Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
wtorek, 28 lutego 2017

 

 

 

 

 

 

Kochani!

To prawda, uczestników konkursu było niewielu, ale jak słusznie zauważyła Pani Monika z Wydawnictwa Sofijka, odpowiedzi piękne i bardzo głębokie, poruszające. Potrzebowałyśmy chwili, by wskazać zwycięzcę. 

Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie! 

 


A oto zwycięska odpowiedź:

 


 

 

 

 

Panią Evę proszę o kontakt meilowy (stokrotka954@wp.pl), celem podania adresu do wysyłki nagrody :)

 

 

 

 

 

Jeszcze raz, dziękuję wszystkim za udział i zachęcam do regularnego zaglądania, bo niebawem - wraz z powiewem przedwiosennego wiatru, pojawi się kilka kolejnych konkursów :)


 

Pozdrawiam,

Aga :)

 

 

 

Konkurs pt. „Literacki Debiut Roku” zainicjowany został, aby promować polskich debiutantów w zakresie literatury pięknej. Głównym celem konkursu jest wyłonienie w danym roku kalendarzowym najlepszej powieści, która nie była dotychczas nigdzie publikowana w wersji drukowanej.

Obecna, szósta edycja trwać będzie od 20 lutego 2017 roku do 30 lipca 2017 roku.

Na laureatów konkursu czekają bardzo atrakcyjne nagrody!

I miejsce – tytuł „Literacki Debiut Roku”, nagroda pieniężna w wysokości 5000 zł, dyplom, opublikowanie zwycięskiego utworu drukiem, jego dystrybucja oraz promocja przez Wydawnictwo Novae Res oraz patronów i partnerów Konkursu, kurs wybrany przez laureata z oferty kursów stacjonarnych organizowanych przez szkołę www.maszynadopisania.pl, zestaw książek.
II miejsce – dyplom, tygodniowy pobyt w SPA, kurs wybrany przez laureata z oferty kursów stacjonarnych organizowanych przez szkołę www.maszynadopisania.pl, zestaw książek.
III miejsce – dyplom, dwudniowy pobyt w SPA, kurs wybrany przez laureata z oferty kursów stacjonarnych organizowanych przez szkołę www.maszynadopisania.pl, zestaw książek.

W skład Kapituły Konkursu wchodzą:
Red. Marzena Bakowska – członek kapituły
Prof. UG, dr hab. Marcin Całbecki – członek kapituły
Red. nacz. Wojciech Gustowski – członek kapituły
Dr. Paweł Kozielski – członek kapituły
Agnieszka Lingas-Łoniewska – członek kapituły
Dr Anna Ryłko-Kurpiewska – przewodniczący kapituły
Red. Krzysztof Szymański – sekretarz kapituły

Szczegółowy przebieg konkursu opisuje regulamin.

Informacji związanych z konkursem udziela sekretariat wydawnictwa Novae Res pod adresem ldr@novaeres.pl.

 

 

 


„Literacki Debiut Roku” to konkurs organizowany rokrocznie przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem konkursu jest wyłonienie w danym roku kalendarzowym najlepszej powieści, która nie była dotychczas nigdzie publikowana w wersji drukowanej.

Laureatami poprzednich edycji konkursu zostali: Magdalena Kempna-Pieniążek (Przebudzenia Doktora Sorena), Sławomir Michał (Strefa Pawłowa), Agnieszka Opolska (Anna May) oraz Lech Grabowski (Podwójne przekleństwo).

Tradycją już stało się, że w trakcie uroczystego wręczenia nagród laureatom fragmenty zwycięskiej powieści czyta znany aktor. W poprzednich edycjach byli to Szymon Sędrowski, Katarzyna Figura, Ewa Kasprzyk, Anna Dymna i Edyta Jungowska.

17:00, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lutego 2017

 

 

 

 

 



Wydawnictwo Psychoskok

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 144

Książkę znajdziecie:

http://www.psychoskok.pl/produkt/bankiet-wysuszonych-kasztanow/

 

Jest takie słynne powiedzenie, które w przypadku tej pozycji książkowej znakomicie się sprawdza, że starość zdecydowanie się panu Bogu nie udała. Ale z kolei inne mówi, że nie o wszystkich starość pamięta. Czym innym jest też starość duszy a ciała i umysłu. Jednych dopadają choroby, innych typowe dla niej przypadłości, na jeszcze innych oprócz pewnych ograniczeń nie robi żadnego wrażenia – starość to nie przeszkoda, by dalej rozwijać swoje pasje, trenować mózg, kontynuować sprawność fizyczną, społeczną, towarzyską.

 

Nie inaczej jest w przypadku czterech głównych bohaterek opowieści Joanny Stańdy „Bankiet wysuszonych kasztanów”, gdzie metaforycznie – wysuszone kasztany oznaczają właśnie starsze, schorowane panie w wieku późnej jesieni życia, w różnym wieku, bo jest i taka, która ma dziewięćdziesiąt dwa lata. Wszystkie panie poznają się w jednym z pokoi szpitalnych, gdzie trafiają po kolei z przyczyn nagłego pogorszenia się zdrowia.

 

 

 

 

 

Pacjenci na oddziale geriatrycznym pojawiają się z różnych przyczyn. A to z powodu zasłabnięcia, a to zaśnięcia w tramwaju kiedy ma się cukrzycę, a to z pogorszenia stanu pracy nerek. Każda z pań jest na swój sposób osobliwa, doświadczona przez los, żadna nie jest zadowolona ze swej obecności w szpitalu. Pani Kuruc jest otyła, ma problemy z przemieszczaniem się. Pani Kobel zamartwia się o wszystkich i wszystko wokół, tylko nie o własne zdrowie. Pani Mirela jest wyjątkowo upierdliwa, ciągle narzeka, rzuca epitetami na lekarzy, personel szpitalny i nieustannie domaga się uwagi ze względu na niemoc w poruszaniu się. Pani Anstazja, wykładowca matematyki na uniwersytecie wydaje się być arystokratką z dobrego domu. Wszystkie zupełnie inne charakterami, odmiennymi poglądami. Dla jednej ważny jest dobrobyt, by niczego nie brakowało, dla drugiej wygląd, dla trzeciej dobra emerytura wypracowana wysokim wykształceniem.

 

Rozmowy między pacjentkami przeradzają się we wspomnienia minionych lat, dzieciństwa. To też rozmowy o miłości, relacjach z mężczyznami. Ale są też rozmowy i rozmyślania o obecnych problemach, współczesnym postrzeganiu ludzi starych:

„W naszym kraju w ocenie powszechnej opinii starsi ludzie są stawiani na piedestale moralności, szanowani obywatele będący wzorem wszelkich cnót. Dojrzały wiek to nieodzowny i automatyczny niemal przymiot do świętości za życia. Dlatego nie mają prawa do romantycznych uczuć, miłosnych uniesień, do seksu. Z chwilą przekroczenia sześćdziesięciu lat stają się bezpłciowymi istotami, pozbawionymi wszelkiego pożądania, potrzeby intymnego fizycznego kontaktu czy popędu seksualnego. Mogą sobie pozwolić ewentualnie na relacje duchowe, mentalne, ale w żadnym razie nie powinien ich łączyć zwykły, naturalny seks. Ci, którzy decydują się na łóżkowe figle, wykonują co najwyżej żenującą akrobatykę, ograniczoną często osteoporozą lub bólami w stawach, są po prostu śmieszni i stają się obiektem kpin i niewybrednych komentarzy.”

Oliwy do ognia dorzuci młoda pacjentka, Oliwia, która trafi na odział geriatryczny zupełnie niespodziewanie. Młoda, ładna, ale nienaturalnie chuda, czyżby anorektyczka? W dodatku krnąbrna.

 

 

 

 

Muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze czytało mi się tę książkę. Chociaż temat bardzo przyziemny, trudny, delikatny, ale aktualny. Sytuacja seniorów jest wyjątkowa i niestety wciąż postrzegana jako zła. Niskie emerytury często wpływające na ich sytuację bytowo-społeczną, trudne warunki mieszkalne, liczne schorzenia, choroby, podupadły szpitalny sprzęt nienadający się do użytku, służba zdrowia pozostawiająca wiele do życzenia. Stary człowiek potrzebuje wiele szacunku i empatii.

 

 

 

 

 

„Bankiet wysuszonych kasztanów” Joanny Stańdy przede wszystkim wzrusza i zmusza do głębszej refleksji. Każdego z nas czeka starość. Jaka ona będzie, zależy w dużej mierze od nas. Książka porusza ważny temat. Pokazuje seniorki z wielu stron i ich różne światopoglądy. Uświadamia czytelnikom, jak trudnym tematem jest starość, ale przede wszystkim daje nam do zrozumienia, że życie jest jedno. Ta chwila potrafi szybko przeminąć. Książka napisana prostym, zrozumiałym językiem, ze znakomitymi dialogami. Autorka stworzyła bardzo wyraziste bohaterki. Na ich konkretnych przykładach pokazała, czym jest starość i jakie może przybrać formy.

 

 

Polecam!

 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 

 


 

21:49, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lutego 2017

 

 

 

 

Wydawnictwo Lietrackie

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 67



Chociaż Urszula Kozioł jest znaną autorką tomów poetyckich, felietonów, prozy, form dramatycznych, w tym inscenizacji dla dzieci oraz monodramów, dla mnie było to pierwsze spotkanie z Jej twórczością w ogóle. Szkoda, bo tomik „Ucieczki” bardzo mnie zaintrygował, zmusił do głębszej refleksji. Poezja ta przenika do każdego punktu naszego serca, uderzając w najczulsze jego struny, wywołując wiele konsternacji i zadumy. Czytam aktualnie książkę o różnych odcieniach starości i kiedy wzięłam do rąk „Ucieczki” jakoś we mnie podwójnie wszystko zadrżało.

 

Tomik podzielony jest na dwie części, zawiera trzydzieści pięć wierszy spiętych w jedną całość niezbyt przyciągającej oko okładki, która ma estetyczny i powściągliwy wyraz, jednak podejrzewam ma ona swoją specyfiką pokreślić wymiar ascetyczny zawartych w niej poezji. Całość poprzedza wiersz „Do F.”, który opowiada o wielkiej tęsknocie za mężem, z którym autorka spędziła najwspanialsze lata swojego życia, najlepsze chwile: „Wodzę za tobą myślami/ wodzę za tobą słowem/ przekazują cię innym/ do pamiętania/ bylebyś był/ tak czy owak/ żebyś był.” Ten wiersz podkreśla ton, w jakim cały tomik został utrzymany. Tęsknota, żal i poczucie głębokiej, poruszającej pustki, tak w sercu, jak i życiu, mogą spotkać każdego z nas, bo utrata, strata, boli.

 

 

 

Z pierwszej części „Brzegiem” wyziera obraz samotności. Możemy zajrzeć do myśli i emocji autorki, która przejmująco i sugestywnie opisuje stan odczuwanej przez siebie niezwykle intymnej starości, pustego miejsca po ukochanym: „Być niekochaną od samego rana/ być niekochaną nocą po północy/ być niekochaną na jawie i we śnie/ niekochaną po śmierci w nigdzie i w nie tutaj// po co otwierać oczy i po co zasypiać/ budzić się dla nikogo/ nie śnić się nikomu/ nie podchodzić do okna/ nie wybiec na schody/ żeby powitać tego kto był upragniony.” Obrazy stanów serca i duszy autorka często zestawia i przyrównuje do pustych ulic, krajobrazów okolic, a o ludzkiej pamięci pisze jak o studni: „Każda pamięć ma swoją studnię/ to właśnie z niej czerpie swoje sny...”

 

 

Znajdziemy tu wiersze niczym pieśni, długie poematy, ale też lapidarnie skrojone słowem, które celnie oddają emocjonalną sinusoidę, odnajdywanie własnego „ja”, swojej tożsamości, swoich dróg, wiersze, którymi odplątuje się życiowe ścieżki „tonę w odcieniach/ słów zieleniach”, ale z towarzyszącą świadomością, że wszystko ma swój kres, mija bezpowrotnie: „Jestem cicho/ niedosłyszalnie/ gasnę niespostrzeżenie/ w dookolnym łoskocie.” Nadzieję ma przynieść zmiana, budzenie się do życia przyrody, świata flory i fauny, ale mimo wszystko powracają tamte, wspólnie spędzane chwile: „Zagwizdał kos/ razem/ słuchaliśmy jak/ znowu udaje słowika// nie chcę dłużej połykać łez/ wysmuć się smutku.”

 

Tęsknota za ukochanym mężem i ta przenikliwa samotność, którą współodczuwa się z autorką daje również odzwierciedlenie wspomnień zawartych w wierszach z drugiej części tomiku „Ucieczki”. To obrazy ucieczek, wojennych traum, rodzinnych tragedii, wspomnień wysiedleń, nieustannej tułaczki, poszukiwań swojego miejsca na ziemi: „jak tam było – pytają małą dziewczynkę/ której wraz z babką udało się zbiec/ jak było – pytają/ wszystko na czarno – odpowiada – czarno na czarnym”. Autorka opisuje nawet współczesne konflikty, wojny, ukazuje słowami tragedie zwykłych, niewinnych ludzi, dzieci jest znakomitym obserwatorem codziennej walki między żywiołem a człowiekiem, między człowiekiem a człowiekiem: "tysiące uchodźców którzy dzisiaj/ na oczach świata potonęli/ w drodze do raju". Tytułowy poemat „Ucieczki” buduje napięcie począwszy od historycznych sporów, czy niesnasek po współczesne konfrontacje. Kozioł przywołuje również swoją rodzinną tragedię, wysiedlenie z Zamojszczyzny, ucieczkę: „Uciekaliśmy także my/ uciekaliśmy pamiętam/ wtedy z moich stron/ z Zamojszczyzny/ już nie wolno było uciekać/ wtedy nikomu/ już nie wolno było nam pomagać/ pod groźbą srogich kar/ obóz a nawet śmierć/ wtedy wszystko było możliwe/ i natychmiastowe/ nam przez Niemców pisane było wysiedlenie/ rozdzielenie żon od mężów/ dzieci od matek/ wyniesienie z domów lichych węzełków/ nasze domy mieli zaraz zasiedlić przybysze skądinąd// to był początek grudnia 1942/ dzień czy dwa przed zaplanowanym wysiedleniem// uciekaliśmy bez toboków/ żeby nie przyciągać uwagi/ matka w szóstym miesiącu ciąży/ maleńki brat z wysoką gorączką...”


 

 


Te przeżycia odcisnęły w pamięci autorki głębokie piętno, pozostawiły niezmazywalny ślad. Wspomnienia niewyparte przez czas. To też obrazy wielu innych, postronnych ludzi takich jak oni, w nieustannym strachu i przeczuciu, że świat runie im zaraz na głowy. Poemat kończy się niezwykle sugestywną puentą: „nie ma dokąd uciekać/ ani gdzie się skryć/ no więc zaczekam tu/ tutaj jestem (jakby się kto pytał).”

 

 

 

 

„Ucieczki” Urszuli Kozioł to poezja osobista, indywidualna, momentami intymna, o smutku wypełniającym serce po stracie ukochanej, bliskiej osoby, o samotności, świadomości śmierci, przemijania, to obrazy wspomnień, dramatycznych chwil, konfrontacje historii ze współczesnym światem, którego pamięć jest jak studnia, w której może kiedyś zabraknąć wody. Autorka bardzo wyraźnie i sugestywnie podkreśla, jak ważne jest pielęgnowanie tych wspólnych chwil, wspólnego życia. Mówi donośnym głosem wypełnionym żalem i wielką tęsknotą, odważnie, niczym nieskrępowanie. To poezja emocjonalna i zapadająca głęboko w pamięci.

 

 

Polecam wszystkim!

 

 

 

15:55, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lutego 2017

 

 

 

 

 

Kochani!

Nie, nie zapomniałam o wynikach. Musicie uzbroić się jeszcze w dużą dozę cierpliwości. Poprosiłam zupełnie postronne osoby, które nie są związane bezpośrednio z konkursem o pomoc. Pomagają mi w wytypowaniu haseł, które ich zdaniem trafiają do osób nieczytających, które im się podobają :)

Zliczam głosy, trochę to potrwa. Chciałam od razu wyjaśnić, że bardzo mnie niektóre osoby rozczarowały. Początkowo wytypowaliśmy jedno hasło, które okazało się plagiatem, ale okazuje się, że jest ich więcej. Znajomi pomagają mi w weryfikacji. Przykro, że coś takiego w ogóle ma miejsce. Jesteśmy ludźmi poważnymi, dorosłymi, świadomymi, a tymczasem... nie wiem nawet jak to skomentować. Tak nie można, tak się po prostu nie robi! W artykule podsumowującym, mam nadzieję, że uda mi się go w miarę sprawnie napisać i opublikuję na dniach, znajdziecie przy tych splagiatowanych hasłach linki.

Hasło, które zebrało dotychczas najwięcej głosów, a przeważa naprawdę dużą ilością, na szczęście jest autorskie. Uff...

Dodam też, że do gadżetów dorzucę od siebie tomik wierszy :) 

 

 


Mam też już pomysł na kolejny temat cyklu. Tym razem będzie związany z konkretnym tytułem książki. Wszystkiego dowiecie się jednak niebawem. Czekam na przesyłkę, nie wiem czy otrzymam dodatkowy egzemplarz, jeśli tak, będzie jako nagroda w konkursie :)


Pozdrawiam Was serdecznie :)


Aga

 

19:32, toksiazki12 , Inne
Link Komentarze (2) »

 

 

Wydawnictwo CM

Wydanie I powojenne z roku 2014

Ilość stron: 356

Książkę znajdziecie:

http://www.wydawnictwocm.pl/ryszard-braun-manekin-numer-6-11-tom-p-112.html

 

Czytając książkę miałam przed oczyma stary, przedwojenny, czarno - biały film. Uwielbiam te klimaty, którym uroku dodają szyk, klasa i elegancja. Specyficzna mowa, akcent, przedwojenne obrazy Warszawy lat trzydziestych i oczywiście akcja nakręcana przez pomysłowych, utalentowanych bohaterów, wyjętych niczym z innej epoki i świadomości. To było bardzo przyjemne spotkanie z zupełnie niecodzienną lekturą, którą polecam już na samym początku recenzji. Znacie mnie, więc wiecie, że naprawdę rzadko to robię. Zachwyciło mnie coś jeszcze. Moda tamtych lat. Nie jest mi tematem obcym, bo przecież kształciłam się w tym kierunku, historia mody była na rysunku zawodowym, dlatego móc czytać o tych jedwabnych, długich, prostych sukniach, koronkach, kapelusikach z woalką, wystylizowanych na tamte lata fryzurach, to po prostu uczta. Uczta czytelnicza w każdym calu, bo chociaż pierwsze przedwojenne wydanie tej książki przypada na rok 1937, to wspaniale stało się, że Wydawnictwo CM nie miało oporów, by je wznowić i uraczyć czytelników gustem podobnych do mnie.

 

Książka zawiera w sobie dwa tomy opowieści misternie dopracowanej, przemyślanej w każdym calu, napisana specyficznym językiem, z użyciem typowych na tamte lata słownictwem, czy zwrotami, gustami żyjących ówcześnie ludzi, zasad moralnych, pewnych konwenansów, a nawet skrywanych na dnie serca marzeniach. To powieść, która pokazuje życie wielkiej firmy, prężnie funkcjonującej w przedwojennych realiach i rzeczywistości podobnej do naszej współczesnej. Pewne rzeczy i zasady przecież się nie zmieniają, tkwią w naszej świadomości, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

 

Warszawski Dom Mody „Kakadu” tętni swoim życiem. Klientela bowiem jest wybredna, wymagająca, rządna towarów z najwyższej półki, w dobrym guście, szykowną. Klientki DM „Kakadu” nie należą do podrzędnej kasty klasy niższej. To same osobistości. Żony wielkich panów, noszące tytuły, będące żonami swoich mężów. A towary to najnowsze trendy mody: suknie, żakiety, kostiumy, palta, bielizna. Wszystko na najwyższym poziomie, szykowne, eleganckie, z drogich gatunkowo materiałów. O te rzeczy dba dyrektorka Eugenia Kowalska. To ona, głównej krawcowej Drechowskiej nakazywała odpruwać metki firmy Kakadu, a naszywać te, które kradła w paryskich sklepach, razem z wieszakami, przewożąc kradzione towary do Polski.

 

„Dyrektorka, otworzywszy neseser z czerwonej skóry, wyjmowała już z jego głębi sztuki jedwabiu, koronki, owe klamry (które ją tyle strachu nabawiły) i szukała małej torebki z odprutymi znakami Gallerie Lafayette, Vorth'a, Louvre'u i Samaritaine de Luxe. Ale nie znajdowała jej. Sekundy upływały, a ręce jej nerwowo szukające nie napotykały na to, czego szukały. Ani za lusterkiem, ani pod pokrowcem, ani między flakonami lśniący mi od kryształów - nie było upragnionej torby. Czyżby ją w popłochu zostawiła? Tak, to możliwe, chowała przecież wszystko po ciemku, nieledwie, że po omacku - mogła więc zapomnieć. Pociągnęłoby to za sobą skutki olbrzymie. Nieobliczalne! Okropne! Wprawdzie w specjalnej skrytce było trochę zapasowych znaków, które można było wszyć, ale ślad pozostawiony w wagonie mógł sprowadzić kontrolę celną do firmy Kakadu - mógł oprzeć się o sąd, doprowadzić do rewizji książek buchalteryjnych, zaprowadzić do więzieniu. Dyrektorka kazała przyszywać zapasowe znaki pani Drechowskiej, rozkładając w milczeniu ręce ruchem rozpaczliwym. Strach pobielił jej twarz, zarysowujcie się na policzkach dwoma koliskami ceglastego różu.”

 

 

 

 

Dyrektorka Kowalska nie cieszy się w firmie dobrą opinią. Jest kłótliwa, wyrachowana, mająca wysokie mniemanie o sobie. Firma „Kakadu” należy do Czesława Wrendla. Jednak szef nie ma głowy do interesów, oddając stronę buchalteryjną właśnie wspomnianej Kowalskiej i kierowniczce biura buchalteryjnego pannie Gnejszczuk. Owa panna nie skrywa, że czuje do Wrendla coś więcej niż tylko firmowe sprawy. Szef zaś, nie potrafi przełamać do niej swojej niechęci wynikającej szczególnie z okropnego wyglądu twarzy, oszpeconej przebytą ospą, o którą należnie nie zadbano.

 

 

 

Jakie jest zatem miejsce Wrendla? Tworzy nowe fasony garderoby damskiej na żywych manekinach, które prezentuje co jakiś czas na rewiach. Wrendel nie jest świadomy, że dyrektorka z kierowniczką spiskują za jego plecami, pozbawiając „Kakadu” wszelkich środków pieniężnych, pogrążając firmę na dno finansowej plajty. Nikomu nie jest znana też prywatna strona pracownic, które są rodziną. Eugenia Kowalska jest matką panny Justyny Gnejszczuk.

 

W firmie pojawia się nowa dziewczyna, zastępująca zwolnionego manekina numer 6. To Loda Kamińska. Niezwykłej urody panna wywodząca się z biednej rodziny, w której ojciec nałogowo pije alkohol i regularnie bije dziewczynę. Loda w rzeczywistości jest agentką tajnej policji, która ma za zadanie rozpracować kto i w jaki sposób okrada firmę „Kakadu”.

 

 

 

Dojdzie do wielu zwrotów akcji, a nawet zabawnych sytuacji. Wrendel nie będzie mógł oprzeć się wdziękom panny Lody. Zaś Gnejszczuk z Kowalską zmuszą się do przyspieszenia uknutego wcześniej planu. Skradziony fałszywymi wpisami w księgach buchalterskich majątek, posłuży pannie Justynie do operacji plastycznej, by Czesław stracił dla niej wreszcie głowę, zakochał się. Malwersanci spotykają się w Konstancinie, w wynajmowanej na czas ich nieobecności willi, nad którą opiekę sprawuje młody student prawa, Leszek. Prywatnie, brat Lody. Kiedy dochodzi do publicznego ogłoszenia wszem i wobec, że panna Gnejszczuk odziedziczyła wielki majątek po zmarłym wuju, Kamińska zbierze już dosyć duży materiał dowodowy. Zaraz po operacji plastycznej Justyny Gnejszczuk, dojdzie do zatrzymania szajki malwersantów, do której należy jeszcze księgowy Fitkiel. Rozpocznie się trudny i żmudny proces. Zeznania świadków, zebrane dowody mocno obciążą całą piątkę podejrzanych. Drechowską tłumaczy stan jej ciężko chorego syna, dla którego tak się poświęcała, Fitkiel pomówi Wrendla, że o tym wiedział, ale na nic nie reagował, Kowalska zaklęcie milczy, zaś panna Gnejszczuk... zapragnie, by matka zapłaciła za wszystkie lata upokorzeń córki.

 

Co stanie się z podejrzanymi, zatrzymanymi malwersantami? Jak przebiegnie proces?

Zaskakująca fabuła, niesamowicie szybkie tempo akcji, pomysłowość autora, idealnie wplecione wątki intrygi, znakomicie poprowadzone charaktery bohaterów – każdy z nich jest inny, wyrazisty. Wspaniałe opisy sytuacji, momentami zabawne, elektryzujące. Znakomita kreacja postaci Lody Kamińskiej, która w celach konspiracyjnych musiała przyjmować różne role i zręcznie się przebierać, maskować, by nawet najmniejszy szczegół śledztwa nie wyszedł na jaw.

 

„Manekin numer 6” Ryszarda Brauna to powieść niezwykle klimatyczna, intrygująca od pierwszych wersów. To powieść, która wzrusza, porusza, ujmuje, wywołuje mnóstwo emocji. Powieść, w której wątki przeplatają się ze sobą, w efekcie zaskakując czytelnika. Osadzona w realiach przedwojennego miasta, z tłem świata mody, gdzie intryga goni intrygę, gdzie szyk, elegancja ściera się z prymitywnością. Gdzie te podziały klasowe są zdecydowane, a bohaterowie tak, jak my przeżywają swoje codzienne rozterki, kłopoty, problemy, zwykłe radości. To powieść, która mnie osobiście oczarowała. Dopracowana w każdym detalu i szczególe, ze specyficznym językiem, napisana lekko, ale ciekawie, w dobrym guście.

 

 

Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 


00:12, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

 

 

 https://ridero.eu/pl/books/wpadki/

 

 

Dlaczego nie mamy problemu z odmianą nazwiska Tadeusza Kościuszki, a z nazwiskami: Ziobro lub Poroszenko już tak? Dlaczego niektórzy uparcie wysyłają „maila” i „SMS-a”? Kiedy mundial to mundial? Jak wymawiamy „boeing”, jak akcentujemy „muzeum”? I dlaczego lepiej, żeby wiatr był tylko jeden. To także cała prawda o słynnym już „wziąć” i osławionym „wziąść”. Anegdoty redakcyjne, wpadki polityków i biznesmenów, także zasady językowe, żeby nie powiedzieć „mapa drogowa”. Inaczej mówiąc: „must have”!

 

Ta książka ukazała się z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego — 21 lutego. Rozdziały wrzuciłam tu — do systemu — zaraz po zabawie sylwestrowej, potem sama łamałam tekst, sama nawet zaprojektowałam okładkę do egzemplarzy próbnych, oddałam książkę w ręce fachowców (w tym językoznawcy — profesora Andrzeja Markowskiego), poprawiałam. Potem zamówiłam okładkę u pani grafik z wydawnictwa. Cel: zdążyć przed 21 lutego. Wszystko udało się dużo wcześniej — w Walentynki dotarły do mnie dwa duże pudła z książkami, które chciałam wręczać od siebie i choć byłam pewna, że to zacznie „proces wydawniczy”, był to ostatni punkt. Najpierw ukazała się książka elektroniczna. Przyznaję dreszcze były. A teraz mogę serdecznie powitać na stronie mojej książki. :-)

 

 

 

Marta Kielczyk


Dziennikarka telewizyjna i radiowa. Od lat związana z Panoramą w TVP2, także z TVP Info. Dziennikarskie szlify zdobywała w Polskim Radiu, w „Sygnałach dnia”. To tam zapracowała na tytuł „Chryzostoma” za poprawną polszczyznę. Zdobyła też tytuł Mistrza Mowy Polskiej, zasiada w Kapitule konkursu. Członek Zespołu Języka Mediów w Radzie Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk. Prowadzi videoblog o poprawności językowej w mediach pt. „Z DACHU”.

 

FRAGMENT KSIĄŻKI

„Mówi się pieszo, a nie na piechotę” — zwrócił mi uwagę redaktor radiowy, gdy byłam jeszcze zawodowo nieopierzona. Radiowcy zawsze brylowali w wiedzy tajemnej języka elitarnego, a nawet zawsze byli bardziej wymagający niż sami językoznawcy. Ci dopuszczają formę „na piechotę” (NSPP). Zwłaszcza gdy mówimy na przykład o skomplikowanych operacjach obliczeniowych bez kalkulatora albo specjalnego programu kalkulacyjnego.

Nie zmienia to faktu, że od radiowców zawsze można było ciekawych rzeczy się dowiedzieć, a ja, kiedy do nich dołączyłam, niby tyle już wiedziałam o poprawnej polszczyźnie, tyle już wygrałam potyczek językowych — i na studiach i na szkolnych olimpiadach, na konkursach krasomówczych i recytatorskich, a zawsze jeszcze znalazło się coś, co otwierało mi oczy. I choć „na piechotę” jest dopuszczone, od tamtej pory wydaje mi się mniej eleganckie i wybieram „pieszo”. Co niestety faktycznego dystansu do pokonania nie skraca…

[...]

Jak już byłam taka mądra, zjadłam wszystkie rozumy, zdobyłam wszelkie możliwe karty mikrofonowe, tytuł Mistrza Mowy Polskiej i wszystkie miny czyhające w polszczyźnie miałam dzięki radiowcom opanowane, bo codziennie głośno w redakcji były omawiane (zwłaszcza umiejętności językowe polityków) popisałam się tą wiedzą w telewizji. I w czasie jednego z moich pierwszych wydań Panoramy poprawnie odmieniłam słowo „procent” — mówiąc: „procentu”. Po wyjściu ze studia w reżyserce usłyszałam: „Ale mówi się «procenta»”. Na co wytłumaczyłam dzielnie, że to powszechny błąd. Wprawdzie powielany i przez polityków i przez komentatorów, czasem nawet przez dziennikarzy, ale jednak błąd.

Tyle że Widzowie mogli przecież pomyśleć tak samo i zamiast słuchać informacji, zajęli się być może analizowaniem poprawności tej formy. I skapitulowałam. Potem tak budowałam zdania, żeby wymusić poprawnie niebudzący wątpliwości mianownik, tym samym nie używać dopełniacza.

Po latach niektórzy językoznawcy zaczęli w prasie przymykać oko na formę „procenta”. Ale podczas konsultacji tej książki profesor Andrzej Markowski napisał w uwagach: „Nie znam takich.”


 

13:56, toksiazki12 , Zapowiedzi
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2017

 

 

 

 

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Ilość stron: 95

Rok wydania: 2017

Książkę znajdziecie:

https://ksiegarnia.pwn.pl/Dlaczego-sztuka-pelna-jest-golasow,677303847,p.html

 

 

 

„Sztuka ma podsuwać myśli, które bez niej nie przyszłyby nam do głowy.”

- cytat ze str. 6

 

Pozycja zaintrygowała mnie od pierwszych wersów. Mojego starszego syna nie mniej. Kto jednak sięgnie po książkę, by poczytać o tytułowych golasach, to się z lekka zawiedzie, bo golasom poświęcony jest zaledwie rozdział, a książka przejrzyście, obrazowo odpowiada na ważne pytanie, czym tak naprawdę jest sztuka. A ta ukazuje indywiduum artysty, jego widzenie rzeczywistości i nie ogranicza się tylko do jednej formy – malarstwa, ale też rzeźby, posągów, pomników, czy przestrzennej wizji jego autora.

 

Każde dzieło ma w swej wymowie wyrazistość i tzw. duszę, ukazuje to, co artysta w danej chwili sobie wymyślił, zamarzył, albo zinterpretował. Nie zawsze idzie to w parze z aktualnymi regułami, czy zasadami. Często wychodzili oni naprzeciw nowym trendom, albo wymyślali coś kompletnie zaskakującego. Autorka stworzyła publikację, która nie wpisuje się we współczesne trendy dzieci czy nastolatków. Jednak jest doskonałą alternatywą dla wszech panującej dziś mody na techniczne i elektroniczne gadżety. Susie Hodge zadbała o to, by młody czytelnik się przy niej nie nudził, a nawet znalazł w niej wiele ciekawostek i interesujących tematów. Prosty, zrozumiały język, obrazowe ujęcie tematów oraz odpowiedni dobór opisywanych dzieł, czynią ją niezwykle atrakcyjną.

 

 

 

 

Książka podzielona jest na dwadzieścia dwa rozdziały, z których każdy rozpoczyna się konkretnym pytaniem. Jej wartość podwyższa przyciągająca oko okładka, dopracowanie merytoryczne, bogata szata edytorska, ale też materiał, z jakiego została wykonana oprawa: gruba tektura uniemożliwiająca szybką eksploatację, a wiadomo jak to bywa z dziećmi. Autorka postarała się, by publikacja była wycyzelowana w każdym calu i z każdej strony.

 

Susie Hodge wędrówkę po świecie sztuki rozpoczyna od petroglifów, które liczą sobie prawie dwa tysiące lat, a zostały narysowane na skale w Utah w Stanach Zjednoczonych. Opisuje najsłynniejsze posągi, które po dziś dzień wzbudzają zachwyt oglądających. Wyjaśnia, jak ważna jest rama obrazu, której zadaniem jest wyeksponowanie dzieła. Pokazuje na konkretnych przykładach, czym był i jest abstrakcjonizm, czym charakteryzuje się kubizm. Z czego wynikają różnice w technikach malarskich, z których jedne pokazują obrazy rozmyte, a drugie odzwierciedlają misternie utkane, niczym fotograficzne odwzorowanie każdego najmniejszego detalu. Pokazuje, jak rozwijała się sztuka, jakie były i są jej najważniejsze nurty. I odpowiada na najczęściej zadawane, standardowe pytanie, dlaczego dzieła sztuki są takie drogie? Co wpływa na ich cenę, które uważane są za unikaty, które za dziwactwa.

 

 

 

Jaka jest rola artysty, twórcy danego dzieła? Poprzez swoją wrażliwość w odczuwaniu, odbieraniu świata, udostępnia nam cząstkę swej egzystencji. W tworzeniu ważna jest pasja, talent, uczucie, które potrafi zakląć w swoim dziele, to koncepcje, plany, marzenia, zagarnięte nadzieje. Indywiduum i epicentrum wizji.

 

Najważniejsze, autorka nie zapomniała, by zamieścić na końcu swojej publikacji Glosariusz – rodzaj słownika dla laików, czy młodszych czytelników oraz spis ilustracji z wyjaśnieniem kto jest autorem, jaki jej tytuł, rozmiary, rok w jakim powstało dzieło.

 

Mnie najbardziej utkwiły w pamięci dwie z nich. Pierwsza przedstawia niedokończony rysunek, który wykonał Leonardo da Vinci ponad pięćset lat temu, białą i czarną kredą na ośmiu sklejonych ze sobą kartkach papieru. Robi wrażenie estetyką i zamysłem, bo oglądając go możemy się zastanawiać, a jakich okolicznościach powstał i co chciał nam przekazać autor?

 

 


Drugie dzieło, które mnie zelektryzowało, to tłum tysięcy glinianych figurek wielkości ludzkiej dłoni, które rozłożono w jednej z galerii w Niemczech. Idea ich powstania zadziwia i zmusza do głębszej refleksji: „Przypominają o wszystkich ludziach, którzy razem zamieszkują ten świat.”

 

 

 

 

Myślę, że publikacja Susie Hodge odpowie Wam, a już na pewno przybliży temat dzisiaj z gruntu trochę wyparty przez współczesny pęd i chaos życiowy, czym tak naprawdę jest sztuka. Książka jest idealna dla dzieci i młodzieży, ale i dla dorosłego czytelnika, który chciałby się zapoznać z tematem tak absorbującym, jak sztuka. Mądra, interesująca i ważna publikacja, otwierająca przed nami świat wrażeń artysty.

 

Polecam!


 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 


 

środa, 22 lutego 2017

 

 

Wydawnictwo: haveanicebook.pl
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 215
E-booka znajdziecie:
http://haveanicebook.pl/glowna/23-jak-spadek-spadek.html

 


Czy można w spadku otrzymać rodzinę? Okazuje się, że tak i to w taki zupełnie świadomy sposób, bo chociaż nie widzi się jej na co dzień, formalnie jest się jej pełnoprawnym opiekunem. Autorka powieści wykazała się nie lada pomysłem, stworzyła bardzo wyrazistych, charakternych bohaterów, którzy wywołują w czytelniku niemałe emocje. Są drobiazgi, nad którymi warto byłoby popracować, ale uważam, że sama osnowa powieści jest jak najbardziej czytelna i akurat na niej warto byłoby się skupić. Co gryzie po oczach i autorka o tym wie, to kompletne zbagatelizowanie przez wydawcę korekty. Błędy roją się. Szkoda, bo na razie powieść jest wydana jako e-book, ale po solidnej, rzetelnej korekcie i redakcji mogłaby zostać przeniesiona na papier. Podsuwam ten pomysł autorce.

 

Sebastian ma lekko ponad trzydzieści lat. Prowadzi swoją firmę. Pewnego dnia w jej drzwiach pojawia się dwójka kilkuletnich dzieci – Ania i Kuba prosząc mężczyznę o pomoc. Tak się składa, że ta dwójka rezolutnych dzieciaków jest pod jego opieką. Sebastian jest ich ojcem. Dzieci proszą, by wrócił do domu, bo starszy brat Michał wpadł w jakieś dziwne, podejrzane towarzystwo, a Magda, najstarsza siostra, a Sebastiana oficjalna żona najzwyczajniej sobie nie radzi. Jak w ogóle doszło do tego dziwnego małżeństwa? Sebastian i jego przyszywana rodzinka wychowywali się po sąsiedzku. Jednak rodzice czwórki ulegli śmiertelnemu wypadkowi, a Sebastian wychowywany przez matkę, był jedynakiem. Zanim doszło do tragedii, matka mężczyzny złożyła obietnicę sąsiadom – przyjaciołom, że gdyby kiedykolwiek zaszła taka potrzeba, gdyby coś im się stało, ona zaopiekuje się ich czwórką dzieci. Sebastian był wtedy już po dwudziestce, Magda miała zaledwie siedemnaście lat. Małżeństwo zawarte przez dwójkę młodych ludzi miało zapobiec oddzieleniu rodzeństwa, które automatycznie przeszło pod ich opiekę. Nie doszło do rozpadu rodziny i tragedii. Tylko Sebastian miał aspiracje. Wyjechał, miał swoją pracę, firmę. Magda natomiast, robiła co mogła, by rodzeństwo miało wszystko, ale najważniejsze, że byli razem.

 

 

Wizyta Ani i Kuby u Sebastiana pociągnie za sobą szereg licznych wydarzeń. Sebastian przeniesie swoją firmę do domu po zmarłej matce, wspierając Magdę, która początkowo nastawi się do mężczyzny sceptycznie, wrogo. Z czasem nabierze dystansu, odpuści, a nawet zakocha się w swoim formalnym mężu na nowo. Michał, jak to nastolatek. Szemrane towarzystwo, kumple od piwa, spotkań wieczornych. Jak się okaże chłopak miał w tym swój określony cel, że to tylko było po to, by zwrócić na siebie uwagę i ściągnąć do nich Sebastiana. A kilkuletnie rodzeństwo odnajdzie się w tej sytuacji najlepiej. W końcu będą mieli prawdziwego ojca, który zacznie pojawiać się w szkole na zebraniach, zabierać ich na wspólne, rodzinne wyjazdy.

 

Przed nie lada wyzwaniem stanie Michał. Na kursie prawa jazdy pozna piękną Kingę, przez znajomych nazywana Kicią. Na dziewczynę nie będą działać słodkie słówka i maślany wzrok chłopaka, który ewidentnie się w niej zakocha i otwarcie mówi o swoich uczuciach. Jednak Kicia ma swoją tajemnicę. Już nie chodzi o trudne relacje ze swoją matką, z którą wiecznie się kłóci, ale... Kinga jest matką półrocznego Mateuszka. Samotną matką, pokrzywdzoną przez los, bo nie wie kto jest ojcem jej dziecka. Nie z przypadku, ale z gwałtu. Jak na to wszystko zareaguje Michał?

 

 

Powieść skrywająca wiele tajemniczych wątków, przeplatanych z przeszłością rodziców Magdy. Matka chorowała psychicznie, zatapiała się w obrazach, które uwielbiała malować na poddaszu domu. Nawiasem obrazy ukazujące portrety nieznajomych dziewcząt. Ojciec zabezpieczył swoje dzieci, założył im lokaty. Ale to wszystko wyjdzie dopiero przy okazji remontu domu i rozmowy pani Zosi, byłej sekretarki Sebastiana. Okaże się, że odnaleziony dziennik po ojcu Magdy zawiera kompromitujące materiały wiele osób z wysokich stanowisk, a nawet z poprzednio zarządzającej władzy. Czy prokuratura i śledczy, do których zgłosi się Sebastian coś z tym w ogóle zrobi?

 

 

 

 

Jestem pod wrażeniem wplecionej intrygi, która sięga mackami bardzo wysoko. Na tle rodzinnych problemów i monotonii życia codziennego tej niezwykłej i kompletnie niesztampowej rodzinki, to wątek, który zaskakuje, ale i zaciekawia czytelnika. Z pozoru zwykła powieść obyczajowa, obraz podobnych do nas bohaterów, z którymi czytelnicy szybko się utożsamią, a jednak jest tu coś jeszcze. Ciekawość, element zaskoczenia i ujmujące finały końcowych scen.

 

Interesując fabuła, kompletnie poruszające wątki i zawrotne zwroty akcji, obrazy pozornie normalnego życia i niebagatelne fakty, które wychodzą na jaw przy jakiejś okazji, to wszystko czyni powieść Zuzanny Arczyńskiej ciekawą i trochę inną niż dotychczasowe, które miałam przyjemność czytać. Oprócz rażących błędów, o które nie zadbał wydawca, trochę męczyły mnie te misterne opisy. Moim zdaniem niepotrzebne jest aż tak szczegółowe odzwierciedlanie wszystkich czynności, czy nawet rzeczy, przedmiotów, ale to tylko moje zdanie, takie miałam odczucie. Trochę też męczyła mnie scena, w której przez szkolne radio dochodziło do godzenia Moniki z Kazkiem, komentowanie ich rozstania, sytuacji „sercowej” na bieżąco. Skojarzyło mi się to z różnymi serialami amerykańskimi dla młodzieży. Ale... zaznaczam, to tylko moje zdanie i odczucie.

 

„Jak spadek” Zuzanny Arczyńskiej uważam za dobry debiut pisarski. To powieść wielowątkowa, niesztampowa, zaskakująca i zaciekawiająca czytelników od pierwszych wersów. Znakomite dialogi, idealnie dopasowane do sytuacji i bohaterów. Nieszablonowe zwroty akcji, intrygujące, tajemnicze wątki, wywołujący sinusoidę emocjonalną, wyraziści bohaterowie, czynią ją bardzo wiarygodną, wartą uwagi, po którą warto sięgnąć.

 

Polecam.


Za egzemplarz dziękuję autorce :)

17:57, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

 

 



Premiera 28 lutego!

 

XIX Wiek. Przedstawienia Ewy Partygi to druga książka z serii Teatr publiczny. Przedstawienia 1765–2015 wydawanej wspólnie przez Państwowy Instytut Wydawniczy, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego i Instytut Sztuki PAN. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy kochają teatr. 

Książka "Wiek XIX. Przedstawienia" mówi więcej o obrazie naszego ówczesnego świata, horyzontów myśli i świadomości niż o teatrze jako tworze artystycznym czy miejscu, w którym uprawia się Wielką Sztukę. I dobrze, bo przecież teatr XIX wieku nie pozostawał poza ówczesną rzeczywistością. Jestem przekonana, że takie ujęcie należy przedstawić czytelnikom, stanowi ono bowiem przeciwwagę i dopełnienie tego, co serwuje historia dzieł wielkich i największych. To pomiędzy nimi, a nie w nich, mieściło się prawdziwe życie epoki”. dr hab. Agnieszka Marszałek

„Ogromną zasługą autorki jest dowartościowanie teatru jako cennego źródła do badań z zakresu socjologii i historii kultury. Kolejne rozdziały dobitnie pokazują, że nie tylko „wielka” literatura i najgłośniejsze arcydzieła wyrażają swoją epokę, lecz także literatura i sztuka popularna, adresowana do szerokiego odbiorcy. Wnikliwie zinterpretowana, doskonale pokazuje przemiany społeczne. Spojrzenie na XIX wiek poprzez ówczesną recepcję teatru i dramatu jest pasjonujące, pouczające i  konieczne, jeśli chcemy przekroczyć myślowe stereotypy, wmówienia i nieprawdy, wciąż pokutujące w oglądzie epoki, tak istotnej dla formowania się mentalności także współczesnych pokoleń Polaków. Ewa Partyga wnikliwie patrzy, odważnie myśli, a w dodatku świetnie pisze”. dr hab. Halina Waszkiel


Ewa Partyga to absolwentka teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Uniwersytetu w Bergen, zajmuje się teatrem i dramatem XIX i XX wieku. Tłumaczka artykułów naukowych oraz dramatów z języka angielskiego i norweskiego. Pracuje w Zakładzie Historii i Teorii Teatru w Instytucie Sztuki PAN. Wykłada w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza i na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS w Warszawie. Redaktorka naukowa serii Studia Komparatystyczne Instytutu Sztuki PAN. Teatr. Sztuka. Kultura. Autorka książki Chór dramatyczny w poszukiwaniu tożsamości teatralnej (2004).


 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi