Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
sobota, 31 grudnia 2016

 

 

Kochani!

Koniec roku już tuż, tuż, nowy za rogiem się skrada, by na znak wejść i się rozgościć.

Nigdy nie robiłam żadnych podsumowań ani planów i tej tradycji trzymam się od bardzo dawna. 

Dziękuję Wam za ten rok. Różnorodny, wielowątkowy. Wiele się wydarzyło i dobrego, i złego. Myślę, że jednak wszystko się zrównoważyło. Dziękuję za Wasze dobre słowa, za to, że jesteście. 

A czego Wam życzyć?

Zdrowia, radości i słoneczka każdego dnia, więcej życzliwych ludzi wokół siebie, spełnienia wszystkich marzeń i realizacji planów. Niech Wam się wiedzie :)

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli macie wolną chwilę, zamieszczam link do wywiadu, którego udzieliłam Krystianowi Karolowi Lisowskiemu. Zazwyczaj to ja pytam, inni odpowiadają. To jest wyjątkowa rozmowa, bo o poezji, literaturze, czyli o wszystkim, co dotyczy i mnie, i Was. Niezobowiązująco, na spokojnie :)

Krystiana też już poznaliście na moim blogu, teraz zapraszam i do niego na stronkę :)

 


 


 

 

http://lisowsky.com.pl/wszystkie-rozmowy/agnieszka-krizel/

 

20:51, toksiazki12 , Inne
Link Komentarze (2) »

 

 

 

 

Wydawnictwo Naukowe PWN

Ilość stron: 200

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://ksiegarnia.pwn.pl/Laboratorium-w-szufladzie-Matematyka,621213986,p.html#emp-product-reviews

 

Bałam się tej książki w pierwszej chwili dotknąć. Matematyka strasznie komplikuje przecież życie. Matematyka dla mnie to „szara materia” niezrozumiała, trudna, kłopotliwa, denerwująca. Tego, co nauczyliśmy się w szkole, nic oprócz prostych i podstawowych działań na liczbach nie wykorzystamy w życiu codziennym, chyba, że do prac naukowych. W ogóle, nie będę ukrywała, że nauki ścisłe nie robiły na mnie w szkole żadnego wrażenia, poza poczuciem obowiązku. Tylko przykry obowiązek.

 

Bardzo cieszę się, że powstała tak wspaniała seria książek „Laboratorium w szufladzie”, że autorzy tych książek wychodzą naprzeciw oczekiwaniom już nie tylko uczniów, ale nas, rodziców, że te książki wnoszą coś zupełnie nowego, ale przede wszystkim niesztampowym, nowatorskim podejściem do danego tematu pokazują, że nauki ścisłe mogą być przyjemne. Taka powinna być nauka w ogóle. Uczyć powinniśmy się z przyjemnością, a nie z poczuciem przymusu i obowiązku.

 

Kilka tygodni temu mieliście okazję poznać recenzję „Laboratorium w szufladzie. Biologia” Stanisława Łoboziaka. Przypomnienie:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/12/8222Laboratorium-w-szufladzie-Biologia8221.html

 

Jak w ogóle wygląda laboratorium matematyczne? W ogóle takie istnieje?

„Jak wykazują naukowcy, rozwój pojęć matematycznych jest niezwykle silnie związany z wyrabianiem poczucia własnego ciała, a następnie z opanowywaniem percepcji przestrzennej i zdolności manualnych. Najlepsi matematycy to nie ci, którzy w dzieciństwie liczyli patyczki, ale ci, którzy grzebali rękoma w błocie, budowali z klocków, wisieli na trzepaku głową w dół... słowem ci, którzy aktywnie i twórczo poznawali otaczający ich świat. Zdobyte w ten sposób doświadczenia pozwalają bowiem rodzić się w głowie nowym, niesamowitym intuicjom – symetrii, równoważności, nieskończoności...”.

 

 

 

Przyznam się szczerze, że książka robi wrażenie. Podejście do matematyki w zupełnie inny, nowatorski sposób nie odpycha, a przyciąga. Prosty język, wiele doświadczeń, ujęcie ciekawostek w możliwie nieskomplikowany sposób, przede wszystkim zrozumiały i przejrzysty oraz pokazanie samego przedmiotu od zróżnicowanej strony, to cechy, które książkę, a nawet serię laboratoryjną wyróżniają na tle innych. Pozycja wywołała u mnie zdziwienie, ale też odkryła ciekawe aspekty i tajemnice powstawania stóp metrycznych. Jak to i co to?

 

A no, pasjonatka poezji wreszcie ma okazję zobaczyć, jak tworzy się poezja rytmiczna i rymowana, bardzo charakterystyczna dla matematyków. Nawet jedną matematyczkę pisującą poezję rytmiczną i rymowaną znam, Wy też ją znacie, bo kilkukrotnie gościła na łamach bloga. Ale, zanim do stóp metrycznych przejdę, zacznijmy od samego początku, czyli o tak wszechobecnej w naszej codzienności symetrii, okazuje się – jednej z fundamentalnych pojęć matematyki i nauk przyrodniczych. W tym rozdziale autorzy opisują nie tylko jej podstawy, ale też na konkretnych przykładach, zachęcając nas bardzo sugestywnie do udziału w doświadczeniu, pokazują jak można „bawić się” lustrem. Symetria to także palindromy – słowo lub zdanie, które czytane z lewa na prawo i odwrotnie brzmią tak samo oraz kalejdoskopy i wycinanki, które ściśle są przypisywane symetrii obrotowej i fleksagony – konstrukcje z papieru mające własności cykliczności.

 

 


Najciekawszym, jak dla mnie rozdziałem jest ten o stopach, tańcach i ornamentach. Jak się okazuje, symetria występuje także w tańcu. Tutaj szczegółowo zostaje wyjaśnione działanie symetrii translacyjnej. Stopy metryczne to charakterystyczne ułożenie długich i krótkich sylab, które są podstawą budowy wiersza. Słynne moskaliki i limeryki z odpowiednią liczbą rymów i sylabą, odpowiednim akcentem, odpowiednią liczbą wersów, równym metrum, ale powinny też przedstawiać konkretny obraz jakiejś historii. Ornamenty, to słynne wycinanki, które często wycinaliśmy na lekcjach techniki w szkole.

 

W następnych rozdziałach do doświadczeń i przykładów kolejnych grup symetrii będzie można użyć własnoręcznie wykonanych narzędzi, jak np. wycinarki do styropianu ze struny do gitary. O kafelkach mówi się tu, jak o bardzo dobrych przykładach geometrii. Tłumaczy się, co to są bryły dualne i z wykorzystaniem ogólnodostępnych, prostych przedmiotów, jak wyciorki czy słomki można wykonać nawet skomplikowane ośmiościany, czworościany oraz ich kartonikowe odpowiedniki. Ba! Autorzy pokusili się nawet o wykorzystanie do tego celu sera żółtego, styropianu, czy masy modelarskiej.

 

Znajdziecie tu też wiele interesujących informacji o tajemnicach sztuczek karcianych. Autorzy zachęcają do zbudowania własnej maszyny szyfrującej, na wzór słynnej Enigmy z pudełka po płycie CD. Możecie zrekonstruować teren, wykonać tomograf, a nawet desery stożkowe.

 

Widać, że doświadczenia na potrzeby publikacji sprawiały autorom wiele zabawy. Z książki przede wszystkim przemawia do nas pasja w dziedzinie nauki często przez wielu nielubianej. Przyznam, że na mnie zrobiła wielkie wrażenie i dużo się z niej dowiedziałam. Nie trzeba zaraz się jeżyć. Matematyka nie gryzie, a jak widać wnosi wiele dobrego i pozytywnego.

 

 

 

„Laboratorium w szufladzie. Matematyka” autorstwa Łukasza Badowskiego i Zasława Adamaszka to praktyczne i edukacyjne podejście do teorii matematyki. Książka podzielona jest na osiem podstawowych rozdziałów, oznaczonych odpowiedni kolorem do stopnia ich trudności. Napisana prostym, zrozumiałym językiem, doświadczenia są bardzo opisowe, wiele tłumaczące i wnoszące w teorię działów matematyki. Edukacyjny wydźwięk książki ma ścisły związek z jej merytoryką, która nie odpycha, a zachęca do spojrzenia na ten przedmiot z zupełnie innej strony. To będzie fajna i ciekawa przygoda dla Was. Zupełnie inaczej uczy się przedmiotu na przykładach. I co najważniejsze, dzieciaki będą miały fajną przygodę z tymi wszystkimi konstrukcjami i budową modeli przestrzennych.

 

Polecam, bardzo!

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 


 

 

20:29, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2016

 

 

 

ZAGINIĘCIE - Audiobook
Czyta: Krzysztof Gosztyła
Długość: 13 godz. 3 min.

 



Znowu będę się powtarzać, ale co ja no to poradzę, że Mróz jest marką samą w sobie, w dodatku na bardzo wysokim poziomie. Powtórzę również to, że nie ma lepszego lektora od Maestro Gosztyły. Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy bardzo głupi pomysł zastąpienia tego głosu innym, to po prostu niech się zastanowi tysiąc, albo i więcej razy! Mam też jedno ciche i skromne marzenie w związku z serią tych książek, by w końcu udało się to zekranizować. Przez moment zastanawiałam się nawet, kto mógłby zagrać główne role.

 

Zatem, drugie spotkanie z parą zupełnie nieprzewidywalnych prawników uważam za absolutnie udane. Pod każdym względem. Skąd autor czerpie te wszystkie pomysły, nie wiem, ale talent ma niezwykły. Odsłuchuję ostatnią, czwartą część powieści i po prostu za każdym razem mnie zaskakuje. Cieszę się, że Chyłka jest właśnie taka jaka jest, a Zordon zaczyna przy niej nabierać pewności siebie. Ta para to mieszanka wybuchowa charakterów i światopoglądów.

 

 

 

Polubiłam Chyłkę za jej temperament, cięty język, ripostę i równe traktowanie każdego swojego rozmówcy, bez względu na status społeczny, powiązania rodzinne, wykształcenie, itp. Dla niej wszyscy są równi i w ogóle się z tym nie kryje. Telefon w środku nocy o zaginięciu trzyletniej córeczki dawnej znajomej Angeliki, wywoła wielkie zamieszanie. Tym bardziej, że znajoma wcale do grupy lubianych nie należy. Zniknięcie trzyletniego dziecka w środku lasu, z domku letniskowego budzi wiele emocji, nie tylko u pary słynnych prawników lecz w światku dziennikarskim szczególnie, bo ojciec dziecka – Awit, to znany biznesmen. Sprawa potoczy się dla niego bardzo niefortunnie. Brak śladów włamania do domku sprawią, że cień podejrzeń padnie na rodziców. W trakcie przesłuchania wychodzą skrywane przez małżonków tajemnice. Chyłka z Zordonem podejmą trop poszukiwań, który zawiedzie ich nawet za białoruską granicę. Oliwy do ognia doleje Angelika zmieniając całkowicie front swoich zeznań, obciążając Awita za śmierć córki, agresywne zachowanie wobec niej samej, kiedy dowiedział się, że owy białoruski gangster jest jej kochankiem. Czy Chyłka zdoła wybronić swojego klienta?

 

Mróz idealnie obmyślał intrygę, wplótł wątki sensacyjno – kryminalne, użył bardzo sugestywnie żargonu prawniczego, a jeszcze w wykonaniu Chyłki i Zordona, ten element w książce zyskuje podwójnie na wartości. Akcja nakreślona z wielkim rozmachem, idealna na scenariusz filmowy. Cieszę się, że kontynuuję przygodę z duetem prawniczym. Jestem w trakcie odsłuchiwania czwartej części. Mróz zaskakuje, intryguje, jest znakomity w swoim fachu. Powieści spod Jego lekkiego pióra są jak misternie utkane łańcuszki. Autor wykazuje się niezwykłą precyzją i kunsztownym zakończeniem. Za każdym razem wbija mnie w fotel. Powieść kończy się zaskakująco, ale powiedziałabym, że to zakończenie było raczej do przewidzenia. Joanna pójdzie za głosem sumienia, pozwoli dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi. Kordian z kolei nie zrobi niczego wbrew założeniom kancelarii.

 

 

 

„Zaginięcie” Mroza to dynamiczna akcja, która wciąga od pierwszych wersów, idealnie wpleciona intryga oraz dopracowane wątki. To kryminał i powieść sensacyjna w jednym. Prawnicy są po to by bronić, owszem, ale u Mroza są też i detektywami, często drążącymi w temacie na tyle długo, by otrzymać to, o co walczyli. Tutaj jest dopracowany każdy szczegół. Oprócz głównych bohaterów, ważnymi stają się też bohaterowie poboczni oraz każdy szczególik i detal, który w śledztwie jest niezwykle ważny.

 

Cieszę się, że autor pisze tak a nie inaczej, cieszę się, że stworzył Chyłkę, z którą utożsamia się charakterem wiele kobiet. Wreszcie, czekam na piąty tom, bo tak to się przecież nie może zakończyć. Zdradzę Wam tylko, że trzecia część serii to „Rewizja”, w której jest kompletnie przewrócenie życiowych rozterek i problemów natury osobistej Chyłki do góry nogami. Ale... Chyłka jak kot, zawsze spadnie na cztery łapy.

Polecam!

 

17:55, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2016

 

 



PRL. Przedstawienia będzie pierwszą książka z serii Teatr publiczny. Przedstawienia 1765–2015 wydawanej wspólnie przez Państwowy Instytut Wydawniczy, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego i Instytut Sztuki PAN. Publikacja Joanny Krakowskiej to dziesięć bogato ilustrowanych esejów o sztuce teatru, środowisku teatralnym i inteligencji czterech powojennych dekad. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy kochają teatr.

 

 

Premiera 9 stycznia

Seria Teatr publiczny. Przedstawienia przedstawia subiektywną, nieoczywistą historię teatru publicznego w Polsce od 1765 roku do dziś. Teatr jest medium historii w wielu sensach. Opowiada historię, pośredniczy w opowiadaniu historii i jest historią, jako że istnieje wyłącznie historycznie. To historyczne istnienie aktualizuje się w narracji, która może wykraczać daleko poza teatr, zataczając wokół niego coraz większe kręgi. W ten sposób sam teatr staje się historycznym źródłem. Ale to źródło o paradoksalnym charakterze – trzeba je najpierw samemu sobie stworzyć. Teatr nie jest bowiem dany, lecz zawsze i jedynie przedstawiany. Na podstawie autorskiego archiwum, arbitralnie ustanowionych kontekstów, światopoglądowych uwarunkowań i wytyczonego celu. Kluczowe dla tej historii jest zatem przedstawienie.

Ideą książek w serii Teatr publiczny. Przedstawienia – prezentujących historię polskiego teatru nowoczesnego – jest komplikowanie i utrudnianie jednoznaczności sądów. Wynika to z rozumienia teatru jako miejsca czynnej konfrontacji wizji, idei artystycznych, aspiracji społecznych, uwarunkowań ekonomicznych i instytucjonalnych. A skutkuje – przedstawianiem teatru w szerokim kontekście życia publicznego, decydującym o jego interpretacjach i tworzącym ramę historycznej narracji.

Każdy rozdział tych książek to wybrane przedstawienie teatralne i temat, wskazany z nadzieją, że wyłoni się z tego nie tylko możliwie rozległa historia teatru w danym okresie, ale także historia ówczesnego życia publicznego. Osnuta wokół tego, co zaskakujące, niedowartościowane, zapomniane, peryferyjne. Historia aspirująca do zmiany sposobu myślenia o teatrze polskim.

Książki powstały w ramach trzyletniego projektu multimedialnej historii teatru polskiego Teatr publiczny. Przedstawienia. 1765–2015 prowadzonego w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Projekt realizowany był w pięciu cyklach wykładów – PRL, Dwudziestolecie, Oświecenie, Wiek XIX i Demokracja – prowadzonych w latach 2012–2015 przez Joannę Krakowską, Krystynę Duniec, Piotra Morawskiego, Ewę Partygę i Agnieszkę Wanicką.

 


środa, 28 grudnia 2016

 

 

 

Debiutowała w 2015 roku powieścią „Cztery rubiny”. Wiosną tego roku na rynek wydawniczy wyszła Jej druga książka „Dziewczyna z zaułka”. Nowy Rok, nowa książka. Autorka zaskakuje coraz bardziej pomysłowością, ale też warsztatem. W porównaniu do poprzedniej książki w „Tajemnicy błękitnej alkowy” rozwinęła skrzydła, tworząc ciekawą, intrygującą fabułę przeplataną wątkami z przeszłości.

 

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

 

Jej najważniejszym recenzentem i osobą, która przyczyniła się do wydania pierwszej książki, w której ma też wielkie oparcie, jest mąż. Ale... wielkiej motywacji i siły do tworzenia dodają Jej też czytelnicy, którzy nie szczędzą słów uznania i pozytywnych recenzji.

 

 

 

„Tajemnica błękitnej alkowy” ma swój początek w starym, opuszczonym domu, takim, jakiego autorka widziała na własne oczy. Zbrodnia sprzed ćwierć wieku i tajemnicza aura domu stały się inspiracją do tego, by powstała fabuła z Lilą, jako główną bohaterką. I jeszcze wieś ze swoją gnuśnością, prymitywnością w czasach głębokiej, szarej komuny, która rządziła się swoimi prawami i mentalnością. Wiele tych cech zostało do dziś.

 

Jak powstawała powieść, o bohaterach, starciu dwóch światów światopoglądowych opowiada Magdalena Ludwiczak - autorka, plastyczka, specjalista do spraw sprzedaży, menager, wrażliwa dusza.

 

Zapraszam na rozmowę :)

 

Madziu, spotykamy się przy okazji premiery Twojej trzeciej książki „Tajemnica błękitnej alkowy”. Jakie to uczucie? Jak czujesz się jako autorka już trzeciej książki?

 

To cudowne uczucie, tym bardziej, że gdy napisałam pierwszą książkę „Cztery rubiny”, opartą na kanwie rodzinnych wydarzeń, myślałam, że to już wszystko co mam do powiedzenia. Okazało się, że jednak nie i tak powstała druga „ Dziewczyna z zaułka”.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie moi kochani czytelnicy. To oni motywują mnie i utwierdzają, że to ma sens wciąż czekając na kolejne powieści.

 

 

Chciałabym, żebyś czytelnikom bloga przybliżyła historię domu, która stała się inspiracją do napisania „Tajemnicy błękitnej alkowy”.

 

Po napisaniu drugiej powieści dość długo szukałam inspiracji do trzeciej. Czekałam jednak spokojnie, bo wiedziałam, że ona pojawi się znienacka. Tak było.

Pojechałam samochodem w lasy oddalone od mojego domu, bo Puszcza Notecka, w której mieszkam, to 135 tysięcy hektarów i jest gdzie spacerować. Podczas tej wyprawy natknęłam się na dom na skraju lasu. Piękny, stary, opuszczony... Zauroczyła mnie jego bryła i położenie. Jak się okazało, było to miejsce strasznej zbrodni sprzed około dwudziestu pięciu lat. Zamordowano w nim dwie studentki. To mną wstrząsnęło. Kontrast pięknego domu z czynem jakiego się dopuszczono, to była duża dawka emocji. Inspiracja nie zrodziła się jednak natychmiast. Pomysł zakamuflował się w głowie, by w odpowiednim momencie dać upust wyobraźni. Pewnego dnia doznałam olśnienia i dokładnie wiedziałam, co znajdzie się w trzeciej powieści.

„Tajemnica błękitnej alkowy” to kwintesencja cierpień przeplatających się ze szczęściem. Dokładnie jak w życiu. Od razu jednak uprzedzę... Prawdziwa tragedia domu nie jest tematem książki, a jedynie jego mroczna aura.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

 

 

Stworzyłaś bohaterów z dwóch światów. Z przeszłości i współczesności. Światy te opisywałaś równolegle w jednym ciągu fabuły. Trudno było?

 

Tak już chyba mam, że lubię „mieszać” w czasie, by czytelnikom nie było tak prosto. Żartuję:) Chodzi o to, że nawet mnie samą nuży chronologicznie tocząca się akcja. Lubię te zmiany klimatu, nastroju, otoczenia, mieszanie się na przykład czasów Polski za komuny z kontrastem współczesności, w której mamy sto programów oraz nawigację w telefonie, a tak naprawdę to przełom pięćdziesięciu zaledwie lat... (o tym więcej będzie w czwartej powieści, która jest na ukończeniu:)

Odpowiadając na pytanie, jest to dość trudne, bo trzeba bardzo uważać, by nie popełnić błędów merytorycznych.

 

 

W tym świecie z przeszłości ukazałaś wieś gnuśną, zabobonną, taką, która faktycznie nie grzeszyła pragmatyzmem, często prostackiej, w którym rządził mężczyzna, kobieta miała być uległa i nie narzekać. Stworzyłaś ten obraz bardzo realistycznie. Czym był dla Ciebie ten powrót do przeszłości?

 

Jak wcześniej wspomniałam, bardzo lubię te zmiany w przestrzeni czasowej. O ile czasy nam współczesne są wszystkim znane, bo sami przechodzimy te technologiczne i mentalne ewolucje, to czasy przeszłe zdecydowanie mniej. Pamiętają je już tylko nasi dziadkowie, ewentualnie rodzice. Zapominamy, że niecałe sześćdziesiąt - siedemdziesiąt lat temu, na małych Polskich wsiach panowała ciemnota i zabobon. Bardzo przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale nie to mam w zamiarze. Tak po prostu było. Ludzie nie potrafili czytać, nie mówili poprawną polszczyzną, bali się lekarza, leczyli ziołami, kobiety były „kuchtami”, a mężczyźni „panami”. Teraz, czasami ci sami ludzie (dobiegający osiemdziesięciu lat i więcej) oglądają w naszych domach telewizję, w której jest sto kanałów! Korzystają z kanalizacji, chociaż za ich młodości na wsi były tylko „wygódki”. Ten kontrast jest mimo wszystko szokujący.

Ewoluowali, tak jak my cały czas w nieznanym do końca kierunku…

 

Lila, czy ma swój pierwowzór w realnym świecie? Cieszę się, że dałaś jej szansę na normalne życie.

 

Myślę, że Lila ma wiele pierwowzorów wśród nas. Bywa, że tragedie, które nas spotykają, zamykają nas na całą resztę życia. To naturalne, że bolejemy nad stratą bliskich, nad krzywdą jaką nam wyrządzono lecz złym jest zamykanie się w smutku na całą resztę życia. Mamy je darowane tylko raz! Nasz umysł jednak potrafi się zablokować przed światem na bardzo, bardzo długo, jak u Lilianny, a niekiedy na zawsze jak to czasami bywa. Za pośrednictwem bohaterki „Tajemnicy ….” chcę zwrócić uwagę, że często sami sobie tę krzywdę potęgujemy, nie szukając pomocy lub nie zważając na wyciągnięte ku nam pomocne dłonie. Gdyby jednak ich sięgnąć... furtka zostałaby uchylona, a życie stałoby się znów wartością nadrzędną.

Dlatego też, dałam Liliannie szansę na normalne życie, bo każdy ma do niej prawo:)

 

 

Mówiłam już, ale z chęcią i przyjemnością powtórzę: dojrzewasz warsztatowo. Bardzo ciekawą formę zastosowałaś w „Tajemnicy...”. Klimatyczna, różnobarwna. Zanim zaczęłaś pisać, wiedziałaś, że przyjmiesz taką formę?

 

Gdy zaczynam pisać w ogóle nic nie wiem. Nic, poza fabułą nie planuję. To wszystko wychodzi bardzo spontanicznie i naturalnie.

Dziękuję za to spostrzeżenie. Okazuje się, że stare przysłowie mówiące „ ćwiczenie czyni mistrza” jest zawsze aktualne, bez względu czy dotyczy powieści, czy setnej upieczonej przez ucznia piekarza bułki.

 

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

 

Kompletnie zakręciłaś tu intrygą. Powiem więcej, zakończenie zaskakuje. Ale... no właśnie, czuję pewien niedosyt, że Lilianny Twoim bohaterom nie udało się odnaleźć. A może szykujesz nam kolejną niespodziankę i piszesz kontynuację?

 

Cieszę się. Czasami do samego końca powieści waham się z zakończeniem. Jak postąpić z bohaterem... Niestety, a może „stety” jestem optymistką i na razie do tej pory wszystko kończy się dobrze.

Dla młodszych bohaterów powieści, Pawła i Reni, każda mijana na chodniku w Łodzi para starszych ludzi może być Lilianną i Franciszkiem. Każde dzieło malarskie może być dziełem jej pędzla. Każda artystyczna kawiarenka może być jej ulubionym miejscem... Nie odnaleźli się, ale aura Lilianny, już szczęśliwej jest nad nimi i daje im poczucie spełnionego poniekąd obowiązku.

A zorganizowana przez młodych wystawa oddaje hołd jej wewnętrznej walce o siebie...

 

 

Coś od siebie dla czytelników:

Kochani Czytelnicy!

Mam nadzieję, że „Tajemnica błękitnej alkowy” pobudzi was do uśmiechu i poruszy do łez. Spowoduje zadumę nad życiem, nad postępowaniem, nad tym co ważne. Rozglądajmy się wokół szukając takich jak Lilianna, by im pomóc.

Dziękuję Wam, że jesteście, bez Was pisanie nie miałoby sensu.

Dziękuję za słowa, które do mnie piszecie, proszę o więcej:)

Pozdrawiam

Magdalena Ludwiczak

 

Dziękuję za rozmowę :)

 

 

 

19:03, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2016

 

 

Kochani!

Jako jeden z patronów medialnych mam tę okazję i przyjemność, by dać Wam możliwość udziału w konkursie, byście mogli delektować się lekturą wyjątkową pod każdym względem :) Recenzję "Tajemnicy błękitnej alkowy" mogliście poznać w poprzednim poście. Pytanie konkursowe nie jest trudne, a szanse na wygraną są duże. 

 

 

 

 

Wystarczy, że w komentarzu pod postem napiszecie, jakie tajemnicze miejsce udało Wam się kiedyś znaleźć i z czym się wiązało?

Pytanie nawiązuje bezpośrednio do fabuły książki, w której bohaterowie przypadkiem w lesie znajdują stary, opuszczony dom, w którym zrządzenie losu sprawia, że przychodzi im spędzić noc. Tam odnajdują pamiętnik jego dawnej mieszkanki.

Interpretacja tematu dowolna.

Na odpowiedzi czekamy do 27 stycznia 2017 roku. do godz. 23:59. Macie miesiąc czasu na odpowiedzi. Zwycięzców wyłoni oczywiście autorka. Pamiętajcie, by zostawić jakieś namiary do siebie w postaci pseudonimu, imienia, nicka, czy tym podobne. 

Ważne!

Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie, by potem śledzić wyniki, bowiem czekam na meila od zwycięzców do trzech dni z danymi do wysyłki nagrody!

Miło nam będzie, jeśli udostępnicie post konkursowy u siebie, zaprosicie znajomych, polubicie Nasze profile :)

Nagrodami są dwa egzemplarze "Tajemnicy błękitnej alkowy" :)

Nagrody funduje autorka, Magdalena Ludwiczak oraz Wydawnictwo Literackie Białe Pióro :)

 

 

 

 

Powodzenia :)

 

 

 

 

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Rok wydania: 2017

Książkę znajdziecie:

http://ksiegarnia.wydawnictwobialepioro.pl/glowna/145-tajemnica-blekitnej-alkowy.html

 

To trzecia w dorobku autorki książka i już teraz mogę śmiało powiedzieć, że podbije serca czytelników przede wszystkim tematyką owianą tajemniczym wątkiem, ale też bardzo ciekawym sposobem narracji. Widać w niej, jak autorka rozwija się warsztatowo, dba o szczegóły i detale, nie zapominając, by bohaterowie przechodzili emocjonalną sinusoidę. To ważne, żeby wszystko idealnie ze sobą współgrało. A tutaj tak bez wątpienia jest.

Tajemnica błękitnej alkowy” to historia bardzo klimatyczna, jak stare domy, które kryją różne tajemnice. Autorka stworzyła fabułę opartą na prawdziwych wydarzeniach sprzed ćwierć wieku. Napotkany gdzieś po drodze opuszczony, stary dom stał się inspiracją do powieści owianej magią minionych lat. Stare domy kryją też pewne emocje, dobre bądź przykre wspomnienia, przeżycia, przedmioty i meble w zaklętych datach oraz pamiętniki w pustych szufladach.

 

Dwóch braci, dwie rodziny, jeden przypadek. Paweł z Anią i Piotr z Renią, dwa małżeństwa, różne światopoglądy. Wycieczka do lasu zmieni ich dalsze losy. Ania jest rozkapryszona, nie wie czego tak naprawdę w życiu chce. Często zmienia zdanie. Dotychczas nie musiała pracować, bo pensja męża starczała na wszystko. Paweł pracował w warsztacie samochodowym. Kochał tę pracę. Ania zaczęła bardziej cenić męża dopiero, gdy warsztat zamienił na modny garnitur i pracę w salonie, ale Paweł źle się w niej czuje. Grzebanie przy silnikach samochodowych, to jest cały sens, to, w czym czuje się najlepiej. Za to Renia z Piotrem są jak dwa gołąbeczki. Idealnie się dogadują i uzupełniają.

Las kryje w sobie wiele tajemnic, nieodkrytych ścieżek, które albo doprowadzają nas do znajomego celu, albo do nieznanych zakątków. Cała czwórka wybrała się na wycieczkę, by odpocząć od codziennych trosk. Zbierając grzyby, spacerując, dyskutując napotykają stary, opuszczony dom. Jednak nie mają czasu by wejść, bo zaczyna się ściemniać. Niestety, samochód nie chce odpalić i zmuszeni są wrócić w miejsce, gdzie stoi ów dom. W nim spędzają noc.

 

 

Zdjęcie z prywatnego albumu autorki


Między Anią i Pawłem często dochodzi do sprzeczek. Kobieta nie może darować sobie, że dała się namówić na wycieczkę i tym samym na spędzenie nocy w tak ohydnym miejscu. Jak się okaże, noc nie będzie czasem straconym. Znaleziony w jednej z szuflad biurka zażółcony pamiętnik odkryje tajemnice domu i jego mieszkanki. Poznają bohaterkę zapisanych stronic dziennika - Lilę i jej bardzo tragiczne losy.

Lila żyła w latach głębokiej komuny, szarej, z dala od wsi, ludzkich zawiści, w domu, w którym czwórce bohaterów przyszło spędzić noc. Żyła sama z matką, ojciec zmarł, kiedy dziewczyna miała kilka lat, a gdy była nastolatką, straciła też matkę. W tamtych czasach wieś żyła swoim rytmem, swoją mentalnością, swoją prymitywnością nawet. Tadzik był chłopakiem silnym, wraz ze swoim ojcem uknuł intrygę, że Lila zostanie jego żoną, mimo jej protestów. Dziewczyna chciała uciec z domu, zostawić wszystko na pastwę losu. Straszne wydarzenia, które później miały miejsce, miały też tylko dwoje świadków, błękitną alkowę i Lilę. Od tego też momentu czytający pamiętnik, odkrywają te skrywane przez lata sekrety.

 

 Zdjęcie z prywatnego albumu autorki


Lila poznaje Elę, nauczycielkę ze wsi, to ona dostrzeże u dziewczyny talent plastyczny, zacznie przynosić jej farby, by mogła malować. Kilka z tych obrazów, małżonkowie znajdą w piwnicy domu. Lila z kolei, stanie się niemal jak członek ich rodziny. Pamiętnik wypełniony żalem, tęsknotą, bólem, samotnością, lękiem przed światem, ale przede wszystkim zbrodnią, o której nikt oprócz mordercy dotychczas nie wiedział będzie towarzyszył im przez dalszy czas.

 

 

W życiu Lili wiele się jeszcze wydarzy. Do drzwi jej domu zapuka nawet członek rodziny Lubeckich, rodziny o wysokim statusie społecznym. Okaże się, że Lila też do tej rodziny należy i dalsze jej losy będą ściśle związane z Łodzią. Jakie jeszcze tajemnice odkryją pożółkłe kartki sekretnika sprzed wielu, wielu lat?

Między Pawłem i Anią popsuje się na dobre. Rzeczywistość, do której wrócą całkowicie przewróci ich życie do góry nogami. Za to Renia z Piotrem postawią sobie za cel podążanie śladami bohaterki pamiętnika.

 

 

 Źródło: Internet


Magdalena Ludwiczak wykazała się niezwykłą lekkością pióra, zręcznością wplecionej w fabułę intrygi, historii miejsca zapomnianego przez ludzi, a nawet w pewnym fragmencie historii związanej z rozwojem przemysłu włókienniczego w Łodzi. Dzięki retrospekcji czasowej znakomicie nakreśliła obraz wsi sprzed ponad pół wieku, gdzie dominowała gnuśność, zabobon, odseparowanie od świata zewnętrznego, zamknięcie się na wszelkie innowacje, a ludzie kierowali się zupełnie innymi wartościami niż dzisiaj.

Autorka pokazuje swój nowy styl i warsztat twórczy. Ciekawie zestawia tajemniczą przeszłość z teraźniejszością, na którą te wspomnienia ubogiej, prostej dziewczyny mają ogromny wpływ. Co tak naprawdę wydarzyło się kiedyś, a co wydarzy się u bohaterów „tu i teraz”? Odsyłam do tej wspaniałej książki!

Ja jestem absolutnie zafascynowana i polecam całym sercem!

 

 

 

Książce patronuję medialnie :)

Na okładce znajdziecie też moją rekomendację :)

 



Za zaufanie i możliwość przeczytania, patronowania powieści dziękuje autorce,

Magdalenie Ludwiczak oraz Wydawnictwu:

 


poniedziałek, 26 grudnia 2016

 

 

 Premiera 1 lutego 2017 roku

 

Zginą wszyscy, gdy zginie jedno.

Władysław, Jaksa i Alba. Młody następca tronu, syn wielkiego rycerza i niewidoma kapłanka. Władysław rywalizuje z Jaksą, z czasem staje się bezwzględny i okrutny. Jaksa zaś nie chce być wojownikiem i w tajemnicy doskonali swoje magiczne umiejętności. Tymczasem magiczne moce Alby są coraz silniejsze. Może już wkrótce to ona stanie na czele pogańskiego buntu…
Nefas, tajemniczy sługa Krzywoustego, musi za wszelką cenę chronić wszystkich troje przed niebezpieczeństwem z zewnątrz i przed nimi samymi. Wiąże go złożona Trygławowi przysięga. Jeśli jej nie dotrzyma, tych troje młodych zginie. Nie chce jej złamać, bo wierzy, że dzięki pomocy mrocznego bóstwa uratuje z zaświatów jedyną kobietę, którą zdołał pokochać – szarowłosą Rangdę.

Polska w XII wieku to miejsce, gdzie magia miesza się z rzeczywistością, pogańscy bogowie rządzą losami ludzi, a kościelni dostojnicy i możni rycerze gotowi są zaprzedać duszę diabłu, by choć na chwilę zyskać władzę. 

 

Małgorzata Saramonowicz prowokuje, niepokoi, ale przede wszystkim po raz kolejny dowodzi, że historia może być doskonałą kanwą dla sagi fantasy. Od lektury Xiąg Nefasa nie sposób się oderwać.

 

 

 

KSIĄŻKĘ POLECAJĄ:

 

Przygody Nefasa, cudzoziemskiego kronikarza Krzywoustego, szpiega, maga i skrytobójcy. W tle bezlitosny świat słowiańskich wierzeń i demonów, jeszcze więcej intryg, krwi i zemsty sięgającej od naszego świata, aż po zaświaty.

JAROSŁAW GRZĘDOWICZ

 

Magia w „Xięgach Nefasa" jest jak klamra spinająca spiski, zdrady, miłość i zemstę. Nefas Niegodny, wiele razy spojrzy śmierci w oczy i nie zawaha się zstąpić do budzącej grozę krainy umarłych, Nawii. Krok w krok za nim podążą zjawy, upiory i demony przeszłości. Czy zdoła stawić im czoła? Przekonajcie się sami.

MAJA LIDIA KOSSAKOWSKA

 

Pełnokrwista opowieść o lawirowaniu wśród politycznych zagrywek, zmagania się na równi z militarnymi, jak i mistycznymi problemami, podlana gęstym sosem losów dynastii Piastów.

ANNA TESS GOŁĘBIOWSKA

Kawerna.pl

 


15:52, toksiazki12 , Zapowiedzi
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

 

O poezji i jej głębinach, wciąż niezmierzonych, wciąż nieodkrytych, wciąż zaskakujących mogę pisać do woli, wszędzie i w każdej chwili. Cieszę się, że poezję pisze wielu wspaniałych i mądrych ludzi, którzy serwują nam coraz to bardziej przemyślaną, sugestywną, ale wielokierunkową poezję dając tym samym obraz swojej różnorodności i ciągłego szukania kierunków, w których czują się najlepiej, rozwijając się warsztatowo i twórczo.

Poeta z kolei ma trudne zadania. Współcześni czytelnicy poezji nie czytują wcale, a jeśli już, to sporadycznie. Jak zatem napisać coś, co będzie miało siłę przyciągania większą od dobrze napisanej prozy, albo coś co zatrzyma oko czytającego na dłużej, poruszy, wzruszy, wywoła sinusoidę emocjonalną, albo pokaże coś zupełnie innowatorskiego.

Mnie poezja wzrusza i zatrzymuje w pędzie prącego wciąż do przodu życia. Poezja jest ucztą dla zmysłów, wywołuje chwile refleksji, pewne przemyślenia, ukłucia w sercu i na duszy, bo wciąż uczę się jej na nowo, wciąż jest dla mnie jak spotkanie po wielu latach z dobrą przyjaciółką – wracam wspomnieniami i delektuję się jej obrazem, zatrzymując kadry życia w wersach z nutą rzewności.

Cieszę się, że poeci, z którymi niedawno współpracowałam wciąż darzą mnie cieniem sympatii i zaufaniem, i przysyłają mi naręcza swoich wierszy zebrane w autorskich tomikach bądź antologiach. Tak jest w przypadku pana Jerzego Stasiewicza. Dotarły do mnie trzy antologie, w których ukazały się Jego wiersze.

 

 

 

 

„Zapisane w Białej” to antologia wydana przez portal literackiej PKP-Jazdy pod dosyć powiedziałabym specyficznym numerem pociągu nr 13. Jednak, nie dla Białej, która ową antologię wydała w rocznicę XX – lecia Kawiarenki Poetyckiej, zrzeszającej lokalnych twórców i ludzi pióra, działających na rzecz szerzenia rodzimej kultury i sztuki. To piękne, że istnieją jeszcze takie miejsca, Kawiarenki. Niech są wzorem do naśladowania dla innych podobnych miejscowości, w których tacy ludzie także działają, ale często gdzieś w cieniu, niezauważalni.

 

 


W antologii znajdziemy dwunastu poetów. Wiersze dziesięciu poetów żyjących oraz kilka wierszy poetów, których już nie ma wśród nas. Jest też pan Jerzy Stasiewicz i Jego siedem wybranych do tomiku wierszy o pięknie okolic gminy Biała. Niektóre z nich przypominają raczej namiastki prozy, nie są pisane w zwrotkach tylko ciągiem, w którym autor przytacza swoje obserwacje o domu artystycznym, gdzie skupiają się lokalni twórcy, wyrażając jednocześnie szacunek i podkreślając wagę tego miejsca:

„Dom na wzgórzu”

Artystyczny dom w Białej posadowiony jest na wzgórzu zamkowym. Jedna z baszt zajmuje się w obrębie podwórka, uczyniono w niej skład drewna. Dowódca straży zamkowej nie byłby zadowolony. […] A jednak tutaj tworzy się poezja, powstają obrazy pełne ekspresji.

Pani Ania w „godkach śląskich” wspomina męża lwowiaka marzącego o spadzistym dachu.

Piotr zaprasza do pracowni.

 

Widać w tych tekstach typowe zwroty i słownictwo dla gwary śląskiej, są wspomnienia o osobach działających na terenie Śląska, są obrazy przyrody tamtych okolic, wspomnienia historii, jak chociażby zwrotka w wierszu „Spacer po gostomskim młynie”: ''… A tu na ścianie izby// fotografia młodzieńca// w pruskim mundurze// Z bólu zaskrzypiała podłoga// z zsypów uleciał duch// zmielonego ziarna... [...]”.

 

Przemawia z tych tekstów i wierszy pewien rodzaj powagi do odwiedzanych miejsc, estymę, podziw. Stasiewicz opisuje w sposób bardzo niezwykle sugestywny i osobliwy wydobywając z nich rodzaj esencji, tego, co możliwie najlepsze do pokazania, co może być wizytówką tego regionu Polski. Nie ulega też wątpliwościom, że operuje bardzo wyrafinowanym słowem, wyszukując z historii kadry pomieszane ze współczesnością, gorzką, zapominającą często o korzeniach i pokoleniach, z których niejako przecież się wywodzi. Współczesność, która zapomnienie wyraża przez chwasty wyrastające na grobach, zadeptane ślady, odpadające tynki dawnych budynków. Takie obrazy przywołuje poeta w swoich wierszach i tekstach.

 

Dwa kolejne tomiki, to: „Liryczny wrzesień – i lato i jesień” wydane na potrzeby jesiennego Misterium Poetycko – Muzycznego Konfraterni Poetów, które miało miejsce w październiku, gdzie opublikowano jeden bardzo sugestywny i niezwykły w swej wymowie wiersz pana Jerzego Stasiewicza „Rozmowa o poezji w tramwaju”:

W maju

na platformie tramwaju

jeździł Julek Tuwim.

A dzisiaj (na ławeczce na Piotrowskiej)

do mnie mówi:

- Poezji w tramwaju jest dużo

tyle ile słów w ustach pasażerów

za wyjątkiem tych no wiesz niecenzuralnych.

Mówię o moich czasach bo dzisiaj

to wszystko można – splunął i skrzywił usta -

jest i poezja miłosna jak pan panią przytuli

oczywiście w czasie hamowania.

Choć mój znajomy usłyszał – cham...

Ale ta pani chyba nie wie co to miłość cielesna.

Była i poezja śpiewana

wyście wszystko zastąpili radiem.

A tak grajek szarpał struny,

rozciągał akordeonem nucąc:

„Wzdychałem na dziewczę z rana

poszła za ułana,

a ułan na koniu od dziewczyn nie stroni.

Niech się torba goni.”

Niektórzy powiadają, że to poezja ulicy?

Prawdziwa poezja rodzi się na bruku,

z krzywdy, bólu, krwi.

- Tato, tato, obudź się

chrapiesz przytulony do żelaznego pana.

 

 

 

 

Drugi tomik „Drogą Franciszka”, podobny do poprzedniego, również wydany przez krakowskiego wydawcę na wyjątkową okazję - Misterium Poetycko – Muzyczne XXXI Zaduszki Poetów Konfraterni Poetów, pamięci ks. kard. Franciszka Macharskiego, które odbyło się pod koniec listopada w kościele Św. Krzyża przy ul. św. Krzyża. W ramach Zaduszek Poetów wydany tomik zawiera wiersze prawie dziewięćdziesięciu poetów. Jerzy Stasiewicz w wierszu „Tak miało być? - pytam siebie” stawia bardzo ważne pytania. To wiersz niezwykle sugestywny, ponadczasowy, jakby wyrwany z pamiętnika wspomnień, a jednocześnie staje się uchwyceniem jednej ważnej chwili:

Każdy ma swoje powołanie

cel, który wyznaczył Bóg.

 

Czasem ludzie gubią się w życiu.

 

Innych uważamy za świętych

jak to sprawdzić

Tu zaczyna się mój dylemat

 

Był kiedyś właściciel piekarni

rozdający ubogim chleb

mówiono Franciszek z Asyżu

Według fiskusa stał się przestępcą

unikającym płacenia podatku

Proste karanie dobra

 

Tramwaj poezji przemierzał Kraków

ludzie wsiadali

melodią akordeonu witał ich wiersz

Częstowali się czekoladkami, wysiadali

Nikt nie zwrócił uwagi na biały habit

na pasażera zasłuchanego w poezję

To był papież – padały pytania

 

Potem odwiedził kardynała w szpitalu

Franciszek uścisnął Franciszka

odchodzącego do Pana

 

Tak miało być? - pytam sam siebie

 

 

 

 Tomik doszedł do mnie wraz z życzeniami świątecznymi :)

 

Myślę, że mam wielkie szczęści czytania poezji i chwytania w ryzy czasu wersów ulotnych, ponadczasowych, ale często uniwersalnych. Mam szczęście, że poezja zajmuje w moim życiu wyjątkowe miejsce, że dla mnie jest nie tylko czymś wyjątkowym, dla mnie ma wielkie znaczenie.

Mam nadzieję, że moja przygoda z twórczością innych poetów jeszcze się nie zakończyła.

Dziękuję panu Jerzemu za te wyjątkowe pamiątki i pamięć. To ważne co robi się dla poezji, co Pan robi dla poezji.


 


Szlachetność poezji jest ostatnim słowem w Naszej zapisanej Księdze Życia.

 

15:19, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

Wydawnictwo Pascal

Ilość stron: 304

Rok wydania: 2016

Książkę znajdziecie:

http://pascal.pl/biuro-przesylek-niedoreczonych,0,6425.html#

 

Książka idealna na okres około świąteczny, na prezent, tym, którzy potrzebują duchowego wsparcia i otuchy, bo doskonale dowodzi, że cuda w życiu się zdarzają. Autorka stworzyła przepiękną epicką powieść, w której głównym wątkiem są paczki i listy, z różnych przyczyn nie trafiające do adresatów. Jednocześnie Natasza Socha przywraca wiarę w to, że jeszcze są ludzie korzystający z tradycyjnej formy doręczania przesyłek, piszą tradycyjne listy wyparte dzisiaj przez elektroniczne gadżety w ogóle nie oddające klimatu i specyfiki ich doręczenia. Wreszcie to książka przywracająca nadzieję, niezwykle sugestywna, wywołująca w nas chwilę refleksji. No i nie da się ukryć, że książka jest kopalnią ważnych, niezwykłych, mądrych cytatów. Można ją otworzyć niemal w dowolnym miejscu i wyczytać zdania wręcz elektryzujące, przyciągające swoją prostotą i głębią przekazu:

"Trudno być szczęśliwym, kiedy człowiek przez cały czas grzebie we własnych wspomnieniach. Przeszłość, choćby nie wiem jak była piękna, jest jednak tylko przeszłością, a rozstrząsanie jej, wracanie pamięcią do rzeczy, które już były i minęły, zabijają radość z teraźniejszości. Człowiek żyje tu i teraz. Nie wczoraj i nie miesiąc temu."

Zuzanna jest młoda, pomimo obaw rodziny przenosi się do niewielkiej miejscowości, by zacząć pracę w Biurze Przesyłek Niedoręczonych. Wierzy, że praca ta pozwoli odzyskać jej wiarę w ludzi, ale też niejako popchnie, doda odwagi, by wysłać list dawno napisany, którego powinna była już dawno wysłać. W  pracy poznaje Milę, starszą panią, znacznie odbiegającą od stereotypowego obrazu statecznej pani, siedzącej w fotelu i dziergającej na drutach. Mila jest niezwykła, potrafi pocieszyć, otworzyć listy i przeczytać ich zawartość, ale tylko wtedy, jeśli w grę wchodzi coś naprawdę ważnego, jeśli co roku przychodzą w tych samych kolorystycznie dobranych kopertach. Tak było w przypadku listu pewnego pisarza do Michasia. Zamiast tradycyjnej notatki listowej była tam bajka napisana specjalnie dla chłopca. Mila zaangażuje się nawet w odnalezienie chłopca, jak się okaże chorego na serce, dając tym samym Zuzannie przykład, że ich praca nie idzie na marne, ma sens, choćby w taki a nie inny sposób.

 

Źródło: Internet


Zuza za to zaangażuje się bardzo emocjonalnie w odszukanie Tekli i Gaspara, którzy od trzydziestu ośmiu lat próbują się spotkać w umówionym miejscu, o tej samej godzinie w Poznaniu. Tak umówili się, gdy jako młodzi ludzie przypadkiem się spotkali i serca zabiły im mocniej. Miłość to nieocenione uczucie, czy jest możliwe, by przez tyle lat nie mogli ułożyć sobie życia z inną osobą, tylko stale tkwili w tym trochę infantylnym uczuciu? No i czy wreszcie uda im się spotkać?

"Błękitna i seledynowa koperta przychodzą do nas regularnie od trzydziestu siedmiu, no teraz trzydziestu ośmiu lat. Tylko raz w roku, w połowie grudnia. [...] Te listy spotykają się u nas każdego roku. Ich właściciele najwyraźniej nie mają takiego szczęścia."

 

Źródło: Internet


Praca dla Zuzanny to spotkania z różnymi przesyłkami, adresatami. Nie raz dziewczyna stara sobie wyobrazić, co by było gdyby... To listy pełne nadziei, niekiedy wyznania prawdy, szczere, często smutne. Listy, które mają w sobie magię, i które chciałoby się przytulić do serca. W domu, Zuza posiada lotopałankę. Opiekuje się nią, dba, traktuje jak członka rodziny. Nad jej mieszkaniem żyje samotny starszy pan, który porusza się na wózku. Nieufny, nawet aspołeczny, przesiadujący ciągle w domu. Co tak naprawdę ich wszystkich połączy? Jak zakończy się wyprawa obu bohaterek do adresatów ich ważnych i tajemniczych listów? No i wreszcie, kim jest tak naprawdę Mila?


Muszę przyznać, że Natasza Socha napisała wspaniałą opowieść. Niemożliwe może stać się możliwym, wszak Jej historia zdarza się przed świętami, a to przecież magiczny czas. Stworzyła bohaterów tak bardzo podobnych do nas. Często samotnych, zamkniętych w sobie, często bezinteresownie pomagających innym. To piękna i niezwykła opowieść, którą czyta się szybko, a wątki dozowane przez autorkę powoli sprawiają, że książki nie sposób odłożyć. Cieszę się, że wątek finalnego spotkania Tekli z Gasparem został napisany właśnie tak minimalistycznie. To dodaje całości uroku i sprawia, że każdy może go sobie zinterpretować po swojemu, nie mając tego obrazu podanego na przysłowiowej tacy.


"Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy dowodzi też Jej warsztatu twórczego. Czytałam "Rosół z kury domowej", gdzie wykazała się pomysłowością, wyszukaną tematyką. Tutaj zaś czymś zupełnie zaskakującym i niezwykłym. Ta powieść to absolutna sinusoida emocji. Z jednej strony ukazanie ludzkich losów, wzruszenie, z drugiej różnorodność charakterów ludzkich, bo o ile aptekarz chętnie pomaga Mili w odszukaniu Michałka, o tyle pani z okienka na poczcie nawet potrafi być nieuprzejma dla Zuzanny, w konsekwencji wyprosić ją nawet z kolejki.


 

Źródło: Internet


Ciepła, sympatyczna, skłaniająca do refleksji. Może i u Was tkwią w szufladach niewysłane jeszcze listy? Nie zwlekajcie, nie warto, życie jest naprawdę kruche i krótkie. A święta są po to, by spojrzeć w inną stronę.

A czy takie Biuro istnieje? Istnieje.


Książkę polecam! Bardzo!

00:02, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi