Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
niedziela, 31 stycznia 2016

 

Kochani!

Szybki konkurs :)

Organizatorem jest Wydawnictwo Literackie Białe Pióro:

"Nasze dwie redakcyjne, "zafochane" koleżanki odbyły dzisiaj długi spacer. Mamy pewien problem z nimi - nadal nie mają imion. Dlatego proponujemy konkurs na imiona. Prosimy pod zdjęciami z dziewczynkami wpisywać swoje propozycje. Dla zwycięzcy mamy egzemplarz tomiku wierszy "Medytacje o 06:38".

Na Wasze propozycje czekamy do 05.02.2016r."

 

 

 

 

Jak widzicie te sympatyczne dwie laleczki potrzebują imion. Dlaczego "zafochane"?

Specyficzny wyraz twarzy :) Nie uśmiech a foch :)

Jak to kobiety ;)

 


Jak widzieliście, macie czas do piątku 5 lutego b.r.

Czasu jest niewiele, ale można zdobyć bardzo fajną i cenną nagrodę. 

Wiecie, jak bardzo cenię poezję.

 

 

 

 

 

Ważne, byście propozycje imion zostawiali w komentarzu pod postem,

razem z namiarem do siebie, czyli e-mailem :)

 

Powodzenia! :)

 

 

 

 

Zdjęcia nadesłane przez Wydawnictwo Literackie Białe Pióro.

 

Autorką tych pięknych laleczek jest Pani Aleksandra Falkowska,

która działa również na stronie:

http://srebrnaigla.pl/

 

Tak, jak obiecałam :)

Dzisiaj zaczynamy konkurs o dwupak książek Joanny Kruszewskiej, a są to:

 

 

         

 

 

Zadanie konkursowe jest proste i dowolne w interpretacji.

Wiem, że jesteście kreatywni i macie wiele pokładów chęci w sobie, dlatego jestem spokojna o to,

że ktokolwiek będzie chciał zagrać o dwupak wspaniałych książek.

Jak się domyślacie, nagroda typowo walentynkowa, ale nie tylko :)

 

Zadanie konkursowe :)


 

 

 

 

Napiszcie, jaka jest Wasza miłość :)

Oczywiście odpowiedzi wpisujecie w komentarzach pod postem, pamiętając tradycyjnie

o pozostawieniu do siebie jakichkolwiek namiarów, najlepiej w postaci e-maili :)

Udostępniajcie, zachęcajcie do udziału znajomych :)


Miło będzie, jeśli polubicie FP Joanny Kruszewskiej, mój i oczywiście

Wydawnictwa Replika.


Konkurs zaczyna się dzisiaj, czyli w niedzielę 31 stycznia b.r. i kończy się

w poniedziałek 8 lutego o godz. 24:00.

Po tym terminie, autorka wytypuje najciekawszą odpowiedź :)

 

 

 

Organizatorem konkursu jestem ja - Recenzje Agi, a sponsorem nagród jest oczywiście Wydawnictwo:

 




 

Zachęcam do udziału! Trzymam kciuki! :)

Pozdrawiam :)

Aga :)

piątek, 29 stycznia 2016

 

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 

Ajulitka: Moje pytanie odnosi się do literackich inspiracji. Kto jest dla Pani mistrzem pisanego słowa? Z jakim autorem, autorką chciałaby Pani w duecie napisać powieść?

Na temat literackich inspiracji było już dość obszernie, w kwestii zaś pisania w duecie… ciężko mi to sobie wyobrazić. Wśród polskich pisarek jest mnóstwo kobiet, które podziwiam i których książki czytam z przyjemnością, ale… z kim… jaką… szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Może z tym jest też trochę tak jak pisaniem pod aktualnie panujące trendy? Albo na zamówienie…?

 

Lukk: 1) Czy mogłaby pani opisać swoją drogę, którą dążyła do napisania pierwszej książki?

Graz poruszył temat w swoim drugim pytaniu…

 

  1. Jak wygląda miejsce, w którym pani pisze książki?

W zależności od możliwości:). Oczywiście marzy mi się nieco większy, własny kąt. Może jakieś urocze okno z widokiem na przyjaźnie wyglądający kawałek świata… Tyle w kwestii marzeń, od czego jednak wyobraźnia? Zasiadam więc w swoim niewielkim mieszkaniu, gdzieś, gdzie nie zawsze panuje cisza, albo z głośników płyną ulubione przeze mnie dźwięki, uruchamiam wyobraźnię i dostosowuję się do reszty domowników, do ich rytmu.

 

  1. Co motywuje panią w pisaniu np. w trudnych chwilach, albo gdy nie ma weny twórczej?

Wena być musi, chociaż ostatnio zastanawiałam się jak to właściwie z nią jest, i czy to czasami nie jest termin usprawiedliwiający bardzo wygodnie… niechęć do pisania. Bo jednak, gdy się człowiek zmusi to wena potrafi się pojawić, jakby była posłuszna całkowicie naszej woli. A z tą z kolei bywa różnie. Tłumaczenia, że nie ma czasu, bo obowiązki, bo coś do załatwienia, bo może wreszcie jakaś chwila dla siebie, są bardzo wygodne. A ja z nich chętnie korzystam, przychodzi jednak taki moment kiedy samej sobie mówię kategorycznie parę słów do słuchu i… jak na razie skutkuje:).

Co do trudnych chwil… hm, tutaj niestety muszę przyznać, że działają bardzo motywująco.

 

  1. Co według pani sądzą bliskie osoby, np. rodzina czy znajomi o karierze pisarza?

Szczerze mówiąc, trzeba by było popytać:). Jedno jest pewne, moją karierę wspierają i, nie ukrywam, jest to dla mnie ogromnie pomocne…

 

  1. Czy w trakcie pisania jakiejś książki podsuwa pani fragmenty rodzinie lub znajomym do oceny z nadzieją na jakieś sugestie, czy wręcz przeciwnie nie pokazuje pani nikomu przed ukończeniem książki?

Jak wcześniej wspomniałam – nie mam nic przeciwko, jeżeli tylko ktoś sobie zażyczy – bardzo proszę…

 

  1. Jakich rad mogłaby pani udzielić młodym pisarzom?

Nie zabłysnę niczym nowym, ani odkrywczym. Konsekwentnie, pewnie i do przodu. Litera po literze, bez stawiania sobie samemu zbędnych pytań, które czasami zupełnie niczemu nie służą. Mogą natomiast skutecznie i na długo zablokować. A po co?

 

  1. Jakie cechy charakteru przydają się pani w trakcie pisania?

Chyba otwartość, rozkładanie niektórych sytuacji na czynniki pierwsze, podejście bardziej refleksyjne, no i oczywiście wytrwałość. Chociaż z tą ostatnią bywa różnie i coraz częściej łapię samą siebie na czystej ciekawości… co będzie dalej, jak to się tym razem skończy… Wychodzi więc na to, że w tej chwili ciekawość również odgrywa kluczową rolę.

 

  1. Mogłaby pani opisać jakąś śmieszną historię, która spotkała panią podczas pisania?

Nic takiego się nie wydarzyło.

 

Darsky: Tytuł Pani książki - Małe wojny zmusiły mnie refleksji. Jak to małe wojny? Przecież wojna to niszcząca siła, która zmiata z powierzchni ziemi ład, porządek oraz ludzkie życia. Przymiotnik „małe” nieco łagodzi złą konotację, jednak nadal pozostawia niepokój w tytule. Uświadamia nam, że faktycznie toczymy wojny codziennie, wystarczy się rozejrzeć.
Tu rodzi się pytanie. Jak ukształtowały Pani literacki styl te małe wojny toczone w dniu codziennym? Czy sytuacje konfliktowe oraz słowne bitwy miały swoje odzwierciedlenie w opisywanych wątkach, tworzeniu postaci, konstrukcji tekstu? Zwycięstwo w której z wojen było najbardziej podniosłe i budujące dla Pani twórczości?

Na pierwszą część pytania starałam się udzielić ogólnej odpowiedzi, wspólnej dla kilku powtarzających się pytań, co się zaś tyczy jego drugiej części… czapki z głów drodzy Państwo, bo oto należy sięgnąć głęboko w swą duszę i umysł, żeby znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź. Satysfakcjonującą Czytelnika, ale w równym stopniu samą siebie. Z obawy, że takiej odpowiedzi nie jestem w stanie udzielić… z różnych powodów… Przede wszystkim chyba dlatego, że niektóre wojny, przechodząc do historii, umykają świadomości. Usuwają się gdzieś w głębię jaźni, pozwalając zapomnieć o uwierających konfliktach, czy niepotwierdzonych racjach.

Te wojny na pewno miały jakiś wpływ na to co piszę, w niektórych wątkach pojawiły się krótkim sygnałem, lub całą wypowiedzią, tylko czy… potrzebna teraz retrospekcja? I uświadamianie sobie tego, co na powierzchnię świadomości, dla mojego własnego komfortu, nie chce wypływać…? Bronię się przed tym pytaniem…:).

 

Izunia: 1. Załóżmy, że na jeden dzień mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Jaką by Pani wybrała? A może żadną?

Mogłabym się przenieść do którejkolwiek, bardziej istotne pytanie mogłoby brzmieć, którą postacią chciałabym być, bądź wcielania w którą chciałabym uniknąć… Ale takowe nie padło, więc trzymam się konsekwentnie tego, czego trzymać się powinnam. Ze świadomością, że jest to tylko jeden dzień? Mogłabym się przenieść wszędzie.

 

  1. Jakie jest Pani ulubione danie? Jak już przy tym jesteśmy, załóżmy, że proces napisania i wydania książki to danie. Jakie według Pani powinny być jej składniki?

Moje ulubione danie powinno być aromatyczne, niezbyt pikantne, ładnie podane… długo by wymieniać. Co się zaś tyczy powieści… hm, receptura dobrana być powinna indywidualnie do potrzeb konsumenta, a skoro już przy tym jesteśmy… wolałabym uniknąć spożywczych analogii, a nasuwają się niestety…:(.

 

  1. Opisze Pani swoje "miejsce na ziemi"?

W pytaniach wyżej znajdzie się odpowiedź i na to…

 

4. Dopisze Pani do każdej litery swojego imienia i nazwiska cechę, która Panią opisuje?

Jestem otwarta, aktywna, niezależna, nerwowa, ambitna…? Komunikatywna, roztargniona, uczuciowa, szczera, zdeterminowana, energiczna (bywam), wyrozumiała, spolegliwa, krytyczna w stosunku do siebie i na literze k poprzestańmy, bo braknie już zupełnie cech mnie opisujących. Przynajmniej adekwatnie;)

 

  1. Jakie jest Pani hobby, pasja?

Moje hobby i pasja to książki, ich czytanie i pisanie.

 

  1. Jakiego gatunku książki Pani nigdy nie napisze?

Nigdy nie mów nigdy i tego się będę trzymać…

 

7. Jakie to uczucie:
* po raz pierwszy wziąć do ręki egzemplarz swojej powieści,
* widzieć egzemplarz swojej książki na półce w księgarni,
* słuchać/czytać opinii/recenzji o swoim dziele, zwłaszcza rodziny?

O tym również już wspominałam wcześniej.

 

  1. Z czym kojarzy się Pani dzieciństwo?

Z ciepłem, bezpieczeństwem i eksperymentowaniem. Zapachem świeżo pieczonych drożdżówek łapanych w locie i jeszcze gorących, beztroską biegania po podwórku i odkrywaniem świata. Niezmiennie fascynującego i zdumiewającego swoją różnorodnością w każdym wymiarze.

 

  1. Zdradzi Pani swoje noworoczne postanowienia?

W tym roku noworocznych postanowień nie było. Niestety. Jaki sens składania samemu sobie obietnic, które ciężko zrealizować? A później żyć z dyskomfortem niespełnionego postanowienia? Dlatego wyjątkowo w tym roku to sobie darowałam, z czystym sumieniem przechodzę od jednego, do następnego dnia, a jeżeli coś przypadkiem samej sobie udowodnię… jestem o wiele bardziej dumna:).

 

  1. Zdradzi Pani swoje największe marzenie?

Jeżeli coś ma się zmienić… to nieznacznie. Takie jest moje największe marzenie…:)

 

Boskaroska: Dzień dobry,
Jak się pani zapatruje na relacje w związkach jeśli chodzi o utrzymywanie rodziny?
Dokładnie pytanie brzmi: czy lepsza żona- wzór męskości, niż zupełny brak żywności?

Stan idealny - 50 na 50, do osiągnięcia, wiem że gwarantuje względny spokój, ale… nie to przecież, utrzymywanie w sensie, jest istotą spokoju w związku:).

 

Edyta.chOO: 1. Niektórzy twierdzą, że pisać może każdy, ale nie sądzę, aby każdy mógł być pisarzem. Z tego, co przeczytałam, Pani zaczynała od pisania pamiętnika. Czy jest to dobry trening? Jak Pani doskonali swój warsztat?

Bardzo dobry. Moje zeszyty, a później wordowe pliki pomagały ubrać w słowa to, co na co dzień mnie nurtowało, czym się przejmowałam, denerwowałam, cieszyłam. Wydaje mi się, a chyba w swoim odczuciu nie jestem odosobniona, że pisemne formy wypowiedzi, nawet takie tylko dla siebie, narzucają nam konieczność skupienia się na zasadach, stosowania odpowiednich form, główkowania nad doborem słów. I mimo, że z zasady pamiętniki mają pozostać tylko dla jednego odbiorcy, sam fakt przelewania myśli na papier zmusza nas do poprawności językowej. To bardzo dobry trening. W kwestii zaś doskonalenia warsztatu… cóż… mam nadzieję, że z książki na książkę, bo na nic innego już nie pozostaje czasu:).

 

  1. W związku potrzebne jest czasami takie trzęsienie ziemi, mała wojna, kłótnia, która oczyści atmosferę i pozwoli na wyciągnięcie kreatywnych wniosków. Co zrobić, aby te małe wojny nigdy nie przerodziły się w te wielkie, destrukcyjne?

O, to już pytanie do prawdziwych ekspertów. Moja metoda polega na próbach zrozumienia, czasami lekkiego opuszczenia broni, albo zrobienia nieco więcej miejsca na polu walki przeciwnikowi, no i czerpania z pokładów cierpliwości, które mam nadzieję tak szybko mi się nie wyczerpią…

 

  1. Osoby niewidome mają wyostrzone inne zmysły, dzięki czemu potrafią doskonale dostosować się do swojej sytuacji. Czy u pisarza również następuje wyostrzenie słuchu, wzroku czy innego zmysłu, umożliwiające wyłapywanie z otoczenia ciekawych rozmów, zdarzeń bądź cech u nieznajomych, które po zapamiętaniu zostają wykorzystane w książkach? Czy umysł autora może odpocząć od pracy, kiedy na każdym kroku czyha...inspiracja?

Myślę, że każdy, bez względu na to jaki zawód wykonuje, jakie jest jego hobby, posiada taką zdolność. Skrzętnie rejestruje otaczającą rzeczywistość i pakuje do szuflad umysłu wszystko co zaobserwuje. W moim przypadku te szuflady otwierają się… czasami samoistnie, nie muszę w nich niczego szukać, skupiać się i zastanawiać… podczas pisania właśnie. Czasami otwierają się zbyt późno, na przykład podczas ostatnich poprawek dokonywanych przy książce, kiedy nie ma już za bardzo możliwości obszernego rozwinięcia jakiegoś wątku. W związku z tym szuflada zasuwa się cicho i… każe mi zapomnieć o swojej zawartości. Do czasu. A to nie jest męczące…

 

  1. Gdyby mogła się Pani porównać do jakiejś bajkowej postaci, to do jakiej krainy by mnie Pani zaprowadziła?

Chyba do krainy Pani Zimy. Chwilami jestem jedną córką, chwilami drugą, a krajobraz, który roztaczali przede mną bracia Grimm od zawsze bardzo mi odpowiadał…

 

  1. Pisze Pani głównie dla kobiet - o codziennym życiu, problemach, które mogą dotyczyć każdej z nas i o uczuciach, kierujących postępowaniem bohaterek. Co przede wszystkim chciałaby Pani przekazać poprzez swoją twórczość? Jakie reakcje wywołać?

Otuchę, może czasami chwilę refleksji, a przede wszystkim wycieczkę w inny wymiar. Ile historii, ile postaci, które zachowują się w przeróżny sposób. Sytuacji, które mogą się wydać znajome, tego właśnie życzyłabym swoim Czytelnikom… Żeby na kartach moich powieści poczuli się jak u siebie, żeby przedstawiona rzeczywistość czasami rozśmieszyła, innym razem wzruszyła, może zmusiła do refleksji… Przede wszystkim jednak życzę i chciałabym przekazać chwilę przyjemnego spędzenia czasu.

 

Kochani!

Teraz to, na co czekaliście tak długo.

Dziękuję za Wasz udział, za poświęcony czas, chęci i inwencję, której jak widać Wam nie brakowało.

Autorce dziękuję za wspaniałą powieść. Wielobarwną, wielopłaszczyznową, ale dotykającą zupełnie przyziemnych spraw i problemów. Za powieść, której mogłam z wielką przyjemnością patronować medialnie.

Życie jest najlepszym scenopisarzem, a my odgrywamy swoje role.

 

Po wielu analizach zwycięzcami zostali: Darsky i Słowem malowana!

 

Serdecznie gratuluję i zapraszam na kolejny konkurs, również związany z tytułem "Małe wojny".

Ale, nie tylko! I tu niespodzianka!

Do wygrania będzie dwupak książek Joasi.

Konkurs już w niedzielę :)

 

Pozdrawiam :)



 

 

18:26, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »

 

 

Edyta: 1) Tytuł Pani powieści to „Małe wojny”. Słysząc go po raz pierwszy, moje skojarzenie było raczej militarne. Idąc tym tropem zapytam, w jakiej wojnie, według Pani, najlepszą bronią jest książka?

W naszej wojnie. Z samym sobą. Może pozwolić znaleźć dystans, czyjeś słowa mogą ukazać nam sytuację konfliktową w zupełnie innym świetle. I jeszcze jedna, dosyć cudowna właściwość książki – czy zauważyła Pani, Pani Edyto, że ilu czytelników tyle opinii i odczuć? Dobry pisarz, w razie wątpliwości wypowiadam się teraz tylko i wyłącznie jako czytelnik:), potrafi poruszyć w każdym zupełnie inne struny, potrafi znaleźć odpowiedzi na zupełnie różne pytania. Tyle względem pytania. Osobiście jednak wolę traktować książkę jako cudowny sposób na oderwanie się od codzienności i spędzenie chwili, lub dwóch w alternatywnej rzeczywistości. Nierzadko o wiele bardziej barwnej niż nasza własna.

 

 

  1. Inspiracja to podstawa w twórczości każdego artysty. Co dla Pani stanowi inspirację podczas pisania swoich książek?

Wszystko może być inspiracją, czasami usłyszany fragment rozmowy stanowi początek, jakaś postać, ujrzana choćby przelotnie zagnieżdża się w głowie i nie pozwala o sobie zapomnieć dopowiadając co chwila szczegóły ze swojego życia. Może też być prawdziwa historia, co miało miejsce w „Miłości raz jeszcze”. Ogólny zarys naszkicowało życie, a ja z pozwoleniem zaangażowanej osoby dorysowałam resztę.

 

  1. Każdy ma jakieś swoje przyzwyczajenia i nawyki. Czy tworząc swoje książki również posiada Pani pewne rytuały, których nie może wówczas zabraknąć?

Do nawyków jak najbardziej się przyznaję, do przyzwyczajeń również. W ich rutynie chyba każdy odnajduje pewien spokój i przeświadczenie, że oto w życiu jest wszystko na swoim miejscu i o właściwym czasie. Natomiast podczas pisania książki nie mam żadnych rytuałów. Niezbędna jest mobilizacja, kawałek, niezbyt duży, w miarę wygodnego miejsca do siedzenia, no i mój nieodłączny laptop.

 

  1. Niektórzy autorzy podczas pisania książki ukrywają jej kolejne części, nie chcąc ich ujawniać. Inni natomiast chętnie dzielą się fragmentami tworzonego tekstu. Do której grupy pisarzy jest Pani bliżej?

Jeżeli ktoś tylko życzy sobie zajrzeć, poczynić stosowne uwagi, nie mam nic przeciwko. Wręcz przeciwnie – byłabym wdzięczna. Z reguły jednak zaczynam i toczę wszystko zupełnie samodzielnie, aż do ostatniej kropki.

 

  1. Zakończenie pisania książki stanowi jednocześnie koniec pewnego etapu. Jakie odczucia towarzyszą Pani przy pisaniu ostatniego zdania powieści?

Pierwsze pytanie Kasi brzmiało bardzo podobnie i jedyne co mogę dodać do tamtej odpowiedzi to dwa słowa: ulga i niepewność. Ulga, bo udało mi się szczęśliwie doprowadzić moich bohaterów do końca, niepewność – bo mam wrażenie, że w głowie nie pozostała już ani jedna myśl:).

  1. Ekranizacja książki na pewno jest dla jej autora ogromnym wyróżnieniem i radością. Proszę wyobrazić sobie następującą sytuację: do Pani drzwi puka bardzo znany reżyser i składa propozycję stworzenia filmu na podstawie jednej z Pani powieści, wyboru której musiałaby Pani dokonać sama. Jak brzmiałaby Pani decyzja?

Proszę sobie wyobrazić… trochę trudno, ale…:). Wybór padłby chyba na „Małe wojny”, nie zdradzając żadnych szczegółów, teraz już mogę powiedzieć, że starałam się o rzetelnie opowiedzianą i wiarygodną historię. Historię, w której nie brak wyrazistych postaci…

 

  1. Jest zima czas przeziębień, ale także długich wieczorów z książką. Sprawdzone naturalne przepisy na te dolegliwości zna chyba każdy, a czy Pani mogłaby zdradzić swoją domową receptę na dobrą książkę, po którą czytelnicy sięgną chętnie o każdej porze roku?

Nie mogę, niestety… Zbyt wiele jest powieści, zbyt wielu autorów, których darzę ogromnym szacunkiem i podziwem. Poza tym sobie samej nie mogłabym dać takiej recepty… Jednego roku sprawdza się Irving, inna zima obfituje w lekkie i przyjemne powieści, po których przez chwilę błąka mi się uśmiech na twarzy, kolejne zaspy przynoszą nowe odkrycie (jakkolwiek przewrotnie by to nie zabrzmiało) i sięgam wbrew sobie po wspomniane wcześniej kryminały. Kolejny sezon i zaczynam się rozglądać za beletrystyką psychologiczną, aż trafiam na „Efekt Lucyfera”, który przerabiam (dosłownie i w przenośni) z fascynacją kilkakrotnie. Wszystko wedle upodobań…. A one zmienne i kapryśne:).

 

  1. Zdaniem niektórych, obdarowywanie prezentami przynosi większą radość niż ich otrzymywanie. Gdyby miała Pani możliwość podarowania swojej książki jednej osobie ze świata literatury, sztuki, polityki Kogo by Pani wybrała?

Andrzeja Poniedzielskiego:)))))). Chociaż szczerze wątpię, żeby gustował w tego typu literaturze.

 

Justyna: 1) Czy niczym bohaterki Pani książki "Szczęście spod igły" wierzy Pani w magię cyfr, ma Pani swoją ulubioną pod którą układa Pani swoje plany?

Numerologia i wszelkie odmiany wróżb jak i przesądów wywołują przeważnie uśmiech, może lekkie pobłażanie. Są jednak dwa dni w roku, które staram się spędzać jak najprzyjemniej w myśl pewnego powiedzenia…

 

  1. Czy podobnie jak bohaterki Pani powieści "Na trzy sposoby" utrzymuje Pani do tej pory kontakt ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa czy może wręcz przeciwnie kontakt urwał się już dawno, a może poznała ją Pani znacznie później?

W każdym okresie życia towarzyszył mi ktoś, na kim mogłam się oprzeć, dlatego między innymi przyjaźni poświęcam dość dużo miejsca w moich książkach. Gdyby nie ci ludzie, którzy są blisko nas w krytycznych momentach i na prawdziwych życiowych zakrętach, byłoby nam o wiele trudniej… Najtrwalsze przyjaźnie pozostały z okresu studiów i chociaż kontakt z racji różnych miejsc zamieszkania jest nieco rzadszy, niezmiennie jednak pełen ciepła i zrozumienia.


3) W powieści "Miłość raz jeszcze?" przedstawia Pani motyw mieszkania z rodzicami, a jakie jest Pani zdanie na ten temat czy młodzi małżonkowie powinni mieszkać z którymiś z teściów, czy wręcz przeciwnie od razu iść na swoje?

Swoje zdanie wyraziłam dobitnie właśnie na kartach tej książki, układ może być zdrowy, a i owszem, ale wymaga spełnienia zbyt wielu kryteriów aby był realny… to takie moje skromne zdanie, poparte licznymi obserwacjami.

 

  1. Czy uważa Pani , że związek na odległość ma szanse istnieć czy jak w przypadku bohaterów "Awarii uczuć" nie ma szans na przetrwanie?

Ależ on przetrwał…:)

 

  1. Czy niczym bohaterka książki "Aby do mety" już w dzieciństwie wyobrażała sobie Pani swój ślub? Jak chciała Pani aby on wyglądał?

Chyba każda mała dziewczynka, a przynajmniej większość z mi znanych, wyobraża sobie ten magiczny moment. Oczywiście wyobraźnia podsycana różnego rodzaju obrazkami z bajek, zasłyszanymi tu i ówdzie historyjkami maluje obraz równie bajkowy. Co do szczegółów niestety pamięć w tym miejscu szwankuje, ale miał być piękny. Oczywiście. I jedyny w swoim rodzaju:).

 

  1. Dla jakiego czytelnika powstała książka "Małe wojny" , komu się spodoba?

Nie mam pojęcia komu się spodoba, mam jedynie nadzieję, że komuś, może przez znalezione analogie, da szansę spojrzenia na pewne rzeczy z lekkim dystansem? Poza tym warto zaznaczyć, że ta książka nie została adresowana jedynie do kobiet, męski punkt widzenia został tu równie mocno zaakcentowany. Drogie panie, możliwe że znajdziemy tu swoje przywary, które w męskich oczach nie znajdują uznania:).

 

7) Która z Pani książek jest Pani najbliższa?
8) Która bohaterka z Pani książek najbardziej przypomina Panią?

Olywka poruszała już obie te kwestie, więc pozwolę sobie nie powtarzać się… ot, żeby drogich Czytelników po raz kolejny nie przeprowadzać przez przydługie wywody:).

 

  1. Jaki jest najmilszy komplement jaki Pani do tej pory usłyszała?

Na temat moich książek, do tego zawęzimy, ok.? Tutaj mogę przytoczyć dokładny cytat… po lekturze zadzwoniła do mnie jedna z przyjaciółek i powiedziała… „jakbym z tobą rozmawiała”. A to znaczy, że jest szczerze i całkiem „po mojemu”.

 

  1. Jest Pani autorką kilku książek. Czy wpłynęło to na Pani popularność, ludzie często rozpoznają Panią na ulicy prosząc o chwilę rozmowy lub o autograf?

Z pisarzami chyba jest nieco inaczej w kwestii rozpoznawalności niż… z kimkolwiek innym. Przynajmniej w moim przypadku:).

 

  1. Gdyby mogła Pani zamieszkać w dowolnym miejscu na ziemi, dokąd by się Pani wybrała?

Uwielbiam naszą zimę, ze skrzącym się śniegiem, uparcie mrużącym oczy od słońca, w płatkach powoli padających na ziemię w świetle ulicznych latarni… ale uwielbiam to wszystko zza okna, z ciepłego domowego dystansu. Tak więc odpowiedź na pytanie może brzmieć – tam gdzie będzie mi zawsze ciepło. Z drugiej strony… czy nie znudziłabym się monotonią upałów? Lubię różnorodność, dlatego to miejsce w którym mieszkam, ten nasz biegun zimna… z reguły odpowiada mi w… powiedzmy, dziewięćdziesięciu procentach. To dużo…

 

  1. Gdyby nie pisała Pani książek to co by Pani robiła?

Może malowała? Może śpiewała? Ciężko powiedzieć…

 

  1. Co jest Pani prawdziwą kobiecą słabością której zawsze Pani ulega?

Chyba nie ma niczego takiego, czemu zawsze wbrew wszystkiemu potrafię ulec. Nic za wszelką cenę.

 

  1. Jak Pani reaguje na porażki - motywują Panią do działania czy osłabiają Panią?

Raczej motywują, po chwilowym osłabieniu i momencie rezygnacji nadchodzi przekorne pytanie – ja nie potrafię? Oczywiście, że potrafię, oczywiście, że dam radę. Możliwe, że powtarzanie sobie jak mantry tych kilku słów działa cuda, możliwe też, że to nic innego jak moja przekorna natura, która niejednokrotnie dała się i mnie, i moim bliskim we znaki.

 

  1. Kto jest pierwszą osobą, która czyta nowo napisane przez Panią dzieło ?

Wydawca…

 

  1. Gdzie Pani się najlepiej odpoczywa po trudach dnia codziennego?

W domu, wśród bliskich, z kubkiem ciepłej kawy w dłoni…

 


Graz: 1. Która książka przeczytana w dzieciństwie lub z życiu dorosłym i wraca Pani do niej , gdy jest Pani źle.

Do różnych książek wracam, ale tak jak wspomniałam w odpowiedzi dla Edyty, brak tej jednej, która towarzyszyłaby mi zawsze.

 

  1. Jaki moment w Pani życiu zaważył/ lub jacy ludzie/ , że musi Pani pisać. Kiedy to się stało? Kto Panią wspiera?

Musi pani pisać… coś w tym jest:). Może nie moment, ile odkrycie. Zaczęłam pisać artykuły do lokalnej gazety, początkowo krótkie, później dłuższe formy wypowiedzi. I zupełnie nagle pojawiła się postać, której dałam imię Mira. Do niej dorysowała się historia i chociaż podchodziłam do tej historii z lekkim dystansem, to jednak ciekawiła mnie, jakiś głos podpowiadał, dlaczego by nie? Przecież mogę poświęcić trochę czasu, spróbować swoich sił w napisaniu choćby krótkiego opowiadania. Bo tym właśnie miało być „Aby do mety”, niczym więcej jak tylko opowiadaniem. Jednak Mira nie chciała się dać zamknąć w krótkich kilku, kilkunastu stronach. Poznawała mnie ze swoimi przyjaciółkami, a przecież każda z nich tworzyła odrębną, całkiem ciekawą historię. I tak oto wciągnął mnie świat mojej własnej wyobraźni, zupełnie nie wiadomo kiedy… a teraz, rzeczywiście, przynajmniej na razie… muszę pisać:).

 

Zapraszam na część III i ogłoszenie wyników konkursu :)

13:55, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »

 

Kochani!

Nasz wspólny konkurs, na zadawanie pytań autorce przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

Zaskakujecie i pomysłowością, i chęciami. Zadaliście Joasi masę pytań, które niestety na jeden raz do opublikowania się nie zmieszczą.

Podzieliłam to na III części.

W ostatniej – III części, podamy wynik konkursu. I tu niespodzianka!

Nagrodę otrzyma nie jedna, a dwie osoby!

Zapraszam do lektury odpowiedzi na Wasze pytania! :)

 

Joanna Kruszewska: Dziękuję za tak ogromną ilość pytań, ktoś słusznie zauważył, że sprawią mi radość i wywołają uśmiech:). Pozwoliłam sobie, z racji podobnych wątków na odsyłanie Was do odpowiedzi udzielonych nieco wcześniej… Nie chciałam się powtarzać.

Dużo pytań dotyczyło tytułu. Kasia, Aga, Zbyszek, Krzysztof, Olywka Wydaje mi się, że każdy z nas, dość często prowadzi większe i mniejsze wojny. Konflikty, w których bronią jest nasze postrzeganie rzeczywistości, wytrwałość, cierpliwość… Czasami prowadzimy te wojny sami ze sobą, bo przecież nie zawsze oczekiwania innych idą w parze z naszymi potrzebami. Możliwe, że „wojna” to słowo nieco na wyrost, niektórym przywodząca na myśl jedynie militarne skojarzenia, obrazy ociekające krwią i zniszczeniem. Z drugiej strony… czy może zdarzyć się coś, w relacjach z… na przykład najbliższymi, co zburzy naszą rzeczywistość? Co każe ją odbudowywać na nowo? Pozostawia w nas rany, które niejednokrotnie nie chcą się zabliźnić i pozostawiają nieusuwalny ślad na zawsze? Wydaje mi się, że tak.

 

Julia: Dzień dobry, chciałabym zapytać skąd bierze Pani tę codzienną, zwyczajną (a może i nie) siłę? Czy jest jakaś specjalna czynność, rzecz albo osoba, która daje Pani taką pozytywną energię i chęci do życia?

Czy rzeczywiście ta siła tkwi we mnie niezmiennie, każdego dnia? Chciałabym:). Przychodzą chwile, kiedy najzwyczajniej w świecie staję przed lustrem i patrząc sobie prosto w oczy muszę się przyznać do bezsilności, do tego paskudnego stanu, w którym kompletnie niczego się nie chce, a prozaiczne czynności potrafią przyprawić o ból głowy. Czy jest na to jakaś idealna recepta? Jeżeli jest, to poproszę. Na co dzień pozytywną energię dają mi zaś przeważnie drobiazgi, czyjś uśmiech, życzliwe słowo, zielone światło na wszystkich skrzyżowaniach, gdy człowiek najbardziej się spieszy, krótka pogawędka z kimś zupełnie obcym… Jest mnóstwo rzeczy, które potrafią wprawić mnie w odpowiedni nastrój, staram się je wyłapywać i… uświadamiać sobie, że istnieją.

 

Agata: Z której swojej książki jest Pani najbardziej zadowolona?
Czy była Pani prymuską z języka polskiego, pisała świetne wypracowania i już w podstawówce zapowiadała się na pisarkę?
Zakończenie jakiej przeczytanej książki najbardziej Panią rozczarowało? Jak by to Pani poprawiła?
Jak długo pisała Pani Małe wojny?

Każda książka jest dla mnie ważna, czy jestem z nich zadowolona w równym stopniu… Trudno odpowiedzieć na to pytanie, wiem natomiast, że w momencie ostatniej korekty, gdy książka już, lada moment, ma się pojawić w druku dochodzę do wniosku, że wielu myśli nie rozbudowałam, że niejeden wątek powinien być pociągnięty dalej… Innymi słowy każdą z książek poddałabym gruntownym przeróbkom… gdyby tylko był na to jeszcze czas.

Prymuską może nie, ale napisanie wypracowania nigdy nie sprawiało mi najmniejszych trudności. Na pisarkę… nie wiem, zapowiadałam się natomiast na prawdziwego mola książkowego, który od najmłodszych lat wszystkie wolne chwile spędzał w bibliotece. Uwielbiałam czytać odkąd pamiętam.

Czy w ogóle było jakiekolwiek zakończenie, które mnie rozczarowało? Zdaje się, że nie. Nawet jeżeli coś, gdzieś się kiedyś potoczyło niekoniecznie według moich wyobrażeń, wyszłam z założenia, że autor coś widocznie chciał nam przez to powiedzieć, a moim zadaniem, jako czytelnika jest pokornie do tego dojść:).

Małe wojny” są powieścią napisaną w… nieco ponad miesiąc. Krótko, ale bardzo intensywnie, przez ten czas nie rozstawałam się z moimi bohaterami ani na chwilę. Jeżeli akurat nie pisałam, to zastanawiałam się jak dalej potoczą się ich losy, czym zacznie się kolejny akapit. Prawdę powiedziawszy rodzina, której za wyrozumiałość jestem bardzo wdzięczna, miała mnie trochę… mniej.

 

Słowem malowana: Witam, napisała Pani książkę o tytule "Małe wojny" Pisząc tę książkę kierowała się Pani śpiewem duszy i serca? Czy może chciała Pani napisać książkę która przypada w gusty współczesnych ludzi i kierowała się panującymi trendami?

Kiedyś padło już pytanie o to, czy chciałabym napisać książkę na zamówienie, na konkretny temat i odpowiedziałam, że raczej nie. Okazuje się, że odpowiedź w dalszym ciągu jest aktualna. Trendy… nie potrafię się nimi kierować, nie mogę w momencie kiedy w myślach pojawia mi się osoba o całkiem konkretnych kształtach, domagająca się spisania jej życiorysu. Nie mogę też powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że „Małe wojny” zostały podyktowane jak to Pani pięknie ujęła „śpiewem duszy i serca”. Tak jak wspomniałam, najpierw pojawia się jedna postać, która, czasami w zupełnie nieprzewidywalny dla mnie sposób, jakkolwiek dziwacznie by to nie zabrzmiało, ciągnie za sobą następne, układa swoje losy przekornie i nie zawsze według wytyczonego przeze mnie ściśle scenariusza. Być może to błąd, ale pozwalam im się prowadzić. Moim bohaterom. Gdy już zaistnieją, zaczynają żyć swoim życiem i kierować rzeczywistością wedle swojego widzimisię. Stąd też nietypowe zakończenie w „Miłości raz jeszcze”, dopiero na samym końcu okazało się, że Justyna wcale nie chce standardowego happy endu. Czy to się może podobać, czy nie, oceniają Czytelnicy:).

 

Kasia: 1. Czy lubi Pani kończyć pisać książki, czy może wręcz przeciwnie, odwleka Pani moment postawienia ostatniej kropki, bo podczas powstawania powieści związała się Pani na tyle z bohaterami, ich historiami, relacjami, uczuciami, że aż żal ich opuścić?

Momentu zakończenia książki nie mogę się wprost doczekać:). I chociaż rzeczywiście żal mi rozstawać się z osobami, które na dobre zdążyły zagościć już w mojej wyobraźni, to z drugiej strony chciałabym jak najszybciej doprowadzić historię do końca. Ten pośpiech czasami okazuje się zgubny, bo jak już wspomniałam umykają mi całkiem spore wątki… Niemniej jednak czekam z utęsknieniem na koniec. Może dlatego też, że przez cały czas pisania towarzyszy mi cała rzesza fikcyjnych osób? W momencie postawienia ostatniej kropki wszystkie znikają, historia została opowiedziana, rozdział zamknięty, czas się pożegnać. Chyba że, któraś z nich domaga się jeszcze uwagi. To oznacza nieodmiennie, że trzeba pomyśleć nad ciągiem dalszym:).

 

  1. Czy wśród wszystkich Pani bohaterów jest taki, który wzbudził Pani szczególną sympatię i trzymała Pani mocno kciuki, żeby mu się powiodło, a może jest jakiś, który bardzo Panią denerwował, czy po prostu wszystkich Pani lubi, bo to przecież Pani bohaterowie?

I to bardzo pięknie i trafnie ujęte – mocno trzymać kciuki za jednego z bohaterów, jak pokieruje swoim losem, czy mu się uda. To uzupełnienie odpowiedzi dla Słowem Malowanej… Natomiast czy któryś wzbudził moją szczególną sympatię? Wszystkich lubię, mniej lub bardziej. W dwóch ostatnich powieściach staram się już usprawiedliwiać zachowania swoich bohaterów, nie ma czarnych i białych charakterów, pojawiają się wszystkie odcienie szarości, a jeżeli coś ma ciemniejsze zabarwienie, to staram się pokazać, że nie dzieje się to bez przyczyny. Im więcej osób spotykam na swojej drodze, tym bardziej nabieram przeświadczenia, że nie sposób oceniać kogoś na podstawie tylko i wyłącznie zachowania, wypadałoby dociec dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, szukam przyczyny, czasami – dość naiwnie – wytłumaczenia. Może dlatego, że lubię ludzi?

  1. Okładka "Małych wojen" jest tak śliczna, że od razu zachęca do kupna! Czy ma Pani wpływ na okładki Pani powieści, czy tworzy je Pani sama, czy może wydawca przedstawia Pani kilka projektów, z których musi Pani zdecydować, która będzie najodpowiedniejsza do fabuły?

Cieszę się ogromnie. Wydawnictwo, w tym konkretnym przypadku, przysłało mi projekt okładki, który… kompletnie mi nie pasował do treści. A tym samym do tytułu. Na moją delikatną sugestię, że może jednak poszlibyśmy w innym kierunku, ze wskazaniem kilku szczegółów, które według mnie powinny się znaleźć na okładce, podesłano mi… około dwunastu propozycji. Decyzja była niełatwa, bo wybór ogromny i różnorodny, wspólnie udało się jednak ustalić satysfakcjonującą opcję, która już niedługo znajdzie się rękach Czytelnika.

 

Olywka: 1. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z przeciętną osobą, która pragnęła spisać pewną historię z życia wziętą do książki. Udało jej się, jednak mówił, że wydanie książki nie jest łatwe, a z wsparciem bywa różnie. Stąd też chciałabym się Pani spytać, jakie są Pani odczucia w tym temacie? Czy praca nad książką była trudna, czy będąc już kilkoletnią dziewczynką marzyła Pani o zawodzie pisarza? Jak było ze wsparciem drugich osób, czy np. na lekcjach języka polskiego była Pani jedną z lepszych, a może udało się Pani osiągnąć sukces poprzez własną pracę nad sobą? Co na to bliscy, że chce pani wydać książkę? Czy znalezienie wydawnictwa, które zechciałoby wydać Pani książkę było olbrzymim problemem, a może poszło nadzwyczaj łatwo (wiadomo to kosztuje i nie każdy chce się zająć od razu taką osobą z ulicy bynajmniej ja mam takie odczucia)?

Konsekwencja:). Nie było łatwo znaleźć wydawcy, spotykałam się albo z ciszą, albo z zainteresowaniem „kiedyś w przyszłości”, jak odległej, tego jakoś nikt nie chciał sprecyzować. Nie mogłam się jednak poddać, musiałam próbować, nie po to przecież spędzałam każdą wolną chwilę przed monitorem, oddałam jakąś cząstkę siebie, żeby darować sobie po kilku nieudanych próbach. Wreszcie wydawnictwo „Replika” postanowiło dać mi szansę i… współpraca trwa do dzisiaj.

Nie marzyłam o zawodzie pisarza, tak już wspomniałam przy odpowiedzi dla Agaty, wspomniałam tam również o swoich osiągnięciach z języka polskiego. Wszystko co dotyczyło swobodnych wypowiedzi, było oceniane zazwyczaj najwyżej, gorzej rzecz się miała z zasadami gramatyki… Ciężko było mi uzasadnić, dlaczego stosuję akurat taką a nie inną pisownię danego wyrazu. Po prostu stosowałam i tyle. Dla mnie najważniejsza była poprawność, a jej uzasadnienie… no cóż:).

 

  1. Gdyby miała się Pani utożsamić się z postacią z jednej swojej książki, to kim by Pani była i dlaczego?

Wydaje mi się, że jestem odrobinę każdą z nich…

 

  1. Kto jako pierwszy otrzymał egzemplarz Pani książki :)? Czy była to wyjątkowa osoba?

Pierwszy egzemplarz zadedykowałam mojemu mężowi i mojej, trzyletniej wtedy córce. Tak, to wyjątkowe dla mnie osoby. Na tamtą chwilę i na obecną…


  1. Mając do wyboru zostać pisarzem albo spełnić swoje inne swoje marzenie, co by Pani wybrała? Dlaczego akurat taki wybór by Pani podjęła?

Czy wybrałabym zawód pisarza… chyba nie. Obecny stan rzeczy odpowiada mi idealnie. Stan, w którym pisanie jest tylko i wyłącznie sprawą dodatkową, efektem moich obserwacji, przeżyć, spotkań i rozmów z różnymi ludźmi. W moim odczuciu zawód pisarza wymaga ogromnej samodyscypliny, z którą czasami jest u mnie zdecydowanie „na bakier”. W chwili obecnej piszę, bo mam taką potrzebę, bo rodzi się jakaś historia, którą chcę opowiedzieć. Nie zaś dlatego, że muszę. To duża swoboda i wydaje mi się, że tego będę się trzymała. Tym bardziej, że po skończeniu każdej książki gdzieś, po cichu wybrzmiewa myśl – to już wszystko. Napisałam już wszystko, niczego więcej nie jestem w stanie z siebie wydobyć...

 

  1. Czy słyszała Pani krytykę na temat, którejś z książek? Jeśli zdarzenie miało swoje miejsce, jak się Pani czuła?

Konstruktywna krytyka jest jak najbardziej pożądana, niejednokrotnie wolę kilka, chociażby i ostrych słów prawdy, niż zapewnienia, że wszystko jest idealnie. Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, że nie jest:). Czyjeś krytyczne spojrzenie pomaga mi dostrzec błędy i unikać ich w przyszłości.

 

  1. Jak wiadomo życie płata figle, czy była Pani w 100% przekonana, że jakiś pomysł na książkę jest rewelacyjny ale zrezygnowała Pani z jej napisania z różnych powodów?

Nic takiego do tej pory nie miało miejsca. Kilka pomysłów czeka jeszcze na realizację, na dogodny moment, który rzeczywiście może nie nadejść, ale świadomie i z premedytacją nie odrzuciłam jeszcze niczego.

 

  1. Co Pani czuła trzymając swoją pierwszą książkę w ręce ? Ogromną dumę, czy strach przed opinią innych? Jest Pani na co dzień pewna siebie?

:) przede wszystkim dumę. Abstrahując od wartości jaką przedstawiała moja pierwsza powieść, miałam poczucie, że oto udało mi się. Dokonałam zupełnie samodzielnie czegoś, z czego rzeczywiście mogę być dumna. Egoistycznie nie brałam pod uwagę opinii innych, nie miało to wtedy dla mnie znaczenia… Czy wpłynęło na moje poczucie pewności siebie? Cóż… tego nie mogę powiedzieć, ponieważ na co dzień niezmiennie wolę zajmować miejsce obserwatora, niż wodzireja. I z tym mi nadzwyczaj dobrze:).

 

  1. Czy czerpie Pani inspirację z jakiegoś pisarza, bo uważa Pani go za geniusza? Jakie książki Pani najbardziej lubi czytać, z której kategorii? Czy gustuje Pani bardziej w pisarzach z naszego kraju czy w tych zagranicznych?

Wielu geniuszy przelewało swoje myśli na papier, ale nie odważyłabym się czerpać z ich twórczości inspiracji. Czytam dużo, ale… nie wtedy kiedy piszę. Jedno z drugim nie chce się zupełnie pogodzić, musi upłynąć jakiś czas od przeczytania książki, żebym mogła zasiąść do pisania. Dopóki przychodzą mi do głowy czyjeś słowa i sposoby formułowania myśli, czekam spokojnie na powrót moich, własnych.

Teraz już czytam wszystko, do niedawna unikałam jak ognia kryminałów, ale szwedzcy pisarze w tym zakresie zdołali zdziałać cuda:).


  1. Ludzie uwielbiają oceniać i porównywać innych . Czy miała Pani okazję zostać do kogoś porównana, do jakiegoś pisarza? Czy Pani sama odczuwa podobieństwo do pewnego pisarza pod wieloma względami?

Nie zdarzyło mi się, a ja również jestem daleka od dokonywania porównań.

 

 

Zapraszam na część II.

11:23, toksiazki12 , Wywiady
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 stycznia 2016

 

 

Mimo tego, że autorka ma na swoim koncie już kilka publikacji, moje spotkanie z Jej twórczością jest pierwsze, jak najbardziej udane i mam nadzieję, że nie ostatnie. Cieszę się, że mogę, mam możliwość patronowania tak wspaniałym powieściom. Kolejna polska autorka, która daje przykład tego, że polska literatura ma się dobrze i z tego kierunku zbaczać nie powinna. Powiem więcej, nie może!

 

W ramach patronatu medialnego mieliście okazję już uczestniczyć w konkursie. Zadawaliście pytania autorce, która szczerze się przyznam, nie myślała o takim odzewie. Ale to dobrze. Nie nawiązuję do tego bez powodu. Większość z Was, w tym i mnie intrygował tytuł samej powieści.

„Małe wojny”, cóż nam się nasuwa po usłyszeniu, czy przeczytaniu? Wojna, ale taka jakaś mała? Inna. Na pewno inna. Urzekająca okładka aż prosi się, by wziąć ją do ręki i czytać.

 

 

 

Poznajemy dwie bohaterki, przyjaciółki. Kingę i Beatę. Tylko, że Kinga żyje w szczęśliwym związku z Grzegorzem, a Beatę właśnie opuścił mąż. Odszedł, po prostu, zwyczajnie. Dusił się w związku, w którym tylko on musiał za każdym razem dokonywać wyborów, być alfa i omegą. Beata nigdy nie umiała sama o czymś zadecydować. Nawet jeśli to dotyczyło codziennych czynności. Zostawił ją i ich syna Igora, prawie dorosłego chłopaka.

 

Kinga ma Grzegorza, pracę w agencji reklamowej, w której się dobrze czuje, dwie wspaniałe, dorastające córki i dom w fazie końcowej, tylko do umeblowania i zamieszkania. Dom – na obrzeżach miasta, który ma być początkiem spokoju i nowego. Majka przechodzi falę buntu, nie zamierza przenosić się na wygwizdowo, jak to ona nazywa, a Agata swój świat buduje w grze komputerowej. Z pomocą Kindze przyjdzie jej młodsza siostra Monika.

Kinga z Grzesiem żyje dobrze. Momentami ma wrażenie, że ich relacje są aż za dobre, bo rzadko kiedy dochodzi między niemi do wymiany zdań, a jeśli już, to przeważnie o córki. Które z nich traktuje dziewczyny pobłażliwiej. 

 

„Coś w tych poniedziałkach było takiego, że nie dały się lubić.

Grzegorz zdecydowanie wolał końcówkę tygodnia, można było swobodnie zwolnić, złapać

chociaż chwilę spokoju, trochę odetchnąć. Wiedział, że nie powinien narzekać, dziewczyny

dorastały w miarę bezproblemowo… raz na jakiś czas przez dom przechodziła mała lub

większa burza, ale to przecież nic niezwykłego. Kształtują się, mają prawo. Kinga trzyma

wszystko swoją żelazną, drobną dłonią, tak, że lepiej nie trzeba, a i on stara się dawać

córkom tyle swego czasu, ile tylko posiada. Tylko, że czasami nie opuszczało go wrażenie,

że wszystko dzieje się za szybko, że cały czas nieodmiennie tak samo. Nie chciał inności, tylko chwilami nie miał już siły pędzić. Może wszystko się zmieni, gdy wreszcie

przeprowadzą się do tego wymarzonego przez Kingę domu? Może wtedy znajdzie się tam

dla niego kawałek spokojnego kąta, gdzie będzie mógł poczytać gazetę, odetchnąć i tak

naprawdę odpocząć?”

 

Nie tylko kobiety się przyjaźniły. Ich dzieci także. Kiedy Beata kompletnie rozpadła się psychicznie po odejściu Kacpra, to Igor musiał szybko dorosnąć, wziąć się w garść, stanąć na wysokości zadania - postawić dom do stanu używalności, robić zakupy. Jednym słowem, wszystko to, co powinna robić matka. Beata nie miała na to sił, ochoty, zatracała się w swoim żalu i niezrozumieniu.

 

Igor chciał pokazać nie tylko matce, ale poniekąd sam sobie, że potrafi, umie, że chce. Oczywiście z pomocą przyszła też Kinga. Splot wydarzeń sprawi, że przyjaciółki oddalą się od siebie, a nawet przerwą łączącą ich od wielu, wielu lat nić przyjaźni. Trochę to dziwne. Ale, podobno życie jest najlepszym scenopisarzem. Potrafi zaskakiwać i pointować pewne wydarzenia niczym najlepszy reżyser, a my jesteśmy tylko jego aktorami.

 

 

Źródło: Internet.

 

Kinga wyjedzie na wycieczkę do Włoch, wspólnie z kolegami i koleżankami z pracy i w czasie jej nieobecności zdarzy się coś nie powinno. Jednak nie wszyscy tak będą myśleć. 

 

W tle pierwszoplanowej akcji powieści przewija się wątek Kingi, jej dzieciństwa, sióstr i więzi łączących siostry. Do tego matka, która lubi wszystko wiedzieć i dawać dobre rady. Niektóre sytuacje balansować będą na granicach trzymania nerwów na wodzy. Coś do Kingi dotrze, coś sobie uświadomi.

 

Hm.... nie chcę zdradzać wszystkiego, bo nie na tym to polega, ale powiem, że będzie zaskakująco i wywoła w nas – czytelnikach falę mieszanych emocji. Jedna chwila, moment może zburzyć spokój, poukładane puzzle, porządek. Dom, który budowali wspólnymi siłami nagle stanie się przestrzenią, która przestanie cieszyć.

 

Jak w całym zamieszaniu odnajdą się bohaterowie powieści? Czy wyjazd nad morze załagodzi konflikt, czy raczej wywoła burzę i pogłębi przepaść, która z każdym dniem będzie się pogłębiać i wciągać bliskie sobie osoby?

 

Małe wojny. Takie niepozorne konflikty, wewnętrzne problemy, które często wywołują u nas bunt, obojętność, czy brak zrozumienia. Te małe wojny, które sami sobie wszczynamy, wywołujemy, dokonując bardzo odważnych, często pod wpływem chwili czy emocji decyzji.

Idealnie zarysowane charaktery postaci, idealne wątki, które w pewnych momentach będą sinusoidą uczuć i emocji. Świetnie skonstruowane, żywe dialogi, które nadają tempa całej akcji.

 

Czym są małe wojny dla bohaterów? A czym będą małe wojny dla Was?

Przekonajcie się sami.

 

 

Niebawem rozstrzygnięcie wcześniejszego konkursu i kolejne!

Zapraszam!

 

12:01, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 stycznia 2016

 

 

Nigdy nie byłam obojętna na zło tego świata. To, co pozostawiły karty historii jest tylko dowodem na to,

że ludzie są bestiami, a przecież to istoty myślące. 

W czerwcu ubiegłego roku byliśmy na wycieczce w Oświęcimiu.

Oprócz fotografii pozostał mi także ten wiersz, którym oddaję hołd.

Ofiarom.

Pamiętajmy!

 

 

 

 

 

Wiersz napisany tuż po pierwszej wizycie

w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

 

 

***

Monte Cassino purpurą czerwonych maków

magiczne kręgi

tuż z otchłani wiecznej historii

 

w oświęcimskim obozie poranna mgła tonie we łzach

opada cicho przed surową bramą

na uciemiężoną ziemię

 

przywołuję szeptem imiona z tamtych lat

ukryte w milionach śladów bosych stóp

spragnionych ciał kłutych cierpieniem

gdzie zgrzyt metalu

słodki zapach wiatru

i ujadanie agresji bytu

 

pustka co odbija się echem

nie słychać bzyku much

śpiewu słowików

czy pohukiwań sów

 

nicość

milczenie

światełko pamięci

23:00, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
On jeden i one trzy. Tak można by podsumować książkę. Trzy miłości w życiu głównego bohatera Piotra. A książka ta niezwykle poetycka, momentami magiczna, zaczarowana. Książka wywołująca gęsią skórkę i wzmagająca naszą ciekawość z każdym wersem, każdą stroną.
wtorek, 26 stycznia 2016

 

 

Jak już Wam wcześniej wspominałam moim najbliższym patronatem medialnym są

"Małe wojny"

Joanny Kruszewskiej.

 

 

 

 Fragment powieści:

"Motyle pozdychały. Taki to niestety gatunek, z tych krótko, ale bardzo intensywnie żyjących. Mogła jakoś temu zapobiec? Chyba nie. Nie dostały niczego, czym mogłyby się pożywić, niczego, co pozwoliłoby im na przetrwanie. To miejsce, w którym kiedyś zawzięcie trzepotały skrzydłami, wypełnił teraz gorzki posmak porażki, kwaśny rozczarowania, tak jakby małe, niegdyś żywotne ciałka pozostawiły po sobie gnijące, organiczne cząstki.

Beata wzdrygnęła się, odstawiając kubek z zimną już herbatą na stolik. Przy okazji jej wzrok padł na zdjęcie w jasnej, ozdobnej ramce. Młoda para uśmiechała się serdecznie do obiektywu, a na twarzach obojga malował się znany wszystkim nowożeńcom wyraz rozanielenia i niekwestionowanej pewności co do własnego uroku, szczęścia i nadziei na spędzenie razem tysiąca lat.

Wtedy jeszcze motyle żyły. Tłukły się w niej jak oszalałe i rządziły każdym krokiem Beaty, sterowały jak najbliżej tego, który zbudził je ze snu.

Po cholerę budził…?

Beata ze złością położyła ramkę i po raz setny zadała sobie pytanie, dlaczego ciągle nie pozbierała tych śladów wspólnej przeszłości, które najbardziej kłuły w oczy i nie wyrzuciła gdzieś w kąt. Spoza zasięgu wzroku. A wiadomo przecież, że skoro spoza zasięgu wzroku to i z pamięci.

Ale ona chciała pamiętać. Od ponad miesiąca tkwiła w tym samym fotelu, rozpamiętując dzień po dniu, godzina po godzinie ostatnie lata. Lata, kiedy Kacper był jeszcze obok. Uparcie przewijała wspomnienia w poszukiwaniu tej jednej chwili, która zaważyła na porażce, na tym, że motyle jeden po drugim pozdychały. Kiedy to się stało… Czy wtedy, gdy na świat przyszedł Igor? Kadr po kadrze przypatrywała się kolejnym momentom i zagryzała ze złości wargę, sama nie była w stanie tego znaleźć, a Kacper…?

Przyszedł wtedy z pracy i zaczął pakować walizkę. Wyjrzała z kuchni, trzymając łyżkę z cieknącym sosem nad dłonią.

- Jesteś już? Obiad dopiero za godzinę.

- Nie będę chyba jadł – spojrzał na nią uważnie i wyciągnął z szafy walizkę.

- Wyjeżdżasz gdzieś? Nie mówiłeś… czekaj – rozejrzała się, gdzie by tu odłożyć łyżkę – pomogę ci się spakować i zaraz coś szybkiego zrobię.

- Nie trzeba, Beata.

- No jak nie trzeba, jak nie trzeba, jesteś po pracy, nic pewnie nie jadłeś. Nie puszczę cię głodnego.

- Ja wyjeżdżam… – zaciął mu się głos, a do Beaty dotarło właśnie, że w powietrzu wisi coś, czego ona za żadne skarby nie chce usłyszeć; coś, co wszystko zmieni. W jednej chwili wydarzyły się dwie rzeczy, łyżka stuknęła o jasną terakotę i jednocześnie padły słowa – nie wrócę.

- Jak to? – wyszeptała – jak to nie wrócisz?

Kacper oparł się rękoma o szafę i nie patrząc na nią, wyrzucał z siebie bardzo szybko różne słowa. O tym, że już nie daje rady, o tym, że wszystko go dusi, że to już nie ma sensu, a Igor taki duży, na pewno zrozumie.

Beata owszem, czytała o takich przypadkach, oglądała filmy z podobnym wątkiem i zazwyczaj pozwalała sobie na chwilę luźnej refleksji, stawiając się na miejscu porzuconej. Różne słowa przychodziły jej do głowy, okrągłe zdania układały się jedno po drugim i po krótkim zastanowieniu naiwnie dochodziła do wniosku, że w filmie wszystko jest tak bardzo przekolorowane, w życiu przecież bywa inaczej. W życiu ludzie chyba raczej potrafią się ze sobą dogadać. Głośniej, ciszej, ale potrafią. Przytulała się do Kacpra i czytała bądź oglądała dalej, nie pozwalając zagnieździć się nieprzyjemnym myślom na dłużej. Bo Beata zawsze uciekała od nieprzyjemnych myśli, ubarwiała rzeczywistość i przez to oślepła.

On się zakochał, a ona tego nie dostrzegła. Spotykają się od ponad roku. Z nią widzi swoją przyszłość.

A ja już swojej nie mam wcale, pomyślała wtedy i osunęła się po ścianie.

- Beata, proszę cię, nie rób scen – spojrzał na nią z niesmakiem.

- Nie robię.

- Mniejsza – machnął ręką i wyminął ją szerokim łukiem, jakby nie chciał nawet poczuć jej ciepła, ani tym bardziej jej dotknąć. Siedziała tak, a jej do uszu dobiegały odgłosy odsuwanych drzwi szafy w sypialni, wyciąganej z impetem szuflady, potem stuknęła szafka…

Przecież przed chwilą całowałeś mnie podczas wigilii, łamałeś się ze mną opłatkiem i życzyłeś wszystkiego, co najlepsze, bo na to zasługuję. Trzymałeś za rękę, śmiałeś się, całowałeś.

- Po resztę rzeczy przyjadę za jakiś czas, będziemy w kontakcie – trzasnęły drzwi, zamykając głośno i nieodwołalnie wspólny rozdział.

Zdrętwiały jej nogi, podniosła się więc powoli i ruszyła do sypialni."


 

 

 

 

Dzisiejsza zapowiedź dotyczy przede wszystkim wprowadzenia Was w temat.

Ale... śledźcie wpisy, bowiem już niebawem

rozstrzygnięcie konkursu, który zakończył się tydzień temu i dotyczył zadawania 

autorce pytań. Niebawem recenzja przedpremierowa powieści oraz dodatkowy konkurs!

 


poniedziałek, 25 stycznia 2016
Książka nie jest ani spektakularnych rozmiarów, ani obszerną powieścią, lecz posiada bardzo bogatą i ciekawą treść. Można się nią uraczyć tak na jeden raz.
 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi