Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
niedziela, 19 lutego 2017

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2014/05/O-mnie.html

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?2048756

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1928998

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?2085147

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1811036

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1892327

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?2053361

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?2036505

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1865245

 

 

 

http://nietypowerecenzje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?2028041

17:42, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

 

 Publikacja niebawem pojawi się na księgarskich półkach.

Trwają ostatnie prace redakcyjne.

 

 

„A w bałkańskim kociołku...” ... czas płynie wolniej, delektując się panoramą smaków, zapachów i ferią malowniczych obrazów :)

 

Podczas kiedy My – Polacy tak bardzo uwiązaliśmy się z czasem, goniąc za nim, pędząc na oślep w chaosie i przestworzach wszelkich ograniczeń, Bułgarzy mają w ciągu dnia wydzieloną godzinę, by zjeść w spokoju posiłek, wspólnie z rodziną, nigdzie się przy tym nie spiesząc. Dzisiaj maksyma „spiesz się powoli” najlepiej pasuje właśnie do nich i właśnie ten obraz najbardziej utkwił mi w pamięci, kiedy czytałam tę wspaniałą pod wieloma względami książkę.

„- Polacy jedzą szybko – stwierdził pewien Bułgar – na początku myślałem, że są ciągle głodni.

Czy jesteście ciekawi dlaczego tak się spieszymy? Oto odpowiedź:

- Nie jest tak, że są głodni. Ludzie w Polsce chcą mieć więcej czasu na pracę. Długie obiady i kolacje jak u nas, to dla nich nierozsądne.

W tym miejscu należy wyjaśnić, że w Bułgarii obowiązuje w środku dnia pracy, zazwyczaj godzinna przerwa, podczas której je się ciepły posiłek na ogół w pobliskiej restauracji, co oczywiście sprzyja pogawędkom i nie każe się szczególnie spieszyć. Obiado-kolacje je się chętnie wspólnie z rodziną lub ze znajomymi i one naprawdę długo trwają.”

 

Kolejna publikacja o Bałkanach, które Skarlet upodobała sobie nadzwyczaj. Nie bez powodu zresztą. Bułgaria mimo swej różnorodności wciąż przyciąga tabuny turystów, prawdziwych podróżniczych pasjonatów, poszukiwaczy przyrodniczych rarytasów, przygód, a Bułgaria znana ze swych dziewiczych, chronionych terenów ma się czym poszczycić. Nie byłoby może całej bułgarskiej serii książek, gdyby nie Albert, do którego serce Skarlet zabiło mocniej, goręcej i połączyła miłość nieograniczona. Autorzy przygotowali dla Was niespodziankę - dostaniecie namiastkę tej prawdziwej historii, ich historii.

 

 

 

 

Wiele nas dzieli, ale i znajdą się pewne elementy, które nas w jakiś sposób łączą. Dla Bułgarów dziwna, wręcz niezrozumiała jest nasza kawa sypana parzona, czy picie herbaty, które dla nich praktykowane jest przy okazji chorobowych dolegliwości. Ale... historia, ta z odległych, przeszłych czasów ma swój polski akcent w postaci legendy o prawdziwej śmierci Władysława Warneńczyka, który podobno miał zginąć pod Warną, gdzie przybył walczyć z Turkami. Na Jego cześć nazwano jedną z głównych ulic w Warnie.

 

Zauroczyła mnie historia wnuczki brytyjskiej królowej Wiktorii, Marii Edinburgh, o której autorka nie nie mogła nie wspomnieć i uraczyła nas opowieścią o mądrej, silnej, ale niezwykle kochliwej kobiecie, która wyszła za mąż nieszczęśliwie. Pogłoski o Marii mówiły, że miała licznych kochanków, wielbiła przyrodę, chcąc jej odrobinę zatrzymać w swym ogrodzie, ale już nie doczekała efektu finalnego. Kiedy umarła, jej serce spoczęło w rezydencji, w której spędzała największą ilość czasu.

 

 

 

 

Ujęły mnie przepiękne zdjęcia dziewiczej, bułgarskiej przyrody, urzekającej swym niezwykłym artyzmem. Ogromne wrażenie robią zamarznięte wody w jaskiniach, osnute legendami góry, wąwozy, doliny, tereny przy twierdzach, okalające miasta, maleńkie wsie, klasztory itp. Wrażenie niemałe robią przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje oraz znaczenie niektórych słów, które dla nas będą trochę niezrozumiałe i dziwne.

 

„Dżendema to rezerwat w górach Stara Planina, z najwyższym szczytem - Botev. „Piekło” jest rajem dla zwierząt, którym nikt nie może zakłócić tu spokoju, bo chyba nie ma w całej Bułgarii miejsca mniej dostępnego dla ludzi. Po Dżendema można się poruszać tylko pieszo lub konno i nie wolno zbaczać z wyznaczonych szlaków. Przez ten niezwykły teren przepływa Biała Reka, do której wpadają rwące rzeczki biegnące z gór.

Dla amatorów górskich wycieczek i niezwykłych widoków jest tu schronisko nazwane przewrotnie „Raj”, położone w pobliżu najwyższego Rajskiego wodospadu, spadającego ze 124 metrów wysokości.”

 

 

 

Cieszę się, że nie zabrakło tu przepisów na wiele bułgarskich dań, podsycane regionalnymi dodatkami, bogactwem ziół, zachwycające prostotą, zapachem i aromatem. Nie są to przepisy jakoś szczególnie skomplikowane. Może zrobić je niemal każdy. Ja na pewno skorzystam z kilku. Bułgarski kociołek wywołuje zdziwienie, że wino będące ich tradycyjnym, słynnym produktem służy im nawet w celach leczniczych. A wszystko zaczęło się dawno temu... Jak dawno? Odszukajcie i przeczytajcie.

 

A co wszelkimi świętami, które w świadomości Bułgarów utrwaliły i zakorzeniły się od pokoleń? Oprócz legend, wierzeń, etnicznego tygla jaki zamieszkuje różne regiony tego kraju, Bułgarzy swoją mentalnością nie przestają zadziwiać. Wiele elementów z obchodzonych przez nich świąt jest podobnych do naszych. Martenica jest dla nich symbolem wiosny, które święto to obchodzą już 1 marca:

„W bałkańskiej duszy tkwią przesądy przodków, o których wiadomo, że nie szkodzą, a więc w najgorszym wypadku nie pomogą.

Najsłynniejszym amuletem w Bułgarii (i nie tylko) jest "martenica" (w Grecji mówi się na nią marti, w Macedonii: martinka), czyli bransoletka lub zawieszka ze splątanej, biało-czerwonej włóczki. Ludzie obdarowują się nią nawzajem 1 marca - w dniu powitania wiosny.

Biel i czerwień w martenicy symbolizują nadzieję, zdrowie, miłość. Wysyłając kartki i składając sobie życzenia (a jest ich tyle samo, co w Boże Narodzenie) Bułgarzy mówią: „Bądźcie biali i czerwieni”. Amulet można zdjąć najwcześniej 9 marca i należy powiesić go na drzewie, dzięki czemu nawet w środku lata zdarza się zobaczyć marteniczkę, która oparła się podmuchowi wiatru i pozostała na gałązce.”

 

Jeśli zaś chodzi o typowe przesądy, istniejące niemal w każdej religii, grupie kulturowej, również i na tej płaszczyźnie mamy wiele wspólnego. By odczarować tzw. „zły los”. My mamy swoje guziki na widok kominiarza, odczekania chwili, gdy cofniemy się przed podróżą do domu, a Bułgarzy?

Mieszkańcy Bałkanów też mają sposoby na zapewnienie sobie życia bez wymienionego pecha. Wiedzą co robić, żeby nie był im straszny kręcący się w pobliżu zły los, a dzięki niektórym metodom zapewniają sobie spokój na cały, najbliższy rok. Znają też sposób na pozbycie się dolegliwości zdrowotnych. Wystarczy przejść przez naturalny otwór w skale. Prawda, że proste?”

 

Okazuje się, że z okresu starożytnego zachowało się nie tylko mnóstwo elementów budowli, placów walk gladiatorów, czy ogrzewania podziemnego, ale też różnego rodzaju legendy, dotyczące chociażby przepowiedni bogini egipskiej Bastet, która rzuciła klątwę na wszystkich tych, którzy będą chcieli zakłócić jej pośmiertny spokój. Wiadomo, że tradycją Egipcjan było składanie po śmierci darów zmarłym. Tak było i w tym przypadku. Nie obyło się bez śmiałków, drążących w skałach tunele, by dostać się do jej grobu i zrabować cenne rzeczy. Ludmiła Żivkova, córka Todora Żivkowa – pierwszego sekretarza partii rządzącego krajem 35 lat, do 1989 roku. Po śmierci matki była przez wiele lat pierwszą damą Bułgarii, a przez 6 lat ministrem kultury, nie mogła nie odmówić sobie przyjemności dostania się do ukrytego skarbu. Zorganizowała pięcioosobową grupę, która prawdopodobnie dostała się do kosztowności, jednak po kilku miesiącach nagle zmarła. Czy przepowiednia bogini Bastet się spełniła?

 

Takich cytatów, ciekawostek i historii jest w tej pozycji wiele. Nie sposób o nich napisać w recenzji. Zresztą, co to byłaby za przyjemność, gdybym zdradziła dosłownie wszystko? Zachęcam do sięgnięcia po książkę, która jest naprawdę różnorodna.

„A w bałkańskim kociołku...” aż wrze, chciało by się napisać i myślę, że nie będzie to żaden z mojej strony nietakt. Książka ta stanie się dla wielu z Was inspiracją do podróży, odrywania miejsc wyjątkowych i malowniczych, do wyprawy po legendy, wciąż przez archeologów odgrzebywanych nowych historii. To pozycja, która zachwyca kolorem, formą, naturalnością, różnorodnością, zapachami kuchni, smakiem i wielowątkowością. To książka, która zainspiruje Was do tego, by żyć wolniej i degustować chwile, jak Bułgarzy.

 

Polecam całym sercem i zachęcam do tej niesamowitej lektury :)

 

 

Za możliwość patronatu i egzemplarz przedpremierowy dziękuję autorom :)

 

 

 W książce znajdziecie także Przedmowę mojego autorstwa :)

 

sobota, 18 lutego 2017

 

 

Premiera: 15.03.2017 

 

Kinga pogrąża się w rozpaczy po stracie ukochanego, zaniedbując pracę i przyjaciół. Czy otrząśnie się na czas, by nie stracić tego, co najważniejsze i co dotąd trzymało ją przy życiu? Nie jest to łatwe, bo ilekroć Kinga wyjdzie na prostą, powracają do niej koszmary…

Tymczasem Hania, przyjaciółka Kingi, staje na początku nowej drogi – niestety bardzo wyboistej. Przeszkodą w dążeniu do szczęścia okazują się liczne zobowiązania oraz chęć osiągnięcia sukcesu. Rosnąca ambicja przyćmiewa wartości, dla których jeszcze nie tak dawno Hania była w stanie poświęcić wszystko.

 

„Kropla zazdrości, morze miłości” to nie tylko wspaniała opowieść o miłości, lecz także o emocjach – nie zawsze tych łatwych. Bohaterki Natalii Sońskiej wiedzą, że życie wymaga od nas dużo zaangażowania i dobrej woli, by ład i harmonia mogły zagościć w nim na dobre.

 

 

 

 

 

Premiera: 15.03.2017

 

 

Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego.

Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma.

Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu…

 

piątek, 17 lutego 2017

 

 



 

Wydawnictwo Papierowy Motyl

Ilość stron: 66

Rok wydania: 2016

Książka: http://papierowymotyl.pl/?ksiazki_custom=cztery-strony-twarzy

 

Ostatnio określenie „cztery strony...” staje się modne. Mówi się o czterech stronach świata, o czterech stronach miłości, dlaczego nie może być określenia czterech stron twarzy? Tym bardziej, że poetycka metafora tego określenia przybiera formę plastycznej masy, którą można w odpowiedni dla siebie sposób formować. W tomiku znajdziemy odniesienia do czterech stron świata, tak, jakby autor chciał nam pokazać uniesienia emocjonalnych wierszy ze wszystkich stron na świecie, zachowując przy tym odpowiednią erudycję, delikatność i poszanowanie dla co wrażliwszego czytelnika.

 

Nie od dzisiaj w sztuce temat miłości, czy erotyki ukazany jest z perspektywy sensualnego odbierania świata i doznań, seksualności człowieka bez bezpośredniości anatomicznej, z użyciem metafory, czy koncepcji domysłów, bez opisów dosłownych, czy wręcz potoczności połączonej stekiem wulgaryzmów.

 

 

 

 

W wierszach Adama Buszka erotyzm sprowadzony jest do artyzmu odbieranego palpacyjnym wrażeniom. To uczucie czyste, dziewicze, nieskażone, zmysłowe. Erotyzm dwóch ciał, spotkania intymnego dwojga kochających się ludzi, to obrazy w liryce Buszka delikatne niczym porcelana i kruche, jakby miały za chwilę się rozmyć w marzeniach o miłości doskonałej: „Najpierw chyba/ cztery ściany.// Grząskich oczu/ chwiejny witraż.// […] Oto erotyk utraty:/ po drugiej stronie szeptu,/ tam, gdzie zachodzi pieszczota,/ ona chowa się nagle/ za południk twarzy.”

 

Ubrane w liryzm słowny zmysłowość harmonii ciał ukazuje bliskie, intymne chwile w aktach seksualnych, ale nie pisanych wprost lecz niczym muzyka tańczącego ciała, a scenę tworzenia świata sprowadzić do sceny aktu tworzenia ludzi, prokreacji: „Żeby stworzyć świat,/ trzeba zdjąć bluzkę przez zdumioną głowę,/ wyciągnąć ramiona,/ podzielić usta/ na wargę dnia,/ wargę nocy/ i dwudziestoma palcami/ wypowiadać/ sobie/ ciała.”

 

 

 

Niełatwo pisze się o miłości, tej namacalnej, dotykającej sfery erotycznej, jeszcze trudniej czyta się o niej poezję przez odbiorców, którzy nie są wylewni w okazywaniu swoich uczuć. A już najtrudniej jest napisać erotyk łagodnie, kobietę zaś ukazać jako istotę, o którą trzeba zabiegać, adorować, wyznawać jej na każdym kroku miłość: „Piękna jesteś w rozwidleniach twarzy./ Wygrywać cię można na wszystkich harfach śliny./ Pewnego dnia podasz mi pierś ciepłą jak serce rozgwiazdy./ Zapadniemy w krótki sen./ Potem odbędę podróż./ Zapłaczesz./ Urodzisz syna o krwi nieposłusznej/ i oczach czułego zabójcy.” Trzeba umieć wykazać się wyczuciem i delikatnością.

 

Wiersze debiutującego poety to aranżacja spotkania ze słowem, które ma wyjątkowe znaczenie, a nawet nabiera przez nie innego koloru i kształtu. To liryka wyszeptana na ucho niczym wyznanie, jakiego nie mielibyśmy odwagi wypowiedzieć wprost. Kobieta w Jego wersach nie jest sprowadzana do roli podrzędnego obiektu seksualnego. Artystyczne ujęcie obrazu uprawiania miłości jest grającą metaforą podzieloną na cztery rozdziały tomiku, schodzące się w określenie czterech stron świata. Każdy z nich bowiem przypisany jest odpowiedniej stronie świata.

 

„Cztery strony twarzy” Adama Buszka to liryka napisana z poszanowaniem każdego odbiorcy, bez względu na płeć i wiek. To wiersze, w których brak tak często używanych w codziennej potoczności wulgaryzmów. Erotyzm precyzuje seksualność człowieka, którego przecież nie powinniśmy się wstydzić, bo to przecież część naszej ludzkiej natury. To wiersze, w których zmysłowość zaciera granice banalności, czy powszechnej karykaturalności. To wiersze, które to wzniosłe uczucie i emocje, jakie mu towarzyszą opisują delikatnie, patetycznie, a nawet magnetycznie. Wyjątkowe i ciekawe :)

 

 

Polecam!

 

 

Za możliwość patronatu i egzemplarz dziękuję:

 


 

20:55, toksiazki12 , Poezja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2017

 

 

 

Wydawnictwo MOVART

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 166, oprawa twarda

Książkę znajdziecie:

http://movart.pl/ksiazki/1-bajeczki-nie-tylko-dla-majeczki.html

 

Bajecznie kolorowe ilustracje i mądre, proste, ale głębokie w przekazie bajki. Wspólne dzieło, książka napisana z pasji, potrzeby, dla córki, która jest całym światem kochającej matki i ilustracje wykonane przez kilkuletnią Maję, są dowodem na to, że razem można wiele, a nawet wszystko, wystarczą chęci i czas, a radość z efektów bywa ogromna.

 

Jeszcze nie spotkałam tak pięknej książki dla dzieci, która byłaby wspólną pracą matki i dziecka. Ta jest wyjątkowa. Podziwiam Dorotę Kościukiewicz-Markowską za pomysł, oryginalność i niezwykle uniwersalne wartości, jakie swoimi różnorodnymi bajkami, a szczególnie ich celną i mądrą puentą pokazuje dzieciom świat w wielu odcieniach i barwach, podkreślając, kładąc nacisk na szyk i potencjał, jaki tkwi w tych misternie utkanych słowach skupiających się nawet na najdrobniejszych szczegółach. I co nam się najbardziej podobało, to niewymuszony ton, nie pouczanie, ale przedstawienie problemów w sposób prosty, z perspektywy bohaterów, jacy w nich występują.

 

Jestem zdania, że czas spędzony przy tej publikacji wyjdzie Wam na korzyść. Razem, pamiętajcie, że słowo RAZEM ma niezwykłą moc. Owszem, duża czcionka pozwala dzieciom na samodzielne czytanie, ale wspólne przeżywanie przygód małych i dużych bohaterów jest cenniejsze i najważniejsze.

 

Autorka nie operuje trudnym, czy skomplikowanym językiem w swych opowieściach. Zadaje trudne pytania, ale mądrze na nie odpowiada, nie ubarwia, nie omija problemów, a z poszanowaniem wrażliwości dzieci, składnie podsuwa im rozwiązania.

A o czym głównie pisze autorka?

O szczęściu, które dla każdego ma inną definicję i każdy inaczej je spostrzega. Szczęściu, którego nie można położyć na stole, zmierzyć, zważyć, bo ono jest innego koloru i zapachu dla każdego człowieka. Jak w bajce „Szczęście na stole króla”, w której może i potężny, władczy, ale zadufany i egoistyczny król Urdun szczęściem nazywał bogactwo swojego królestwa. Wystarczyła wizyta mędrca Ksjana, by Urdun uzmysłowił sobie, czym tak naprawdę jest SZCZĘŚCIE.

 

 

 

O tym, że dzieci są radością i najlepszym, co może oferować świat. A ten nie musi być zamknięty na wszystko co wokół, jak w bajcie „Historia o rodzinie państwa Milczków i sile komunikacji”. Państwo Milczkowie nie znosili hałasu, rozmów, krzyków. Zamknęli się na cały zewnętrzny świat. Kiedy w ich życiu pojawiła się mała dziewczynka, która została ich córeczką natychmiast wszystko się zmieniło. Wniosła do ich życia wiele słońca, ale przede wszystkim rozkruszyła mury, jakie przez te wszystkie lata w małżeństwie powyrastały. Milczkowie zaczęli ze sobą rozmawiać, opowiadać o problemach w szkole, dzielić się radościami. Uzmysłowili sobie, jak nauczycielka w szkole dzieciom, kiedy Zosia obraziła córeczkę Milczków, jak ważna jest rozmowa, nie obojętność, czy bierność, ale właśnie rozmowa, jak łatwo i bezmyślnie kogoś zranić, ale przeprosić jest znacznie trudniej.

 

 


O tym, jak ważna jest rodzina i oddanie się jej, by być zawsze blisko kochanych przez nas osób, że nie ważne są dobra materialne, a gotowość do poświęceń dla swojej rodziny, jak w bajce „O tym, jak słowik przestał śpiewać”.

 

 

 

Najbardziej ujęła nas „Historia o zaczarowanym lustrze, które w końcu się ogarnęło”. Król Kazimierz ożenił się z piękną królową ze Wschodu, Argoną. Jego kilkuletnia córeczka Mariola od razu polubiła macochę. Pewnego dnia obie zapytały lustro, która z nich jest najpiękniejsza. Lustro opowiedziało im poruszającą historię o dwóch siostrach bliźniaczkach. Tragiczna historia sióstr zakończyła się szczęśliwie, ale nie obyło się bez łez i zaklinaniu własnego losu. Lustro w ten sposób, wyjaśniło i uświadomiło Argonie i Marioli, że nie ma podziału w naturze, wszystko i każdy jest na swój sposób piękny, nie liczy się piękno zewnętrzne, a to, które nosi się w sercu. Morał, jaki płynie z tej bajki uwrażliwi małych czytelników na postrzeganie różnic w świecie, w otaczającej je rzeczywistości.

 

Nie brakuje też bajek, które tłumaczą i odpowiadają na ważne, często zadawane przez dzieci pytania, jak np. co jest w życiu ważne? Od razu pojawiają się sugestywne odpowiedzi. Dla jednych będzie to szczęśliwy dom, miłość, ciepło domowego ogniska. Dla innych świadomość, że mają wszystkiego pod dostatkiem, że nie zabraknie im niczego, dla jeszcze innych przyjaciela, do których zawsze można się zwrócić. Jednak w tym wszystkim chodzi o równowagę, czyli wszystkiego po trosze, ale przede wszystkim umiejętne wyważenie proporcji miłości, szczęścia, pracy, pasji, potrzebę spotykania się z przyjaciółmi, rodzina, itp.

 

 

 Miś też jest znakomitym słuchaczem :)

 

Jest bajka o Dużej, która nie potrafiła kochać. O złej czarownicy, która lubiła straszyć dzieci, tylko mała Maja wcale się jej nie bała i odważnie z nią porozmawiała, o co chodzi w tym jej całym straszeniu. Okazało się, że czarownica miała piękne imię i z tej całej znajomości z Mają nabrała odwagi by otworzyć swoją restaurację i serwować wszystkim najpyszniejsze naleśniki. Jest bajka o kózce, która wiedziona ciekawością poznania innego świata złamała sobie nóżkę. Jest o małym wilczku, który uwielbiał wirtualny świat gier, w efekcie zyskał fajnych kolegów. To akurat przykład bajki, która uczy dzieci, że świat realny znacznie różni się od tego wirtualnego. Jest o żyrafie, która myślała, że jest żółwiem. O krowie, która była egoistką.

 

Jest tez bajka pokazująca świat pozorów i wpajanych wartości, nie zawsze z pożytkiem i poczuciem komfortu dla innych. Chodzi o bajkę „Jaś, chłopiec z innej planety”. Przepiękna opowieść. I wiele jeszcze innych, które musicie poznać sami.

 

„Bajeczki... nie tylko dla Majeczki” są skarbnicą misternie ułożonych i mądrze opowiedzianych historii, które uczą, pokazują różnice, obrazy odmiennych charakterów, innego widzenia świata. Uczą tolerancji, współczucia dla innych, otwartości dla innych, dobroci, szacunku. Bohaterami są zarówno ludzie, jak i zwierzęta, a nawet kłębuszki puszku. To bajki, które uwrażliwiają na piękno, pokazują, że nie zawsze to, o czym marzymy, czy czego pragniemy jest właśnie tym, jakie snuliśmy wyobrażenie. To bajki, które podkreślają ważną rolę pasji w życiu każdego, rozwijaniu swoich umiejętności, robieniu w życiu tego, co się kocha, co sprawia nam radość i daje poczucie swobody. Wreszcie są to bajki napisane z miłości i szacunku. Dla córki i wszystkich innych dzieci. Ich niezwykłą wartość podwyższają rysunki Mai Markowskiej. Widać w nich rękę dziecka, szczerość i niebanalność. Barwne, kolorowe, sympatyczne.

 

Książkę uważam za znakomitą rekompensatę na wspólne spędzanie czasu z dziećmi. To nie tylko radość z czytania, ale też okazja do żywych dyskusji, analizowania pewnych zachowań, wytłumaczenia, uświadomienia dzieciom, że w życiu bywa różnie i nie trzeba się tej różnorodności bać, a już na pewno nie wyśmiewać.

 

Książka niezwykle ważna i z pełną świadomością polecam wszystkim – małym i dużym!


Za egzemplarz dziękuję:

 


środa, 15 lutego 2017

 

 

Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 48

Rok wydania: nowość, premiera 01 lutego 2017

Książkę znajdziecie:

http://www.insignis.pl/ksiazki/1000x-polacz-kropki-spider-man/

 

Tak, bez wątpienia jest to najlepszy odstresacz dla dorosłych, zaś dla dzieci znakomita alternatywa dla komputera i długich, zimowych wieczorów, które często wypełnione są czasem na elektroniczne gadżety i wirtualny świat, w którym tracąc życie można szybko i łatwo je odzyskać. Poza tym, ta nietypowa i niesztampowa publikacja zmusza do koncentracji, skupieniu uwagi na kartce papieru, ołówku i maleńkich kropeczkach ponumerowanych odpowiednio od 1-1000, by otrzymać nasze, własnej pracy i cierpliwości „dzieło”.

 

Moi synowie prawie się o nią pokłócili. Starszy jest niesamowicie spokojny i takie robótki uwielbia. Młodszy raczej ma słomiany zapał, ale chcąc wszystkim udowodnić, że też potrafi... zrobił, nie do końca, ale można mu to wybaczyć. Energia aż go rozpalała. Starszy poświęcił się na maksa, bo do łączenia kropek użył nawet linijki. Misternie, dłubiąc, w końcu – za czymś to ma wyglądać – tak powiedział. No i faktycznie, udało mu się, a że ferie akurat miał, to i matka zadowolona była, że zamiast siedzieć w telefonie, robi coś kompletnie niecodziennego.

 

 

 

Tyle wrażeń dzieci. Teraz przyszedł czas na kilka zdań moich. Wydawnictwo Insignis wydało na rynek dwie publikacje tego autora ilustracji. Oprócz tytułowego Spier-Mana są jeszcze Superbohaterowie Marvela. Wybór pomiędzy tymi dwoma był dla nas oczywisty :) Kropki są czytelne, wyraźne, w różnych kolorach, by łatwiej było odnaleźć następujące po sobie numerki, oczywiście dla osób, które nie mają problemów jako takich ze wzrokiem. Publikacja wydana w formie perforowanej, można je śmiało wyrywać, nie tylko dla własnej wygody, ale również z chęci podzielenia się z przyjaciółmi. Do łączenia kropek użyliśmy ołówka, ale wiadomo, jak to ołówek, zaczął się w pewnym momencie rozmazywać, dlatego najlepiej użyć długopisu, bądź cienkopisu. Autor proponuje niezbyt gruby pisak. Oprócz standardowych rysunków, w formacie 270x370 mm jest dodatkowy, rozkładany plakat w środku, jeszcze raz tej samej wielkości, przedstawiający bitwę „Spider-Man kontra Doktor Octopus". Kartki nie są jakieś cieniutkie, można śmiało łączyć, bez obaw, że coś przebije na drugą stronę.

 

 

 

 

 

Autorem ilustracji jest Thomas Pavitte. Całość liczy 20 bohaterów komiksów, których potem można pokolorować i powiesić u siebie w pokoju. Jedno jest pewne. To nie tylko znakomite lekarstwo na nudę, ale równie inspirujący pomysł na wspólne, rodzinne spędzenie wieczorów, czy nawet wolnego czasu z przyjaciółmi. Uczy koncentracji, skupiania uwagi, kreatywności, ale też relaksuje. Na stres, uspokojenie się, odpoczynek. A to ma być przecież przyjemność, a nie obowiązek.

 

Polecamy! :)

 


 

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


 


 

21:46, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

 

 

 

Kochani!

Jaki konkurs bym nie ogłosiła, wyłonić zwycięzców spośród tylu pięknych i niezwykłych odpowiedzi jest zawsze ciężko. Tak było i tym razem. Dylemat, jaki miałyśmy z autorką i wahania między jedną osobą a drugą, wcale nie były przyjemne. Najchętniej nagrodziłybyśmy wszystkich, bez wyjątków :) 

 

Dziękujemy wszystkim serdecznie za udział, ale przede wszystkim za chęci :)

Nagroda miała być jedna, ale nie dało się, naprawdę się nie dało. Dyskutowałyśmy, wybierałyśmy... pierwsza, druga, trzecia... ech.

Wspólnie zdecydowałyśmy, iż dwie książeczki (jedną odstępuję swoją) wędrują do:


ddg13

Justyna Sybilska

 

Serdecznie gratulujemy!!

 

Proszę o zwycięskie osoby o kontakt w sprawie wysyłki nagrody :)

 




 

 

 

 

 

 

Życie Penny wróciło do normy. Na początku nowego roku szkolnego jest gotowa stawić światu czoła w pojedynkę. Noah skrócił swoje światowe tournée, zapadł się pod ziemię i nikt nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Megan zaprasza Penny do swojej akademii artystycznej, więc nadarza się okazja do zawarcia nowych przyjaźni.

 

 

 

 

Dobrym sposobem na tęsknotę jest pomaganie wszystkim wokół. Elliot potrzebuje swojej najlepszej przyjaciółki bardziej niż kiedykolwiek, a nowo poznana Posey zmaga się z tremą i szuka pomocnej dłoni. Callum, czarujący Szkot z akademii Megan, próbuje rozproszyć smutki Penny. Ale czy uda się jej zapomnieć o Noah, skoro wciąż prześladują ją wspomnienia?

 


wtorek, 14 lutego 2017

 

 



Czyta: Monika Dąbrowska-Jarosz

Czas trwania: 7 godz. 16 min.


Przyjemność ze słuchania audiobooka czerpie się ze znakomicie poprowadzonej narracji, odpowiednich akcentach, podziale głosem na opisy, dialogi – tutaj miałam to wszystko w nienagannej i perfekcyjnej formie. Monika Dąbrowska – Jarosz oddała przepięknie klimat powieści. Słuchało się jej spokojnego, stonowanego głosu z wielką przyjemnością. Odpowiednia intonacja, akcenty, a nawet podział na role. To lubię! W tym tkwi szyk czytanej przez kogoś zupełnie obcego powieści. A ja audiobooki odsłuchuję na spacerach i przykładam do tego ogromną uwagę, bo tego właśnie kiedyś mnie uczono. Lista moich ulubionych lektorów wzbogaca się o nowe nazwisko i już wiem, że nie jest ona całkowicie zamknięta. Aktualnie odsłuchuję kolejnego i do listy tej dojdzie kolejne nazwisko :)

 

Historia opisana przez autorkę na pozór wydaje się zwykłą opowieścią o losach młodej dziewczyny, która stoi na progu dorosłości, pięć lat wcześniej w wyniku wypadku, w którym zginęła jej matka, straciła nieodwracalnie wzrok. Ale to tylko pozory. W powieści tej autorka poprzez swoją główną bohaterkę pokazała zmagania się z codziennością, problemy i troski osób niewidomych, ale też i ich bliskich, często natury osobistej i psychologicznej. Lila ma siedemnaście lat, przygotowuje się do matury. Mieszka ze starszą siostrą Klaudią, ojcem i psem. Codziennie też przychodzi do nich babcia, która przygotowuje posiłki i zajmuje się domem. Dotychczasowy poukładany rytm dzienny, oparty na względnym pokonywaniu barier i przeszkód, burzy Tomek, kolega ze szkoły Klaudii. Notabene chłopak jest nieziemsko przystojny i wzrokiem rozchwytywany przez tabuny dziewcząt. Jednak pierwsze spotkanie z Tomkiem nie będzie wcale dla Lilii przyjemnym. Chłopak zostanie przez nią zgarnięty do szuflady z napisem „dupek”, bo obrazi najlepszego jej przyjaciela, Mikołaja.


 

 

 

Nauczanie domowe ma plusy, ale kiedy w grę wchodzi nauka osoby niewidomej, wymaga to od nauczyciela nie tylko wyczucia, znajomości brajla, ale i umiejętnego przekazania swojej wiedzy. Kiedy fizyk z jakichś powodów nie może dalej uczyć Lilii, z pomocą przyjdzie jej właśnie Tomek. To nie będzie dla dziewczyny takie łatwe i proste, tym bardziej, że chłopak nie zaskarbił sobie u niej żadnych pozytywnych względów. Tomek postara się przełamać wszelką jej niechęć i opory, jakie nawarstwiły się przez cały dotychczasowy czas. Ku zaskoczeniu, chłopak znakomicie odnajdzie się w tej roli. Mało tego, wywoła u niej chęć poznania świata na nowo. Lila zacznie małymi kroczkami przełamywać się w środku, otworzy się na rzeczywistość, poskromi naburmuszony bunt, zacznie żyć pełnymi garściami. Swoje osiemnaste urodziny spędzi w towarzystwie Tomka, nad jeziorem, pływając. Wspólne wycieczki za miasto, wojaże na motorze i pikniki na świeżym powietrzu, w kinie, czy po prostu na zwykłych rozmowach, zburzą jej, dotychczas opanowany przez strach, świat. Tomek rozkocha w sobie Lilę. Dziewczyna pozwoli, by do jej swoistego pudełka samotności, wyalienowania, odcięcia od wszelkich pozytywów weszło światło i radość z dostrzegania tego, czego dotychczas się po prostu bała. Pierwsze gorące pocałunki, uczucie pragnienia i pożądliwości drugiej osoby, poczucie bliskości kogoś u swojego boku. Tego nigdy nie znała. Ba! Nawet nie myślała, że w ogóle ją to spotka. Będą wyznania, opowieści o emocjach, trudnej i smutnej przeszłości. Jednak pojawienie się Tomka u boku Lilii nie okaże się przypadkowe i spowodowane zauroczeniem, czy zakochaniem. Chłopak pojawi się wraz z tajemnicą, której karty Lila odkryje dopiero po jakimś czasie.

 

 

Nie obejdzie się bez smutku, łez, rozpaczy i jak na powieść obyczajową przystało - burzliwe rozstanie. Wbrew uczuciu, rozsądkowi, wszystkim wokół. Nic nie będzie oczywiste, a kiedy cała prawda wyjdzie na jaw, urazy i dawne sprzeczności wrócą na nowo. Co kryje Tomek i dlaczego wbrew pozorom, cała reszta rodziny jest w mieszana w tę tajemnicę?

Autorka w swej powieści wykorzystała chyba niemal wszystkie zmysły. Opisy sytuacji, poprowadzenie narracji z perspektywy głównej bohaterki - osoby niewidzącej jest niezwykle trudne, a jednocześnie tak bardzo palpacyjne. Tutaj smaki, aromaty, dźwięki są określone misternie, daje się je odczuć namacalnie, jakby na skórze i poznawało, nazywało się je na nowo. Autorka wykonała to precyzyjnie, z zachowaniem przestrzeni dla czytelnika, by mógł pewne rzeczy sobie też dopowiedzieć, wyszeptać. Lila to nie tylko młoda dziewczyna, która za chwilę ma wejść w dorosłość. To osoba ogromnie silna, trochę zamknięta, ale w głębi serca marzy by jeszcze posmakować tego innego życia, pokonać bariery, poczuć się jak normalny nie pokaleczony człowiek. Według mnie, niepotrzebne było dopowiedzenie tej ostatniej kropki. Można by poczuć większy niedosyt i wykreować własne zakończenie, ale... taki był zamysł autorki.

 

 

 

„Ósmy kolor tęczy” Martyny Senator uważam za powieść absolutum. Taką, z której dużo wyniesiemy, bo uczy pokory, przewartościowania światopoglądu, może da bodźca do odnalezienia innej ścieżki życiowej, poruszy do zmian. Uważam ją za niezwykle sugestywną i emocjonalną. Znakomita fabuła osnuta rodzinną tajemnicą, intensywnością przeżyć i wrażeń głównej bohaterki. Następujące po sobie wątki, jej wewnętrzne rozterki, myśli nadają powieści swoistego klimatu. Powieść ta znacząco wpływa na postrzeganie ludzi niewidomych, próbuje odpowiedzieć na wiele pytań z tym związanych, pozbawia wrażenia sztuczności, czy złudności. Świat tych ludzi ma co prawda jednolity kolor, ale nie oznacza, że musi to być świat pozbawiony aktywności, zamknięty jak w szklanej kuli. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy.

 

Polecam!


Wrażenia ogromnie pozytywne, a głos Moniki Dąbrowskiej-Jarosz dodaję do listy najlepszych, najznakomitszych, przyjemnych, profesjonalnych.

 

 

21:35, toksiazki12 , Audiobooki
Link Dodaj komentarz »

 

 

 



Poruszająca najczulsze struny duszy bałkańska opowieść napisana sercem zakochanej kobiety 
Czy chwila wystarczy, aby narodziła się miłość, która nie zna granic? 


Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy. 
To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób. 
Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.

 

 

 

 



„Cień burzowych chmur” to pierwszy tom pięcioczęściowej sagi Spacer Aleją Róż, traktującej o losach rodziny Szymczaków. To epicka opowieść mocno osadzona na płaszczyźnie społeczno-obyczajowej. Fikcja literacka przeplata się z autentycznymi zdarzeniami, a postaci wykreowane przez pisarkę ocierają się o osoby, które dzisiaj spoglądają na nas z kart książek historycznych. 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle. 
Jest rok 1949. 
W małopolskiej wsi Pawlice zamieszkują zamożni gospodarze, którzy od dawna byli solą w oku najpierw okolicznego ziemiaństwa – Pawłowskich, a po II wojnie światowej przedstawicieli nowej władzy. Pomiędzy głową rodziny, Bronisławem, a Bartłomiejem Marczykiem, bratem wysoko postawionego funkcjonariusza UB, dochodzi do konfliktu. Marczyk poprzysięga zemstę. Na skutek reformy rolnej Szymczakowie tracą gospodarstwo będące owocem pracy kilku pokoleń. We wsi zostaje utworzona spółdzielnia rolnicza, której zarząd obejmuje Bartek. Mężczyzna zaprowadza własne porządki, uprzykrzając życie ograbionej z majątku rodzinie. Z braku perspektyw Bronek postanawia szukać szczęścia w świecie. Porzuca dotychczasowe życie rolnika i podejmuje pracę przy budowie Nowej Huty. Po pewnym czasie dołącza do niego młodsza siostra Julia, uciekająca przed nienawiścią Marczyka. 
****** 
Cóż to jest za powieść! Poznajcie zupełnie nowe, zaskakujące wcielenie Edyty Świętek. Cień burzowych chmur to mocne rozpoczęcie sagi Spacer Aleją Róż, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia… ja już czekam na drugi tom! 
Magdalena Majcher, autorka m.in. Stanu nie! błogosławionego, recenzentka 

Wreszcie historia Nowej Huty znalazła się na kartach powieści - Cień burzowych chmur !!! To zasługa Edyty Świętek. Gorąco zachęcam do przeczytania pierwszego tomu sagi: Spacer Aleją Róż. 
Łukasz Zarodkiewicz, nowohucianin od urodzenia, działacz lokalny. 


„Cień burzowych chmur” to powieść, która nie tylko fascynuje ciekawą intrygą i świetnie nakreślonymi postaciami bohaterów, ale i przeraża realizmem opisów życia w powojennej Polsce. Autorka zręcznie wkomponowała dzieje rodziny Szymczaków w obraz zachodzących przemian, obnażając absurdy i niegodziwości wczesnego PRL-u. Smaczku dodaje rodzinna waśń, zrodzona z zawiści i zbrodni, a wiodąca ku krwawej zemście. 
Hanna Greń, autorka Cynamonowych dziewczyn

 

 

 

 


Redmond Barry z Ballybarry urodził się w nobliwej rodzinie, która niestety czasy świetności ma już dawno za sobą. On sam jednak zdaje się nie dopuszczać do siebie tej myśli, uważając się za najszlachetniejszego młodzieńca w Irlandii, a może nawet w całej Europie. Zachęca go do tego matka, która wpaja mu wszystkie przymioty, jakie jej zdaniem powinien posiadać młody szlachcic – pewność siebie, żarliwość oraz oczywiście znajomość dworskich manier. 


Redmond, przeżywszy swoją pierwszą przygodę oraz… pierwsze rozczarowanie, postanawia wyjechać z domu, aby zdobyć „należne” mu miejsce wśród arystokracji. Zamierza zyskać fortunę i uznanie, i gotów jest w tym celu podjąć wszelkie środki, nie zważając na nic ani na nikogo. 

Barry Lyndon to powieść łotrzykowska, po raz pierwszy opublikowana w formie serialu prasowego w 1844 roku. W Polsce ukazuje się po raz pierwszy! Na jej podstawie Stanley Kubrick nakręcił nagrodzony czterema Oskarami film!

 

 



 

Nowa odsłona cyklu Bruderszaft ze śmiercią to kolejne dwie minipowieści utrzymane w eksperymentalnej konwencji „powieści-filmu”, która ma na celu połączenie tekstu literackiego z wizualnością dzieła filmowego. 

W opowieści Dziwny człowiek weźmiemy udział w błyskotliwej operacji, jaką niemiecki wywiad przeprowadza w wyższych kręgach petersburskiej socjety. Kapitan Josef von Teofels dociera do jednej z najbardziej wpływowych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnej postaci Cesarstwa Rosyjskiego, aby wykorzystać ją do własnych celów. Będzie jednak najpierw musiał uporać się z „mistycznymi” mocami swojej ofiary… 

Z kolei w historii Grzmijcie, fanfary zwycięstwa! agent rosyjskiego kontrwywiadu Aleksiej Romanow otrzymuje niezwykłe zadanie. Rosjanie szykują się do wielkiego natarcia na wroga, jednak szczegóły planu objęte są największą tajemnicą. Tylko od młodego agenta zależy, czy tak pozostanie… 
Wyborny humor i doskonale skonstruowana fabuła tylko potwierdzają kunszt pisarski Borisa Akunina!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi