Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
sobota, 30 maja 2015

Światowy Dzień bez Tytoniu jest istotnym elementem planu Europy wolnej od dymu tytoniowego, przyjętego na Konferencji WHO w roku 1988 w Madrycie.

Corocznie WHO stara się w tym dniu zwrócić uwagę ludzi na kwestię zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych skutków palenia tytoniu. Każdego roku organizatorzy koncentrują się na innym aspekcie walki z paleniem tytoniu. Święto jest okazją do ogólnospołecznej akcji edukacyjnej, informującej o zdrowotnych następstwach używania tytoniu i zachęcającej do wyboru zdrowego stylu życia, wolnego od dymu tytoniowego.


 

Od 1991 roku Centrum Onkologii-Instytut i Fundacja „Promocja Zdrowia” organizują każdego 31 maja - Światowy Dzień Bez Tytoniu w Polsce.

O tym, że palenie szkodzi zdrowiu, wie każdy, kto sięga po papierosa. Producenci nie mają prawa ukrywać tego faktu, więc na każdym opakowaniu widnieje wymowny napis, typu: “Palenie szkodzi”, ” Palenie zabija”, “Palenie powoduje raka płuc”. Jednak wszystko co oglądamy codziennie, z czasem nam powszednieje i przestaje wywierać na nas jakiekolwiek wrażenie.

Podobnie jest z palaczami, którzy za nic już mają sobie takie przestrogi.

Mimo tego, że w ostatnim czasie zapanowała moda na niepalenie (zdrowy tryb życia), wielu palaczy nie zrezygnowało z nałogu. Według statystyk w Polsce papierosy pali ponad jedna trzecia części rodaków, którzy ukończyli 18 rok życia, a więc jest ich około 9 milionów.

31 maja jest dniem, w którym każdy palacz powinien zrezygnować z papierosów, choćby po to, aby mógł sprawdzić i zrozumieć, że są one zbędnym elementem.


 

Dzień Bociana Białego.

31 maja obchodzony jest przez miłośników przyrody w Polsce i na świecie, jako Dzień Bociana Białego.

 


Bocian biały, to najbardziej popularny i najbardziej lubiany ptak w Polsce. Ponad 23% całej światowej populacji (52 000 pary) tego gatunku przylatują do Polski, by spędzić tu wiosnę i lato.

Bociany to ptaki wędrowne i kiedy zbliża się zima, odlatują do Afryki. Zawsze jednak wracają do Polski wiosną i informują, że zima się już skończyła. Rozpiętość ich skrzydeł sięga 200 cm, a waga dochodzi do 4 kg. Żywią się małymi szkodnikami, takimi jak: myszy, nornice, czy krety. Mogą zjeść także małe węże, jaszczurki, żaby, a nawet małe króliki.

Bociany budują bardzo mocne i trwałe gniazda. Często zobaczyć je można w Polsce na słupach elektrycznych. Bociany wracają do swoich gniazd, by złączyć się w tę samą parę, odbudować siedzibę i mieć potomstwo. Są gniazda, których wiek badacze oceniają na 400 lat!



Będąc w powietrzu lecą jak szybowce. Ten sposób poruszania się pozwala im pokonać dystans nawet 20 tys. kilometrów. Taki odnotowano rekord przelotu tego ptaka ze wschodnich rejonów Europy na zimowisko.

Chyba nie ma w naszym kraju ptaka, który byłyby aż tak mocno zakorzenionym w naszej świadomości, jako symbol polskiej przyrody, jak bocian biały. I jest to w jakiś sposób osobliwe, bo przecież boćki przebywają u nas tylko ok. 5-6 miesięcy w roku, spędzając zimę, jak to mawiamy, w „ciepłych krajach”.



 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

Dzień Rodzicielstwa zastępczego został ustanowiony na 30 maja przez Sejm w 2006 roku.

Święto służyć ma przede wszystkim zwróceniu uwagi społeczeństwa na los osamotnionych oraz odrzuconych dzieci. Dodatkowo ma także uhonorować wysiłek, jakiego podejmują się na co dzień Rodzice Zastępczy. Dzięki ich zaangażowaniu możliwe jest zapewnienie młodym ludziom spokojnego dzieciństwa, wykształcenia oraz – co najważniejsze – miłości.


Dzieci zaniedbywane przez swoich biologicznych opiekunów, bite, wykorzystywane, bądź wychowywane w nieodpowiedni sposób nie mają szans na dorastanie w bezpiecznym otoczeniu. Ich rozwój jest poważnie zagrożony, w rezultacie czego bardzo często źle się uczą, mają kłopoty w relacjach z rówieśnikami, nie ufają dorosłym.

 

Zagadnienie adopcji jest coraz poważniejszym problemem w naszym społeczeństwie. Ocenia się, że co 5 para w Polsce nie może mieć dzieci i większość z nich rozważa możliwość adopcji. Jednakże bardzo długi czas oczekiwania się na decyzje sądowe w tej kwestii, zniechęca wielu potencjalnych rodziców adopcyjnych.

Adopcja, czyli inaczej rodzicielstwo zastępcze, wymaga jednak spełnienia szeregu warunków. Aby je poznać, najlepiej udać się do ośrodka adopcyjno-opiekuńczego. Tam zainteresowani dowiedzą się, że muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje osobiste, mieć pełną zdolność do czynności prawnych, a między adoptowanym a adoptującym, musi być odpowiednia różnica wieku.


Poznają oni także rodzaje zaświadczeń, jakie muszą przedstawić. Są to m.in. akt małżeństwa, zaświadczenie o niekaralności, o braku zdrowotnych przeciwwskazań wydanych przez lekarza rodzinnego oraz psychiatrę, o zatrudnieniu oraz zarobkach, a wreszcie opinie z zakładu pracy i od przyjaciół.

 

Rodzicielstwo zastępcze kojarzy się też, a może i przede wszystkim, z rodzinami zastępczymi. Jeśli dzieckiem nie ma się kto opiekować, bo np. jego biologicznym rodzicom odebrano tymczasowo do tego prawo, można się nim zaopiekować po usankcjonowaniu postanowienia sądowego odnośnie dobrowolnego aktu opiekuńczego.

Różnica pomiędzy takim stanem a adopcją polega na tym, że jest to często opieka tymczasowa.


 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

czwartek, 28 maja 2015

Szczerze się zdziwiłam, gdy z pierwszej strony książki trafiła do mnie informacja, jakoby była ona numerem jeden na światowych listach bestsellerów. Powód bardzo prosty. Zastanawiałam się bardzo długo nad tym, jaką napisać recenzję. Prawdziwą, czy pół na pół? Ciężko mi wypowiadać się o książce, która mnie nawet ułamkiem sekundy nie porwała, ani nie szarpnęła mną.

 


Autorka Sylvia Day.


Sylvia Day była wielokrotnie nagradzana za swoje powieści, ukazujące się w ponad czterdziestu krajach. Dwadzieścia siedem zajmuje pierwsze miejsce na międzynarodowych listach bestsellerów. Jej książki sprzedają się w milionach egzemplarzy.

Nie można się doczepić ani do stylu, sposobu pisania, bo książkę mimo iż obszerna nie jest, czyta się ją nad wyraz szybko. Emocje zaś budzi sama tematyka. Thriller erotyczny, przesiąknięty seksem, gorącymi scenami zniewalania ciała i umysłu kobiety. Nie brak tu gorących, płomiennych opisów, od których można się zarumienić.



Victoria St. John uciekła Radzie Najwyższej przejmując magiczną siłę, moc i czarną magię od Dariusa, którego skutecznie unicestwiono. Darius był dla Victori nie tylko ucieleśnieniem marzeń i pragnień. Po zniewoleniu przez mężczyznę stała się jego Chowańcem, a łącząca ich więź już nie była płytka, sprowadzona tylko do zaspokojenia żądz. Darius w chwili swojej śmierci przekazał Victori swoją największą moc, zdolność unicestwiania i siłę tak ogromną, że sprowadzoną do czarnej magii. Rada Najwyższa wysyła Maxa Westina na poszukiwania Victorii, która jak dotychczas skutecznie się przed nimi ukrywała.

Bohaterowie stoczą walkę nie tylko ze swoim przeznaczeniem, ale z własnymi słabościami, czy wizjami emocjonujących chwil. Max odbije Victorię Radzie. Zmieni jej przeznaczenie. Zniewoli i podporządkuje ją sobie. Jednak Rada nie pozwoli sobie na wyłam, w pogoni za kochankami wysyła dwóch zbirów Xandera i Siriusa. Stoczy się największa bitwa o władzę i prawo do przynależności.

Jak się zakończy?



Bohaterowie powieści to ucieleśnieni Magowie, Chowańcy. To ludzie – zjawy, potrafiący przeistaczać się w zwierzęta, czy istoty nieziemskie. Powieść utrzymana w konwencji thrillera erotycznego. Mocne sceny, dobre dialogi i świetne opisy, których nie za dużo, nie za mało. Gra, jaka toczy się w objęciach bohaterów jest tak samo irracjonalna, jak ich przyporządkowanie do określonych grup. Iluzja? Może jednak nie? Może to rzeczywistość przybiera infantylne kształty, a my ograniczając swoje fantazje, zamykamy się przed swoimi pragnieniami na cztery spusty?

Czy to fantazje? Dokąd zaprowadzi bohaterów ścieżka tak sexistowskiego przywiązania się, czy nawet zależności wobec siebie? Bo nie ulega wątpliwościom, że Victoria i Max powoli zaczynają się uzależniać od siebie.

Mimo zupełnie innych literackich ścieżek jakie lubię, polecam książkę. Chociażby po to, by się w cichym kącie odstresować, pofantazjować. Temat przewodni książki mocny, kierunkowy, ale proza, styl bardzo profesjonalny!

 

 

Książka przekazana przez Wydawnictwo:


 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

21:34, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

Girl Online – bestsellerowy debiut Zoelli to idealna książka na wakacje. Polska premiera pierwszej i – co jest wspaniałą wiadomością dla fanek przesympatycznej vlogerki – nie ostatniej książki Zoe Sugg, miała miejsce w kwietniu. Kilkanaście tygodni wystarczyło, by debiutancka Girl Online wspięła się wysoko na listy najlepiej sprzedających się tytułów.


Nowoczesna w formie i treści – z SMS-owymi dymkami, żywym językiem i wartką akcją – a zarazem pełna emocji i subtelnych uczuć, Girl Online to wciągająca opowieść o blogerce Penny, która ukrywając się pod tytułowym pseudonimem, pisze o emocjach towarzyszących jej codziennie w domu i szkole, wśród najbliższej rodziny i szkolnych przyjaciół; o porażkach i sukcesach. I niezręcznych sytuacjach – a wpadki, nawet te najgorsze, bo na oczach całej szkoły, wrażliwej Penny lubią zdarzać się dość często.

 


Prawdziwym wybawieniem od różnorakich udręk wydaje się niespodziewana propozycja wyjazdu do Nowego Jorku – tym wspanialsza, że oprócz rodziny z Penny poleci jej najlepszy przyjaciel, Elliot. A na miejscu dziewczynie zdarzy się coś niespodziewanego… Penny w Nowym Jorku pozna, czym jest prawdziwe zauroczenie.


Losy Penny pióra Zoe Sugg – czyli Zoelli – to piękna opowieść o przyjaźni, pierwszej miłości, ale też o trudnościach, jakie towarzyszą dziewczynom, i wyzwaniach, jakie stawia przed nimi życie – takich jak przeciwstawienie się dawnej przyjaciółce czy pokonywanie ataków paniki. Ale Girl Online to przede wszystkim lekka i radosna historia z modą i Nowym Jorkiem w tle.

 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

 


wtorek, 26 maja 2015

PRZEDSTAWIAMY PAŃSTWU ZAPOWIEDZI WYDAWNICTWA CZWARTA STRONA, KTÓRE BĘDĄ MIAŁY SWOJĄ PREMIERĘ JUŻ 1 LIPCA:

 

 

Iwonka ma męża, czwórkę dzieci i sielankowe życie. Mąż ma sklep z bielizną i biuściastą kochankę Adelę. Iwonka dowiaduje się, że w wieku 37 lat zostanie babcią. Przepis na dramat? Nigdy w życiu!„Nie zmienił się tylko blond” to pełna humoru powieść o kobiecie, która musi na nowo poukładać sobie życie. Urzeknie czytelniczki w każdym wieku, bez względu na to, czy są blondynkami, czy też nie.

 

 

To nie jest kolejna książka o perwersjach, które chcielibyście powtórzyć w zaciszu własnej sypialni. To książka o tym, czego na pewno nie chcielibyście doświadczyć. Bezwzględnie penetruje najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki i stawia pytania o granicę między nienawiścią a oddaniem, między oprawcą a ofiarą.Caleb, człowiek o tragicznej przeszłości, która pozbawiła go ludzkich odruchów, uprowadza osiemnastoletnią Livvie i szkoli ją na seksualną niewolnicę. Ma stać się narzędziem zemsty, która pozwoli Calebowi rozliczyć się z przeszłością. Mężczyzna rozpoczyna tresurę Livvie, a ona, wciągnięta w niebezpieczną grę, całkowicie podporządkowuje się swojemu oprawcy. Caleb nie przewidział jednak, że między nim a dziewczyną pojawi się uczucie. Czy jednak relacja zrodzona z przemocy ma szansę przetrwać?Silna dawka emocji i szokujące sceny zabiorą Cię w świat mrocznej erotyki. Gęsta atmosfera powieści odurza i na długo pozostaje w pamięci.Ostrzegamy: lektura niewskazana dla osób o słabych nerwach.

poniedziałek, 25 maja 2015

Moja przygoda z twórczością Agnieszki Turzynieckiej zaczęła się w momencie, kiedy wygrałam w jednym konkursie Jej debiutancką powieść „Kres i zaginiona”. To były początki, kiedy nieśmiało zakładałam dopiero bloga, kiedy chciałam się ogłosić pełnowartościowym blogerem. Książka, która mi niestety zaginęła, bo pożyczyłam, nie pamiętam komu, a ten ktoś nie poczuwa się do tego, by mi książkę oddać. Przykro mi z tego powodu, bo nie zdążyłam jej nawet przeczytać i to bardzo, bo to kryminał, a ja polskie kryminały uwielbiam!


 

No cóż, wierzę, że jeszcze mnie mój egzemplarz tej powieści odnajdzie. Mam nauczkę i każdego, kto ode mnie pożycza wpisuję na listę. Człowiek uczy się na błędach. Dlatego, kiedy w naszej skromnej bibliotece wiejskiej pojawił się egzemplarz „Dziewczynki z balonikami” nie wahałam się. Koleżanka, która jest szefową biblioteki, nie zdążyła jej odkreślić z listy tych, które przyszły, ale ja musiałam ją mieć, po prostu! Przeczytałam, zrecenzowałam!

Agnieszka Turzyniecka jest wszechstronnie uzdolnioną autorką. Pisze, prowadzi bloga. Jest autorką nie tylko dwóch powieści, ale również opowiadań, które ukazały się w licznych antologiach. Nie miała obaw, by przenieść się za polską granicę do Niemiec. Poobserwowała niemiecką mentalność, styl życia oraz rynek wydawniczy. Wróciła do kraju i przeżyła szok kulturowy.

O sobie i nie tylko, odsłania się Agnieszka Turzyniecka.

 

Pierwsze pytanie, nadrzędne, czy ta historia wydarzyła się naprawdę? Skąd u Ciebie takie fachowe znawstwo tematu. Począwszy od nazw leków, po funkcjonowanie takiego szpitala w ogóle?

Historia opisana w „Dziewczynce” jest fikcją przeplataną wydarzeniami, które rzeczywiście miały miejsce. Jest wynikiem wieloletnich obserwacji.


 

Marlena jest Polką, przyjeżdża do Karlsruhe do pracy. Czyli wydawałoby się, normalna dziewczyna pragnąca normalnego życia. Jednak przeszłość o nazwie depresja ciągle ją z tego życia wyrywa. Skąd w ogóle pomysł na tego typu historię?

Bo takich Marlen jest mnóstwo. Jak się rozejrzymy, to każdy znajdzie w swoim otoczeniu taką postać. Depresja jest dziś bardzo rozpowszechniona, a jednocześnie niedoceniana, ignorowana, ośmieszana i nie jest traktowana jako choroba. Dlatego trzeba o niej mówić. Cieszę się, że takie osoby jak Justyna Kowalczyk mają odwagę publicznie przyznać się do depresji. Takie wypowiedzi to kamienie milowe w walce z tą przypadłością. Jednak „Dziewczynka”, to nie jest po prostu opowieść o depresji. Dużą rolę odgrywa w niej geneza choroby, oraz to, co po niej zostaje. Jak wygląda świat po. Nie jest już taki sam.


Czytając wszelakie historie bohaterów w książkach staram się znaleźć z nimi wspólny język. Odnoszę wrażenie, że z Marleną znalazłam go od razu. Bardzo było mi jej żal, że jednak nie ma koło siebie żadnej przyjaciółki. To świadomy zabieg?

Ludzie z problemami natury psychicznej często nie mają nikogo obok siebie. To jest jedna z oznak depresji – wycofanie społeczne, towarzyskie. Ta choroba zwykle nie spada człowiekowi na głowę z dnia na dzień. Czai się miesiącami, a czasem nawet latami, jak w przypadku Marleny. Przyjaciółka, którą chętnie widziałabyś obok Marleny, prawdopodobnie dawno już nie wytrzymała i zwinęła żagle. Jeśli chory sam się nie odsuwa, to ludzie odsuwają się od niego.

 

Idealnie wykreowałaś również ten bardzo samotny świat Marleny. Jak od młodych lat zmagała się ze swymi problemami sama. Tak naprawdę nikt nawet nie próbował jej zrozumieć. Dlaczego?

Bo ludzie odrzucają to, czego nie rozumieją. Taką mamy naturę. Nieznane budzi niepokój.

 

Wydawało już się w pewnym momencie, że jednak te lody arktyczne zostaną przełamane przez przyjazd matki Marleny, a tymczasem cała mentalność w jej matce siedzi od początku. Matka powinna dawać dziecku poczucie bezpieczeństwa, a tutaj mamy matkę twardą niczym kamień. Co musiałoby się stać, żeby kobieta zrozumiała w tym wszystkim również cząstkę swojej winy? Czy jednak tragedia?

Myślę, że żadne zewnętrzne zdarzenie nie dałoby rady tego zmienić. Znowu wracamy do punktu wyjścia: jeśli człowiek odrzuca coś, bo nie potrafi lub nie chce poznać istoty zjawiska, to jest to jego wybór, świadomy lub nie. W przypadku matki głównej bohaterki mamy też problem lęku przed konfrontacją z własną winą. Łatwiej udawać, że jej nie ma, niż się z nią mierzyć.

 

Książkę otwiera wiersz Edwarda Stachury „Nie brookliński most”, który mówi o tej jednak potrzebnej przemianie wewnętrznej, o tym, że wstanie nowy dzień. Mam wrażenie, że jest to wiersz ukazujący tę huśtawkę emocji, jaka siedzi w Marlenie. Rozumiem wiersz dobrany świadomie?

Jak najbardziej. Ten wiersz towarzyszył mi od najmłodszych lat, oczywiście w wykonaniu Starego Dobrego Małżeństwa. Siłą rzeczy długo nie analizowałam jego wymowy. To, co kiedyś było tylko piosenką, która wpadała w ucho, z czasem dotarło do mnie i poraziło. Jednak myślę, że to nie nowy dzień jest najbardziej symboliczny w tym wierszu, ale dużo bardziej słowa „to jest dopiero coś”. Ten wiersz krzyczy: hej, człowieku, zbudowałeś pałace i osiągnąłeś niemożliwe, ale najcięższą walką będzie ta, którą stoczysz sam ze sobą. Jak zaczęłam pisać „Dziewczynkę”, od razu wiedziałam, że będzie ją poprzedzał ten tekst. To był po prostu ten wiersz. Od zawsze.

 

Jak jest u Ciebie w ogóle z poezją? Rozumiem, nie tylko Stachura?

Poezja niestety nie porywa mnie tak jak proza. Stachura dla mnie zawsze był i będzie. Są też inni, nawet klasyka, ale powiedzmy – raz od wielkiego święta. Poezja sprzyja zadumie, a nawet ją wywołuje. A dla mnie to nie ten etap w życiu. Pisanie poezji daje szybkie efekty i natychmiastową satysfakcję, która równie szybko odchodzi. Z prozą jest inaczej – to coś, co wymaga czasu i pracy, przez co wywołuje satysfakcję zupełnie innego kalibru. Poezję można tworzyć pod wpływem weny, a chyba nawet powinno. W prozie nie ma miejsca na wenę, lub jest go bardzo mało. Wena nie wystarczy, by pracować nad książką miesiącami, czy latami.

 

Lubisz kino? Jeśli tak, to jakie: polskie, zagraniczne? Kolorowe, czarno białe?

Film musi zrobić na mnie wrażenie, czy będzie polski, zagraniczny, kolorowy lub nie – to nie ma znaczenia. W ostatnich latach jednak coraz bardziej skłaniam się w stronę seriali. Tego, co się dzisiaj dzieje w serialach nie mieliśmy jeszcze nigdy. Kiedyś były rozrywką niezobowiązującą, włączało się na godzinę, wyłączało i zapominało. Teraz seriale są tak robione, że trzymają za gardło. Poruszają, szokują, denerwują. Irytują nas głównymi bohaterami, których nie sposób polubić, a mimo to chcemy więcej. Dawniej w pierwszym i w czterdziestym odcinku dokładnie wiedzieliśmy, jak postąpi bohater. Jego reakcje były przewidywalne, nie zmieniał się. Teraz mamy postaci tak zawile skonstruowane, że nigdy nie wiemy, co dalej. Ich serialowe życie nie jest linią prostą. Rozwijają się, zaskakują nas, rozczarowują, dokonują decyzji, które nas szokują. Skończyło się głaskanie widza. Dzisiaj widzowie nie dostają tego, czego chcą i jak się okazuje, to trzyma ich przed ekranem. Serie takie jak „House of Cards” czy „Gra o tron”, wywindowały poprzeczkę dla twórców seriali do granic możliwości.


Jakie masz lekarstwo na zmęczenie?

Masz na myśli zmęczenie życiem? Problemami, gonitwą? Wciąż tego lekarstwa szukam, a każda próba przynosi nowe wnioski. Uważam, że jeśli ktoś czuje się zmęczony życiem, to to nie jest jego życie. Tkwi w szablonie, który został mu narzucone – przez najróżniejsze czynniki – społeczeństwo, wychowanie, znajomych, rodzinę, etc. Ludzie, którzy znają swoją tożsamość, nie męczą się życiem. Najprostszą drogą do rozczarowania jest robienie wszystkiego tak, jak robią to inni. Wpadanie w schemat. Tak niestety żyje większość ludzi.

 

Władasz trzema językami, nie myślałaś o wyjściu ze swoimi książkami na rynki zagraniczne?

Pozwolę sobie odpowiedzieć tak: Kiedy budujemy dom, najpierw stawiamy silne fundamenty, potem stabilny parter, a dopiero potem piętro i poddasze. Wydawanie książek na obcych rynkach to poddasze. Na wszystko przyjdzie czas.

 

Wiele lat spędziłaś za granicą, konkretnie w Niemczech. Chciałam zapytać o Niemców, jako grupę społeczną, ich podejście do obcokrajowców. Czy ciężko było wedrzeć się w ich sposób życia, sposób myślenia, itp.?

Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem wychodzimy do ludzi. Jeśli jedziesz do Niemiec i spodziewasz się odrzucenia, bo jesteś Polką, to dokładnie to dostaniesz. A jeśli chodzi o historię: Niemcy wiedzą, co zrobili ich dziadkowie i nie są z tego dumni, ale nie chcą być postrzegani przez pryzmat winy. Mają do tego prawo. Mają prawo dostać szansę. Od reszty świata zależy, czy ją dostaną. Od nas też.

 

Jestem też ciekawa, czy miałaś okazję poznać rynek wydawniczy w Niemczech, jaki on jest? Jak się w niego inwestuje, czy kultura w Niemczech tak kuleje jak u nas, chociaż podejrzewam, że jest zupełnie na odwrót.

Kultura w Polsce kuleje? Dlaczego? Wcale nie jest tak źle. My jedynie jesteśmy narodem, który lubuje się w dostrzeganiu negatywów. Lubimy narzekać, wręcz kochamy! Faktem jest, że w naszym kraju rynek wydawniczy jest za bardzo zdominowany przez zagranicznych autorów, ale myślę, że to zaczyna się zmieniać. W ostatnich latach pojawiło się kilka polskich nazwisk, które pociągnęły za sobą falę. Miłoszewski choćby. Nagle ludzie dowiedzieli się, że Polacy też piszą książki i wybór jest nie tylko między Nesbø a Läckberg. Coś się zaczyna dziać i myślę, że to jest fala, która dopiero wzbiera. Z rynkiem wydawniczym w Niemczech miałam styczność tylko jako czytelniczka. Odniosłam wrażenie, że nasi zachodni sąsiedzi więcej czytają. Mają więcej księgarń, a książki często wydawane są w dwóch formatach – standardowym i kieszonkowym. Ta druga wersja jest technicznie gorszej jakości, ale kusi dużo niższą ceną. W ten sposób książka staje się produktem powszechnie dostępnym. U nas to już też zaczyna się przyjmować – wiele aktualnych bestsellerów, również polskich autorów, można znaleźć w Biedronce czy w Lidlu, po niższej cenie. Te książki są zrobione tańszym kosztem – miękka okładka, niższej jakości papier, mniejszy format, co pozwala obniżyć cenę. Jeszcze trzy, cztery lata temu, to było nie do pomyślenia, żeby szanujący się autor wylądował w dyskoncie. Dzisiaj to już nikogo nie dziwi. To też znak, że coś się zmienia na lepsze.

 

W 2009 roku wróciła Pani do kraju. Ciężko było przestawić się mentalnie, duchowo, społecznie?

To był dla mnie szok kulturowy. Przez te wszystkie lata nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo przesiąkam zachodnią mentalnością. Sposób myślenia Niemców i Luksemburczyków pod wieloma względami odpowiada mojej naturze. Po powrocie musiałam się przestawić i wykorzystałam tę sytuację najlepiej, jak mogłam: idąc na kompromis. To, co zostało dziś, to mieszanka zachodniego ducha z polskim. Niektóre aspekty typowe dla nas Polaków, których kiedyś nawet nie zauważałam, po powrocie stały się niemożliwością. Na przykład nie toleruję wizyt bez zapowiedzi. Wpadanie na kawę, bo jestem akurat w okolicy, nie wchodzi w grę. Nie wyobrażam sobie już, bym stawiała kogoś w takiej sytuacji, lub ktoś mnie.

 

Debiutowałaś świetnym kryminałem. W czym czujesz się lepiej, chodzi mi o gatunek.

To jest pytanie, które zaprzątało mi głowę przez ostatni rok. Stawiam na kompromis: połączenie obydwu gatunków.

 

Masz jakieś swoje ulubione miejsca, do których powracasz często i z wielką chęcią?

Nie jestem osobą, która się przywiązuje do miejsc. Nie wracam, ale wiem, że przyjdzie taki dzień, że znowu stanę na głównym placu starego miasta w Trewirze i popatrzę na kogoś, kim byłam kiedyś. Myślę, że to będzie magiczny moment.

 

I tak dosłownie na koniec, jakie są Twoje plany pisarskie na przyszłość?

Jak wspominałam wcześniej, doszłam do twórczego kompromisu, ale o konkretach na razie nie będę mówić.

 

A teraz coś od siebie dla czytelników:

Życzę moim czytelnikom, by byli wolni od schematów. Reszta sama się ułoży.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

14:45, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 maja 2015

Międzynarodowy Dzień Różnorodności Biologicznej został proklamowany przez Organizację Narodów Zjednoczonych, w celu podnoszenia świadomości ekologicznej społeczeństw. Wcześniej dzień ten obchodzony był 29 grudnia, ale w 2000 r. zmieniono datę na dzień 22 maja, czyli datę wejścia w życie Konwencji o różnorodności biologicznej - umowy międzynarodowej określającej zasady ochrony, pomnażania oraz korzystania z zasobów różnorodności biologicznej.

 

Różnorodność biologiczna ma wielkie znaczenie dla zrównoważonego rozwoju. Wpływa na poziom życia ludzi, na ilość i jakość pożywienia, dostarcza ludziom środków używanych w medycynie tradycyjnej i do produkcji leków współczesnych.

 

Bogactwo różnorodności biologicznej odznacza się nieokreśloną liczbą różnych elementów na poszczególnych poziomach organizacji przyrody oraz częstością ich występowania.

 

Bogactwo różnych gatunków roślin i zwierząt, występujących na Ziemi, zróżnicowanie genów zawartych w pulach genowych poszczególnych gatunków i w końcu bogactwo siedlisk, które warunkują bogactwo ekosystemów.


RÓŻNORODNOŚĆ GATUNKOWA:
To przede wszystkim ochrona ekosystemów i naturalnych siedlisk gatunków, ochrona ex situ to ochrona gatunków poza ich naturalnym środowiskiem, np. w ogrodach zoologicznych i botanicznych. Ma ona na celu zachowanie wymierających gatunków, które żyją tylko w ogrodach zoologicznych i botanicznych, poza swoimi naturalnymi siedliskami, oraz zachowanie ich materiału genetycznego, a także ich reintrodukcję.
Reintrodukcja to ponowne wprowadzenie organizmów danego gatunku zwierząt na tereny zajmowane przez nie w przeszłości, na których z różnych przyczyn wyginęły. W Polsce do najbardziej znanych należy reintrodukcja bobra na obszarze niżu polskiego i Karpat oraz żubra w różnych regionach kraju.
Zmniejszanie liczebności organizmów, a w konsekwencji ich wymieranie spowodowane jest przede wszystkim niszczeniem i przekształcaniem środowiska przez człowieka, zanieczyszczenia wód oraz spuszczanie do zbiorników wodnych podgrzanych wód przemysłowych, to też wpływa negatywnie na rozmnażanie się gatunków zwierząt oraz zmienia warunki życia występujących tam organizmów i może prowadzić do ich śmierci! Budowa autostrad i dróg szybkiego ruchu bez uwzględnienia tras wędrówek zwierząt, zmechanizowanie prac leśnych i polowych. Wiele gatunków traci swoje siedliska, bo człowiek wycina lasy i zmienia je na pola uprawne, zajmuje tereny pod budownictwo oraz szlaki komunikacyjne, wypalanie wyschniętych traw przyczynia się do śmierci wielu gatunków roślin i zwierząt żyjących w glebie, zbieranie roślin w celach dekoracyjnych, przemysłowych i handlowych.


RÓŻNORODNOSC GENETYCZNA:
Zmienność genetyczna w obrębie gatunku umożliwia jego przystosowanie do zmieniających się warunków środowiska. Zapewnia trwanie gatunku mimo zmian środowiska. Zmienność tę można badać pomiędzy osobnikami w populacji, miedzy populacjami w obrębie gatunku oraz między gatunkami. Ochrona różnorodności genetycznej, czyli zmienności puli genowej, zwiększa szanse przetrwania gatunku. Na pule genową populacji wywierają wpływ mutacje, dobór naturalny i dryf genetyczny. Szczególne znaczenie mają imigranci dostarczający populacji nowe gentypy.
Dla ochrony różnorodności genetycznej utworzono tzw. banki genów. To instytucje, których zadaniem jest przechowywanie nasion, tkanek lub żywych kolekcji różnych odmian roślin.

Zasoby genowe gromadzi się już od wielu lat, a szczególnie intensywnie w ostatnim 40leciu. Najwięcej uwagi poświęcono roślinom uprawnym.

Polska ma również duże osiągnięcia w ochronie zasobów genowych drzew leśnych. Powstał nowy obiekt - Leśny Bank Genów w Kostrzycy koło Jeleniej Góry, gdzie są gromadzone nasiona drzew i krzewów leśnych z terenu całego kraju. Takie nasiona pozwalają prowadzić nasadzenia w wypadku zniszczenia drzewostanu spowodowanego przez szkodniki, pożary lub zanieczyszczenia powietrza.

Materiał genetyczny dziko występujących gatunków organizmów wykorzystuje się do rozmnażania gatunków, do odtwarzania gatunków zagrożonych wyginięciem oraz do doskonalenia gatunków roślin uprawnych.


RÓŻNORODNOŚĆ EKOSYSTEMÓW:
Ochronę różnorodności ekosystemów można rozumieć jako ochronę wewnętrznego zróżnicowania krajobrazu, w którego skład wchodzą różne typy ekosystemów. Zwykle zachowanie dużej różnorodności gatunkowej i siedliskowej warunkuje stabilność ekosystemu. Duże zróżnicowanie gatunkowe ekosystemu zwiększa liczbę powiązań i współzależności między poszczególnymi gatunkami (drapieżnictwo, pasożytnictwo itd,). Daje to możliwość stanu stabilnego. Również obieg materii i przepływ energii w ekosystemie są zależne od bogactwa gatunków, które tworzą siec pokarmową. Problem pojawia się wtedy, gdy liczebność jakiejś populacji zaczyna gwałtownie spadać, a innej nadmiernie wzrastać.




Polska ma stosunkowo dużą różnorodność biologiczną. Uwarunkowane jest to położeniem geograficznym, niewielką chemizacją rolnictwa i leśnictwa.

 

W tym roku, Dzień ten obchodzony jest pod hasłem “Woda i bioróżnorodność”. Zwraca uwagę na zasadnicze znaczenie wody dla zrównoważonego rozwoju i dla ochrony zasobów różnorodności biologicznej Ziemi. Jednocześnie ochrona bioróżnorodności jest kluczem do rozwiązania wielu występujących obecnie na świecie problemów z dostępem do czystej, zdrowej wody. Tegoroczne obchody Dnia powiązane są z ogłoszonym przez ONZ “Rokiem współpracy w dziedzinie wody”, a także z trwającą właśnie “Dekadą NZ Różnorodności Biologicznej 2011-2020”.

 

Czysta woda, to życie i zdrowie.

 

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo potrzebna w naszym życiu jest woda? Jak często odkręcamy kran i zastanawiamy się, ile wody marnujemy podczas codziennych czynności?

A przecież są takie kraje gdzie dostęp do wody i jej jakość dyktuje przebieg każdego dnia. Nie rzadko, szklanka czystej wody może być na wagę życia.

 

W Afryce, kiedy rodzice nie mają czym napoić swoje dziecko pozostaje im tylko jedno wyjście: muszą znaleźć wodę. Od tego, czy będzie ona czysta, czy brudna zależy, czy ich dziecko przeżyje.

 

Czysta woda to przede wszystkim życie i zdrowie. Co roku z braku dostępu do filtrowanej wody umiera 2 miliony ludzi. Życie i zdrowie tracą przede wszystkim dzieci. Organizmy najmłodszych nie mają wystarczająco dużo siły, aby bronić się przed zarazkami i chorobami znajdującymi się w brudnej wodzie.

 

Gdyby udało im się zapewnić dostęp do czystej, przefiltrowanej wody, liczba chorych dzieci w szpitalach, w krajach rozwijających się, zmniejszyłaby się o połowę.

 

Wydaje się, że problem czystości wody dotyczy przede wszystkim Afryki. Takie postrzeganie sprawy jest krótkowzroczne i powierzchowne. Świat, w którym żyjemy już dawno przestał być od siebie niezależny. Dziś jest siatką wzajemnych powiązań. Żyjemy w globalnej wiosce, w której poszczególne państwowa i ich społeczeństwa są ze sobą powiązane. Problemy społeczne i ekologiczne zyskują wymiar globalny.

 

Brak dostępu do czystej wody pitnej może dotknąć każdego mieszkańca Ziemi. Także w Europie, czy Ameryce nie powinniśmy lekceważyć tego zagrożenia.


 

Dostęp do wody pitnej jest nieodzownym warunkiem prawidłowego rozwoju społeczeństw. Chcąc skutecznie walczyć z chorobami, głodem, biedą, brakiem wykształcenia, nierównościami społecznymi, musimy zapewnić wszystkim dzieciom dostęp do czystej wody.

Różnorodność biologiczna ma olbrzymie znaczenie dla ludzkości. Przyroda charakteryzuje się bogactwem i różnorodnością gatunkową, które powstawały przez setki milionów lat i koniecznie trzeba je zachować dla przyszłych pokoleń.


Jej piękno dostarcza człowiekowi niezapomnianych, bezcennych wrażeń estetycznych. Pozwala odpoczywać oraz regenerować siły, zarówno fizyczne, jak i psychiczne oraz utrwalać to wszystko na malowidłach, fotografiach, rzeźbie, czy w wierszach ulubionych poetów.

To szlachectwo, które powinniśmy szanować i uczyć tego szacunku młodsze pokolenia.


 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

czwartek, 21 maja 2015

 

Kilka dni temu ogłosiłam konkurs kulinarny, w którym główną nagrodą jest zestaw książek kulinarnych Jamiego Oliver'sa. Obiecałam też, że książki te Wam przedstawię w kilku słowach. Słowa dotrzymuję. Jako, że wpłynęły do mnie Wasze pierwsze zgłoszenia konkursowe, postanowiłam również zaostrzyć Wasze apetyty na nagrodę.

Każda książka zawiera pięćdziesiąt przepisów, które polecają Wam trzy różne osoby wyłowione przez Jamiego drogą nie tylko przyjaźni i zaufania, ale chyba przede wszystkim drogą najpopularniejszego bloga kulinarnego, pomysłowości, czy tego kulinarnego zmysłu. To cechy, które są niezbędne w tym fachu. I nie trzeba być również po kształceniu w tym konkretnym kierunku. Większość rzeczy, które robimy wywodzi się nade wszystko z naszej pasji i przebojowości.

Tak, jak Wy prowadzicie znakomite blogi kulinarne, czujecie się w tym dobrze, lubicie to. To podstawa. Do tego każdy z Was coś tam dodaje, czegoś odejmuje, czyli niezbędność kreatywności jest najlepszym zalążkiem do tego, by osiągnąć sukces, głosy zaufania, krąg fanów.

Ja lubię jeść, z gotowaniem różnie, zależy od dnia, nastroju, ale chyba brak mi jakiejś konkretnej cierpliwości. Jak przeglądam różne Wasze pomysły, ślina cieknie. Zjadłoby się, a jak! Ale.....super byłoby, gdyby ktoś gotowe podał pod nos.

No dobrze. Pora przedstawić Wam autora pomysłu na zestaw nagrody, o którą walczycie. Z góry zapewniam, że przepisy są równie ciekawe, jak Wasze. Dodatkowym atutem książek są przejrzyste, profesjonalne zdjęcia.


A Jamie Oliver zaczął gotować w pubie The Cricketers, prowadzonym przez rodziców, kiedy miał osiem lat. W krótkim czasie gotowanie stało się dla Jamiego pasją, którą rozwijał następnie w restauracji Neal Street i River Café.

W 2002 roku w Londynie założył restaurację Fifteen oraz związaną z nią organizację dobroczynną Fifteen Foundation, która uczy młodych ludzi pokrzywdzonych przez los zawodu kucharza. W 2005 roku zainicjował ruch na rzecz podniesienia jakości obiadów podawanych w brytyjskich szkołach i dzięki kampanii Feed Me Better przyczynił się do tego, że rząd diametralnie zmienił politykę w zakresie żywienia w szkołach, zwiększył budżet przeznaczony na ten cel i przygotował nowe, pożywne jadłospisy dla wszystkich placówek.

Obecnie Jamie współpracuje z różnymi wydawcami w Wielkiej Brytanii i poza jej granicami. Mieszka w Londynie i w Essex, ze swoją żoną Jools oraz córkami Poppy i Daisy.

Jest jednym z najpopularniejszych kucharzy na świecie. Widzów zjednuje swoim niespożytym entuzjazmem i niewyczerpaną ilością pomysłów. Wszędzie go pełno. W swoich programach biega po zakupy, przemierza na skuterze londyńskie ulice w poszukiwaniu najlepszych składników, odwiedza znajomych i przede wszystkim gotuje. Każdy jego program od razu odnosi ogromny sukces, gromadząc przed telewizorami miliony widzów. Książki z przepisami z jego programów długo okupują czołowe miejsca list bestsellerów. Wielokrotnie otrzymywał za swoje programy nagrody, m.in. prestiżową nagrodę BAFTA w 2001 i 2006 roku. W 1999 roku został zaproszony na Downing Street, by ugotować obiad dla premiera Wielkiej Brytanii i 20 ministrów. Ma swoje stałe rubryki w kilku poczytnych gazetach, m.in. w sobotnim "Times Magazine".

Pora na „Sezonowe słodkości”. A gotuje i przygotowuje dla czytelników Jemma Wilson, właścicielka Crumbs & Doilies, jednej z najbardziej kreatywnych londyńskich cukierni. Jak sama nazwa wskacuje - „Sezonowe słodkości”, Jemma podzieliła swoje przepisy na te podstawowe, jak i na przypisane odpowiedniej porze roku. Ogólnie muszę powiedzieć, że przepisy bardzo ciekawe i bardzo kolorowe. W książce znajdziemy również rozdział poświęcony „Radom i wskazówkom” dotyczące sposobów dekorowania, odpowiedniego sprzętu, czy przechowywania wypieków.

 

 

 

 

 

Rodzinne przysmaki” to zbiór pięćdziesięciu przepisów autorstwa Kerryann Dunlop. Wielka osobowość, niezwykle ciepła, opiekuńcza, łagodna, która nie ukrywa, że do gotowania można zachęcić resztę domowników, a szczególnie dzieci. Kerryann swoje przepisy podzieliła na spożywane w ciągu dnia, czyli począwszy od śniadania, po obiad, dodatki, przekąski. Tak, jak w poprzedniej książce tak i ta zawiera rozdział „Radość z gotowania. Garść rad”, w którym zachęca nie tylko do kreatywności.


 

 

 

 

 

Pora na „Szalony grill” DJ BBQ. Amerykański didżej i mistrz rusztu DJ BBQ uwielbia gotować na prawdziwym ogniu – kocha pieczone powoli i łagodnie wielkie kawały mięsa i dania przyrządzane szybko i wściekle dla tabunów ludzi. Bardzo spodobał mi się rozdział poświęcony marynatom. Można je wykorzystać w codziennym marynowaniu mięs, nie tylko przy okazji grilla. Pojawiają się tutaj dwa ciekawe rozdziały poświęcone metodom grillowania i oczywiście praktycznym radom. Potem, to już istne szaleństwo w jego wykonaniu.


 

 

Mi osobiście książki bardzo przypadły do gustu. A na Was czeka cały czas konkurs, do końca miesiąca macie czas na przesyłanie przepisów. Szczegóły pod linkiem:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2015/05/Konkurs-z-Wydawnictwem-Insignis.html


Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo:

 

 

 

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, poza portretowym Jamiego Oliver'sa, które pochodzi z internetu.

środa, 20 maja 2015

 


Bartłomiej Trokowicz "Pan Misio"

Poznaj Las i jego mieszkańców. Czy lisy śnią o gadających kurach, a wilki o puszystych ogonach? Czy rozplotkowana Wiewiórka ułoży sobie relacje z Wilczycą? Czy Szczurek „nic dobrego” przejdzie na jasną stronę mocy? I w końcu, czy Pan Misio, zawsze pomagający innym, sam zostanie uratowany? W opowieści „Pan Misio” spotykamy gromadę sympatycznych zwierzaków, uosabiających cechy ludzkie. Pozostają w pamięci na długo i nie sposób się z nimi nie zaprzyjaźnić. Małomówna Niedźwiedzica, rozpolitykowany Bóbr, Kura zdominowana przez Lisa oraz przybyła z miasta Świnka Morska – to tylko niektóre z nich. Poznaj Las i jego mieszkańców. Wzruszająca historia dla małych i dużych czytelników, przyprawiona nietuzinkowym poczuciem humoru.



Wspaniałe ilustracje autorstwa Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej pięknie uzupełniają tę magiczną, mądrą opowieść. 


Darmowy fragment do pobrania.

Szanowni Państwo.

zapraszamy do pasjonującej lektury. Przypominamy niezapomniane książki i ich bohaterów. Tak jak w reklamie: TEGO NIE WOLNO PRZECZYĆ!

Tessa d’Urberville. Historia kobiety czystej, Thomas Hardy
KLASYKA LITERATURY
LITERATURA DLA KOBIET

 
Jedna ze stu najważniejszych książek wszech czasów!
Szalone kontrowersje, jakie wzbudziła książka Thomasa Hardy’ego, Tessa D’Urberville, ukazując otwarty portret seksualnej hipokryzji społeczeństwa epoki wiktoriańskiej, tylko przyczyniły się do tego, że stała się ona komercyjnym sukcesem natychmiast po ukazaniu w roku 1891.

 

Ufna i bezbronna Tessa zostaje w myśl przyjętych ówczesnych zachowań wystawiona przez własną rodzinę jako atrakcyjny towar, by zyskać majątek. Bezlitośnie uwiedziona i wykorzystana przez rzekomego przyszłego męża, w konsekwencji samotnie rodzi dziecko, które wkrótce umiera. Wówczas Tessa spotyka młodego idealistę, Angela Clare’a. Ostatecznie jednak, kiedy poznaje jej przeszłość, ten odrzuca ją. Pozbawiona nadziei i środków do życia, będąc ofiarą obłudnej, skostniałej angielskiej moralności, Tessa ucieka przed cierpieniem, decydując się na straszny, desperacki krok.

 

Bogaty, poetycki język, którym Hardy kreśli wstrząsającą historię miłości, zdrady oraz zbrodni, w połączeniu z krytyką społecznych konwenansów wraz z dogłębną refleksją nad rolą przeznaczenia w ludzkim życiu sprawiają, że Tessa D’Urberville należy do najbardziej poruszających i pamiętnych powieści Hardy’ego.

 

W 1979 roku na podstawie powieści powstał wielokrotnie nagradzany i doceniony przez krytykę film Romana Polańskiego z Nastassją Kinski w roli głównej, a roku 2008 nakręcono dokonały serial z Gemmą Arterton.
Jeśli miałeś szczęście - jechałeś na Woodstock, jeśli miałeś pecha - jechałeś do Wietnamu. A jeśli nie wiedziałeś, czego chcesz - lądowałeś w domu wariatów.


Wrażliwa, mająca problemy emocjonalne, nie potrafiąca odnaleźć się w otaczającym ją świecie Susanna po próbie samobójczej zostaje umieszczona przez swoich rodziców w szpitalu psychiatrycznym. Rozpoznane zostaje u niej występowanie osobowości borderline.

Początki szpitalnego życia są dla Susanny bardzo trudne, nie potrafi się pogodzić z rygorem, który zostaje jej narzucony już pierwszego dnia. Dziewczyna spotyka tu całą gamę barwnych charakterów i zaburzeń – od kleptomanki Giorginy przez molestowaną seksualnie, uzależnioną od valium i kurczaków Daisy, oszpeconą w trakcie pożaru Polly, aż po dominującą, żywiołową socjopatkę Lisę. Susanna szybko orientuje się, że bycie wzorową pacjentką nie jest tu mile widziane – kwitnie nielegalny handel valium, niesfornej Lisie zdarzają się ucieczki, a pielęgniarka Val lubi przymykać oko, na niektóre przewinienia.

Na podstawie książki nakręcono kultowy już film pod tym samym tytułem z Winoną Ryder, Angeliną Jolie, Brittany Murphy i Whoopi Goldberg.

 
1 , 2
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi