Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
środa, 30 lipca 2014
Szanowni Państwo, miło nam poinformować, że już 16 lipca nakładem Wydawnictwa Replika ukażą się następujące pozycje: "Szczęście w kolorze burgunda" Karolina Kubilus

Magda ma czterdziestkę na karku, piętnastoletni staż małżeński i dwoje dzieci w wieku szkolnym. Zapracowany mąż nie rozumie, że do szczęścia wciąż potrzeba jej słowa „kocham”. Choćby tylko od czasu do czasu. I odrobiny szaleństwa – na przykład kąpieli w toni burgunda w jakimś SPA. Tymczasem o miłości zapewnia ją zupełnie ktoś inny… Niestety, wszystko wskazuje na to, że w życiu jej męża pojawiła się inna kobieta. Spokojne i poukładane życie zmienia się w pasmo udręk, których nie jest w stanie rozproszyć żaden tajemniczy wielbiciel. Magdzie trudno przełknąć gorycz małżeńskiej porażki. Jej uczucie zostanie wystawione na próbę. Podobnie jak przyjaciółki Majki, chociaż z zupełnie innej przyczyny. W dodatku druga przyjaciółka, Dorka, decyduje się na niełatwy życiowy krok. Nikt nie wie, ile zamieszania może wywołać mały dowód zakupu. Czy Magdzie i jej przyjaciółkom uda się ocalić miłość i odnaleźć szczęście? "Szósty" Agnieszka Lingas - Łoniewska, wydanie drugie.




Miłość, która rodzi się pośród zbrodni. Przeznaczenie, przed którym nie da się uciec. „W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem”. Polska nie jest już bezpiecznym miejscem. Zwłaszcza dla zielonookich blondynek, które od jakiegoś czasu padają ofiarą seryjnego mordercy, któremu środowisko policyjne nadało przydomek Szósty. Jego tropem podąża inspektor Marcin Langer, stojący na czele Śląskiej Grupy Śledczej. Pomaga mu Alicja Szymczak, której zadaniem jest sporządzenie portretu psychologicznego mordercy. Wkrótce Alicję i Marcina połączy coś więcej niż tylko sprawy zawodowe. Zresztą, jak się okazuje, nie jest to pierwszy raz, kiedy ich drogi się przecinają... Czy inspektor Langer zachowa zimną krew i podejmie grę, w której stawką będzie życie ukochanej? Kim jest Szósty? Co nim kieruje? Być może czai się znacznie bliżej, niż może się wydawać.
Wszystkie zainteresowane osoby zapraszamy serdecznie do sięgnięcia po książkę historyczną - "Saladyn i krucjaty" autor Piotr Solecki.

 Pozdrawiamy, Wydawnictwo Replika 



18:43, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 lipca 2014

Książka, która wprawiła mnie w zadumę, oddaliła wszelkie troski dnia codziennego w cień, przemierzyła ze mną setki metrów ścieżek myśli i refleksji. Wywołała łzy w oczach i zadała całą masę pytań. Musiałam się z tym całym pakietem przespać, by podjąć jakąkolwiek próbę napisania chociażby kilku zdań o czymś, co być może zdarzyło się naprawdę.

Jak chwile potrafią być ulotne, przyjaźń silna i nierozerwalna, a świat wokoło brutalny i nie do końca zrozumiały - oczami dzieci, dwóch różnych, a mimo wszystko bliskich sobie chłopców. O zbiegach okoliczności, irracjonalizmie, zakrętach losu, sprzeniewierzeniu ludzi, kłamstwach, milczeniu dla dobra sprawy. Książka ta to opowieść o tym, co piękne – życiu – cudzie, który można jednym podmuchem wiatru zgasić. I chociaż chciałabym inaczej – weselej – nie o tej powieści. Dlaczego?

Zrozumiecie, jak przeczytacie.

 

Po raz kolejny Wydawnictwo Replika uraczyło mnie przepięknie oprawioną książką, której tytuł bardzo mnie zaintrygował. Wiedziałam, że jak ją zamówię, żałować nie będę. Sama okładka wyciąga po mnie ręce. I nie myliłam się. Wręcz przeciwnie, nie mogłam się oderwać od tak pięknej historii o zaskakującym i wcale nie optymistycznym zakończeniu.

 

Dwóch dziewięciolatków, którzy urodzili się tego samego dnia, Bruno i Szmul, poznaje się przy jednym płocie, w jednym miejscu, ale w dwóch różnych światach. Światy te walczą ze sobą jak dwa tytani, o godność, empatię i inny punkt spojrzenia. Dwa światy widziane oczyma dziecka – tak niewinne, delikatne, w pewnym stopniu niezrozumiane i pompatyczne momentami.

 

Bruno dorastał w Berlinie, tym przedwojennym, gdzie ojciec jego – wysoki rangą komendant, zostaje przeniesiony z dnia na dzień do Polski, do Po – Świecia. Miejscu, w którym obóz zagłady mieści się tuż obok ich domu, za drucianym, wysokim płotem. Dla dorastającego chłopca pewne sprawy i sytuacje są dziwne, obce. Jednak ich obrót sprawi, iż Bruno – zmanierowany i ciągle zadający mnóstwo pytań chłopiec – będzie szukał swojego miejsca na ziemi, jakiegoś tajemniczego przyjaciela, z którym będzie mógł dzielić wszelkie troski i znoje dnia codziennego.

 

Siostra Bruna, Gretel, to chodzący Beznadziejny Przypadek, jak ją nazwał brat. To dobiegająca dużymi krokami do dorosłości panna, zakochana w jednym z żołnierzy - Kurcie. To dziewczyna mająca już swoje sprawy, ścieżki i świadomość tego, co znajduje się obok nich. Jednak nie będzie umiała wytłumaczyć Brunowi całej powagi sytuacji i atmosfery, jaka panuje obok.

 

Jako Poszukiwacz Bruno, znajdzie w rogu drucianego ogrodzenia rówieśnika, ale trochę innego i budową ciała i jego masywnością, czy kolorem – Szmula. Szmul, to Żyd. Jak się z biegiem czasu okaże, zostanie jedynym prawdziwym przyjacielem Bruna. To z nim zacznie dzielić swoje troski i tajemnice, wymieniać się poglądami. Dzieci i ich światy będą nawzajem się odnajdywać i wypełniać luki wolnego czasu. Doskwierać im tylko będzie nierozumiana samotność i brak wszelkiej możliwości wspólnej zabawy.

 

Bruno wystawi ich przyjaźń na ciężką próbę, ale Szmul, przyzwyczajony do ciągłej przemocy, beznadziejności i brutalności swojego świata, pogodzi się z całą sytuacją i z wyparciem się Bruna ich wspólnej przyjaźni.

Ci dwaj obcy sobie chłopcy, staną się jak bracia. Jak jeden organizm, jedno ciało, jedno spojrzenie i jeden oddech. Ich wspólna podróż, jako Poszukiwaczy zakończy się niesprawiedliwie. Z niemocy próby pomocy, dojścia do ściany pod którą można tylko zapłakać.

Ich przyjaźń, połączona dłońmi wielkiej, szczerej i prawdziwej przyjaźni skończy się tam, gdzie zazwyczaj wykańczano Żydów.

 

Książka, która pozwala zastanowić się nad sensem i kruchością naszego życia. Niewiele trzeba, by to życie zgasić, jak zapalony knot świecy. W rocznicę Powstania Warszawskiego należy tą świecę zapalić i pomyśleć o sensie świata.

 

Historia, która do mnie przemówiła głosem tego małego chłopca, wzruszyła i poruszyła. Napisana pięknym prostym językiem, wzniosłością chwili. Sprawiła, że na koniec się popłakałam. Nie, to nie słabość. To wrażliwość, której autor dostarczył mi od pierwszych wersów tej pięknej powieści.

 

Za lekturę dziękuję:





poniedziałek, 14 lipca 2014

Pierwsza polska powieść w Uniwersum Metro 2033 już 27 sierpnia w księgarniach! Ujawniamy tytuł i okładkę!

Okładka - Uniwersum Metro 2033. Dzielnica obiecana

Już 27 sierpnia na półki polskich księgarń zawita długo wyczekiwana przez polskich fanów Uniwersum Metro 2033 książka – pierwsza polska powieść osadzona w realiach postapokaliptycznego świata wykreowanego przez Dmitrija Glukhovsky’ego. Wbrew najbardziej oczywistym przypuszczeniom, jej akcja nie będzie rozgrywała się w warszawskim metrze; autor „Dzielnicy obiecanej”, bo tak brzmi tytuł powieści Pawła Majki, opisuje losy niedobitków nuklearnej zagłady w Nowej Hucie. Ta industrialna dzielnica Krakowa, zaprojektowana i zbudowana przez komunistyczne władze powojennej Polski jako niezależne miasto, zdolne do przetrwania podczas potencjalnego konfliktu atomowego, to zdaniem Pawła Majki jedno z tych miejsc w Polsce, które aż się proszą o zaznaczenie na mapie Uniwersum Metro 2033. Schrony przeciwatomowe, układ ulic i budynków mający minimalizować stuki uderzenia nuklearnego oraz bezpośrednia bliskość mistycznego Krakowa – miejsca nierozerwalnie związanego z najważniejszymi wydarzeniami w historii Polski – wszystko to zainspirowało Pawła Majkę do osadzenia akcji swojej powieści właśnie w Nowej Hucie.

Już dziś prezentujemy krótki opis „Dzielnicy obiecanej” Pawła Majki oraz okładkę autorstwa Ilii Jackiewicza – znakomitego grafika, ilustratora znanego fanom serii Uniwersum Metro 2033 ze wszystkich jej dotychczasowych okładek.

Dwie dekady po atomowej zagładzie, czasy Pożogi. Gatunek homo sapiens na powrót został sprowadzony do roli jednego z konkurentów w grze o przetrwanie. Zmieniło się wszystko. Tylko ludzie pozostali tacy, jak dawniej.

Nowa Huta. Zaprojektowane i zbudowane od podstaw robotnicze miasto. XVIII dzielnica Krakowa. To tu, w podziemnych schronach, mieszkają ci, którzy przetrwali nuklearną apokalipsę. Każdy dzień oznacza dla nich walkę, każdy miesiąc przynosi nowe zagrożenia. Wśród strzępów cywilizacji przeżycie kolejnego roku zakrawa na cud.

Zdradzeni i zmuszeni do ucieczki mieszkańcy Nowej Huty wyruszają na poszukiwanie mitycznego raju – Kombinatu. Nie wiedzą jeszcze, że z niedostępnego dla nich centrum Krakowa nadciąga przerażająca horda, która odmieni znany im świat.

Jednak to śmiertelne niebezpieczeństwo okaże się tylko tłem dla piekła, które ludzie niezmiennie gotują sobie sami nawzajem.





 

22:47, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lipca 2014

Nadszedł ten czas. Cieszę się niesamowicie, bo to mój pierwszy konkurs. Dlatego też proszę Was o cierpliwość i przede wszystkim o wyrozumiałość. Nie mam w tym żadnej wprawy. Ale.....nie czas na wewnętrzne wywody.

Jestem po lekturze bardzo ciekawej i niesamowicie tajemniczej książki "Echa Pamięci" Katherine Webb. Lektura inna, dająca do myślenia, chwytająca chwile i momenty życia swoich bohaterów, które są nie tylko surrealistyczne, ale też proste, fantastyczne, rustykalne, czy magiczne.

Poszperajcie w swojej pamięci. Jakie echo ona ze sobą niesie? Moje pytanie brzmi - Jakie chwile i momenty Waszego życia były dla Was wyjątkowe, magiczne. Takie, że zapierało Wam dech w piersiach pod wrażeniem jakiejś sytuacji, czy wydarzenia, jakie miały miejsce w Waszym życiu. Opiszcie, co takiego magicznego Wam się przytrafiło.

Niech poniesie Was echo pamięci. Odpowiedź wybiorę ja sama. I od razu powiem, że nie będzie tak łatwo kupić moje "łaski", ponieważ jestem zarówno czytelniczką, jak i osobą bardzo wymagającą, pod względem wyboru nie tylko lektury, ale nade wszystko dróg i ścieżek światopoglądowych.

Wybór swój uzasadnię.

Tyle ode mnie. Teraz pozostawiam miejsce Waszym odpowiedziom, które zamieszczajcie w komentarzach.

Konkurs trwać będzie przez tydzień. Zaczyna się dzisiaj - 12 lipca 2014r. i zakończy w sobotę 19 lipca 2014r. do godz. 23:59. Wyniki ogłoszę w niedzielę - 20 lipca 2014r.

Do wygrania rzecz jasna wspomniane wcześniej "Echo pamięci" Katherine Webb, mój egzemplarz recenzencki.



Recenzja tutaj:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2014/07/8222Echa-pamieci8221-Katherine-Webb.html

Tagi: konkurs
20:23, toksiazki12 , Recenzje
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 lipca 2014

Ja stanowczo protestuję! Ta ballada miała się zupełnie inaczej zakończyć!

Jak? Nie wiem, jakoś, inaczej.....Już myślałam, że Joanna trafi w ramiona Olusia. Ech.....dlaczego tak nie było? Odpowiedź brzmi – bo autorka miała swoją własną wizję na życie Joanki Kownackiej. I za taki pomysł jej także bardzo dziękuję.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Magdy. Pierwsze i bardzo udane, bo ubawiłam się podczas jej „Ballady....” szczerze i bardzo sympatycznie. Powieść ciepła, chociaż życie głównej bohaterki wcale takie nie jest. Napisana w konwencji ballady, co zdarza się dzisiaj niezwykle rzadko, bo trzeba umieć zestawić ze sobą wszystkie elementy, jakie wchodzą w jej skład. A zacznijmy chociaż od samej nastrojowości i emocjonalności. Tutaj emocje zenitują, osiągają inny wymiar. Każdy bohater nadaje jej innego kształtu i plastyczności.

Zaczęło się od tego, że ciocia Matylda, krewna Joanny, postanowiła umrzeć w chwili narodzin jej córki. Chcąc, nie chcąc, to właśnie ciotka stała się siłą napędową wydarzeń, które w życiu Joanny nabiorą innego wymiaru. Joanka – tak nazywała ją ciocia, żyje złudnymi marzeniami o spokoju przy boku kochającego męża. Odkryje sama przed sobą, jak bardzo się pomyliła.

Po stracie rodziców, Joasią zaopiekowała się ciotka Matylda. To ona najbliższa jej sercu osoba, nauczy Joankę, jak żyć, słuchać innych, być blisko ludzi i nie bać się swoich marzeń. Ciocia Matylda była szanowaną w swoim otoczeniu starszą panią. Nie dało się jej nie lubić. Głowa zawsze pełna pomysłów, nieszablonowe podejście do otaczającego ją świata. Taka „kumpela”, z którą można było zawsze i wszędzie porozmawiać, o wszystkim i niczym.

W chwili, gdy ciotka Matylda umiera, Joanna zostanie sama, z dzieckiem, ze swoimi problemami, marzeniami, a nawet ze swoją samotnością. Na szczęście, ku pokrzepieniu serc, z pomocą dziewczynie przyjdą wspólnicy ciotki – Oluś i Przemcio. To dla samotnej Joasi będzie nie tylko oznaczało konieczność otwarcia się na ludzi i rzeczywistość, która z każdym dniem przytłaczać ją będzie z prędkością piłki golfowej. Jak to się mówi – raz na wozie, raz pod wozem. Nigdy nie może być konstansów. One w codzienności przybierają różnorakie formy, bywają często zaskakujące, często powodują zachwyt, oburzenie, zachwyt, a nawet radość, czy smutek.

Joanna jest ciepłą, pozytywną, momentami naiwną osobą. Podobnie z Olusiem i Przemciem, którzy prowadzą sex shop, w lokalu, niegdyś należącym do jej ciotki. Po czasie wewnętrznego wypalenia, Joasia daje się zaskoczyć wszystkim wokoło jako współwłaścicielka agencji reklamowej, by tym samym wypromować odziedziczone udziały w lokalu. Życie jej i córeczki Matyldy płynęłoby dosyć spokojnie, gdyby nie zakłócał go mąż Joasi, Piotr. To jedyna postać, której nakopałabym do tyłka. Praca na lodowcach, przy badaniach skał, z dala od rodziny – Joanki i ich wspólnej córeczki. W dodatku okaże się, że wda się w brzemienny w skutkach romans z koleżanką z pracy. Uch, ja go nie polubiłam od samego początku powieści. Drań do potęgi. Dlaczego? Przeczytacie, zrozumiecie.

Prawdziwym dżentelmenem okaże się zaś Jan Ziętara. To w nim bohaterka ballady znajdzie oparcie, przyjaciela, skryte uczucie. Jak to wszystko się skończy?

Ballada najlepsza w swoim gatunku. Dotychczas ten gatunek kojarzył mi się z obowiązkowymi lekturami szkoły średniej. Pani Magdalena swoją balladę zaczarowała. Nadała jej zupełnie inny wymiar, plastyczność, którą czyta się znakomicie. W jej balladzie są i łzy i radości. Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, prawdziwi, nie przerysowani. Jak trzeba, to tupią nogami, tłuką szybę w oknie piłką, mówią szczerze, szukają swojej życiowej drogi, miłości.

Znakomite dialogi, przemyślane sytuacje, wahadło uczuć – raz cieszy, raz smuci. Polecam całym sercem i z pełną świadomością, że zakochacie się w tej książce, jak ja.



wtorek, 08 lipca 2014

Właściwie zastanawiałam się od czego zacząć. Może od tego, że to opasłe tomisko, ukazane nakładem Wydawnictwa Insignis zachęca już samą jednobarwną okładką. Tutaj ścierają się dwa światy. Ten współczesny i przedwojenny. Utrzymany w surrealistycznej fabule angielskiego wybrzeża Dorset, wsi Blacknowle.

Wybrzeże i jego mieszkańcy owiani tajemniczą przeszłością, niczym schodząca z gór poranna mgła tuż za horyzontem słońca. Zagadkowe losy młodej mieszkanki oraz artysty malarza, który co roku gościł w tamtych stronach na wakacjach razem ze swoją rodziną.

Powieść czyta się dosyć szybko i płynnie, zważywszy na fakt jej objętości, momentami odnosiłam wrażenie, że nie liczy się nikt i nic, poza światem, jaki z niej wypływa. Porywająca i zaskakująca, bo finały wielkich poszukiwań prawdy, zawsze budują w nas pewną dozę zniecierpliwienia i zupełnie innych emocji.



Właściciel galerii, Zack, wybiera się w rewiry ludzkiej pamięci o tym, co sprawiało przyjemność i ból mieszkańcom Dorset oraz jego własnej ciekawości. Woda, która otaczała zewsząd owy zakątek, niosła ze sobą przypływy i odpływy ludzkich pragnień i marzeń. Zack, pojedzie do Blacknowle dowiedzieć się wszystkiego o prawdziwym życiu Charlesa Aubreya – artysty malarza. Zainspirowany jego wspaniałym, wysublimowanym, tajemniczym malarstwem i obrazami, które przyozdabiały ściany jego galerii. Czego się spodziewa po tej wizycie?

Mega materiału do książki. To, co tam zastanie, przyprawi go – delikatnie mówiąc – o ból głowy, czy gęsią skórkę. Zrodzi w nim mnóstwo pytań, na które nikt nie będzie chciał mu odpowiedzieć.

Mitzy Hatcher, główna bohaterka, do której uda się Zack, oprowadzi go po nieodkrytych lądach, wyspach swojej pamięci, których echo niosło przez całe jej życie. Tajemnicza, ale stanowcza i nierozumiana Mitzy, okaże się azylem dla zbłąkanej duszy ukochanego Charlesa.

Kim był Charles Aubrey? Kolejną zjawą, pomyłką, a może całkowitym zapomnieniem?

To, że Charles w ogóle pojawił się u wybrzeży Dorset nie było przypadkiem. Wybrał to miejsce celowo – ze względu na malowniczość i inspirację, jaką mu przynosiło. Przyjeżdżał razem ze swoją ukochaną Celeste i ich wspólnymi córeczkami. Charles i Celeste nie byli małżeństwem, co w oczach tradycyjnych mieszkańców wsi było kompletnym grzechem i oburzeniem. Para wzbudzała w nich niechęć, toteż nikt z nimi się nie chciał zaprzyjaźnić, czy odwiedzać w wynajmowanym przez nich, na czas wakacji domu.

Charles miał duszę samotnika, artysty z własną wizją piękna. Doskonale potrafił dogadać się z miejscowymi, zyskując w ten sposób jednak ukrywaną przez nich sympatię. To on odkrył nieokiełznane w Mitzy piękno, indywidualność, która tak znakomicie wypływała z jej niewinności i nie znajomości wielkiego świata. Charles umiał z nią rozmawiać, obudzić zmysły dla niej niepojęte i zupełnie obce. Dziewczynę wychowywała tylko sadystyczna matka, która maltretowała ją psychicznie, pokazując w ten sposób, gdzie jest jej miejsce na ziemi. Valentina nie umiała kochać własnej córki, nie umiała przekazać jej zmysłów empatii, czy prostych ludzkich uczuć, jak miłość, dobro, prawda, czy chociażby szacunek dla siebie samej. Valentina zarabiała na utrzymanie swoje i Mitzy nierządem i tego samego żądała od córki.

Mitzy buntowała się takiemu zachowaniu matki, ale była świadoma, że im bardziej dawała jej to zrozumienia, tym więcej Valentina drążyła temat jej utrzymania. Charles odnalazł w Mitzy muzę i płacił za pozowanie mu do jego malarskich wizji. Ale.....takie niewinne dla mężczyzny spotkania, u dorastającej nastolatki budziło uczucia często jej obce, nie nazwane, nie opisane. Charles malował Mitzy, ona wkradała się do jego serca, sprzecznie z jego intencjami. Zakochała się w nim niewinnie, wbrew sobie, wbrew jego rodzinie, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Nikt w to jej uczucie nie wierzył, nawet ona sama.

Była zupełnie inną nastolatką, niż córki Charlesa i Celeste. Panienki z dobrego domu, nauczone wielkomiejskiego życia różniły się od niej wychowaniem, manierami i światopoglądem. Mitzy uważana za dziwaczkę, wyalienowaną, odciętą od rzeczywistości budziła zachwyt jedynie Delphine, starszej córki pary. Dziewczynki przyjaźniły się do momentu wyjazdu Delphine do szkoły w Londynie. Mitzy nauczyła Delphine odróżniania ziół, zbierania ich, suszenia i wykorzystywania do różnych celów.

Przełomowym momentem powieści jest podróż Charlesa z rodziną do rodzinnych stron Celeste – do Maroko. Podróż spontaniczna, tajemnicza, magiczna. Podróż, która powinna być przyjemna, nieść ze sobą odpoczynek. Jednak, podróż ta wcale nie dała im żadnego komfortu. W podróż tę zabrali Mitzy. To tam dziewczyna będzie próbowała zbliżyć się do Charlesa. Podróż, która zakończy się tylko piaskiem pod paznokciami i wspomnieniami.

Cykuta – szalej. Zabije młodszą córkę Celeste – Elodie. Strata córki obudzi w kobiecie instynkty ucieczki z Dorset. Zniknie. Charles w rozpaczy zaciągnie się na wojnę, Delphine wyjedzie do szkoły w Londynie, a Mitzy........no właśnie.

Co stanie się z Mitzy, jej matką? Jakim sposobem Charles znajdzie się u dziewczyny w pokoiku na piętrze? Czego dowie się o Hannie Zack?

Książka niezwykle tajemnicza, przeplatana wątkami echa przeszłości ze współczesnym dochodzeniem Zacka do prawdy. Jakim sposobem na aukcji w Londynie znajdą się obrazy Charlesa Aubreya? Jaką rolę w tym całym rozgardiaszu pełni tak naprawdę sąsiadka Mitzy, mieszkająca na farmie obok Hannah?

Dla mnie to książka o zagubieniu. O zagubieniu własnego ja, fantazji młodej dziewczyny, surrealistycznym obrazie przeszłości. O duchu namiętnej miłości, niespełnieniu, zatraceniu się we własnym błędzie. Książka, która od pierwszych stron wciąga nas magią, zaściankowym życiem mieszkańców Blacknowle. O tajemniczych miejscach, marzeniach i pragnieniach. O chwilach ulotnych. Bo życie jest ulotne i kruche.

Za możliwość zapoznania się z treścią powieści dziękuję Wydawnictwu:

A szczególnie Pani Iwonie Wodzińskiej.



sobota, 05 lipca 2014

Szanowni Państwo,
miło nam poinformować, że 1 lipca nakładem Wydawnictwa Replika ukazały się następujące tytuły:



To historia argentyńskiej rodziny, na której drodze staje najsłynniejszy lekarz XX wieku, Doktor Mengele. Tak rozpoczyna się mrożące krew w żyłach spotkanie z potworem, który przybierając ludzką twarz, wkracza w intymny świat niczego niepodejrzewającej rodziny. U Puenzo fikcja nosi znamiona prawdy, a z pozoru zwykła historia zmienia się w trzymający w napięciu thriller.

Na kanwie książki powstał film, Wakolda, z Natalią Oreiro w jednej z głównych ról, który był argentyńskim kandydatem do Oscara za rok 2013.

Lucía Puenzo - artystka wszechstronna, pisarka, scenarzystka i reżyser. Zaliczona przez prestiżowy magazyn literacki „Granta” do grona 20 najlepszych młodych pisarzy z kręgu języka hiszpańskiego. "Anioł Śmierci" to jej piąta powieść, która do tej pory została przetłumaczona na 15 języków. 

 

***********

W Finlandii Larry Thorne jest uznawany za bohatera narodowego.

Urodzony jako Lauri Törni, walczył w wojsku fińskim z Sowietami podczas wojny zimowej (1939-1940), a następnie przeszkolony przez Waffen SS, w wojnie kontynuacyjnej (1941-1944). Po II wojnie światowej, ścigany pod groźbą śmierci, stał się uchodźcą, więźniem politycznym, nielegalnym emigrantem. Zimna Wojna sprawiła, że znalazł nowy dom w USA i stał się jednym z pierwszych członków "zielonych beretów".



J. Michael Cleverley ("Mike") - pracował przez ponad trzydzieści lat w amerykańskim Foreign Service i Departamencie Stanu. Obecnie emerytowany, nadal jest  wykładowcą nauk politycznych i ekonomii, a także członkiem Washington Institute of Foreign Affairs. Pisanie stanowi jego hobby.


18:02, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

Dzisiaj rozpoczynam moje spotkanie z osobą niezwykle szczerą, otwartą i optymistycznie nastawioną do świata, ludzi, życia. To pisarka, publicystka i fotograf. Osoba, która nie czuje się celebrytką, ani nie lubi opływać w blichtrze przesadnej rozpoznawalności. Swoją prywatność w otoczeniu malowniczych i swojskich krajobrazów ceni najbardziej. Spokój, cisza, to czynniki, które są jej wyznacznikiem.

Pani Ania Klejzerowicz stworzyła sympatyczną postać Emila Żądło, który jest jednym z wielu pozytywnych bohaterów w całej garstce pozostałych powieści. To autorka, która nie wstydzi się głosić swoich poglądów głośno, mówić tego, co myśli i czuje na temat otaczającej ją rzeczywistości. Imponuje niezwykłym poczuciem humoru, oazą spokoju i wielbieniem autorów nieco już zapomnianych – jak chociażby Stachura, czy Halina Poświatowska.

Pani Anno,

dziękuję, że znalazła Pani czas na spotkanie z moimi pytaniami i cierpliwość na opracowanie całości. I za sympatycznego Żądło też dziękuję. Jest Pani ciepłą i pozytywną osobą, która dzięki swojej niezależności osiągnęła po części to, co zamierzała.

Czego Pani życzyć?

Dalszej owocnej współpracy z wydawnictwami oraz samych tylko pozytywnych recenzji powieści, które wyjdą jeszcze spod Pani pióra.

Pani Aniu. Przeczytałam co prawda tylko „Sąd Ostateczny” Pani autorstwa. Wiem, że na mnóstwo pytań już Pani odpowiedziała, dotyczących tej powieści. Dla mnie jest to książka przede wszystkim z precyzyjnie i skrupulatnie nakreśloną fabułą. Profesjonalnie skonstruowaną sylwetką Emila Żądło. Nie o to jednak chcę zapytać. Wiem, że pierwodruku powieści dokonało Wydawnictwo Dolnośląskie. Jaka jest zatem historia i początki tej wspaniałej powieści?

Dziękuję za miłe słowa Jeśli chodzi o pierwsze wydanie „Sądu Ostatecznego”, to rzeczywiście, pierwotnie był on wydany przez wydawnictwo Dolnośląskie, w roku… już dobrze nie pamiętam… 2008 chyba, w serii „z odciskiem palca”. To naprawdę była historia z przygodami, bo tekst składałam jeszcze w dawnym, tradycyjnym Dolnośląskim ponad rok wcześniej, ale w międzyczasie zmienił się właściciel, a co za tym idzie, zespół redakcyjny, „maszynopis” czekał, krążył, wędrował, w końcu nawet zawieruszył się, lecz ostatecznie książka ukazała się na rynku, choć z poślizgiem. W zeszłym roku umowa wygasła, więc prawa do niej i co całego cyklu oddałam wydawcy „Cienia gejszy” – to powieść z tym samym „detektywem”, Emilem Żądło. „Sąd” otrzymał nowe opracowanie redakcyjne i szatę graficzną. Jednolitą dla całej serii z Emilem w roli głównej.

Emil Żądło jest takim detektywem, który rozwiązuje jeszcze inne zagadki kryminalne. Skąd wziął się pomysł na dalsze losy tego bohatera? Poznałam go, jako mężczyznę po przejściach, zagubionego samotnika – od strony prywatnej, oraz jako dociekliwego detektywa. W miarę rozwoju akcji Emil starał się wkupić w łaski czytelnika. Przyznam, że w moje się wkupił. Polubiłam tego „drania”.

Muszę przyznać., że sama drania lubię ;-) I dlatego nie zrezygnowałam z niego po pierwszej książce, tylko zatrudniłam go w „Cieniu gejszy”. To powieść, która powstała z potrzeby serca – do tematyki drzeworytu japońskiego mam bardzo osobisty stosunek. Ale nie będę uprzedzać faktów, zapraszam do przeczytania. Powieść przez cały czas jest dostępna na rynku, a wkrótce ukaże się jej drugie wydanie. Tymczasem na przyszły rok zaplanowana jest już trzecia część cyklu, pod tytułem „Dom naszej pani”. Emil nadal rozwiązywać będzie zagadki kryminalne ze sztuką i historią (nie tylko Gdańska) w tle. To chyba nasza wspólna pasja! (śmiech)

Jako autorka wielu powieści jest Pani rozpoznawalna. Jak to jest być osobą znaną?

Hmm… Ujęłabym to tak: ma się o wiele więcej przyjaciół Bo tak właśnie traktuję moich czytelników – jako przyjaciół. Ludzie piszą do mnie, dzielą się wrażeniami, emocjami, przychodzą na spotkania, czuję, że doskonale rozumieją, wyczuwają moje myśli, intencje - to jest piękne uczucie. A tak poważnie: mam to szczęście, że od prawie dziesięciu lat mieszkam na wsi, żyję sobie w takiej oazie spokoju, jak w kokonie. Tutaj ludzie mnie znają, ale są bardzo dyskretni, mogę powiedzieć, że wręcz pilnują, strzegą mojej prywatności. Ja nie bardzo przepadam za blichtrem, nie lubię być na świeczniku, z natury jestem raczej dość nieśmiała. Nie mam natury celebryty (prawdę mówiąc, przerasta mnie to), staram się unikać tłumów - wolę w spokoju sobie pisać. I cieszy mnie, że choć nie udzielam się jakoś specjalnie, nie zabiegam o poklask, to i tak mam liczne grono wiernych i świadomych czytelników, a moje książki cieszą się powodzeniem. I o to właśnie chodzi – bo to przecież nie moja osoba, tylko właśnie one są ważne, to one mają przemawiać w moim imieniu. Autor powinien kryć się w cieniu własnych słów, na tyle oczywiście, na ile to możliwe czy realne. Przynajmniej w moim rozumieniu. To nie zawód sceniczny. Choć, oczywiście, odczuwam pewną presję, odpowiedzialność, wiem, że ludzie uważnie mnie słuchają, że muszę się starać sprostać ich oczekiwaniom, nie zawieść ich. Staram się tak postępować, pozostając jednocześnie w zgodzie z sobą.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że bardzo jest dla Pani ważna niezależność. Daje ona Pani pewną swobodę działania w życiu. Jednak na taką niezależność trzeba umieć sobie zapracować. Ciężko jest się przebić na dzisiejszym polskim rynku wydawniczym?

Podobno tak. Być może coraz ciężej, rynek coraz bardziej się komercjalizuje, czytających nie przybywa, warunki są trudne, bo książka to jednak nie tylko zwyczajny towar, jak - powiedzmy – buraki. A jednocześnie wydawcy są zmuszeni w ten sposób go traktować, inaczej by po prostu nie przetrwali. Cóż, kultura kulturą, ale panuje ekonomia. Mnie się jakoś udało, bezboleśnie, być może zaczynałam jeszcze w lepszych czasach. Choć oczywiście na swoje „nazwisko” pracowałam przez lata; sama, bez wsparcia, „znajomości” czy pomocy jakiegokolwiek lobby. Wspominam o tym, bo często słyszę bzdurne zarzuty, że inaczej się nie da. Da się. Nie korzystałam ze skrótów i z tego jestem dumna. A niezależność jest ważna, może nawet szczególnie na początku drogi. Najgorsze, co może spotkać początkującego pisarza, to słaby lub nieuczciwy wydawca, który kiepsko płaci i nie promuje książki, oraz podpisanie złej, wiążącej ręce, umowy. I to nawet nie dlatego, że potem trudno się od niej uwolnić, ale przede wszystkim z tego powodu, że można uwikłać się w pasmo uzależnień, ulec presji, przestać się rozwijać, pozwolić się zaszufladkować, i na koniec: zarazić goryczą, co oznacza brak satysfakcji z pracy. A to już dla twórcy dramat. Dla mnie osobiście ta niezależność jest ważna także dlatego, że nie potrafię pisać na siłę ani pod dyktando, muszę mieć serce i przekonanie do tego, co robię. Inaczej mi nie wyjdzie. A nie chciałabym przecież rozczarować ani siebie, ani wydawcy, ani – tym bardziej – czytelnika. Owszem, to prawda, teraz mogę sobie na nią pozwolić: mam dobrych, sprawdzonych wydawców, których znam, wiem, że mogę im ufać bez zastrzeżeń (mam nadzieję, że z wzajemnością) i z którymi współpracę sobie cenię. Ważne jednak, by od początku mieć tego świadomość, bo czasem jeden błędny krok może autora na długo wybić z obranego kierunku. Chociaż… może i czasem trzeba się sparzyć, żeby do tego dojść.

Chciałabym z Panią porozmawiać o kinie, teatrze, poezji. Są to standardowe pytania, o które pytam każdego niemalże rozmówcę. Zacznijmy od poezji. To gród, w którym chętnie się Pani rozsiądzie, czy jednak wyjdzie z niego dostrzegając pewne ścieżki niezrozumienia, czy zagubienia?

Dawniej bardzo lubiłam poezję. Czytałam zarówno klasyków, jak współczesnych autorów, kupowałam tomiki, kiedy były one jeszcze wydawane normalnym trybem i dostępne w normalnych księgarniach. A nie wydawane na koszt własny, co niestety bardzo obniżyło wartość poezji i zniechęciło mnie do niej. Do tej pory mam pod ręką zbiorki Poświatowskiej, Stachury, Bursy, Marianny Bocian, skamandrytów, dawnej angielskiej poezji mistycznej. Ale fakt, że teraz każdy, kto zabawia się tworzeniem rymów częstochowskich, publikuje je gdzieś w sieci i od razu uważa się za Poetę, męczy mnie. Nie mam czasu ani cierpliwości na oddzielanie ziarna od plew, od tego powinny być profesjonalni wydawcy, ale… wszystko stanęło na głowie.

Jak jest z kinem? Kocha, lubi, szanuje? Polskie, czy zagraniczne?

Kino to zupełnie nie moja bajka. Słabe mam o nim pojęcie, rzadko oglądam filmy. Moim ukochanym jest – niezmiennie – „Piknik pod wiszącą skałą” Petera Weira. Mogłabym oglądać w nieskończoność, choć go już znam na pamięć. Lubiłam Kieślowskiego, poza tym raczej kino dokumentalne. Dość często oglądam filmy dokumentalne z zakresu historii, historii sztuki, archeologii, choćby po to, żeby „złapać” klimaty, potrzebne mi do własnych książek. Czasem odpoczywam wieczorami przy szwedzkich serialach kryminalnych Choć nawet w tym przypadku wolę książki.

Teatr. Wspomniała Pani w jednym z wywiadów, że niezapomniany dla Pani zapach, to zapach teatru. Jaki jest ten zapach? Jak Pani się odnosi do teatru?

Teatr to dla mnie szczególne miejsce. Jako studentka niemal codziennie biegałam z przyjaciółmi na spektakle, były to lata osiemdziesiąte, wspaniały okres dla teatru. Później przez kilkanaście lat współpracowałam z teatrem Atelier w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych. To ten sam teatr, z którym przez ostanie lata swego życia związana była Agnieszka Osiecka. Bardzo ważny etap dla mnie, bardzo twórczy. A jaki to zapach? Nie da się go sprecyzować ani zabutelkować. To bardzo zmysłowy zapach… kawy, dymu, sztuki

A w jakich książkach zaczytuje się Pani Anna Klejzerowicz?

Ostatnio najczęściej w szeroko pojętym kryminale – polskim i zagranicznym – ponieważ głównie kryminały recenzuję dla dwóch portali literackich, z którymi na stałe współpracuję. Ale czytam bardzo różne książki. Moimi ulubionymi autorami są od lat: Eco, Huelle, Perez-Reverte, Choromański. Cenię także polskich pisarzy współczesnych – nie tylko kryminalnych – ale nie wymieniam ich z powodów dyplomatycznych: po prostu większość z nich to moi bliscy znajomi lub przyjaciele, więc nie chcę być posądzona o nepotyzm ;-)

Znalazłam o Pani informacje, które uważam, że i tak są bardzo skąpe, iż jest Pani fotografikiem. To zawód wyuczony, czy zupełna pasja. Czym dla Pani jest fotografia?

Fotografią zajmowałam się zawodowo, długie lata. Przede wszystkim fotografią teatralną (kiedy pracowałam w teatrze), ale nie tylko. Własnymi zdjęciami ilustrowałam także zazwyczaj swoje artykuły prasowe, fotografowałam zwierzaki, na przykład dla miesięcznika „Kocie sprawy”. Jestem po Studium Fotografii ZPAF w Gdańsku, ale to stare dzieje – lata dziewięćdziesiąte. W tej chwili fotografuję już tylko na własny prywatny użytek.

O czym marzy Pani Anna?

Nie marzę, a przynajmniej nie mam odwagi mówić o tym głośno. Obawiam się marzeń, wolę przyjmować życie z dobrodziejstwem inwentarza.

Kilka słów od siebie:

Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad na fantastycznym blogu, pozdrawiam Czytelników

 

piątek, 04 lipca 2014

„Macierzynki” Joanny Sykat przeczytałam w jednej godzinie, jednym tchem, bo są tylko jedne i niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. Od samego początku, gdy tylko usłyszałam i przeczytałam tytuł premierowej, najnowszej książki autorki, skojarzyły mi się z macierzankami – polnymi, intensywnie rozsiewającymi zapach kwiatkami. Te drobne roślinki wabią swoim zapachem, by na chwilkę się nad nimi pochylić i zanurzyć nozdrza w magii tego momentu.

 

„Macierzynki” Joasi wabią tytułem, by zanurzyć się w maleńkiej książeczce będącej dowodem na to, że w macierzyństwie jest cała konstelacja gwiazd i nie zawsze jest tak pięknie, kolorowo i pachnąco, jakby się to komuś mogło wydawać.

 

Macierzyństwo owszem jest cudem. Ale cud ten, jak doskonale określiła to autorka, wyjada nam mózg i zdolność logicznego myślenia. Zatopione w codziennym kieracie matki, często nie dostrzegają swoich potrzeb, jak chociażby dbanie o fryzurę, makijaż, czy nawet o ubiór. Nie mają czasu na czytanie, o pisaniu, kontynuowaniu innych pasji nie wspominając. To wszystko znika w cieniu, dając pole manewru obowiązkom. A tych jest cała masa.

 

Uważam tę książkę za piękny pamiętnik o sile matczynej miłości, zgubionych marzeniach i pragnieniach, o intensywności chwil, które tak bywają ulotne, jak latawce na wietrze. Ta książka zwraca uwagę, że macierzyństwo jest wielobarwną drabiną, której poszczególne szczebelki są wyrazem często naszej wzniosłości, często zwykłej ludzkiej słabości. My, kobiety owszem jesteśmy silne, ale jesteśmy też istotami kruchymi, często zapomnianymi w codziennej gonitwie o chwilkę oddechu.

 

Gratuluję Joasi jej świetnego, świeżego stylu, który już sobie zdążyła wyrobić dwoma poprzednimi powieściami. Joasia ma niebywały zmysł obserwacji, nazywania rzeczy i sytuacji po imieniu. Bardzo mi się podoba w jej twórczości jej własny język, często bezkompromisowy, prosty i bezpośredni. Nie koloryzuje, nie ubarwia. Krótko, zwięźle i na temat, po prostu po swojemu. Żadnego szpanerstwa, ani wodolejstwa.

 

Joasiu w tej mojej nietypowej recenzji uczknę nieco prywaty.

Chcę Ci podziękować za to, że „Macierzynkami” zwracasz uwagę na jeden istotny problem. Nie wszystkim macierzyństwo jest pisane. Są pary, które dzieci mieć nie mogą. Ty pisząc owo wielkie o tym słowo, dajesz im namiastkę tego, co spędza im sen z powiek. Twoje „Macierzynki” są tak namacalne, jakby dziecko wzięło pędzel w swoją maleńką dłoń i malowało słowo po słowie każdą chwilę i stan umysłu kobiety – matki zmagającej się z własnym obowiązkiem.

Śmiem twierdzić, iż obrazy, które zdobią Twoją maleńką książeczkę, wybierałaś Ty sama. Są piękne. Dla niewtajemniczonych powiem tylko, że obrazy przedstawiają matki z dziećmi, autorstwa Williama Bouguereau.

 

Do przeczytania „Macierzynek” zachęcam wszystkich. Tupot dziecięcych stópek, delikatny dotyk maleńkich dłoni, dziwne pytania, mnóstwo odpowiedzi i zadziwienie całym otaczającym światem jest tutaj jak kropelka deszczu na spragnionej ziemi. To książka, która nie tylko przedstawia radość macierzyństwa, ale przede wszystkim troski, trudy i znoje dnia codziennego. Macierzyństwo, tak jak życie nie składa się tylko z kolorowej tęczy. To drabina, której każdy jeden szczebel jest innego koloru, ma inne znaczenie i jest przypisany zupełnie czemu innemu.

 

A „Macierzynki” są takie małe, chciałoby się je utulić w ramionach i szepnąć do ucha bajeczkę, albo powiedzieć – śpijcie moje kochane. Niech wam się przyśnią tylko Aniołki. Jak pachnące fiołki, albo macierzanki, tuż za oknem, w ogrodzie zwanym życie.



O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi