Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
czwartek, 09 marca 2017

 

 

OFICJALNE ZAMKNIĘCIE BLOGA! :)

 

 

 

Kochani!

Informowałam Was już szybciej, że przechodzę na platformę blogspot :) Od wczoraj już oficjalnie działam i tam też zapraszam Was oficjalnie na mój blog :) Zatem, ogłaszam, iż ten blog zostaje z dniem dzisiejszym zamknięty. Zapraszam wszystkich na:

www.nietypowerecenzje.blogspot.com

 


Zaś wyniki konkursu z "Jagodą" Anny Kasiuk znajdziecie:  http://nietypowerecenzje.blogspot.com/2017/03/wyniki-konkursu-z-jagoda-anny-kasiuk.html

Wiem, długo czekaliście. Biorę winę na siebie, bo zamarzyłam sobie, żeby Ania odpowiedziała na Wasze pytania w formie filmiku. Mało tego. Okazało się, że filmik, długości ponad 26 minut nie chce się w całości załadować. Nie wiedziałyśmy, jak go sobie przesłać. Wybrnęłyśmy z tej sytuacji, bo już było naprawdę gorąco w ten sposób, że Ania podzieliła filmik na 12 części. Mam nadzieję, że macie duże pokłady cierpliwości i chęci, by sobie filmiki oglądać po kolei :) W ostatnim z nich znajdziecie wytypowanych zwycięzców :)



Jednak przepaść między możliwościami blox.pl a blogspotem jest OGROMNA! Tam możliwości jest ogrom i więcej :)

 

Serdecznie zapraszam wszystkich na mój nowy blog :)

Aga :)

11:27, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 marca 2017

 

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ilość stron: 320

Rok wydania: 2015

 

Właściwie nie wiem, czego się po tej lekturze spodziewałam. Autorka znana jest z podejmowanych przez siebie trudnych tematów, nie szczędzi czytelnikom emocji, tworzy sugestywne postaci, niezwykłe uwikłania fabuły i sytuacje jak w kalejdoskopie. Poprzednia pozycja autorki, którą miałam okazję przeczytać „Wszystko, co minęło” wywarła na mnie znacznie większe wrażenie. Owszem, tematyka „We dnie, w nocy” nie jest lekka i przyjemna, jednak zdecydowanie nie pasował mi jako jeden z narratorów Anioł Stróż. Wiem, że pojawił się celowo, ze szczególnym naciskiem na scenę kluczową dla powieści oraz byśmy mogli na trudne i dojmujące sytuacje spojrzeć z nieco innej perspektywy, nie bezpośrednio, a łagodniejszym tonem, którego autorka zastosowała odpowiednio.


 

 

 

Retrospekcja czasowa zabiera nas w schyłek lat dziewięćdziesiątych. Mamy w powieści trzech narratorów – głównej bohaterki Anny, Piotra oraz wspomnianego przeze mnie wcześniej Anioła Stróża. Te same sytuacje zatem widzimy z trzech stron i perspektyw. Kiedy Anna w roku 1997 miała siedemnaście lat, ja miałam piętnaście. Zatem doskonale utożsamiłam się z jej sytuacją i nią jako bohaterką pierwszoplanową. Autorka przeniosła nas w najlepsze, młodzieńcze lata Anny i nieco innej niż dzisiaj rzeczywistości, kiedy to prym i oblężenie wiodły kafejki internetowe. Pamiętam dokładnie, bo sama z nich korzystałam. Komputer był w domach zamożniejszych rodzin, a jeśli ktoś mieszkał podobnie jak ja na wsi, to musiał do takiej kafejki dojechać, zazwyczaj bowiem zlokalizowane były w mieście. Przez jeden z portali, z którego korzystała jej przyjaciółka Hania, Anna poznaje dziesięć lat starszego Piotra. Wydawałoby się, że Piotr jako znakomicie zapowiadający się dziennikarz w lokalnej gazecie, jest raczej mężczyzną stabilnym uczuciowo, dojrzałym, bardziej doświadczonym. I w rzeczywistości taki był, ale tylko na zewnątrz, dla pozorów. W miarę wczytywania się w fabułę książki czytelnik ujrzy prawdziwe oblicze Piotra. Znajomość z maturzystką przeradza się w coś znacznie więcej. Mężczyzna trzyma swe żądze na wodzy, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Ania jak na swój wiek jest bardzo wyważona, mądra i nadzwyczaj elokwentna. Jak coś powie, to nie jak typowa nastolatka, a dojrzała kobieta.

 

Ania z kolei wiąże z Piotrem wielkie nadzieje. Wie, że znaczna różnica wieku z czasem będzie pogłębiała ich wzajemne podejście do życia i światopoglądów. Nastolatka u progu dorosłości boryka się również z niezbyt sympatyczną sytuacją w domu. Jej starszy brat Jacek pewnego dnia rzuca studia i ucieka od rodziny. Chce żyć wedle obranych przez siebie samego ścieżek, a nie apodyktycznego ojca, który zaplanował mu przyszłość prawnika. Ucieczka Jacka wzmaga w Ani brak poczucia bezpieczeństwa. Miała w bracie zawsze jakieś wsparcie. W Piotrze szukała nie tylko utraconego brata, ale też stabilizacji rozchwianych emocji, które piętrząc się w sfrustrowanych rodzicach, żale i pretensje wylewali teraz na nią. Spotkania z Piotrem ożywiają się. Ania snuje plany i marzenia o Akademii Teatralnej. Chce zostać aktorką, zresztą ma ku temu i predyspozycje i talent. Intymność między dwojgiem zostaje zachowana w każdym detalu. Ania jest ostrożna, nie przekracza granic, za to Piotr, no cóż, w końcu jest tylko mężczyzną. Ma swoje potrzeby, które rozładowuje dzięki narkotykom od kolegi z pracy i przypadkowym znajomościom na imprezie.

Sytuacja wymyka się w pewnym momencie spod kontroli i dochodzi do czegoś, co życie Ani odmieni o trzysta sześćdziesiąt stopni. Piotr wyjedzie do Anglii na trzy miesiące, na staż, by nabrać doświadczenia, zaś Ania pozostawiona sama z nieświadomością i pustką, nie szybko nabierze ufności do jakiegokolwiek mężczyzny.

 

 

 

Oboje bohaterów poznajemy kilkanaście lat później. Ania ma swoją rodzinę, męża, córeczkę, od rodziców odcięła się całkowicie. Piotr podobnie. Żona i dwie córeczki. Przeszłość obojga, zacznie przywoływać dawne demony, szczególnie Ani. Kobieta nie może zapomnieć o tym, co się kiedyś wydarzyło. Nie mówi nawet o tym swojemu mężowi. W pewnym momencie, targana silnymi emocjami i wspomnieniami, wynajmie prywatnego detektywa. Piotr zaś, król życia, które go zresztą nie oszczędzało jak się okaże, coraz częściej myśli o dawnej znajomej. Czy dojdzie do spotkania po tak wielu, wielu latach?

 

Przyznam, że zakończenie kompletnie zaskakuje. Nie myślałam, że mąż Ani, Robert tak zareaguje na wyznanie żony, na jej bolesne wspomnienia. Był moment, że wydawało się, iż Robert zupełnie się od Ani odsunął, że jednak cała ta sprawa go przerosła. A on tymczasem uknuł plan, którego krok po kroku realizował. Znakomicie rozsupłana i definitywnie zakończona sprawa.

 

 

 

 

„We dnie, w nocy” Agaty Kołakowskiej to gorzka i sugestywna powieść o lękach, niepewności, narastającym napięciu i zdarzeniach tak bardzo autentycznych, jakby wyrwanych z czyjegoś życiorysu. Autorka znakomicie zbudowała fabułę na trudnych doświadczeniach, które bohaterce niosą wiele bólu i zadrę w sercu. To co kiedyś dało się uśpić, budzi się niespodziewanie pod wpływem jednego niepozornego impulsu, rujnuje porządek budowany latami na spokoju i stabilizacji. Znakomite dialogi, misternie zbudowane narracje z trzech perspektyw oraz konfundujące zakończenie. Polecam z wielką przyjemnością. A postać Anioła Stróża pozostaję do Waszej refleksji. Mnie nie tyle przeszkadzał, co nie pasował do fabuły i całości.

 

 

12:25, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 marca 2017

 

 



Pierwszy etap, powstałego zaraz po nowym roku cyklu, uważam za zakończony. Zaraz też na samym początku dziękuję wszystkim za udział, za chęci. Z pomysłowymi hasłami wyszło różnie, z przykrością muszę powiedzieć, że znaczna ich część niestety, ale została po prostu skopiowana, podkradziona innym, osobom, które te hasła wymyśliły same. To przykre i przyznam szczerze, niepoważne. Jako ludzie dorośli, dający przykład innym, bo jeśli bierze się w takim konkursie udział, to jest to też poniekąd przykład dla innych, podpisując się pod czyimiś hasłami robi się to świadomie. Wprowadziło mnie to w rodzaj konsternacji i pozbawiło dobrego smaku. Dlaczego? Wiązałam z tym cyklem naprawdę duże nadzieje, chciałam Wam pokazać, że można naprawdę wiele, wystarczy tylko chcieć, a innych zmobilizować do tego, by częściej sięgali po książki.

 

Niesmak długo pozostanie, tym bardziej, że hasło, które typowane było w pierwszym głosowaniu na zwycięskie, było żywcem zerżnięte ze strony szkoły, która podobny konkurs organizowała u siebie i wymyślili ją uczniowie. Do wytypowania najbardziej chwytliwych haseł poprosiłam znajomych. Nie tylko tych z regionalnego podwórka, ale również pisarki i pisarzy. Kobiety, mężczyzn bezpośrednio nie związanych z konkursem. Uznałam, że kto jak kto, ale postronne osoby pomogą mi najlepiej, sami przecież czytają, piszą, wypożyczają książki, to wytypują hasła, które im najbardziej przypadną do gustu. Potraktowałam ich jako potencjalną grupę czytelników. Na początek również wypisałam swoje typy haseł. Oddawanie głosów odbyło się drogą tajną. Nikt nie wiedział, kto, ile i na jakie hasła oddaje głosy. Dobrzy znajomi głosując, wskazali mi hasła – plagiaty. Przykre, ale prawdziwe. I, żeby była jasność, nikt z nas takiego zachowania nie popiera!

 

W konkursie udział wzięło dziewięć osób i czternaście haseł. Odpowiedź ostatniego uczestnika – Piotra nie była brana pod uwagę, ze względu na to, iż pojawiła się już po terminie. Dziękuję Wam, że oprócz haseł wyraziliście swoją opinię o moim pomyśle, za wszystkie pozytywne słowa, dobre fluidy :) Mieliście szansę na wymyślenie maksymalnie dwóch haseł. Niektórzy z tego skorzystali, a niektórzy zamieścili tylko jedno hasło. Nie miało to jednak znaczenia przy głosowaniu.

Poniżej lista haseł (bez oznaczania inicjałów ich autorów), które brały udział w konkursie, według kolejności zgłoszeń:

Czytanie uszlachetnia

Czytanie popłaca
Czytanie nie boli

Czytaj - zasilaj umysł!

Czytaj, a będziesz bogatszy wyobraźnią i zasobem słów niż niejeden nieczytający

Czytanie to współczesna joga
Czytanie jest jak podróż w nieznane

Lek na głowę jest w aptece, a na mądrość w bibliotece
Kto dużo książek czyta, temu głupota w głowie nie świta

Czytaj i pozwól czytać innym
Książka czyni życie słodkim

Czytaj, a każdego dnia przeżyjesz nową przygodę!

Książki na listę leków refundowanych!
Kto czyta, nie błądzi

 

A tak ułożyły się hasła po głosowaniu. Nie podaję liczby głosów, za to przy hasłach – plagiatach znajdziecie linki, skąd je skopiowano. Zwycięskie hasło, które jest na pierwszym miejscu, otrzymało największą ilość głosów i ze względu na plagiaty, by tym osobom nie było zwyczajnie wstyd, nie podaję autorów:

 

1. Książki na listę leków refundowanych!

2. Czytanie jest jak podróż w nieznane

3. Na trzecim miejscu uplasowały się aż cztery hasła, otrzymując równą liczbę głosów:

Lek na głowę jest w aptece, a na mądrość w bibliotece

http://www.pg3.home.pl/index.php?kolo_biblioteczne

 

Czytanie to współczesna joga

 

Czytanie nie boli

http://www.sp.noweskalmierzyce.pl/pl/news/czytanie-nie-boli

 

Czytaj - zasilaj umysł!

 

4. Kto dużo książek czyta, temu głupota w głowie nie świta

http://www.zs2belzyce.pl/index.php/ct-menu-item-25/ct-menu-item-27/ct-menu-item-28/431-hasla-zachecajace-do-czytania-ksiazek

 

5. Kto czyta, nie błądzi

 

6. Książka czyni życie słodkim

 

7. Czytaj, a każdego dnia przeżyjesz nową przygodę!

 

8. Czytaj i pozwól czytać innym

http://www.archiwum.tpd.legnica.pl/2009/03/bajki-dla-dzieci/

9. Czytanie uszlachetnia

http://gazetaolsztynska.pl/417265,Czytanie-uszlachetnia.html#axzz4Zij9UeS3

 

10. Czytanie popłaca

http://g3.sanok.pl/121-czytanie-poplaca-bo-umysl-wzbogaca

 

11. Czytaj, a będziesz bogatszy wyobraźnią i zasobem słów niż niejeden nieczytający

 

 

A zatem hasło:

Książki na listę leków refundowanych!

 

którego autorką jest maz.asia wygrywa pierwszy etap konkursu cyklu literacko-kulturalnego! Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję! Czekam na wiadomość od autorki z adresem do wysyłki skromnej nagrody, do której dokładam, jak już wcześniej wspomniałam, tomik poezji, z mojej biblioteczki. Mam nadzieję, że czas przy poezji bardzo ascetycznej i spokojnej, nie będzie czasem straconym i przyniesie chociaż chwilę refleksji.

 

Czekam na przesyłkę od wydawcy z książką do recenzji. Jeśli znajdzie się w niej więcej niż tylko jeden egzemplarz, kolejny cykl będzie właśnie z tym tytułem. Jakim? Niech to będzie moja niespodzianka. Ale jak tylko otrzymam książki, ogłoszę kolejny cykl! Zdradzę tylko, że dotyczyć będzie naszych językowych błędów ;)

 

 

 

 

Refleksje po zakończeniu pierwszego etapu narzucają się same. W pewnym momencie nie wiedziałam, jak to wszystko skomentować. Chciałam też przytoczyć statystyki ogólnodostępne o stanie czytelnictwa w Polsce, na podstawie roku 2015, bo tych z ubiegłego roku jeszcze nie ma, ale stwierdziłam, że nie będę ich powielać, bo każdy może sam sobie je odszukać. Jest źle? Jest, ale to z czegoś też wynika. Czytamy jako naród mało, a na Targach Książki tłumy, że nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Czytamy mało, a blogów promujących czytelnictwo w sieci jest cała masa. Zatem, jak to jest z tym czytelnictwem? Co innego z bibliotekami, które zakupują książki co jakiś czas, jednak wiem, że są na środki z roku na rok ograniczone do minimum. A nie każdego na samodzielny zakup stać. Tańsze są e-booki, ale nie wszystkich z kolei stać na czytnik, nie wszyscy mają na czym czytać. Można by tak dyskutować i prawić w nieskończoność. Zamknięte, błędne koło?

 

Zwycięskie hasło zostanie przeze mnie wydrukowane i zaniesione do naszej wiejskiej biblioteki, oczywiście z podpisem jego autorki. Mam nadzieję, że znajdziecie w tym cyklu jakieś miejsce dla siebie, że mimo wszystko chętnie będziecie brać udział w dalszych etapach.

 

I teraz jeszcze ważna informacja dla Was. Ze względu na coraz to bardziej ograniczone możliwości platformy blox.pl, zdecydowałam zamknąć tego bloga, przechodząc na inną, mam nadzieję bardziej dogodną dla mnie laika od strony technicznej, platformę blogspot. Prace nad nową stroną już trwają w najlepsze. Planuję na dniach przejść oficjalnie. Pierwsza część adresu bloga pozostanie taka sama – nietypowerecenzje i nazwa oczywiście także, tylko zmieni się dalsza część adresu.

To nie była łatwa decyzja. Zostawić te trzy lata pracy, tym bardziej, że nie można wyeksportować wszystkich wpisów stąd, tam. Niestety blox jest chyba jedną z najbardziej ograniczonych i najgorszych platform. Widzę to teraz, kiedy tworząc na blogspocie mogę robić swobodnie wiele rzeczy, a wierzcie mi, ja jestem kompletnym laikiem od strony technicznej. Ale cóż, poradzę sobie, muszę.

 

Tymczasem, jestem ciekawa Waszego zdania i opinii, refleksji, podsumowań. Piszcie, nie krępujcie się.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział i pozdrawiam.

Aga

 

13:25, toksiazki12 , Felieton
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 marca 2017

 

 

 

 

 

Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 36

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://www.psychoskok.pl/produkt/wierszobajanie/

 

Przenieść się chociaż na chwilę z powrotem do świata baśni dzięki dźwięcznie rymowanym wierszom z bohaterami poznanymi już kiedyś wcześniej, jako małe dziecko, to chwila bezcenna i niezapomniana. Autorka tych jedenastu wierszowanych opowieści pozwala nam wrócić do najpopularniejszych, znanych na całym świecie baśni. Spotkamy w nich postacie uwielbiane przez małych czytelników, jak Czerwony Kapturek, Calineczka, Baba Jaga, Pinokio, itp.

 

 

 

I chociaż wydaje nam się, że znamy te baśnie, te uniwersalne historie, to autorka utkała je w taki sposób, że dzieci czytają je, a jeśli nie umieją, to słuchają z zainteresowaniem i ciekawością:

„Po leśnej dróżce, lasem zielonym

szedł sobie wolno Kapturek Czerwony.

W kubraczku ślicznym dziewczynka mała

idąc do babci tańczyła, śpiewała.

 

Szła pośród krzewów i gąszczu trawy,

jagód szukając, szła bez obawy.

Zakątki ciemne nie straszne były,

skowyty wilków jej nie straszyły.

[...]”

 

 

 

 

Każdy wiersz kończy się morałem, pouczeniem, mądrością, która nie tylko dzieci, ale i starszych wprawi w chwilę refleksji i zadumy. Napisane prostym, zrozumiałym językiem, bez skomplikowanego słownictwa. Czyta się je szybko. W rytm wprawiają je dobrze dobrane rymy, które dodatkowo czynią je interesujące. Dzisiaj niewielu autorów potrafi ułożyć z sensem rymowane historie, nawet jeśli są oparte na znanych opowieściach. Trochę mało poręczny format książki, bo wielkości A-4, ale myślę, że to pozycji w niczym nie ujmuje. Na uwagę zasługują również nietypowe, kolorowe ilustracje, które wykonała sama autorka. Pastelowe, przyciągają oko i wywołują sporo emocji, bo mój młodszy syn był zaskoczony, że Bestia z wiersza wygląda niezwykle autentycznie.

 

 

 

 

 

„Wierszobajanie” Edyty Budziszyn wzrusza, uczy, uwrażliwia. Przy tej pozycji czas nie będzie zmarnowany. A szczególnie, jeśli czyta się ją razem z dzieckiem.

 

 

 

Polecam!

 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 03 marca 2017

 

 

 

 

Zapytaj Agnieszkę Janiszewską…

 



Za niecałe dwa tygodnie (15 marca 2017) będzie miała premierę najnowsza, dwutomowa powieść Agnieszki Janiszewskiej „Aleja starych topoli”.

Z tej okazji wydawca przygotował dla Was wyjątkowy konkurs.

Od dziś do 10 marca 2017 do 23:59 możecie zadawać autorce pytania. 

Najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone kompletem „Alei starych topoli”, a w dzień premiery Agnieszka Janiszewska odpowie na wszystkie.

Wszelkie szczegóły - KLIK :)

20:48, toksiazki12 , Inne
Link Komentarze (1) »

 

 

Kochani!

Dzisiejsze weekendowanie rozpoczynam od wyjątkowych życzeń, dla wyjątkowych ludzi - Piszących :) Dzisiaj Ich święto. Wszystkim bez wyjątków, dziękuję za wspaniałe książki i życzę, byście dalej odważnie pokazywali swój talent :) 

 

 

33 lata temu, w roku 1984, PEN Club ustanowiło Międzynarodowy Dzień Pisarzy.

PEN Club, to stowarzyszenie pisarzy założone w 1921 r. w Londynie. Zadaniem PEN Clubu miało być promowanie przyjaźni oraz intelektualnej współpracy, pomiędzy pisarzami z całego świata. Założycielem Polskiego Klubu Literackiego PEN w 1925 r. i pierwszym prezesem był Stefan Żeromski. 

 

Statut Polskiego PEN Clubu:

1. Literatura, aczkolwiek w swojej genezie narodowa, nie zna granic i winna pozostać wspólną własnością narodów, bez względu na polityczne czy narodowościowe wstrząsy.

2. W żadnych okolicznościach, a zwłaszcza podczas wojny, dziełom sztuki i bibliotekom — spuściźnie całej ludzkości — nie powinna zagrażać zaciekłość narodowa czy polityczna.

3. Członkowie PEN Clubu winni zawsze wszelkim dostępnym im wpływem przyczyniać się do porozumienia i wzajemnego szacunku między narodami. Zobowiązują się czynić wszystko, co w ich mocy, by przeciwdziałać nienawiści rasowej, klasowej i narodowej, i bronić ideału jednej ludzkości żyjącej w pokoju na świecie.

4. PEN Club opowiada się za zasadą nieskrępowanego przekazu myśli wewnątrz każdego narodu i między wszystkimi narodami, a jego członkowie zobowiązują się w swoim kraju lub w społeczności, do której należą, występować przeciwko wszelkim fenomenom tłumienia wolności słowa.

5. PEN Club opowiada się za wolnością prasy i przeciwstawia się arbitralnej cenzurze w czasach pokoju — w przeświadczeniu, że nieuchronne dążenie świata ku wyższym formom organizacji politycznej i gospodarczej wymaga swobody krytyki władz, urzędów i instytucji.

6. Ponieważ zaś wolność zakłada dobrowolne ograniczenie, członkowie zobowiązują się występować przeciwko takim nadużyciom wolności prasy, jak kłamliwe publikacje, rozmyślne fałsze lub wypaczenie faktów dla celów politycznych i osobistych.

Działalność organizacji opiera się głównie na przekonaniu, że twórcy mogą odgrywać kluczową rolę w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, dlatego niezwykle istotne jest promowanie dostępu do literatury na poziomie międzynarodowym.

Więcej na:
http://www.penclub.com.pl
http://www.pen-international.org/

 

11:56, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 marca 2017

 

 

 

 

 

 Wydawnictwo Papierowy Motyl

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 50

Tomik znajdziecie:

http://papierowymotyl.pl/search/mnie+jest+smutno+z+przyzwyczajenia

 

Czy można przyzwyczaić się do smutku? Okazuje się, że można, szczególnie jeśli wypływa on z serca, wypełnia każdą cząstkę naszego ciała. A w takim tonie utrzymany jest tomik Pauliny Ożegalskiej. Wiele jest w nim emocji i to naprawdę różnych. Od przejmujących liryką słów – obrazów, po nieprzeciętny żal i tęsknotę. Poszczególne wersy wierszy tworzą wyznania niczym wyrwane z pamiętnika wspomnienia. Poezja jak z fotografii, odbitych na stronach w kolorze sepii.

 

Zastanawia mnie wyraz okładki. Próbowałam doszukać się odpowiedzi w treści. Czy ją znalazłam?

Wiersz otwierający tomik wyraża pewien rodzaj wspomnień zestawiony ze stanem emocjonalnym, jaki podmiot liryczny odczuwa w stosunku do swojego partnera:


Jest taka cisza

jak ta w Ustrzykach

że nic nie słychać

Jest ta krakowska

gdy słychać wszystko i nic

Jest ta między tobą a mną

kiedy hałasuję

byś jej nie usłyszał

 

 

 

Jest to poezja konkretna. Padają w niej pytania retoryczne, padają żale, wzbiera na sile smutek, żal, niepokój. Autorka świadomie gra na emocjach czytelnika. Pisze o swej nieograniczonej miłości do polskich gór używając w tych wierszach licznych metafor i personifikacji. To doskonałe środki poetyckie, które oddają Jej stan serca i duszy skalany odtrąconym uczuciem: „Znów w połoniny ramiona wpadam/ z kolejną nietrafioną miłością/ z tym swoim nijakim światem/ Tak blisko nieba łatwiej się oszukać/ że jeszcze może być dobrze.”

 

 

 

 

Dużo jest tutaj wierszy, w których autorka pisze o swej niełatwej miłości pełnej strachu, wątpliwości, by na końcu powiedzieć nam, że jednak nic z tego nie wyszło, rozleciało się na kawałki. Miłość wszak nie jest tak prostym i banalnym uczuciem, to nieustanna analiza skomplikowanych relacji, mnóstwa kompromisów, miliona wykrzyczanych słów, muzyki jaka gra nam wewnątrz i którą tylko my słyszymy: „Próbowałam cię zrozumieć/ z lampką wina w dłoni/ Próbowałam/ kopiąc kamień do znudzenia/ Próbowałam/ wdrapując się na szczyt/ i dopiero spadając/ dopiero wtedy w locie/ Zrozumiałam.” Jakkolwiek nie odnieść się do tych słów, można stanowczo powiedzieć, że racji jest w nich co niemiara. Ile potrzeba wyrzeczeń, na ile potrzeba pójść ustępstw, by dopiero w sytuacjach kryzysowych odczytać sens intencji drugiej osoby: „dziś mówisz mi, że koniec/ że ci się wydawało/ ale już odwidziało/ że ty myślałeś/ ale już przemyślałeś/ że to co było chyba tak/ teraz jest tylko raczej nie.” Jak smakuje odtrącenie? Podobnie jak porażka? A może jak gorzka pigułka, którą często bierze się na zapomnienie?

 

 

 

 

Są też wiersze o śmierci. Smutne, zimne, twarde i głuche jak wieko trumny, o którym autorka wspomina w jednym ze swych utworów. Są wiersze niczym przestrzenie refleksyjne, nabierające znaczenia i nowych kształtów. Są wiersze niczym podsumowania, zapiski z diariusza. Jest poezja szukająca i wodząca wzrokiem za próbą zrozumienia samego siebie, szukająca pocieszenia w ramionach czytelnika, wzdychająca, zadająca ważne pytania, odpowiadająca lakonicznie.

 

Co rzuca się odbiorcy na samym początku w oczy, to brak tytułów wierszy, jakby autorka opowiadała nam każdym z nich osobną cząstkę pewnej całości, którą zapisała na skrawkach utkniętych między stronami kajetu i zabawiała nas grą słowną. Opowiada od początku swoją historię, co to zaczyna się od miłości szczęśliwej i emocjonalnej, dającej poczucie bezpieczeństwa. Potem ta miłość okazuje się pomyłką, zostaje po niej tylko niczym nie opisany żal, tęsknota i nadzieja: „A ty mi mówisz/ że kwiaty jeszcze rozkwitną/ że był przymrozek/ ale odpuścił/ że przyjdzie słońce/ i wszystko zmieni/ A ja?/ Nie wierzę.”

Po drodze umiera ktoś bliski, przychodzi chwila głębszej refleksji, wciąż jednak wracając do wątku, czym jest życie bez miłości. A na koniec, czas na podsumowania, zmęczenie wdzierające się w tożsamość każdego z nas.

 

 

 

 Tomik doszedł do mnie wraz z pocztówkami z kolażem, którego na podstawie wierszy Pauliny Ożegalskiej wykonała Ewelina Lebida :)

 

 

„Mnie jest smutno z przyzwyczajenia” Pauliny Ożegalskiej jest liryką autorefleksji. Te lapidarne formy poetyckie są plastycznie ukształtowaną myślą, która odważnie stawia pytania, udziela świadomych odpowiedzi, budzi w nas chwilę zastanowienia. Wiersze w tomiku są jakby rozrzuconymi puzzlami, składającymi się na odpowiedni obraz życiowych ścieżek i wyborów. To poezja, która daje do myślenia, tworzy pewne tajemnice, budzi tęsknoty.

 

Polecam!

 

 

 


 

Za tomik dziękuję autorce :)

21:50, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »

 

 

Pozycję znajdziecie:

https://www.ravelo.pl/ziolowa-magia-skarlet,p300016959.html

 

 

Skarlet i Alberta oraz ich niezwykle interesujące, rzadkie pozycje książkowe, których nie znajdziecie w żadnym klasycznym przewodniku turystycznym, gościłam na łamach swojego bloga już wcześniej. Dzisiaj przedstawiam Wam "Ziołową magię" w nowej szacie graficznej, z mnóstwem zdjęć i pachnących ziołami przepisów dla ciała i urody. Bo ziół używa się zarówno w kuchni, jak i w łazience w kosmetykach, jak maseczki, kremy, balsamy itp.

Czy można opóźnić proces starzenia się? Można i zioła mogą nam zdecydowanie w tym pomóc. Autorzy w swojej książce opisują nie tylko w sposób bezpośredni, jakie odpowiednie specyfiki dobrać do swoich potrzeb, podają nam mikstury w określonych proporcjach, ale przede wszystkim obrazowo opisują, podają rysunki, jak je zbierać, w jakim okresie suszyć, w jakich ilościach łączyć, itp., itd.

Przepisy dla ciała: maseczki na włosy, paznokcie, na problemy z cerą, czy skórą i wszystko z zastosowaniem oczywiście ziół.

Poza tym, książka ta łączy ze sobą nie tylko wiedzę, ale i wiarę w gusła, czyli tzw. białą i czarną magię. Co może dawać zaskakujące wyniki. Zapewniam, że wszystko jest tutaj w odpowiedniej dawce.

 

Pozycji z przyjemnością patronuję medialnie :)

 

 

A gdybyście mieli ochotę na Magiczne góry udajcie się do Księgarnia TaniaKsiazka.pl 

Autorom będzie miło, jeśli dodacie opinię o książce. Każdy kto doda recenzję ma szansę wygrania 100 zł na zakupy (informacja ze strony księgarni) :)

 

 

 

Magiczne góry znajdziecie TU: 

http://www.taniaksiazka.pl/ebook-bulgaria-znana-i-nieznana-magiczne-gory-mobi-epub-p-844797.html

środa, 01 marca 2017

 

 

 

 

 

Nastoletnia niepełnosprawna Weronika po przeprowadzce do Trzebiatowa na nowo musi budować swój świat. Trafia do klasy, w której prym wiedzie utalentowana muzycznie Kinga. Odkąd w szkole pojawiła się nowa nastolatka, Kinga czuje, że jej pozycja klasowej liderki jest zagrożona. Robi wszystko, by koledzy poczuli niechęć do Weroniki.

Czy Kinga zrozumie, czym jest tolerancja i szacunek do drugiego człowieka?

 

Czy zechce zdjąć maskę i odkryć głębię prawdziwej przyjaźni?

 

 

 

 

 


 

 


 

 

 

 

Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 95

Rok wydania: 2016, oprawa twarda, rozmiar kieszonkowy

Książkę znajdziecie:

http://zaczytani.pl/ksiazka/kukla_i_inne_opowiesci_terapeutyczne,druk

 

Bajki nie są lekarstwem tylko dla dzieci. W psychologii istnieje pewien rodzaj terapii stosowany przez psychologów, a mianowicie bajkoterapia, którą wykorzystuje się zarówno podczas spotkań z dziećmi, jak i dorosłymi. Oczywiście różnią się one fabułą, formą, środkiem narracyjnym, konkretnym przesłaniem, jednak każda z nich ma pozwolić pacjentowi utożsamić się z jej bohaterem i spojrzeć na swoją sytuację z jego perspektywy.

 

Dziesięć opowieści z myślą o dorosłych czytelnikach przygotowała Lucyna Mijas. Bohaterami jej bajek są nie tylko ludzie, ale też zwierzęta i rośliny. Użyte przez autorkę personifikacje pozwalają czytelnikowi na odnalezienie cząstki siebie w niezwykle trudnych sytuacjach, czy relacjach, w jakich autorka postawiła swoje postacie. Język bajek jest prosty, zrozumiały lecz bardzo wymowny i niezwykle sugestywny. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotkałam się bajkoterapią dla dorosłych, ale czasu nie zmarnowałam. Jestem przekonana, że wiele osób znajdzie w nich coś dla siebie, że niejedna bajka pozwoli odnaleźć się w opisanych przez autorkę sytuacjach starszemu odbiorcy.

 

 

 

Lucyna Mijas wikła swoich bohaterów w różne życiowo przypadki. W pierwszej opowieści „Pajęcza sieć” pokazuje na przykładzie muchy zwiedzionej ciekawością, jak inni potrafią nas omamić błyskotkami, nieskazitelnym wizerunkiem, by zwieść naszą czujność i w najmniej oczekiwanym momencie wydusić z nas życie, omotać tą siecią, jak pająk muchę. Ta baka może być dwojako odczytana, może wiele znaczyć. Dzisiaj tyle mówi się o wykorzystywaniu ludzi w handlu żywym towarem, o wykorzystywaniu naiwności osób starszych, o wykorzystywaniu w dużych korporacjach. A ofiary, jak te muchy, zanim się zorientują, nie proszą o pomoc, krzyczą dopiero, jak już jest za późno.

 

Niezwykle głęboką refleksję wywołało we mnie opowiadanie „Mały”, o tym, jak maleńki klon rósł w cieniu wiekowego dębu, który uwielbiał snuć przepiękne opowieści o minionych wiekach i czasach. Gdy przeszła wielka nawałnica, pokiereszowała dąb. Od tego momentu życie małego klona zmieniło się diametralnie. To on przejął rolę dębu i bajał to, co niegdyś usłyszał od większego przyjaciela. Ujęło mnie to niezwykle do głębi, bo nasunął mi się obraz ludzi z chorobą alzheimera. Dąb może symbolizować starszych, doświadczonych przez życie ludzi, którzy nagle, bądź na skutek życiowych tragedii, przestają kontaktować, nie rozpoznają najbliższych, a klonami mogą być ich dzieci. To przykre, smutne i niesprawiedliwe, ale niestety coraz częściej możliwe.

 

Opowiadanie „Pan Burza” można odczytać jako symbol agresji wobec innych. Tytułowy Pan Burza, to człowiek apodyktyczny, natarczywy agresor. „Smoczysko” można odebrać jako opowieść o niebezpiecznym człowieku, który wbrew pozorom wewnątrz jest łagodny, wrażliwy i znajdzie się obok niego ktoś, kto go wreszcie zrozumie, spróbuje pomóc, ujarzmić, a nawet spędzić resztę życia. W kolejnych bajkach autorka śmiało podejmuje drażliwe tematy, często przewijające się jeśli nie w naszym życiu, to jesteśmy świadkami tego obok. Mówi o samotności wśród tłumów, o wbrew pozorom ciężkim życiu celebryty, którego gwiazda i blask po jakimś czasie przygasa. O gwałcie, z którego skutkiem psychicznym ofiara często pozostaje sama. O podporządkowaniu się innym, byciu słabym charakterem, nie umiejętności mówienia o swoich uczuciach, życiu w cieniu i bezpieczeństwie innych. O młodzieńczej chęci podejmowania ryzyka, poznawania innych, czy miejsc, w których nierzadko po czasie odkrywamy mankamenty i doceniamy to, co mieliśmy. Ale też o tym, że zapominamy często, co nas kiedyś spotkało, czego doświadczyliśmy w życiu, skąd pochodzimy, jak łatwo i szybko zapominamy o złym losie, a dobroć innych bierzemy podwójnie, pławiąc się w bogactwie i pysze, które przybierają duże rozmiary.

 

 

 

 

Kolejnym opowiadaniem, które zrobiło na mnie ogromne i nieopisane wrażenie, to bajka „Sufit”. Autorka ekwilibrystycznie podejmuje w nim temat depresji. Jakie są jej objawy, jak przebiega psychicznie, jakie powoduje skutki i spustoszenie w całym organizmie:

„Życie jest nie do zniesienia. Ten stan wydłuża się i paraliżuje mnie. Nie podejmuję pracy, właściwie żadnej aktywności. Smutek zżera mnie od środka. Już dawno odciąłem się od rodziny, nielicznych przyjaciół. Nie mogłem znieść ich wsparcia, poklepywania po ramieniu, powtarzaniu jak mantra: „Przejdzie, zrób coś, wyjdź do ludzi, zmobilizuj się.”

Niezwykle sugestywnie, wywołuje w czytelniku naprawdę głębokie poruszenie i refleksję. Depresja, podobnie jak wiele innych chorób psychicznych przebiega bezobjawowo, uaktywnia się w stanach obniżonej odporności, wahań nastrojów, innych kłopotów ze zdrowiem fizycznym.

 

 

 

„Kukła i inne opowieści terapeutyczne” Lucyny Mijas zachwyca i głęboko porusza. Nie tylko retoryką, środkiem narracji, czy wyrazistymi bohaterami, ale przede wszystkim wymową, która nie ujdzie uwadze żadnemu czytelnikowi. Te opowiadania pomogą wielu odbiorcom spojrzeć na swój czy bliskich problem z nieco innej perspektywy, z innego położenia, pomogą się zresetować, nabrać dystansu, odciąć od codziennej potoczności, ale najważniejsze – pomogą zrozumieć. Emocje da się ujarzmić i niech jednym ze sposobów będzie ten zbiór bajek terapeutycznych dla dorosłych.

 

Chociaż książka jest nietypowych rozmiarów, zmieści się do każdej torebki, można ją zabrać i czytać niemal wszędzie. Na szczególną uwagę zasługują również czarno-białe ilustracje autorstwa Bartosza Gruszewskiego. Przy każdym opowiadaniu jest jeden rzucający się w oczy, ekspresywny.

 

Polecam!


 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 


 

18:15, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi