Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
poniedziałek, 27 października 2014

Jest pisarką wszechstronną. Przygodę z Jej twórczością zaczęłam od tomiku poezji „Owoce Jarzębiny”. Dla niej to niwa odkryta, niczym dryfująca na bezszelestnym morzu łódź.

Pani Marta Grzebuła nie boi się mówić o swoich słabościach. W każdej napisanej przez siebie książce z łezką w oku wspomina swoją mamę Basię. Mówi o swoich emocjach i przeżyciach, które inni skrywają pomiędzy kartami przeszłości, otwarcie i szczerze.



Ma czas na pracę i domową krzątaninę. Doskonale odnajduje się w towarzystwie swoich wiernych domowników – psach i kotach. Nigdy nie zapomina o tym co najważniejsze – o pięknie i cudzie – życiu.

Dwa spotkania z prozą Pani Marty w odsłonie „Poznać prawdę” i „Oszukana”. To powieści o miłości, pięknie tego uczucia. Ale każda na swój sposób opowiada o tej miłości inaczej. Dlaczego? Tak sobie myślę, że miłość, to bez wątpienia jeszcze nie do końca odkryta wyspa. Owszem, ona ma swoją muzykę, charakter, zapach, smak, a nawet słowo, czy myśl. Ale każda miłość ma swoją historię, indywidualnie zapisaną na stronach mądrych ksiąg.

Bohaterzy Jej książek są wulkanami emocji, ludźmi z krwi i kości. Mają swoje marzenia i pragnienia i każdy z nich odbiera ten świat inaczej. Zarówno w poezji, jak i prozie autorka oddaje cały bagaż swoich życiowych doświadczeń i mimo zawiłych losów jej bohaterów, dzielnie przemyca dobroć i cały symaptyzm swojej osoby. Tego nie da się nie czuć.

Pani Marto, Jarzębinko Kochana :)

Pozwoliła mi Pani odkrywać Pani lądy i światy. W każdym z nich jest inaczej, ale przyjemnie i ciepło. Niech pani nigdy nie rezygnuje ze swoich pragnień i nawet proszę je przemycać do książek. Czyta się to lekko, w chwili zatrzymania.

Dziękuję za wywiad. Wiem, że nie ostatni! :)

Zapraszam na chwilkę relaksu.

Pani Marto. Dwa spotkania z Pani prozą i dwa różne odczucia. Miłość – główny w nich temat. Tylko i w jednej i drugiej powieści są to dwa oblicza miłości. W pierwszej bohaterki znajdują tą miłość, po wielu zacięciach losu, ale znajdują, W „Oszukanej” to uczucie jest przerwane przez zmowę milczenia, mściwość, a nie umiejętność wsłuchiwania się w uczucia swoich dzieci. W recenzji napisałam o miłości. Swoje odczucie i odbiór tego wzniosłego uczucia. A czym dla Pani jest miłość?

MG. Miłość ma wiele odcieni. Ale to czynnik ludzki sprawia, że jest ona właśnie taka. Od nas zależy czy ma dobre, czy złe oblicze. Czy staje się toksyczna, czy mimo przeciwności losu potrafi zachować ( czyli Człowiek ) to dobro. My kreujemy, my ją tworzymy. Nasza ułomność charakteru, niedoskonałość, ją niszczy. Dla mnie miłość to ciepło emanujące z naszej postawy. To uśmiech i zwykłe słowo „Dzień dobry kochanie”. To umiejętność słuchania. I przede wszystkim empatii. Ale najgorsze jest w tym wszystkim to, że jakże często nie dostrzegamy błędów w postępowaniu. Bywa, że los, okoliczności, boleśnie nam to z czasem uświadamiają. Lubię piosenkę Ordonówny, „Miłość ci wszystko wybaczy”, jest ona dla mnie czysta prawdą. Warto zapoznać się z jej tekstem, warto się na nim skupić, by zrozumieć przesłanie…Miłość to wszystko co mamy, co mieć powinnyśmy.



Pani bohaterki to prawdziwe kobiety takie z krwi i kości. Czy mają one jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości?

MG. Podpatruję życie, losy. Ale najczęściej odszukuję w sobie tych emocji, które kłębią się we mnie. Czasem boleśnie przytłaczają. Ale prawdą jest to, że właśnie to życie pisze najlepsze powieści. Wystarczy tylko umieć słuchać, wystarczy patrzeć. A potem umiejętnie spisać, by wyłonić to co może być w perspektywie czasu dobrem. Dobrem dla każdego z nas.



W każdej z tych dwóch powieści doskonale Pani przemyca swoją poezję. Dla mnie to piękne, bo jestem ogromną miłośniczką Pani poezji. Mogłaby Pani rozwinąć ten wątek.

MG. I dla mnie poezja to przepiękny świat emocji. Ukrywam w niej – przemycam - to co dla mnie cenne, co boli, lub co cieszy. Otwieram się przed potencjalnym Czytelnikiem. A gdy umieszczam dany wiersz w powieści, czasem ten który już istnieje w tomiku, to tylko dlatego by stał się już na samym początku książki przesłaniem, jakby mottem. Ma być klamrą, a jednocześnie krótką historią ze świata tak dobrze nam znanym; świata ukrytych emocji. Bo nikt niczego nie ma na własność.



Fajnie też Pani wplata opisy miejsca swojej pracy, personelu medycznego, funkcjonowania szpitalnych przepisów. Czy to tak faktycznie jest?

MG. Tak, tak jest. To nie fikcja, to czasem smutna prawda. Staram się ukazać emocje, jakie towarzyszą pielęgniarkom i nie tylko, gdy znów stykają się z dramatem, ze śmiercią. My, tzw. zespół medyczny mamy serca. Czasem ukradkiem płaczemy…Bo przecież też mamy bliskich których kochamy, a z którymi nie chcielibyśmy się żegnać na zawsze. A do tego i tak bywa, że każda z nas straciła kogoś kochanego. Śmierć nie omija nas tylko dlatego, że z nią walczymy, proszę mi wierzyć, bywa wręcz przeciwnie.



Odniosłam wrażenie, że scenariusz „Poznać prawdy” rzadko, kiedy się zdarza. Napisała Pani w komentarzu, że to było Pani pragnieniem, chciała Pani, żeby tak było. Wiem, miała Pani w tym swój zamysł, jako autora. Z czego to wynikło?

MG. I mnie, jak każdego otacza „pustka słów, pustka deklaracji”, z których nic nie wynika. Szafujemy tym słowem, zupełnie nie zastanawiając się nad jego znaczeniem. Nad tym, jakie wiąże się z tym faktem zobowiązanie. Bo przyjaźń, jak miłość to zobowiązanie do bardzo określonej postawy życiowej. Do umiejętnego przetransportowania ciepła, zrozumienia, wrażliwości opartej na głębokimi acz wyważonym szacunku do drugiego człowieka, którego określiliśmy mianem –przyjaciel. Jakże często słyszy się:” kocham cię” „Jesteś wspaniałym przyjacielem”, a potem gdy pojawiają się schody, gdy coś staje się niezgodne z naszym oczekiwaniem, gdy dana osoba wedle naszego uznania „nie sprostała” oczekiwaniom, obrażamy się. Bo niestety każdy z nas nosi w sobie cząstkę egoizmu, ja też. I proszę mi wierzyć, Pani Agnieszko, muszę dość często sobie o tym przypominać. By pamiętać, że świat nie ma TYLKO moich barw, że nie jestem w centrum. Że może w sumie tylko gdzieś krążę na orbicie rzeczywistości innych ludzi. Przyjaźń jak miłość to sztuka kompromisu. Umiejętność dawania i umiejętność słuchania. Ale i ja wiem, że zbyt często o tym zapominamy. Ponieważ automatycznie, postrzegamy świat, ludzi wedle tylko i wyłącznie własnych kryteriów, zasad. A przecież każdy z nas – wbrew pozorom – jest inny. Niby to tak oczywiste, ale niestety zapominane, gdy w grę wchodzi „niezgodność zdania…” z tym, kogo nazwaliśmy przyjacielem. Dlatego w „Poznać prawdę” przedstawiłam odrealniony obraz tego daru, jakim jest PRZYJAŹŃ, bo po prostu chciałabym, aby tak było.



W „Oszukanej” poruszyła Pani bardzo ważny myślę temat przemocy psychicznej i fizycznej. Temat tabu, zamiatany często pod dywan, dlaczego? Wstyd, brak akceptacji? Tylko takim właśnie zachowaniem dajemy przyzwolenie na zachowanie karygodne, naganne i niedopuszczalne.

MG. Powieść OSZUKANA ma bardzo ciekawą i złożoną historię. To niemal fakty. Osoba, która poprosiła mnie o to bym spisała jej losy, tuż przed premierą wycofała się z sobie tylko znanych powodów. I wciągu tygodnia musiałam przekonstruować fabułę, skasować ponad sto stron, i wiele zmienić. Udało się, ale udało się też zachować to, co miało być przesłaniem. Że miłość rodzicielska bywa silnie toksyczna. Że niszczy chcąc zbudować to, co sama pragnie, nie zważając na pragnienia dziecka. Jakże często słyszy się: " Chcę by mój syn – córka - poszedł na studia. Na medycynę, prawo itp. Robię wszystko by mu to wytłumaczyć, bo przecież ja wiem najlepiej co jest dla mojego dziecka dobre".

A ja zadaję sobie wówczas pytanie: Czy na pewno wie? Myślę, że tak do końca nie jest. Co innego radzić, a co innego wymuszać określone działania, narzucać dzieciom, własne marzenia. Najgorsze jest jak rodzic „leczy” własne frustracje, niespełnione ambicje, kreując przyszłość swojej latorośli. I tak jest w każdej dziedzinie życia. Czyż nie stykamy się ze słowami: "Kochanie, on nie jest dla ciebie. Stać cię na lepszego chłopaka( dziewczynę)

I tak rodzice wciąż za nas decydują. Za mnie też, ale tylko na początku. Byłam zbyt wielką indywidualistką, mającą dość szybko „swój plan na życie”, by się temu poddać, i na szczęście rodzice szybko to zrozumieli.

Ale jest jeszcze ważne to, o czym mówiłam wcześniej. Miłość nie może być władcza, jak i przyjaźń być tak nie może. Musi być tolerancyjna. Ma szeptem podpowiadać, czuwać nad młodym, wchodzącym dopiero co w życie człowiekiem, ale nie może nim sterować. Znów użyję słowa KLUCZA – EMPATIA to ona winna być naszym sterem i okrętem. Znamy ją wszyscy, ale czasami mam wrażenie, że tylko znana jest nam definicja. A przecież trzeba ją zastosować w życiu. Bo to swoisty przepis na miłość, przyjaźń. I jeszcze jedno, jakże dla mnie WAŻNE. Ocenianie innych zacznijmy od siebie. I to właśnie pragnęłam ukazać w postaci Iwony. Zadawała sobie wiele pytań, ale szukając odpowiedzi nie chciała nikogo obwiniać o los, który stał się jej udziałem. Szukała usprawiedliwienia, szukała odpowiedzi, lecz budowała wszystko na dobrej emocji i na głębokiej empatii.



No właśnie, dlaczego stawiamy sobie masę pytań, a odpowiedzi szukamy tylko wybiórczo?

MG. Bo łatwiej jest rzucić w eter pytanie, niż szukać głęboko w sobie odpowiedzi. A poza tym są odpowiedzi, na które tak naprawdę nie chcemy znać odpowiedzi. Pozwalamy sami sobie na takie małe oszustwo względem siebie. Ja również często pytam, ale gdy szukam odpowiedzi zadaję sobie kolejne pytanie:” Czy naprawdę chcę wiedzieć?” Czy to mi w czymś pomoże?” I bywa, że czasem jest po prostu lepiej nie wiedzieć. Zwłaszcza, jeśli to pytanie dotyczy się innych. Sama, nie tak dawno, byłam w sytuacji, w której musiałam dokonać wyboru. Poznać, czy nie poznać prawdę. Prawdę związaną ze śmiercią Mamy Basi. I zrozumiałam, że na to pytanie odpowiedź nie ma znaczenia. Ona umarła, a ja nie mam prawa czytać Jej „tajnych notatek”, a nawet nie muszę wiedzieć, co Ją zabiło. Choroba? Zawał? Wylew? Początkowo chciałam wiedzieć, ale gdy zrozumiałam, jakim kosztem (sekcja), także moim…. zrezygnowałam. Ona i tak odeszła, nic nie wróci Jej życia, żadna wiedza. I pozwoliłam Jej odejść tak jak tego chciała. I taką Ją zapamiętałam; uśmiechniętą, z wyciągniętymi ku mnie rękoma…Bo tak odeszła. Śmierć w tym jednym wypadku okazała się nie lada rzeźbiarzem.

Do czego zmierzam tą wypowiedzią? Proste. Nie tak do ostatecznego aktu śmierci i odpowiedzi na to pytanie;” dlaczego tak musiało być? Dlaczego mnie się to przytrafiło?” ale by uzmysłowić, że są odpowiedzi jak i pytania, które lepiej, aby zostały bez odpowiedzi. Ważne jest, bowiem jeszcze nie tylko; o co pytamy, ale jak pytamy. I co ta odpowiedź wniesie DOBREGO w nasze życie.

A w moje życie wiedza na temat, jaka choroba zabiła Mamę, nie mogła przynieść ukojenia. Uciekłam od odpowiedzi, bo przecież nie tylko Ona, ale i ja jesteśmy, byłyśmy pielęgniarkami, więc jak to możliwe, że nie spostrzegłam zalążków choroby, jak to możliwe bym przegapiła zagrożenie życia dla jedynej ukochanej osoby, Mamy? Mąż wytłumaczył mi abym przestała żyć w poczuciu winy, a że owa odpowiedź mogłaby ją we mnie nasilić…I stąd taki, a nie inny wniosek. Że są i takie pytania. I że nie zawsze trzeba drążyć. Czasem sztuką jest sobie „odpuścić”.



Zaczęłam czytać „Jokera”. Skąd w Pani ta wszechstronność?

MG. Moja wyobraźnia wiedzie mnie po różnych krainach. Pozwalam jej na to. Zresztą uwielbiam to. Rzucam hasło; kryminał i o to rodzi się fabuła. Każdy gatunek literacki to kraina, do której chętnie daję się porwać. Zazwyczaj kluczem staje się tytuł. Widząc drzwi, czyli gatunek, poszukuję klucza. I tak mając go w ręce wchodzę odważnie, ufnie do tego świata, który obudził we mnie Adam Mickiewicz i Stanisław Lem, a przypieczętował Melchior Wańkowicz oraz kochana Agatha Christe.



Najpiękniejsza pora roku, Pani Jarzębinko?

MG. (Uśmiech)…co do Jarzębiny to ciekawa historia. Ale może opowiem o tym innym razem. Jaka pora roku….? Każda. Nie jestem wybredna. Kocham każdą chwilę, tę w której brodzę w zaspach śnieżnych, tę w której muszę stąpać po kałużach, czy tę w której zmagam się jako alergik z pyłkami kwiatów, lub tę w której muszę nosić ze sobą inhalator ,bo upał, gorąc sprawia ,że się po prostu duszę…A mimo to kocham każdą porę roku, bo żyję, bo mogę to podziwiać, bo JESTEM. I z lubością zanurzę się w śniegu, dam się ochlapać błotkiem, pozwolę słońcu ,by spiekło mi policzki, a kwiatom by podrażniły noska.

Kochana Agnieszko, dziękuję Pani za chęć przeprowadzenia ze mną wywiadu, za danie możliwości opowiedzenia, ukazania słowem, jak cenna jest dla mnie wiara, nadzieja i miłość. Czasem zamknięta w wersach wierszy, a czasem w rzędach słów prozy.

Marta Grzebuła „Tylko liść”

Czy słyszałeś kiedyś dźwięk

jaki rozbrzmiewa kiedy spada liść?

Kiedy uderza o ziemię czy chodnik

Lub spada pod nogi przechodnia

Czy słyszałeś kiedyś jego niemy krzyk

niesiony przez wiatr północny?

Nie – bo patrzysz przed siebie

Słuchasz swych myśli uważnie

co kłębią się w twojej głowie

nic wtedy nie jest poważne

I patrzysz w górę na słońce

Szukając promieni gorąca

Co cię obchodzi upadek

liścia co dobrnął do końca

Zwinięty w rulonik nieszczęścia

Samotnie dryfuje z wiatrem

Płynie na fali ostatniej

I nic nie chroni go przed upadkiem

Ale jest taka jedna jedyna chwila

Kiedy się nigdzie nie spieszysz

Kiedy u boku twego idzie dziewczyna

A wiatr w jej włosy liście upina

Dostrzegasz wtedy piękno

jesieni co wokół trwa

Ujmujesz jej dłoń delikatnie

Idziecie przez jesienny park







Autorka ma dla swoich fanów, czytelników obecnych i przyszłych wielką niespodziankę!



Zarówno ja, jak i Pani Marta jesteśmy wielkimi fankami poezji. Zadanie konkursowe nie będzie takie łatwe, ale też i trudne. Napiszcie w komentarzach pod tym postem kilka wersów wielbiących piękno polskiej złotej Jesieni w formie wiersza. Nie musi być to poemat, ani żadna rozprawa.

Wiersz, a krócej mówiąc, kilka wersów.

Pokażcie, co potraficie, wygrzebcie z szuflad zakamuflowane próby poetyckie. Niech poniesie Was wyobraźnia, dajcie upust słowom.

Jurorką jest autorka, Pani Marta.



Konkurs trwać będzie dwa tygodnie. Od dzisiaj, tj. 27 października 2014r. od godz. 24:00, a zakończy się 11 listopada 2014r. (w święto) o godz. 24:00.

Koniecznie, zostawiajcie namiary do siebie, adres e-mail!!!!



Autorka ogłosi swój werdykt w niedzielę 16 listopada br.



Nagrodami są do wyboru, przez Zwycięzcę:

  • dwa e-booki autorki

  • oraz książkę w formie papierowej również autorstwa Pani Marty.


Dodatkowa nagroda, to zamieszczenie wiersza w tomiku poezji, który pojawi się w połowie 2015 roku - z nazwiskiem lub pseudo wedle życzenia autora :)

Zatem, życzę powodzenia. Do piór! :)



sobota, 25 października 2014

Gdyby świat umiał płakać, zapłakałby rzewnie i głośno. Drugie moje spotkanie z prozą Pani Marty, które wywołało we mnie wiele emocji. Od wzburzenia, po złość, a nawet nienawiść. Jak można traktować tak swoje dziecko? Jak można pozwolić na okrucieństwo wobec swojego rodzonego dziecka?

Wielka, szczera i prawdziwa miłość dwojga ludzi rozbita o skały kłamstw, obłudy, zmyślanych wersów, wypowiedzianych w przypływie złości. Bliscy, którzy okazali się fałszerzami prawdy. Miłość, która została zdeptana, zgnieciona i zniszczona. Dlaczego?

Pytanie powtarzane przez Iwonę, główną bohaterkę wielokrotnie, cyklicznie. Zawsze, kiedy pojawiał cień nadziei na powrót do przeszłości.

 

Iwona jest rozwódką. Przez całe swoje życie tłamszona przez matkę. W końcu zmuszona do poślubienia mężczyzny, którego nigdy nie umiała nawet pokochać. Mąż okazał się tyranem, prześladowcą i psychopatą znęcającym się na nią i dziećmi. Iwona zaznała zatem nie tylko zimnego uczucia od matki, ale też wszelkiego niezrozumienia i przemocy psychicznej i fizycznej od męża.

 

W końcu pęka sama w sobie, zdobywa się na ucieczkę za granicę, początkowo do pracy, ale kiedy trafia do Holandii, osiada praktycznie na stałe. Iwona nie ma zbyt wielu znajomych, jedyną bliską jej osobą jest przyjaciółka Basia. Kobiety zaprzyjaźniają się, od początku umieją znaleźć wspólny język i nic zrozumienia.

 

Przy okazji powrotu do Polski, kiedy ojciec podupada na zdrowiu, znajduje się w szpitalu po przebytym zawale serca, Iwona stara się odszukać Marcina, swoją wielką, młodzieńczą i szaloną miłość. Pierwsze spotkanie po wielu latach, pierwsze po tylu latach uczucie zaczyna odżywać z jeszcze większą siłą, ze zdwojoną magią.

 

Bo miłość jest po prostu magiczna. Wielka, tajemnicza i magiczna. Autorka pięknie ukazała jej prawdziwe, dziewicze oblicze. Czy ktoś, kto nigdy nie był zakochany umie odczytać znaczenie tego uczucia? Nie. To uczucie wzniosłe, dodające nadziei, prawdziwej odwagi. Miłość pisze wiersze, skacze na najpiękniejszych kwiatach świata, pachnie najsłodszą słodyczą, widzi rzeczy, jakich nie widzą inni, stoi na pograniczu jawy i snu, otwiera najszersze drzwi swej tajemnicy, zabiera na samotne dzikie wyspy, maluje wielobarwne motyle obrazy. Tak piękną, ale niespełnioną miłość ukazała nam właśnie autorka. Miłość, którą przerywa zmowa milczenia.

 

Umiera ojciec Iwony, ona sama będzie miała kłopoty zdrowotne. Prawda jaką odkryje po tych wielu latach, okaże się dla niej przytłaczająca. Czy kobieta będzie umiała się w takiej rzeczywistości odnaleźć? Czy odnajdzie spokój? Będzie pragnęła zaspokoić swą ciekawość, ale w granicach zdrowego rozsądku. Marcin z kolei wahać się będzie między niepewnością, głosem sumienia, strachem przed odrzuceniem.

 

Losy bohaterów okażą się zawiłe, a jednocześnie tak precyzyjne, że powieść okazuje się świetną opowieścią nie tylko o miłości, ale ludzkiej psychice, cieniach przeszłości które mają na nas i nasze życie niebywały wpływ, stają się cieniami niespełnionych nadziei, pragnień i krzyku o uczucia ukryte na dnie serca. Wewnętrzny rozrachunek Iwony z przeszłością, wyznaniem matki, pozwoli jej uspokoić nerwy, da odpowiedzi na miliony kłębiących się w głowie pytań. Ten powrót do świata Iwona odzyska dzięki spokojowi.

 

Autorka znakomicie po raz któryś z kolei przemyca swoją poezję do powieści, pozwala zaznajomić się ze swoim miejscem pracy, ale przede wszystkim wzrusza. Do łez, szaleństwa, czasami buntu, pozwala nam przystopować, wyhamować, zwolnić bieg, zastanowić się nad wszelkim sensem.

 

Czasami warto!

 

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Autorce oraz:






wtorek, 21 października 2014

Nowe wydanie bestsellerowego poradnika Dzieciozmagania. Z maluchem przez pierwsze 5 lat już wkrótce w księgarniach!

 

22 października ukaże się niecierpliwie wyczekiwane wznowienie poradnika Kaz Cooke Dzieciozmagania. Z maluchem przez pierwsze 5 lat. Książka ta stała się niezwykle popularna wśród świeżo upieczonych rodziców, dodając im otuchy, rozśmieszając i nie forsując jednej – jedynie słusznej – metody postępowania przy opiece i wychowywaniu dzieci od urodzenia do lat pięciu. Rady, zalecenia i wskazówki podane są w niezwykle błyskotliwym, humorystycznym, pełnym zrozumienia i ciepłym stylu Kaz Cooke; dodatkowym atutem książki jest jej przejrzysty i nowoczesny układ oraz rysunki autorki, które stanowiąc celną puentę omawianych zagadnień, potrafią często rozśmieszyć do rozpuku.

Po wyczerpaniu się pierwszego nakładu, Dzieciozmagania stały się jednym z najbardziej poszukiwanych na rynku wtórnym poradników dla rodziców – używane egzemplarze trafiały na serwisy aukcyjne, osiągając nierzadko bardzo wysokie ceny.

Wydawnictwo Insignis od dłuższego czasu pracowało nad nowym wydaniem Dzieciozmagań, w którym miały zostać uwzględnione wszystkie zmiany, jakie pojawiły się w odświeżonej australijskiej edycji poradnika. Nie zabrakło gruntownej aktualizacji i rozbudowy działów z informacjami, źródłami, odsyłaczami i adresami. Wszystko to rzecz jasna zaadaptowane do polskich realiów, polskiego prawodawstwa i z uwzględnieniem polskich stron internetowych, książek, źródeł i instytucji. Doszło sporo nowych rysunków Kaz Cooke, książka zyskała nową okładkę i od tego wydania dostępna jest wyłącznie w bardzo wygodnej tzw. oprawie zintegrowanej, która chroni aż 816 stron książki!

Dzieciozmagania wraz z innym poradnikiem Kaz Cooke – Ciężarówką przez 9 miesięcy – to pozycja, której nie sposób odmówić statusu kultowej. To jedyny taki poradnik na rynku, który przez bardzo humorystyczne i podtrzymujące na duchu podejście do problemów spędzających resztki snu z oczu niewyspanych, świeżo upieczonych rodziców nie utracił niczego ze swojej bogatej treści, szerokiego spektrum poruszanych zagadnień i bardzo profesjonalnego, konsultowanego ze specjalistami podejścia do wielu ważkich kwestii z dziedziny opieki nad dzieckiem. Zresztą – jak pisze sama Kaz Cooke – Dzieciozmagania to coś więcej niż tylko poradnik. I trudno się z nią nie zgodzić.

LINK BEZPOŚREDNI DO FRAGMENTU:

http://bit.ly/dzieciozmagania

 

 

Wielkimi krokami zbliża się premiera nowej książki Reginy Brett!
 
Debiutując tytułem „Bóg nigdy nie mruga”, Regina Brett szturmem podbiła serca czytelników. Jej sukces przypieczętowało gorące przyjęcie książki „Jesteś cudem”. A już 5 listopada na księgarskie półki trafi trzecia książka pisarki z Cleveland, zatytułowana „Bóg zawsze znajdzie ci pracę”.
 
Regina Brett swoją nową książkę dedykuje wszystkim tym, którzy przestali kochać to, co robią; tym, którzy pragną ujrzeć swoją pracę w nowym świetle; ale również tym, którzy dopiero szukają swojego miejsca. „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” to zbiór inspirujących historii, które pomogą ujrzeć pracę oraz życie w nowym świetle; to „50 lekcji, jak szukać spełnienia”.
 
W ubiegłym roku Regina Brett zawitała do Polski i spotkała się z gorącym przyjęciem. Wydawnictwo Insignis z radością informuje, że autorka przyleci do Polski ponownie, by promować swoją najnowszą książkę. Spotka się z czytelnikami w Krakowie i w Warszawie (w środę 19 listopada 2014 godz. 18.00 w Empiku przy ul. Marszałkowskiej 116/122).





poniedziałek, 20 października 2014

Hanna Kowalewska

„Anna tłumaczy świat”

Próbowałam sienie namalować

W lustrze byłam niezwykła

włosy falowały rudością

Zastygła w półuśmiechu Madonna

To ja

 

Odwróciłam lustro

Nie było nikogo

 

Zrozumiałam

Tak maluje mnie każdy

W swojej wyobraźni

Tysiące obrazów z zastygniętymi półuśmiechami

Tysiące mnie

 

A więc nie ma mnie

Tak naprawdę

Zostałam namalowana

Przez Boga matkę ojca

Potem przez innych

I siebie

 

Tym pięknym wierszem rozpoczynam mój wywód o powieści zupełnie odbiegającej od tej, które czytałam. Taką miałam przyjemność przeczytać dzięki Pani Marcie Grzebuła. A myślę, że wiersz Pani Hanny Kowalewskiej doskonale odzwierciedla to, co chcę o tej powieści powiedzieć. 

Żadna lektura nie wywoła u mnie takiej nostalgii i kołatania myśli wokół głowy. Powieść „Poznać prawdę”, to znakomite odkrycie ludzkich emocji, kłębiących marzeń, pragnień, idealnych zbiegów okoliczności. To powieść o wnętrzu duszy, zakamarkach najgłębszych nadziei. Życie grupki przyjaciół, ich wzajemne relacje zostaną wystawione na wielką próbę przetrwania, będzie w nich mnóstwo prawdziwych twarzy, odbić lustrzanych, i szans na lepsze życie.

 

Poznajemy główne bohaterki – Amandę i Basię. To przyjaciółki, takie prawdziwe, od serca. Kiedy jedna ma złe chwile słabości, czy rozdygotanie emocji, druga, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje i gdziekolwiek by nie była, spieszy z pomocą pierwszej. To szczera i bezgraniczna przyjaźń. Takich w dzisiejszych czasach mało, niewiele. To piękna przyjaźń.

Obydwie pokrzywdzone przez los. Samotne matki, kobiety. Ale ta ich samotność jest każda z osobna, niezależna i to ona łączy i zespala ich nienaganną przyjaźń.

Amanda nieszczęśliwie się zakochała. W dniu kiedy miała powiedzieć swojej miłości o wielkim szczęściu – dziecku, które zaczęła nosić pod sercem, ta miłość odeszła od niej. Spakowała się, zatrzasnęła za sobą drzwi. Odszedł od niej człowiek, którego tak bardzo kochała i tak długo jeszcze wspominała. Został owoc tej pięknej miłości – dziecko. Samotna Amanda miała ogromne wsparcie duchowe w Basi.

Basia z kolei to przebojowa dziewczyna, której los także nie oszczędził. Szybko została wdową, kiedy mąż Piotr zginął tragicznie w wypadku, razem z jej rodzicami . I ona i Amanda znalazły spokój i emocjonalną ostoję w „Słonecznych ogrodach” Henryka i Martyny. Jakby mało było tej przewrotności losu Henryk okaże się człowiekiem, który kiedyś przed laty próbował ratować męża i rodziców Basi, kiedy ci na jego oczach tracili ten cenny dar, jakim jest życie.

Henryk i Martyna prowadzą gospodarstwo agroturystyczne, w którym Amanda i Basia ze swoimi dziećmi co roku spędzają wakacje. I tak Amanda odzyska wiarę w swoje szczęście w dzień Bożego Narodzenia, za sprawą wspólnych przyjaciół Daniela i Ilony. To u nich Pozna Radka. A potem.....będzie jak w bajce.

Basi jednak życie się trochę pokomplikuje. Najpierw niebezpieczna choroba synka, a wtedy jej samej kłopoty zdrowotne. Jednak i dla niej życie poukłada puzzle w takiej kolejności, jak powinny być ułożone. I Basia odnajdzie swoją prawdziwą miłość.

Dla mnie ta powieść jest idealnym przykładem na to, że w życiu może się naprawdę wiele wydarzyć. I to mogą być zupełnie niezależne od siebie zbiegi okoliczności. W tej powieści jest mnóstwo prawdziwych uczuć. Tutaj bohaterzy śmieją się, martwią, przeżywają życie prawdziwie, bez udziwnień. Owszem i popełniają błędy, ale umieją wyciągać z nich wnioski. Bohaterki powieści dają nie tylko sobie drugą szansę, ale i życiu. A ono bywa zaskakujące, nieprzewidywalne. To, co z reguły wydaje nam się szare, może okazać się przepiękną tęczą na niebie, pełną paletą barw i kolorów.

W swojej powieści autorka dotyka bardzo ważnych tematów. Samotności kobiet, życia bez kompromisów, obecności śmierci. Tutaj i śmiech i łzy mają swoje znaczenie. Autorka wplotła w fabułę swoje miejsce pracy – szpital. Znakomicie przedstawiłam nam je i od strony personelu medycznego, ale też wszelkich obrazów jego funkcjonowania.

Poza tym, widać, że Pani Marta jest pisarką wszechstronną. Wszystkie opisy przyrody są tu tak dokładne, jak gdybyśmy patrzyli na obraz impresjonisty z wszelkimi formami odczuć jej oddechu na skórze. No i te wplecione niczym wiatr we włosach wiersze.....obok tego nie da się przejść obojętnie. To się widzi i czuje.

Gratuluję autorce pięknej formy. Wszystkie dotychczasowe powieści, z jakimi miałam do czynienia, nie dosięgały chmur radości i tego, że jednak w życiu potrafi zwyciężyć wiara, nadzieja i miłość – podobnie, jak rozdziały w książce. A to ważne. Ważne, bo życie jest tylko jedno i najważniejsze, by je przejść zgodnie ze swoimi przekonaniami. Reszta.....no cóż, czas płynie. A ziarenka w klepsydrze tylko przerzucają kartki z naszym scenariuszem. „Poznać prawdę” ten scenariusz po części odkrywa.

 

Za ciekawą lekturę dziękuję sympatycznej Autorce i wydawnictwu:

 

 



21:29, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 października 2014

Moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki było nie tylko miłe, ale z wielkim poczuciem humoru. „Galeria uczuć” bowiem jest powieścią niezwykle ciepłą i pełną komicznych scen. To świadczy o tym, że autorka jest osobą posiadającą doskonały zmysł obserwacji, z poczuciem humoru podchodzi do życia i z przymrużeniem oka bierze wszelkie zawiłości losu.

 

Pani Alina Białowąs autorka „Galerii uczuć” zupełnie niedawno wydała swoją drugą powieść „Grzeczna dziewczynka”. Tematycznie ciężka, ale lekka w przekazie. Autorka bardzo trafnie ujęła w niej problem przemocy psychicznej i fizycznej, podejmując w ten sposób dyskusję na temat dla wielu trudny, wstydliwy, często zamiatany pod dywan.

 

Sama Pani Alina jest osobą sympatyczną, miłą i niezwykle ciepłą. Przygodę z pisarstwem zaczęła, chyba jak każda dziewczyna, od pamiętników. Od zawsze marzyła o zawodzie dziennikarki. Ale...jak to w życiu bywa, los bywa przewrotny i napisał Jej zupełnie inny scenariusz.

 

I w tym momencie pozwolę sobie zabrać głos.

 

Pani Alinko.

Dobrze, że nigdy nie zrezygnowała Pani z pisarstwa. I niech Pani nie rezygnuje. To co Pani robi daje tylko powody do tego, że możemy chwalić się i być dumnymi, jak mamy zdolne pisarki. Wybiera Pani tematy swoich powieści bardzo ważne dla nas kobiet. Dobrze, że znalazła się taka osoba, jak Pani i potrafi pokazać, jak to jest naprawdę. Poza tym Pani powieści są napisane lekkim piórem, ciekawie, dbając o każdy szczegół.

Wiem, że Pani podobnie jak ja kocha poezję. Dlatego też, w podziękowaniu za rozmowę, pozwolę sobie zadedykować Pani ten oto wiersz (mojego autorstwa):

 

Jesienne myśli

 

Nostalgia zakołysała biodrami

deszcz jej przygrywa kroplami

wiatr porwał do tańca

 

Nostalgia pomadki czerwień

na liściach ust śladem znaczy

w dłoniach wschody niezliczonych

dni samotnych

 

Nostalgia łez oczu pełnych nadziei

pustka serca melancholia

i nocy głusza sukienki tren przenika

 

Jesiennych myśli

pieśni wyśpiewanych

Nostalgii sen ukołysany

 

nim jesienne myśli przenikną

w Nostalgii czas tykaniem zegara

uciekną oszukane pamiątki

 

zostaną w Nostalgii

ukryte brylanty

 

 

Dziękuję za wywiad. Chciałabym też w tym miejscu zapowiedzieć, że to nie pierwsza i nie ostatnia nasza wspólna rozmowa Pani Alino :)

 

 

Galeria uczuć” dla mnie to książka napisana lekko, przyjemnie. Tak się ją czyta, takie odniosłam wrażenie. Skąd pomysł na komedię w tak dobrym stylu, ze świetnymi dialogami?

 

AB. Pomysł napisania książki o problemach, z którymi borykają się często mężatki, matki dzieciom, pojawił się w mojej głowie dawno temu, gdy sama byłam kurą domową. Wymyśliłam bohaterkę, trochę „zakręconą”, obdarowałam ją wadami i zaletami i uwikłałam w problemy, które często sama sobie stwarzała, pozwalając wyobraźni na knucie teorii spiskowych. Ale, zanim powstała „Galeria uczuć”, przez ponad 10 lat publikowałam moje opowiadania w czasopismach dla kobiet. Pisząc powieść, nie chciałam przedstawiać życia kury domowej, wcale niewesołego, w szarych barwach, ale też nie zakładałam, że będzie to komedia. A że styl pisania mam ponoć lekki, poczucia humoru mi nie brakuje a dialogi bardzo lubię pisać, wyszło lekko.

 

 

Piękne zakończenie. Czy będzie ciąg dalszy, bo przyznam, że jestem ciekawa, jak się powiodło dalej Oli i Pawłowi.

 

 

AB. Nieee, nie będzie ciągu dalszego. Zostawiłam Olę w bezpiecznych ramionach męża, więc będzie jej się dobrze wiodło.

 

W Pani powieści kilka razy powtarza się wątek solidnego stołu, przy którym powinna siedzieć cała rodzina. Czy to tak faktycznie jest, że stół stanowi mocny fundament dobrych relacji międzyludzkich?

 

AB. Myślę, że stół jednoczy rodzinę. Wiem, że wspólne, rodzinne posiłki przy stole są dzisiaj mało realne, z różnych względów. Ale nie warto pozbywać się stołu. Nigdy nie wiadomo, czy pewnego dnia nie zasiądzie przy nim cała rodzina.

 

Czy postacie z powieści są odwzorowaniem z otaczającej rzeczywistości, czy są całkowicie wyjęte z wyobraźni?

 

AB. Jest tylko jedna postać rzeczywista. Żyje do dziś i ma się dobrze. Nie zdradzę która:)

Poza nią scena kupna obrazów przez obcokrajowca, jest prawdziwa. Ale to właśnie tę scenę czytelniczki uznały za nierealną.

 

Która z pań charakterem jest Pani bliższa?

 

AB. Hmmm... przyznam się, że moim charakterem i charakterkiem obdzieliłam Olę, panią Fredzię i teściową Oli.

 

Z którą najchętniej by się Pani zaprzyjaźniła?

 

AB. Z Olą. Bardzo lubię „zakręcone” osoby.

 

Pani Alinko. Zadebiutowała Pani „Galerią uczuć”, którą uważam za znakomitą opowieść, jak na debiut. W ogóle uważam, że ma Pani nie tylko lekkie pióro, ale bardzo spostrzegawczą naturę. „Grzeczna dziewczynka” nie zakrawa już o uśmiech na twarzy. Zna Pani moje zdanie na temat książki, które zawarłam w recenzji. Porusza Pani w swej drugiej książce bardzo ważny temat. Przemoc psychiczna i fizyczna. Skąd pomysł na taki właśnie temat?

 

 

AB. Przemoc psychiczna i fizyczna, to temat ponadczasowy, zawsze była, jest i będzie. Ale chciałabym zaznaczyć, że wszystkie moje wypowiedzi, w tej naszej rozmowie, dotyczyć będą tylko przemocy wobec kobiet, bo wiem i chyba nie tylko ja, że tego rodzaju przemoc zdarza się też wobec mężczyzn. Kobiety zakompleksione, o niskim poczuciu własnej wartości, marzące o miłości, są łatwą zdobyczą dla mężczyzn, jak Filip z mojej książki – despotycznych, manipulujących uczuciami, nieznoszących sprzeciwu. Sam pomysł napisania powieści, o zakompleksionej dziewczynie, która stała się ofiarą przemocy „przyfrunął” do mnie rok temu, gdy szłam do biblioteki wypożyczyć książki. Było październikowe popołudnie, wiał ciepły wiatr, w powietrzu wirowały liście, nagle jeden z nich spadł na moje ramię. Był rudy, miał mnóstwo kropek. I tak w mojej głowie narodziła się dziewczyna, ruda, piegowata, zakompleksiona. Wchodząc do biblioteki, wiedziałam już gdzie będzie pracować moja bohaterka i jak potoczą się jej losy.

 

 

Nie będę chyba oryginalna, jeśli zadam pytanie, które chyba wszyscy czytający „Grzeczną dziewczynkę” już zdążyli Pani zadać. Czy którakolwiek z postaci ma swoje odbicie w rzeczywistości?

 

AB. W obu powieściach /„Galeria uczuć”, „Grzeczna dziewczynka”/ wprowadziłam jedną postać rzeczywistą. Pozostałe postaci są wytworem mojej wyobraźni.

 

 

Jak Pani myśli, dlaczego tak łatwo ulegamy wszelkim stereotypom. Nasz tok myślenia często potrafi nam przewrócić w głowie, zaślepić prawdziwe intencje obcych nam ludzi. Karolina dała się zwieść Filipowi, tylko dlatego, że była strasznie zakompleksioną dziewczyną. Czy stereotyp, że kobieta powinna być uległa swojemu mężczyźnie nadal panuje w naszym świecie?

 

AB. Dlaczego tak łatwo ulegamy wszelkim stereotypom?

Hm... to, czy łatwo, zależy od nas samych. Ale myślę, że każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, ulega stereotypom i raczej trudno jest się od nich uwolnić. Ulegając stereotypom oceniamy ludzi po pozorach, dzielimy na lepszych i gorszych. Gorsi to „oni”, lepsi to „my”. Myślę, że ulegając stereotypom zatracamy dystans do siebie oraz do otaczającej nas rzeczywistości i wyrządzamy krzywdę i sobie i innym, często bliskim nam, ludziom.

 

Czy stereotyp, że kobieta powinna być uległa swojemu mężczyźnie nadal panuje w naszym świecie?

 

AB. Z moich obserwacji wynika, że panuje, niestety. Może nie w takim stopniu, jak kilkadziesiąt, czy nawet kilkanaście lat temu, ale panuje. Ale ja winię za to kobiety, a nie mężczyzn. Matki wychowując swoje córki uczą je, świadomie lub nieświadomie, uległości wobec mężczyzn. Każda kobieta chce być kochana, każda pragnie miłości. Gdy pojawia się wymarzony mężczyzna, a ona zakochuje się w nim, zaczyna być uległa, często wbrew sobie, aby tylko zatrzymać mężczyznę.

I, niestety, zamiast happy endu, pojawia się dramat.

 

Jak Pani myśli, dlaczego to kobiety najczęściej są ofiarami? Żyjemy w XXI wieku, kobiety czują się w jakiś sposób wyzwolone, silniejsze od mężczyzn, a mimo to ulegają pewnym presjom. Czy to wynika też z naszej bardziej delikatnej natury, pewnych słabości, czy może uległości?

 

AB. Owszem, żyjemy w XXI wieku, ale wiek nie ma nic wspólnego z miłością. Miłość jest wartością stałą, nie podlega zmianom. Kobiety chciały i chcą być kochane. Dlaczego najczęściej są ofiarami?

Dlatego, że kochając za bardzo, zatracają siebie. Zakochane stają się uległe. Bardzo często są nieświadome, że uległością wyrządzają sobie krzywdę. Że ślepa uległość wobec kochanego mężczyzny, daje mu przyzwolenie na manipulowanie uczuciami. A gdy pojawia się manipulacja, kończy się szacunek, miłość umiera.

 

Dlaczego takie tematy, jak przemoc są uważane za tematy tabu, często zamiatane pod dywan, a nawet wstydliwe?

 

AB. Myślę, że to zależy od tego, z jakiej rodziny pochodzi ofiara przemocy. Jeśli w rodzinie ojciec bił matkę, a ona nic z tym nie zrobiła, jej córka może zachować się tak samo. Mało tego, znam przypadek, gdy matka powiedziała, że córka sama sobie jest winna, że mąż ją pobił, bo na pewno go sprowokowała. I jeszcze wymusiła na córce, żeby nikomu, o tym nie mówiła, bo... przyniesie wstyd rodzinie. Czyli, nie udzielając pomocy, przyzwoliła na bicie własnej córki.

A ile jest takich małżeństw, w których mąż jest miły, kulturalny, czuły i troskliwy, ale tylko na pokaz w gronie bliższych lub dalszych znajomych, a w domu – kat. A, gdy jego żona próbuje powiedzieć prawdę, często słyszy: ”Nie wstyd ci narzekać? Twój mąż to miły i dobry człowiek.”

Ja myślę, że jak długo ci, do których zwracają się ofiary przemocy prosząc o ratunek, pozostaną ślepi i głusi, bo ulegli stereotypom, że do małżeństwa lepiej się nie wtrącać, tak długo temat przemocy będzie uważany za tabu, zamiatany pod dywan a nawet wstydliwy.

 

 

Pani Alino, zazwyczaj pytam moich rozmówców, jak postrzegają otaczającą ich rzeczywistość. Jak Pani, wrocławianka, odbiera otaczającą nas rzeczywistość. Czy zmierza w dobrym kierunku?

 

AB. Chciałabym bardzo, aby tak było, ale chwilami ogarnia mnie zwątpienie. Dlatego życzę sobie i innym odporności na tę otaczającą nas rzeczywistość. Chyba nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wierzyć w mądrość i rozsądek tych osób, które mają lub mogą mieć wpływ, by ją zmienić, jeśli zacznie iść w złym kierunku.

 

Gdyby jakimś magicznym sposobem złapała Pani złotą rybkę, o co by ją Pani poprosiła?

 

AB. Zachowałabym się egoistycznie i poprosiłabym o spełnienie tylko moich marzeń. Ostatnio uczę się tzw zdrowego egoizmu. Może to trochę późno, z racji mojego wieku, ale „późno” jest lepsze od „nigdy”.

 

Pani Alino. Standardowy zestaw pytań, o który pytam każdego niemalże rozmówcę. Chodzi o Pani spojrzenie na kino, teatr i poezję. Zacznę od poezji. Poezja, jako płaszczyzna przez Panią poznana, czy to nieodkryty ląd?

 

AB. Odkryty. I to bardzo dawno. W szkole podstawowej miałam przyjaciółkę, która pisała wiersze. Ja w tamtych latach pisałam pamiętniki. Od czasu do czasu wymieniałyśmy się zeszytami. Ja zachwycałam się jej poezją, a ona moją prozą :) Szczerze mówiąc, to właśnie Basia, tak miała na imię, zaraziła mnie miłością do poezji. W liceum brałam udział w międzyszkolnych konkursach recytatorskich, do dziś pamiętam pierwszy wiersz, który deklamowałam, „Nasturcje” - Jana Kasprowicza, wybrany dla mnie przez nauczycielkę języka polskiego. Twierdziła, że mam dobry, „radiowy”głos. Ale jury było innego zdania, bo zajęłam 3 miejsce:)

Dzisiaj nie ma już Basi, ale moja miłość do poezji jest nadal. Szukam w niej schronienia, gdy czuję się zraniona. Myślę, że dusze poetów utkane są z kropel rosy.

Do moich ulubionych, między innymi, należą: Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, Małgorzata Hillar, Halina Poświatowska, Agnieszka Osiecka, Zbigniew Herbert, Adam Zagajewski.

 

Jak odnosi się Pani do kina. Stare, czy już współczesne, polskie, czy zagraniczne?

 

AB. I stare i współczesne. I polskie i zagraniczne.

Lubię oglądać filmy znanych reżyserów z dobrą obsadą aktorską. Zagraniczne i polskie.

Myślę, że to kwestia zaufania do reżysera i do gry aktorów.

 

 

Teatr. Czym jest dla Pani teatr. Przez duże T, czy przez małe t?

 

AB. Przez duże T. Teatr „na żywo” uczy, bawi, rozczula, zmusza do myślenia.

To uczestniczenie w grze aktorów. Kino, jeśli nawet przeżywamy jakiś film, nie daje takiej możliwości. Aktor, ze sceny, nawiązuje kontakt z widzem. A widz, jeśli uważnie słucha i obserwuje, wychodzi z teatru bogatszy, o przeżycie duchowe. Mając do wyboru, pójście do kina lub teatru, zawsze wybiorę teatr.

 

Ma Pani jakieś swoje motto życiowe, którym się Pani kieruje?

 

AB. Patrz od kogo wymagasz, a będziesz mniej cierpieć.

 

A teraz proszę napisać coś od siebie:

 

AB.

Bardzo dziękuję za spotkanie, Agnieszko. Mój czas galopuje, jakby się szaleju najadł, a ta nasza rozmowa, jest dla mnie rodzajem przystanku, zatrzymania, skupienia.

Wszystkim osobom, spieszącym się, dedykuję piosenkę w wykonaniu Michała Bajora- „Chwila”.

(...)

Obudź się na chwilę
Zanim krew się zmieni w rdzę
Obudź się na chwilę
Pomyśl jeszcze ile
W księżycowym pyle
Wielkich planów, małych szczęść...

 

 



poniedziałek, 06 października 2014

Książka o marzeniach, straconych nadziejach, zawiłościach losu, idealizmie, któremu podcięto skrzydła. Książka o kompleksach, utartym stereotypie kobiety uległej mężczyźnie, by w końcu powiedzieć książka, która zahacza o ważny, aczkolwiek temat tabu przemocy – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej.

To moje drugie spotkanie z twórczością autorki, która tym razem zafundowała mi nie lada emocje. Z bohaterki zrobiła nieświadomą ofiarę przemocy, łamiąc sposób myślenia współczesnego świata, bo kobieta nigdy nie powinna być sprowadzona do roli ofiary, a już na pewno, nie powinna marnować czasu i życia dla złudnych wyobrażeń o ideale mężczyzny.

 

Bohaterka „Grzecznej dziewczynki” - Karolina, ma dwadzieścia pięć lat, pracuje w bibliotece. I tu ukłon w stronę autorki, że za miejsce pracy wybrała właśnie bibliotekę, przedstawiając nam jako miejsce oblegane przez czytelników. Karolina jest mega zakompleksioną dziewczyną. Dlaczego? Rzadki typ urody – rude, kręcone włosy, wysoka, chuda i do tego piegowata. Innymi słowy, bardzo naturalna pani bibliotekarka, która w swoim otoczeniu nie grzeszy ilością znajomych. Ich krąg otwiera i zamyka dawna przyjaciółka Miśka.

 

Karolina spotyka na swojej grodze Filipa. Trzydzieści trzy lata, bardzo podobny do długowłosego modela z pierwszych stron kolorowych magazynów. Filip już od początku wydaje się bardzo cynicznym i pustym człowiekiem. Karolinę traktuje bardziej jako przyjaciółkę niż dziewczynę. Nie tylko Miśka zauważy bardzo dziwny charakter Filipa. Babcia Karoli również będzie w stosunku do wybranka wnuczki sceptyczna i ostrożna. Jednak serce dziewczyny zaślepione miłością, jakąś chorą nadzieją, że może po ślubie chłopak się zmieni, całkowicie przysłania prawdziwe oblicze tego psychopaty. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto od pierwszych chwil poznania stawia na swoim, manipuluje drugą osobą, wpajając jej, jaka to ona jest płytka i zamknięta.

 

Karolina nie potrafi racjonalnie przeanalizować zachowania Filipa, który doskonale maskuje się pod fałszywym wizerunkiem dżentelmena z doskoku. Życie bohaterów potoczy się jak w kalejdoskopie. Tylko.....no właśnie. Ten kalejdoskop uczuć i emocji zatrzyma się w niewłaściwym momencie.

 

Dla mnie ta książka otwiera dyskusję o prawdziwej roli kobiety u boku mężczyzny. Jak często karmione jesteśmy złudnymi marzeniami i wyobrażeniami. Dlaczego pozwalamy na budowanie w społeczeństwie stereotypów i jak są one często wykorzystywane wobec nas.

 

Karolinie Filip dał nadzieję i nakarmił złudnymi wyobrażeniami. On nie tylko nazywał ją grzeczną dziewczynką, sprowadzając siebie do roli pana i władcy, obniżał w niej samej poczucie własnej godności. Mówił jej to, co chciała usłyszeć. Dawał to, czego nie chciała dostać, robił wszystko na złość, wbrew jej woli. A wszystko po to, by zaspokoić głód władzy, manipulacji i nieopanowanej żądzy wyrachowania.

 

Tak cyniczny człowiek, jak Filip, poniesie kiedyś w swoim życiu karę adekwatną do zła i krzywd, jakie wyrządził drugiej osobie. To ludzie pozbawieni empatii, ludzkich odruchów, często ludzie skrzywdzeni w przeszłości. To także ludzie wyzbyci podstawowych uczuć, jak miłość. Tacy ludzie nie umieją kochać, nie chcą kochać i na pewno nie zmienią się potem, czy później, czy nawet w niedalekiej przyszłości.

 

A Karolina? Karolinie życzę jak najlepiej. By odnalazła w końcu prawdziwe uczucie. Miłość porywającą i rozrywającą. Miłość tak piękną, jak ona sama.

 

Dziękuję autorce za wspaniałą lekturę. Za te wszystkie doznania, emocje i całą paletę odczuć. Dziękuję, że poruszyła tak często zamiatany pod dywan temat. Przemoc. W jakiejkolwiek formie by się nie objawiała, czy przejawiała. Nie ma żadnego przyzwolenia, a już na pewno wytłumaczenia. To zachowania karane i powinno być piętnowane, tępione, jak najgorszą zarazę. A może przemoc jest zarazą?

 

Za lekturę dziękuję samej autorce, Pani Alinie Białowąs oraz wydawnictwu e-bookowo.



O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi