Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
poniedziałek, 29 czerwca 2015

 

Propozycja od Wydawnictwa Initium.

 

 

Tytuł: Srebrzyste wizje, Inni – tom trzeci

autor: Anne Bishop

wydawnictwo: INITIUM

oprawa: miękka ze skrzydełkami

liczba stron: 512

premiera: 05-06-2015

e-book: tak


Inni uwolnili więzione przez ludzi cassandra sangue, nie zdając sobie sprawy z tego, jak poważne konsekwencje będzie to miało dla wieszczek. Tym delikatnym istotom grozi teraz podwójne niebezpieczeństwo – ze strony ludzi, którzy dla swoich niecnych celów chcą kontrolować ich przepowiednie, ale też ze strony ich samych. W tej sytuacji Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny przywódca Innych, zmuszony jest prosić o pomoc Meg Corbyn, wystawiając ją na wielkie ryzyko.

 

Meg nadal walczy z uzależnieniem od euforii, która pojawia się przy wygłaszaniu przepowiedni. Wie, że za każdym razem, gdy sięga po brzytwę, igra ze śmiercią, jednak jej wizje są dla Simona jedyną szansą na rozwiązanie konfliktu. Wrogowie Innych za Atlantikiem rosną w siłę, a działania fanatycznego ruchu w Thaisii zaczynają zagrażać Dziedzińcowi.

Fragmenty recenzji

Szykujcie się na wspaniałą przygodę! Czas ponownie odwiedzić Namid, fantastyczny świat stworzony przez Anne Bishop, i poznać dalsze losy niezwykłych bohaterów. Przed Wami następny tom nowego cyklu opowiadającego o alternatywnej Ziemi zamieszkanej przez wyjątkowe istoty. Bishop po raz kolejny sprawia, że oczekiwanie na ich dalsze perypetie jest dla czytelnika największą próbą!

  • RT Book Reviews

 

W kolejnym tomie Bishop opowiada o tym wszystkim, co ukochałam w jej nowym cyklu. Nie zmieniłabym w tej książce ani słowa i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Jeśli lubicie mroczne fantazje i starannie skonstruowane światy, jej powieści są właśnie dla was!

bibliophiliaplease.com

Bishop ponownie zabrała mnie w podróż tak wciągającą, że z żalem przeczytałam ostatnią stronę.

  • smexybooks.com

 

 

Anne Bishop − autorka bestsellerów docenianych przez „New York Timesa”. Laureatka nagrody Williama L. Crawforda Memorial Fantasy Awards, przyznanej za trylogię Czarne Kamienie przez Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Fantastyki w Sztuce. Mieszka i tworzy w Nowym Jorku.



21:39, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »

Już 15 lipca 2015r. będzie miała miejsce premiera "Książki bez sensu" Alfiego Deyesa, która wyjdzie spod skrzydeł Wydawnictwa Insignis :)


 

"Książka bez sensu" to kreatywna rozrywka, którą rozpoczął Alfie Deyes, a dokończyć ma czytelnik. "Książce bez sensu" towarzyszyć będzie zaawansowana spolonizowana apka z rzeczywistością rozszerzoną. Apka zawiera niepublikowane dotąd filmiki, wypełnione przez Alfiego strony "Książki bez sensu" z polskim przekładem wpisów, strony z polskiej edycji "Książki bez sensu" do wydruku i ponownego uzupełnienia oraz wiele niespodzianek. 

 


 

Uwaga!
Polska apka do książki pojawi się wkrótce po premierze książki. Zakończono jej ostatnie beta testy. Wydawca nie ma wpływu na czas potrzebny na jej zatwierdzenie w Apple Appstore i Google Play. Linki do pobrania apki i informacje będą dostępne na stronie www.insignis.pl

 

 

 

Wszystkie materiały zostały nadesłane.

TAJEMNICE HAREMÓW Jerzy S. Łątka

Data premiery: 15.06.2015


 

 

 

Harem był w każdym muzułmańskim domu, lecz jeden z nich — harem padyszacha w pałacu Topkapy — wywoływał najwięcej emocji. Pełna przepychu, wręcz baśniowego bogactwa, a zarazem okrutnie wyrafinowana rzeczywistość przez wieki podniecała wyobraźnię nie tylko Europejczyków. Najpiękniejsze dziewczęta, ich okaleczeni strażnicy-eunuchowie i jeden zdrowy mężczyzna — pan ich życia i śmierci, a zarazem władca potężnego imperium, żyli, podporządkowani okrutnym nieraz regułom namiętności i zbrodni.

Zapraszamy do fascynującej podróży po świecie haremów, a przede wszystkim po owianym legendami słynnym haremie władców Imperium Osmańskiego, w którym nie brakowało również branek z ziem Rzeczypospolitej. Przewodnikami w tej podróży będą zarówno dawni dziejopisarze i podróżnicy, jak i współcześni historycy.

 

Książka wydana przez Wydawnictwo:



czwartek, 25 czerwca 2015

Myli się ten, kto myśli, że aby być autorem dobrym, czy uznanym, trzeba napisać niezliczoną liczbę dzieł. W przypadku tej autorki to zupełnie nijak ma się do tej powszechnej opinii. Nie trzeba wcale napisać masy dzieł, by trafić na półki czytelników i być zapamiętanym. A to liczy się niezaprzeczalnie.

 

Zastanawiałam się, jak rozpocząć ów spotkanie ze wschodzącą debiutantką, kolejną świetną polską autorką, którą miło i z dumą przedstawić czytelnikom. Na początek, zapraszam tych, którzy jeszcze nie czytali mojej recenzji, do zapoznania się z nią, pod następującym linkiem:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2015/06/8222Spowiedz-wyszeptana-wrogowi8221-Wiktorii.html



 

Autorka to osoba nad wyraz skromna, która bardzo niechętnie mówi o sobie. Stworzyła powieść trochę nietypowo skonstruowaną, w formie listu ofiary skierowanego do oprawcy. Ale w podtekście można doszukiwać się tego odbiorcy w nas – czytelnikach. Ja książkę polecam wszystkim znajomym. Zapadła mi w pamięci. Świetna fabuła, pomysł na nią w ogóle i tempo akcji są tymi elementami, które podnoszą poprzeczkę wszystkim tym, którzy planują napisać swoją pierwszą książkę.


Fot. nadesłana ze zbiorów prywatnych autorki.

 

Sama Pani Wiktoria najpierw próbowała swoich sił jako malarka i rzeźbiarka, jednak ostatecznie skłonności pisarskie zdominowały Jej zainteresowania i tak już pozostało do dziś. Jak każdy ma marzenia i stara się je realizować małymi kroczkami.

Ja w każdym bądź razie już czekam na kolejną książkę, a na pewno na kontynuację „Spowiedzi...”.

O czym rozmawiałyśmy? Przeczytajcie.

 

Pani Wiktorio. Gratuluję debiutu. Powieść premierę ma właśnie dzisiaj i uważam, że odniesie absolutny sukces. Niezwykle emocjonująca, intrygująca. Jak powstała ta książka? Była zaplanowana, czy raczej zaczęła pisać się sama?

Dziękuję za miłe słowa :). Zaczęłabym od tego, że proces tworzenia książki – w moim przypadku – jest czymś całkowicie naturalnym, powieść jest niemalże żywą istotą, która wymyka się schematom i zasadom, zatem nawet jeśli wcześniej zaplanowałam losy bohaterów, wymykają się one spod mojej władzy. To tak, jakby zasadzić tulipany ze świadomością, że wyrosną róże.

 

Od początku wciąga, intryguje, zaskakuje. Świetna koncepcja na formę. Przyznam, że nie czytałam jeszcze takiej książki. Skąd pomysł na tego typu powieść?

Prawdę mówiąc, powieść epistolarna (czyli skonstruowana w formie listów) nie jest niczym nowym. Najbardziej znaną z tego gatunku, z racji bycia lekturą, jest powieść pt. „Cierpienia młodego Wertera”. Ona także utrzymana jest w konwencji epistolarnej, która była dość popularna w XVIII wieku. Niezbyt często co prawda spotykamy w tego typu powieściach jeden, długi list, najczęściej jest ich kilkadziesiąt i są do różnych adresatów. W przypadku mojej powieści redukcja do jednego listu i jednego adresata nie wynika z faktu, że chciałam naruszyć konwencję, lecz z tego, że odbiorca listu Emilii – zgodnie z jej żądaniem – i tak nie mógłby odpisać, a nawet jeśliby to zrobił, jego odpowiedź nie zostałaby zapewne odczytana.

 

Emilia to młoda buntowniczka, jednocześnie bardzo w swoim życiu zagubiona. Nie tylko zdarzenie z przeszłości wpływa na jej relacje z mężczyznami. Poruszyła Pani w książce bardzo istotne tematy. Gwałt, przemoc fizyczna i psychiczna. To powiedziałabym tematy często tabu. Umiemy o nich mówić?

Rzeczywiście – są to tematy tabu, w moim odczuciu jedne z najtrudniejszych, zatem osoby, których nie dotyczą, rzadko kiedy decydują się na ich podejmowanie, co jest raczej zrozumiałe. To kwestie bolesne. Kiedy zaś autorzy piszą o tym w książkach, wyszeptują tym sposobem własną opinię na ten temat, zgodną z całą pewnością z przekonaniem innych – że oprawca nie powinien być bezkarny.

 

Mam wrażenie, że wszyscy bohaterowie są poniekąd ofiarami. Pomijając już Emilię. Na wszystkich pozostałych również ciąży jakieś piętno przeszłości. Mylę się, jeśli powiem, że podeszła Pani do tego od strony psychologicznej?

Nie sposób się nie zgodzić, że wszyscy bohaterowie są w mniejszym lub większym stopniu ofiarami – innych bohaterów lub losu. Kiedy skończyłam pisać moją powieść, doszłam do podobnego wniosku – każdy z bohaterów nosi w sobie brzemię przeszłości. I chociaż nie taki był mój zamiar, powinnam była chyba spodziewać się efektu końcowego, skoro zdecydowałam się na poruszenie trudnych tematów oraz na narrację przede wszystkim pierwszoosobową i też niekiedy personalną. Jeśli więc „Spowiedź wyszeptana wrogowi” jest powieścią psychologiczną, to dlatego, że było to nieuniknione.

 

W pewnym momencie czułam u Emilii taką bardzo głęboką niemoc. Dziewczyna nie mogła poradzić sobie ze swoją sytuacją, a już na pewno nie miała jak, czy kogo prosić o pomoc. I przyznam się, że zaczęłam się zastanawiać, co ja mogłabym zrobić w tym momencie, jak pokierować losy bohaterów, by jednak jej pomóc. Trudno jest nakreślać charaktery bohaterów? Skąd Pani czerpie do tego inspiracje?

Nie jest trudno :). Naprawdę. Powołuję do życia moich bohaterów, aby następnie obdarować ich cząstkową wolną wolą i aby z zainteresowaniem (niemalże tożsamym z zainteresowaniem Czytelnika) obserwować ich zachowanie w określonych sytuacjach. Mam zarys fabuły, ale bohaterowie mają tajemną moc, która polega na transformowaniu przebiegu akcji.

 

Układanka powieści zaczyna się pod koniec składać w całość. Ale jako ciekawa czytelniczka przyznam, że jestem ciekawa, co dalej byłoby z życiem Emilii. Planuje Pani dalszą część?

Myślałam nad kontynuacją. Jeśli wcielę swój plan w życie, Emilia nie będzie miała lekko. Jednak to, czy powstanie druga część, zależy – nie ukrywam – przede wszystkim od Czytelników.

 

Jaki rodzaj literatury preferuje Pani na co dzień? Co Pani czytuje?

Jako studentka filologii polskiej jestem niejako „skazana” na arcydzieła literatury polskiej :). Nie da się ukryć, że muszę wtedy obcować z bardzo trudnym językiem i ze złożonością fabularną, więc w wolnym czasie przeważnie (choć nie zawsze) sięgam po powieści zaliczane do literatury współczesnej, pisane raczej przystępnym językiem. W tym względzie moje zainteresowania obejmują zarówno powieści psychologiczne, jak i romanse czy literaturę sensacyjno-kryminalną. Nie stronię od żadnego gatunku :). Ponieważ jednak zbliżają się wakacje, już zatęskniłam do powieści z dawnych lat, w związku z czym dziś zaczęłam czytać „Niebezpieczne związki” Pierre’a de Laclos (to także powieść epistolarna!). I przepadłam :).

 

Chciałabym, żeby napisała Pani coś o sobie. Dla czytelników, by mogli lepiej poznać pisarkę, która wchodzi na rynek wydawniczy:

Na początku chciałam być malarką i rzeźbiarką. Pomysł na pisarstwo przyszedł nieco później i zdominował tamte pozostałe przede wszystkim dlatego, że jako jedyny był łaskaw się rozwinąć :). Podczas gdy moje rysunki za czasów gimnazjalnych wciąż niezbyt różniły się od tych z podstawówki, w dziedzinie literatury nastąpił dość duży progres: powstał rękopis, który liczył sobie 1084 strony. Wówczas byłam z niego bardzo dumna :).


Fot. nadesłana, ze zbiorów prywatnych autorki.

 

Wolę pisać powieści niż opowiadania. Nie dlatego, że uznaję wyższość tego gatunku nad pozostałymi, lecz dlatego, że lubuję się w obszernych opisach przeżyć wewnętrznych, tworzeniu postaci z licznymi tajemnicami i niełatwym charakterem oraz w złożonych i skomplikowanych fabułach. Kiedy mam pisać opowiadania, brakuje mi tej przestrzeni, tej nieograniczoności stron, czuję się jak w przyciasnym ubraniu :).

 

Swoją przyszłość wiążę oczywiście z książkami, nie tylko od strony autorskiej, lecz także redakcyjnej. Bardzo chciałabym zostać redaktorem w wydawnictwie zajmującym się publikowaniem beletrystyki. Z tego właśnie względu zdecydowałam się na studia filologiczne i specjalizację redaktorsko-wydawniczą.

 

Kilka słów od siebie dla czytelników, takich zupełnie luźnych, może jakieś motto, które Pani towarzyszy:

To będzie absolutny banał, co teraz stwierdzę. Ileż to razy już bowiem słyszeliśmy, że należy dążyć do ziszczenia swoich marzeń? W moim przypadku jednym z nich było wydanie książki, drugim zaś – żeby książka ta znalazła uznanie wśród Czytelników, żeby moja opowieść zaistniała w ich umysłach, pochłonęła ich uwagę. Zatem szczerze Wam Wszystkim życzę, w przypadku ewentualnego sięgnięcia po moją książkę, abyście przy jej lekturze doświadczyli wielu emocji.

Bardzo dziękuję za rozmowę :)

21:24, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 czerwca 2015

 

„A jak ty zmieniasz świat?”.

Przyszedł czas na tę książkę, która przeleżała u mnie dosyć długi czas. A zaczynam pytaniem – cytatem z książki. Nie mam przekonania do jakichkolwiek poradników, czy książek typu „wujek dobra rada”, a już na pewno nie mam przekonania do tytułów zaczynających się słowem „Bóg”. Skusiłam się na nią z bardzo powiedziałabym błahego powodu. Od lat bezskutecznie szukam pracy, zasiedlam szeregi i listy Powiatowego Urzędu Pracy, jako bezrobotny, aktywnie poszukujący pracy. A w moim przypadku, aktywnie poszukujący jakiekolwiek zajęcia, które dawałoby mi pieniądze. Bez różnicy jakie, bylebym mogła zapłacić za obiady dziecku w szkole, czy chociaż raz w miesiącu postawić im lody. Ktoś może powiedzieć, jak to, to nie możliwe, żeby było aż tak źle. Możliwe. Codzienne pytanie siebie, jakiego dna w życiu człowiek musi dosięgnąć, by mógł się w końcu od niego odbić?

 

Codziennie stawiam sobie to pytanie, od którego zaczęłam. Jak zmieniam świat? No właśnie, czy prowadzenie literackiego bloga, promowanie polskich autorów, zachęcanie do sięgania po książki w ogóle jest wyczynem na miarę zmieniania świata? Albo wychowywanie dzieci, prowadzenie domu, czy to mistrzostwo świata, przecież te czynności wykonuje wiele innych kobiet podobnych do mnie: „Każdy z nas otrzymał pewien dar, ale niektórzy nigdy go nie rozpakowali. Każdy ma jakieś powołanie, życiową misję, wyjątkowy talent”.

Talent. Cóż to takiego? To bardziej rozwinięta sfera naszego życia, w której upatrujemy się wyjątkowości, lepszego i szybszego działania. Piszę wiersze. Czy to talent? Być może tak, ale dlaczego za talenty nie płacą? Płacą tym, co umieją dobrze je sprzedać.

 

Wierzcie mi, nie miałam w życiu lekko. Nadal nie mam. Mimo, iż jestem mężatką, mąż zarabia ledwo tyle, że starcza na podstawowe opłaty, by nie przyszli nam odciąć prądu, czy wody. Ciężko jest utrzymać czteroosobową rodzinę z jednej pensji, gdy ma się kredyt za mieszkanie do spłaty i dzieci w wieku szkolnym, które co jakiś przychodzą i krzyczą, że chcą na to, czy na tamto.


 

„Żeby sięgnąć po to, czego chcesz od życia, musisz uciszyć swoich krytyków, zaczynając od tego największego – samego siebie”. Broń Boże nie chcę się tu wypłakiwać. Ale opowiedzieć, co znalazłam w książce i jak to znakomicie wpasowuje się w moje życie. Regina Brett też nie miała w życiu lekko. Imała się różnorakich zajęć, by móc utrzymać siebie i córkę, kiedy postanowiła żyć jako samotna matka. Nie pamiętam wszystkich, ale też były to zajęcia od fizycznych, ciężkich, po lekkie, bardziej przyjemne. W książce opisuje je po kolei, dając tym samym wyraz temu, że nie szufladkowała żadnej swojej pracy, traktując je jak kolejne nowe doświadczenie, z którego należy wyciągnąć wszelakie wnioski. Bo chyba w całym tym rozgardiaszu związanym z pracą ważne jest nastawienie. Nastawienie, które nadaje jej kształt, sens, a nawet essencję. Ja też uważam, by każde zajęcie (nawet to wykonywane na czarno, a wierzcie mi, że takich jest mnóstwo!) traktować na tyle poważnie, by pracodawca widział nasze zaangażowanie i pomyślał o nas na tyle poważnie i dał nam w końcu porządną umowę. Gruszki na wierzbie? Może i tak. Wiadomo, jakie dzisiaj są w Polsce realia, jak ta machina związana z pracą działa.

 

„Mówi się, że życie to coś, co upływa, kiedy ty jesteś zajęty snuciem planów na przyszłość”. Tak, tylko jaka ta przyszłość jest? My, kobiety stające przed wyborem. Wychowywać czy pracować. Czemu bardziej się poświęcić? „Jak być świetnym rodzicem i świetnym pracownikiem? Możesz mieć wszystko, ale nie w tym samym momencie”. Ciężkie, boli. Dzisiaj niestety tak bardzo prawdziwe. Jeśli jest praca, nie często myśli się o tym, by w ogóle mieć dzieci. Niestety. Potem przychodzi wiek 30+ i chcemy na gwałt, szybko – tak, jak wszystko, najlepiej bez problemów rodzić i najlepiej zaraz na drugi dzień pójść do pracy, bo czasami jak wrócimy po wychowawczym może naszego miejsca już nie być, albo zajmować je będzie inna – młoda, pachnąca świeżością osoba. A my? Przeżytki, Matki Polki utetłane wiecznie dylematami i schematami. Ciągle czegoś upatrujemy, stresujemy się, zamiast żyć na luzie. Przecież życie mamy tylko jedno. Czasami warto. Wierzcie mi, warto się zatrzymać. Wytknąć język na tych, co nas wiecznie wkurzają, zatańczyć, wykrzyczeć, potupać nogami. Czy my musimy być wiecznie tacy szablonowi i grzeczni? Nasze dzieci też nam kiedyś wystawią rachunek z naszego rodzicielstwa. Zobaczymy, komu szczęki poopadają. Najgorsze, kiedy nie słuchamy tego, co nas mówią. Źle.


 

Regina Brett napisała tą książkę myślę z wielu względów. Ale to nie poradnik. To takie lekcje....może nawet nie lekcje. To taka konwersacja z własnymi myślami, spostrzeżenia, obserwacje i masa wyciąganych wniosków i skarbnica cytatów: „Proces tworzenia zawsze zaczyna się od bezkształtnej bryły gliny”. Czasami warto ponownie spojrzeć na swoje c.v. Może trzeba coś dopisać, inaczej je zredagować?

 

Książka jest takim pomocnikiem, jeśli znaleźliśmy się na rozstaju dróg życiowych, zawodowych. To pomocnik – spowalniacz, bardzo popularne określenie „slow time”. Chciałabym kiedyś znaleźć się w magicznym pokoju. Może i dla mnie coś by się w nim znalazło?



„Niektóre lata przynoszą pytania, inne przynoszą odpowiedzi”.

 

Książka przekazana przez Wydawnictwo:


 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

21:50, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 czerwca 2015

Kolejna porcja przepisów nadesłana na konkurs :)


Parowane roladki z mięsem mielonym i bakłażanem obsypane granatem, przesłane przez Angelinę Ziembińską.


Fot. nadesłana.


Składniki na 4 porcje:
500g mięsa indyczego (może być mielone, ale ja wolę mielić w domu)
1 cebula
1 ząbek czosnku
4 łyżki odtłuszczonego mielonego lnu (można użyć bułki tartej)
1 jajko
sól, pieprz do smaku
2 bakłażany
mieszanka sałat z botwinką
owoc granatu

Mięso zmielić w maszynce do mielenia mięsa. Dodać cebulę tartą na drobnym oczku tarki, czosnek przeciśnięty przez praskę, mielony len, jajko, sól i pieprz - wszystkie składniki dokładnie wymieszać. 

Bakłażany dokładnie umyć i osuszyć. Pociąć na cienkie podłużne paski, posolić delikatnie i na chwilę odłożyć. Osuszyć nadmiar płynu i na każdy pasek bakłażana nakładać warstwę mięsnej masy, zwijać w roladki i spinać wykałaczką.

Gotowe roladki przekładać do sitka parowaru i gotować na parze 25 minut. Podawać na kolorowej mieszance sałat (z botwinką), a na wierzchu posypać ziarenkami owocu granatu.

Schab w stylu syczuańskim ze szpinakiem i sezamem oraz limonkowy sernik z białą czekoladą i truskawkami, przesłane przez Małgorzatę Niewiadomską.


Schab w stylu syczuańskim ze szpinakiem i sezamem.


Fot. nadesłana.



400 gramów schabu
2 ząbki czosnku
1 cebula białe
1 cebula czerwona
100 gramów świeżego szpinaku
2 łyżki ziaren sezamu
Oliwa
Sól, pieprz
SOS:
3 łyżki ciemnego sosu sojowego
1 łyżka jasnego sosu sojowego
1 łyżka pasty chilli
50 ml bulionu drobiowego
2 łyżeczki brązowego cukru
Oraz
Opakowanie makaronu soba lub 2-3 woreczki ryżu

W małym naczynku mieszamy dokładnie wszystkie składniki sosu.
Makaron lub ryż gotujemy zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Schab myjemy, osuszamy i kroimy w paski. Mięso lekko oprószamy solą i pieprzem i smażymy partiami na złoty kolor, przekładamy na talerzyk.
Na patelni podsmażamy pokrojoną w piórka cebule i posiekany czosnek – smażymy 2-3 minuty. Do przesmażonej cebuli wkładamy z powrotem mięso, dodajemy umyty i przesiekany szpinak, zalewamy wszystko sosem i gotujemy wszystko około 5 minut, aż wszystko będzie usmażone. Gotowe danie posypujemy sezamem.
Przygotowany schab serwujemy razem z gryczanym makaronem soba lub ugotowanym na sypko ryżem. 



Limonkowy sernik z białą czekoladą i truskawkami.


 Fot. nadesłana.


Ciasto:
150 gram herbatników
100 gram masła
Masa serowa:
500 gram serka homogenizowanego naturalnego
250 gram sera białego 
Skórka i sok otarty z jednej limonki
2 jajka
1-2 łyżki mąki ziemniaczanej
2-4 łyżki cukru w zależności od stopnia słodkości
Dodatkowo
1 tabliczka białej czekolady
80 ml śmietany kremówki
250 gram truskawek

Przygotowanie zaczynamy od spodu sernika. Masło rozpuszczamy w mikrofalówce lub w garnuszku- odstawiamy do przestygnięcia. Herbatniki kruszymy za pomocą malaksera (można wałkiem do ciasta) i wsypujemy okruchy do miski – dodajemy przestudzone ciasto i wszystko razem dokładnie mieszamy. Tak przygotowaną masą wylepiamy małą tortownicę po czym schładzamy ciasto przez 30 minut w lodówce.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
W czasie kiedy spód ciasta się chłodzi przygotowujemy masę serową. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą prawie białą masę – stopniowo dodajemy do niej serek homogenizowany i biały – mieszamy aż składniki się połączą. Do masy serowej dodajemy skórkę i sok z limonki i mąkę ziemniaczaną. Mója masa miała konsystencję gęstej śmietany, jeśli Wasza będzie rzadsza dodajcie więcej mąki ziemniaczanej lub budyń np. śmietankowy.
Na spód ciasta wlewamy masę serową.  Do piekarnika wkładamy blachę do pieczenia na nią wylewamy gorąco wodę, kładziemy kratkę do pieczenia a na niej ciasto. Ciasto pieczemy 45-60 minut. Upieczone ciasto odstawiamy do całkowitego wystygnięcia.
Polewa: do rondelka wlewamy śmietanę kremówkę i podgrzewamy ją na wolnym ogniu ( nie może się zagotować ). Do gorącej śmietany dodajemy pokruszoną białą czekoladę i mieszamy wszystko razem aż do rozpuszczenia się czekolady. Odstawiamy do przestygnięcia.
Wystudzone ciasto polewamy polewą i odstawiamy do lodówki na około godzinę, przed podaniem sernik dekorujemy truskawkami. 

 

Przepis na makaron w sosie z mięsem przesłał Adam Kul.

 Fot. nadesłana.

 

* makaron 500g
* ser pleśniowy blue 50g
* sambal oelek 0,5g
* śmietanka 30% 250 ml
* szparagi zielone 5 szt
* filet z kurczaka 300 g
* bile wino poł wytrawne do flambirowania
* wódka do flambirowania
* przyprawa do kurczaka do smaku
* sol i pieprz do smaku

- Ugotować makaron aldente
- Filet z kurczaka umyć, oczyścić, opłukać, przyprawić przyprawą do kurczaka i sambal oelkiem 
- Oczyscić szparagi i ugotować
- Mięso smażymy, dodajemy szparagi, wlewamy wino, wódkę i podpalamy (flambirujemy) 


Fot. nadesłana.

 

- Dodajemy ser pleśniowy 
- Wlewamy śmietankę
- Dodajemy trochę sambal oelka 
- Dodajemy makaron i mieszamy wszystko


SMACZNEGO!!!! :)

15:52, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

PRZEBUDZONA RÓŻA LEWANOWICZ

Justyna i Łukasz muszą poradzić sobie z nową rzeczywistością. W wyniku porwania dziewczyny wyszły na jaw od dawna skrywane przez nią tajemnice z przeszłości, które teraz wystawią ich małżeństwo na ciężką próbę. Łukasz nie jest pewien, czy odnajdzie w sobie dość siły, aby zaakceptować prawdę o swojej żonie. Oboje muszą zadać sobie pytanie, czy ich związek ma szansę przetrwać. 

Jednocześnie sprawa porwania nie jest jeszcze zamknięta. Centralne Biuro Śledcze, Żandarmeria, prasa, a nawet politycy najwyższego szczebla to jeszcze inni uczestnicy dramatu. Zdaje się, że niemal każdy ma swój interes bądź w rozwiązaniu tej tajemnicy, bądź też w pogrzebaniu jej na wieki. Justyna, aby chronić siebie oraz swoich bliskich, podejmuje decyzję o powrocie do swego poprzedniego życia. 


Róża Lewanowicz powraca po rewelacyjnym debiucie. Przebudzona to szybka i mocna akcja, wyraziste postacie, a także niebanalny wątek obyczajowy. Kapitalna książka! 
Magdalena Kijewska, Przegląd Czytelniczy 

Przebudzona to powieść napisana tak sugestywnie, że po jej lekturze zaczniesz zastanawiać się, czy wiesz wszystko o życiu własnym i swoich bliskich. Nie bądź pewny następnego dnia, jeśli nie jesteś pewny swojej przeszłości. 
Leszek Koźmiński, Kryminalna Piła www.kryminalnapila.blogspot.com 

 

Róża Lewanowicz wciąż zaskakuje. Wydawałoby się, po finale Porwanej, że już nic nie będzie w stanie zagrozić szczęściu Justyny i Łukasza. A jednak demony przeszłości wgryzają się w ten związek. Każda kolejna strona powieści potrafi przynieść niespodziewane zagrożenia i rozwiązania - ciągle coś się dzieje i nic nie jest oczywiste. Po bardzo mocnym debiucie przychodzi równie dobra kontynuacja - materiał na topowy film akcji. 
Artur Szczęsny, recenzent literacki 

Przeczytaj fragment: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=283&fr=1#fragment

 

 

CZAS NA KLASYKĘ!
KONIEC DEFILADY. W PRZEDEDNIU ZMIAN FORD MADOX FORD
BENEDICT CUMBERBATCH w roli głównego bohatera!!!


 

Saga o dżentelmenie w najlepszym angielskim stylu. 


Fascynująca opowieść o życiu Christophera Tietjensa, brytyjskiego arystokraty z zasadami – człowieka szlachetnego i życzliwego; przykładnego męża i dobrego ojca – a jednak osamotnionego w dążeniu do ideałów. Christopher nie potrafi odnaleźć się w świecie pozorów i społecznych zmian, gdzie honor, wierność, przyjaźń i miłość powoli tracą na znaczeniu. Cierpi, lecz nie przeciwstawia się losowi, z uporem trzymając się raz przyjętych zasad. Jego najdroższa żona zostawia go dla innego, przyjaciel zdradza, a na skutek bezmyślnej obmowy, zostaje nadszarpnięta pozycja społeczna Tietjensa. Do spiętrzenia moralnych dylematów w życiu bohatera dochodzi, gdy na jego drodze staje młoda sufrażystka, Valentine. Ta wolna duchem, młoda kobieta jawi się nam jako zapowiedź nowych czasów, nie zważając na konwenanse, jest w stanie poświęcić wszystko dla prawdziwego uczucia. Czy Christopher jest na to gotowy? Los przyniesie jeszcze wiele przeciwności, a wybuch I wojny światowej staje się dla wszystkich przełomowy. 

Na podstawie książki powstał pięciokrotnie nominowany do nagrody Emmy, popularny serial telewizyjny produkcji BBC z Benedictem Cumberbatchem w roli Christophera Tietjensa.

Przeczytaj fragment: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=282&fr=1#fragment

 

niedziela, 21 czerwca 2015

Wielkimi krokami zbliża się premiera nowej książki z Uniwersum Metro 2033! 

 

 

26 sierpnia do księgarń trafi „Otchłań” Roberta J. Szmidta, druga po „Dzielnicy obiecanej” Pawła Majki książka w serii Uniwersum Metro 2033 w polskich realiach.

 

 

Wrocław 20 lat po wojnie nuklearnej. Z niemal siedmiuset tysięcy wrocławian przetrwała ledwie garstka w ciągnących się pod miastem kanałach. Tworzą oni niewielkie zamknięte społeczności, zwane enklawami. Mimo upływu lat, powierzchnia wciąż nie nadaje się do ponownego zasiedlenia. Promieniowanie jest tam wciąż zbyt silne, a co gorsza, zmutowane rośliny i zwierzęta stworzyły w ruinach nowy, wyjątkowo nieprzyjazny człowiekowi ekosystem.

Dostępne zasoby ulegają wyczerpaniu i w enklawach zaczyna brakować najbardziej podstawowych produktów, pojawia się głód. Zdesperowani mieszkańcy coraz częściej łamią tabu i uciekają się do kanibalizmu.

W takim świecie przyszło żyć Nauczycielowi, ostatniemu z Pamiętających, którym dane było urodzić się przed wojną i „pamiętać” świat sprzed zagłady. Chcąc chronić niepełnosprawnego syna próbuje dotrzeć do podziemi Fallusa, jak powszechnie nazywa się ruiny dawnego wieżowca Sky Tower, gdzie mieści się ponoć najbardziej stabilna enklawa. Droga nie będzie jednak prosta i łatwa a Nauczyciel trafi do miejsc, których istnienia nie podejrzewał w najgorszych koszmarach.

 

Zostań autorem w Uniwersum Metro 2033 – Twoje opowiadanie ukaże się w nakładzie 20 tys. egz.



Przypominamy, że wydawnictwo Insignis Media ogłosiło III edycję konkursu na najlepsze fanowskie opowiadania w klimacie Uniwersum Metro 2033.

Jeśli macie ciekawe pomysły, talent, pasję… Jeśli piszecie i marzycie o tym, by w końcu ktoś Was zauważył i opublikował, to nasz konkurs jest idealną szansą, by pokazać się szerszemu gronu czytelników. Tegoroczny zbiór opowiadań został wydany w nakładzie20 000 egz. i rozprowadzany jako świetnie wydany, darmowy dodatek do regularnej powieści z Uniwersum Metro 2033. Czy ktoś może zaoferować debiutantom większy zasięg?

Dwanaście najlepszych opowiadań opublikujemy w klasycznej książce papierowej i w e-booku

Trzy opowiadania (te najlepsze z najlepszych) dodatkowo nagrodzimy finansowo! Laureat pierwszej nagrody otrzyma 1000 zł, drugiej – 700 zł, trzeciej – 500 zł. W sam raz na stalkerski ekwipunek!

Czekamy na Wasze zgłoszenia! Śpieszcie do piór, klawiatur, glinianych tabliczek, tabletów… czy co tam jeszcze macie do ubierania swoich myśli w słowa! Powodzenia!

 

Niezapomniany Pyrkon 2015 z udziałem Dmitrija Głuchowskiego

 

A czy pamiętacie jeszcze Pyrkon i emocjonujące spotkania z Dmitrijem Głuchowskim, Robertem J. Szmidtem i Pawłem Majką? My wciąż mamy przed oczami nieprzebrane tłumy, które przybyły na konferencję z udziałem trzech naszych Autorów. Kilometrowe kolejki, w których staliście Wy, drodzy Czytelnicy, oczekując na autograf, dedykację, zdjęcie, kilka słów zamienionych z którymś z Waszych ulubionych Autorów…

Dla przypomnienia przygotowaliśmy dla Was trzy filmiki z tamtego spotkania. Oglądajcie i dzielcie się nimi w oczekiwaniu na kolejne nie mniej interesujące spotkania!

 

Glukhovsky: https://www.youtube.com/watch?v=54uF7j7glb4

Szmidt: https://www.youtube.com/watch?v=DCPvcWfPrVw

Majka: https://www.youtube.com/watch?v=czs5ZzbOACI

 

Cała playlista: https://www.youtube.com/playlist?list=PLhYIuNPTCCfaOYhAvuJgGLCYKGhjjnIzq

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

czwartek, 18 czerwca 2015

 

 

 

Czy książka, a właściwie słowa autorki zawarte w powieści mogą wywołać taki przewrót w głowie czytelnika, by nagle poczuł nieodpartą ochotę na podróż swojego życia? Okazuje się, że tak. Bohater „W głąb lawendowych uliczek”, Oliver Blake zaczarowany magią słów autorki książki, podarowanej przez ksiegarza, porzuci pracę w nowojorskiej korporacyjnej gazecie i zza oceanu poleci najpierw do Francji, potem do Włoch, na nicejską galę wręczenia nagrody literackiej, by poznać autorkę książki, która wywołała w jego życiu tak wiele zmian.

 

Autorka – Klaudia Kopiasz, to młoda polska pisarka, podróżniczka, która swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła w wieku 11 lat. Ze względu na młody wiek, wydano jej trzy bajki nagrodzone w konkursie "Chcecie Bajki...Oto Bajka" oraz opowiadanie, pt. "Toskańskie co nieco", zamieszczone w Antologii Klubu Młodych Pisarzy 2014. „W głąb lawendowych uliczek” to Jej debiut prozatorski. Uwielbia podróże, gotowanie, kulturoznawstwo. Posługuje się trzema językami obcymi - angielskim, niemieckim, francuskim.

 

Nie dziwi mnie więc fakt, iż w książce zawarła bardzo wiele opisów nie tylko samej architektury Francji, czy włoskich uliczek, zakamarków, miejsc, w których umieściła swoich bohaterów. Mam wrażenie, że te opisy z lekka tę powieść przytłaczają, która nie jest złą powieścią. Zamysł autorki był jak najbardziej dobry, tylko przyznam, że mnie zabrakło w niej jakiejś ekspresyjności. Ale....to jest tylko moje zdanie.

 

 

Oliver Blake znany, młody dziennikarz spacerując ulicami Nowego Jorku wodzony za nos chęcią przeczytania dobrej książki, wchodzi do księgarni. Poznaje tam sympatycznego księgarza - właściciela, pana Giovanniego. Mężczyzna w podarku daje Oliverowi pewną książkę o bardzo magicznym tytule „W głąb lawendowych uliczek”. Początkowo Oliver nie zdawał sobie sprawy, jak wielkie zmiany wywoła ona w jego życiu, przepełnionym rutyną, brakiem zrozumienia przez najbliższych i monotonią życia. Z rodzicami dawno nie ma wspólnych tematów, ich wzajemne uczucia wygasły dawno temu, a Nicol, której miał się oświadczyć, zrywa z nim nagle, dając tym samym mu wolną rękę, niejako wyręczając go. Młodemu mężczyźnie, zafascynowanemu opisami smaków i zapachów francuskich zakątków marzy się odpoczynek od wszystkiego, co związane z pracą, pędem, w jakim przyszło mu żyć.

 

 

Leci w podróż do Francji i Włoch. Chce odnaleźć autorkę podarowanej mu książki i spotkać miłość swojego życia. Czy mu się to uda? Przekonajcie się sami.

 

Powieść, którą czyta się dobrze, szybko. Dialogi poprawne, nadają powieści odpowiedniego tempa. Powieść o samotności rozbieganych myśli, próbie odnalezienia sensu życia. Powieść tak naprawdę o skrywanych marzeniach, które mają okazję się ziścić. Jak powiedzie się Oliverowi w poszukiwaniach? Gdzie powiedzie go spragnione uczuć serce? Jakich pozna w drodze ludzi? Czy wreszcie odnajdzie sens, dla jakiego przemierzył ocean?

Wszystkiego dowiecie się z książki. Warto przeczytać!

 

Książka przekazana przez Wydawnictwo:


 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

14:11, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

Czy możliwe jest wątłe poczucie własnej wartości? Okazuje się, że tak. Ma je na pewno autorka „Czułego punktu” Dominika van Eijkelenborg. Uważam, że zupełnie niepotrzebnie. Niedawno nakładem Wydawnictwa Harper Collins Polska, ukazała się na rynku wydawniczym Jej pierwsza, debiutancka powieść, która została bardzo pozytywnie przyjęta przez czytelników.


Fot. nadesłana. Ze zbiorów prywatnych autorki.

Moją recenzję „Czułego punktu” mogliście poznać pod następującym linkiem:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2015/06/8222Czuly-punkt8221-Dominiki-van-Eijkelenborg.html

 

Szukałam Dominiki (przeszłyśmy na Ty) dosyć zaciekle. Chociaż znaleźć ją dosyć trudno. Na swoim Facebookowym profilu nawet nie wspomina, że napisała, że wydała. To profil iście prywatny, bez wzmianki o jakimkolwiek autorstwie. Napisałam do niej, przyznam z lekkim niepokojem. Co sobie pomyśli o zwykłej blogerce? Nie wiedziałam i nie wiem nawet do dziś dnia, ale na szczęście potwierdziła, że jest autorką i chętnie udzieliła mi wywiadu.

 

Pochodzi z Suwalszczyzny. Obecnie mieszka w niewielkim miasteczku w holenderskiej Fryzji. Ma głowę pełną pomysłów i marzeń, ale jako matka wie, że musi oddać się czasami przyziemności. Zadziwiła mnie swoimi zamiłowaniami. Z wykształcenia jest pedagogiem, ale pasję dzieli między łucznictwo a jogę. Jak sama mówi, ma poczucie, iż w pełni nie należy już ani do Polski, ani jeszcze nie do Holandii. Wam opowie nie tylko o swojej książce, ale o sobie i holenderskiej kulturze, jak postrzega życie na obczyźnie i Holendrów.

Poznajcie Dominikę van Eijkelenborg.


Fot. nadesłana. Ze zbiorów prywatnych autorki.

 

Dominiko. Gratuluję udanego debiutu. Większość czytelników bardzo pozytywnie wypowiedziała się o Twojej powieści. Jak to odbierasz?

Szczerze mówiąc z niedowierzaniem i ogromnym zaskoczeniem! Muszę przyznać, że pierwsze dni śledziłam opinie, ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że „źle” znoszę zarówno kiepskie jak i dobre oceny. Za dużo presji dla kogoś z wątłym poczuciem własnej wartości, a zdrowie psychiczne jest jedno. Oczywiście jest mi zawsze niezmiernie miło, kiedy komuś podoba się moja książka, choć jestem świadoma, że każdy ma inne oczekiwania, inny smak literacki. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy zdecydowali się sięgnąć po „Czuły punkt” i zaryzykowali przeżycie tej przygody z moimi bohaterami.

 

Chciałam zapytać o inspirację. Co takiego skłoniło Cię do napisania takiej, a nie innej powieści?

Tę powieść pisałam w dziwnym okresie mojego życia. Wydawało mi się, że jestem najbardziej zmęczonym człowiekiem na globie. Strzeliła mi również trzydziestka i z niepokojem zaczęłam oglądać się za siebie, nagle świadoma, że czas na nas nie poczeka. Ponieważ pisanie było skrycie zawsze moim wielkim życiowym marzeniem, postanowiłam nie czekać na odpowiedni moment i w całym rozgardiaszu życiowym, zmęczeniu, odrętwieniu, usiadłam i pisałam. Nie miałam nic do stracenia poza cennymi godzinami snu. Nie spodziewałam się jednak, że odważę się to komuś pokazać.

Ta powieść powstała z potrzeby serca. Dlaczego ta, a nie inna? To trudne pytanie. Nie wiem, skąd biorą się historie w mojej głowie. To kompilacja tak wielu czynników, obserwacji, wspomnień, lęków, pragnień.

Chciałam jednak napisać powieść o ludziach doznających bolesnych transformacji. Interesuje mnie świat emocji, relacji. Lubię patrzeć na ludzi, ich zachowania, ich wybory i pytać siebie: dlaczego? Choć jestem świadoma, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi i może to jest najbardziej fascynujące.

 

No i skąd pomysł, by w powieści pojawił się syndrom sztokholmski?

Kiedyś przypadkowo usłyszałam o zjawisku syndromu sztokholmskiego i długo męczyłam w głowie ten temat. Wydawał mi się dobrym przykładem tego, jak niezwykle skomplikowany jest ludzki umysł, jak głęboko ludzie potrafią uzależnić się od siebie nawzajem. Zaczęłam zadawać sobie pytania na temat źródeł tych zależności. Czy jesteśmy w stanie w stu procentach powiedzieć, które relacje są autentyczne, a które są jedynie iluzją?

Fascynuje mnie złożoność interakcji międzyludzkich, ich niezwykłość, nieprzewidywalność oraz różnorodność sposobów reagowania na ekstremalne sytuacje i wydarzenia, nad którymi nie mamy kontroli. Dlaczego reagujemy w ten, a nie inny sposób, co wpływa na naszą wolę walki lub jej brak, co nas motywuje, a co nas łamie?

W końcu pojawiło się ostateczne pytanie. Co by było, gdyby…? I to ono było bodźcem, by zakręcić tę historię w oparciu o syndrom sztokholmski. Choć nie ważyłabym się powiedzieć, że powieść jest studium psychologicznym tego zjawiska. Stało się ono raczej inspiracją, by przyjrzeć się złożoności relacji między ludźmi.

 

Weronika to Polka. Studiuje na Uniwersytecie w Holandii. Wszystkie opisy miejsc, w których znalazła się, jakich użyłaś, nie są zdaje się Ci obce?

Mieszkam w Holandii, choć pochodzę z Polski, więc faktycznie opisane miejsca nie są mi obce. Nigdy nie byłam jednak w Kanadzie. Potrzebowałam rzucić moich bohaterów gdzieś daleko, ukryć ich w pięknym klimatycznym miejscu.

 

Czy podoba Ci się kultura holenderska?

Kiedy myślę o kulturze, przychodzą mi do głowy jej dwa rodzaje: wytwory kultury do podziwiania – czyli sztuka i te, z którymi trzeba żyć na co dzień, czyli obyczaje, język. W kulturze holenderskiej w sensie sztuki na pewno podoba mi się bardzo architektura. Byłam oczarowana Rotterdamem, Utrechtem, Amersfoort (przyp. red. miasta, które pojawiają się powieści), ale nawet małe fryzyjskie miasteczko, w którym mieszkam dziś jest również niezwykle urocze. Holendrzy przywiązują wagę do detali. W tym niewielkim kraju każdy zielony skrawek ziemi jest zadbany i wypielęgnowany. Niewiele wiem o malarstwie, natomiast lubię holenderskie filmy. Najpiękniejszą jednak dziedziną kultury holenderskiej wydaje mi się muzyka. Uważam, że Holendrzy są niezwykle muzykalni. Jest tu wiele amatorskich chórków i grup muzycznych, których występów można posłuchać często w trakcie wszelakich uroczystości obchodzonych na ulicach miasta. Co do życia w kulturze holenderskiej, cóż… Przeszłam chyba wszystkie fazy typowej emigrantki, od zachłyśnięcia się nową rzeczywistością, po serię zmagań z nią, aż do akceptacji. Na pewno pomaga znajomość języka i chociaż częściowa integracja ze społeczeństwem w nowym kraju. Holandia to obecnie kraj wielonarodowościowy. Holendrzy są dużo bardziej powściągliwi niż Polacy, choć tutaj we Fryzji w małym miasteczku spotkało mnie wiele życzliwości i otwartości. Nadal mam jednak poczucie, że w pełni nie należę już ani do Polski, ani jeszcze nie do Holandii. To jest jednak takie życie pomiędzy.

 

Zaskakujący dla mnie był jednak finał powieści. Umiesz wmanewrować czytelnika w intrygę. Bardzo podobały mi się również opisy stanu psychicznego ofiary i oprawcy-porywacza. Skąd czerpałaś taką wiedzę i wszelkie informacje?

Głównie z głowy, choć brzmi to może niezbyt profesjonalnie. Wykorzystałam również wiedzę z okresu studiów, podstawowe informacje na temat syndromu sztokholmskiego oraz własne obserwacje związków z prawdziwego życia, chociaż opisując emocje bohaterów kierowałam się przeważnie intuicją i wyobraźnią.

 

Pierwotnie planowałam zupełnie inne zakończenie powieści, jednak postać Luke’a ewoluowała w trakcie pisania i szybko uświadomiłam sobie, że postąpiłby inaczej. On jest w powieści czynnikiem sprawczym, motorem napędzającym zdarzenia i to do niego należał również ostateczny ruch.

 

Jaki rodzaj literatury czytujesz na co dzień?

Bardzo różny, najczęściej sięgam po powieści. Jeśli książka mnie zaciekawi, nie patrzę na to, czy jest kryminałem, romansem czy dramatem. Lubię poruszające historie, które zmuszają do myślenia, do czucia, powieści, które pozwalają się kompletnie zapomnieć.

 

Jest jakiś pisarz/pisarka, której twórczość cenisz najbardziej?

Uwielbiam książki Jonathana Carrolla. Jego twórczość elektryzuje. Pierwszą powieść przeczytałam jako młoda dziewczyna i był to dla mnie prawdziwy „eye-opener”: w książce wszystko może się zdarzyć!

Nicholas Evans to niedościgniony wzór. Jego powieści są epickie, przepięknie napisane, plastyczne, żywe, pełne skomplikowanych relacji międzyludzkich, rewelacyjnie opisanych postaci, dramatycznych zdarzeń. Poruszają, wciągają, wstrząsają. Dzieła sztuki literackiej.

Obecnie zachwycam się powieściami Nicci Gerrard ( żeńskiej strony duetu Nicci French ). Lubię jej powieści za bardzo wnikliwą analizę ludzkich interakcji, za niezwykle wprawne poruszanie się w świecie emocji i doznań, za dotykanie najbardziej ludzkich i prostych spraw w piękny sposób.


Lubisz poezję?

Bardzo! Jako nastolatka marzyłam, by zostać poetką. Uwielbiałam pisać wiersze, tylko zaczęłam się zbyt rozpisywać… Byłam dosłownie zakochana w Krzysztofie Kamilu Baczyńskim.


Chciałabym, żebyś napisała coś o sobie. Dla czytelników, by mogli lepiej poznać pisarkę, która wchodzi na rynek wydawniczy, twardo stąpając po ziemi:

Powiedziałabym, że jest to raczej ostrożne stąpanie po dość cienkim lodzie…

Pochodzę z Suwalszczyzny. Wychowałam się w magicznie pięknym miejscu, na zielonej łące z wysoką trawą, w sadzie pełnym dzikich jabłonek, nad rzeką z połamaną kładką. Życie zawiało mnie dość daleko, najpierw mieszkałam w Olsztynie, potem Krakowie, Rotterdamie, a obecnie mieszkam w niewielkim miasteczku w holenderskiej Fryzji.


Fot. nadesłana. Ze zbiorów prywatnych autorki.

 

Z wykształcenia jestem pedagogiem, z zamiłowania łuczniczką i entuzjastką jogi, z wymarzenia pisarką. Zawsze spragniona zieleni, błękitu, słońca, dobrej muzyki, ciekawej rozmowy i pasjonującej książki. Mam melodramat we krwi, miewam neurotyczne napady. Cierpię na chroniczną nadpobudliwość w sferze marzeń, ale cieszą mnie też najprostsze przyziemne przyjemności, jak filiżanka kawy, widok galopujących koni, spadająca gwiazda czy spacer po lesie. Mam dwie córki, owoce nieprzyzwoicie ognistego romansu, który przerodził się w całkiem przyzwoite małżeństwo z kilkuletnim już stażem. To stąd moje dziwnie brzmiące nazwisko. Miejsce na sofie muszę dzielić jeszcze z ukochaną kotką Effie.

 

I coś od siebie, takiego lekkiego, przesłanie, bądź motto, które towarzyszy Ci w życiu codziennym:

Życie zaczyna się poza strefą komfortu. Jestem z natury strachliwa, łatwo ulegam lękom, paranojom, napięciu, ale nauczyłam się na własnej skórze, że warto pchnąć siebie poza granice bezpieczeństwa, na głęboką wodę. Nie chodzi o to, żeby się nie bać. Chodzi o to, żeby lęk nie powstrzymywał nas przed życiem pełną piersią. To się u mnie zwykle sprawdza.

 

Dziękuję za bardzo sympatyczną rozmowę.

 

Fot. nadesłana. Ze zbiorów prywatnych autorki.

11:45, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi