Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
wtorek, 30 września 2014

Czy istnieje zbrodnia dokonała? Nie. Prędzej czy później prawda wychodzi na jaw.

 

„Sanktuarium śmierci” Dariusza Rekosza.

 

Zaczytałam się w tym kryminale niesamowicie. Autor zafundował mi świetną lekturę. Mile i zaskakująco spędziłam czas, którego co prawda mam niewiele, ale spożytkowałam go w bardzo doborowym towarzystwie.

 

Autorzy dobrych kryminałów szczególnie upodobali sobie Gdańsk, okolice Trójmiasta na miejsca akcji. Nic dziwnego. Znakomita architektura, pozwalająca na rozbudowanie nawet zawiłej akcji powieści. Ale nie tylko. Znajomość tych wyjątkowych miejsc, jego tajemnic, a nawet magii są niezwykle ważne, by czytelnik mógł przenieść się w nie wszystkimi zmysłami i wtopić się w wersy bez opamiętania.

 

Gdańsk czasów współczesnych. Tutaj dochodzi do makabrycznych zbrodni na młodych, dobrze zbudowanych mężczyznach. Makabryczne, bo pozbawione gałek ocznych ciała denatów z raną kłutą w samo serce są widokiem przyprawiającym o mdłości. Ofiary, jak się okaże mają jeden wspólny mianownik – misja. Tak, dobrze czytacie – misja w Pakistanie. Żołnierze, którzy wrócili z misji rządowej, ściśle ukrywanej przed światem.

 

Komisarz Szwerman, który dowodzi całą akcją, wydaje się postacią ciepłą, sympatyczną. Polubiłam tego trochę zagubionego faceta od samego początku. Skrupulatny Szwerman popląta się w jednym momencie w całym śledztwie, tym bardziej, że sprawa ugrzęźnie w martwym punkcie. Jednak przebiegły Komisarz nie da zwieść się pozorom, dzięki uprzejmości i skromnej pomocy Ireny Kozłowskiej osiągnie zamierzony cel – odkryje karty z twarzą zabójcy.

 

Kim jest z kolei Kozłowska? Kierowniczką basenu, na którym dochodzi do pierwszego zabójstwa. Kobieta bezpośrednia,silna charakterem, z tych, co to sobie w kaszę nie dadzą dmuchać, ani zamydlić oczu, a już na pewno kobieta, która policjantów uważa za nieźle szurniętych. W najmniej oczekiwanej chwili pojawi się i uratuje naszego Komisarza.

 

Autor po mistrzowsku wmanewruje nas w całą fabułę. Niby postać ratownika pojawi się bardzo nietypowo, trochę pomiesza szyki, a za chwilkę kolejne morderstwo, kolejne podejrzane osoby. Stopień, za stopniem. Schody zaczną się zwężać, korytarze ciemnieć i w końcu już nie wiemy, jak i co. Na ratunek wszelkim naszym wątpliwościom przyjdzie z pomocą Szwerman. To postać idealnie zarysowana, scharakteryzowana, przedstawiona, z krwi i kości, bez ubarwiania.

 

Książka pełna emocji, którą czyta się lekko, szybko. Widać, że autor ma lekkie pióro. To dobrze, oby więcej takich powieści. Oby więcej takich ciekawych bohaterów. Trochę czuję niedosyt, bo nie ukrywam, że chciałabym się dowiedzieć, czy Szwermanowi i Kozłowskiej drogi się zeszły, czy jednak każdy poszedł w swoją stronę. Poza tym. Książka podzielona jest na rozdziały, które uważam za zbędne. Całość jest tak precyzyjnie wyeksponowana, że te rozdziały tylko wybijały mnie z rytmu. Poza tym rewelacja!

 

Mam nadzieję, że to nie pierwsze i nie ostatnie spotkanie z twórczością Pana Darka. Jestem bardzo ciekawa jego innych pozycji. Tym bardziej, że jestem zagorzałą fanką słuchowisk radiowych.

Wiem, że „Sanktuarium śmierci”, to wydanie wznowione i zmienione „Siostrzyczki”. Hm....oba tytuły są świetne i oddają głębię myśli autora.

 

Za egzemplarz recenzyjny, rewelacyjną lekturę dziękuję:



 



wtorek, 23 września 2014

Życie jest wielobarwnym motylem unoszącym cały ogrom jego sinusoidy. Wszystkie wydarzenia, sytuacje dzieją się po Coś. I to właśnie Coś wrzyna się w tętno pulsującej w żyłach krwi, bijącego serca. Nie ma żadnych przypadkowości. Gra świateł, emocji, pełnej czary, magii, zapachów i zatykających dech w piersiach widoków.

Porozmawiajmy o tym, czym jest życie.

Życie, to bez wątpienia cud. Nieprzejednane zjawisko, które czasami zwycięża, czasami przegrywa. Ale życie, to przede wszystkim bezwzględna i wartościowa nić, która może w każdej chwili się urwać. Oby nie. Bo życie jest po prostu piękne.

I o jego bezwarunkowej, cennej wartości opowiedziała mi Joanna Sykat w „Biedronki są ważne”. Zbiór niezwykle kontrastujących ze sobą opowiadań. Każde z nich jest wyjątkowe, indywidualne i zupełnie odmienne od każdego następnego. Taka jest właśnie twórczość Joasi Sykat. Za każdym razem, gdy sięgam po Jej pozycję wiem, że się nie zawiodę, że mnie zaskoczy. Jak na razie Joasia zbiera u mnie same plusy. Przyciąga mnie przede wszystkim swoistym darem prostolinijności. Mówi wprost, nie ubarwia, nazywa rzeczy po imieniu. To nie tylko odważne zabiegi ze strony autorki, ale myślę, że nade wszystko zabiegi świadome, które zasługują na to, by poustawiać je w rzędzie. Jak będą wyglądały?

Nierówno. Bo takie właśnie są opowiadania Joasi.

 

Obrazy, jakimi raczy nas w nich autorka są cząstką naszej, często bliskiej, zza ściany, czy płotu, rzeczywistości. To właśnie fragmenty naszego świata, otaczających nas naszych małych ojczyzn. Oprócz swoich osobistych przeżyć, autorka funduje nam podróże w głąb siebie, swoich ciał i myśli. Są to również przelane na papier obserwacje, których bohaterami są ludzie, sąsiedzi, mieszkańcy wsi z krwi i kości. Są również zwierzęta – od ślimaków, po kury, czy bardziej ssakowate.

 

Okazuje się, że w życiu nie tylko biedronki są niezwykle ważne. Ważna jest równowaga między sobą i światem, nawet tym wychodzącym spoza ram dostępnych dla ludzkiego wzroku. Tymi opowiadaniami autorka zwraca uwagę na balasty, wszędobylskie kontrasty i różnorodności życia. Nie zawsze jest ono sielskie. Często krocząc jego schodami potykamy się o własną dobroć, czy wyrozumiałość.

 

Jest kilka opowiadań, które chwytają mnie za serce, popychają na granicę łez. Nie wiem. Może jestem zaślepiona ich wyjątkową formą, ale jeśli kobieta pisze o utracie dziecka, o ponownym zajściu w ciążę i cudzie narodzin, to chyba każdemu spłynęłyby po policzkach łzy. To są właśnie te maleńkie cuda od życia, dary, najcenniejsze perełki. To jest właśnie niezwykle ważne. Te maleńkie ślady, zostawione na progu naszych nadziei, łączących się nićmi pulsu.

 

To życie właśnie. A Joasia ma niesamowity dar opisywania tego w sposób wyciągający z nas całą gamę emocji, kłębiących się myśli i wszystkiego, co istnieje wokół tego. Jej formy wypowiedzi czyta się szybko, bez pretensjonalności. Myślami zatacza się elipsy. To wszystko efekt niezwykłości w twórczości Joasi, którą polubiłam od samego początku. Od pierwszych wersów jej powieści.

 

Zagłębiłam się w każdej pozycji autorki. Za każdym razem byłam niezwykle miło zaskoczona. Joasia nie pisze powieści fantazy. Pisze o prostym życiu, rozterkach dnia codziennego kobiety podobnej do nas samych. Często odnoszę wrażenie, że pisze o nas właśnie. To my jesteśmy bohaterkami i bohaterami jej obserwacji.

 

Tak jest właśnie u Joasi. Na jej stronach nie tylko biedronki są ważne :)

 

 

 


 

20:54, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 września 2014

Szanowni Państwo,
miło nam poinformować, iż 16 września 2014 nakładem naszego wydawnictwa ukazały się następujące tytuły: 



PONAD MILION SPRZEDANYCH EGZEMPLARZY!

Powieść w formie listów i jednocześnie poradnik, jak żyć w harmonii i wewnętrznym spokoju, ze świadomością wolności wyboru.
55 listów terapeuty do byłej pacjentki a teraz przyjaciółki to jak 55 cudownych, kojących, zupełnie niegroźnych pigułek, niosących nowe prawdy, celne uwagi, trafne spostrzeżenia.
Jorge przywraca siłę i moc sprawczą prostym słowom. Wystarczy, że wsłuchując się w siebie będziemy używać „chcę”, „wybieram”, „postanawiam” a zapanujemy nad życiem i staniemy się odpowiedzialni za nasze wybory. Świadomość działań, które podejmiemy dobrowolnie, pozwoli nam czerpać z życia przyjemność i satysfakcję. Dzięki temu w naszym życiu pojawi się doskonała harmonia.

Szczęście polega na tym że pozwala się, by zdarzyło się wszystko, co ma się zdarzyć.


Czterdziestoletni mężczyzna, pracujący i samodzielny, nie powinien mieszkać ze swoimi rodzicami. A już na pewno nie powinien wprowadzać do rodzinnego domu swojej świeżo poślubionej małżonki. Justyna będzie musiała zmierzyć się z niechętną teściową i jej nieustającą krytyką. Pytanie tylko: czy warto? I dla kogo?





Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz w tajemniczym świecie japońskich zasad i przeznaczenia
Spokojne życie znanego gdańskiego dziennikarza – Emila Żądło – zostaje zakłócone: okazuje się, że ktoś podszywa się pod niego na licznych forach internetowych. Zostawiane komentarze dotyczą zagadkowych japońskich drzeworytów. Zaintrygowany sprawą Żądło rozpoczyna prywatne śledztwo.

Co łączy ludzi, którzy w tajemniczy sposób giną w Trójmieście?

Co kryje historia drzeworytów i jaki ma związek z morderstwami?

Dlaczego namiętna miłość pięknej gejszy i oficera niemieckiej marynarki zakończyła się ich tragiczna śmiercią?

Świetnie skrojona intryga kryminalna, pasjonująca lekcja historii, niepokojąco tajemniczy nastrój, niesamowicie sugestywne obrazy, od których trudno się oderwać, zagmatwane historie z przeszłości, połączone z obecnymi wydarzeniami.



Pozdrawiamy,
Wydawnictwo Replika


niedziela, 07 września 2014

Moja miłość do słowa pisanego po polsku trwa nieustannie. Od początku mojej przygody z książką wiedziałam, że polska literatura jest tym kierunkiem, w którym pójdę z wielką chęcią i zainteresowaniem. Mówiłam o tym wielokrotnie i powtórzę milion razy, albo i więcej.

 

Z twórczością Ireny Matuszkiewicz spotkałam się pierwszy raz. Zainteresowanie powieścią Pani Ireny wzrastało regularnie z każdym czytanym wersem. Autorka znakomicie połączyła ze sobą dwa rodzaje gatunków. Komedię z tragedią. Nie brakuje tu świetnie poprowadzonych dialogów, dowcipnie opowiedzianych sytuacji, czy zdarzeń. Klatki fabuły następują po sobie, jak w profesjonalnie wyreżyserowanym filmie.



Dlaczego śmiałam nazwać tę powieść również tragedią? Brakuje typowych wątków dla kryminału. Nikt tu nikogo nie zabił, a sytuacja głównej bohaterki podobna jest bardziej do tragicznej farsy.

Ale po kolei.

 

Główna bohaterka Dorota, to z zawodu i zamiłowania kosmetyczka. Do jej salonu przychodzą kobiety z różnych sfer. Utarło się wszem i wobec przekonanie, że do kosmetyczki, podobnie jak do fryzjera przychodzi się poplotkować. I nie będę w ogóle zaprzeczała. W tych miejscach kobiety spotykają się przede wszystkim po to, by mieć chwilkę tylko i wyłącznie dla siebie. By móc porozmawiać o swoich kłopotach, rozterkach, przemyśleniach, podzielić się z kimś swoimi radościami, ale też nie mówić nic, by w ciszy i spokoju oderwać się od codziennego kieratu.

Dorota jest przeciętną dziewczyną, za to najlepszą w swoim fachu kosmetyczką. Ma swoich stałych klientów, którym poświęca mnóstwo czasu i uwagi. Jednak swojemu życiu prywatnemu Dorota nie umie przekazać nawet odrobiny chwili. Owszem ma swoje grono wiernych przyjaciół i znajomych. Ale nawet oni nie zastąpią jej tęsknoty za posiadaniem własnej rodziny.

 

Najwierniejszą i stałą klientką jej salonu, która ciągle opowiada o swoim wystawnym salonowym wręcz życiu jest Gabriela Haczyńska. Splot tajemniczych wydarzeń sprawi, że te dwie bohaterki niewinnie zostaną wmanewrowane w coś, nad czym nie wiadomo do końca, czy się śmiać, czy płakać. Odmłodzona Gabrysia odzyska dawne lata, ale straci coś, na czym zależało jej najbardziej – rodzinę. Gabriela jest kobietą nauczoną życia w wysokich standardach, luksusach, na które pracuje mąż. Ona siedzi w domu, ma gosposię i nie robi nic poza wychowywaniem dzieci. Dzieciaki już prawie dorosłe, mają swoje ścieżki, swoje zdanie i traktują matkę tak obcesowo, że Gabrysia powoli zaczyna sobie po prostu nie radzić. Przychodzi do salonu Doroty wygadać się, poplotkować, pokoloryzować o swoim życiu. Prawda jest taka, że Haczyńska nie potrafi przyjąć do swojej świadomości zupełnie odwrotnych przebiegów zdarzeń, jakie mają miejsce w jej nie za wesołym życiu. Prawda jest taka, że Gabrysię kompletnie zaniedbuje uczuciowo mąż, dzieciaki traktują ją jak koleżankę, a ona sama na siłę próbuje cofnąć czas kosmetycznymi zabiegami, by podnieść poczucie godności chociaż w swoich oczach, bo w oczach rodziny jest jak zdegradowana matka polka, która nie potrafi radzić sobie ze swoimi problemami.

 

Dorota jest postacią bardzo ciepłą i charakterystyczną i na pewno nie zasłużyła na to, by sytuacje i wydarzenia w jej życiu przybrały taki obrót. Ale...kto mówił, że życie to bajka. Klientki swojego salonu zna od podszewki. Idealnie umie wpasować się w rozmowę z każdą z nich. Los bywa bardzo przewrotny. W chwili, gdy Dorota dowiaduje się, że została spadkobierczynią kamienicy po swojej babce, dochodzi do dziwnej sytuacji z Gabrielą Haczyńską i to gdzie? W jej salonie.

Chłopak Doroty, Tomasz, jest pracoholikiem, który za cenę utrzymania swojego stanowiska w wielkiej korporacji wyciągnie rękę po narkotyki i najdroższe zabiegi utrzymujące młodość, by młodsi koledzy z pracy nie zastąpili go na jego stanowisku. Dorota do tego ich dziwnego związku podchodzi z bardzo dużym dystansem. Nie wyobraża sobie związku na odległość. Tomek jest za to typem człowieka twardo stąpającym po ziemi, każdą decyzję Doroty bada od strony ekonomicznej, przydatności i bardziej ogólnego zadowolenia jego, niż jej.

To właśnie Tomek, spotkanie z Jodłowskim – wspólnikiem Doroty w inwestycji kamienicy, poprowadzi mnóstwo tragicznych i komicznych, a nawet zagadkowych sytuacji. To specyfik od Tomka sprawi, że Dorota zacznie się przyglądać swojemu chłopakowi bliżej i odgadywać zagadki z jego tajemniczego życia, które jak się okaże będzie miało ścisły związek z równie tajemniczym zniknięciem z życia Doroty. Tajemnicze i tragiczne w skutkach zniknięcie. Dorota opleciona życzliwym i wzniosłym uczuciem Błażeja Jodłowskiego, wspólnika, będzie próbowała ułożyć swoje życie inaczej. Pomagać będą jej w tym również przyjaciele i znajomi.

 

Czy jej się to uda?

 

Trzeba sięgnąć po książkę, by się tego dowiedzieć.

Odnoszę wrażenie, że Dorota, podobnie jak Gabriela to dwie zagubione kobiety. Kobiety szukające już nie miejsca na ziemi, ale czyjejś uwagi, potrzeby bycia kochaną. Takie postaci nawet gdyby dokonały najgłupszych wyborów, nie da się nie lubić. Nawet Haczyńską na swój sposób da się polubić.

 

Autorkę traktuję z bardzo dużym szacunkiem. Powieść napisana, wydawałoby się prostą, ale jednocześnie wyrafinowaną polszczyzną. Poza tym świetnie obsadziła ona całą akcję powieści we współczesnym Włocławku i jego okolicach. Postaci różne charakterami, pomysłami na życie. Wątki poprowadzone idealnie. Świetne dialogi. Wszystko czytelne, zrozumiałe. Można się pośmiać i popłakać.

 

„Salonowe życie” polecam każdemu na chwilę relaksu. Jest to powieść o życiu powiedziałabym że bardziej od salonu, niż salonowym.



czwartek, 04 września 2014

Jesień

Obeszła wkoło
drzewa
i przycupnęła
przy mnie
na brzeżku
ławki
jeszcze zielonej
lecz posmutniałej trochę
przykurzonej

Tyle emocji
w sobie niosła
tyle wzruszeń
i pocałunków
w głowie
tyle za nią
szło
i nie ma

Chciała się
chyba zwierzyć
i powzdychać
wspólnie
spojrzała w moje
oczy nieruchome
i na ręce
w rękawiczkach
na kolanach
złożone

- wstała
i odeszła

Tym nostalgicznym i malowniczym wierszem rozpoczynam spotkanie z autorką sympatyczną, która nie boi mówić się wprost i nazywać świat takim, jakim widzi. Nie koloryzuje. W poezji oddaje się w najlepszym tego słowa znaczeniu, nie ograniczając się. Tupie nogami, śmieje się, płacze, przysiada gdzieś z boku, żeby mieć lepsze pole do obserwacji.

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka, która z piórem oswoiła się zupełnie niedawno, ale porywająco. Członkini poznańskiego Klubu Literackiego „Dąbrówka”. Potrafi pisać gotując kapuśniak, czy zajmując się innymi pracami domowymi.

Tak to już chyba jest, że kiedy człowieka najdzie inspiracja, może zapierać się rękoma i nogami, a i tak przed nią nie ucieknie.



Porywa swą miłością do słowa pisanego. Mnie ujęła wyrafinowaną poezją. Ilekroć wracam do Jej tomików przed oczyma staje mi obraz Szamanki - tak wielbionej i ucieleśnionej w cyklu opublikowanych w najnowszym tomiku „Kołysze się w tobie huśtawka” wierszy. Kiedy zapytałam samą autorkę, czy Szamanka to ona sama, odpowiedź padła bardzo osobista, w głębi ducha liczyłam właśnie na taką a nie inną - alter ego autora. A dlaczego nie? Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na chwilkę „szaleństwa”, czy zapomnienia. A to „niewinne szaleństwo” należy do jak najbardziej wskazanych:

** *
Szamanka jest
jak lekko oswojony
pies

przez uchyloną furtkę
wymyka się chyłkiem
do swoich

odwraca się po drodze
parę razy przystając

patrzy na dom

* * *
Szamanka lubi być w porządku
wobec wszystkich

odłożyła karty na najwyższą półkę
w domu
by być poza zasięgiem

by przekonać boga
że nie ma nikogo
przed nim

teraz gotuje kapuśniak rozmyśla
jak go przechytrzyć


* * *

Szamanka została moją
przyjaciółką -
powiedziałam patrz
widzisz tamtego

odpowiedziała tak
dlatego jestem

* * *

Szamanka nie nosi piór
jest dziewczyną
na pierwszy rzut oka
pomyślisz zwyczajną

chodzi po powierzchni życia
od wewnątrz
z boku wydawać by się mogło
do góry nogami

gdy świat odwróci się
środkiem na wierzch
ona stanie w pionie


Każdy piszący ma swój indywidualny przekaz. W tym co robi stara się być co najmniej dobry. Tomiki Pani Edyty odczytuję jako indywiduum wysublimowane i tak bardzo irracjonalne. Nie będę również ukrywała, że Szamanka jest odbiciem również i mojego alter ego. Utożsamiam się z nimi w pełni.

Co tu wiele mówić. Przeczytajcie lepiej co sama autorka ma Wam do powiedzenia.

Anioł
Na schodach
do mojego domu
usiadł Anioł
a skrzydła
zagrodziły
całe wejście

Przyglądali mu się
wszyscy sąsiedzi
omijali
roztoczoną białość
dookoła

A ja patrzyłam
zdziwiona przez okno
i nie wyszłam
na jego spotkanie

nie wiem
sama
dlaczego

Dziękuję Pani Edyto,

za poświęcony czas, mądre odpowiedzi, ale przede wszystkim za to, że mam do czego wracać. Do tomików, które są dla mnie poezją tak irracjonalną, jak namalowane na szybie krople jesiennego deszczu. To piękne, jak wiersz, który otworzył naszą wspólną rozmowę o życiu, o dwóch równoległych światach, które zapewne istnieją, lecz nie ma ich na wyciągnięcie ręki. Pani swoimi wierszami otwiera oczy na to, co niedostrzegalne i niby odległe a mimo wszystko bliskie.

Dziękuję za drugi tomik „Kołysze się w tobie huśtawka”. Za zaufanie, ale przede wszystkim za wyrafinowane, na najwyższym szczeblu słowo pisane.

 

Pani Edyto. Zdziwiłam się, że pochodzi Pani z Włocławka. Dlaczego? Bo to zupełnie niedaleko Borów Tucholskich – krainy w której mieszkam, a o kimś tak wyjątkowo piszącym poezję nie słyszałam bynajmniej. Czy mogłaby Pani coś powiedzieć o sobie, przedstawić siebie czytelnikom obecnym i przyszłym:

Urodziłam się we Włocławku, pokochałam lasy, pola, rzeki, właściwie wychowywałam się na wolnym wybiegu:), skończyłam klasę matematyczno-fizyczną w Liceum Ziemi Kujawskiej, potem polonistykę na UAM w Poznaniu.

Przyznam szczerze, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje o Pani, jako autorce. Chciałabym, aby opowiedziała Pani o swoim członkostwie w poznańskim Klubie Literackim „Dąbrówka”. Jak zaczęła się ta przygoda i na czym ona polega?

W „Dąbrówce”w Poznaniu po raz pierwszy zaprezentowałam swoje utwory profesjonalistom w dziedzinie poezji – był to koniec października 2010 roku. Zaprosiła mnie tam wiceprezes ZLP pani Danuta Bartosz. Przeczytałam trzy nieśmiałe wierszyki. Od tamtego dnia uczestniczę raz bardziej, raz mniej regularnie w cyklicznych spotkaniach klubu, słucham wierszy różnych twórców, piszę prace krytyczne, recenzje, omówienia... Przyjaźniłam się i przyjaźnię się z wieloma interesującymi ludźmi pióra – głównie ze zmarłym niedawno poetą Tadeuszem Stirmerem, z p. Jerzym Grupińskim, z małżeństwem Szwarców…

Współpracując z Wydawnictwem Replika (któremu kłaniam się nisko w pas!) miałam okazję zamówić sobie, z miłości do poezji, Pani bodajże debiutancki tomik wierszy „Anioły nie zawsze są białe”. Nawiasem – tomik przepięknie oprawiony. Skąd taki tytuł i skąd w ogóle pomysł na poezję?

Tytuł Anioły nie zawsze są białe… nie jest ani powalający ani odkrywczy, mówi, bardzo ogólnie rzecz ujmując, o obecności w każdym istnieniu ludzkim i nieludzkim skrajnie różnych pierwiastków, mówi o odwiecznej antynomii w człowieku, koegzystencji duszy i ciała w jednej bryle, dobra i zła we wszechświecie…, trywializując – mogę go wytłumaczyć dość oczywistą maksymą: Nie wszystko złoto, co się świeci… albo po swojemu: ciemność i jasność dają pełnię.

Pomysł na poezję skąd? Poezja się nie pyta, przychodzi i zostaje w dość kapryśny i trudny sposób, karmi się rzeczami najpiękniejszymi i najbardziej przerażającymi, wżera w najintymniejsze obszary, aby z nich wyrosnąć drzewem… Soki płyną z twórcy i otaczającego go świata…

Tomik, takie mam odczucie bardzo osobisty. Pełen jakiejś wewnętrznej rozpaczy, przemijania, zamknięciu pewnego cyklu w życiu. Tomik na tyle osobisty, że pojawiające się w nim wiersze o Aniołach zamykają jedne drzwi, by kolejne otworzyć kluczem życiowej mądrości. Chciałam zapytać, jaki wiersz z tego tomiku jest dla Pani najbardziej osobisty, w którym zamieściła Pani największą cząstkę siebie? Czy chodzi tu o wiersz „O mnie....”? Dla mnie najpiękniejszy, odbijający moją akurat osobowość, bardzo się z nim utożsamiłam.

Wcale nie wiersz O sobie…, gdy go pisałam bardziej kierowałam się nadzieją, że tak potrafię żyć, uprawiałam raczej profetyzm chcenia wobec siebie samej… Dzisiaj mam w sobie więcej siły, a byłabym ostrożniejsza w wyrażaniu podobnych romantycznych deklaracji, nawet przeczytałam sobie wiersz przed chwilą i zdziwiłam się swoją naiwną odwagą sprzed lat. Wolę wiersze bardziej filozoficzne – z pierwszego tomiku wybrałabym Zapytałam wreszcie Boga czy o miłości mówi zawsze to samo…

Najnowszy tomik „kołysze się w tobie huśtawka” - przyznam się tytuł bardzo oryginalny, jak same wiersze, które w nim Pani zawarła. Oryginalne są na przykład te o Szamance. Zapytam wprost. Czy Szamanka to Pani?

Nie wiem, czy Szamanka to ja… jest to w pewnym sensie alter ego autora, moje przemyślenia, wiersze o szamance powstały w ciągu jednego południa, gdy gotowałam kapuśniak w domu, potem dopisałam jeszcze parę. Jest ich wiele, do tomiku wybrałam kilka, nie chciałam go przydusić szamankami i skojarzeniami z czary-mary… bo one są najprawdziwiej ludzkie… Obawiałam się też złego ich odczytania, zbyt powierzchownego, zatracającego się w podejrzeniach o przybranie z premedytacją pewnej dziwacznej pozy realizującej się w dziwacznej bohaterce… Stąd wiersz na ostatniej stronie okładki – szamanka nie nosi piór, jest po prostu dziewczyną, która próbuje zrozumieć świat prawdziwy…



Autorem rysunków i obrazów w Pani tomikach jest Pan Andrzej Hamera, którego zresztą Pani wymienia jako „.....znajomego i lubianego artysty malarza” na swojej autorskiej stronie internetowej. Dlaczego akurat taki wybór ilustracji?

Z Andrzejem Hamerą przyjaźnimy się od lat – dwa obrazy jego autorstwa, które wybrałam na okładkę moich tomików wypowiadają bardziej lub mniej metaforycznie albo może lepiej – korelują z filozoficzną treścią wierszy… Tak myślę.

Standardowy zestaw pytań, który zadaję swoim rozmówcom dotyczą poezji, kina i teatru. O poezji już mówiłyśmy. Zapytam o teatr. Przez duże T? Jak to jest z Pani punktem spojrzenia na teatr, jako osoby obytej w świecie wielkiej Kultury?

Kocham teatr, nie lubię aktorskiej fuszerki i eksperymentatorskich dziwactw związanych z formą – nie musi być nudno, nie musi być tradycyjnie, ale muszę umieć dostępnymi człowiekowi środkami – zmysłami, rozumem i wrażliwością - odczuć i przeżyć to, co oglądam…

Moja przygoda z poezją zaczęła się od teatru – kilka swoich tekstów wykorzystałam razem z przyjacielem muzykiem p. Maciejem Wochowskim do zrealizowania spektaklu słowno-muzycznego PASJA, którą zaprezentowaliśmy w kilku poznańskich kościołach w 2009 i 2010 roku – wtedy właśnie ktoś usłyszał moje wiersze i zaprosił mnie na poetyckie spotkania. Do tego czasu moje wiersze siedziały w domu…

Jak jest w Pani przypadku z kinem. Polskie, czy zagraniczne? Czarno białe, czy kolorowe?

Lubię dobry film – polskie stare i nowe filmy i kino europejskie. Największą niechęć mam do hollywoodzkich produkcji, ale moim ulubionym reżyserem obok Larsa von Triera i Pedro Almodovara jest Woody Allen, a filmem Melancholia von Triera i Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira.

A co czytuje Pani Edyta Kulczak? Po jaki rodzaj literatury Pani sięga?

Pani Edyta Kulczak czytuje z najwyższą radością genialną wg niej prozę Wiesława Myśliwskiego, którego uważa za mistrza polskiej prozy współczesnej, inną wszelką prozę, by wiedzieć, co w trawie piszczy oraz wszelką poezję, ale ulubionego poety nie ma - poezja to nie tylko wiersz, ale człowiek, który ją tworzy i który chcąc nie chcąc siebie w niej zawiera… raz lepiej, raz gorzej…

Pani plany literackie na przyszłość?

Plany literackie są takie: w przygotowaniu jest trzeci tomik wierszy, który dojrzewa w sobie właściwym tempie, by poczuł, że chce się pokazać…

A teraz proszę napisać coś od siebie:

Teraz mam napisać coś od siebie: lubię – w kolejności nie bez znaczenia – prawdziwego człowieka, zwyczajny świat z górą i dołem, fenomen świadomego istnienia, inne, niedotknięte świadomością fenomeny…

Za tomik "Anioły nie zawsze są białe" serdecznie dziękuję:

 

 

Drugi tomik "Kołysze się w tobie huśtawka" pochodzi z prywatnych zbiorów autorki, za który również serdecznie dziękuję.

 

21:09, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »

Jesień

Obeszła wkoło
drzewa
i przycupnęła
przy mnie
na brzeżku
ławki
jeszcze zielonej
lecz posmutniałej trochę
przykurzonej

Tyle emocji
w sobie niosła
tyle wzruszeń
i pocałunków
w głowie
tyle za nią
szło
i nie ma

Chciała się
chyba zwierzyć
i powzdychać
wspólnie
spojrzała w moje
oczy nieruchome
i na ręce
w rękawiczkach
na kolanach
złożone

- wstała
i odeszła

Tym nostalgicznym i malowniczym wierszem rozpoczynam spotkanie z autorką sympatyczną, która nie boi mówić się wprost i nazywać świat takim, jakim widzi. Nie koloryzuje. W poezji oddaje się w najlepszym tego słowa znaczeniu, nie ograniczając się. Tupie nogami, śmieje się, płacze, przysiada gdzieś z boku, żeby mieć lepsze pole do obserwacji.

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka, która z piórem oswoiła się zupełnie niedawno, ale porywająco. Członkini poznańskiego Klubu Literackiego „Dąbrówka”. Potrafi pisać gotując kapuśniak, czy zajmując się innymi pracami domowymi.

Tak to już chyba jest, że kiedy człowieka najdzie inspiracja, może zapierać się rękoma i nogami, a i tak przed nią nie ucieknie.



Porywa swą miłością do słowa pisanego. Mnie ujęła wyrafinowaną poezją. Ilekroć wracam do Jej tomików przed oczyma staje mi obraz Szamanki - tak wielbionej i ucieleśnionej w cyklu opublikowanych w najnowszym tomiku „Kołysze się w tobie huśtawka” wierszy. Kiedy zapytałam samą autorkę, czy Szamanka to ona sama, odpowiedź padła bardzo osobista, w głębi ducha liczyłam właśnie na taką a nie inną - alter ego autora. A dlaczego nie? Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na chwilkę „szaleństwa”, czy zapomnienia. A to „niewinne szaleństwo” należy do jak najbardziej wskazanych:

** *
Szamanka jest
jak lekko oswojony
pies

przez uchyloną furtkę
wymyka się chyłkiem
do swoich

odwraca się po drodze
parę razy przystając

patrzy na dom

* * *
Szamanka lubi być w porządku
wobec wszystkich

odłożyła karty na najwyższą półkę
w domu
by być poza zasięgiem

by przekonać boga
że nie ma nikogo
przed nim

teraz gotuje kapuśniak rozmyśla
jak go przechytrzyć


* * *

Szamanka została moją
przyjaciółką -
powiedziałam patrz
widzisz tamtego

odpowiedziała tak
dlatego jestem

* * *

Szamanka nie nosi piór
jest dziewczyną
na pierwszy rzut oka
pomyślisz zwyczajną

chodzi po powierzchni życia
od wewnątrz
z boku wydawać by się mogło
do góry nogami

gdy świat odwróci się
środkiem na wierzch
ona stanie w pionie


Każdy piszący ma swój indywidualny przekaz. W tym co robi stara się być co najmniej dobry. Tomiki Pani Edyty odczytuję jako indywiduum wysublimowane i tak bardzo irracjonalne. Nie będę również ukrywała, że Szamanka jest odbiciem również i mojego alter ego. Utożsamiam się z nimi w pełni.

Co tu wiele mówić. Przeczytajcie lepiej co sama autorka ma Wam do powiedzenia.

Anioł
Na schodach
do mojego domu
usiadł Anioł
a skrzydła
zagrodziły
całe wejście

Przyglądali mu się
wszyscy sąsiedzi
omijali
roztoczoną białość
dookoła

A ja patrzyłam
zdziwiona przez okno
i nie wyszłam
na jego spotkanie

nie wiem
sama
dlaczego

Dziękuję Pani Edyto,

za poświęcony czas, mądre odpowiedzi, ale przede wszystkim za to, że mam do czego wracać. Do tomików, które są dla mnie poezją tak irracjonalną, jak namalowane na szybie krople jesiennego deszczu. To piękne, jak wiersz, który otworzył naszą wspólną rozmowę o życiu, o dwóch równoległych światach, które zapewne istnieją, lecz nie ma ich na wyciągnięcie ręki. Pani swoimi wierszami otwiera oczy na to, co niedostrzegalne i niby odległe a mimo wszystko bliskie.

Dziękuję za drugi tomik „Kołysze się w tobie huśtawka”. Za zaufanie, ale przede wszystkim za wyrafinowane, na najwyższym szczeblu słowo pisane.

 

Pani Edyto. Zdziwiłam się, że pochodzi Pani z Włocławka. Dlaczego? Bo to zupełnie niedaleko Borów Tucholskich – krainy w której mieszkam, a o kimś tak wyjątkowo piszącym poezję nie słyszałam bynajmniej. Czy mogłaby Pani coś powiedzieć o sobie, przedstawić siebie czytelnikom obecnym i przyszłym:

Urodziłam się we Włocławku, pokochałam lasy, pola, rzeki, właściwie wychowywałam się na wolnym wybiegu:), skończyłam klasę matematyczno-fizyczną w Liceum Ziemi Kujawskiej, potem polonistykę na UAM w Poznaniu.

Przyznam szczerze, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje o Pani, jako autorce. Chciałabym, aby opowiedziała Pani o swoim członkostwie w poznańskim Klubie Literackim „Dąbrówka”. Jak zaczęła się ta przygoda i na czym ona polega?

W „Dąbrówce”w Poznaniu po raz pierwszy zaprezentowałam swoje utwory profesjonalistom w dziedzinie poezji – był to koniec października 2010 roku. Zaprosiła mnie tam wiceprezes ZLP pani Danuta Bartosz. Przeczytałam trzy nieśmiałe wierszyki. Od tamtego dnia uczestniczę raz bardziej, raz mniej regularnie w cyklicznych spotkaniach klubu, słucham wierszy różnych twórców, piszę prace krytyczne, recenzje, omówienia... Przyjaźniłam się i przyjaźnię się z wieloma interesującymi ludźmi pióra – głównie ze zmarłym niedawno poetą Tadeuszem Stirmerem, z p. Jerzym Grupińskim, z małżeństwem Szwarców…

Współpracując z Wydawnictwem Replika (któremu kłaniam się nisko w pas!) miałam okazję zamówić sobie, z miłości do poezji, Pani bodajże debiutancki tomik wierszy „Anioły nie zawsze są białe”. Nawiasem – tomik przepięknie oprawiony. Skąd taki tytuł i skąd w ogóle pomysł na poezję?

Tytuł Anioły nie zawsze są białe… nie jest ani powalający ani odkrywczy, mówi, bardzo ogólnie rzecz ujmując, o obecności w każdym istnieniu ludzkim i nieludzkim skrajnie różnych pierwiastków, mówi o odwiecznej antynomii w człowieku, koegzystencji duszy i ciała w jednej bryle, dobra i zła we wszechświecie…, trywializując – mogę go wytłumaczyć dość oczywistą maksymą: Nie wszystko złoto, co się świeci… albo po swojemu: ciemność i jasność dają pełnię.

Pomysł na poezję skąd? Poezja się nie pyta, przychodzi i zostaje w dość kapryśny i trudny sposób, karmi się rzeczami najpiękniejszymi i najbardziej przerażającymi, wżera w najintymniejsze obszary, aby z nich wyrosnąć drzewem… Soki płyną z twórcy i otaczającego go świata…

Tomik, takie mam odczucie bardzo osobisty. Pełen jakiejś wewnętrznej rozpaczy, przemijania, zamknięciu pewnego cyklu w życiu. Tomik na tyle osobisty, że pojawiające się w nim wiersze o Aniołach zamykają jedne drzwi, by kolejne otworzyć kluczem życiowej mądrości. Chciałam zapytać, jaki wiersz z tego tomiku jest dla Pani najbardziej osobisty, w którym zamieściła Pani największą cząstkę siebie? Czy chodzi tu o wiersz „O mnie....”? Dla mnie najpiękniejszy, odbijający moją akurat osobowość, bardzo się z nim utożsamiłam.

Wcale nie wiersz O sobie…, gdy go pisałam bardziej kierowałam się nadzieją, że tak potrafię żyć, uprawiałam raczej profetyzm chcenia wobec siebie samej… Dzisiaj mam w sobie więcej siły, a byłabym ostrożniejsza w wyrażaniu podobnych romantycznych deklaracji, nawet przeczytałam sobie wiersz przed chwilą i zdziwiłam się swoją naiwną odwagą sprzed lat. Wolę wiersze bardziej filozoficzne – z pierwszego tomiku wybrałabym Zapytałam wreszcie Boga czy o miłości mówi zawsze to samo…

Najnowszy tomik „kołysze się w tobie huśtawka” - przyznam się tytuł bardzo oryginalny, jak same wiersze, które w nim Pani zawarła. Oryginalne są na przykład te o Szamance. Zapytam wprost. Czy Szamanka to Pani?

Nie wiem, czy Szamanka to ja… jest to w pewnym sensie alter ego autora, moje przemyślenia, wiersze o szamance powstały w ciągu jednego południa, gdy gotowałam kapuśniak w domu, potem dopisałam jeszcze parę. Jest ich wiele, do tomiku wybrałam kilka, nie chciałam go przydusić szamankami i skojarzeniami z czary-mary… bo one są najprawdziwiej ludzkie… Obawiałam się też złego ich odczytania, zbyt powierzchownego, zatracającego się w podejrzeniach o przybranie z premedytacją pewnej dziwacznej pozy realizującej się w dziwacznej bohaterce… Stąd wiersz na ostatniej stronie okładki – szamanka nie nosi piór, jest po prostu dziewczyną, która próbuje zrozumieć świat prawdziwy…



Autorem rysunków i obrazów w Pani tomikach jest Pan Andrzej Hamera, którego zresztą Pani wymienia jako „.....znajomego i lubianego artysty malarza” na swojej autorskiej stronie internetowej. Dlaczego akurat taki wybór ilustracji?

Z Andrzejem Hamerą przyjaźnimy się od lat – dwa obrazy jego autorstwa, które wybrałam na okładkę moich tomików wypowiadają bardziej lub mniej metaforycznie albo może lepiej – korelują z filozoficzną treścią wierszy… Tak myślę.

Standardowy zestaw pytań, który zadaję swoim rozmówcom dotyczą poezji, kina i teatru. O poezji już mówiłyśmy. Zapytam o teatr. Przez duże T? Jak to jest z Pani punktem spojrzenia na teatr, jako osoby obytej w świecie wielkiej Kultury?

Kocham teatr, nie lubię aktorskiej fuszerki i eksperymentatorskich dziwactw związanych z formą – nie musi być nudno, nie musi być tradycyjnie, ale muszę umieć dostępnymi człowiekowi środkami – zmysłami, rozumem i wrażliwością - odczuć i przeżyć to, co oglądam…

Moja przygoda z poezją zaczęła się od teatru – kilka swoich tekstów wykorzystałam razem z przyjacielem muzykiem p. Maciejem Wochowskim do zrealizowania spektaklu słowno-muzycznego PASJA, którą zaprezentowaliśmy w kilku poznańskich kościołach w 2009 i 2010 roku – wtedy właśnie ktoś usłyszał moje wiersze i zaprosił mnie na poetyckie spotkania. Do tego czasu moje wiersze siedziały w domu…

Jak jest w Pani przypadku z kinem. Polskie, czy zagraniczne? Czarno białe, czy kolorowe?

Lubię dobry film – polskie stare i nowe filmy i kino europejskie. Największą niechęć mam do hollywoodzkich produkcji, ale moim ulubionym reżyserem obok Larsa von Triera i Pedro Almodovara jest Woody Allen, a filmem Melancholia von Triera i Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira.

A co czytuje Pani Edyta Kulczak? Po jaki rodzaj literatury Pani sięga?

Pani Edyta Kulczak czytuje z najwyższą radością genialną wg niej prozę Wiesława Myśliwskiego, którego uważa za mistrza polskiej prozy współczesnej, inną wszelką prozę, by wiedzieć, co w trawie piszczy oraz wszelką poezję, ale ulubionego poety nie ma - poezja to nie tylko wiersz, ale człowiek, który ją tworzy i który chcąc nie chcąc siebie w niej zawiera… raz lepiej, raz gorzej…

Pani plany literackie na przyszłość?

Plany literackie są takie: w przygotowaniu jest trzeci tomik wierszy, który dojrzewa w sobie właściwym tempie, by poczuł, że chce się pokazać…

A teraz proszę napisać coś od siebie:

Teraz mam napisać coś od siebie: lubię – w kolejności nie bez znaczenia – prawdziwego człowieka, zwyczajny świat z górą i dołem, fenomen świadomego istnienia, inne, niedotknięte świadomością fenomeny…

 



21:09, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi