Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
czwartek, 02 lutego 2017

 

 

 

 

Kochani!

Jako, że chętnych do dyskusji na temat e-booka Urszuli Smoktunowicz nie było wielu, bo aż dwóch,

a są to:

Gosia, która najaktywniej komentowała trzy pierwsze fragmenty powieści  

i magi 18, która udzieliła swoich spostrzeżeń w ostatnim fragmencie.


 

Dziękuję dziewczyny, że wyraziłyście swoje chęci. Z przyjemnością podeślę Wam nagrodę :) 


 

Serdecznie gratuluję zwyciężczyniom :)

 

Czekam na kontakt od Was, na e-maila (stokrotka954@wp.pl), bym mogła podesłać Wam nagrodę :)

 


 

 

 

 

Kochani!

Jakiś czas temu pojawiła się u mnie informacja o tym, że jestem jednym z kilkudziesięciu Partnerów wspaniałej akcji, której celem jest stworzenie Książki charytatywnej dla dzieci. Dzisiaj, mam przyjemność ogłosić listę tekstów i nazwiska autorów, których utwory znajdą się w niej :) W tym gronie znajdziecie nazwisko autorki, która już kilka razy znalazła się u mnie na blogu ze swoimi pięknymi utworami :) Ciekawe, czy wiecie, która to? ;)

 

 

 

 

Zgodnie z obietnicą publikujemy listę bajek, opowiadań i wierszy, które zostały wybrane do Książki charytatywnej dla dzieci       . Przy tytule oczywiście autor/autorka. Jak widać nie będzie to mała książeczka.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za przesłane propozycje . Autorom i autorkom wyróżnionych utworów gratulujemy, a pozostałym osobom życzymy dalszej weny twórczej bo nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie .

Przypominamy, że swoje propozycje przesłało 165 osób, a tekstów było ponad 300. Tak więc wybór był naprawdę trudny.

Przy czytaniu i ocenie pomagało 20 osób dorosłych, w tym psycholog dziecięcy i dodatkowo kilkoro dzieci 

Bardzo wszystkim dziękujemy za tę ogromną pomoc   .

Szczególne podziękowania kierujemy do Małgorzaty Piotrowskiej 

Bajki i opowiadania:

Bajęda – Agnieszka Niedźwiedzka
Bajka o piesku i marzeniach – Marcin Stępień
Gostek-Kostek – Paweł Maj
Jak księżniczka Nuda przestała się nudzić – Łukasz Bernady
Kamyczek – Edyta Bąk-Buczak
Niezwykła przyjaźń Karola – Hanna Krugiełka
O dziewczynce, której czegoś bardzo brakowało – Dominika Bartmann
O robaczku, który patrzył na gwiazdy – Aneta Kocbuch
O Smoku Onufrym – Katarzyna Wardecka
O tym jak Wiosna królować nie chciała – Elżbieta Stępień
Ojoj. Jednak nie da się ignorować uczuć! – Aneta Ryfczyńska
Opowieść o małym misiu i pakcie o odwadze – Ola Gralik
Przygody Oziego – Jabłoneczka-Kiełbaseczka – Dominik Marinković
Robalita chce tańczyć – Agnieszka Gadzińska
Rower dla wszystkich – Agnieszka Lis
Słonik Sami – Judyta Łącka
Szop Pracz – Karin Lesiak
Usypianka – Marta Szymanek
Wrażliwa pewność siebie – Joanna Berendt i Magdalena Sendor
Wygrany mecz – Tomasz Pohl
Wymarzony tata – Agnieszka Gadzińska

 

Wiersze:

Dziecięce marzenie – Iwona Tys
Gwiezdne marzenia – Anna Kopaczewska
Kim będę – Kamila Zagórowska
Moja kumpelka – Elżbieta Czajka
Niezwykłe zoo – Barbara Szelągowska
O chłopczyku i nudzie – Beata Jaczewska
Papugi – Emilia Moniuszko-Kwiecińska
Tacy sami – Izabela Michta
U fryzjera – Beata Małgorzata Moniuszko
Uwierz w siebie – Agnieszka Błachnio

Jeszcze raz gratulujemy!

 

 

 

 

 

 

I jeszcze zaproszenie na spotkanie promujące Książkę charytatywną dla dzieci :)

Wydawnictwo Sofijka, Rodzinni Odkrywcy i Biblioteka Publiczna w Grodzisku Mazowieckim zapraszają w sobotę 4 lutego, w godzinach 16:00-18:00 na  spotkanie promujące Książkę charytatywną dla dzieci, współtworzoną przez 100 osób!!!

Zapraszamy całe rodziny.

W czasie spotkania:

– opowiemy o idei powstania Książka charytatywna dla dzieci – przygotowanie i wydanie,

– przedstawimy bohaterów książki ,

– poczytamy bajki i opowiadania,

– poprowadzimy warsztat bajkoterapii dla dorosłych,

– poprowadzimy kreatywny warsztat dla dzieci.

Termin: 4 lutego (sobota)

Godziny spotkania: 16:00-18:00

Miejsce i adres: Biblioteka Publiczna Gminy Grodzisk Mazowiecki, ulica Spółdzielcza 9 (Biblioteka mieści się na II piętrze w Centrum Kultury)

Wstęp wolny!

Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1205367356205887/

Spotkanie prowadzą:

Monika Jędrzejewska-Wiergiles

Założycielka Wydawnictwa Sofijka, trener biznesu i rozwoju osobistego, przedsiębiorca społeczny.

Katarzyna Malinowska

Pedagog, socjoterapeuta, mediator rodzinny. Założycielka Rodzinni Odkrywcy. Prywatnie mama Marty, Marysi i Magdy.

Anna Kaszubska

Pisarka, pedagog, animatorka i mama trzech córek. Stworzyła i wydała publikacje dla dzieci – teksty piosenek,

zbiory „Bajkoterapia”, „Bajkowa Mozaika”, „Bajki pełne

miłości” oraz „Muzykę świata ”, a także publikację „186 szwów.

Z Czeczenii do Polski. Droga matki”.

Współpracuje z największymi wydawnictwami w Polsce: Anna Kaszubska

Paweł Maj

Zadebiutował w 2015 roku książką pt. „Przygody niezwykłych bohaterów czyli bajki terapeutyczne dla dzieci”, która zdobyła bardzo wiele pozytywnych recenzji: Przygody Niezwykłych Bohaterów

Autor dołączył w 2015 roku do I edycji akcji Czytam Polskie, a także uczestniczył w wielu spotkaniach literackich z dziećmi i młodzieżą m.in. w ramach XXIII Pomorskiej Wiosny Literackiej.

W czasie spotkania będzie możliwość kupienia cegiełek i książek dla dzieci.

Zapraszamy!

___________________________________________________

O projekcie:

Celem akcji Książka charytatywna dla dzieci – przygotowanie i wydanie, organizowanej przez Wydawnictwo Sofijka jest wydanie zilustrowanej książki dla dzieci ze szpitali, domów dziecka i innych placówek opiekuńczych.

 


Książka będzie pełna budujących historii, przygód, pokonywania trudności i dobrych zakończeń oraz wesołych wierszyków by być przy dzieciach w trudnych chwilach i nieść uśmiech, wzmacniać, dawać siłę, wiarę, nadzieję.

Autorami będą osoby piszące zawodowo, jak i hobbystycznie “do szuflady”.

Za nami I etap projektu Książka charytatywna dla dzieci, w którym zaprosiliśmy do współpracy autorów, ilustratorów, redaktorów i korektorów.

Do projektu zgłosiło się:

– 165 autorów,

– 20 ilustratorów,

– 12 osób do pomocy przy redakcji i korekcie.

– 30 Partnerów

Żadna z osób biorących udział w projekcie nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia.  Przed nami przygotowanie książki i zebranie funduszy na portalu crowdfundingowym.  Wydanie książki planowane jest na maj 2017 roku!  Książka będzie dostępna w sprzedaży, a środki ze sprzedaży zostaną przekazane na cele charytatywne.

Zapraszamy!

środa, 01 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Kochani!

Jako jeden z patronów medialnych mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym to będziecie mieli okazję wygrać egzemplarz "Karate Lemur" Agnieszki Kazały. Zadanie konkursowe nie jest trudne. Szczególnie zachęcam dzieci do udziału.

 

 

 

 

 

Napiszcie o swoim sporcie, jaki uprawiacie, jaki lubicie, jaki chcieli byście uprawiać, ale nie macie predyspozycji, albo, o jakim marzycie.

Znając Waszą kreatywność, wierzę, że się na Was nie zawiodę :) Oczywiście, odpowiedzi zostawiacie w komentarzach pod postem. Pamiętajcie, by jakoś się podpisać. Jak zawsze - interpretacja dowolna.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, a kończy 14 lutego o godz. 23:59. 

Ważne, byście śledzili potem wyniki konkursu.


Jednym z warunków jest polubienie profilu autorki:

https://www.facebook.com/Kaza%C5%82ka-437828253015862/?fref=ts

 

Życzę powodzenia! :)

 


Recenzja - KLIK :)


21:45, toksiazki12 , Konkursy :)
Link Komentarze (6) »

 

 

 

 

Wydawnictwo POWERGRAPH

Ilość stron: 255

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://www.sklep.powergraph.pl/produkt/187-amelia-i-kuba-godzina-duchow

 

Niesamowicie ciekawa, pełna przygód, ale przede wszystkim dobrego humoru, przy której uśmiech nie będzie Wam schodzić z twarzy, a chyba też o to w książkach chodzi, by opowiadane przez autora historie nie tylko umiały nas zaintrygować, ale umilić poświęcony im czas. Zabawa przednia. Czytaliśmy razem i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. W dodatku moi synowie mogli utożsamić się z bohaterami, bo zarówno młodszy, jak i starszy wiekiem pasowali do Kuby i Alberta.

 

Akcja książki dzieje się w Warszawie, trochę na jej obrzeżach, bo sam apartamentowiec, który wszyscy nazwali zamkiem był oddalony od krańców miasta zaledwie o kilkaset metrów. Główną bohaterką i narratorem książki jest jedenastoletnia Amelia Domeyko oraz jej dziewięcioletni brat Albert oraz pies Imbir. Apartamentowiec, w którym mieszka rodzina Domeyków jest tylko w części zamieszkany. Co jakiś czas sprowadzają się nowi lokatorzy. Jednym z nich będzie jedenastoletni Kuba i jego sześcioletnia siostra Milena, przez najbliższych nazywana Mi. Na środku podwórka stoi wiekowy dąb, na gałęzi którego rodzeństwo uwielbia przesiadywać i zajmować się tym, co lubi najbardziej. Pasją Amelii jest rysunek. Wszędzie gdzie tylko może zabiera ze sobą swój szkicownik. Albert z kolei ma smykałkę do tworzenia niebanalnych konstrukcji z części od produktów, które zazwyczaj ma pod ręką. Takim wymyślnym urządzeniem, towarzyszącym chłopcu niemal zawsze jest Uniwersalny Przyrząd Badawczy. Albert ma zespół Aspergera. Jest najzupełniej tego świadomy, nawet nie ukrywa tego faktu przed innymi, wykazując się nie tylko zdolnościami do konstruowania, ale też typowych dla cierpiących na ten rodzaj choroby cech: trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi, uporządkowane otoczenie, niezwykle precyzyjna punktualność, rzadkie jak na dziewięciolatka słownictwo.

 

 

 

Od początku znajomość Amelii z Kubą nie będzie należała do łatwych. Amelia zła sama na siebie, że w obecności nowego kolegi zachowuje się zupełnie niezrozumiale, w dodatku za każdym razem chciałaby coś powiedzieć mądrego czy sensownego, ale łapie ją taka trema, że koniec końców nie mówi nic, albo rzuca głupimi odpowiedziami. Z czasem, będzie trochę lepiej. Ale... z czasem. Jedno jest pewne, znajomość tych czworga nabierze innego wymiaru, a wszystko za sprawą pojawiających się systematycznie, o tej samej godzinie duchów. Ciekawość dzieci weźmie jednak górę i rozpoczną się przygody na szlaku do Dziwnego Domu, w którym to szalony profesor, wraz ze swym wnuczkiem Emilem prowadzi równie dziwne badania naukowe. W finałowej scenie dziać się będą dziwy nad dziwami, o niebotycznych rozmiarach.

 

 

Obok przygód czwórki przyjaciół, obserwujemy życie mieszkańców apartamentowca. Bardzo Ważnego Dyrektora, któremu nie podoba się piaskownica dla dzieci na podwórzu, bo ewidentnie przeszkadza mu w parkowaniu swej limuzyny. Starszej i lekko zdziwaczałej pani Kożuszek, której przeszkadza niemal wszystko, łącznie z wyprowadzanymi psami. Celebrytki, która poza swoją urodą i wdziękiem nie widzi niczego i nikogo, i której przeszkadzają nawet dzieci. Oraz sympatycznego pana Zenka, który pełni funkcję gospodarza, odpowiedzialnego za porządek w i wokół apartamentowca.

 

Rafał Kosik stworzył nie tylko wyraziste postaci, z którymi młodszym czytelnikom bardzo łatwo się z nimi utożsamić, ale też przypisał im pewne role. W tej książce nie ma przypadków. Tutaj jeden element jest ściśle powiązany z drugim. Są wątki detektywistyczne, przygodowe, fantastyczne, a nawet naukowe. Fabuła zaciekawia już od pierwszych wersów. Każdy rozdział posiada krótką zapowiedź tego, co będzie się działo. Brak standardowych ilustracji pozwala na użycie przez czytelników wyobraźni nawet z jej zakamarków. Język powieści jest typowy dla dzisiejszych dzieci i młodzieży, a jeśli pojawia się kilka trudniejszych, nieznanych słów, ich wytłumaczenie jest w przypisach na dole danej strony.

 

Na uwagę zasługują na pewno przedstawione na pierwszej stronie ilustracje i zdjęcia wszystkich ważnych elementów, przedmiotów, które pojawiają się w książce.

 


 

„Amelia i Kuba. Godzina duchów” Rafała Kosika to znakomita książka, przy której wytchnienie i relaks znajdzie każdy, nawet dorosły. Autor wykazał się niezwykle lekkim piórem wplatając różne wątki, które tylko urozmaicają opowiadaną przez niego historię. To precyzyjne i wyraziste postaci, irracjonalne zjawiska, ciekawość bohaterów, fantastyczne elementy. To opowieść z zupełnie zaskakującym zakończeniem, miła, sympatyczna, poprawiająca humor.



Jako ciekawostkę, zdradzę Wam, że jest książka podobna do tej „Kuba i Amelia. Godzina duchów” lecz pisana z perspektywy Kuby. Przyznam, że to interesujący i odważny zabieg autora. Jestem tej książki równie ciekawa, nie wspominając już o moich synach, którzy już po tej lekturze wykazali chęć zbudowania podobnego urządzenia do tego, jakie posiadał Albert.


Pozycję polecamy!

 

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 

wtorek, 31 stycznia 2017

 

 



Wydawnictwo Komograf

Ilość stron: 123

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://literacka.pkp-jazda.pl/szlak.html

 

Epistolografia, to sztuka pisania listów odręcznie. Dzisiaj wyparta przez elektroniczne e-maile, sms-y, czy inne tego typu messengery. I faktycznie patrząc przez pryzmat współczesnych, ogólnodostępnych środków przekazu, doręczycielskich, czy form pisania wiadomości, listy odręczne zaczną stawać się powoli sztuką.

 

Co mnie najbardziej zachwyciło w tej publikacji, to niewymuszony ton, poufałość, bliskie relacje z adresatami. Autor, Piotr Goszczycki znany ze swej wyjątkowej i nietypowej pasji, jaką jest podróżowanie koleją, za obszar swoich podróży wybiera nasz kraj, nasze rodzime tereny, często docierając nie do słynnych, czy znanych zakątków. On odkrywa tereny, o których nie wszyscy nawet słyszeli.

 

Cel Jego ostatniej podróży zamyka się w tytułowej książce, opisującej przepiękne obiekty architektury sakralnej, z bogatą historią ściśle związaną z historią Polski, naszej narodowości. Taką właśnie krainą historyczną jest Wielkopolska. Podróż pociągami ma swoje uroki i wady, które raczej odnoszą się do komfortu korzystających z tego typu środka transportu. Uroki odbiera się różnie. To nie tylko możliwość poznania kogoś, przeprowadzenia ciekawej konwersacji, ale też obserwacji różnych obrazów, zarówno tych zmieniających się za oknem, niczym klatka po klatce kadrów krajobrazu oraz podpatrywania życia współpodróżnych.

„Zapytasz mnie, czym jest pamięć w podróży? Każdy napotkany człowiek jest niezwykle cennym drogowskazem. Pamięć to godne naśladowanie heroiczności niezwykłych ludzi.”

 

 

 

 

Publikacja pojawiła się na rynku w związku z przypadającą w minionym roku kalendarzowym 1050 rocznicą Chrztu Polski, które to miało miejsce właśnie na terenach Wielkopolski. Konin, Poznań, Wolsztyn, Rakoniewice, Szreniawa, Wągrowiec, Gniezno, to tylko niektóre punkty tej niesamowitej podróży, miasta większe, mniejsze, ale każde wyjątkowe i myślę symboliczne. To miejsca, w których Goszczycki się zatrzymał i nad każdym z nich pochylił, przyjrzał od innej strony. Nie dziwi więc również klimatyczna okładka z jednorożcem na froncie, wszak to chrześcijański symbol czystości i niewinności. Zresztą, miejsca, do których zajrzał autor, to są nie tylko te z map szlaków turystycznych, to ważne dla niego, związane z wiarą i religijnością kościoły, katedry. Spisane w formie luźnych myśli, zachęcające jednocześnie do ich odwiedzania innych. To także muzea, pałace, skansen, czy domki podcieniowe.

 

Adresatami listów Piotra są Jego bliscy znajomi, przyjaciele. Padają określenia i zwroty: Przyjacielu, Podróżniku, Odkrywco, Szanowna/ny, Droga/gi, Niedzielny obserwatorze rzeczy zwykłych, czy też po prostu po imieniu. Są opisy niezwykłych miejsc, zadumy w kościołach, zresztą autor nie ukrywa, jak ważna w Jego życiu jest wiara, nie wstydzi się tego. Pisze o istocie historycznych wydarzeń danego miejsca, o religii, o cudach architektury, często kierując swe myśli na wartości współcześnie żyjących ludzi zabieganych, odwracających głowę od tego, co w życiu ważne i najważniejsze, odwracających się od zwykłego człowieka, zapominając, że przecież wokół naszego życia jest jeszcze rzeczywistość często inna od tej, którą widzimy na szklanych ekranach. Padają słuszne i głębokie określenia, spostrzeżenia, a wszystko to zamknięte na kilkuset zaledwie stronicach tej ważnej książki. Dlaczego ważnej? Bo dotyka kwestii istotnych, wartości nadrzędnych, odpowiada na różne pytania, bo nieujednolica, ogląda człowieka z każdej strony. I wreszcie, przypomina czym jest rozmowa.

 

Pojawia się w tej książce kilkadziesiąt głosów, podsumowań, światopoglądów. W jednym z listów, autorstwa Dominika Górnego pada relewantny opis dotyczący poezji i poetów:

„Dla mnie poetą jest także ten, kto nie pisze wierszy, prozy... Ale taki ktoś, kto nadaje swemu istnieniu tytuł i marzy o pięknej puencie – niekoniecznie łatwej i imponującej, lecz prawdziwej. W życiu jak w pisaniu wiersza – dobrze być konsekwentnym, trzeba być sobą, żeby nie pomylili ciebie z innym „autorem”. Jeśli taki starasz się być (pisanie to dojrzewanie do siebie samego, mierzenie się z tym, kogo w gruncie rzeczy znamy najmniej – z sobą), to nie musisz pytać się o prawdę, wiarę i inne dowody na istnienie wartości. One po prostu będą! Pojawią się naturalnie, jak wędrowiec, który był tu przed nami i myślał tak jak i my, że jesteśmy tutaj jedyni i pierwsi. Na swój sposób tak, bo każdy tworzy ważną część historii. Nawet... a może w szczególności poeci...”

 

„Listy z Wielkopolski” Piotra Goszczyckiego to sięganie do pamięci w najgłębsze jej rewiry, by przywołać obrazy odległe, a jednocześnie zachęca innych do odwiedzenia miejsc szczególnie dla nas ważnych i cennych. To pozycja wyjątkowa ze względu na formę i merytorykę. Wreszcie, mówiąca o człowieku, traktująca ze wszech miar. Współczesność oferuje dużo nowości i ciekawostek, ale listy pozostaną jedną z najlepszych form komunikacji międzyludzkiej.

 

 

Polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję autorowi, Piotrowi Goszczyckiemu.

 

21:30, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

Zaskakująca i wywrotowa książka o tym, że błędy to zwiastuny sukcesu – już 1 marca Ale wtopa! Erika Kesselsa w księgarniach!

 

 

 

 

 

 

Wydawnictwo Insignis Media przygotowało dla swoich czytelników tytuł, który uzupełni miejsce na półce obok poradników Paula Ardena – to jego bestsellerowe Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie oraz Nieważne, jak dobry jesteś, ważne, jak dobry chcesz być wniosło powiew świeżości do świata nudnych porad, jak zyskać pewność siebie i podejmować wyzwania zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. W połowie lutego do księgarń trafi Ale wtopa!, poradnik Erika Kesselsa, niekwestionowanego guru w świecie reklamy, choć określić go tym mianem to zdecydowanie zbyt mało – Kessels to dyrektor kreatywny międzynarodowej agencji reklamowej, ale i prawdziwy artysta, kurator, kolekcjoner, buntownik, istny marketingowy anarchista, projektant i fotograf.

 

Powiedzmy sobie szczerze – wszyscy ponosimy porażki. Być może nie są to monstrualne klęski, ale bez wątpienia każdemu z nas zdarza się coś schrzanić.

Przyjęło się uważać, że porażka nigdy nie jest dobra, niezależnie od tego, czy chodzi o drobną wpadkę, czy o kompletną katastrofę. Jeśli coś nie wyszło, ktoś ma kłopoty.

A gdyby tak spojrzeć na błędy prowadzące do porażki jak na zwiastuny sukcesu?

Ta książka jest o odwadze ich popełniania. O tym, jak inspirować się porażkami, zamiast się nimi frustrować. I że poszukując oryginalności, warto ponieść cenę upokorzenia.

Tak radykalna zmiana punktu widzenia może zaowocować czymś nieoczekiwanym. Jej konsekwencje zadziwią ciebie i wszystkich wokół – autentycznej oryginalności nie da się bowiem przewidzieć! I niezależnie od efektów, pod koniec dnia będziesz mógł powiedzieć: udało się… ALE WTOPA!

 


 

 

Erik Kessels jest współzałożycielem i dyrektorem kreatywnym międzynarodowej agencji reklamowej KesselsKramer, znanej z niekonwencjonalnych metod działania. W branży kreatywnej pracuje już od dwudziestu pięciu lat.

Agencja KesselsKramer stworzyła głośne globalne kampanie marketingowe dla tak wymagających klientów jak Diesel, CitizenM, Heineken, Nike, MTV, Hans Brinker Budget Hotel, Greenpeace czy The Standard Hotel. Ma przedstawicielstwa w Amsterdamie, Londynie i Los Angeles.

Wszechstronność Kesselsa sprawia, że jego nazwisko pojawia się w różnych kontekstach. Pisze się o nim jako o kierowniku artystycznym, artyście, kuratorze, kolekcjonerze, buntowniku, marketingowym anarchiście, projektancie i fotografie. Był wielokrotnie nagradzany, a w 2012 roku został ogłoszony najbardziej wpływową osobowością branży kreatywnej w Holandii.

Kessels opublikował kilka albumów z „odnalezionymi” fotografiami (pod marką KesselsKramer Publishing). W 2003 roku „Guardian” napisał o nich: „to istna skarbnica rzeczy absurdalnych i śmiesznych”.

Kesselsa mało interesują wymuskane rzeczy. Skupia się za to na poszukiwaniu dysonansów, banałów i – co dla niego najważniejsze – zakłóceń rytualnej harmonii. „Time”

Jest pełen niesamowitych pomysłów. One z niego wprost emanują, i to z taką intensywnością, że nie mam pojęcia, jak on nad nimi panuje.

Martin Parr, artysta fotograf

 

Kessels to jednostka kreatywna wymykająca się wszelkim kategoriom. Tego pełnego pasji Holendra nieodmiennie intrygują dziwactwa i absurdy codzienności; wie też, jak przemienić je w chwytliwą kampanię reklamową i udaną publikację. „TypoTalks”, Berlin

poniedziałek, 30 stycznia 2017

 

 

 

 

Premiera: 15.02.2017

 

Nominowana do Nagrody Bookera powieść ukazująca prawdziwe oblicze współczesnych Indii.

Pociągiem z Kalkuty podróżuje ekscentryczna dziewczyna z kolorowymi nitkami we włosach oraz złotem i srebrem w uszach. Towarzyszą jej trzy matrony wybierające się w pierwszą w swoim życiu wspólną podróż. W Dżarmuli rozśpiewany herbaciarz Johnny Toppo zabawia swoich klientów, a przewodnik świątynny Badal, zakochany w młodzieńcu Raghu, stacza boje ze stryjem. Współczesne Indie kipią życiem, lecz za każdą z tych radosnych historii kryje się głęboko skrywana tajemnica.

Nomi ma siedem lat, gdy wybucha wojna. Dziewczynka traci swoją rodzinę i trafia do aśramy. Jednak również w miejscu objętym pieczą boga, nic nie jest w stanie ochronić ją przed krzywdzącą ręką człowieka. Teraz, jako dorosła kobieta, wraca do Indii, by zmierzyć się ze swoją przeszłością.

Sny o Jowiszu to poetycka podróż do kraju pełnego egzotycznych zapachów i barw, a zarazem wiarygodny portret indyjskiego społeczeństwa, ukazujący jego mroczne oblicze – pełne osobistych traum, hipokryzji i przemocy.

 

 

Premiera: 15.02.2017

 

Starsza aspirant Agata Górska rozpoczyna prywatne śledztwo w tajemnicy przed przełożonymi, gdy okazuje się, że śmierć jej koleżanki, Leny, nie była przypadkowa. Jedynym tropem jest tajemnicza broszka w kształcie ważki, o której Lena wspomniała podczas ich ostatniego spotkania.

Tymczasem partner Agaty, Sławek Tomczyk, prowadzi dochodzenie w sprawie zabójstwa wyrachowanego dziennikarza – jego zwłoki odnaleziono w redakcji gazety internetowej. Zamordowany nie wahał się sięgać po niemoralne środki w pogoni za sensacją i wywlekał na wierzch brudy mieszkańców Warszawy, więc krąg podejrzanych nieustannie się rozszerza.

Czy sprawa zabójstwa Woźnickiego oraz śmierci Leny są ze sobą powiązane? Jaki sekret skrywa broszka w kształcie ważki?

MAŁGORZATA ROGALA UDOWADNIA ŚWIETNĄ FORMĘ!

 

 

 

 
Data premiery: 2017-02-15

 

Katherine Zoepf, amerykańska dziennikarka, przedstawia muzułmanki z zupełnie innej strony. Pokazuje, że pod burkami i hidżabami kryją się silne i odważne kobiety, którym niestraszny skostniały patriarchat. Autorka wiele lat mieszkała w Syrii i Libanie, gdzie była świadkiem licznych walk o prawa kobiet. Strona po stronie opisuje postępującą emancypację muzułmanek, które dzięki swojemu uporowi i woli walki osiągają upragnioną wolność w życiu i pracy.

 

„Sekretne życie arabskich kobiet” to opowieść o krajach arabskich widzianych oczami kobiet. Ta szczera i ważna książka pozwala lepiej poznać zmieniające się kraje arabskie.

 

Kochani!

Dzisiaj rozstrzygnięcie konkursu, w którym to zadawaliście pytania autorowi "Bajek ze zrozumieniem i konfiturką" Łukaszowi Kosikowi. Książce patronuję medialnie :) Przyznam, że pytania bardzo ciekawe, nietypowe, zaskakujące, nie mniej, najpierw zapraszam do zapoznania się z pytaniami i odpowiedziami od czytelników, potem znajdziecie kilka pytań ode mnie, a zupełnie na końcu wyniki owego konkursu. Wspaniałe pytania, które przerodziły się w piękny i interesujący wywiad. Zapraszam :)



 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Ciołek

Czy pamięta Pan jakąś sytuację, dziwne wydarzenie, które od razu podsunęło Panu scenariusz do stworzenia nowej historii?

Czy próbował Pan kiedykolwiek znaleźć wenę, stosując jakieś metody? (stanie na rękach, zimna kąpiel, spacer nocą) :P

Pierwsze opowiadanie, które zresztą stało się inspiracją do napisania kolejnych, zostało poprzedzone cokolwiek przykrą sytuacją życiową, jaką jest choroba. Na szczęście dla chorującej (mej małżonki) nie było to nic, z kategorii chorób poważnych. Ot, zaziębienie jakich wiele. Niemniej zostałem wtedy właśnie poproszony o napisanie czegoś wesołego. Czy mi się udało? Pozostaje mi wierzyć, że tak. Muszę z żalem przyznać, iż oprócz przytoczonej tu sytuacji podczas pisania kolejnych opowiadań nie wydarzyło się nic, co mogłoby w znacznym stopniu wpłynąć na treść opowiadań. Jeśli zaś chodzi o poszukiwanie weny, to jestem osobą w zupełności wyłączoną na poszukiwanie jej w jakichkolwiek niestandardowych sytuacjach. Zimna kąpiel przyprawiłaby mnie prawdopodobnie o panikę, natomiast stanie na rękach to w moim przypadku ekwilibrystyka nie do osiągnięcia. Moja warsztatowa metodologia, związana z poszukiwaniem weny, jest niestety mocno przyziemna. Potrzebuję ciszy, spokoju i absolutnego skupienia, nie wzmacnianego absolutnie niczym. Czysta głowa i pełna koncentracja. Taki, trochę przynudny warsztacik.

sopotak

Czy posiada Pan swoją MUZĘ, która daje natchnienie do tworzenia oraz ile skonsumował Pan konfitur pisząc tą książkę?

O ile pierwsza część pytania nie sprawia mi żadnego kłopotu, o tyle jego część druga stanowi dla mnie pewne wyzwanie. Moją muzą jest dla mnie od lat moja małżonka. Co do tego nie ma żadnych, nawet odległych wątpliwości. Dzielenie z nią życia jest zaskakujące a zarazem usystematyzowane. Niezwykłe, a zarazem ciepłe i spokojne. Piękne, nawet podczas robienia zakupów. Kolorowe, nawet podczas wspólnego oglądania jakiegoś smutnego filmu. Nie mam zatem żadnych znaków zapytania co do wskazania mej muzy, mógłbym natomiast znaleźć tu dużo pięknych przymiotników. Co do konfitur, to sprawy się nieco komplikują. Czy pod ową kategorię można podłożyć także dżemy, powidła oraz inne, podobne zaprawy? Jeśli nie, to samych konfitur mogło być kilka, jeśli jednak kategorię ową rozszerzyć na wspomniane, to może się okazać, że liczba ta należy do „liczb niewymiernych”.

ki24

Jaką cechę w ludzkim charakterze by pan wyrzucił, gdyby dostał pan taką szansę. Aby świat chodź na jeden dzień był tylko krainą uśmiechniętych ludzi?

Chciwość. Bez wątpienia chciwość. Uważam, iż to właśnie ta nędzna cecha wepchnęła ludzkość w niejeden kryzys cywilizacyjny. Mało tego, to właśnie chciwość odpowiada za wojny, konflikty i całe zło, które rozprzestrzenia się za jej magicznym dotykiem, na całą, naszą planetę. Historia chciwości to historia głupoty i żądzy rzeczy kompletnie niepotrzebnych. To chciwość sprawia, iż potrzebujemy trzech domów, pięciu samochodów i dwóch jachtów. A jak już je wszystkie mamy, to ta sama chciwość podszeptuje nam, że to stanowczo za mało. Sąsiad wszak ma już szósty samochód. I teraz co?

magnez2003

Co wybrałby Pan mając do dyspozycji gotową książkę lub kartkę i długopis, lub telewizor wiedząc, że jest Pan jedynym człowiekiem na Ziemi?

Wybierając książkę okazałbym się osobnikiem samolubnym, ponieważ rozrywka płynąca z obcowaniem z nią, byłaby przeznaczona wyłącznie dla mnie. Gdybym jednak wybrał kartkę i długopis okazałbym się niepoprawnym marzycielem, który żyje cichą nadzieją, iż to co napisze, gdzieś w odległych galaktykach, ktoś jednak przeczyta. Telewizor mógłbym wybrać wyłącznie za karę. Nie korzystam z tej formy rozrywki świadomie już od ponad 10 lat. Wstawienie mi na bezludną wyspę telewizora byłoby wprost nieludzkie. Cóż, chyba jednak najbliżej mi do marzyciela. Ostatecznie bez marzeń da się jakoś żyć, ale co to za życie. Zwłaszcza na bezludnej wyspie.

 

 


dafne27

Czym kierował się Pan, prosząc o zadawanie Panu pytań ? Jakie pytanie ma szansę wygrać?

Czym się kierowałem prosząc o zadawanie pytań? Wyłącznie nieznośną, wszechobecną i wręcz chorobliwą ciekawością świata. Do dziś, podobnie zresztą jak Muchwiaternik, bohater moich opowiadań zadaję sobie jedno pytanie „czy istnieje pytanie, na które nie ma odpowiedzi?” Gdyby padło właśnie takie, z pewnością zostałoby przeze mnie w jakiś sposób wyróżnione. Człowiek, który nie zadaje pytań nie napisze nic ciekawego. Ani bajek dla dzieci, ani filozoficznego traktatu.

justyna1986

Czy pisząc pije Pan coś, jeśli tak, to co to najczęściej jest?

Czym Pan najczęściej pisze, jaki ma kształt i kolor?

Szanowna Pani Justyno, zapytanie czy podczas pisania coś piję, konotuje w jednym tylko kierunku.  Opary niektórych napojów, uznawane są bowiem jako bezwzględnie inspirujące. U mnie jednak oparów takich brak. Kiedy się jakiekolwiek pojawiają, niezdolny jestem do przekazania światu najmarniejszej choć frazy. Chyba, że jednak źle odczytałem Pani pytanie i chodziło Pani o to, czy podczas pisania popijam na przykład miętową herbatkę? Niestety, również nie. Czym natomiast piszę najczęściej? Wygląda na to, że palcem, lub dokładniej palcami. Palcami przyciskając kolejne klawisze na komputerowej klawiaturze. Niestety tradycyjny sposób zapisywania myśli, dokonywany przy użyciu ołówka czy długopisu, doprowadziłby mnie do rozpaczy, gdyż wstawiając do tekstu dziesiątki, jeśli nie setki poprawek nie byłbym w stanie odczytać jego pierwotnej wersji.

Iwona Banach

Czy sądzi pan, że te bajki byłyby ciekawe/pomocne/odkrywcze dla dziecka z autyzmem? Jeżeli nie, to czy myśli pan o napisaniu takich? W sumie dla "zwykłych" dzieci są tysiące bajek... Ktoś mógłby pomyśleć o tych, dla których bajek nie ma :)

Pani Iwono, nie czuję się specjalistą w materii autyzmu dziecięcego, jednak mam nadzieję, że można w mych bajkach znaleźć dużo spokoju, ładu i harmonii, które mogłyby stanowić jakieś odniesienie do zbudowania zajęć dla dzieci autystycznych lub rozbudzenia ich ciekawości? Z drugiej strony myślę sobie, że wyobraźnia jaką obdarzone są takie dzieci z pewnością pozwoliłaby zobaczyć w tych bajkach o wiele więcej niż nam, dorosłym, się wydaje. Szczerze powiedziawszy nigdy nie myślałem o tym, aby napisać książkę dla jakiejś konkretnej grupy odbiorców. Żyję natomiast cichą nadzieją, iż bajki mego autorstwa mogą być inspirujące, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Mogę na koniec dodać, iż nakładem Wydawnictwa Inne ukazała się książka zatytułowana „Kubuś z pętelką”. Jest to zbiór opowiadań przeznaczonych do pracy również z dziećmi autystycznymi. Ilustracje do tej książki wykonały dzieci z wejherowskiego stowarzyszenia na rzecz osób z autyzmem.

ddg

Jestem właścicielem wehikułu czasu. Dzięki maszynie przeniosę Pana, tam gdzie zamarzy. W jakie czasy chciałby Pan się przenieść?

Szanowny właścicielu wehikułu czasu. Nie poproszę o zbyt wiele. Żadne tam wielkie podróże. Może jedynie mała korekta czasowa. Jeśli to możliwe, proszę o przeniesienie mnie o kilkanaście lat przed moimi urodzinami. No niech będzie to rok 1967. Miejsce – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dlaczego wtedy i dlaczego tam? Otóż całe lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku to arena wielkich przewartościowań kulturowych, zwłaszcza w Ameryce. Po wojennych mrokach kraj ten prze w kierunku rozwoju i dobrobytu budując fundamenty „korporacyjnego kapitalizmu”. Z drugiej strony tam właśnie narodzi się największa kontrkultura młodzieżowa na świecie. Wybuchnie ona wszystkimi kolorami tęczy, by za chwilę rozpuścić we wszechogarniającym świecie pieniądza. Nic to jednak. Zdąży jeszcze zaśpiewać Dylan, Hendrix, Morrison a potem jeszcze Lennon. Być tam wtedy, to jak znaleźć się na innej planecie, a przecież to nie było wcale tak dawno temu. Krótko mówiąc, tam poproszę.

Jaka nierozwiązana zagadka Pana nurtuje?

Co było jak mnie nie było, i co będzie jak mnie nie będzie?

 

Pytania od Recenzji Agi

Panie Łukaszu, nie sposób nie zadać pytania, skąd wziął się pomysł na właśnie taki a nie inny tytuł książki? Skąd w ogóle pomysł na książkę? Z tego co wiem, to Pana debiut.

To prawda Bajki ze zrozumieniem i konfiturką to mój debiut. Pomysł na książkę zrodził się spontanicznie, a tytuł miał dodatkowo zwracać uwagę na aspekt dydaktyczny. Czytanie ze zrozumieniem jest dziś cenną umiejętnością, na którą zwraca uwagę wielu pedagogów. Chciałem, aby tytuł odnosił się zarówno do rzeczy ważnej, jak i przyjemnej, stąd oprócz „zrozumienia” również „konfiturka”.

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Bohaterami swoich opowieści uczynił Pan niezwykłych mieszkańców lasu, o dźwięcznie brzmiących imionach, trochę podobnych do owadów, które znamy. Jak to się stało, że właśnie Komaromiodnik, Muchwiaternik, Gęstobrzuszek itd.? To imiona, które są dosyć charakterystyczne, łatwo zapadają nam w pamięć, czy to właśnie o to chodziło?

Zawsze podobały mi się zabawy słowne i często jako małe dziecko sam tworzyłem nowe wyrazy lub przekształcałem już istniejące. Podobnie też jak wielu moich rówieśników z czasów przedszkolnych, miałem swoich wymyślonych przyjaciół. Potrafiłem opowiadać o nich godzinami. Komaromiodnik czy Muchwiaternik to troszkę wspomnienie tych właśnie zabaw słowem.

 

Książka „się pisała”, dojrzewała, składała się. Jak wyglądał Pana warsztat pisarski podczas realizacji tej książeczki?

Bajki pisały się bardzo długo. Mam wrażenie, że zbyt długo. Cóż, gdybym dziś mógł wpłynąć na czas ich powstania, z pewnością byłby krótszy. Faktem jest, że tekst bajek był przeze mnie wiele razy poprawiany. Wiele rzeczy uległo zmianie. Zawsze staram się, aby ostateczny kształt całości był na zadowalającym dla czytelnika poziomie. Kwestia korekty również okazała się bardzo czasochłonna. Pani Urszula Ferworn, nasza korektorka, spędziła wiele dni poprawiając każdy najdrobniejszy szczegół. Wiele drobiazgów konsultowaliśmy wspólnie. Jestem jej ogromnie wdzięczny, ponieważ wiem, ile nakładu pracy potrzebne jest aby taki tekst doprowadzić do ładu.

 

Każda opowieść kończy się pięknym morałem. Ale to jest tak, że Pan nie kończy ich pouczaniem typowym przy nauce, że nie wskazuje Pan typowych rozwiązań, tylko każdą kończy mądrym wywodem, takim podsumowaniem – spostrzeżeniem z boku. Trudno było w trakcie pisania zakończyć właśnie tak, a nie inaczej? Nie korciło Pana, by napisać „tak się nie robi, bo...”?

Nie, absolutnie nie. Nad zakończeniami każdego rozdziału pracowałem najdłużej właśnie dlatego, żeby pozostawić niektóre rzeczy niedopowiedziane, albo po prostu aby morał ukryty był między słowami. Nie chciałem dosłowności. Myślę, że takie moralizatorstwo mogłoby wpłynąć negatywnie na całą książkę. Świat Dolinki Kotlinki to świat nas samych, często niedoskonałych i tą niedoskonałość chciałem w tekście zachować. Bez moralizatorstwa i pouczania, za to z co nieco ukrytym morałem. 

Odbył już Pan spotkanie autorskie z dziećmi i swoją książką. O co najczęściej pytają mali czytelnicy? Jak w ogóle przebiega takie spotkanie? Czy dzieci jakoś żywiej reagują niż dorośli na czytane fragmenty?

Zdecydowanie dzieci reagują śmielej. Nie boją się pytać. Trudno jest mi natomiast wskazać o co najczęściej. Spotkanie z moją książką proponuję w połączeniu z warsztatami rozwijającymi wyobraźnię. Po przeczytaniu kilku fragmentów, zachęcam dzieci, aby spróbowały narysować dowolnego bohatera bajek. Może to być Muchwiaternik, Komaromiodnik, Pan Gęstobrzuszek albo Pani Gadaczka Paplaczka. Co ciekawe, Pani Gadaczka wybierana jest najczęściej.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Skąd też pomysł na tak wspaniale oddające klimat książki ilustracje autorstwa Malwiny Mieczkowskiej? One są przepiękne. Jak doszło do Państwa współpracy?

Poszukiwania ilustratora to jeden z najdłuższych etapów powstawania mojej książki. Zależało mi na osobie, która nie tylko świetnie rysuje, ale również będzie potrafiła oddać klimat Dolinki Kotlinki. Sztuką było narysować postacie, które nie mają odpowiedników w naturze. Komaromiodnik? Pan Zygzaczek Drobniaczek? Jak tu narysować takich dziwaków? Z takim wyzwaniem musiał zmierzyć się ilustrator. Przyznam, że zależało mi na osobie, z którą będę mógł spotkać się osobiście a nie tylko wymieniać maile. Pani Malwina zrobiła dokładnie takie ilustracje o jakie mi chodziło. Jestem z nich naprawdę zadowolony. Nieprzypadkowo są one czarno białe i rysowane bez graficznych „efektów specjalnych”. Ja, jako czytelnik, wychowałem się między innymi na bardzo prostych, wręcz minimalistycznych ilustracjach do Kubusia Puchatka. Podobne można znaleźć w moich bajkach. Tej inspiracji nie wstydzę się absolutnie.

 

Jest Pan też zarządzającym Wydawnictwem Inne. Łatwo pogodzić te dwie funkcje? Co tak naprawdę sprawia Panu większą radość?

Niestety nie jest to proste. Z jednej strony proces pisania książki to podróż w krainę wyobraźni. Z drugiej strony niełatwo jest zajmować się finansami lub promocją przebywając wciąż w świecie wyobraźni. Chcąc prowadzić wydawnictwo autorskie trzeba godzić dwa, bardzo odległe od siebie światy. Świat twórczy, oraz świat rachunkowości, faktur, terminów itd. Dla mnie osobiście nie jest to proste. Jeśli zaś chodzi o radość, to z pewnością bliżej mi do satysfakcji jaką odczuwam jako autor książki, choć przyznam, że dobra organizacja spotkania to także miłe doświadczenie.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Jakie pasje Pan posiada, oprócz pisania oczywiście?

W każdy piątek w ramach naszego projektu Salon na Kartuskiej urządzamy w Gdyni spotkanie dla grona przyjaciół. Osobiście wyspecjalizowałem się w wypieku tradycyjnej pizzy. Tworzenie nowych kompozycji pizzowych, to moja mała pasja. Oprócz tego wypiekam też własny chleb. Prowadzę też warsztaty z pieczenia chleba, a także promuję naturalną żywność. Wiele z produktów, które kupujemy w sklepach można robić samodzielnie, podobnie jak uprawiać niektóre warzywa lub zioła. Owszem, potrzeba do tego trochę czasu i determinacji, ale jeśli potraktować to jako pasję, to efekty mogą być zadziwiające. Próbuję też swoich sił w tak wymagającej materii jaką są domowe nalewki. Proszę spróbować zrobić dobrą nalewkę. To jest prawdziwe wyzwanie.

 

Jaką czytuje Pan na co dzień literaturę, po jakich autorów najczęściej sięga?

Chwytam książki bez wstępnej selekcji. Interesuje mnie zarówno beletrystyka, jak i pozycje naukowe. W czytanych przeze mnie tytułach często jest dość duża doza przypadkowości. Czasem znajdę coś ciekawego, a czasem zupełnie nie. Bardzo cenię prozę Wiesława Myśliwskiego. To autor wielkiej kultury słowa i rewelacyjny narrator. Jednak niekwestionowanym mistrzem literatury polskiej jest dla mnie Jerzy Pilch. Jego „fraza” jest dla mnie wyznacznikiem literatury najwyższego poziomu. Pilcha „kupuję” w całości. Jeśli zaś miałbym wymienić moją ulubioną książkę, to będzie to „Mistrz i Małgorzata”. Z tym tekstem nie równa się nic.

Co powie Pan jeszcze o swojej książce czytelnikom bloga?

Zachęcam wszystkich do lektury Bajek ze zrozumieniem i konfiturką, ponieważ ta książka niczego nie udaje, tak jak jej bohaterowie. Mogę też zdradzić, że w przygotowaniu kolejne tomy w których spotkacie mieszkańców Dolinki Kotlinki i Szuwarków Nenufarków.

 

Coś od siebie do czytelników:

Jako że właśnie rozpoczął się nowy rok życzę wszystkim realizacji swoich planów, zmian na lepsze i dużej dawki wartościowego „zaczytania”.

 

W imieniu swoim i uczestników - czytelników, dziękuję za poświęcony czas i rozmowę :)


 

 

 

A teraz, przyszedł czas na ogłoszenie zwycięzcy!

Słowo od autora:

"Dziękuję za wszystkie piękne pytania. Najbardziej zaintrygowało mnie pytanie od czytelnika ddg. Należy ono do gatunku pytań romantycznych oraz marzycielskich. Takie są mi najbliższe." Łukasz Kosik

 

 

 

 

 Serdecznie gratuluję i czekam na adres do wysyłki nagrody w wiadomości prywatnej :)

Dziękuję wszystkim za chęci, ciekawe pytania i zapraszam do zakładki - KONKURSY, gdzie znajdziecie jeszcze kilka, które trwają, a już od jutra startują kolejne! :) 

 

 

 

 

niedziela, 29 stycznia 2017

 

 

 

 

Kochani!

Przyszedł czas na wyniki konkursu z najnowszą powieścią Magdaleny Ludwiczak "Tajemnica błękitnej alkowy", w którym to mieliście opisać jakieś wyjątkowo tajemnicze miejsce, jakie udało Wam się kiedyś znaleźć i z czym się ono wiązało.

Przede wszystkim, dziękuję za udział i Waszą wyjątkową kreatywność! Wybór był niesamowicie trudny. Macie nieprzeciętne talenty, zresztą, poniżej kilka słów od autorki, z którą absolutnie się zgadzam! Jest niespodzianka od autorki, która przyznała dodatkową nagrodę - niespodziankę! :)

"Widać niezwykłe oczytanie wszystkich uczestników, o czym świadczy ich dojrzały i literacki język. Odpowiedzi czytało się z WIELKĄ przyjemnością, jak mikro opowiadania. Wielu mogłoby zacząć pisać dłuższe formy:)

I tak: książkę wygrywa : maz.asia (za łóżko) oraz nieidentyczna (za Antykwariat).

Dodatkowo malutką nagrodę w postaci zakładek i długopisów chciałabym wysłać

do marzycielki ( za sad).

Te trzy opowiadanka bardzo, ale to bardzo identyfikują się ze mną. Nawet nie wiecie jak bardzo!!! Dlatego bardzo się cieszę:) Gratuluje i życzę miłej lektury. Będzie mi miło na moim FP Magdalena Ludwiczak pisarz przeczytać Wasze opinie na temat Tajemnicy Błękitnej Alkowy- zamieszczajcie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuje wszystkim."

Magdalena Ludwiczak

 

Serdecznie gratuluję zwyciężczyniom! Czekam w wiadomości prywatnej na Wasze adresy

do wysyłki nagrody :)

Jeszcze raz dziękuję za liczny i kreatywny udział :)

 

 

 

 

 

Zachęcam do udziału w innych konkursach, które jeszcze trwają, i które znajdziecie w zakładce KONKURSY :) 

sobota, 28 stycznia 2017

 

 



 

Wydawnictwo SIGNO

Ilość stron: 55

Rok wydania: 2015

 

Jeśli ktoś z Was myśli, że termin „monodram” brzmi złowrogo, jest w błędzie. Nie należy się tego gatunku bać. Z utworami dramatycznymi jest tak, że pierwsze co się z nimi kojarzy, to klasyka gatunku, której rozkwit przypada na epokę romantyzmu, cóż za paradoks! Romantyzm i dramat! Jak to w życiu, które przepełnione jest paradoksami. Niemniej jednak książka, o której dzisiaj chcę Wam opowiedzieć posiada wszystkie najlepsze cechy gatunkowe, napisana jest lekkim piórem, z dystansem, a tak sugestywnie wpływająca na czytelników.

 

Poznajemy w niej główną bohaterkę, jaką jest Karina, kobieta w średnim wieku, zadbana, ładna, ale niezwykle samotna i jak się okaże – naiwna? Znak zapytania postawiłam celowo. Po lekturze książki sami udzielicie sobie na nie odpowiedzi. Karina swoją historię opowiada na pustyni Wadi Rum. W tych nieco nietypowych lecz romantycznych warunkach przyrody, na tle wynurzającego się słońca, przytacza swoje wspomnienia i wywody związane z miłością, a konkretnie ze stanem zakochania i osobie Maurycego, które przydarzyły się jej niedawno.

 

 

 

Karina zaczyna swój monolog od rozterki. Twierdzi, że znalazła się na rozdrożu i czuje się bezradna. Podczas ostatniego wyjazdu z przyjaciółką, w jednym z górskich kurortów poznaje szarmanckiego, przystojnego Maurycego. Mężczyzna przyspiesza bicie serca wielu kobiet i nic dziwnego, że Karinie również. Kobieta snuje fantazje, co by było, gdyby owy tajemniczy pan nagle zainteresował się jej osobą. Kiedy wreszcie mężczyzna jako pierwszy ją zagaduje, Karina zachowuje należyty dystans i nieśmiałość. Maurycy wszak wykazuje się niezwykłym wyczuciem i taktem. Na mężczyznę zwraca również uwagę jej przyjaciółka Gośka. Karina dnie spędza w pensjonacie, w którym się zatrzymały, wymawiając się nieumiejętnością szusowania po ośnieżanych stokach, Gosia korzysta ze wszystkich uroków. Kiedy Maurycy wykazuje zainteresowanie Kariną, kobieta nie czuje się już tak samotnie. To będzie czas spacerów i poznawania okolicy w swoim towarzystwie. Karina jest Maurycym oczarowana, a jednocześnie ma wyrzuty wobec Gosi, że nie poświęca jej tyle uwagi. Gdy przyjaciółka nie wraca wieczorem do pokoju na odpoczynek, tylko dopiero nad ranem w dobrym humorze, tłumaczy się spędzeniem upojnej nocy w ramionach Maurycego i łóżkowych figlach, o jakich nikomu się nie śniło. Między przyjaciółkami dochodzi do kłótni. Po powrocie do domu, Maurycy kilka razy telefonuje, kilka razy przyjeżdża i zostaje na noc. Karina zakochuje się. Miłość przesłania jej prawdziwe intencje mężczyzny. Ale... czy na pewno? Miłość wszak jest pięknym uczuciem, wzniosłym, potrafi wywołać falę nieopisanych i nieokiełznanych emocji, które przez lata samotności piętrzyły się w jej sercu.

 

Autorka pod tym pięknym, trochę tajemniczym i magicznym tytułem ukrywa dosyć popularny ostatnio temat wykorzystywania samotnych kobiet przez młodszych mężczyzn. Karina odkryje prawdę o Maurycym dopiero po jakimś czasie. Mężczyzna kilkukrotnie, niepozornie wspomni o swoich rzekomych kłopotach finansowych, posunie się nawet do kłamstwa o swojej chorobie i przebywaniu w szpitalu. Karina wspomoże go każdą kwotą, zawsze, ale po pewnym czasie, zabawi się w detektywa. Prawda okaże się inna od wersji, jaką przedstawia jej Maurycy.

 

 

 

Mimo tego, co Karina odkryje, nie będzie umiała postawić się mężczyźnie. Sama tłumaczy go przed sobą, jakby nie wierzyła w to, że może pokochać ją ktoś inny. Jaka jest jej miłość? Szczera, zawsze gotowa do poświęceń, otwarta, pełna tytułowych prześwitów, które przebłyskują jej prawdziwy obraz Maurycego i jego intencje. Miłość przysłania jej prawdę, tworzy klimat i urok wobec osoby kochanka, bo tak można określić osobę Maurycego.

 

Autorka wykazała się niezwykłą lekkością pióra, zręcznie manewruje słowem wśród obrazów kobiety, mężczyzny i miłości. Idealnie wybrała temat, jako ten, który pokazuje siłę sugestii i zauroczenia samotnej kobiety na wdzięki młodszego mężczyzny. Co stanie się z tym dwojgiem? Co zdecyduje Karina?

 

 

 

„Prześwity” Elizy Segiet to znakomity tekst gatunkowy. Autorka posiada rozliczne talenty, pasje, zainteresowania i potrafi je znakomicie połączyć w całość. Przyznam szczerze, że to moje drugie spotkanie z monodramem współczesnym. Chciałabym „Prześwity” móc kiedyś obejrzeć na deskach teatru. Jest w tym obrazie bowiem nie tylko siła i uskrzydlająca potęga miłości, ale też wręcz dramatyczna sytuacja głównej bohaterki, która zatracając się w uczuciu, wyraźnie się pogubiła i wewnętrznie nie potrafi oddzielić prawdy od fałszu, maski, jaką przywdział jej kochanek.

 

 

Polecam!


 

 

 "Prześwity" dotarły do mnie wraz z tomikiem "Chmurność",

o którym mieliście okazję przeczytać TUTAJ :)

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję autorce, Elizie Segiet :)

 

 

23:22, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi