Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
środa, 15 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Życie Penny wróciło do normy. Na początku nowego roku szkolnego jest gotowa stawić światu czoła w pojedynkę. Noah skrócił swoje światowe tournée, zapadł się pod ziemię i nikt nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Megan zaprasza Penny do swojej akademii artystycznej, więc nadarza się okazja do zawarcia nowych przyjaźni.

 

 

 

 

Dobrym sposobem na tęsknotę jest pomaganie wszystkim wokół. Elliot potrzebuje swojej najlepszej przyjaciółki bardziej niż kiedykolwiek, a nowo poznana Posey zmaga się z tremą i szuka pomocnej dłoni. Callum, czarujący Szkot z akademii Megan, próbuje rozproszyć smutki Penny. Ale czy uda się jej zapomnieć o Noah, skoro wciąż prześladują ją wspomnienia?

 


wtorek, 14 lutego 2017

 

 



Czyta: Monika Dąbrowska-Jarosz

Czas trwania: 7 godz. 16 min.


Przyjemność ze słuchania audiobooka czerpie się ze znakomicie poprowadzonej narracji, odpowiednich akcentach, podziale głosem na opisy, dialogi – tutaj miałam to wszystko w nienagannej i perfekcyjnej formie. Monika Dąbrowska – Jarosz oddała przepięknie klimat powieści. Słuchało się jej spokojnego, stonowanego głosu z wielką przyjemnością. Odpowiednia intonacja, akcenty, a nawet podział na role. To lubię! W tym tkwi szyk czytanej przez kogoś zupełnie obcego powieści. A ja audiobooki odsłuchuję na spacerach i przykładam do tego ogromną uwagę, bo tego właśnie kiedyś mnie uczono. Lista moich ulubionych lektorów wzbogaca się o nowe nazwisko i już wiem, że nie jest ona całkowicie zamknięta. Aktualnie odsłuchuję kolejnego i do listy tej dojdzie kolejne nazwisko :)

 

Historia opisana przez autorkę na pozór wydaje się zwykłą opowieścią o losach młodej dziewczyny, która stoi na progu dorosłości, pięć lat wcześniej w wyniku wypadku, w którym zginęła jej matka, straciła nieodwracalnie wzrok. Ale to tylko pozory. W powieści tej autorka poprzez swoją główną bohaterkę pokazała zmagania się z codziennością, problemy i troski osób niewidomych, ale też i ich bliskich, często natury osobistej i psychologicznej. Lila ma siedemnaście lat, przygotowuje się do matury. Mieszka ze starszą siostrą Klaudią, ojcem i psem. Codziennie też przychodzi do nich babcia, która przygotowuje posiłki i zajmuje się domem. Dotychczasowy poukładany rytm dzienny, oparty na względnym pokonywaniu barier i przeszkód, burzy Tomek, kolega ze szkoły Klaudii. Notabene chłopak jest nieziemsko przystojny i wzrokiem rozchwytywany przez tabuny dziewcząt. Jednak pierwsze spotkanie z Tomkiem nie będzie wcale dla Lilii przyjemnym. Chłopak zostanie przez nią zgarnięty do szuflady z napisem „dupek”, bo obrazi najlepszego jej przyjaciela, Mikołaja.


 

 

 

Nauczanie domowe ma plusy, ale kiedy w grę wchodzi nauka osoby niewidomej, wymaga to od nauczyciela nie tylko wyczucia, znajomości brajla, ale i umiejętnego przekazania swojej wiedzy. Kiedy fizyk z jakichś powodów nie może dalej uczyć Lilii, z pomocą przyjdzie jej właśnie Tomek. To nie będzie dla dziewczyny takie łatwe i proste, tym bardziej, że chłopak nie zaskarbił sobie u niej żadnych pozytywnych względów. Tomek postara się przełamać wszelką jej niechęć i opory, jakie nawarstwiły się przez cały dotychczasowy czas. Ku zaskoczeniu, chłopak znakomicie odnajdzie się w tej roli. Mało tego, wywoła u niej chęć poznania świata na nowo. Lila zacznie małymi kroczkami przełamywać się w środku, otworzy się na rzeczywistość, poskromi naburmuszony bunt, zacznie żyć pełnymi garściami. Swoje osiemnaste urodziny spędzi w towarzystwie Tomka, nad jeziorem, pływając. Wspólne wycieczki za miasto, wojaże na motorze i pikniki na świeżym powietrzu, w kinie, czy po prostu na zwykłych rozmowach, zburzą jej, dotychczas opanowany przez strach, świat. Tomek rozkocha w sobie Lilę. Dziewczyna pozwoli, by do jej swoistego pudełka samotności, wyalienowania, odcięcia od wszelkich pozytywów weszło światło i radość z dostrzegania tego, czego dotychczas się po prostu bała. Pierwsze gorące pocałunki, uczucie pragnienia i pożądliwości drugiej osoby, poczucie bliskości kogoś u swojego boku. Tego nigdy nie znała. Ba! Nawet nie myślała, że w ogóle ją to spotka. Będą wyznania, opowieści o emocjach, trudnej i smutnej przeszłości. Jednak pojawienie się Tomka u boku Lilii nie okaże się przypadkowe i spowodowane zauroczeniem, czy zakochaniem. Chłopak pojawi się wraz z tajemnicą, której karty Lila odkryje dopiero po jakimś czasie.

 

 

Nie obejdzie się bez smutku, łez, rozpaczy i jak na powieść obyczajową przystało - burzliwe rozstanie. Wbrew uczuciu, rozsądkowi, wszystkim wokół. Nic nie będzie oczywiste, a kiedy cała prawda wyjdzie na jaw, urazy i dawne sprzeczności wrócą na nowo. Co kryje Tomek i dlaczego wbrew pozorom, cała reszta rodziny jest w mieszana w tę tajemnicę?

Autorka w swej powieści wykorzystała chyba niemal wszystkie zmysły. Opisy sytuacji, poprowadzenie narracji z perspektywy głównej bohaterki - osoby niewidzącej jest niezwykle trudne, a jednocześnie tak bardzo palpacyjne. Tutaj smaki, aromaty, dźwięki są określone misternie, daje się je odczuć namacalnie, jakby na skórze i poznawało, nazywało się je na nowo. Autorka wykonała to precyzyjnie, z zachowaniem przestrzeni dla czytelnika, by mógł pewne rzeczy sobie też dopowiedzieć, wyszeptać. Lila to nie tylko młoda dziewczyna, która za chwilę ma wejść w dorosłość. To osoba ogromnie silna, trochę zamknięta, ale w głębi serca marzy by jeszcze posmakować tego innego życia, pokonać bariery, poczuć się jak normalny nie pokaleczony człowiek. Według mnie, niepotrzebne było dopowiedzenie tej ostatniej kropki. Można by poczuć większy niedosyt i wykreować własne zakończenie, ale... taki był zamysł autorki.

 

 

 

„Ósmy kolor tęczy” Martyny Senator uważam za powieść absolutum. Taką, z której dużo wyniesiemy, bo uczy pokory, przewartościowania światopoglądu, może da bodźca do odnalezienia innej ścieżki życiowej, poruszy do zmian. Uważam ją za niezwykle sugestywną i emocjonalną. Znakomita fabuła osnuta rodzinną tajemnicą, intensywnością przeżyć i wrażeń głównej bohaterki. Następujące po sobie wątki, jej wewnętrzne rozterki, myśli nadają powieści swoistego klimatu. Powieść ta znacząco wpływa na postrzeganie ludzi niewidomych, próbuje odpowiedzieć na wiele pytań z tym związanych, pozbawia wrażenia sztuczności, czy złudności. Świat tych ludzi ma co prawda jednolity kolor, ale nie oznacza, że musi to być świat pozbawiony aktywności, zamknięty jak w szklanej kuli. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy.

 

Polecam!


Wrażenia ogromnie pozytywne, a głos Moniki Dąbrowskiej-Jarosz dodaję do listy najlepszych, najznakomitszych, przyjemnych, profesjonalnych.

 

 

21:35, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »

 

 

 



Poruszająca najczulsze struny duszy bałkańska opowieść napisana sercem zakochanej kobiety 
Czy chwila wystarczy, aby narodziła się miłość, która nie zna granic? 


Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy. 
To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób. 
Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.

 

 

 

 



„Cień burzowych chmur” to pierwszy tom pięcioczęściowej sagi Spacer Aleją Róż, traktującej o losach rodziny Szymczaków. To epicka opowieść mocno osadzona na płaszczyźnie społeczno-obyczajowej. Fikcja literacka przeplata się z autentycznymi zdarzeniami, a postaci wykreowane przez pisarkę ocierają się o osoby, które dzisiaj spoglądają na nas z kart książek historycznych. 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle. 
Jest rok 1949. 
W małopolskiej wsi Pawlice zamieszkują zamożni gospodarze, którzy od dawna byli solą w oku najpierw okolicznego ziemiaństwa – Pawłowskich, a po II wojnie światowej przedstawicieli nowej władzy. Pomiędzy głową rodziny, Bronisławem, a Bartłomiejem Marczykiem, bratem wysoko postawionego funkcjonariusza UB, dochodzi do konfliktu. Marczyk poprzysięga zemstę. Na skutek reformy rolnej Szymczakowie tracą gospodarstwo będące owocem pracy kilku pokoleń. We wsi zostaje utworzona spółdzielnia rolnicza, której zarząd obejmuje Bartek. Mężczyzna zaprowadza własne porządki, uprzykrzając życie ograbionej z majątku rodzinie. Z braku perspektyw Bronek postanawia szukać szczęścia w świecie. Porzuca dotychczasowe życie rolnika i podejmuje pracę przy budowie Nowej Huty. Po pewnym czasie dołącza do niego młodsza siostra Julia, uciekająca przed nienawiścią Marczyka. 
****** 
Cóż to jest za powieść! Poznajcie zupełnie nowe, zaskakujące wcielenie Edyty Świętek. Cień burzowych chmur to mocne rozpoczęcie sagi Spacer Aleją Róż, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia… ja już czekam na drugi tom! 
Magdalena Majcher, autorka m.in. Stanu nie! błogosławionego, recenzentka 

Wreszcie historia Nowej Huty znalazła się na kartach powieści - Cień burzowych chmur !!! To zasługa Edyty Świętek. Gorąco zachęcam do przeczytania pierwszego tomu sagi: Spacer Aleją Róż. 
Łukasz Zarodkiewicz, nowohucianin od urodzenia, działacz lokalny. 


„Cień burzowych chmur” to powieść, która nie tylko fascynuje ciekawą intrygą i świetnie nakreślonymi postaciami bohaterów, ale i przeraża realizmem opisów życia w powojennej Polsce. Autorka zręcznie wkomponowała dzieje rodziny Szymczaków w obraz zachodzących przemian, obnażając absurdy i niegodziwości wczesnego PRL-u. Smaczku dodaje rodzinna waśń, zrodzona z zawiści i zbrodni, a wiodąca ku krwawej zemście. 
Hanna Greń, autorka Cynamonowych dziewczyn

 

 

 

 


Redmond Barry z Ballybarry urodził się w nobliwej rodzinie, która niestety czasy świetności ma już dawno za sobą. On sam jednak zdaje się nie dopuszczać do siebie tej myśli, uważając się za najszlachetniejszego młodzieńca w Irlandii, a może nawet w całej Europie. Zachęca go do tego matka, która wpaja mu wszystkie przymioty, jakie jej zdaniem powinien posiadać młody szlachcic – pewność siebie, żarliwość oraz oczywiście znajomość dworskich manier. 


Redmond, przeżywszy swoją pierwszą przygodę oraz… pierwsze rozczarowanie, postanawia wyjechać z domu, aby zdobyć „należne” mu miejsce wśród arystokracji. Zamierza zyskać fortunę i uznanie, i gotów jest w tym celu podjąć wszelkie środki, nie zważając na nic ani na nikogo. 

Barry Lyndon to powieść łotrzykowska, po raz pierwszy opublikowana w formie serialu prasowego w 1844 roku. W Polsce ukazuje się po raz pierwszy! Na jej podstawie Stanley Kubrick nakręcił nagrodzony czterema Oskarami film!

 

 



 

Nowa odsłona cyklu Bruderszaft ze śmiercią to kolejne dwie minipowieści utrzymane w eksperymentalnej konwencji „powieści-filmu”, która ma na celu połączenie tekstu literackiego z wizualnością dzieła filmowego. 

W opowieści Dziwny człowiek weźmiemy udział w błyskotliwej operacji, jaką niemiecki wywiad przeprowadza w wyższych kręgach petersburskiej socjety. Kapitan Josef von Teofels dociera do jednej z najbardziej wpływowych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnej postaci Cesarstwa Rosyjskiego, aby wykorzystać ją do własnych celów. Będzie jednak najpierw musiał uporać się z „mistycznymi” mocami swojej ofiary… 

Z kolei w historii Grzmijcie, fanfary zwycięstwa! agent rosyjskiego kontrwywiadu Aleksiej Romanow otrzymuje niezwykłe zadanie. Rosjanie szykują się do wielkiego natarcia na wroga, jednak szczegóły planu objęte są największą tajemnicą. Tylko od młodego agenta zależy, czy tak pozostanie… 
Wyborny humor i doskonale skonstruowana fabuła tylko potwierdzają kunszt pisarski Borisa Akunina!

 

 

 

 

 

 

Anglia, XIX wiek. Na zamku Cantendorf w niejasnych okolicznościach umiera czwarta żona hrabiego. Cała okolica huczy od plotek: czy winny jest wdowiec, jego kochanka, gospodyni, a może wiedźma? Tymczasem wśród tej zawieruchy niespodziewanie rodzi się prawdziwa miłość. Czy uda się ocalić to uczucie? „Tajemnica zamku” to lekka i wciągająca opowieść o sile kobiecej więzi i zasadach, które przetrwały stulecia. Pierwszy tom trylogii „Saga rodu Cantendorfów” autorstwa bestsellerowej pisarki Krystyny Mirek ukaże się 15 lutego nakładem Edipresse Książki.

Krystyna Mirek, autorka powieści obyczajowych, które cieszą się niesłabnącym powodzeniem i zdobywają listy bestsellerów, prezentuje swoją najnowszą serię – „Sagę rodu Cantendorfów”. Pierwszy tom trylogii pt. „Tajemnica zamku” nie jest kryminałem, choć już na pierwszej stronie pada pytanie, kto zabił. Nie jest także powieścią historyczną, mimo że akcja toczy się w XIX wieku. Krystyna Mirek snuje obyczajową opowieść o sile kobiecych więzi, rodzinnych sekretach i spełnianiu marzeń – czasem za zbyt wysoką cenę, a także o miłości – zarówno tej od pierwszego wejrzenia, jak i tej z dłuższym stażem, wypróbowanej przez życie.

Pierwszy tom o tytule „Tajemnica zamku” rozpoczyna się śmiercią hrabiny Cantendorf. Cała okolica natychmiast zaczyna się zastanawiać, czy kobieta faktycznie zmarła na suchoty, czy może ktoś ją zamordował? Owdowiały hrabia Aleksander pragnie dziedzica, więc wśród młodych panien panuje poruszenie. Strach o życie mieszka się z ochotą na wielki majątek. Lasy, łąki, liczne wsie, potężny wiekowy zamek, domy w Londynie – to wszystko należy do Aleksandra, któremu nie brakuje zresztą też inteligencji i uroku. Jednak to już czwarta żona, która zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach, więc nie wiadomo, czy kolejna wybranka hrabiego nie pójdzie w jej ślady… Wśród podejrzanych znajdują się też kochanka Aleksandra, gospodyni sprawująca władzę na zamku, a także wzbudzająca lęk wiedźma Alice.

Tymczasem rodzina Miltonów, dzierżawiąca od hrabiego Cantendorfa dwór i największy folwark, stoi na skraju bankructwa. To skutek nieudanych interesów głowy rodziny. Żona i córka Amelia nie mają odwagi skrytykować decyzji pana Miltona, jednak niepokorna córka Kate głośno się buntuje. Główna bohaterka powieści ma charakter równie ognisty, co kolor włosów oraz dusi się w ciasnym gorsecie konwenansów. Mimo to zgadza się pomóc ojcu w ryzykownym planie, który jego zdaniem ma uratować sytuację. Tymczasem wśród całego zamieszania, zupełnie niespodziewanie rodzi się prawdziwe uczucie. Czy miłość przetrwa i jaką cenę przyjdzie za nią zapłacić?

„Tajemnica zamku” oraz cała „Saga rodu Cantendorfów” to powieść przenosząca czytelników w przeszłość, osadzona w świecie koronek, balów i zamków. Jednak okazuje się, że XIX-wieczne kobiety, w misternie ułożonych fryzurach i ściśniętych gorsetami sukniach, miały często takie same rozterki, jak kobiety współczesne. Dziś także nie brakuje dramatów, konfliktów, mezaliansów i wielkich uczuć. Kobiece problemy oraz sposoby ich rozwiązania pozostają uniwersalne. Na przestrzeni epok kobiety musiały dysponować podobnymi umiejętnościami i wiedzą, by zbudować szczęśliwy związek, odnaleźć własną życiową drogę czy chronić swoją niezależność. Krystyna Mirek opowiada przede wszystkim o relacjach międzyludzkich, a całość ubiera w wyjątkowy kostium historyczny wiktoriańskiej Anglii.

 

 

 

 

 

Magda testuje nie tylko swe najbardziej namiętne wcielenie. Z łatwością wślizguje się w role powściągliwej nauczycielki, usłużnej hostessy czy magnetycznej modelki. Nie opuszcza jej kreatywność ani autodestrukcja, gdyż kobiecie niełatwo jest porzucić nawyki, które już dawno weszły jej w krew. „Moc granatu” – prowokacyjna, pełna erotyzmu i emocji powieść Marty Motyl – ukaże się 15 lutego nakładem Edipresse Książki.

„Moja orientacja nie była łaską – w połączeniu z taką osobowością, temperamentem i pomysłami stanowiła ładunek wybuchowy. Granat!” – wyznaje narratorka i główna bohaterka powieści Marty Motyl – uzależniona od samookaleczania się i biseksualna Magda. Czytelnicy mogli poznać ją dzięki poprzedniej książce „Odcienie czerwieni”, która w dużej mierze opierała się na retrospekcji. Natomiast „Moc granatu” skupia się na teraźniejszości i nowych przeżyciach Magdy. Dlatego też obie części – napisane w formie pamiętnika – wzajemnie się uzupełniają, ale można je czytać w dowolnej kolejności.

W „Mocy granatu” Magda zabiera czytelników w obrazową, zmysłową i emocjonalną podróż w głąb kobiecych pragnień i lęków, obnażając się przed nimi nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Opowiada o swojej biseksualności i poszukiwaniu erotycznego spełnienia. Próbuje na nowo zdobyć swojego byłego chłopaka Igora, wdaje się w romans z wojakiem – pasjonatem rekonstrukcji historycznych, narcyzem i casanovą, a także z uczennicą, którą poznaje podczas swoich praktyk nauczycielskich w gimnazjum. Klasowa outsiderka wyróżnia się na tle pretensjonalnych i wulgarnych gimnazjalistek. Magda nazywa nastolatkę Lolitą i zauważa, że uczennica jest jej odbiciem – obie są uwodzicielskie, twórcze i pełne nienawiści do samych siebie. Relacja z dziewczyną sprawia, że narratorka zaczyna lepiej rozumieć własne – czasami okrutne – postępowanie. Jednak później Magda sama staje się Lolitą – dosłowną i przerysowaną, rodem z japońskiej pornografii. Poznaje pewnego siebie maklera giełdowego, który zostaje jej nowym sponsorem i dla którego z nauczycielki staje się uczennicą. Okazuje się, że bycie seksualną niewolnicą starszego i bogatego mężczyzny nie jest układem idealnym, a uległość potrafi przynieść wiele bólu – zarówno ciału, jak i duszy…

Jednak bohaterka testuje nie tylko swoje najbardziej namiętne wcielenie, czyli kochanki i femme fatale. Niczym szpieg wślizguje się w kolejne, typowo kobiece role – skromnej adeptki nauczania, usłużnej hostessy, magnetycznej modelki, opiekuńczej przyjaciółki – by ukazać je od środka, ale przewrotnie i szczerze, odrzeć z fałszu, schematyczności i stereotypowości. Magda buntuje się przeciw panującej obyczajowości oraz poszukuje swojej prawdziwej tożsamości. Nie opuszcza jej w tym kreatywność, ale też autodestrukcja. Uzależniona od cierpienia, przestaje się okaleczać żyletką, jednak znajduje nowe sposoby zadawania sobie bólu – w brutalnym seksie, pełnych poniżenia relacjach czy głodzeniu się. Ukojenie natomiast Magda odnajduje w ukochanej sztuce.

Wszystkie doświadczenia i otaczającą ją rzeczywistość Magda opisuje z odwagą i ekspresją. Prezentuje cielesność i seksualność z punktu widzenia kobiety, w dwugłosie Erosa i Psyche. Dzięki temu pełne obrazu, zapachu, smaku i dotyku sceny seksu z pewnością pobudzą wyobraźnię. W efekcie „Moc granatu” tworzy zmysłową, prowokacyjną i zabarwioną skandalem powieść, która zainteresuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Marta Motyl nie ujawnia, czy historia opisana w „Mocy granatu” zawiera elementy autobiograficzne. Nakreśliła postać Magdy niezwykle realistycznie, jednak pozostanie tajemnicą, czy jest to zasługa jej fantazji, czy jednak główna bohaterka stanowi swego rodzaju alter ego autorki.

 

 

 

 

 

Przystojny, wykształcony i zabawny, a do tego wrażliwy fizjoterapeuta powraca! Agnieszka Dydycz prezentuje odsłonę zapisków Marcina – zaraz po jego powrocie z Ameryki. „Człowiek zawsze kicha dwa razy. Masażysta też…” ukazało się 1 lutego nakładem Edipresse Książki. Bohatera czytelnicy mieli już okazję poznać w książce „ Z pamiętnika masażysty”.

 

Pierwsza książka Agnieszki Dydycz „Z pamiętnika masażysty, czyli nic, co ludzkie, nie jest mi (już) obce”, została ciepło przyjęta przez czytelników. Teraz w kolejnej odsłonie o tytule „Człowiek zawsze kicha dwa razy. Masażysta też…” autorka opisuje losy Marcina, zwanego czasem Panem Marcinkiem. To przystojny fizjoterapeuta, mężczyzna o pozytywnym usposobieniu i ciekawym życiu. Uwielbia swoją pracę, w której nie brakuje zarówno trudnych, jak i zabawnych momentów. Wszystkie zawodowe przygody zapisuje w swoim pamiętniku, przybliżając czytelnikom kulisy świata fizjoterapii.

Tym razem Marcin wraca z wakacji, by ponownie zmierzyć się z rzeczywistością, w tym z ukochanym synem zadającym coraz trudniejsze pytania oraz pacjentami z własną diagnozą. Czytelnicy będą mieli także okazję zajrzeć do korespondencji między Marcinem a jego byłą żoną, z której będzie można sporo dowiedzieć się o ich relacji i przeszłości.

Jakim kochankiem jest Marcin? Czy bohater znajdzie w końcu tę jedyną? Dlaczego chciałby mieć córeczkę? Co będzie czekać na niego po powrocie z Ameryki? Z jakimi trudnościami musi zmagać się bohater wykonujący ważny, ale nie zawsze doceniany zawód? Odpowiedzi na te i inne pytania znaleźć można w książce „Człowiek zawsze kicha dwa razy. Masażysta też…”. Miłośnicy twórczości Agnieszki Dydycz z pewnością nie będą zawiedzeni najnowszą powieścią, autorka przygotowała bowiem dla nich sporą dawkę przygód. W centrum wydarzeń stoi bohater o złożonym charakterze, który odsłania czytelnikom rozbudowany świat pełen nowych wątków i ciekawych postaci.

 

 

 

 

 

 

 

 

Beata Pawlikowska przekonuje, że zmiana nastawienia na pozytywne sprawia, że całe nasze życie staje się lepsze. Jednak co zrobić, gdy nam się to nie udaje? By odpowiedzieć na to pytanie, autorka przygotowuje 12 tomowy „Kurs pozytywnego myślenia”, w którym podzieli się swoimi przemyśleniami, poradami i ćwiczeniami. Każda z części może stanowić prywatny zestaw szkoleniowy i jest niezależną integralną częścią całej serii. Pierwszy tom „Moja wewnętrzna moc” ukazał się 1 lutego nakładem Edipresse Książki.

Beata Pawlikowska jest znaną i cenioną podróżniczką, która niejednokrotnie stawała w obliczu nowych wyzwań, ludzi, miejsc oraz sytuacji. Mierzyła się przy tym z ograniczeniami, słabościami i barierami, które często niepotrzebnie sama sobie stawiała. Odkryła przy tym swój wewnętrzny świat, i jak przystało na eksploratorkę, postanowiła go poznać i zbadać. Nierozłącznym elementem tego świata okazały się myśli, mające ogromny wpływ na nasze nastawienie. Jeśli myśli te są negatywne, zaczynamy negatywnie postrzegać samych siebie, innych ludzi i otaczający nas świat. Dlatego dla poprawy komfortu życia ważne jest pozytywne myślenie, którego na szczęście można się nauczyć.

W tym celu Beata Pawlikowska przygotowała 12-tomowy „Kursy pozytywnego myślenia”. W ramach cyklu ukażą się następujące części: „Moja wewnętrzna moc”, „Wierzę w szczęście”, „Świat mi mówi: Kocham cię!”, „Moje Wewnętrzne Ja”, „Wszystko będzie najlepiej”, „Sięgam po odwagę”, „Wszystko mogę zacząć od nowa”, „Działam efektywnie”, „Żyję tu i teraz”, „Jestem dyrektorem mojego życia”, „Idę moją własną drogą”, „Jestem pozytywnym wojownikiem”. Każdy z podręczników jest niezależną integralną częścią całego kursu.

„Moja wewnętrzna moc” to pierwszy tom, który otwiera cykl. W książce Beata Pawlikowska dzieli się swoimi sposobami na pozytywne myślenie. Od pierwszych stron autorka zachęca czytelnika do przyjrzenia się sobie, swoim uczuciom i emocjom. Następnie prowadzi go przez szereg pytań, które mają być pomocne w zarządzaniu własnymi myślami. Ich celem jest dostrzeżenie własnego wnętrza z jego prawdziwymi celami i pragnieniami.

 

 

 

Wszystkie tytuły na:


 


poniedziałek, 13 lutego 2017

 

 

 

Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 190

Rok wydania: 2014

Książkę znajdziecie:

https://www.inbook.pl/p/s/716883/ksiazki/proza/kobiety-afryki-obyczaje-tradycje-obrzedy-rytualy?rdir=a4b&lkst=77699&abpid=893&abpcid=67&rdir=a4b&lkst=77699


Chociaż tytuł książki w dużej mierze odbiega od jej fabuły, w której to poznajemy całą otoczę życia codziennego w Nigerii, to autorka stworzyła powieść zupełnie bezpretensjonalną, pozbawioną rutyny, sugestywną i niesztampową. W tej historii nic nie jest oczywiste, jak kontynent pełen kontrastów i różnorodności, na którym dzieje się jej akcja. Bohaterami są mieszkańcy małych afrykańskich miejscowości, zwykli ludzie podobni do nas, ze swoimi troskami, problemami, ale i radościami. A do tego, uwierzcie mi, naprawdę niewiele im potrzeba.

Urzekła mnie ta wysnuta z pełnej oczekiwań chwil i prostoty opowieść o życiu ludzi skromnych, biednych, o znikomym standardzie, warunkach często spartańskich, z chorobami jakie ich dotykają, w tle z tęsknotą za krajem i ciągłymi obawami. Świetnie poprowadzona trzecioosobowa narracja pozwala spojrzeć na opisywane przez bohatera obrazy z każdej strony, jednocześnie odkryć je jakby na nowo, uświadomić sobie ich różnorodność.

 


Pracowitość. To pierwsze słowo, jakie ciśnie mi się na ustach po lekturze książki. To nie jest autobiografia, czy reportaż. Autorka stworzyła postać Feliksa, polskiego wykładowcy, który przybył do Nigerii w czasach, gdy Afryka wyszła spod pręgierza kolonializmu, a w Polsce panuje głęboka komuna. Trudny czas dla Feliksa nastaje. Nie obawia się jawnie wyrażać swojej partyjności, a jednocześnie polski uniwersytet, na którym prowadzi badania naukowe, ma swoje biuro, dostęp do laboratoriów z dnia na dzień pozbawia go wszystkiego i wysyła na misję właśnie do Nigerii.

Dla mężczyzny to, z czym przyjdzie mu się zmierzyć i zobaczyć, będzie czymś zupełnie nowym, zaskakującym, a nawet nie mieszczącym się w granicach wyuczonej przez lata przyzwoitości, etyki, przyjętych w swoim kodeksie człowieczeństwa norm. Zanim Feliks rozpocznie jakiekolwiek wykłady na uczelni, wspólnie z innymi polskimi kolegami wykładowcami zapozna się z okolicą. Niedaleko uczelni buduje się hotel dla przybyłych naukowców, każdy z nich ma otrzymać swoje mieszkanie. Feliks cierpliwie czeka na swój przydział, zaznajamiając się w międzyczasie z kulturą, obyczajami i mentalnością żyjących wokół ludzi.

Afrykańskie kobiety wyróżnia przede wszystkim pracowitość. To one pomagają w budowie uniwersyteckiego hotelu nosząc na głowach ogromne misy, a w nich nałożone piętrowo głazy. Niektóre z nich na plecach trzymają oplecione chustami maleńkie dzieci. Młode studentki często zarabiały na studia sprzedając swoje ciało. Kilkunastoletnie dziewczęta często stają się matkami. Feliksa uderzają różnice kulturowe, zachowania Nigeryjczyków na tle narodowościowym, czy rasowym. Dla nich biały człowiek nie jest tak ważny, jak swój – dostaje miejsce w ostatnim rzędzie na zbiorowych inauguracjach, imprezach okolicznościowych, a załatwiając jakieś sprawy urzędowe zdany jest na litość i dobroduszność urzędnika. No i nie jest mile widziane, by wtrącał się w lokalne koligacje, wymierzanie sprawiedliwości przez Nigeryjczyków miedzy sobą, nawet jeśli chciałby stanąć w obronie życia ofiary.

 


Największą niespodzianką dla czytelników i dla samego Feliksa jest historia białej kapłanki pogańskiego bóstwa i orędowniczka kultury Yoruba. Przez ponad pięćdziesiąt lat mieszkała i pracowała w Nigerii wraz z mężem Susanne Wenger – austriacka rzeźbiarka i malarka, która tak zafascynowała się religią Yoruba, że porzuciła swoje dotychczasowe życie, całkowicie oddając się kultowi bogini Oshun, przybierając ten sam przydomek. To właśnie w Oshogbo, w tropikalnych lasach stworzyła miejsce, do którego zaglądali spragnieni duchowego wsparcia, tam tworzyła rzeźby bogini, malowała batiki, które potem sprzedawała turystom po zawyżonych cenach.

 

 

 

Maleńkie, liczące kilka dosłownie lepianek, chatek z ogromnymi głazami na dachach wsie, palenie przez stare kobiety fajek, w których zamiast tytoniu było wysuszone krowie łajno, kult krowy, która należała do zwierząt nietykalnych, opowieści księdza katolickiego o prześladowaniach albinosów, na których wręcz polowano, to wszystko nie mieści się Feliksowi wręcz w głowie, bo tak różni się od życia w Europie, w Polsce z pustymi sklepowymi półkami. Ci ludzie tam mieli zupełnie inne problemy niż Europejczycy.

 

 

 

 

Czy tam w Polsce wiedzą, zastanawiał się Feliks, jakim problemem jest tu woda?”

Nie inaczej. Bo nawet, kiedy Feliks rozpoczyna wykłady na uniwersytecie i otrzymuje przydział mieszkania, odwiecznym problemem jest woda. Raz jest w kranie, ale więcej jej nie ma. Wraz z nowym mieszkaniem, do drzwi Feliksa puka szesnastoletni Anthony. Chłopiec z sąsiedniej wsi, który liczy u niego na pracę jako posługacz, taka nigeryjska pomoc domowa. Skromny, ale uczciwy i w czasie nieobecności Feliksa w mieszkaniu, pomocny.

Ale, kolejnym problemem, z jakim przyjdzie zmierzyć się głównemu bohaterowi, to studenci. Przychodzą na wykłady, ale zamiast słuchać wykładowcy, zajmują się swoimi sprawami, dyskusjami między sobą. Jak utemperować ich zuchwałość i skupić rozbieganą uwagę? Feliks się nieźle nagłówkuje, ale znajdzie na nich sposób. Jaki? Odsyłam do książki.

W pierwszej części swojej książki Jadwiga Wojtczak – Jarosz napisała historię opartą na faktach ukazującą sposób życia i egzystencji określonej grupy. Afryka to kraj, który budzi podziw walorami i różnorodnością flory i fauny, ale też niepokój związany z nieustannymi konfliktami etnicznymi, plemiennymi, brutalnością, odmiennym spojrzeniem na świat ściśle związany z wartościami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Tam ludzie żyją zupełnie inaczej niż my, dla nich ważne są inne wartości, nie gonią za czasem, pieniędzmi, są szczęśliwi w swojej skromności, biedzie. To obrazy, które nas innych mentalnie ludzi może zadziwiać i wywoływać bunt.

Dla mnie książka warta uwagi nie tylko ze względu na wartość merytoryczną, ale też na oryginalne, z tamtych miejsc i czasu zdjęcia. Polecam!

 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 





Do części II zajrzę z przyjemnością.

20:04, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

 



Trzynasty tom Utworów zebranych Mirona Białoszewskiego to obszerny zbiór wierszy rozproszonych i niepublikowanych z wczesnego i dojrzałego okresu twórczości poety – począwszy od  młodzieńczych tekstów pisanych podczas okupacji, poprzez utwory z czasów debiutu książkowego i późniejszych eksperymentów językowych, aż po nasycone żywiołem dziennikowości wiersze z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. 


 


 

Teksty zamieszczone w zbiorze, z różnych powodów niewłączone przez autora do opublikowanych tomów, w znaczący sposób uzupełniają obraz jego twórczości. Najwcześniejsze są frapującym świadectwem poetyckiej drogi, jaką Białoszewski przeszedł przed swoim późnym debiutem. Późniejsze wzbogacają zakres tematyczny jego poezji o nowe wątki, wśród których na pierwszym miejscu wymienić należy wyrazisty wątek miłosny. Są także ciekawym literackim śladem istotnych momentów biografii Białoszewskiego. 

 

W tomie znalazły się wszystkie znane inedita poetyckie i wiersze rozproszone pochodzące ze wspomnianego okresu, z wyjątkiem tekstów niedokończonych, szkiców i utworów, które autor definitywnie odrzucił (przekreślając je i opatrując komentarzem „niedobre”). Opublikowano tu także przekłady poetyckie Białoszewskiego oraz dramaty: Kalejdoskop i Rozalie. Teksty pochodzą z różnych źródeł – ze zbiorów prywatnych, archiwów PIW-u oraz z Muzeum Literatury.

 

Szczegóły na:

 



 

 

Już 1 marca swoją premierę będzie miał międzynarodowy bestseller „Chata” w okładce filmowej :)

 


 

 

 

 



Premiera: 1 marzec

Wydawnictwo: Nowa Proza

Stron: 288


Podczas rodzinnych wakacji zostaje porwana Missy, najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa. Na pustkowiach Oregonu, w opuszczonej chacie, znaleziono ślady wskazujące na to, że ktoś ją brutalnie zamordował. Po czterech latach pogrążony w ogromnym smutku ojciec dostaje tajemniczy list. Wnioskuje, że napisał do niego sam... Bóg. W treści listu było zaproszenie do chaty, gdzie popełniono okropną zbrodnię na Missy. Wbrew rozsądkowi Mack postanawia pojechać do chaty i zmierzyć się ze swoimi największymi koszmarami. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie. Spędza w chacie weekend, uczestnicząc w czymś w rodzaju sesji terapeutycznej z Bogiem, nazywającym siebie Tatuśkiem, Jezusem, który pokazuje się pod postacią żydowskiego robotnika, i Sarayu, Azjatką uosabiającą Ducha Świętego. 

 

Ta niecodzienna książka to piękna historia o tym, jak Bóg przychodzi do nas wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujemy. Nigdy nie zostawia nas tam, gdzie nas znajduje, jeśli się przy tym nie upieramy.

 

 

 

14:30, toksiazki12 , Zapowiedzi
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 lutego 2017

 

 

 

Wydawnictwo SIGNO

Ilość stron: 136

Rok wydania: 2017

 

Nic dziwnego, że sztuka Elizy Segiet wywołuje w czytelniku całą gamę emocji. Wszak sztuka ta doskonale skupia się na człowieku i próbuje go na nowo określić. Autorka po raz kolejny pokazała swoje wszechstronne zdolności, nie ma dla niej tematów zamkniętych. A gra słów, jaką podejmuje w "Tandemie" jest tego najlepszym dowodem.

 

Trzecie moje niezapomniane spotkanie z twórczością Elizy Segiet uważam za wspaniałe, pasjonujące i niezwykle inspirujące. W sztuce tej pod płaszczykiem rodzinnego życia, okraszonego zwykłą codziennością, autorka ukryła indywidualizm każdego ze swych bohaterów. Ich pragnienia, wewnętrzną potrzebę bliskości, ukrytych podrygów podniecenia, chwilę uwagi, zainteresowania się ukochaną osobą, potrzebę dotyku, czy poczucie bycia kochanym.

 

 

 

Rodzina, którą opisuje autorka, niczym nie różni się od każdej innej. Rodzice, syn Hirek, jego dziewczyna Helenka, ciotka Adela i przyjaciel syna Miruś. Fabuła tej opowieści skupia się na bezgranicznej nadopiekuńczości matki nad synem. W końcu Hirek jest dorosły, skończył nawet studia, ale nigdzie nie pracuje, tylko siedzi w domu i tworzy poezję. Nieustannych inspiracji dostarcza mu jego dziewczyna Helena. W efekcie powstają gorące i elektryzujące odbiorców erotyki. Ojciec Hirka bardzo sceptycznie wyraża się o postawie życiowej swojego syna. Jak długo jeszcze zamierza siedzieć na jego garnuszku i być wierszokletą? Matka Olga wierzy, że syn ma talent nieprzeciętny, tylko nikt się jeszcze na nim nie poznał. Oczami wyobraźni snuje wizję wielkiej kariery Hirka i przewijające się przez ich dom tabuny znanych gwiazd, z pierwszych stron gazet i szklanego ekranu.

 

Cała sytuacja zmienia się diametralnie, gdy Marcel - ojciec, zaczyna czytać wiersze syna i pojawia się w ich domu ciotka Adela. Trochę tajemnicza, która pojawia się ni stąd ni zowąd, w dodatku głucha i niemówiąca. Jednak jako jedyna poezję młodego potrafi zrozumieć i najlepiej odczytać, przekazać innym na swój sposób. Interpretacja ruchem ciała poezji przez Adelę, wyzwala w Marcelu uśpione pragnienia. Wszyscy, łącznie z Mirkiem wyjeżdżają nad morze, na wakacje. Wyjazd ma być odskocznią od codzienności, odpoczynkiem, odprężeniem, a jednocześnie każdy z nich liczy na niesamowitą przygodę miłosną, z kochankiem u boku. Powrót i wieczory spędzane przy erotykach Hirka z emanującą seksapilem Adelą, pozwala poczuć się wszystkim lekko, z dystansem do życia, niczym wyzwoleni, wolni, pozbawieni rutyny, potoczności. Marcel uświadamiając sobie, jaką władzę i potęgę ma poezja Hirka zaczyna wiązać z nią swoją nawet przyszłość. Posunie się też do pewnego podstępu, ale jakiego, nie zdradzę.

 

 

Sztuka Elizy Segiet rozgrywa się w dwóch aktach. Każda scena pozwala czytelnikowi obejrzeć obraz rodziny i znajomych z bliska, zaglądając praktycznie w każdy zakamarek ciała, duszy, dwuznaczność słów przeplatanych z urywkami wyzwolonych, obudzonych emocji. W akcie drugim bohaterowie zrzucają swoje maski, obnażając prawdziwe oblicze, skrywane gdzieś na dnie serca pragnienia, marzenia. Zakończenie zaskoczy każdego czytelnika. Kim okażą się tak naprawdę bohaterowie? Największą chyba niespodziankę sprawi Adela. Ale, by się tego wszystkiego dowiedzieć, musicie sięgnąć po książkę.

 

„Tandem” Elizy Segiet często określa się mianem farsy. Sztuka zwarta w dwóch aktach jest doskonała gatunkowo. Opisana przez autorkę historia ma swój początek, odpowiednie tempo, precyzyjny zamysł, a jednocześnie autorce nie potrzeba wyszukanych słów, by wyrazić swoją propozycję do skupienia się w życiu nad rzeczami ważnymi i ważniejszymi. Segiet nałożyła na swoich bohaterów określone role. Każdy z nich ma w tej sztuce odpowiednie miejsce, by nieść przesłanie czytelnikom. Nic w życiu nie jest jednoznaczne. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje wady, zalety, marzenia, ukrywane przez lata pragnienia. Często przywdziewamy maski, bo strach nie pozwala nam wyzwolić się spod jego pręgierza, by poczuć się wolnym. W tej sztuce nie jest ważne tło i czas, a bohaterowie – ludzie, podobni do nas, naszych znajomych, sąsiadów, czy mijanych gdzieś w drodze nieznajomych. To oni nas irytują, wywołują sprzeczne emocje, a jednocześnie pokazują, że każdy z nas czasami podejmuję grę pozorów w obawie przed samymi sobą, przed prawdą i bliżej nieokreśloną naturą człowieka, wielokrotnie pokazanego w przeróżnych obrazach poezji czy prozy. Segiet żongluje tu słowem, nadaje mu dwuznaczności, by zmanipulować trochę swoimi bohaterami i obudzić w nich chęć zrzucenia fałszu.

 

Sztukę tę chętnie obejrzałabym na deskach teatru, bo na to w pełni i z pełnym przekonaniem zasługuje. Polecam!

 

Za egzemplarz dziękuję autorce :)

18:44, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2017

 

 

 



 

Wydawnictwo Samo Sedno

Ilość stron: 264

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

https://www.samosedno.com.pl/psychologia/1608-szczesliwszy-o-10-dan-harris-9788377887981.html

 

Każdy z nas ma swoją definicję szczęścia i każdy czytelnik podejdzie do tej książki zupełnie inaczej. Jedni upatrywać się w niej będą porad, jak zmienić coś w swoim życiu, drudzy odkrywać będą tajniki medytacji, a jeszcze inni będą traktować tę pozycję jako biograficzną podporę do dokonania życiowego bilansu.

 

Jedno jest pewne, ta książka powstała po to, by pokazać, jak niewiele potrzeba chęci odzyskania wewnętrznego spokoju, wsłuchania się we własny organizm. Nie traktuję jej jako autobiografii. Owszem, dużo w niej wątków z życia autora, ale one są bodźcem do zmian. Nie ulega wątpliwościom, że będąc na szczycie sławy, można szybko spaść z piedestału. Dan Harris znany jest szerszej grupie odbiorców w Ameryce. Tutaj, w Polsce to nazwisko nie mówi nam za dużo. Ja osobiście do takich książek podchodzę z dużym dystansem. Do określeń na okładkach „bestseller” również mam odpowiednią przestrzeń mentalną. Dlaczego? Z reguły otrzymują to miano książki, które nie robią na mnie kompletnie żadnego wrażenia.

 

Zatem, czym jest ta pozycja? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w podsumowaniu.

 

Zacznijmy od tego, że autor od początku snuje opowieść o swoim życiu zawodowym i ściśle związanym z nim ataku paniki, który spowodował, by Dan Harris spojrzał na swoją dotychczasową egzystencję od duchowej strony, zajrzał w głąb siebie i posłuchał swojego organizmu, który najwyraźniej miał mu coś bardzo ważnego do powiedzenia. Był młodym, dobrze zapowiadającym się współprowadzącym program „Night-line” i weekendowe wydania „Good Morning America”. W jednym z nich, niespodziewanie, zupełnie nieświadomie, na oczach milionów ludzi przeszedł atak paniki. To dziwne i zarazem ciekawe, jak organizm potrafi człowieka zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

 

Harris igrał chyba na każdym kroku ze swoim losem. Karierę zawodową rozpoczął bardzo wcześnie, bo tuż po ukończeniu college'u. Szybko poznał smak blichtru, sławy, twardych narkotyków. Intensywność życia nie przeszkadzała mu również, by wyjechać do Afganistanu relacjonować przebieg walk z linii frontu:

„W swojej pracy lubiłem nie tylko igranie z losem. Byłem głęboko przekonany, że to, co robimy, jest naprawdę ważne. Relacjonowaliśmy całemu światu najnowsze wydarzenia bezpośrednio z linii frontu. Czułem, że ta praca ma głębszy sens – moja misja jest ważniejsza niż ryzyko, które podejmuję. Z obu tych powodów – dreszczu emocji i przyjętych zasad – brałem udział w wewnętrznych wojnach w stacji ABC, żeby tylko zachować swoją pozycję.”

 

 

Wydawać by się mogło, że po powrocie z Afganistanu Harris będzie jednym z najbardziej rozchwytywanych dziennikarzy. Nic bardziej mylnego. Jego kariera zamiast się rozkręcać, przygasała. I to, co stało się siłą napędową do wszelkiej aktywności, nie tylko zawodowej podkładało mu coraz to nowe przeszkody do ominięcia. Depresja, poszukiwanie wewnętrznie duchowej drogi. Reportaże o roli religii i duchowych przywódcach, z którymi nakręcał setki rozmów, uświadomiły mu, jak ważne jest zdrowie duchowe, bo jeśli dusza choruje, choruje też ciało. Ta równowaga musi być zachowana.

„Nasze ego każe nam nieustannie porównywać się z innymi. Sprawia, że oceniamy naszą wartość na podstawie tego, jak się prezentujemy na tle innych ludzi – znaczenie mają wygląd, majątek, status społeczny.”

 

Przygody z duchowym odkrywaniem dróg, powiązało się z chorobą, która zaatakowała ciało. Nowotwór. Dla kipiącego życiem młodego mężczyzny, spragnionego na każdym kroku wrażeń, emocji, to jak wyrok, nieleczony mógł wywołać ślepotę. Koligacje zawodowe, połączone ze zdrowotnymi odnajdą się w jednym punkcie – medytacji, stricte z góry traktowane przez niego z dystansem, a nawet z góry:

„Kiedy otworzyłem oczy, moje podejście do medytacji całkowicie się zmieniło. Praktyka sama w sobie mi się nie podobała, ale teraz myślałem o niej z wielkim szacunkiem. To nie był tylko hipisowski sposób na spędzanie czasu, taki jak gra we frisbee czy tkanie hiszpańskich Ojos de Dios. To było wymagające ćwiczenie umysłu, które polegało na podejmowaniu ciągłych prób zapanowania nad natłokiem myśli. Dążenie do naprawienia tej kompulsywnej maszynerii przypominało wysiłek wkładany w utrzymanie żywej ryby w dłoniach. Zmaganie się z własnym umysłem i wytrwałe skupianie na procesie oddychania mimo nieustającego ataku z wewnątrz wymagało ogromnej stanowczości. To było naprawdę cholernie trudne zadanie.”

 

 

Książka napisana lekkim stylem, sugestywna, wciągająca od pierwszych wersów. Nie poradnik, nie autobiografia. To opisywanie poszukiwań życiowych ścieżek, to książka o przewartościowywaniu, o wsłuchiwaniu się we własne „ja”, o równowadze w sferze duchowej i cielesnej. Dzisiaj chaos lubi wywracać nasz światopogląd do góry nogami. Skutki wciąż pędzącego czasu, gonitwa za udoskonalaniem siebie i swojego otoczenia bywają różne. A wystarczy naprawdę tak niewiele – wsłuchać się w ciało i duszę, by zrozumieć, co jest ważne i najważniejsze. Medytacja jest jednym ze sposobów, jednym z narzędzi. Doradców też jest cała masa. A czasami zwykły spacer, rozmowa, otworzenie się na spokój, racjonalność, przyrodę jest tym, co może pomóc nam spojrzeć na swoje szczęście z innej strony.

 

„Szczęśliwszy o 10%” Dan Harris to książka o pokonywaniu barier, jakie los stawia na drodze kipiącego energią młodego dziennikarza, o balansowaniu na granicy zdrowia, życia, poszukiwaniu przez niego drogi do równowagi duchowej. Książka ciekawa, ale ja podchodzę do niej z dystansem. Każdy ma inną definicję szczęścia, inny system wartości.

 

Polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 

 

19:18, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017

 

Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron:105

Rok wydania: 2014

Tomik znajdziecie:

http://zaczytani.pl/ksiazka/ukojenie,druk

 

W poezji nie ma żadnych prawideł, którymi mogłaby się rządzić, czy utartych szlaków, po jakich musiałaby ściśle kroczyć. Poezja ma dawać nam pewnego rodzaju przyjemność, spontaniczność, być wytchnieniem po ciężkim dniu, zmaganiu się z trudami codzienności. Ten tomik taki bez wątpienia jest. W pierwszym odruchu zaintrygowany uroczą okładką czytelnik wyciągnie po niego rękę. Zaczytując się w rymowanych wersach, dozna uczucia lekkości i oddechu prawdziwego, nieukrywanego i niczym nieskrępowanego ukojenia. Urzeka prostotą słów, przy których za bardzo nie trzeba się skupiać, bo rym w wierszach nadaje im określonego rytmu, spokojnego kroku, a nawet odseparowania od zewnętrznej rzeczywistości.

 

Wiersz „Powitanie” otwierający tomik powinien być wyryty na kawałku drewna i zawieszony nad drzwiami każdego domu, bo zawiera w sobie wszystkie elementy, jakie chcemy wnieść do domu każdego człowieka, niekoniecznie bliskiego czy znajomego:

„Witam pogodnie

Nisko się kłaniam

Smutki depresje

Natychmiast przeganiam

Słońcem za oknem

Jak kawą częstuję

Niech dobra i ciepła

Nigdy nie brakuje

Miłości w serduchach

Nam wszystkim potrzeba

Szacunku i wiary

Codziennego chleba

[...]”

 

 

 

Pięćdziesiąt wierszy zebranych w jeden zbiór. Każdy wiersz poprzedzony wywodem, mową wręcz filozoficzną, ale w rzeczywistości, to zapiski z doświadczeń, przeżyć, mądrość życiowa, którą każdy czytający dostrzega właśnie w tym momencie. To luźne myśli, które mają być dla nas głębszą w odbiorze refleksją o życiu i wszystkim co nas otacza.

 

Nie ma tu konkretnych rozdziałów tematycznych. Każdy wiersz ma swój tytuł i, ja to nazwałam – krótką przedmowę. A jest w nich mowa niemal o wszystkim. O miłości, wolności, emocjach, zaufaniu, stresie, odpoczynku itp. Czyli o tym, co dotyka i spotyka nas niemal codziennie i na każdym kroku. Autorka podejmuje z czytelnikiem ważną konwersację na tematy, które są w naszym życiu i otoczeniu ważne. Jak np. o rodzicielstwie: „Rodzic wielkie to wyzwanie/ Począć łatwo trudniej z wychowaniem” Autorka nie ma obaw do tego, by stawiać przed nami pytania i kierować uwagę na te wartości w życiu, które powinny być najważniejsze.

 

 

 

„Ukojenie” Evity Kossmann to liryka melodyjna, niezbyt skomplikowana, zadająca pytania, budząca w nas refleksję i chwilę zadumy. Nie ma tu co prawda wyszukanego słownictwa, a proste zwroty i skojarzenia, ale jest w tej prostocie dużo mądrości i głębokiego poruszenia. To wiersze, w których możemy doszukać się elementów naszego, codziennego życia, skrawków rzeczywistości, która nas otacza. To poezja dotykająca ważnych spraw, istoty indywidualizmu, trochę samotna, ale niezwykle budująca, nastawiająca pozytywnie, przeplatająca nadzieję i uśmiech. Klimatyczna, w stylu romantycznym okładka zachęca, by uścisnąć ją w ramionach.

 

Czas, jaki spędzicie w towarzystwie „Ukojenia” nie będzie czasem straconym. Ta poezja Was ukoi i nastroi pozytywnie. Polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 


16:37, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi