Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
wtorek, 31 marca 2015

Krystian zaskakuje, ciągle, nieustannie. Ale to dobrze, bo gdyby nie Jego szalona kreatywność, pewnie nie poznali byśmy się. Niedawno dowiedziałam się, że pisze teksty piosenek, a nawet pokusił się o debiutancką powieść „Przeznaczenie”, która czeka na swoją kolej u któregoś z wydawców. Ale doczeka się, wiem o tym :)

Krystianie, dziękuję za wywiad.

Życzę Ci nieustających inspiracji i spokoju duszy i serca, większej wiary w siebie oraz cierpliwości :)

 



Przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Nie mam jakiś szczególnych postanowień na ten okres, co nie oznacza, że jest on dla mnie obojętny. Ten czas wykorzystuję na przemyślenia związane z moją codziennością i życiem, jak i na te duchowe refleksje. Wiele zastanawiam się nad własną osobą, rozmyślam o tym, co muszę w sobie zmienić na lepsze. Oczywiście nie kończy się na rozmyślaniu czy wypowiadaniu tego co chcę zmienić, ponieważ wiele rzeczy udaje mi się w następstwie tego zrealizować. Postanowienia powzięte w tym okresie, są dla mnie bardziej motywujące od postanowień noworocznych.
Na pewno większy nacisk kładę na piątkowy post. Zazwyczaj w ciągu roku (choć tak być nie powinno) zdarza mi się go złamać, ale w Wielkim Poście tego nie czynię.

Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Z duchową nadzieją, ale taką istotnie autentyczną, przeżywaniem Zmartwychwstania. Oczywiście nie może zabraknąć świątecznego śniadania – choć posiłki w każdym okresie świątecznym odgrywają u mnie drugoplanową rolę.

 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?


Na pewno nie zapomnę „Bożych Ran” w Wielki Piątek. kiedy jeszcze smacznie spaliśmy mama wpadała z namoczonymi rózgami i okładała nas po nogach. Ból jak ból, ale to nagłe przebudzenie… Mama wymawiała przy każdym razie słowa: „Boże Rany”. Teraz to może by nawet sąd dzieci odebrał, za taką tradycję, ale ja nie widzę w niej nic złego.
Na pewno nie zapomnę do końca swoich dni, jak moja babcia z masła, za pomocą foremki wyciskała baranka wielkanocnego. Teraz to wszystko robota taśmowa, bez ducha, bez wyrazu.

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Tak jak w przypadku świąt Bożego Narodzenia również w czasie świąt Wielkiej Nocy staram się przeżywać duchowo ten czas. Nie przygotowuję się jakoś szczególnie, poza tym co już powiedziałem. Z pewnością teraz to będą inne święta, bardziej takie kameralne, ale postaram się na nie przygotować dobrze.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Barszcz biały. Ale w tym roku czuję, że pozwolę sobie na odrobinę szaleństwa i kulinarnego eksperymentu.


Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Pragnę wszystkim życzyć by ten czas przyniósł nadzieję, nie tylko pod względem duchowym czy religijnym, ale takiej nadziei czysto ludzkiej. Niech ta nadzieja dodatkiem wiosennej aury da Państwu energię do życia, wytrwałości do walki z przeciwnościami, o które każdy z nas się potyka. Życzę także wielu wzruszeń, które odnajdą Państwo w książkach i w swoich zainteresowaniach.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.



Autorka czterech tomików literackich. Swoją przygodę z wierszopisarstwem zaczynała typowo, już w szkole podstawowej. Matka, żona, mieszkanka wsi, którą wielbi w swoich wierszach ponad wszystko. A jest co, bo Podlasie, podobnie, jak nasze rodzime Bory są miejscem z mnóstwem tematów do inspiracji.

Wiersze Pani Anny poznałam współpracując z Wydawnictwem RW2010. Tomik „Huśtawka” z 2011 roku jest podzielony na poezję opowiadającą o przemijających porach roku oraz wierszach wchodzących w skład tytułowej „Huśtawki”, która według mnie doskonale opisuje ludzkie nastroje - huśtawka humorów i odczuć.

Drugi tomik „I tylko cząstkę mi siebie pozostaw...” z 2010 roku, to wiersze skłaniające nas do głębszej refleksji nad przemijającym czasem, ludzkim losem, egzystencją, oraz całym jestestwem. Co jest ważne, najważniejsze, w czym upatrywać piękna i gdzie szukać swojego miejsca na ziemi.

Pani Ani bardzo dziękuję za poezję wysublimowaną, pełną pięknej polszczyzny, bez krzyku, desperacji, chaosu. Poezję ze słowem lekkim jak wiatr.

Pani Aniu. Dwa tomiki wierszy Pani autorstwa: „I tylko cząstkę mi siebie pozostaw...” oraz „Huśtawka”, z którymi miałam okazję i przyjemność się zapoznać są piękną polską poezją. Czym dla Pani jest poezja w ogóle? Co Pani oddaje poprzez swoje wiersze?

Poezja to dla mnie jakby druga dusza. Czuję, że otrzymałam ją " z góry" z prośbą, aby ten dar dobrze wykorzystać. Poprzez poezję oddaję właściwie całą siebie, swoje emocje, uczucia, spostrzeżenia, marzenia. Poezja stanowi więź z czytelnikami, taką niewidzialną nić, która nas łączy.

Czytając Pani wiersze ma się przed oczyma obraz polskiej wsi. Tej bajecznie kolorowej, pachnącej zbożem, wielkanocną tradycją, którą zamieniła Pani w piękną bajkę. Skąd Pani czerpie inspirację do swoich wyrafinowanych wierszy?

Od ponad dwudziestu lat mieszkam i pracuję na podlaskiej wsi. Przyroda otacza mnie zewsząd, inspiracje są na wyciągnięcie ręki. Troszkę różnię się od rdzennych mieszkańców naszej wsi, ponieważ oni na wszystko patrzą innymi oczami. Ja do tej zwykłej, szarej codzienności staram się dodawać odrobinę magii. Żartobliwie dodam, że "sięgam, gdzie wzrok nie sięga". Podlasie, mimo wkraczającej galopem technologii to nadal miejsce pełne historii, tradycji, religijności, obrzędów i zwyczajów, z przydrożnymi krzyżami, kapliczkami. Piękne pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie. Trzeba tylko czasem chwilę przystanąć, wyciszyć się, popatrzeć na wszystko z dystansem.

Bajka na Wielkanoc

Chcecie bajki? Będzie bajka.

Malowała kurka jajka.

Te w paseczki, tamte w kwiatki,

te niebieskie jak bławatki.

Marudziły jej kurczęta.

Jajka ładne są na święta.

My też chcemy kolorowe,

wielkanocne, odlotowe.

Poszła mama do kurnika

zebrać jajka do koszyka,

wszystkie piękne malowane,

w różne wzorki, nakrapiane.

Kto w kurniku tak maluje?

Co z tych jajek się wykluje?

Kurka tylko zagdakała,

tajemnicy nie wydała.

 

Jest to także poezja bardzo czysta w przekazie, która nie krzyczy, pamięta o czytelniku. Dla kogo przede wszystkim Pani pisze?

Przeważnie moje wiersze skierowane są do ludzi młodych i tych już dojrzalszych, chociaż są i utwory pisane milusińskim. Czystość przekazu uważam za swój atut. Są czytelnicy, którzy lubią pogłówkować, co też autor miał na myśli pisząc dany utwór, ale ja otrzymuję informacje od czytających, że wolą, gdy czytanie ich nie męczy, chcą wiedzieć o czym czytają , a nie męczyć się nad testem na inteligencję. Taki czytelnik staje się wierny autorowi i chętnie do niego wraca, nawet po latach.

Kwiecień

Gdzie ten kwiecień,

który w głowie zawróci kobiecie?

Leśne fiołki we włosy jej wplecie,

by się mogła zadurzyć aż tak.

Gdzie ten kwiecień,

który wiersze układa poecie

o uczuciu największym na świecie,

kiedy serce odpowie na znak?

A ten kwiecień

z szaf sukienki wyciąga kobiecie.

Różne inne tam skarby znajdziecie,

jakich zwykle kobietom jest brak.

A ten kwiecień

czystą kartkę podsuwa poecie

i już zaraz przeczytać możecie,

że się można zakochać aż tak.

 

Gdy sierpień mija

Kradnę co mogę z tych sierpniowych dni -

słońce, pogodę, urok zwykłych chwil.

Rude koty w trawie, dzieci przy zabawie,

huśtawko - bujanie, cichutkie wzdychanie,

że to mi się śni.

Młodzieńcze lata uleciały gdzieś,

weno skrzydlata ty mnie słowem pieść.

Ja baba, ty baba, siadaj, opowiadaj,

może mi podpowiesz malutki czterowiersz,

gdy zasypia wieś.

Lato powoli ucisza swój śpiew,

jesiennej Pannie ustępuje Lew.

Odlecą bociany kluczem zadumanym,

weno moja droga nie odchodź od proga,

chcę słyszeć twój zew.

 

Chyba mnóstwo razy pytano Panią, jak się zaczęła ta Pani przygoda z wierszopisarstwem?

Początki to już zamierzchła przeszłość, chyba trzecia, czwarta klasa szkoły podstawowej, krótkie rymowanki, na wspomnienie których czasem się uśmiecham. Potem próby pisania w szkole średniej, nieco ostudzone przez nauczycielkę języka polskiego. A tak już na poważnie to zaczęło się w 2006 roku, kiedy już byłam matką czwórki dzieci i założyłam blog Wiersze Sercem Pisane. Powoli, małymi krokami zaczęłam zdobywać doświadczenie, które uwieńczyło wydanie czterech tomików wierszy. Dwa wyżej wspomniane oraz "Powrócę wierszem" oraz " W poszukiwaniu magii".

 

W tomiku „I cząstkę mi siebie pozostaw...” słowem wstępu są słowa Biskupa Drohiczyńskiego. Jak to się stało, że Biskup napisał Słowa Mądrości do Pani tomiku?

Na pomysł ten wpadła była Prezes Banku Spółdzielczego w Brańsku, Pani Zdzisława Maksymiuk, sponsor wydania trzech moich tomików. Bank od wielu lat współpracuje z Diecezją Drohiczyńską. Ks. Biskup Antoni Dydycz, obecnie już Senior, bardzo ciepło ze mną porozmawiał, wsłuchiwał się w czytane przeze mnie wiersze i napisał wstęp, za który jestem Mu bardzo wdzięczna, ponieważ podkreśla wartość moich utworów i zachęca innych do czytania.

Czy jest w Pani życiu poezja innego autora lub autorki, która jest dla Pani wzorem niedoścignionym?

Jest wielu autorów, których bardzo cenię, jak Asnyk, Leśmian, Gałczyński, Pawlikowska-Jasnorzewska, trudno by wymienić wszystkich. Skłaniam się ku poezji lirycznej, chciałabym pisać jak współczesny nam Cezary Buszman, ale on jest jak Pani pisze wzorem niedoścignionym.

Pani Aniu, jakie są te Pani wiosenne nadzieje? Czym dla Pani jest wiosna?

Wiosna to pora moich narodzin, jestem zodiakalnym Bykiem urodzonym 26 kwietnia. Wiosną jakby nam ubywa lat, chcielibyśmy poczuć się lepiej, młodziej, mamy wiele planów. Chciałabym kiedyś wydać kolejny tomik wierszy, ale to na razie odległe zamierzenia. Teraz czekam prawdziwego wiosennego rozkwitu przyrody, wiosennego odurzenia zmysłów zapachami i kolorami.

Wiosna to będzie

Wiosna to będzie majem kipiąca,

spragniona pieszczot życia królowa,

rozgrzana w ciepłych promieniach słońca

i taka inna, i taka nowa.

Zsuniesz mi z ramion białą koszulę,

ażur koronek westchnie na trawie,

a wiatr nam będzie szeptał najczulej

i nenufary pieścił na stawie.

Łąka nas przyjmie w swojej dobroci,

tak zapomnimy co tu i teraz.

Kropelki potu słońce ozłoci,

gdy we mnie będziesz żyć i umierać.

Gdzieś odpłyniemy białym obłokiem,

tam, gdzie nie znajdzie nas podłe słowo.

Wrócimy z naszych marzeń przed zmrokiem,

by celebrować noc księżycową.


Za tydzień będą Święta Wielkanocne. Jak wyglądają Pani przygotowania do tych najważniejszych Świąt w roku?

Pewnie jak u każdej Pani domu jest dużo krzątaniny, porządków i nadziei, że wszystko się uda zrobić na czas. Jeszcze do niedawna robiłam tradycyjne wędliny, kiełbasy, piekłam pasztet. Troszkę się to zmieniło, ale nadal robię wszystko, by na stole było smacznie i kolorowo. Będą baby, drożdżowa i piaskowa, sernik, pieczone szynki, schab z żurawiną i inne potrawy. Oczywiście królować będą jajka.

 

Tradycje Świąt Wielkanocy, które przekazała Pani mama, a które kontynuuje Pani do dzisiaj?

Z mamą ubierałyśmy tradycyjnie Palmę na niedzielę palmową. Musiała zawierać bazie wierzbowe. Bardzo lubiłam szare kotki na gałązkach. Malowałyśmy też jajka ugotowane na twardo w wywarze z łusek cebuli, wychodziły w bardzo ładnym, czerwono-brązowym kolorze. Potem polerowało się je szmatką z odrobiną masła, by nadać połysk. Można było wydrapać ostrym narzędziem wzorki. Z ubolewaniem stwierdzam, że kiedyś na wszystko było jak by więcej czasu. Teraz sięga się po gotowe produkty, bo tak łatwiej, szybciej, a tradycja powoli zamiera.


Podsumowując, co jeszcze chciałaby Pani na niwie poezji osiągnąć?
Chciałabym używać więcej gatunków poetyckich, poznałam już panthum, piszę tautogramy, limeryki, powstał jeden sonet. Kompozytorzy tworzą muzykę do moich wierszy, śpiewają piosenki, bardzo różne od poezji śpiewanej, po bluesy i piosenki ludowe. Ostatnio zdarzają mi się coraz dłuższe przerwy w pisaniu, mam nadzieję, że właśnie wiosna obudzi we mnie nowe inspiracje.

Powrót

Zdarzyło mi się niepisanie,
a to szczególna jest przypadłość,
gdy tak się chce, panowie, panie,
a tu coś gnębi niesłychanie
i myśli drążą niczym radło.

A ten czy ów z lekkością pisze,
jakby mu ktoś przypinał skrzydła.
Ja wokół słyszę tylko ciszę
i z głową w dół jak gacek wiszę.
O, bezczynności ma obrzydła.

Ale już czuję, idzie nowe
wraz z dłuższym dniem się z wolna budzi.
Zmieniam pozycję, wznoszę głowę,
dostrzegam światło kolorowe,
wracam do wierszy i do ludzi.

Anna Zajączkowska 7 stycznia 2014

 

Dziękuję, że zgodziła się Pani w ogóle na wywiad :)

To dla mnie było bardzo miło, że zechciała Pani ze mną porozmawiać, mamy jak zauważyłam wspólne pasje, jak fotografowanie i cieszę się ,że mnie Pani odnalazła.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

15:22, toksiazki12 , Poezja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 30 marca 2015

Pani Marta Grzebuła to osoba niezwykle sympatyczna, dla której Wielkanoc to czas bardziej spędzany na duchowym zamyśleniu, niż przygotowywaniu i pichceniu nieznanej ilości potraw. To zostawia bardziej na Święta Bożego Narodzenia.



Pani Marto,

dziękuję za wywiad. Życzę Pani spokoju serca, zdrówka oraz ułożenia wszelkich spraw pisarskich. Ciepłe życzenia kieruję również do Pani rodziny, bliskich i znajomych :)



Pani Marto, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie ma Pani postanowienia w tym czasie?

MG. To wyjątkowy czas, lecz bym miała w związku z tym jakieś specjalne postanowienia? Raczej nie. Dla mnie to jak z Dniem Kobiet czy Walentynkami, ponieważ mniej lub bardziej świadomie na co dzień stawiamy sobie jakieś cele, postanowienia. Trzeba zawsze o tym pamiętać co jest ważne, a nie od święta.

 

Z czym nieodłącznie kojarzy się Pani Wielkanoc?

MG. Z górą jajek… A poważnie, z refleksją. To wyjątkowy dzień. Każdy kto wierzy, wie o czym mówię.

 

Jeśli wraca Pani pamięcią do Wielkanocy swojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

MG. Za każdym razem pragnę, by tradycji stało się zadość, lecz teraz jest to trudne. Synowie rozjechali się po Świecie i odczuwam – nie tylko tego dnia – ogromną tęsknotą. Święta Wielkanocne, te z czasów dzieciństwa, były równie piękne jak Bożego Narodzenia. Latami dbałam o to, by odzwierciedlić je w swoim dorosłym życiu, w mojej rodzinie, i udawało się, lecz nie teraz czyli od pięciu lat. Zazwyczaj wtedy biorę dyżury by inni mogli spędzić ten czas w gronie bliskich. Mąż i pasierbica to rozumieją, no chyba że zapowiadają swój przyjazd synowie, wtedy wszystko jest tak jak kiedyś…

 

Czy ma Pani jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko swoje?

M.G. Chyba nie. Tradycyjnie; porządki, zakupy i przede wszystkim udział we Mszy Św. Ale bywa, że mam sporo dyżurów więc pozostaje mi modlitwa w domu, bądź „korzystam” z odwiedzin księdza na oddziale reanimacji. Rozmawiamy o życiu, wierze i tym wszystkim co i mnie dręczy. Przychodzi do chorych, ale także i do nas, pielęgniarek, które tego dnia pełnią dyżur. Dla mnie to wiele znaczy. Moje przygotowania dotyczą strefy ducha… A później tego, co ma pojawić się na stole.




 

Specjały kuchni wielkanocnej u Pani.

M.G. Jajka nadziewane. Mieszam żółtka z drobno posiekanymi pieczarkami, wcześniej ugotowanymi, a do tego „czapeczka” z pomidorka i sosik majonezowy. To ulubione przekąski synów. Do tego – zawsze – ryba po grecku. Lecz to jajka w każdej postaci, od sałatek po jajka w majonezie, sosie tatarskim, dominują. A pozostałe potrawy są tradycyjne jak niemal w każdym domu.

 



 

Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Staropolskim obyczajem dużo szynki życzę z jajem. 
Niech zające i barany pospełniają  WASZE plany.
Niech to będzie czas uroczy-życzę miłej Wielkanocy”

 

Kochani niech te chwile, jak i wszystkie wypełni radość.

Pozdrawiam Ciebie Agnieszko, i Tobie oraz Twoim bliskim, życzę Wesołych Świat.

Dziękuję za ten wywiad.

A.K. Ja także dziękuję :)




Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 



To, że Ania Szczęsna słynna jest z przesympatycznych i ciekawie poprowadzonych powieści dla kobiet, nie dziwi. Ale fakt, że Ania zasłynęła w pisarskim świecie nie jako autorka dłuższych form, tylko krótszych historii, w dodatku zabarwionymi nutą fantastyki, tego chyba nie spodziewałoby się większość z Was. No, a tak jest. Bez wątpienia, bo ja też nie wiedziałam tak do końca.

Podobnie z uwielbianym przez Anię Włocławkiem, tak historią „Pana Wróża” chciała podziękować wszystkim swoim przyjaciołom z Torunia. Miasto Aniołów? Hmmm....może takie nasze polskie Los Angeles? Niewątpliwie Toruń słynie z wkomponowanych w przepiękną architekturę figurek i malowideł na elewacjach wielu toruńskich budynków aniołów. I fajnie jest mieć świadomość, że takie polskie miasto aniołów jest i u nas.

Toruń, czasy współczesne. Ada, główna bohaterka czuje, że w życiu się wypaliła na wielu frontach. Nie tylko w pracy, nie tylko w związku, nie tylko uczuciowo, czy rodzinnie. Po prostu straciła ogólny sens, chęci. Za namową przyjaciółki Marty pójdzie do wróżki po poradę. Cała ta wyprawa okaże się splotem niesamowicie zabawnych, tajemniczych, momentami mrocznych, z dreszczem na plecach zdarzeń. Wróżka Elwira, okaże się postawnym, łysogłowym mężczyzną z wąsem, przez bliskich nazwanym Durszlakiem, którego wspólniczką została mamusia, przybywająca z zaświatów pomagać synkowi w pozyskiwaniu dobrych klientów. Od wróżbity Ada dowie się wielu ciekawych, ale i nieoczekiwanych specjałów ze swego życia prywatnego. Jak zginęła jej ukochana kotka Kamikadze, z kim zdradzał ją partner. Najbardziej drastyczną jednak dla niej wiadomością okaże się ta o stracie swojego Anioła Stróża. Czegóż chcieć więcej? Chyba już nic nie będzie w stanie ją bardziej zaboleć. Gdzie podział się jej Anioł, gdzie go w ogóle szukać? 

 


 

Poszukiwania Anioła poprowadzą Adę przez ścieżkę, pod osłoną nocy do mieszkania Aby. Spotkanie z Kolekcjonerem Zwłok, Śmiercią, a na koniec z równie tajemniczą Li i Leną będzie miejscem przystankowym, bo Anioł odnajdzie się, za to w jakich okolicznościach....

 

Zazwyczaj nie czytam takich historii. Podobnie z wróżbitami i ciemnymi magiami. Mam przeogromny dystans do tego typu „pomocy” - dobrych rad. I to nie jest też myślę kwestia wiary, czy etyki. Wiem, że to opowiadanie ma swoje drugie dno. Zwraca nam uwagę na bardzo istotną kwestię, jaką jest świadomość posiadania takiego Anioła Stróża. Ile opowieści o aniołach, jako symbolu naszej przynależności do tego ziemskiego padołu, tyle historii ludzi, którzy tej pomocy niejako doznali. Każdy musi sam odpowiedzieć na pytanie, jaka jest jego rola w środowisku, w życiu. No i czy wierzy w istnienie Anioła Stróża.




I tym sposobem muszę powiedzieć, że Ania wywołała we mnie wewnętrzną bitwę. Jestem sceptykiem, który za dowody osobiste musi mieć te namacalne, widoczne, mające swój zapach, kolor, barwę, plastyczność, tkliwość, czyli obracanym przez zmysły we wszystkie strony. Jednak wiem też, że istnieje coś takiego jak śmierć, jak życie, co toczy się swoim rytmem zmysłów nieograniczonych. To ekstrawagancja granicząca wręcz z magią. Wiem, nie odkryłam Ameryki, ale autorka bardzo widocznie stara się tą historią dać wyraźnie nam do zrozumienia, że trzeba być w życiu bardzo ostrożnym, nie kierować się tylko zdrowym rozsądkiem, ale przede wszystkim uczuciami. Tylko one umieją racjonalnie wytłumaczyć to, czego nie ogarniamy. A że jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do błędów i zagubienia. Ważne, by w odpowiednim momencie odnaleźć swojego Anioła.

Gratuluję autorce odważnego pomysłu. Owszem, fajnie byłoby przeczytać „Pana Wróża” w wersji max, ale i tak podziwiam ją za kreatywność i pomysłowość. Ale....żeby Jej nie rozleniwiać, dodam, by nie rezygnowała w żadnym wypadku z pisania kobiecych obyczajówek.

Lektura lekka, łatwa w obyciu, z bardzo dobrymi dialogami. Akcja poprowadzona w aurze toruńskich uliczek nadaje tempo następujących po sobie wątków. Niby czterdziestopięcio stronicowe opowiadanie, ale bardzo dobre!

Za lekturę inną niż wszystkie pozostałe dziękuję Autorce :)

 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

 

niedziela, 29 marca 2015

Podobno Święta Wielkanocne są tymi najważniejszymi w roku, ważniejszymi od Świąt Bożego Narodzenia. Jednak, śmiem twierdzić, że to właśnie ŚBN wywołują u Nas więcej radości, więcej przygotowań i większe zaangażowanie, niż Wielkanoc.




A w tym czasie przecież przyroda budzi się z zimowego snu i czaruje kolorami. W tym roku Wielkanoc wypada dosyć szybko, ale zima łagodna i łaskawa, pozwoliła Wiośnie przyjść znacznie szybciej i możemy cieszyć się Jej blaskiem już od pewnego czasu.

Rozpoczynam cykl świąteczny z autorami w roli głównej. Pierwsza odpowiedzi mi udzieliła Małgosia Rogala.

Małgosiu, dziękuję Ci bardzo ciepło i życzę Ci, byś raczyła nas słowem tak pięknym i ciekawym, jak czyniłaś to dotychczas. Jesteśmy chłonni Twoich dzieł i czekamy z niecierpliwością na kolejną ucztę dla ducha :) 

 

Małgosiu, przed Wielkanocą jest czas Wielkiego Postu. Jakie masz postanowienia w tym czasie?

Co roku obiecuję sobie, że przez ten czas nie będę jeść słodyczy. Na obietnicach się kończy. W tym roku, po rozpoczęciu okresu Wielkiego Postu miałam urodziny. Dostałam tort w kształcie książki. Co zrobiłabyś na moim miejscu, Aga? 

Aga: Ja? Oczywiście, że bym zjadła! I to z wielką przyjemnością! :)

 

Z czym nieodłącznie kojarzy Ci się Wielkanoc?

Wielkanoc kojarzy mi się przede wszystkim z kolorami: żółtym i zielonym, żonkilami w wazonie, pisankami i barankiem. To święto przypadające w okresie wiosennym, gdy przyroda budzi się z zimowego snu, a więc kojarzy mi się też ze słońcem i radością.




 

Jeśli wracasz pamięcią do Wielkanocy Twojego dzieciństwa, to jaka ona była? Co z tych tradycji pozostało do dzisiaj?

W przedszkolu malowałam pisanki. Każde święta wielkanocne (podobnie jak bożonarodzeniowe) spędzałam u dziadków na wsi, gdzie zjeżdżała się cała rodzina. Było bardzo wesoło, a my, dzieciaki, nie mogliśmy doczekać się lanego poniedziałku.

 

Czy masz jakieś specjalne przygotowania świąteczne. Takie tylko Twoje?

Myślisz o porządkach domowych, odsuwaniu mebli, myciu okien i tak dalej? Nic z tych rzeczy. Kupuję żonkile, muszę je mieć w wazonie w tym czasie, nie wiem dlaczego. I żółte tulipany. Co jeszcze? Ubieram poduszki na kanapie w świąteczne pokrowce, zmieniam serwetę na stoliku... To chyba wszystko.

 

Specjały kuchni wielkanocnej u Ciebie.

Pewnie takie, jak u większości ludzi: jajka na różne sposoby, sałatka jarzynowa, żurek, biała kiełbasa dla mięsożerców, sernik lub mazurek…

 



Słowa dla czytelników na ten wyjątkowy, świąteczny czas:

Wielkanoc to święto zmartwychwstania. Życzę wszystkim, żeby ten czas stał się dla Was źródłem duchowego odrodzenia, przyniósł radość, ufność i życzliwość oraz dał nową siłę do pokonywania trudności.

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z internetu. Ostatnie z życzeniami zostało nadesłane przez Małgosię Rogala.

piątek, 27 marca 2015



Nieodłączny, od zarania dziejów symbol Holandii, to tulipany. Jaki ma smak cebulka tulipana? Czy ktokolwiek z nas, współczesnych ludzi byłby w stanie posmakować tej goryczy? Bohaterka powieści „Smak tulipanów”, Nora de Jong, gorzki, cierpki i nie przełknięcia smak holenderskich tulipanów posmakowała razem z przeszłością.

Nieznana dotychczas przeszłość, wtargnęła w życie Nory de Jong, chirurga dziecięcego, frontowymi drzwiami jej domu w Houston. Tam żyła razem z matką i jej półroczną córeczką Rose. Wtargnęła niespodziewanie, przepychając się wraz ze śmiercią dwojga osób. Matką Anneke i obcego faceta, który prawdopodobnie dokonał makabrycznego rytuału na ciele jej matki, łącznie z morderstwem. Ta przeszłość dla Nory odkryje się zupełnie nieznanymi kartami. Opisze jej słowami wielu obcych osób prawdę o jej rodzicach.



W dniu napadu i zabójstwa Anneke, okaże się, że została porwana Rose. Zrozpaczona matka, która nie ma żadnego poparcia i prawdziwej pomocy ani od policji, czy służb federalnych, zdolna jest do masy poświęceń. Nora śladami zabójcy uda się do Holandii, do Amsterdamu i odbędzie wycieczkę śladami historii.

A wszystko to poniekąd za sprawą małej, metalowej skrzyneczki, znalezionej na strychu, w domu. Kiedy policja stanowa i federalna rozłoży ręce, wypierając się jedynie znalezionymi poszlakami, cierpliwością i mozolnym systemem przepływu informacji, Nora weźmie sprawy w swoje ręce. Odbędzie podróż do kraju, w którym w przeszłości mieszkali rodzice. Zdesperowana kobieta, której porwano córkę, zdolna jest do bardzo wielu niesamowicie ryzykownych rzeczy. Sfałszuje potrzebne dokumenty, by dostać się do Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojennej. Kierownikiem i doktorem Instytutu jest jej dawna miłość, biologiczny ojciec Rose - Nico. Spotkanie po czasie, między tym dwojgiem, nieobojętnych sobie ludzi zaowocuje pewną nutą miłości.



W poszukiwaniu tożsamości i prawdy o rodzinie, Nora uda się do zakonu, do chorej na umyśle ciotki Saartje. Dowie się o istnieniu jeszcze jednej rodziny – tej drugiej, z zakiełkowaną chorą, apodyktyczną, porywczą, gwałtowną nienawiścią i chęcią zemsty na rodzicach Nory, byłych członkach nazistowskiej holenderskiej partii NSB za czasów II wojny światowej. Dla Nory przeszłość ta okaże się nie do udźwignięcia. Nie będzie umiała nie tylko sobie tego wyobrazić, nie mówiąc o tym, że w pewnym momencie przyjdzie jej się z nią zmierzyć.

Finalny etap poszukiwań Rose, przyniosą Norze jeszcze bardzo bolesną prawdę. Ojciec, który ją wychowywał okaże się nie tym, za którego się podawał, a żydowskie pochodzenie uświadomi jej wagę i głębokość ran. W poszukiwaniach wspierać Norę będzie już nie tylko Nico, ale i przyjaciółka Marijke, która początkowo nie rozumie zachowania przyjaciółki, jednak czas sprawi, że kobieta zmierzy desperację i możliwości matki poszukującej córki i prawdy.

 

Autorka osadziła losy bohaterów w wielowarstwowej przeszłości z historią, trudnymi i ciężkimi wydarzeniami. Zastanawiam się, jakiej dokonać klasyfikacji książki. Czy jest to kryminał z historią w tle, czy raczej powieść obyczajowa? Czy da się ją jednoznacznie określić? Chyba raczej nie. Myślę, że posiada elementy każdej z nich po trosze. Do tego świetne dialogi, szybko rozgrywające się sceny, ta elektryzująca akcja, dzięki której czyta się tę powieść w miarę szybko. Najbardziej przytłaczało mnie bogactwo opisów. Trochę wyrywało z ciągłości czytania i chęci, by dowiedzieć się, co się dalej wydarzyło. Całość zamknięta w jedną historię.


Lektura warta uwagi i godna polecenia, za którą bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu:




 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

środa, 25 marca 2015

„...Słowo pisane jest przecież potęgą.”

Wersem wyrwanym z wiersza „Słowo pisane do Ciebie” chciałabym zacząć moje skromne słowo o poezji Pani Basi Śnieżek, który oddaje siłę i moc, jakim jest właśnie słowo pisane. Z wierszami Pani Barbary spotkałam się w Internecie na facebookowych stronach poetyckich. Nie ma nic piękniejszego, jak czytanie wierszy, z którymi zżyłam się na dobre, a do tego wiersza zaglądam zawsze, kiedy mam napisać coś swojego.


 

Drugi tomik Pani Basi Śnieżek, to gra zmysłów, zapachów, myśli, które wypływają niejako z wierszy autorki. Już sama okładka czaruje swym wdziękiem, a wiersze? Cóż. Do poezji trzeba umieć podejść z tej właściwej strony. Poezja daje wyraz naszym emocjom, układa się jak puzzle w impresjonistyczny obraz.

Cztery rozdziały tworzą niejako zamkniętą całość, jakoby opowiadanie uzyskane odpowiednim układem i doborem wierszy. Wielka różnorodność tematów, nastrojów, a także formy i budowy wierszy, rytmów oraz rozmieszczenia rymów w poszczególnych wierszach. Wiersze te są rytmiczne, mają swoją melodię, są swobodne, lekkie, dosłowne i prawdziwe. Początek i koniec każdego rozdziału jest zaopatrzony w przepięknie brzmiące przerywniki – myśli, posiadające znamiona haiku, zawierające w kilku słowach głębokie treści, które zmuszają do chwili zadumy, refleksji.

Autorka w swym nowym tomiku porusza wiele ciekawych tematów: o poetach, miłości, emocjach, tęsknotach, rozstaniach i powrotach, o życiu od chwili poczęcia, aż do jesieni życia. Są wiersze poważne i żartobliwe. Są także wiersze pochwalne i dziękczynne. Za co? Za najcenniejszy dar, jakim jest właśnie życie. Jego uroki, ale i ciężkie dla człowieka troski. Krótko mówiąc – blaski i cienie człowieczego jestestwa.

Podobnie, jak w pierwszym tomiku, ostatni rozdział zawiera wiersze, które można czytać również dzieciom. Piękne, melodyjne, wręcz pioseneczki śpiewane przez Babcię Basię, ale też wiersze, z których dzieci mogą się czegoś nauczyć.

Dla mnie ten tomik oddaje znakomicie osobę Autorki. Skromna, zawsze uśmiechnięta, miła, sympatyczna, wielka duchem i sercem. Bo taka jest Jej poezja – ciepła i radosna, nawołująca do tego, abyśmy cieszyli się życiem, każdą jego drobną, miłą chwilą...

 

Pani Basia na samym początku swojego tomiku zamieściła cytat Phila Bosmansa „Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same”. Jakże w dzisiejszych czasach mocne na wartości. Czym są te najpiękniejsze chwile w życiu? Dla każdego ta cenna chwila będzie miała inną wartość i wymiar. Dla jednego będzie to miłość, przyjście na świat dziecka, ślub, czy nawet powodzenie w pracy. Ja jednak myślę, że te najpiękniejsze chwile są w nas samych. To my dajemy im początek, i tok, który jak maleńkie ziarenka w klepsydrze opadają na nasze ścieżki.

 

Cieszmy się chwilą

 

Wesołe kwiatki na łące się ścielą:

maki, bławatki, rumianki, kąkole...,

błękitem, żółcią, czerwienią i bielą

pomalowały kolorowo pole.

 

Matka natura ciągle nas zachwyca;

zamiera zimą, by odrodzić wiosną,

bierzmy z niej przykład - rozchmurzmy oblicza,

cieszmy się każdą swą chwilą radosną.

 

Po mrocznych czasach znów jasne przypłyną,

nie można przecież trwać w ciągłym marazmie!

Czas leczy rany, więc bóle przeminą.

Uwierz, dla ciebie też słońce zabłyśnie!

 

Po deszczowych dniach, wychodzi słońce. I tego w życiu należy się trzymać. Cieszyć się z wolności, Matki Natury wpychającej w serce piękno oraz kolory mieniące się wokół nas. A to chyba jest najważniejsze. Jeśli znajdzie się swój kierunek, można z pełnym optymizmem i radością brnąć przed siebie.

 

Przemijanie, czas następujących po sobie kadrów. Bo taka jest kolej rzeczy. Najpierw rodzimy się, jesteśmy piękni i młodzi, chłonni życia, ale niestety, powiedzmy sobie wprost, i nas czeka ta jesień życia. Po latach usiądziemy sobie z albumem i powspominamy:

 

Czy pamiętasz

 

Czy pamiętasz

jeszcze

z przeszłości

dziewczynę

z warkoczem,

jak na tej

starej fotografii?

 

Czy potrafisz

cofnąć

bieg czasu

na chwilę,

powrócić

wspomnieniem...

Powiedz,

czy potrafisz?

Zbyt szybko

uciekły

te lata

młodzieńcze,

przeminęły

z wiatrem

i czas

nas odmienił.

Pozostały

mgliste

wspomnienia -

nic więcej...

Teraz nastał

już czas

życiowej

jesieni.

 

 

 

Alleluja!

 

Gdy nastaje wiosna,

wtedy wieść radosna:

Chrystus z martwych wstaje -

nadzieję nam daje.

 

Cieszymy się z tego

dnia tak wesołego,

składamy życzenia -

oby do spełnienia.

 

Święcimy baranka,

malujemy jajka,

robimy psikusa

wodnego w Dyngusa.

 

O tradycję dbamy,

zapomnieć nie damy!

Tak z dziada pradziada

świętować wypada.

 

 

 

Niech do Was również poezja Barbary Śnieżek wpłynie do serca „łódką z kartoniku” po „bajkowej łące”... Do mojego już wpłynęła.

 

Dziękują Pani Basiu całym serduchem :)

 

Wszystkie fotografie są mojego autorstwa.

 

wtorek, 24 marca 2015

Kilka dni temu miała miejsce premiera "Stojąc pod tęczą" Doroty Schrammek, nakładem Wydawnictwa Świat Książki.

Z moją recenzją zdążyliście się już zapoznać. Jeśli nie, to zapraszam pod link:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2015/03/Matki-zony-i-przyjaciolki-w-Stojac-pod-tecza.html


Powieść bardzo ciepła, z odpowiednią dawką humoru. Powieść-debiut autorski. Ale nie to jest ważne. Ważne jest to, że zarażona już twórczością Doroty, czekam na więcej takich powieści. Także nie pozostaje Jej nic innego, jak siadać i pisać :)

W związku z premierą i dzisiejszym Międzynarodowym Dniem Życia, niejako w kontekście fabuły powieści, postanowiłyśmy z autorką ogłosić bardzo ciepły i wiosenny konkurs.

Opiszcie, jakich macie przyjaciół. Szczerych, prawdziwych, takich z którymi można konie kraść, itp. Pochwalcie się nimi, jacy oni są, albo jacy byli.  A jeśli nie macie, to opiszcie, jakich chcielibyście mieć. Wszystko zależy od Waszej inwencji. Najciekawszą odpowiedź wytypuje oczywiście autorka powieści Dorota Schrammek. 

Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, tj. we wtorek 24 marca, a kończy się za tydzień 31 marca b.r. o godz. 24:00. Wyniki ogłoszę, jak autorka podejmie decyzję. Mam nadzieję, że kilka dni po zakończeniu konkursu :) Ważne, byście zostawili swoje namiary w postaci e-maila!


Nagroda:


 

 

Życzymy powodzenia! :) 

 

Nagrodę ufundowało Wydawnictwo:

 



poniedziałek, 23 marca 2015
"Robert i Róża. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej" Małgorzata Klunder
A NA PAMIĄTKOWEJ W POZNANIU NIGDY NIE PADA DESZCZ
Róża i Robert, i ich wchodzące w dorosłość dzieci − Gosia (Perełka), Jan Peregryn oraz Elanora Pulcheria, dla swoich po prostu Elka, to główni bohaterowie pierwszego tomu opowieści o rodzinie o wdzięcznym nazwisku Niziołek. Wszyscy czytają książki, a numerem jeden jest zdecydowanie Władca Pierścieni. Na przekór nadmiernej konsumpcji i wyścigowi szczurów, Niziołkowie oddychają atmosferą książek, żyją życiem bohaterów, toczą boje w ich imieniu, sami tworząc niezwykłą historię zwykłej, wielopokoleniowej rodziny. Powtarzając za Autorką, śmiemy marzyć, że Niziołkowie podarują Wam odrobinę uśmiechu i wzruszeń, jednocześnie wnosząc do Waszych domów ciepło i ponadczasowe, niezmienne wartości. 
UWAGA! Zaraża miłością do... książek!
NIZIOŁKOWIE Z ULICY PAMIĄTKOWEJ MAŁGORZATA KLUNDER         REPLIKA 2015

 

"Tajemnica Edwina Drooda" Charles Dickens 

OSTATNIA POWIEŚĆ CHARLESA DICKENSA, KTÓRA DAŁA POCZĄTEK MROCZNEJ LEGENDZIE 

 

REPLIKA 2015 TAJEMNICA EDWINA DROODA CHARLES DICKENS

 

Tytułowy bohater, młody architekt Edwin Drood, od dzieciństwa przyrzeczony jest pięknej Rosie Bud. Mimo, że ich uczucia dawno wygasły, nadal są ze sobą związani. O serce dziewczyny ubiegają się także inni mężczyźni, co dodatkowo komplikuje sytuację. W tle powieści unosi się duszny klimat epoki wiktoriańskiej, majaczą opiumowe wizje i dwuznaczny erotyzm. Pewnego dnia w tajemniczych okolicznościach Drood znika i ślad po nim ginie… 

Na początku 1870 roku Charles Dickens, ceniony przez krytykę i uwielbiany przez czytelników spełniony pisarz, decyduje się podjąć wyzwanie i… napisać kryminał. Powieść ukazuje się w odcinkach, lecz na zawsze pozostaje bez zakończenia… 

Tajemnica Edwina Drooda okazała się być jeszcze bardziej tajemnicza niż zamierzył to Dickens. Pisarz zmarł, zanim dokończył powieść, a na przestrzeni lat pojawiło się wiele spekulacji dotyczących jej związków ze śmiercią autora. Książka doczekała się wielu interpretacji, alternatywnych zakończeń, spiskowych teorii i zaskakujących finałów. 



W tym wydaniu książki zamieszczone zostały trzy wersje możliwego zakończenia powieści i rozwiązania tajemnicy Edwina Drooda. Autorem jednej z nich jest G. K. Chesterton, słynny autor opowiadań kryminalnych i wybitny znawca twórczości Dickensa. 



Książka jest kontynuacją pierwszej części, bestsellerowego poradnika „Ciężarówką przez 9 miesięcy”. I bynajmniej nie o samochód tu chodzi, a ciążę. „Dzieciozmagania. Z maluchem przez pierwsze 5 lat”, to nie jest jakiś tam poradnik, bo naprawdę nie można tego tak nazwać. To niesamowicie gruba księga, licząca ponad siedemset siedemdziesiąt stron dobrych rad, o tym jak zacząć pielęgnację maluszka od momentu narodzin, po każdy kolejny roczek, który jest czasem pełnej uwagi dla naszych dzieci.


 

Przyznam się szczerze, że zamówiłam tą książkę z zupełnej ciekawości, wszak mam dzieci już jednak trochę starsze, niż przewiduje publikacja, ale nie żałuję, że zamówiłam. Skarbnica wiedzy nie tylko czysto teoretycznej, ale przede wszystkim poparta konkretnymi przykładami. A to jest myślę ważne. Dlaczego?

Ile wokół nas jest takich „chodzących ksiąg mądrościowych” w postaci naszych mam, teściowych, dobrych cioć, znajomych? No właśnie. Do tego dochodzi mądry wujek Google. Jednak nie wiem, czy nie lepiej czasami mieć po prostu pod ręką to, co potrzebne. Wystarczy sięgnąć ręką, otworzyć, na spisie znaleźć i przeczytać.

 

Tym bardziej, że książka napisana jest bardzo takim lekkim, zabawnym stylu, który wyróżnia wszystkie wokół, bo tak sobie myślę, że lepiej jest przeczytać radę dobrego rodzica, niż sztywnego ekspercika, który na dodatek nie doda nam otuch, nie poklepie po plecach. A w tej książce znajdziecie masę porad, ale też i pomysłów rodziców, którzy przeszli to na własnej skórze i poradzili sobie swoją pomysłowością, pracowitością.

Bo czy urodzenie dziecka jest ściśle związane z tym, żeby siedzieć w domu, zamknąć się przed światem i tylko jemu podporządkować całe następne lata? Nie. Dziecko jest częścią nas i powinno zaistnieć w naszym świecie, by nas obserwować we wszystkich dziedzinach życia. Od śmiechu przez łzy. Nie można zamykać się w butelkowym i pieluszkowym świecie, który całkowicie nas pozbawi całej przyjemności i radości płynącej z macierzyństwa.


 

Bardzo przypadł mi do gustu rozdział, którego przeczytałam z wielką przyjemnością, kiedy jest najwłaściwszy czas, by dziecko poszło do przedszkola, czy do szkoły. Jak to właściwie jest z tymi pierwszymi sygnałami, kiedy właściwie ocenić, czy faktycznie nasze dziecko jest na to gotowe. Gotowe, by wejść w świat swoich rówieśników, gotowe, by odejść od maminej spódnicy. W bardzo ciekawy sposób przedstawiono też powszechnie panujący pogląd, dlaczego rodzice nie zawsze szybko wracają do pracy, jak dziecko już pójdzie do przedszkola, czy szkoły i jaki powszechnie panuje pogląd, co my robimy w domu, kiedy jest cicho, pusto, reszta domowników jest w swoich obowiązkach? Hm.....bardzo ciekawe i trudno się z wymienionymi w książce twierdzeniami nie zgodzić.

 

Ponadto w księdze tej znajdziecie mnóstwo ciekawych porad: jak być mądrym rodzicem, jaki sposób wychowania wybrać, jak ojcowie traktują swoje ojcostwo, jak nauczyć dziecko dobrych manier, pewnego stopnia samodzielności, grzeczności, jak rozmawiać z nim o emocjach, jak rozmawiać o trudnych sytuacjach w rodzinie, a także jak dbać o jego zdrowie, szczególnie w czasie zachorowań na grypę, bądź zwykłe przeziębienie. Jak rozpoznać pierwsze sygnały mówiące o tym, że coś z naszym dzieckiem jest nie tak-czyli, jak rozpoznać, kiedy jest to choroba wrodzona, jak np. autyzm, zespoły nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, czyli słynne ADHD i ADD. Prawdy i mity o szczepieniach, o dietach dla alergików. Książka zawiera także przykłady różnych zadań i zabaw, które mają pomóc nam-rodzicom przy wychowywaniu swoich dzieci.


 

Polecam „Dzieciozmagania” nie jako recenzentka, ale przede wszystkim jako mama. Przecież wszyscy chcemy mieć szczęśliwe i zdrowe dzieci. A ta książka tylko nam pomoże, by osiągnąć dobrze obrany cel.

 


 

Za książkę, cierpliwość oraz zaufanie z całego serca dziękuję Pani Iwonie Wodzińskiej oraz Wydawnictwu:




 

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.

 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi