraz, kiedy tworząc na blogspocie mogę robić swobodnie wiele rzeczy, a wierzcie mi, ja jestem kompletnym laikiem od strony technicznej. Ale cóż, poradzę sobie, muszę.

 

Tymczasem, jestem ciekawa Waszego zdania i opinii, refleksji, podsumowań. Piszcie, nie krępujcie się.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział i pozdrawiam.

Aga

 

13:25, toksiazki12 , Felieton
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 kwietnia 2015

"...Jaką siłę trzeba w sobie mieć

Żeby odbić się od dna..."

 

Piękne dwa wersy z piosenki zespołu Varius Manx „Zamigotał świat”. Nie mogłam sobie darować tego wpisu. Obiecałam sobie, że napiszę o tym, co miało miejsce całkiem niedawno w moim życiu.




 

I mimo ostrego zakrętu, na którym się znalazłam wciąż żyję nadzieją, że jeszcze będę robiła to, co kocham. Moja skromna Żadanica siedzi spokojnie i na mnie „spogląda”, w głośnikach rozbrzmiewają barwy starych polskich przebojów, za oknem chłopaki grają w piłkę, a ja siedzę i zastanawiam się od czego zacząć. Jak to mówią, początki są zawsze najtrudniejsze. Tak bardzo stroniłam od prywaty, by nie mówić za dużo o sobie, bo kim ja w końcu jestem, by o sobie opowiadać. Ale dwa ostatnie spotkania w czymś mnie utwierdziły.

 

„...Zgubiłam Anioła takiego jak Ty...”

 

Kilka dni temu miałam przyjemność obejrzeć film „Gwiazd naszych wina” w reżyserii Josha Boone. Nie wynikało to bynajmniej z nudów, ale z czystej ciekawości. Czytałam opinie recenzentów dotyczące książki, na podstawie której powstał film. Opinie bardzo pozytywne, bardzo wysoko oceniane. I nie skupię się na całej otoczce filmu, na której zwyczajnie się nie znam, ale na fabule, moim skromnym zdaniem fenomenalnie ukazanej.

 

Cóż to za historia? Dwoje nastolatków poznaje się na jednym ze spotkań grupy wsparcia dla chorych na raka. Hazel za namową rodziców, a Augustus był już tam od jakiegoś czasu. Oboje chorzy na nieuleczalne choroby. Hazel ma guzy tarczycy z przerzutami do płuc, Gus po amputacji nogi z kostniakomięsakiem. Uczucie przyjaźni, które ich do siebie zbliża początkowo będzie tłumione przez zdrowy rozsądek. Świadomi tego, że długo się sobą nie nacieszą, realizują swoje szczęścia, radości i marzenia. Obojgu uda im się polecieć do Amsterdamu, na zaproszenie ich wspólnego ulubionego autora, który nomen omen okaże się rozkapryszonym dupkiem. W obcym mieście i kraju Hazel dowie się, że ukochanemu wróciła choroba i tak naprawdę ma policzone dni życia, a zarazem chwile razem spędzone. Po powrocie do Ameryki, Augustus umiera.




Naszła mnie taka refleksja, jak ja bym się zachowała, gdybym wiedziała, że umieram. Nie wiem, jak bym żyła, co bym robiła, jakbym się zachowywała. Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić. I przyznam szczerze, nigdy nie chciałabym się w takiej sytuacji w ogóle znaleźć. Kocham życie, łapię je garściami. Chcę żyć bardzo długo i najlepiej młodo. Ale to tylko luźna refleksja.

 

Niewątpliwie zastanawiam się, gdzie podziały się Anioły Stróże tych bohaterów? Ludzie piękni, młodzi, pełni sił, chęci życia, a tak krótko dane im na tym świecie czerpać wszelkich radości. Czy to wina gwiazd, pod którymi się urodzili? Czyli to gwiazdy nieszczęśliwe?Tak nie powinno w ogóle być, buntuję się przeciwko takim kolejom losu, bo chyba nie taka powinna być. Żadne dzieci nie powinny chorować, cierpieć, zaznawać na swojej króciutkiej drodze bólu. I wiem, co mi powie zaraz ktoś mądrzejszy ode mnie. Tego nie przeskoczysz, tak jest. Wiem. Wiem, że nic nie dzieje się przyczyny. Zawsze jest po coś. Zawsze jest to drugie dno.

 

Pewnego piątkowego wieczoru w Tucholskiej Książnicy miało miejsce spotkanie ze znaną w Polsce aktorką, producentką, reżyserką, osobą znaną publicznie – Patrycją Hurlak. Pani Patrycja jest bardzo skromną kobietą, ale bardzo doświadczoną życiowo i duchowo. Opowiadała, jak to Jej dusza została zniewolona przez nieczyste moce, samego diabła. A ta przygoda zaczęła się w wieku kilku lat. Jako pięciolatka zaczęła niewinnie interesować się horoskopami. Później stopniowo, z wiekiem stawianiem kart, czarną magią w postaci podręcznika, którego dostała w prezencie od bardzo zaufanej osoby. Następnie rzucanie klątw i takie tam.



Przyznam się, że się trochę umęczyłam tego ponad dwugodzinnego słuchania o tym całym zniewoleniu, ale wyznanie Pani Patrycji mnie po prostu powaliło z nóg. Twierdzi, że od kiedy przeszła egzorcyzmy, jej chłopakiem jest Jezus Chrystus. Gdybyście widzieli twarze zapatrzonych i zasłuchanych tych wszystkich ludzi, którzy tam przybyli. Nie wiem, może jestem też zniewolona przez moce nieczyste, ale coś mi nie pasowało w tym wszystkim. I to jak nie wiem co. Ogólnie na spotkaniu padły zarzuty pod adresem wszystkich katolików, że nikt nie powiedział, że robi źle, że nie tędy droga. W każdym bądź razie, od kiedy Pani Patrycja poczuła spokój i wolność serca, zrozumiała, jak to jest być szczęśliwym.

 

Szczerze? Kiedy byłam młodszą dziewczynką chodziłam grzecznie do kościoła. Teraz nie instytucja jest mi potrzebna, by się modlić. Od dłuższego czasu przeprowadzam dialog z Bogiem inaczej. Nie wstydzę się tego. Większość moich znajomych i rodzina znają mój stosunek do tej kwestii. Do wiary w ogóle myślę. A na tym spotkaniu czułam się cholernie nieswojo. Bardzo mnie rozdrażniło, kiedy padło z ust pięknej młodej kobiety stwierdzenie, że Jezus jest jej chłopakiem. Nie, po prostu do mnie to nie przemawia! Sorry.

 

Ale po zastanawiać się można. Owszem, wręcz wskazane. Więc oczekuję ciągle od mądrzejszych ludzi ode mnie odpowiedzi na wciąż dręczące mnie pytania: gdzie jest Bóg, kiedy chorują dzieci? Gdzie był Bóg, kiedy umierali niewinni ludzie? Czy do tego, żeby się modlić potrzebne są mi złote ołtarze tak nagminnie ostatnio stawiane w kościołach? Ja jestem sceptykiem. Muszę mieć wszystko pokazane, jak na dłoni. To jest moja wiara. Nie złote pałace, nie grubasy w sutannach w ciemnych limuzynach, nie buce na ambonach pouczający mnie, jak mam żyć, a dzieci z probówki są dziećmi od szatana. Takiej religii mówię stanowcze - nie!

 

Oj, oj....ale się rozpędziłam. Ale tak to jest, kiedy człowiekowi coś kamieniem leży na sercu. Podsumowując. Gdzie są te nasze Anioły Stróże? Czym jest tak naprawdę nasza wiara? Którą drogę obrać, żeby tylko sobie nie połamać nóg? Może stoję na rozdrożu. Czuję, że w końcu mi też zaświeci słońce.

 

Najważniejsze, to żyć w zgodzie ze sobą. A dzieci uczyć przede wszystkim praw etyki. Religia, to pojęcie względne. Tyle, ile jest jej odłamów, tyle wyznawców i fanatyków. A etyka jest jedna.

A Świąt jako takich już nie obchodzę. Czym są Święta? Pełną lodówką? Prezentami?

Prawidłowa odpowiedź – rodziną i życiem!

 



Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

20:12, toksiazki12 , Felieton
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 stycznia 2015

Piątkowe późne popołudnie w Muzeum Borów Tucholskich uświetniła wystawa fotografii autorstwa Andrzeja Drelicha, pod znanym i wszech obecnym tytułem „Miasto Moje, a w Nim”.


Fotografie zainspirowane pięknem i tajemniczą magią tucholskich uliczek. Kim jest sam autor?

                         Andrzej Drelich - autor zdjęć i gwiazda piątkowego wieczoru.

W Tucholi znany, jako były Redaktor Radia Weekend oraz człowiek mocno związany z miastem, które uwiecznił na swoich zdjęciach. Obecnie Redaktor portalu tucholanin.pl

Człowiek niezwykle skromny, niechętnie mówiący o sobie, ale zawsze gdy bierze do ręki aparat w oczach widać te ogniki, które zapalają się z każdym dźwiękiem małego pstryczka.

 

Pasjonat. To niewątpliwie najwłaściwsze określenie kogoś, kto codziennie wychodząc na spacer, zabiera ze sobą aparat i pyka zdjęcia. Ale to nie takie sobie pstrykanie. Oko dobrego fotografa umie dostrzec i wydobyć to, co dla zwykłego człowieka jest niemal niedostrzegalne. Bo to, co rodzi się z pasji jest najpiękniejsze, a dowodem na to są właśnie tego typu wernisaże.

 

Ludzie pasji, to niewątpliwie ludzie cienie, nie wychylający się, stojący dalej od pozostałych, a robiący wszystko z iście doskonałą precyzją i namaszczeniem, bo to wszystko jest dla nich cenne i dalekie od przeciętności.

 

 

Rozpoczęcie uroczystości, przedstawienie sylwetki autora prac:



 

 

Fotografie Andrzeja Drelicha:



 

 

 

 

 

 

 

Przybyli na wernisaż goście (po prawej stronie Redaktor Naczelny portalu tokis.pl Pan Mariusz R. Fryckowski):

 

 

 

Oprawa muzyczna Pan Tomasz Kotowski:

 

 

 

Spotkanie po latach dwóch byłych Redaktorów Radia Weekend, pasjonatów fotografii:

Pani Alicja Kaszyńska i Andrzej Drelich:

 

 

 

Lokalny poeta tucholski Pan Kazik Rink, były Redaktor Radia Weekend, znajomy Pana Andrzeja Drelicha:

 

 

 

Gratulacje od przyjaciół, znajomych, delegacji:

Pani Maria Ollick i Andrzej Drelich.

 

Pan Piotr Grzywacz i Andrzej Drelich.

 

Pani Halina Janowska - Giłka i Andrzej Kobiak oraz Andrzej Drelich.

 

Pan Piotr Mówiński i Andrzej Drelich.



Pani Hanna Szramka i Andrzej Drelich.

 

 

 

 



 

 

 

 

 

środa, 12 listopada 2014

Znajomość z Panem Kaziem Rinkiem zaczęła się kilkanaście lat temu, kiedy to Redaktor Rink prowadził w chojnickim Radio Weekend autorski program „Radiowa Poczta Literacka”. Najpierw wysłałam do programu wiersze, a potem stopniowo coraz to inne formy wypowiedzi. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że Pan Kaziu jest człowiekiem nie tyle skrupulatnym, co śmiałym i bezpośrednim. Nie obawia się głośno wypowiadać swoich słów, nie urażając przy tym swojego rozmówcy.



Do poezji Pan Kazimierz ma szczególne i sentymentalne podejście. Jego zdaniem, mimo wydanych w swoim życiu ośmiu książek, jeszcze na tej niwie nie wypowiedział słowa ostatniego. Świat w jego przekonaniu jest na tyle piękny, że wystarczy to piękno z niego tylko wydobyć. I można o tym pięknie pisać już nie tylko wiersze, ale i poematy.

 

„Studium słowa” z tomiku „Od świtu do nocy”, rok 2004.

Słowo otwarta orchidea światła

Powstawanie z martwych dnia

I odchodząca muzyka snu

 

Popatrz w słońce

mówił anioł słowa

wpatrzony w prostokąt okien

 

Galeria znaczeń tajemnych

zamkniętych w ciężarze słowa

kusi jak Himalaje w apogeum zimy

 

Potem słowo pnąc się na szczyt

słowa wędruje za słowem zwierza

się odkrytemu imieniu słowa

 

Piękno syci się słowem

Miłość lęka się jego nadmiaru

Prawda zasłania przed ostrzem wymowy

 

Ptaki wyżej niż suita obłoków

I milknie słowo w lusterkach

igrających swawolnie zajączkami pogody

 

Poeta jest człowiekiem wrażliwym, inaczej spostrzegającym świat. Jego zmysły są wyostrzone na odbiór wartości, jakie przesyła nam otoczenie. A ta wrażliwość uaktywnia nie tyle wyobraźnię poety, co daje możliwości szukania w tym świecie odpowiedzi na ciągle mnożące się pytania. A poeta umie zadać ich naprawdę masę i tyle samo, albo i więcej przedstawić nam odpowiedzi.

Wiem, że nie wszyscy umieją obcować z poezją. To ciągle poszerzany i odkrywany ląd. Wyspa, na której nie wszyscy chcą się znaleźć. Wśród licznych znajomych, a nawet autorów, z którymi przeprowadzam wywiady, którym zadaję proste pytanie – jaki jest ich stosunek do poezji, udzielają mi różnych odpowiedzi. Znajomi nie kryją się z niechęcią i brakiem zainteresowania tym gatunkiem twierdząc, iż jest to dla nich nie zrozumiałe. Autorzy mają inne spostrzeżenia na ów temat. W przeważającej większości przywołują słowa wielkich poetów, czy to poprzednich epok, bądź też znanych, jak Szymborską, Miłosza, czy Stachurę.

Ja osobiście uważam, że poezji niejako trzeba się nauczyć, ciągle ją obserwować, pociągać ją za sznureczki, podszczypywać i oceniać jej zachowanie. Do poezji mam szczególny sentyment. Sama jestem autorką kilkunastu wierszy, a nawet mini tomiku wierszy, który swój debiut miał w 2003 roku. Poza tym poezja jest dla mnie ukojeniem, otwartą księgą, gwiazdozbiorem i planetą, na którą często wracam i której nauczyłam się dzięki Panu Kaziowi. Dla mnie poezja jest samookreśleniem, definicją nas samych, a także magią wibrującą w świecie, do której chętnie wchodzę, gdy tylko czuję, że muszę.

Pan Kaziu debiutował trzydzieści lat temu. Jak sam wspominał był to debiut niejako z przekory. Chciał koniecznie udowodnić, że recytować wiersz umie lepiej i piękniej. Ta przekora wyszła mu całkiem dobrze, bo gdyby właśnie nie ona, nie spotkalibyśmy się w tak licznym gronie na Jego wieczorze autorskim z okazji właśnie wspomnianego debiutu, połączonego z promocją ósmego tomiku „Cień Andromedy”.

Kazimierz Rink studiował na filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat Ogólnopolskich Konkursów Recytatorskich oraz laureat i juror ogólnopolskich konkursów poetyckich, instruktor, konsultant teatralny, twórca i współtwórca przedsięwzięć o charakterze ogólnopolskim, min. „Czwartków Literackich” w Tucholi, czy chociażby Chojnickich Nocy Poetów organizowanych w fosie miejskiej rok rocznie w sezonie letnim. Od dobrych czterdziestu lat czynnie związany z Polską Federacją Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Tych zaszczytnych nagród i tytułów można by wymienić całą listę. Jego książki zdobywają liczne nagrody, a sam ich autor z całą skromnością, wspomina: został uhonorowany odznaką „Zasłużony działacz kultury” i Medalem im. Jerzego Sulimy – Kamińskiego za zasługi dla kultury regionu Pomorza i Kujaw.

Uczeń żony Ernesta Brylla zawsze w naszych rozmowach podkreślał, że „..…..jeśli człowiek zgłasza aspiracje przynależności do Związku Literatów Polskich czy Stowarzyszenia Pisarzy Polskich musi mieć świadomość, że ta twórczość musi zostać surowo zrecenzowana i zweryfikowana przez wybitnych krytyków i literaturoznawców. Jest przecież tak, że mamy jakieś tam autorskie ambicje, trudne do ukrycia aspiracje i one nie są wycelowane w próżnię. Każdy pisze inaczej i każdy jest zupełnie innym aktorem we własnym Teatrze Wiersza. Ma inny świat, inne problemy, fascynacje, zachwyty, lęki, niepokoje, nadzieje, stracone złudzenia. W inną jest wyposażony wrażliwość i rodzaj wiedzy czy nawet erudycji. To i każdy prawdziwy poeta ma swoich zaciekłych przeciwników i wiernych entuzjastów, czasem nawet fanatycznych wyznawców jego wierszopisarstwa. Nie o to chodzi by wszyscy nas kochali i podziwiali, idzie o to by zadali sobie trud pochylenia się nad tym o czym do nich mówimy, z czego im się intymnie i wyjątkowo zwierzamy. By tego nie bagatelizowali, nie "olewali". Reszta, dokonuje się sama i zależy od nas w stopniu mniej niż umiarkowanym, bo...nie mamy na to większego wpływu”.

I tak to właśnie jest z poezją. Każdy poeta ma swój język, jakim posługuje się z odbiorcą, jakim znajduje tą płaszczyznę dialogu z drugim człowiekiem, słuchaczem, czytelnikiem. Każdy autor również na swój sposób przekazu swoich myśli. Te wszystkie środki doskonale ukazują jego wnętrze i zawartość duszy.

Poezja Kazimierza Rinka jest najpiękniej udekorowanym bukietem. Bogactwem myśli, słów, przemyślanym torem. Nic dziwnego, iż jest wielbicielem Staffa, Iwaszkiewicza, Różewicza, Grochowiaka, Poświatowskiej, Herberta. To przecież wielcy tamtych czasów, nauczyciele, oratorzy, koneserzy słowa. Kaziu nadaje słowom nowe znaczenia, celebruje każdą z nimi chwilę. W dzisiejszych czasach – skrótach myślowych, hasłach skupionych na mainstrimowych przekazach, to niesamowite, rzadkie i cenne. W Jego poezji czuć dotyk czasu. Każdy wiersz jest inny, nie tylko w samej konstrukcji, ale ma w sobie coś co wyróżnia go z całej masy innych.



Poeta nie ukrywa swojej sympatii i dumy, iż jest jest tucholaninem, a miłość swą do tego miejsca i przynależnych mu okolic, potrafi zawrzeć nawet w wierszach.

Samo pisanie wierszy jest jak składanie puzzli. Każdy kawałek musi do siebie pasować. To jak nauka pływania. Za każdym razem jest tak samo. Siedzi się przed śnieżną bielą kartki i miesza barwy słów niczym najwybitniejszy malarz.

Sztuka jest Poezją. Pięknem życia i świata. I to nieustannie jej doganianie jest grą, zmierzeniem się samym ze sobą i wewnętrzną rozmową z myślami zataczającymi koło wokół serca.

 

Wiersze z tomiku „Nasze małe wieczności”, rok 1992.

 

„Mojemu miastu”

coraz mniej słów pachnie poezją

i traci na znaczeniu

w brukowym kodeksie codzienności

 

jak gęstniejące ujście

zatrutej zmęczeniem rzeki

 

żadna dziewczyna nie nosi już

sukienek z perkalu na słońcu

i korali z owocu jarzębiny

 

miasto odziewa się w ślepe zaułki

i sypie pustką w oczy przechodniów

rozprawiamy o iluzjach

videoklipów

o przedwczesnych zawałach

o atmosferze nasyconej

jadem plotkotwórczym

 

jesteśmy mniejsi o ostrza zawiści

i powiększeni o gorycz przepaści

tacy sami wciąż

i coraz mniej do ludzi

podobni

 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

„Konwalie”

 

Zapamiętane na wieki

tylko w tym jednym miejscu

Tobie przeznaczonym

z milczeniem podzielonym

między kamienie

z kwileniem ptaków w ogrodach

z ognikiem poranka w oczach

nie w moją stronę zwróconych

 

************

 

„Nasze małe wieczności”

 

Już tej miłości

nie opowiemy

pobłądziła w gąszczach domysłów

przepłynęła w narzeczach słów.

 

Uśpioną w muszlach tkliwość

zrównuje z przypływem

odgłos morza

i burtom w lenno oddaje.

 

Siadamy w pobliżu ognia -

z Błękitnej Rapsodii

dźwięk z oddali

tato nocy zapamiętanie.

 

Dłonie zagarniają zapach macierzanki

bukiety iskier oplatają palce,

talia z płomykami

rozłożona między twoimi stopami

a moim milczeniem.

 

Takie to już

nasze małe wieczności -

terra incognita

powolne spadanie Ikarów.

 

!!!!!!!!!!!!!!

 

Z tomiku „Od świtu do nocy”, rok 2004.

 

„ Z pamięci”

Dom był lunetą dzieciństwa..... - Zbigniew Herbert.

 

Dom mojego dzieciństwa

coraz rzadziej

wypływa z wysychającej rzeki pamięci

przypomina rtęciowe kulki

porozrzucanej na zamglonej szybie

parki oleandry i przepastna cisza pól

rzęsisty deszcz na łanach chabrów

chabry spadające deszczem na dłonie matki

skrzypiące schody

zaśpiew traw łagodnie muskających stopy

lasu zielone skrzydła

kantyczka wiatru nad zapachem włosów

i miękkie skrzydła ptaków

unoszące senne powieki w czyste pasaże

chmur

 

##############

 

„Motyle i latawce”

 

W motylach i latawcach ta sama lekkość powietrza

w koronkowym alcie jodłujących listków i gałęzi

wiatr sypie w oczy manną tęczujących odblasków

jak zwiewne kolibry wędrują po kiściach pszczoły

z kwiatów rozsypanych po sukienkach dziewcząt

z kapeluszy kobiet wzlatuje walc

nad prawie modrym ruczajem

trele morele ptaków muzyka świerszczy

odgłosy nadrzecznych oryli

w jakimś zamyśleniu powróci twój motyl

czyje muśnie od niechcenia ramię

w smudze światła kruchej jak łodyga brzasku

w spojrzeniach którego z tych chłopców

zanoszących się śmiechem na karuzeli marzeń

błyśnie aureola latawca zaplątanego w obłoki

 

24.07.97

 

&&&&&&&&&&&&

 

„Niedziela. Jesień”

 

na parapecie świtu mgieł siwe gołębie

chabry wanilia tęsknota ponad czuły dotyk

obok dłoń co chleb kroi i zraniony motyl

nad białym wierszem cicho biegnącym do Ciebie

 

tyle tu ochry, cynobru, ciepłych kolorów jesieni

świateł co blask rzucają w pociemniałe pióra

Cień przebiegł nam po twarzach jak gradowa chmura

Skoro jesteś tu ze mną któż może to zmienić

 

@@@@@@@@@@@

 

„Na wsi”

 

nie zrani mnie tu słowo

telefon nie rozerwie myśli

na pół nawet twoja nieobecność

nie ukąsi w tężejącej

suicie pasiek

 

cukrowa wata obłoków

zieleń sprzyjająca czas

lśniąca nagość liści

pną się po stopniach

ciszy łaskotanej

piórkiem wyjętym

z kieszeni serca

skrajem majowej łąki

prowadzą mnie światło

i zapach chleba

 

))))))))))))))

 

„Krzysztof Klenczon. Wróćmy na jeziora”

 

Jezioro przysłonięty nocą abażur

zasypia w kosmicznej muzyce szmerów

nieobecność ludzkich głosów spłowiała

szuwary wspomnień prowadzą mnie w miejsce

z którego wybiegał niegdyś nieśmiały

płowowłosy chłopiec i chrzęst żwirowej

alei kamyki pod stopą żurawie gdzieś ponad

stacjami krzyżowej drogi nieba

zamieniał pod powieką w powracające

światełka legendy

 

Pozostaje mi jeszcze przedstawić wiersze z przedostatniego tomu wierszy Kazia „Chłopiec Jeziorny” oraz ostatniego „Cień Andromedy”. Jednak tą ucztę dla ducha odkryję w grudniu, kiedy to Pan Kaziu obiecał mi wywiad. Porozmawiamy o życiu, powspominamy i spróbujemy stworzyć wspólną definicję Poezji. Jestem też ciekawa ostatniego przedsięwzięcia Pana Kazia, mianowicie słuchowiska radiowego. Jako słuchaczka i ogromna fanka tej formy sztuki. Może Kaziu uchyli rąbka tajemnicy?



Wszystkie zamieszczone w felietonie wiersze są autorstwa Kazimierza Rinka, które stanowią zaledwie cząsteczkę Jego dorobku.

 

 



O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi