Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
poniedziałek, 30 listopada 2015

 

 

 

 

Dziękuję, bardzo Wam dziękuję za tak liczny udział w konkursie!

Pięć dni temu obchodziliśmy Światowy Dzień Pluszowego Misia. 


Światowy Dzień Pluszowego Misia ustanowiono dokładnie w setną rocznicę powstania maskotki – w 2002 roku. Wszystko zaczęło się jednak dużo wcześniej.

W 1902 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Teodor Roosvelt, wybrał się na polowanie. Po kilku godzinach bezskutecznych łowów, jeden z towarzyszy prezydenta postrzelił małego niedźwiadka i zaprowadził go do Roosvelta. Prezydent ujrzawszy przerażone zwierzątko, kazał je natychmiast uwolnić. Jeden ze świadków tego zdarzenia uwiecznił historię niedźwiadka na rysunku w waszyngtońskiej gazecie, którą czytał producent zabawek… Od tego momentu zaczęto wykorzystywać zdrobniałe imię prezydenta i sprzedawać maskotki pod nazwą Teddy Bear, która dziś w języku angielskim jest określeniem wszystkich pluszowych misiów.

 

 

 

Chyba nie ma domu, w którym na półce, łóżku lub fotelu nie siedzi miś. Na pewno każdy z Was – małych i dorosłych Czytelników Miasta Dzieci ma swojego ulubionego Pluszowego Misia. Może to być zupełnie mały bury Miś, odrobinę zapomniany, mieszkający w pudle na strychu, albo piękny i kolorowy zamieszkujący dziecinne łóżeczko. Może to być zupełnie malutki Misio, którego nosimy "na szczęście" przy kluczach lub w portfelu.

 

Miś zawsze doskonałym lekarstwem na smutki, ale też i na prezent dla naszej pociechy :)

 

Nie przedłużając, autorka zabiera głos:

"Dziękuję wszystkim za zainteresowanie konkursem i wzbogacenie mnie o tyle pięknych tekstów piosenek. Niestety nie znam wszystkich. Wśród tych kilku, które znam, są piosenki z mojego dzieciństwa... bardzo, bardzo stare. Szczególnie dwie sprawiły mi ogromną przyjemność, bo choć moi rodzice śpiewali mi je często, nie pamiętałam ich, a raczej o nich. Są to: Już gwiazdy lśnią i Na Wojtusia z popielnika. Ponieważ nagroda jest jedna postanowiłam wysłać ją do mycholek, za pierwszą ze wspomnianych piosenek. Wszystkich uczestników konkursu zapraszam na stronę bajki "Zabawki na wakacjach". Książeczka jest do nabycia w ponad 30 sklepach internetowych. Zestawienie w/g cen na portalu ceneo.pl "

 

Gratuluję wygranej!

Zachęcam do udziału w kolejnych konkursach, które jeszcze trwają, a kolejne czają się tuz za rogiem. Tym razem już w oprawie typowo świątecznej! :)

 

Pozdrawiam.

Aga :)

11:39, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2015
Gdyby nawet świat miał się zawalić, gdyby miało się ochotę uciec gdzieś daleko, zalać łzami, rzucić wszystko w cholerę..........

 

 

 

Wydawnictwo: Novae Res.

Ilość stron: 199

Rok wydania: 2015.

Jest w górach taka mała, urokliwa miejscowość – Jodełki Małe, w której niewielki pensjonat agroturystyczny prowadzi starsze małżeństwo Janina i Marian Szewczykowie. Pomaga im syn Janek, samotny, trzydziestoletni ojciec dwójki małych urwisów.

Co w tym takiego nadzwyczajnego? Ano nic, ale możemy przygotować się na piękną opowieść o miłości. Taką zupełnie niecodzienną, ale za to romantyczną w każdym calu. Piękne są te historie o miłości. Bo miłość jest w ogóle piękna i jedyna w swoim rodzaju.

Ewa pracuje w telemarketingu razem ze swoimi dwiema przyjaciółkami. Pewnego dnia wróciwszy z pracy do domu, szykując kolację dla kochanego mężczyzny, ów partner wyznaje jej, że dusi się w ich związku, że musi odejść od czegoś, co dla niego jest szare i niejakie. Ewa doznaje szoku. Mimo swojego stosunkowo młodego wieku, bardzo dojrzale myślała i pragnęła tylko jednego – szczęścia. Chciała stworzyć z Piotrem rodzinę, mieć dzieci. Ale Piotr to zimny i wyrachowany drań, który kobiety potrzebuje tylko na pokaz, przy okazji biznesowych spotkań, ewentualnie do zaspokojenia seksualnych potrzeb. Ewa wydała mu się zbyt....codzienna, szara, nijaka.

 

 

 

Po tym doświadczeniu, Ewa miała wrażenie, że się rozpadnie na tysiące kawałeczków:

„Nadszedł wieczór, długi samotny wieczór. Ewa odzwyczaiła się szykować posiłki dla jednej osoby, dziś z przyzwyczajenia wyjęła dwa talerze i dopiero po chwili dotarło do niej, że to o jeden za dużo. […] Przeniosła się myślami w czasy dzieciństwa, wtedy wszystko wydawało się prostsze, myślała, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, nie zdawała sobie jeszcze sprawy z tego, jak trudne może być dorosłe życie.”

 

Najlepszym lekarstwem, jak wiadomo jest czas. To on leczy rany. I tak też było w przypadku Ewy. Wspólny wyjazd z przyjaciółkami do Jodełek Małych odmieni los, który gdzieś na chwilkę zboczył ze ścieżki, jaką szedł, a może tylko przystanął na chwilkę, żeby odpocząć? Gdzieś przycupnął na momencik dosłownie. Dla dziewczyny wyjazd okaże się strzałem w dziesiątkę. Oderwana od powracających myśli, które w sercu bolały, pozna Janka i jego sympatyczne dzieciaczki. Wspólne rozmowy, a właściwie zwierzenia spowodują w obojgu szybsze bicie serca. Na ile szybkie, tego dowiecie się z książki.

 

 

 

Roksana Bała stworzyła w swojej opowieści dobrze skonstruowaną historię. Bohaterowie są jak najbardziej namacalni, zbieżni z rzeczywistością. W książce miłość potrafi zarówno sprawiać ból, jak i dawać nadzieję. Łapie za rękę i prowadzić hen przed siebie. Zarówno Janek, jak i Ewa mają za sobą miłosne koligacje. Boją się o to, że nie będą umieli zaufać znowu nowej osobie. Obawy bardziej pogłębi wizyta byłej żony. Co z tych zawirowań wyniknie? Zajrzyjcie do książki!

 

 

 

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:


 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 

10:28, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2015

 

 

 

Może wziąć w nim udział każdy, kto lubi czytać :)

 

Chciałabym Was zaprosić na wydarzenie – akcję, którą zatytułowałam „Wędrujące historie”, oczywiście, jeśli wyrazicie chęć wzięcia udziału.


Pierwszym tytułem, jaki chciałabym puścić w obieg, to „Płacz wilka” Ewy Formelli.

 

 

 


Z recenzją mogliście zapoznać się na moim blogu.

 

Zasady udziału w wydarzeniu są jasne i proste.

W komentarzach zgłaszajcie swój udział. Ja wysyłam egzemplarz pierwszej osobie, która zgłosi się na liście :) Po przeczytaniu ta osoba wysyła kolejnej, która zgłosiła się po niej. I tak dalej i dalej :)

Niby nic trudnego, ale.....No właśnie.

Jest mały haczyk. Każdy kto przeczyta, musi w kilku zdaniach wyrazić swoją opinię o książce. Nie żądam od Was dalekobieżnych (hic!) recenzji, rozpraw, czy poematów, chociaż nie będę ukrywała, że fajnie by było! Chodzi mi o poznanie Waszej opinii o książce. I te kilka zdań przysyłacie mi na prywatną pocztę FB.

Po zakończeniu obiegu, opublikuję wszystkie Wasze opinie na blogu. Będzie to takie podsumowanie akcji :)

 

I teraz tak!

Termin zgłaszania się do udziału w akcji – nieokreślony.

 

A zgłaszacie się tutaj:

https://www.facebook.com/events/542335999265870/

 

 


 

Zatem!

 

Zapraszam!

18:43, toksiazki12 , Inne
Link Komentarze (1) »

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 

Każdy poeta odbiera świat inaczej. Dla każdego pisanie wierszy jest zupełnie innym przeżyciem i podejściem do świata słów. Każdy ma swój warsztat. Niejedni chętnie o nim mówią, inni skrzętnie ukrywają to, co waży na ich twórczości.

 

Całkiem niedawno miałam przyjemność zapoznać się z twórczością Hanny Krugiełki. Okazała się bardzo sympatyczną osobą, ale żeby czegoś się od niej dowiedzieć, trzeba trochę pociągnąć ją za język. Nie rozpycha się, nie wychodzi przed szereg. Raczej słucha i notuje.

 

Jej poezja jest kobiecą liryką, którą śmiało można śpiewać. O życiu najdonioślej. Bez fałszu, przekłamania, banału i sztuczności, którą tak lubimy się otaczać.

 

* * *

Raz była mową,

raz była wierszem.

Umarła rozszarpana

przez banał.

 

I co najważniejsze. Nie pisze długich poematów. I to jest piękne. Wystarczy kilka słów, by w jednym minimalistycznym wierszu zawrzeć głębię i magię.

 

Jaka jest Hanna Krugiełka?

Zapraszam na wywiad.

 

 

Haniu. Piszesz nie tylko wiersze. Jednak ja zapytam właśnie o poezję, dlaczego akurat poezja? Czym ona dla Ciebie jest?

Zacznę od podziękowania za zaproszenie mnie do wywiadu dla Recenzji Agi. Jest mi bardzo miło rozmawiać z Tobą i zaprezentować się czytelnikom Twojego bloga.

Wracając do pytania: poezja jest dla mnie najwspanialszym i najszybszym wyrażeniem emocji. Daje możliwość zrobienia tego w sposób ładny, wysublimowany. Jednak zawsze jest odbiciem przeżycia, wydarzenia, nawet myśli.

Poezja jest dla mnie przyjaciółką, towarzyszką, pasją. Liryka jest czymś co porusza, prowadzi do zachwytu. Czytając innych twórców i utożsamiając się z podmiotem lirycznym mam możliwość przeżycia metafizycznych uniesień, doznań większych i piękniejszych niż zapewnia codzienne życie. Poezja jest przedsionkiem wspanialszego świata.

W moich oczach i nie umniejszając wspaniałej twórczości autorów uprawiających inne gatunki poezja jest sztuką natchnioną, wymagającą tak zwanej iskry bożej, czy inaczej szału twórczego. Praktykując pisanie bajek dla dzieci, opowiadań, czy dłuższych utworów potrzeba planu i systematycznej pracy. Niewątpliwie ważny jest sam pomysł na treść utworu, ale aby napisać dzieło należy usiąść i oddać się zadaniu. Stworzenie wiersza następuje (przynajmniej w moim wypadku) pod wpływem chwili, impulsu i często jest odzwierciedleniem tejże.

Dlatego jestem zdania, ze poezja jest wyższą formą sztuki i kocham ją za to łapanie chwil i ostry wymóg natchnienia.

 

* * *

Kiedy byłam dzieckiem

próbowałam w słoiku

zatrzymać zapach lata.

Słoik mnie oszukał, bo

jesienią pachniał ogórkami.

Po latach nadal nie wiem

jak złapać zapach

świeżo upieczonego placka,

skoszonej trawy, czy

ziemi po deszczu.

Stoję na polu poległych źdźbeł i

oddaję im hołd chowając

w kolorowym zeszycie.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 

Zielona dusza”, tomik bardzo liryczny, delikatny. Czym zainspirowany?

Przyznaję, że „Zielona dusza” to mój ulubiony tomik. Zainspirowany… życiem. Znajdą w niej Państwo samotność, ból, a także radość i miłość. Wiersze w książce umieściłam ten sposób, aby czytelnik mógł wraz z podmiotem lirycznym przeżywać emocje od samotności, przez poszukiwania, tęsknoty aż do spełnienia i szczęścia.

 

W tym tomiku znajdziemy wiersze przede wszystkim o tym, co gra Ci w sercu i duszy. Uważam je za poetycki minimalizm. Nie piszesz poematów, ale krótko i bardzo treściwie. Interesuje mnie, skąd czerpiesz inspiracje? Czyją poezję cenisz najbardziej, czyją czytujesz i czy w ogóle jest poeta, poetka, którego twórczość cenisz najbardziej?

 

Czy ten minimalizm nie podoba Ci się? [przyp.red. Broń Boże! Podoba i to bardzo!] Przyznaję, może to pewna maniera, ale też wynik pracy twórczej i doskonalenia warsztatu. Uważam, że czytając długie utwory, najeżone mnóstwem trudnych metafor czytelnik traci możliwość właściwego odbioru i zamierzonego przez autora przekazu.

Mam swoich ulubionych poetów, których czytywałam w czasach licealnych i nieco późniejszych. Obawiam się, że tu Cię nie zaskoczę… To Lechoń, Leśmian, Pawlikowska-Jasnorzewska, Poświatowska, Lermontow. Są też poeci, którzy są dla mnie tak trudni w odbiorze, że niechętnie sięgam po ich dzieła. Pozwolisz, że nazwiska zostawię dla siebie.:) Nie mogę nie wspomnieć, że zostałam „wychowana na Mickiewiczu”, którego poematy czytał mi tata.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.


Podobno żeby umieć dobrze pisać należy czytać innych. Przyznaję, że przebrnęłam przez pozaszkolną obowiązkową lekturę, przede wszystkim polskich poetów i teraz z racji praktykowania sztuki słowa też powinnam to robić, ale chociaż może zabrzmi to nieskromnie - wolę tworzyć niż odtwarzać innych. Co nie znaczy, że kategorycznie unikam…

 

Odcienie nadziei”, to ostatni Twój tomik, z którym miałam okazję się zapoznać. Wiersze dojrzalsze o życiowe doświadczenia. Pojawiasz się w nich, jako orator już znacznie donioślejszy, świadomy swojego bytu i umiejętności. Jak to jest z wrażliwością poety?

Myślę, że właśnie dzięki tej wrażliwości poeta jest poetą… Owszem naturalnym jest, że życie ubogaca go w nowe doświadczenia, a on sam pracuje nad warsztatem, jednak zawsze pozostaje wrażliwym i to jest to co predestynuje go do działalności w tej formie sztuki.

 

Co pisze Ci się lepiej? Poezja, czy jednak proza?

Zdecydowanie poezja. Tu czuje się zdecydowanie pewniej, ponieważ niejako z definicji nikt się na niej nie zna i wszystko jest dozwolone. Proza kieruje się ograniczeniami, czy schematami. W poezji łatwiej być indywidualnością, natomiast proza jest praktykowana przez tak liczne grono twórców, że utwory są podobne. Oczywiście chodzi mi bardziej o język, składnię.

Myślę, że poezja jest wbrew temu co powiedziałam, bardziej tradycyjna pod względem tematów. Historię, zmiany kulturowe, zjawiska i trendy bardziej odzwierciedla proza.

Pewniej czuję się w poezji, gdyż te trudniej poddać krytyce. Pisze się je zdecydowanie lepiej, bo tak jak już wspomniałam wymagają impulsu, a nie wielogodzinnej pracy.

W moich oczach wiersze są czymś, co jest znacznie piękniejsze i wznioślejsze od prozy, która jest bardziej pospolita.

Reasumując zdecydowanie preferuję poezję, gdyż wymaga daru pisania, a tworzenia prozy w dużej mierze można się nauczyć.

 

Jakie jest Twoje spojrzenie na poezję współczesną? Codzienność dostarcza nam natłoku informacji, nierzadko pozytywnych, dobrych. Czego tak naprawdę szukamy w poezji?

Myślę, że w poezji szukamy odskoczni, czegoś co jest piękne i dobre. Szukamy przeżyć i doznań, których nie dostarcza nam codzienne życie, lub wręcz przeciwnie wybieramy autorów, z których przeżyciami pragniemy się utożsamiać, chcemy w poecie znaleźć przyjaciela, czy sojusznika. Potrzebujemy oderwania od codzienności, przeniesienia w świat delikatności i piękna, a nawet gdy podmiot liryczny opowiada o trudnych chwilach, to robi to w sposób tak wysublimowany, że oddajemy się temu z rozkoszą.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 

Gdybyś miała czytelnikom przedstawić siebie, jak byś to zrobiła? Jaka jest Hanna Krugiełka prywatnie, jaka zawodowo, a jaką jest twórczynią?

Najchętniej odesłałabym Cię z tym pytaniem do moich bliskich, przyjaciół, kolegów z pracy… O sobie mówić najtrudniej… Jestem… ciepła..(tak o mnie mówią), wylewna (z trudem nauczyłam się hamować nieco tą wylewność), uśmiechnięta, życzliwa. Nauczyłam się również, a może życie mnie nauczyło cieszyć się z małych rzeczy. Z tego, że świeci słońce, że spotkane dziecko odwzajemniło moje kiwanie.

 

* * *

Życie to kłamstwo

nasączone bożą ironią

nazywaną szczęściem.

Szczery uśmiech

jak mydlany balon

ginący sekundą trwania.

W wypalonych oczach

zastygła samotna łza

zimna brakiem nadziei.

 

 

Teraz jaka nie jestem. Nie jestem osobą dążącą do celu za wszelką cenę, nie jestem pedantyczna, nie jestem zawistna. Mam całe mnóstwo wad, ale może lepiej ich nie wymieniać? :)

Twórczynią jestem niesystematyczną. Niezbyt przebojową. Są osoby, które są dobrymi marketingowcami i świetnie umieją się sprzedać. Jestem przeciwieństwem, nie pcham się, nie rozpycham. Jestem otwarta na propozycje, ale raczej niechętnie wychodzę z własną inicjatywą.

Cały czas się uczę. Chcę być lepsza…

 

Na koniec coś od siebie dla Czytelników:

Przede wszystkim dziękuję Czytelnikom Recenzji Agi, że zechcieli zapoznać się z moją wypowiedzią i szczerze pogratulować tym, którzy dobrnęli do jej końca :). Zapraszam do czytania (nie tylko moich :)) książek i życzę przy tym wielu wzruszeń oraz, aby każdy przeczytany tekst pozostawiał pozytywną cząstkę autora.

 

* * *

Rozpychają się niemo na półce

tworząc nierówny, barwny szereg.

Splot autorów i tytułów

ubranych w kolorowe mundurki okładek.

Lubię ich zapach i niby przypadkową kolejność.

Patrząc na drukowane grzbiety

czuję bezpieczeństwo ponadczasowego domu.

 

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Wiersze przytoczone w wywiadzie pochodzą z tomiku autorki "Odcienie nadziei", wydanego przez

Wydawnictwo e-bookowo:

https://www.e-bookowo.pl/poezja/odcienie-nadziei.html

 


 

15:51, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2015

 

 Rok wydania: 2014

Ilość stron 195

 

Pani Ewa Formella zaskoczyła mnie po raz drugi, bowiem po raz drugi miałam okazję zapoznać się z Jej twórczością. I to zaskoczenie było jak najbardziej pozytywne. Sięgając po „Płacz wilka” myślałam, że tytuł jest tylko metaforą. Okazało się, że wilk jednak był i to jaki! Nosił imię Foudling. A powieść nie tylko ciekawa, ale owiana nutą tajemniczości, z odpowiednimi opisami. Miałam wrażenie, że przeniosłam się na karty książki i chadzałam z bohaterami leśnymi ścieżkami, czy po okolicznych warmińskich zakamarkach. Uwielbiam takie klimaty!

 

 

Bohaterką powieści jest Hanka. Młoda studentka, pomieszkująca na stancji u starszej pani Janiny. Pewnego dnia przychodzi do niej pismo z kancelarii prawnej i dowiaduje się, że jej zmarły ojciec - Andrzej zapisał połowę domu, który znajduje się pod Olsztynem. Od niepamiętnych czasów dom ten nosi nazwę „Domu wschodzącego słońca” i jest zamieszkany przez liczne grono zupełnie obcych ludzi. Dla niej obcych, ale dla zmarłego ojca już nie. Podróż w owe miejsce okaże się nowym doświadczeniem i przygodą, która połączy ją już nie tylko ze znajdującym się tam domem, ale przede wszystkim z jego mieszkańcami.

 

Hanka zamieszka w pokoju ojca, odkryje ogrom listów zaadresowanych do niej, ale listów, których nigdy nie widziała na oczy. To sprawka matki. To ona uśmierciła go w oczach córki. Listy odkryją przed dziewczyną magiczne historie, spisane ręką osoby, której nigdy nie miała nawet okazji poznać. A kim są mieszkańcy domu?

 

Goldstar, to starsza, stateczna pani. Andrzej wyciągnął do niej pomocną dłoń po tym, jak została oszukana przez swojego managera. Miała przed sobą wielką karierę, zaufała bezgranicznie komuś, kto zamienił jej życie w piekło, spała nawet w parku na ławce.

 

 

Wiktor – marynarz, góral z Limanowej, przyjaciel Andrzeja. Marta pobita przez męża była na obdukcji w szpitalu i tam poznała Andrzeja. Ninoczka wykupiona przez Andrzeja z domu publicznego. Pietro i Daniło – synowie Ninoczki. Zuzanna i Błażej mezaliansowe, młode małżeństwo i Piotr dusza artysta, malarz, fan motocykli. Wszystkich tych ludzi łączy jedna osoba – Andrzej, ojciec Hanki i splot niezależnych od siebie zdarzeń. Do wszystkich w jakiś sposób wyciągnął pomocną dłoń.

 

Po przyjeździe Hanki, narastać zaczną w mieszkańcach wielkie obawy. Co z nimi będzie? Gdzie się podzieją? Szkopuł w tym, że Hanka tylko w połowie jest dziedziczką Domu wschodzącego słońca. Drugim właścicielem jest przyrodni brat dziewczyny, Marcel. Same niespodzianki spotkają Hanię. Nie tylko polubi mieszkańców domu, ale zaprzyjaźni się z Foudlingiem. Nagły przyjazd brata, spowoduje w jej życiu niejedną rozterkę. Czy dojdzie do sprzedaży domu? Co stanie się z ludźmi, którzy już go zagospodarowali?

 

Bardzo mi się spodobała powieść o niezwykłej sile ludzkich więzów, niekoniecznie tych bardzo bliskich sobie. Nie była to sielska opowiastka o przechadzkach w promieniach słońca. To historia intrygująca, w której można się zaczytać od pierwszych wersów. O tym, że wiara w ludzi, dobro tego świata jeszcze istnieje. Dlaczego?

 

 

Dzisiaj już prawie brakuje miejsca na sentymenty. Otaczamy się jakąś sztuczną powierzchownością, a tak naprawdę czasami wystarczy włożyć okulary by dostrzec to, czego inni być może nie widzą.

Gratuluję autorce tak wspaniałej książki!

 

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

14:22, toksiazki12 , Recenzje
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 listopada 2015

 

 

Odpowiedzi nie było co prawda dużo, ale...trzeba było wyselekcjonować te, które otrzymują nagrody :)

 

Słowo od autorki :)

"No, łatwo nie było. Moje typy to Gosik - za przywołanie jasnych i ciemniejszych stron PRL-u i emilya5 - za przywołanie dzieciństwa (choć ja akurat lizałam visolvit i vibovit) i końcowe stwierdzenie, które usprawiedliwia sentyment, z jakim wiele osób z mojego pokolenia traktuje tamtą epokę"

 

Gratuluję dziewczynom i dziękuję za udział wszystkim! :)

 

 

 

Nagrody:


 

 

14:50, toksiazki12 , Inne
Link Komentarze (1) »
Nie będę za dużo pisała, bo po co? Agnieszka Kazała jest nie tylko sympatyczna, ale i zdolna. Pracuje w Wydawnictwie Literackim Białe Pióro. Czym się konkretnie zajmuje, przeczytacie w wywiadzie.
poniedziałek, 23 listopada 2015

 

 

 

 

 

Z tygodnia na tydzień widzę, jak rosną statystyki na moim blogu.

Te, które widzicie na bocznym pasku, zupełnie różnią się od tych, które mam ja. Te na bocznym pasku założyłam kilka tygodni temu. Wewnętrzne statystyki, pokazują mi liczbę odwiedzin z całego, minionego tygodnia. Kiedy zaczynałam prowadzić bloga, sięgały one liczby 20 osób oglądających. Ostatni wynik, to 8.861 osób. Piękne, prawda?

Nie wiem, jak Wy oceniacie to miejsce. Staram się przekazywać wszystko, jak umiem najlepiej. Wiem, że jeszcze daleko mi do ideałów, ale nie chcę posługiwać się słowem, jako takim, ale tym na wysokim poziomie. Stąd mnogość zakładek u mnie. Oprócz tego, że kocham prozę, nie przechodzę obojętnie obok poezji. To tak naprawdę druga pozycja, która jest bliska mojemu sercu. Staram się przekazywać Wam to, co najlepsze. Oczywiście, nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy. To Wam zawdzięczam wszystko to, co możliwie najlepsze, bo tak naprawdę, dla kogo bym to prowadziła?

Recenzje, wywiady, konkursy. 

Co chcielibyście jeszcze u mnie znaleźć? 

Jestem otwarta i na propozycje i wszelkie sugestie. Piszcie w komentarzach pod tym postem.

Chciałabym napisać kilka słów o tym, jaką dzisiaj otrzymałam piękną niespodziankę. Jakiś czas temu, miałam przyjemność patronować medialnie kolejnej pozycji Pana Jerzego Stasiewicza z Nysy. To nie tylko poeta. To przede wszystkim twórca wszechstronny. Dzisiaj dotarła do mnie paczka od Pana Jerzego. Nie tylko tomik antologii i folder z informacją o najbardziej znanym śląskim poecie Josephie von Eichendorffie. Główną niespodzianką okazał się ilustrowany miesięcznik społeczno - kulturalno - literacko - naukowy "Radostowa", a w nim na całych dwóch stronach mój wywiad z Panem Jerzym. Na następnej całej stronie  - recenzja ostatniej książki "Po co komu krzyż" Pana Jerzego. Wszystko to, co publikowałam wcześniej na blogu. Niespodzianka ogromna.

Zresztą, sami zobaczcie:

 

 Okładka czasopisma.

Portret Jerzego Stasiewicza w wykonaniu Zbigniewa Kresowatego.

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

To bardzo miłe i wyróżniające.

 

Ostatnio również, w ramach współpracy z NGL, wspólnie z Jarosławem Heblem przeprowadziłam wywiad z Hanką Mody - pisarką, współautorką antologii Autostopy. Dziesięć opowiadań o wolności oraz redaktorką działu prozy „Nowej Gazety Literackiej”. Hanka V. Mody zdradza nam, że aktualnie pracuje nad trzema powieściami. Pisarz, według niej, to ktoś, kto przekazuje fascynujące i ciekawe historie. Czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce. Lubi teatr, operę, a także filmy Smarzowskiego. Należy do miłośników zwierząt. Opowiada się przeciw indoktrynacji.

Gdybyście mieli ochotę przeczytać cały wywiad, odsyłam na stronę NGL, pod linkiem:

http://nowagazetaliteracka.blog.pl/2015/11/19/pisarz-przekazuje-fascynujace-historie/

 

 

Oddaję temu miejscu, jakim jest blog cząstkę siebie i miło, jeśli ktoś to dostrzega.

Jeśli macie jakieś propozycje, czy sugestie, dotyczące mojego bloga, tego, co chcielibyście jeszcze tu znaleźć, nie krępujcie się. Możecie pisać. Ja nie gryzę :)

Pozdrawiam :)

Aga.

17:21, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

 

 

 

Tak, tak! :) Przyjemnie jest współpracować z autorami! Bardzo przyjemnie! :)

 

Kolejną autorką, która chce podarować Wam pomysł na prezent Mikołajkowy jest Anna Szczęsna.

Recenzje obydwu książek mieliście okazję przeczytać u mnie na blogu.

 

Tym razem autorka zadaje Wam pytanie. Macie wymyślić tytuł, oczywiście czysto hipotetycznej, książki o tematyce świątecznej.

Najciekawszą odpowiedź wybierze autorka.

 

Konkurs zaczyna się dzisiaj, tj. w poniedziałek 23 listopada 2015r. i zakończy się w przyszłą środę, tj. 2 grudnia 2015r. o godz. 24:00.

Po tym terminie autorka dokona wybory zwycięskiej odpowiedzi, która wyda Jej się najciekawsza!

Odpowiedzi, tradycyjnie, zostawiacie w komentarzach pod tym postem, pamiętając o adresie e-mail, by ułatwić kontakt ze zwycięzcą :)


Udostępniajcie i bierzcie czynny udział! :)

 

Nagrodę sponsoruje Anna Szczęsna :)

 

Trzymam kciuki! :)

Pozdrawiam :)

Aga.

 

 

Nagrody:


                    

 

 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi