Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
sobota, 09 sierpnia 2014

Cenię go jako znakomitego aktora. Potrafi świetnie dubbingować, ale przede wszystkim ma niebywałą smykałkę do ciętej riposty i dowcipu na miarę dobrego konferansjera.

Maciej Stuhr „W krzywym zwierciadle” - zbiór felietonów jego autorstwa.



Rola, która najbardziej zapadła mi w pamięć, to rola w „Pokłosiu”. Dlaczego? Zazwyczaj znam go z ról ułożonych chłopców, takich elegancików z teczuszką w dłoni. Tutaj Maciek ukazuje swój przebogaty warsztat, szkołę, która nauczyła go mnóstwa możliwości. Tutaj jest świetny. Rola ta nauczyła go w życiu pewnej powściągliwości.



Sam w jednym z wywiadów przyznał, że po premierze filmu dostał mnóstwo nie tylko anonimowych wiadomości, ale i telefonów z pogróżkami. Jednak nie ugiął się nikomu i niczemu. To tylko rola, gra aktorska, a nie życie codzienne. Tyle, że ludzie, obserwatorzy, odbiorcy - mieszają te dwa odrębne światy ze sobą i mylą fikcję z rzeczywistością. To groźne zjawisko.

 

Dla mnie jest znakomitym aktorem i jak się teraz okazuje, świetnym felietonistą. Jego luźne formy wypowiedzi są jak kołysana falami łódeczka. Proste w przekazie, lekkie, a jednocześnie bardzo osobliwe. Maciek ma niebywały zmysł obserwacji, potrafi z niczego napisać coś. Po mistrzowsku zestawił świat minionej epoki – lat swojego dzieciństwa, które różniło się od dzisiejszego generalnie wszystkim. Począwszy od szkoły podstawowej, po zelektronizowaną i skomputeryzowaną modę nowinek technicznych. W ogóle nie ma co do tego żadnych sprzeciwów. To wszystko widać na wyciągnięcie ręki, powszechnie dostępne niemalże dla każdego. Dzisiaj dziecko z zerówki wie, że jak się nie ma profilu na facebooku, to się nie istnieje w wirtualnym świecie. Felieton nosi tytuł „Żółta saszetka”.

 

A także felieton o pasjach. Bardzo ciepły i uderzający w samo sedno. Pasja dla każdego oznacza co innego. Bo każdy ma inną pasję, interesuje się zupełnie czym innym. Dla jednych będzie to sport, dla innych motoryzacja, muzyka, literatura, a dla jeszcze innych pasją będzie fryzjerstwo, czy krawiectwo. O tym, jak bardzo ważna w naszym życiu jest pasja nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. A oprócz życia zawodowego warto realizować się w tym, co kochamy i co sprawia nam satysfakcję i ochotę do rozwijania się.

 

Na ostatnich stronach książki znaleźć można cykl opowiadań. Jeśli o mnie chodzi nie uderzyły mnie niczym specjalnym. To zupełnie nie mój gatunek i nie moja bajka. Nowatorskie połączenie historii ze współczesnością.

Polecam do przeczytania w wolnych chwilach.



21:23, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

Pierwsze tego typu spotkanie z autorem miało miejsce 7 sierpnia o godz. 18:00 w Wiejskim Domu Kultury w Kęsowie. Nie będę ukrywała, że na tyle wyjątkowe, bo pierwsze, co debiutanckie dla gminnej publiczności. Spotkanie w typowo kameralnym gronie miało wyjątkowy charakter i klimat.

 http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1581aA.jpg

http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1577aA.jpg

http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1580aA.jpg

Z Krzysztofem Spadło poznałam się dzięki mojemu blogowi, który redaguję od dwóch lat. Blog jest dla mnie szczególnym miejscem, daje mi szerokie pole działania nie tylko jako jego autorki, ale przede wszystkim pretekst do nawiązywania licznych znajomości. Zaczynając od blogerów, po pisarzy, autorów poezji, dziennikarzy,itp.

 

Podobnie było właśnie z Krzysztofem. Dzięki wspólnemu znajomemu blogerowi miałam możliwość zapoznania się nie tylko z jego twórczością, ale dzięki udzielonemu wywiadowi poznać go jako człowieka, z prywatnej strony.

 

Takie spotkania są świetną okazją, by pokazać innym, że warto w życiu mieć pasje, rozwijać je i delektować się jego profitami. Dla Krzysztofa to sposób na życie, z którego czerpie nie tylko radość i masę pochlebnych opinii, ale też satysfakcję, że to co robi ma sens, a ludzie chcą nie tylko to czytać, ale poznawać jego majstersztyk od kuchni.

 

Krzysztof Spadło swoje spotkanie poprowadził bardzo ciekawie, przy okazji promocji I części „Skazańca. Na pohybel całemu światu”. Nie były to suche fakty i powiastki, ale opowieści autora dojrzałego, poparte licznymi fotografiami oraz filmem krótkometrażowym promującym powieść.

 

Przypomnieć należy, iż Krzysztof debiutował dwa lata temu zbiorem opowiadań „Marzyciele i pokutnicy”, które są specyficzne, bo napisane w klimacie fantastyki. Autor hołduje temu typowi literatury, a „Skazaniec” napisany w zupełnie innej formie swój początek miał w 1997 roku. Zamysł napisania tej powieści nosił się w autorze długo, aż do ogłoszonego Ogólnopolskiego Konkursu na Ebook Roku 2013, w którym to „Skazaniec” zajmuje III miejsce, zostając jednocześnie uhonorowany laurem Najlepszy Self – Pub 2013.

To już jeden z dowodów na to, że po książkę należy sięgnąć i zatopić się w wyjątkowej lekturze.

 

Tuż po prezentacji, mimo skromnej ilości słuchaczy posypały się pytania do autora. A następnie gratulacje, podpisywanie książek i autografy:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1587aA.jpg

 http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1583aA.jpg

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/resource/IMG_1586aA.jpg

Autorką wszystkich fotografii zamieszczonych na potrzeby tego wpisu jest Kamila Wandzińska.

21:11, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 sierpnia 2014

Po raz drugi spotkałam się z charyzmą i indywidualizmem charakterystycznego Emila Żądło. A to wszystko za sprawą Pani Ani Klejzerowicz, która doskonale połączyła wątki kryminalne z historią, polityką i sceną tego samego trio – Emila, Marty i Marka. Ci przyjaciele rozwiążą zapewne przed nami jeszcze nie jedną zagadkę. W ramach mojej skromnej współpracy z Wydawnictwem Replika udało mi się dostać egzemplarz recenzencki i zafascynować się światem pięknych gejsz, wojowniczych samurajów oraz wspaniałych japońskich artystów, oraz współczesnych postaci, podejmujących coraz to inne zagadnienia.

Mnóstwo pytań pojawi się na początku powieści, bowiem zbrodnie popełniane w imię żądz sławy, pieniądza, władzy zrodzą tyle skomplikowanych ścieżek, które trzeba będzie odkręcić, a najlepiej rozwiązać i dopaść ich autora, że po drodze zginie kilku niewinnych ludzi.

Emil Żądło tym razem podejmie się rozwikłania zagadki, która osiągnie podtekst polityczny. Można sobie pomyśleć, że trudno będzie przeciętnemu czytelnikowi oddzielić prawdę od fikcji literackiej. Nic jednak bardziej mylnego. Autorka doskonale wplata ze sobą wszystkie te wątki, że czytając nic nie ucieknie naszej uwadze, dając niemalże doskonały obraz następujących po sobie, jak w kadrze filmu - wydarzeń.

A zacznie się od głupich żartów podszywających się pod Emila hakerów – prowokatorów, podkupionych opryszków, którzy głupimi tekstami i wpisami na forach internetowych, sprowokują tylko Emila do działania, odnalezienia rozwiązań zagadek, które spadną na niego jak lawina. Następnie śmierć z kręgu jego znajomych bliższych, czy dalszych zbulwersują i popchną Żądło do bardziej radykalnych środków.

Jednak Żądło jest nie tylko mądrym detektywem. Z pomocą ukochanej Marty, odkryje kilka kart, odczyta ich znaczenie, ale szlaki te będą niełatwe do przetarcia. Sprawy zaczną się komplikować w chwili zakupu przez Emila japońskich drzeworytów, ukazujących pewien cykl życia samego jego autora i muzy, jaką była jego siostra. W tle - historia Japonii - budowy mostu mandżurskiego i polityczne zagrywki, przodkowie, którzy okażą się zwykłymi oszustami.



Emil jest facetem skrupulatnym i znakomicie odgadnie zamiary sprawców. Jednak nie wszystko idzie zawsze tak, jak tego byśmy chcieli. Całe śledztwo w pewnym momencie przybierze formę constansu.

 

Gdybym miała określić tę powieść jednym zdaniem, nie umiałabym. Złożoność charakterów jej bohaterów, wielowątkowość, zagadkowość, napięcie, jakim autorka nas dozuje oraz przebogatość elementów historii sztuki czynią tę powieść nie tyle ciekawą, co pozwala zatopić się w niej bezgranicznie.

 

Replikę uwielbiam za przepięknie kolorowe okładki, które potrafią zapaść w pamięć. A Pani Ani Klejzerowicz dziękuję za przebojowego Emila. Facet ma nie tylko charyzmę, ale to indywiduum, czyniące z niego bardzo sympatycznego faceta. Jego po prostu nie da się nie lubić. Żeby takich Emilów chciało być więcej...... .

 

Dobry kryminał, świetne dialogi, fabuła pod film, sytuacje następujące po sobie jak karty rozkładanej do gry talii oraz mistrzowski sposób przeplatania ciekawych wątków. Polecam powieść wszystkim ceniącym kryminały z lekkim zabarwieniem miłosnym i lubiącym rozwiązywać zagadki. Pani Ania bawi się z nami w takich Szerloków Holmsów. Wystarczy wygodny fotel, kubek zielonej herbatki, rozgwieżdżone niebo, wkradający się na strony powieści księżyc, by wspólnie z Emilem przemierzać każdy jej wers robiąc przy tym dobrą minę do złej gry.

 

Czytajcie i popadajcie w zachwyty jak ja :)

Dziękuję za świetną książkę:



22:53, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 sierpnia 2014

Wybór zawodu był przypadkiem. Zawsze chciałem pisać książki i żyć z pisania, dziennikarstwo nie było moim marzeniem, ale mogłem zarabiać pisząc, dopiero potem wciągnęło mnie i sprawiło, że rzeczywiście zakochałem się w tej pracy” - Mariusz Zielke.

 

Dziennikarstwo śledcze przechodzi dzisiaj kryzys. To opinia bardziej doświadczonych i mądrzejszych ludzi ode mnie. Czy tak jest naprawdę? Po części zapewne tak. Bycie „prawdziwym” dziennikarzem, to nie zabawa, ale zawód, którego uczy się latami, czerpiąc wiedzę i doświadczenie z życia, które nas otacza. Jednak to przede wszystkim zawód, który trzeba lubić, a nawet pokochać, oddając się niejako pasji i zmysłowi obserwacji.

Jesteśmy obecnie w takim momencie, w którym media zalewają nas stertą informacji – sensacjami, mocnymi słowami często bez pokrycia i zanikiem domniemanej niewinności, chwytliwymi sloganami i tytułami.

Człowiek, któremu miałam przyjemność zadać kilka pytań ma swój kierunek w życiu. To dziennikarz śledczy. Zaliczył w swoim zawodzie i wzloty i upadki, ale na tyle, by go wzmocniły i dały kolejną motywację do pracy nad wszelkimi sprawami i sobą samym.

Blog: http://zielkezielke.blogspot.com/, który do niedawna regularnie prowadził, z powodu braku czasu przeszedł ostatnio w okres "zawieszenia". O sobie w ogóle mówi krótko i niechętnie. Nazywa siebie niby dziennikarzem – niepokornym i wyklętym. Pisze powieści oraz inne formy wypowiedzi. Ostatnio oprócz redagowania bloga, założył swoją Niezależną Gazetę Internetową. To miejsce przeznaczone na nowości giełdowe, newsy ze świata, przetargi, reportaże itp., ale też odzwierciedla sprawy, jakimi zajmował się będąc dziennikarzem „Pulsu Biznesu”. Podobnie jak blog, tak i NGI ma chwilę odpoczynku. Autor jest człowiekiem bardzo zabieganym, pracowitym, cierpiącym na chroniczny brak czasu.

Dziennikarstwo dla niego to zawód nie tylko potrzebny, odpowiedzialny, wymagający, ale i w pewien sposób zobowiązujący, a dobry dziennikarz, to przede wszystkim ten, który umie słuchać innych i chce dojść do prawdy, ale nie za wszelką cenę na krzywdzie innych. To zawód pośrednio niebezpieczny i trzeba umieć oddzielić pewne granice prywaty od ogółu.

 

Zazwyczaj w tym miejscu zabieram swój głos.

A co tam.

Dziękuję Panie Mariuszu za poświęcony czas na odpowiedzi. Zawsze fascynowało mnie to, czym się Pan zajmuje. Jestem pełna podziwu i szacunku dla pracy, jaką Pan wykonuje. A ten wywiad niech będzie takim ukłonem w Pana stronę, bo to bez wątpienia ciężka i żmudna praca.

Życzę Panu dalszych sukcesów i satysfakcji, jaką ona dostarcza.

 

A Was zapraszam do lektury.

 

Panie Mariuszu jest Pan dziennikarzem śledczym. Zawód wdzięczny, czy niewdzięczny? Dla kogo ta profesja jest przeznaczona szczególnie. Co Pana urzekło w tym zawodzie, że wybrał Pan akurat taką drogę, a nie inną?

Zrezygnowałem z tego zawodu i zajmuję się obecnie tylko pisaniem książek, choć może wkrótce być to nieaktualne, bo ciągle pojawiają się propozycje powrotu do zawodu dziennikarza, być może więc z którejś skorzystam, choć dotąd zarzekałem się, że nie zrobię tego. Wybór zawodu był przypadkiem. Zawsze chciałem pisać książki i żyć z pisania, dziennikarstwo nie było moim marzeniem, ale mogłem zarabiać pisząc, dopiero potem wciągnęło mnie i sprawiło, że rzeczywiście zakochałem się w tej pracy. To bardzo potrzebny, odpowiedzialny, wymagający i nieco wypalający zawód. Szkoda, że jego kondycja jest taka marna obecnie.

Ostatnio przeczytałam, że dziennikarstwo śledcze przechodzi kryzys? Jest to prawda? Jeśli tak, to na czym ten kryzys polega?

Przede wszystkim internet zrewolucjonizował dostęp do informacji i jej dystrybucję, z tego wynika reszta. Dziś każdy może być dziennikarzem, a źródeł informacji jest masa, problem jednak jest z ich wiarygodnością. Kryzys wynika z tego, że media zlekceważyły internet i z nim przegrały, a teraz na naprawę może być za późno. Dziś mamy do czynienia z głębokim kryzysem wiarygodności mediów, które sobie na to zapracowały z jednej strony i z brakiem profesjonalizmu, wiedzy, umiejętności po stronie internetu z drugiej. To bardzo złożony problem na wielką pracę doktorską, więc nie da się tego opowiedzieć w wywiadzie. Media powinny być ważnym gwarantem właściwego sprawowania władzy (powinny być tą czwartą władzą), tymczasem całkowicie się pogubiły starając się utrzymać widza/czytelnika nie wartością dodaną i profesjonalizmem, a przy pomocy najtańszych, najprostszych metod i emocji. Efekt: dramatyczny spadek jakości i porażka na całej linii. Smutne.

Ktoś mi powiedział, że bycie dziennikarzem, już wcale nie o określonej profesji, trzeba mieć grubą skórę, twarde łokcie, odwagę i bezkompromisowość. Czym powinien wyróżniać się dziennikarz śledczy, by nie być traktowanym wybiórczo przez swoich odbiorców?

Dziennikarz powinien przede wszystkim umieć słuchać i weryfikować informacje. Cechy, takie jak twarde łokcie, odwaga i bezkompromisowość mogą sprawić, że zamiast dziennikarzem, taki człowiek zostanie zwykłym draniem (których w mediach jest pełno). Dobry dziennikarz, to przede wszystkim człowiek, który chce dojść do prawdy, czasem rzeczywiście wymaga to i odwagi, i grubej skóry i bezkompromisowości, ale nie może być to utożsamiane z parciem do sukcesu po trupach. Czasem lepiej odpuścić jakiś temat, jeśli przez niego skrzywdzimy więcej osób, niż uzyskamy jakiś efekt. To moje zdanie, chyba jednak mało popularne. Może dlatego ja się do tego zawodu tak naprawdę nie nadawałem.

Czy to prawda, że przeciętny Kowalski ma dostęp do większości jawnych informacji? Czy to jest tak, że idzie np. do IPN – u i prosi o jakieś akta, bo są mu potrzebne np. do pracy dyplomowej?

Do większości informacji każdy może dotrzeć, wymaga to tylko odrobiny pracy. Każdy może też być dziennikarzem. Wystarczy tylko założyć stronę internetową i ją zarejestrować i już uzyskuje się uprawnienia dziennikarskie. Czy to dobrze, czy źle, pewnie pokaże czas.

Interesują mnie kulisy, sposoby, metody, jakich musi się podjąć dziennikarz śledczy do zebrania i zweryfikowania materiału w sprawie, którą się zajmuje. Czy jest on trochę takim detektywem, Szerlokiem Holmsem?

Dziennikarz dociera do jakiejś informacji i musi ocenić jej prawdziwość, wpływ na rzeczywistość i wagę, przeprowadza potem coś w rodzaju dochodzenia, które polega na rozmowie z wszystkimi stronami, które mogą być zaangażowane w daną sprawę (można powiedzieć: świadkami, oskarżonymi i oskarżającymi), weryfikacja informacji jest podobna i na podobne pytania, jak w przypadku detektywa trzeba sobie odpowiedzieć: komu dane zdarzenie przynosi korzyść, kto za nim może stać tak naprawdę, czy ktoś jest winny czy wrobiony, a może „oskarżony” niesłusznie. Żeby na nie odpowiedzieć, często potrzebna jest wielomiesięczna praca. Weryfikacja polega właśnie na tym, żeby sprawdzić i skonfrontować ze sobą wszystkie możliwe źródła, zarówno osobowe, jak rzeczowe.

Zdaję sobie sprawę, że czas, w jakim dziennikarz zbiera wszelkie potrzebne mu informacje jest uzależniony od rodzaju i stopnia zaawansowania sprawy. Czy była jakaś sprawa, o której pomyślał Pan, że utknął Pan na dobre, nie mając sposobu na jej dalsze posunięcie, a wydawca naglił na jej ujawnienie?

Tak, było wiele takich spraw. Wydawcy zawsze chcą szybko i rzadko kiedy interesuje ich prawda, ale to dziennikarz potem polegnie, jeśli kogoś niesłusznie oskarży, to on będzie miał to na sumieniu, bo wydawca przy profesjonalnej obróbce materiału dziennikarskiego może się ubezpieczyć i nie ponieść żadnych konsekwencji napisania nieprawdy (jeśli to dobrze zrobi). Ja wielokrotnie miałem duże wątpliwości i w ciągu wielomiesięcznych śledztw zmieniałem zdanie co do winy i motywów osób, których działalność badałem.

Która sprawa zabrała Panu najwięcej energii? Sprawiła, że poczuł się Pan kompletnie wypalony?

Chyba sprawa zmów giełdowych, nad którą naprawdę mocno się napracowałem, a i tak dziś pewnie zrobiłbym ją zupełnie inaczej, co wcale nie znaczy, że lepiej. Dziennikarz popełnia wiele błędów z powodu małego doświadczenia. Ja miałem dużo szczęścia, a potem się tego zawodu nauczyłem, więc dziś bym większość „dochodzeń” przeprowadził inaczej.

Dziennikarz śledczy, to zawód bardzo niebezpieczny, pośrednio naraża życie swoje i swojej rodziny. Nie boi się Pan jakiegoś odwetu od mściwych, niebezpiecznych ludzi, dla których ewentualnie mógł Pan się stać niewygodnym elementem?

W Polsce zginął tylko jeden dziennikarz śledczy w ciągu ostatnich 25 lat, więc nie ma co przesadzać z tymi niebezpieczeństwami. Owszem, są różne ryzyka i trzeba postępować czasem ostrożnie, ale tak naprawdę jeśli nie robi się jakichś głupstw typu osobiste porachunki, wchodzenie w bardzo bliskie relacje z bandytami, to wtedy ryzyko odwetu czy powstrzymania dziennikarza za pomocą gróźb jest niewielkie. Zawód jest oczywiście ryzykowny, wymagający i dający nieźle po łbie, ale to wszystko równoważy satysfakcja, jaką się ma z powodu zrobienia dobrego materiału dziennikarskiego.

Najprzyjemniejsze chwile w tym zawodzie, jakie Pan doznał?

Publikacja każdego tekstu i reakcje na niego. To wspaniałe uczucie, gdy ukazuje się tekst i reakcje na niego są takie, że nie trzeba się wstydzić. Gorzej, jak popełniło się jakąś wpadkę. Ja miałem sporo szczęścia i chyba uniknąłem większych wpadek.

Jak powinien wyglądać warsztat dziennikarza śledczego?

Sprawdzanie każdej informacji, przemyślenie, brak pośpiechu, próba odkrycia drugiego dna i wszystkich możliwych interpretacji, konfrontacja źródeł. To są najważniejsze rzeczy. Nie ma źródeł wiarygodnych, tak trzeba zakładać. Policjanci, prokuratorzy, agenci, politycy dla dziennikarza powinni być równie mało wiarygodni jak bandyci. Niestety tak nie jest i często dziennikarze dają się manipulować różnym informatorom i służbom, od których dostają potem kolejne „newsy”. Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy kłamią. Wśród informatorów zdarzają się osoby, które nie chcą manipulować informacją tylko są czymś rzeczywiście przejęte. Ale weryfikować informacje trzeba.

Największe marzenie Mariusza Zielke, dziennikarza?

Żeby w Polsce powstało takie „Millennium”. Gazeta, która będzie pisać duże, dobre, profesjonalne, rzetelne materiały i będzie mogła się z takiego dziennikarstwa utrzymać.

A teraz Panie Mariuszu, proszę napisać coś od siebie:

Dziennikarstwo to misja, niezwykle ważna część demokracji umożliwiająca kontrolę nad klasycznym trójpodziałem władzy, stąd nazywana czwartą władzą. I tak jest w rzeczywistości. Wszystkie pozostałe władze (ustawodawcza, wykonawcza, a także sądownicza) tej czwartej władzy się boją i pod jej presją potrafią działać tak jak należy. Niestety, bywa tak, że presja kontroli dziennikarskiej powoduje tylko pozorną, powierzchowną naprawę i tak dzieje się coraz częściej, przy cichej akceptacji wszystkich środowisk. Dlatego tak ważna jest naprawa dziennikarstwa, powrót do korzeni tego zawodu, wykonywanie misji, a nie gonienie za sensacją i pieniądzem. Czego wszystkim nam życzę.

 

 



20:30, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi