Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
piątek, 28 lutego 2014

To fragment większej całości. Jestem ciekawa, czy domyślicie się, kto jest jego Autorem, bądź Autorką. Zaznaczam, to fragment wyrwany z kontekstu, nie myśl przewodnia.

Ewa.

Była najpiękniejsza. W całej klasie nie było piękniejszej dziewczyny od niej. Darek od razu zwrócił na nią uwagę. Długie nogi, szczupła, wysoka, włosy blond. Cud, nie dziewczyna. Musiała być jego, nie inaczej. Tak też było. Chociaż Ewa nie od razu dała się omamić słodkimi frazesami. Darek musiał nieźle się nagimnastykować. Gdy patrzył w jej błękitne oczy widział morze, po sam horyzont.

Ślub był huczny. Ponad sto ludzi. Ale też w miarę upływu czasu, Darek zaczął się zmieniać.

Nie chciał mieć dzieci, nie lubił ich. To było coś, co nie pasowało do jego stylu bycia i życia. Kochał markowe ciuchy, perfumy. Otaczał się wpływowymi ludźmi, których poznał tylko dzięki wygranym na ringu. No i kochał jeszcze coś – szybkie motory. W swojej kolekcji miał ich nawet cztery. O każdego dbał lepiej niż o żonę. Zaczęli to nawet dostrzegać ci, dla których był jedynie pośrednikiem w pozyskiwaniu wysokich poziomem znajomych.

Ewa. Zawsze skromna, uśmiechnięta, uczynna. Każdego dnia nikła w oczach. Z trudem udało się jej nakłonić męża, by w końcu przedłużył swój ród, dając swoim rodzicom wnuków. Najpierw urodziła się Nina. Ewa nigdy nie pracowała zawodowo. Darek uważał, że skoro stać go na utrzymanie domu, to rodzinę też da radę utrzymać.

Ewa całkowicie poświęciła się wychowaniu córki. Po trzech latach urodził się Paweł. Dzieci wychowywała najlepiej, jak tylko umiała. Nie zwracała uwagi na to, jak wygląda oraz, że swego czasu ukończyła studia z wyróżnieniem z filologii polskiej i filozofii. Każdą nieobecność Darka tłumaczyła dzieciom - Tata ciężko pracuje, byśmy mieli co jeść i gdzie mieszkać oraz żebyście mieli się czym bawić.

Wyjeżdżając na turnieje i zawody Darek zawsze robił zakupy, takie na zapas, żeby żona i dzieci nie pomarli z głodu. Lodówka była pełna, ale w sercu Ewy rosła pustka niewyobrażalna. Przybierając gigantyczne rozmiary. Gdy Darek tylko wyjechał za róg ulicy, Ewka zabierała część zapasów z lodówki i biegła do sąsiadki obok, by się z nią podzielić tym, co miała. Sąsiadka była starą, schorowaną panią, która sama mieszkała w rozwalającej się chałupce. Rodzina – dzieci, rodzeństwo wyjechali za granicę, za chlebem, zostawiając siostrę i matkę samą, bez opieki. Ewa nie mogła patrzeć, jak starsza pani niknie w oczach z tęsknoty i choroby. To wygryzało ją od środka. Dlatego, jak tylko mogła, po kryjomu wynosiła z domu to, co mogła – środki czystości, mniej znoszone rzeczy po swojej mamie, a nawet jedzenie.

Wyjeżdżał i nie zostawiał żadnych pieniędzy. Ewa nie miała w ogóle dostępu do kont, czy oszczędności męża. Znienawidziła go do tego stopnia, że nocami szła do garażu i nożem przebijała opony we wszystkich jego motorach. Po powrocie Darka tłumaczyła, że ktoś musiał się zakraść nocą. Zbytnio nie wierzył w te historyjki, dlatego zamontował najdroższy alarm.

W czasie jego nieobecności nie mogła nigdzie wyjść na zakupy, siedziała w domu. Nie spotykała się nigdy bez jego wiedzy ze znajomymi. Przyjaciółkę miała jedną, taką od serca. Nudę zabijała coraz częstszym zaglądaniem na fora internetowe i czaty. Na początku niewinnie. Ale z czasem te znajomości zaczęły jej podpowiadać, że coś z jej życiem jest nie tak.

 



20:55, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 lutego 2014

Nowa książka z serii Diablo III autorstwa Nate’a Kenyona, cenionego twórcy thrillerów, już 19 marca w księgarniach!

 

Książka Diablo III: Nawałnica światła, będąca pomostem między wydarzeniami z Diablo III a fabułą pierwszego dodatku do gry Reaper of Souls, pojawi się w księgarniach 19 marca. Ale już dzisiaj prezentujemy Wam obszerny jej fragment.

 

http://www.youtube.com/watch?v=H9ASizKoJ_I&feature=youtu.be

 

Posłuchajcie jak po klęsce Najwyższego Zła odradza się Królestwo Niebios. Rada Angiris odzyskała Czarny Kamień Dusz i strzeże przeklętego artefaktu gdzieś w głębi Srebrnego Miasta.

Na tle tych doniosłych wydarzeń Tyrael z trudem odnajduje się w roli nowego Uosobienia Mądrości. Czuje się obco pośród anielskiej braci i wątpi, czy uda mu się stanąć na wysokości zadania. Poszukując otuchy w sobie samym i w Niebiosach, wyczuwa złowieszcze oddziaływanie Czarnego Kamienia Dusz na swoją ojczyznę. Tam, gdzie niegdyś panowała harmonia światła i dźwięku, teraz wkrada się coraz większy dysonans, zwiastujący nadciągające nad krainę niebezpieczeństwo.

 

Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Insignis Media, które od roku 2014 jest polskim wydawcą książek firmowanych przez Blizzard Entertainment.

Diablo III: Nawałnicę światła już dziś możecie zamówić w przedsprzedaży w sklepie internetowym empik.com. Zapraszamy!



18:14, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 lutego 2014

„Bo my kobiety jesteśmy jak pajęcza sieć. Jeśli choćby jedna nić wibruje, jeśli któraś z nas wpada w tarapaty, wiemy o tym wszystkie”.

 

 Słodki zapach brzoskwiń 

 

„Słodki zapach brzoskwiń” Sarah Addison Allen. Książka uznana za bestseller „New York Timesa”. Książka owiana aurą tajemniczej przeszłości. Dwie bohaterki, tak różne, charakterystyczne na swój niebagatelny sposób i historia wpleciona w ich życiorysy. Z jednej strony dziwne, z drugiej inne, bo nie swojskie, amerykańskie. Jak w najlepszym amerykańskim filmie. Konwencja mroczności, zbiegów okoliczności i duchami w tle.

 

Fabuła osadzona w czasach współczesnych, w wilgotnym i ponurym mieście Walls of Water, a konkretnie w miejscu nazywanym przez wszystkich - willi Madame. Aura tego miejsca jest przez czytelnika wyczuwalna niemal na skórze. To tak, jakby idąc ciemną nocą przez gęstą mgłę, trzymało się w ręku tlący lampion, ledwo oświetlający drogę.

 

To miasto, to miejsce naznaczone dziwnymi wydarzeniami sprzed siedemdziesięciu pięciu lat. Wydarzenia, które wówczas miały miejsce zmieniają całkowicie charakter tego miasta oraz jego mieszkańców. Któregoś dnia do miasteczka przybywa Trucker Devlin, komiwojażer. Młode dziewczyny wzdychają do tego niesamowicie przystojnego mężczyzny, który zupełnie przypadkiem skłóca je wszystkie ze sobą. Gwałci Georgie, babcię głównej bohaterki - Willi. Młoda Georgie w afekcie zabija Truckera, a w pozbyciu się zwłok pomaga jej Agatha. - babcia drugiej bohaterki Paxton.

 

Willa. W młodości niepokorna dusza, z szalonymi pomysłami na życie, nazwana przez uczniów szkoły Królową Przekrętów. Willa wraca po coleegu do Walls of Water, by zaopiekować się schorowaną babcią, Georgie. Mieszka w domu ojca, który zginął w wypadku. Ma swój sklep z odzieżą sportową. Taką poznajemy ją w książce. Jaka jest naprawdę? Samotna i nierozumiana przez rówieśników. Bunt młodości już minął, Willa szuka tu swojego szczęścia.

 

Paxton. Córeczka rodziców. Na nią się chucha i dmucha. Panienka z dobrego domu. Jej brat bliźniak Colin, to postać co prawda drugoplanowa, ale taka, która niesamowicie namiesza nie tylko w życiu swojej siostry, swoim i Willi.

Tu pojawia się też Sebastian. Niby gej, a rzeczywistości chłopak z trudnym dzieciństwem, tym balastem syna alkoholika, który szukał swojej drogi życiowej, dobrego towarzystwa, a przede wszystkim społecznej akceptacji. Przybywa do miasteczka, jako stomatolog.

 

Drogi Willi i Paxton spotkają się w momencie przygotowań do wielkiej gali z okazji siedemdziesiątej piątej rocznicy założenia Towarzyskiego Klubu Kobiet. Klubu, które założyły ich babcie, a teraz one mają okazję się bliżej zaprzyjaźnić. I w rzeczywistości tak się stanie. Willa uratuje Paxton z dziwnej i niezręcznej sytuacji, kiedy to pijani i agresywni mężczyźni będą chcieli ją wykorzystać. Gaz pieprzowy pomoże kobietom uciec i tym samym pomóc sobie nawzajem.

Ale, żeby nie było tylko o przykrych i irracjonalnych wydarzeniach, znajdziemy tu także miłość. Miłość niespełnioną, skrępowaną, zagubioną, by na sam koniec odszukać szczęście i swoją drugą połówkę.

 

O czym to książka? Właśnie.

Zastanawiam się, jak ująć to najlepiej. Bohaterowie samotni, zamknięci w swoich skorupach. Akcja przedstawiona realistycznie z duchem Truckera Devlina w tle. Mgła, która spowija miasteczko tak namacalna, aż przechodzą dreszcze. Poza tym - zapach brzoskwiń. Trudny do uchwycenia? Wcale nie. Nawet czytając czuje się jego słodki zapach.

A bohaterowie w końcu się odnajdą i na samym końcu zwycięży miłość i przyjaźń.



poniedziałek, 10 lutego 2014

„Podobno samotność można polubić, tylko niech ktoś powie, jak to zrobić”.

Nie pojedynek, a bitwę i wojnę o uczucia, o miłość, o chwilę uwagi, zafundowała mi Autorka „Pojedynku uczuć” Krystyna Mirek. Ciężko było mi się oderwać od książki, która rozrywała mi serce i duszę. Sprawiła, że momentami śmiałam się ze świetnych dialogów, by za chwilkę się zadumać i ryczeć jak bóbr.

Cytat pochodzi oczywiście z książki. Książki, którą wygrałam w jednym z konkursów na blogu. Tylko u kogo i na jaki temat, wybaczcie, po prostu nie pamiętam. Użyłam go celowo. Bo tutaj nie ma super hiper happy endu. Mam głębokie wrażenie, że ta książka, to burza emocji, a przede wszystkim poszukiwanie i nazwanie prawdziwych uczuć. Na piedestale postawię jednak – SAMOTNOŚĆ.

 

 Pojedynek uczuć - Mirek Krystyna

 

Maja Borowiec. Główna bohaterka, zostaje na samym początku powieści porzucona przez swojego partnera. Zostaje sama ze swoimi problemami, kredytami, rachunkami, słabościami i czteroletnim synkiem. Pracuje w dużej firmie jako sekretarka. Praca wymaga od niej mega poświęcenia. Takiego, by zostać na swoim stanowisku, nie stracić pracy, biegnie po godzinach, zostawiając synka samego na kilka godzin w pustym mieszkaniu. Jedynym przyjacielem dziecka staje się pies. Czy to jest dobry kierunek? Czy to jest właściwa droga do szczęścia tak mocno okupowanego łzami, wyrzutami sumienia, wyolbrzymionym obrazem utraty mieszkania, dziecka i wszystkiego co jest jej tak bliskie? Ojciec chłopca nie przyznaje się do niego, zapomina, że go w ogóle ma. Maja dręczona obrazami opieki społecznej odbierającej jej dziecko, potulnie wykonuje swoje obowiązki. Nie ma czasu na spacery z dzieckiem, na to, by się z nim pobawić, a nawet porządnie wyspać, czy zadbać o siebie.

Leovita. Firma – dziecko Leona Burskiego. Od podstaw stworzona przez niego. Powód numer jeden jego fiksacji na tym punkcie oraz przyczyna rozstania z rodziną – synami i żoną Marylą. Dzieli swe życie między domem, pracą i luksusem, na który go stać. Jednak pewnego dnia akcje firmy wykupuje anonimowy człowiek. Tym „skurwielem”, jak Leon określił tajemniczego nowego Prezesa okazał się jego najstarszy syn Szymon.

Szymon Burski. Prezes numer dwa. Za łzy i rozpacz matki, w ramach zemsty, wykupuje większość akcji Leovity i tym samym próbuje pokazać miejsce ojca w szeregu. Jednak......wszelkie zawirowania i zwroty akcji okażą się tak znaczące i ważne, iż ja jako Czytelnik chłonęłam tę powieść, jak najlepsze ciastko z kremem. A ponieważ uwielbiam słodycze – nie wyobrażam sobie bez nich spijania codziennych kaw - dla mnie była to po prostu uczta dla ducha.

Drogi Majki i Szymona w pewnym momencie się gdzieś spotkają, ale.....No tak. Jak to w dobrych powieściach. Nie tak szybko, nie tak łatwo, nie tak, jak byśmy to sobie wyobrażali – nie tak słodko i namiętnie.

Szymon, najpierw jako nowy prezes Leovity zwolni bezpodstawnie Majkę, by za chwilkę porwać się za nią i prosić o powrót do pracy. Potem, zupełnie nieświadomie zakocha się w tej najzwyklejszej dziewczynie i jej synku. Wbrew swoim przekonaniom, stylowi życia, swojemu rozmachowi. Romantyczne? Może. Ale w tej wcale nie romantycznej powieści są jeszcze rodzice Szymona. Skłóceni, rozwiedzeni od jakiegoś czasu, stale za sobą tęskniący, oraz jego brat Witek – przyszła gwiazda, wielki kompozytor, pianista.

Leon ginie w wypadku samochodowym, Witek staje się sławny, do Mai zaczyna docierać intencja Szymona, który zakochany w niej po uszy, od trzeciego spojrzenia stawia sprawę jasno i ostatecznie. Jak to się zakończy?

Porywy, wzniosłość emocji, szaleństwa i nieprzemyślane ruchy. Wszystko tu splata się, okrąża orbitę serca. Tu wszystko tętni. Nie ma przypadkowości. Jednak czytając, cały czas przewijała się samotność. Ci wszyscy bohaterowie, każdy na swój sposób był samotny aż do bólu. W swoim spojrzeniu, gestach, sposobie życia. Ta samotność wychodzi im z oczu, mowy, a nawet zapachu. Tutaj nawet słońce ma jedno imię – samotność.

Książka o wartkiej akcji, świetnych dialogach, opisach sytuacji. Książka o samotności, skrępowanych gdzieś w zakamarkach serca uczuciach i szalonych emocjach.

Tu krzyczy wszystko - o chwilę uwagi, zapomnienia, odrzuceniu zastygłych ran.

Tak. Samotność, tak jak miłość, ma wiele imion. Czy można ją polubić?

Na swój sposób można. No właśnie, tylko jak to zrobić?

 



21:45, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »

 O tej książce chciałam napisać już bardzo dawno. Tak, jak dawno ją przeczytałam.

Ta książka, to swego rodzaju dokument, w postaci spisanych wspomnień byłych więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz Birkenau. Czym było owo Auschwitz, chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba.

Obóz Auschwitz stał się dla świata symbolem terroru, ludobójstwa i Szoa. Utworzony został przez Niemców w połowie 1940 r. na przedmieściach Oświęcimia, włączonego przez nazistów do Trzeciej Rzeszy.

Bezpośrednim powodem utworzenia obozu była powiększająca się liczba aresztowanych masowo Polaków i przepełnienie istniejących więzień. Początkowo miał to być kolejny z obozów koncentracyjnych, tworzonych przez nazistów już od początku lat trzydziestych. Funkcję tę Auschwitz spełniał przez cały okres swego istnienia, także gdy - od 1942 r. - stał się równocześnie jednym z ośrodków „Endlösung der Judenfrage” (ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej) - nazistowskiego planu wymordowania Żydów zamieszkujących okupowane przez III Rzeszę tereny.

Każdy słyszał chociaż namiastkę od prawdziwych , żywych dowodów na jego istnienie. Te żywe dowody, to byli więźniowie. Po prostu Ci, którym udało się przeżyć to istne piekło na ziemi.

 Kazimierz Piechowski - Byłem numerem 

 

„Nadszedł dzień, kiedy prócz pasiaków, obdarzono nas numerami. Każdy dostał numer i winkiel – to znaczy trójkąt. Czerwony dla politycznych.[.....] Czarny – dla uchylających się od pracy. Fioletowy – dla księży, świadków Jehowy i innych sekt religijnych. Różowy – dla homoseksualistów. Żółta - dla Żydów. Ale to nie kolor winkla był najważniejszy, najważniejszy był numer. Po lewej stronie, na sercu. […..]. Zostaliśmy numerami.”

Wspomnienia trzech więźniów. Każde inne, każde tak indywidualne i każde tak przejmujące. To, że udało im się wyjść z tego kotła śmierci, to jakiś nieziemski cud i łud szczęścia. Bo opatrzności bożej chyba w tym nie było. Dlaczego Bóg pozwolił na realizację wielkiego planu śmierci?

 

Numer obozowy 918.

Kazimierz Piechowski, jako pierwszy bohater książki opowiada o swoich przeżyciach, makabrach tamtego czasu. Jak przeżył? Razem z trzema kolegami wkradli się do magazynu z bronią i mundurami SS-emanów. Plan ucieczki był przemyślany i opracowany na tip top. Ale, jak to w takich przypadkach bywa, nigdy niczego nie można być pewnym na sto procent. I w perfekcyjnym planie pojawiły się zaskakujące punkty, wszak wydarzenia i czas nigdy nie są naszymi sprzymierzeńcami. Jednak, mimo pewnych komplikacji, ubierają mundury swych oprawców, kradną samochód, broń i wyjeżdżają poza obozowe kraty, przechytrzając SS-esmańskich dowódców. Jak się okaże, szczęśliwie. Ucieczka się udaje.

Czas powojenny, to powrót do codzienności, tej sprzed wojny, sprzed tego tak ciężkiego i okrutnego czasu. Wyczerpani fizycznie, psychicznie. Czy to w ogóle możliwe?

„........kiedy zrobiono u mnie rewizję, „znaleziono” pistolet. Byłem mocno obciążony. Zrobiono więc ze mnie sabotażystę, tego, który się nie ujawnił, wroga ludu, z bronią bez zezwolenia”.

Takie były czasy powojenne. Przykra rzeczywistość. Przykra i tragiczna, bo nie wiadomo, czy w takim przypadku śmiać się, czy płakać.

Dzisiaj Pan Kazimierz, to przede wszystkim podróżnik, inżynier z wykształcenia.

 

Numer obozowy 45887

Eugenia Bożena Kaczyńska. Kolejna więźniarka obozu KL Auschwitz – Birkenau. Przeżyła piekło obozu przeznaczonego dla kobiet. Przeżyła dzięki Szwedzkiemu Czerwonemu Krzyżowi. Kobieta wspomina przede wszystkim ciężką, katorżniczą, jak dla kobiet pracę. Potem przetransportowanie do Ravensbruck, do pracy w fabryce amunicji.

„ W obozie znowu biegunka. […..]. To jest durchfall. Z każdym dniem olbrzymi dół napełnia się buszującą lawą odchodów. […] I właśnie wtedy, z przerażeniem spostrzegłam jak młoda, grecka Żydówka poślizgnęła się na latrynowej desce i wpadła do kloacznego dołu. Zdążyła jednak jeszcze chwycić się deski i kurczowo się jej trzyma. Jeszcze widzę nad latryną jej ciemną główkę. Drobnymi paluszkami kurczowo usiłuje utrzymać się tej oślizgłej deski ratunku. W oczach jej widać ogrom przerażenia i bezbronnej trwogi. Te oczy wzywają pomocy. Ta jednak nie nadeszła. Nadszedł jednak sprośny esesman, który obojętnie przyglądając się rozpaczliwym wysiłkom dziewczyny, zaczął się śmiać, po czym z wolna, nie spiesząc się, butem zsunął z deski palce dziewczyny, a ta pogrążyła się w tej okropnej mazi...”

 

I trzeci bohater, numer obozowy1055.

Michał Ziółkowski. Były więzień obozów: Auschwitz i Flossenburg. Uciekinier. Przeżył przede wszystkim dlatego, iż front był coraz bliżej obozu. Czuło się, że Niemcy z przestrachu stali się pod koniec mniej czujni.

„Do tych wspomnień zdopingował mnie pobyt w Mainz,….., na zaproszenie Maximilian Kolbe Werk Freiburg, mający na celu zaznajomienie z tym zagadnieniem młodzieży szkolnej przez naocznych świadków pod hasłem Hort uns – wir sind die Letztem. Okazało się, że młodzież niemiecka słuchała tych relacji z wielkim zainteresowaniem, wbrew panującej opinii, że nie chce słuchać tej strasznej historii swoich przodków. Stawiała bardzo rzeczowe i rozsądne pytania, zdając sobie sprawę z tego, że ona będzie kształtowała przyszłość i że podobne zbrodnie nie mogą się więcej powtórzyć”.

 

Co mnie tak bardzo uderzyło w tej książce? Szczerość opisów, które są wręcz dramatyczne. Czuje się wielki niesmak tego, co Ci wszyscy ludzie musieli przeżyć. Dramaturgia w tej książce nie istnieje. Ta dramaturgia, to historia.

Głód, który wyżera mózg i wszelkie wnętrzności, katorżnicza praca, transporty ludzi w bydlęcych wagonach, noce spędzane w barakach bez dachu i podłogi, apele bladym świtem często w deszczu, bądź siarczystym mrozie, bicie, znęcanie się nad więźniami. Częste eksperymenty medyczne na więźniach.

„Doktor Mengele, pan życia i śmierci, którego skinienie palcem oznaczało komorę gazową lub zastrzyk fenolu w serce. Doktor Mengele chodził po barakach i wybierał kobiety. Miały one mu służyć do doświadczeń naukowych. Więźniarki uciekały przed nim, wyskakując przez okna. Chowały się między blokami i gdzie się tylko dało, nawet w klozetach”.

 

Poza tym jest w tych wspomnieniach tyle bólu i cierpienia, iż czytając ma się wrażenie, jakby się to udzielało i nam, Czytelnikom. Wielki Plan Śmierci tak właśnie wyglądał. Wyglądał pasiakiem założonym na wychudzone ciało, które było tylko kupą kości, zza obozowych krat. Ta śmierć przybierała różne formy. Od zastrzyku, po piec krematoryjny, jeszcze inaczej strzałem z karabinu, bądź zagryzieniem przez esesmańskie psy. Śmierć to także głód, ciężka praca, najrozmaitsze choroby. Strach, jaki codziennie towarzyszył tym milionom ludzi, nie opuszczał jeszcze ich długo po tym, jak udało im się przeżyć.

 

Dlaczego Bóg pozwolił na taki plan? Jaki był tego sens. Życie tych wszystkich ludzi za cenę czego? Ile ofiar, tyle pytań. I żadnej konkretnej odpowiedzi. Tylko spekulacje i przypuszczenia.

Oświęcim, to jedno z wielu miejsc, które chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć. Historii należy się uczyć, mając do niej dostęp. A mnie zawsze historia interesowała. Zawsze lubiłam i lubię literaturę wszelką obozową i łagrową. Chłonę, jak gąbka te wiadomości, które w jakiś, nawet najmniejszy sposób, przybliżają mi miejsca, osoby i wydarzenia dotyczące II wojny światowej. Myślę, że wszyscy powinni umieć właściwie odczytać przekazy. A ten jest jasny i precyzyjny. To żywi ludzie, oprawcy opętani żądzą władzy, prawdziwym ludziom zgotowali los.

Los śmierci.



Tagi: auschwitz
19:11, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lutego 2014

„I to, co zapamiętałam na zawsze, to nie jego oczy, ale te obce, nieprzyjazne plecy”.

 

Książka o zgubionych nadziejach, targających emocjach, wulkanach zachowań, wybuchowych i pomieszanych ścieżkach. Otrzymałam ją od Autorki za odpowiedź na którymś z blogowych konkursów. Chyba był to konkurs zorganizowany na blogu Ani Grzyb.

Za książkę dziękuję. Warto było ją przeczytać.

 

Krzysiek, główny bohater książki. Przyczyna wielu łez, trudnych decyzji i wyborów. Postać tak idealnie wykreowana przez Autorkę, że w jednym momencie można naprawdę się w nim zakochać, aby zaraz nienawidzić go do potęgi entej. Jak to możliwe, by jeden mężczyzna kochał dwie kobiety?

 

Dwie wersje wydarzeń.

 

Renata, żona. Oszukana, zdradzona, nigdy niekochana. A jednak łączy się z Krzyśkiem, jego marzeniami, pragnieniami i wszystkim, co z nim tylko związane. Ale obok Renaty jest jeszcze „jej cień” - kochanka Natasza.

 

Natasza. Najpierw partnerka z kursu rumby, potem namiętna kochanka. W swoim życiu, Natasza jest dziennikarką, pisarką, autorką bestselerów, których fabuła została napisana przez jej bardzo samotne i skomplikowane życie. Na jednym ze spotkań autorskich Natasza rozpoznaje swoją dawną rywalkę w bitwie o serce ukochanego mężczyzny, Renatę. Ów rywalka wręcza jej żółty zeszyt ze swymi intymnymi zapiskami. Zapiskami, które stanowią źródło prawdy o ich wspólnym elemencie, jakim jest Krzysztof. Układanka skomplikowana, ale nie niemożliwa do ułożenia.

 

Krzysztof. Mężczyzna życia obu pań. Renatę poznaje w trakcie niby-związku z Nataszą. Chociaż, czy tak naprawdę Natasza od początku kochała Krzyśka tak, jak później?

No właśnie. Gdy Renata zostaje jego żoną, Natasza przypadkiem spotyka Krzyśka. Odżywa wyschłe już źródło uczucie. Zostają potajemnie kochankami. W czasie tych wyrywanych codzienności spotkań, Natasza na nowo odkrywa ich wzajemną miłość. Gdy zachodzi w ciążę, jej mężczyzna najzwyczajniej w świecie tchórzy. Pozostawia ją, całkowicie poświęcając się swojej rodzinie, Renacie i ich synkowi Witusiowi.

 

Niesamowite zwroty akcji. Dzięki zapiskom Renaty, czyli jej wersji wydarzeń dowiadujemy się, jakim dupkiem okazał się wielki bohater opowieści. Anty bohater. Nie wiem, jak można się tak zachować. Co Krzysztof w ogóle sobie myślał, co wyobrażał, co czuł? Czo mu tak kompletnie mózg wymieszało? Spanikować jest najprościej. Wielkim się jest, gdy stawia się czoła temu, co najtrudniejsze.

 

Autorka dokonała fenomenalnych opisów sytuacji - zaskakujące i niesamowicie lekkie, ekspresyjne. Targały mną w trakcie czytania takie emocje, że raz mogłabym kochać Krzysztofa miłością doskonałą, a za chwilkę poćwiartować na kawałeczki, wrzucić do młynka, pomielić i zakopać.

 

Doskonała narracja, idealne dialogi, znajomość topografii terenu. Wszystko pasuje w tej książce idealnie! Każdy wątek ma swoją przyczynę i skutek, tu nic nie jest przypadkowe. Raz serce się podrywa z radości, a drugi spada z prędkością światła topiąc się w morzu wylanych nad książką łez.

 

Samotność, tak jak miłość, niejedno ma imię. I wiem, że każdy bohater ukazany w powieści jest na swój sposób samotny, niezrozumiany.

 

Książka, którą będę polecała wszystkim. Warto przeczytać, naprawdę!



19:57, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 lutego 2014

Piotrze, po co piszesz?

P.M. Piszę aby zapomnieć o rzeczywistości. Dla mnie pisanie to ucieczka. Moje postacie ożywają w mojej głowie. Pisanie jest dla mnie czymś intymnym, a zarazem czymś wzniosłym.

I tę wzniosłość doskonale widać w Jego twórczości. Całkiem niedawno miałam okazję i wielką przyjemność przeczytać dwa opowiadania autorstwa Pitera Murphy. Obydwa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dlaczego?

Nie brak w nich ekspresji, akcji, zapierających dech emocji i tego czegoś, co sprawia, że człowiek zamyśla się na dużo dłużej. Poza tym, Piter zawarł w nich mnóstwo magii, nadzwyczajności, duchowości, dając w ten sposób do zrozumienia, że nie jesteśmy na tym świecie sami. Obok nas są jeszcze inne istoty, inny świat, w którego być może warto wejść i pomyśleć o sobie, o swoim życiu, popatrzeć na to wszystko z boku, z innej perspektywy.

 

 Fragmenty opowiadania „Las”:

 

Poczuł się zmęczony.

Schylił się po porzucone plecaki, a gdy ponownie jego wzrok znalazł się na pozycji drzwi wykrzyknął zdumiony

- Jaki diabeł?

- Coś się stało? Nie mogę otworzyć żadnego okna - odezwał się zniekształcony głos z wewnątrz.

- Widziałaś te krzyże? - Te przed drzwiami. No chodź – sama zobaczysz – wziął ją za dłoń.

Stali patrząc na to, co zobaczyli próbując nasycić się widokiem.

-Tam też jest – Joanna dostrzegła krzyż na kolejnej ścianie

- I tam - Janusz obszedł dom, odkrywając w sumie cztery figury, które przypominały krzyże wiszące w dół.

- Dziwne, nie zauważyłam ich wcześniej – dotknęła figury na jednej ze ścian. Nie dziwnego, są dobrze wkomponowane i ledwo widoczne. Zobacz, częścią desek. To takie dziwne. Aż mi ciarki przeszły.

- Nie wariujmy. Pewnie coś to znaczy. Sam zaczynam pękać. Ale nie ma się czego obawiać. No nie patrz tak…Sama widzisz, że jesteśmy zupełnie sami. Tylko my i przyroda.

- Bierzmy się za sprzątanie. Za niedługo zajdzie słońce.

- Zaczekaj - Janusz stanął jak wryty wpatrując się w drzwi – Coś tutaj jest, jakiś napis. Poczekaj, przyniosę szmatkę. Po trzech napis nadawał się do przeczytania.

- Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate1 - w jakim to języku? – zdawała sobie sprawę, iż Janusz nie jest poliglotą?

- Nie wiem. Pewnie francuski, albo łacina.

- Zaczynam się coraz bardziej bać. To przestaje być zabawne.

- Naprawdę boisz się jakiegoś napisu i dziwnych znaków. Nie panikuj – niecierpliwiła się. Mamy inne problemy. Musimy się wykąpać, odświeżyć. Niedaleko jest jezioro.

- Widziałeś jezioro - powtórzyła niczym echo - Ja nic takiego nie widziałam.

- Tak, widziałem – powtórzył z uporem.

- Więc je znajdź i mnie tam zaprowadź.

- Mam iść sam?

- Boisz się, że wilki cię zjedzą na kolację ? - zaśmiała się ironicznie

- Co się z tobą dzieje?

- Może po prostu mam dosyć tego miejsca i ciebie – nie zauważyli, że nieliczne ptaki podniosły się do lotu trzepocąc nerwowo skrzydłami.

- Aśka. Uspokój się. Nie wrzeszcz. Ja rozumiem, że jesteś zmęczona i zdenerwowana, ale nic na to nie poradzimy. Jutro się stąd wynosimy.

- Tak będzie najlepiej. Dyskutujemy niepotrzebnie, a tutaj już… Która godzina?

- Zaraz sprawdzę. Wejdźmy do środka. Spróbujmy się uspokoić…Proszę…

- Masz rację, przepraszam.

- Dziwne. Bateria nie się wyładowała w telefonie.

 

................................

 

Potrzebował snu. Rozłożył śpiwór w miejscu wskazanym przez dziewczynę, która patrzyła na to z pewną ulgą. Przez moment pomyślał, że źle zrobił udając się z nieznajomą w to piekielne miejsce. Czuł, że powinien uciekać, nieważne gdzie, że to jedyna szansa na ocalenie. Był senny, zmęczony. Obojętność na dalszy los wdarła się głęboko w jego jaźń. Poczuł spokój, po raz pierwszy w swoim życiu. Otworzył oczy jeszcze raz, widząc nad sobą kilka postaci w czarnych strojach, mruczących niezrozumiałe dla niego słowa. Nie bał się, nawet się delikatnie uśmiechnął. Czuł, że wydarzy się coś złego. Nasunięte kaptury nie pozwoliły dostrzec twarzy. W pomieszczeniu tliło się jedyne światło padające z pieca. Wiedział, że to koniec. Żałował tylko, że taki koniec. Był młodym buntownikiem z wyboru. Pragnął żyć. Mnisi postacie okrążyli go tworząc koło. Teraz zauważył, że był zupełnie nagi. Przez potworny ból głowy przedzierały się do mózgu nieznajome dźwięki, wypowiadane niczym mantra. Nie rozumiał wypowiadanych słów. Dusza wychodziła powoli, ulatując gdzieś bezwiednie i zabijając ciało. Każde pytanie było absurdalne i niczego by nie zmieniło w życiu. Poczuł się oszukany i wściekły. Pojął, że został tutaj zwabiony podstępem. Joanna była z pewnością jedną z nich. W jednej chwili znalazł się pod sufitem. Cztery postacie wpatrywały się w niego. Miał otwartą klatkę piersiową. Jego krew wsiąkała w pień stołu. Obrzydliwy widok. W jednej chwili poczuł, że coś go ciągnie na zewnątrz. Był lekki niczym piórko. W końcu miał wrażenie, że przystanął. Przyjął nieruchomą pozę. Nie mógł się ruszyć. Rano zrozumiał. Był kolejnym na pół spalonym drzewem na skraju lasu.

 

 

Prawda, że niecodzienne?

Niecodzienne i takie metafizyczne. Zazwyczaj nie czytam takich opowieści, gdzie rzeczywistość miesza się z fikcją. Jednak nie wiedziałam zaczynając, na co się porywam. Poza tym nie ma tego znowu aż tak wiele. W tym opowiadaniu ta fikcja jest przedstawiona w odpowiedniej dawce.

Bardzo dobrze się to czytało i zadumało.

Tak, tak – zadumało. Zresetowało, wyłączyło zielone światełko.

To opowiadanie to piękny przykład na to, że Autor ma nie tylko talent, ale ogromną potrzebę „wyrzucenia z siebie” wiedzy i emocji, jakie w nim się kłębią, w sposób bardzo precyzyjny, a jednocześnie na odpowiednim poziomie. Żeby napisać coś takiego, trzeba wiedzieć i widzieć takie lub podobne rzeczy, poskładać i napisać w odpowiedni sposób i na odpowiednim poziomie.

 

Bardzo dobre. Wierzę, że Autorowi uda się zrealizować wszystkie założone wcześniej plany.

Trzymam kciuki!

 

 

1 Ty który tu wchodzisz porzuć wszelka nadzieje



19:34, toksiazki12
Link Dodaj komentarz »
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi