Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
sobota, 27 sierpnia 2016

 

 

 Wydawnictwo Czwarta Strona

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 351

Książkę znajdziecie:

http://www.ravelo.pl/dobra-matka-malgorzata-rogala,p100440787.html

 

 

Nie jest tajemnicą, że „Dobra matka” jest kontynuacją „Zapłaty”. Nie jest tajemnicą, że autorka również tutaj, w drugiej części zostawiła sobie niedomkniętą furtkę, jeśli chodzi o kilka istotnych wątków i uraczy nas jeszcze trzecią częścią. Tak wspaniale dopracowane książki czyta się z wielką przyjemnością i z równą przyjemnością poleca się je czytelnikom. To już czwarta na koncie autorki, i kolejna budząca zachwyt odpowiednio dobranym słownictwem - w zależności od chwili, sytuacji, czy bohatera, wszelką poprawnością językową, idealnie dopasowaną charakterystyką postaci, znajomością słownictwa typowego przy prowadzeniu policyjnego śledztwa, no i tematyka, jaką autorka porusza w swojej książce - budzi pewien niepokój, strach oraz powszechną dyskusję, zazwyczaj po tym, jak się coś wydarzy - łatwo pokazuje się w sieci swoją prywatność, trudniej ją ukryć, czy wyzbyć się obłędnej mani, że muszę się przecież światu i znajomym pochwalić, jaka to jestem ładna, mądra, jakie mam piękne i idealne dzieci, gdzie pracuję, chodzę do szkoły, w jakich miejscach bywam poza pracą. To niestety „choroba” naszych czasów. Media społecznościowe wciąż kuszą coraz to nowszymi aplikacjami, wystarczy jeden klik z uśmiechem na ustach i już wiadomo, gdzie i z kim jesteśmy. A skutki takiego działania potrafią być niestety nieodwracalne. Dlatego autorka już na okładce przestrzega: „Pilnuj swojej prywatności.”

 

 

 Źródło: Internet

 

Wraca moja ulubiona para policjantów, Agata Górska i Sławek Tomczyk. Tym razem ich działania skupią się na śledztwie wyjaśniającym okoliczności śmierci dwóch młodych kobiet. Ale, po kolei.

W Lesie Kabackim młody mężczyzna spacerujący z psem odkrywa ciało kobiety. Denatką okazuje się Paulina Zdunek. Matka samotnie wychowująca kilkuletnią córeczkę. Przyczyna śmierci? Strzał w klatkę piersiową z bardzo bliskiej odległości. Wszelkie okoliczności wyjaśniające zaprowadzą śledczych poniekąd do Heleny Dobosz, która nota bene okaże się znajomą Agaty jeszcze z czasów studenckich. Okazuje się też, że Dobosz już wcześniej próbowała kontaktować się z policjantką, mając pilną sprawę, o której chciała koniecznie z nią porozmawiać.

Helena to luksusowa prostytutka, swoje ciało sprzedaje tylko wybranym mężczyznom, o określonym statusie społecznym, będącym przy kasie. Ma już swoich stałych klientów, chociaż w przeszłości bywało różnie. Przede wszystkim uciekła z domu rodzinnego przed bardzo apodyktycznym ojcem. Tak trafiła do Holandii. Tam życie nie było dla niej łaskawe. Musiała szybko zarobić duże pieniądze. Wróciwszy do kraju poszła na studia. Miała artystyczne upodobania i talent do różnorodnych projektów. Takim sposobem nauczyła się projektować bardzo wysublimowaną biżuterię. Co ją łączy z denatką? To właśnie Lena, jako dobra sąsiadka i koleżanka załatwiła Paulinie pracę w jednej z agencji ochroniarskich. Śmierć Pauliny odbije się na Lenie. Uświadomi sobie, jak niewiele wiedziała o tej skromnej i lubianej dziewczynie, matce, która samotnie musiała wychowywać córkę. Wielu nie wiedziało, jaką kobietą, ale przede wszystkim jaką matką była Paula. Wiedział za to świat wirtualny, a konkretnie facebookowa grupa, w której matki dyskutowały o swoich dzieciach, problemach, chętnie dzieląc się publicznie mnóstwem zdjęć swoich pociech.

 

Śledczy skupią swoją uwagę na osobie Pauliny, jej znajomych, współpracownikach. Tuż przed śmiercią, denatka otrzymała z nieznanego numeru wiadomość sms-ową. Jej treść budziła zdziwienie i wiele znaków zapytania: „Bądź dobrą matką”. Cóż to właściwie mogłoby oznaczać? Nie dbała o swoją córkę, a może się nad nią znęcała? I kto mógłby o tym wiedzieć, przecież Paulina nikomu się z niczego nie zwierzała w cztery oczy?

 

 

 

 

Autorka nie daje też odpocząć swojej głównej bohaterce, Agacie, dla której przeszłość zacznie kłaść się nawet cieniem na prowadzone śledztwo. Osoba doktora Mazura i jego upodobań, zboczeń, przewinie się jako jeden z podejrzanych w sprawie. Za to niewiele będzie o poznanej w „Zapłacie” przyjaciółce Agaty, Justynie. Wiadomo tylko, że pilny wyjazd zmusi ją do oddania po opiekę przyjaciółki swojego psa, Vincenta. Za to relacje między Górską a Tomczykiem zaczną trochę bardziej nabierać kształtów. Mam nadzieję, że w trzeciej części nabiorą wyraźniejszych rumieńców.

Dokąd i do kogo zatem zaprowadzi śledztwo? I tutaj wielki ukłon do autorki. Przyznam bez bicia, że do końca nie wiedziałam, kto jest mordercą. Tak wplotła kryminalną intrygę i zagadkę, że trudno się domyśleć. Nie ma tu jednoznaczności i to właśnie ona podnosi wartość napisanego przez Rogalę kryminału.

 

 

Źródło: Internet

 

„Dobra matka”, to bardzo dobrze dopracowany kryminał, z zaskakującym i ciekawym zakończeniem. Można by się nawet pokusić o określenie – niedokończeniem. Sprawnie scharakteryzowani bohaterowie. Całość jest napisana bardzo lekko, z poszanowaniem słowa, jak najbardziej poprawną polszczyzną. Osnowa fabuły nie skupia się tylko na śledztwie, ale też na codzienności i tematyce, o której często się nie myśli.

Gdzie w okazywanej przez siebie prywatności leży granica? Ile jesteśmy w stanie pokazać swojego świata? To bardzo konkretne pytania, które skłaniają do głębszej refleksji, ale przede wszystkim do zachowania zdrowego rozsądku. Ten instynkt powinien się w nas obudzić zanim cokolwiek pokażemy, by nie stało się to przyczyną jakiejś tragedii.

 

Myślę, że każdy z nas powinien sobie zadać te pytania, przemyśleć pewne kwestie. A ten znakomity kryminał polecam wszystkim jego koneserom!

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję:

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 Moją recenzję "Zapłaty" mogliście poznać tu:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2015/07/Zaplata-Malgosi-Rogali-Wydawnictwo-WAB.html

 

 

 

16:47, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 sierpnia 2016

 

 

 

Wydawnictwo Czwarta Strona zachęca do wspólnej zabawy zachęcając również do polubienia i obserwowania profilu „Z książką jej do twarzy” na Facebooku i Instagramie.

 

 

 

16:27, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

 

 

 

 

Uwaga, uwaga! Ustanawiamy ostatni weekend sierpnia Świętem E-papieru!



Dlaczego?

Pod koniec lipca swoje święto obchodzi papier. Uważamy, że jego elektroniczny brat także zasługuje na docenienie! Jest ekologiczny, energooszczędny, rewolucjonizuje rynek książki i zwiększa komfort lektury! Krótko mówiąc: wielbimy go!

Dlaczego papier elektroniczny jest taki super?

Pozwólcie, że wymienimy jego najważniejsze zalety:

  • Nie męczy wzroku.

  • Dba o środowisko – tona zwykłego papieru to średnio aż 17 ściętych drzew!

  • Jest energooszczędny – urządzenie z e-papierem wymaga ładowania jedynie raz na kilka tygodni.



Czym właściwie jest e-papier?

Papier elektroniczny to rodzaj ekranu, który wygląda jak papier. Czym się różni od innych wyświetlaczy? Przede wszystkim nie męczy wzroku, ponieważ zmiana obrazu nie wywołuje mikrodrgań, które mają miejsce w innych typach ekranów, wyświetlacz tej technologii jest matowy i można na nim czytać nawet w pełnym słońcu.



Jak to działa?

Wbrew pozorom za technologią e-papieru nie kryje się magia, a miliony mikrokapsułek wypełnionych czarnym i białym pigmentem. W zależności od rozmieszczenia dodatnich i ujemnych ładunków elektrycznych, na powierzchni e-papieru w odpowiednich miejscach widzimy czarny lub biały pigment.

Dlaczego to jest takie świetne? Przede wszystkim dlatego, że e-papier potrzebuje energii tylko podczas zmiany układu pigmentów. Dzięki temu urządzenie wykorzystujące tę technologię może działać bez ponownego ładowania nawet 8 tygodni!

 

 

 

 

 

 

Skąd wziął się e-papier?

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… A dokładniej w 1974 roku w Palo Alto, Nick Sheridon z Xeroxa przedstawił światu Gyrico – pierwszą technologię opartą na czarno-białych mikrokapsułkach. Światu przyszło czekać kolejne 20 lat, aby w 1997 roku powstała firma E Ink Corporation, która w całości poświęciła się rozwijaniu i doskonaleniu e-papieru.  

Pierwszy czytnik e-booków z e-papierem zaprojektowała firma Sony. W 2007 roku powstał PocketBook, a Amazon wypuścił swojego pierwszego Kindle’a. To właśnie tego typu urządzenia przyczyniły się do popularyzacji e-czytelnictwa na całym świecie! Od tego momentu każdy mól książkowy może mieć nawet całą swoją bibliotekę zawsze pod ręką.



Nie tylko czytniki?

Technologia e-papieru najszerzej wykorzystywana jest w czytnikach e-booków. Ale to nie jedyne jego zastosowanie! E-papier stosowany jest także w smartwatchach, smartfonach, znakach drogowych, etykietkach cenowych a nawet… w biżuterii!

Aby docenić wszystkie zalety tej technologii, księgarnia internetowa Woblink wraz z firmą PocketBook, jednym w wiodących producentów czytników e-booków wykorzystujących papier elektroniczny, postanowili zainaugurować Święto E-papieru.

 


Z tej okazji Woblink przygotował specjalną ofertę dla swoich czytelników, zaś PocketBook przekazał jako nagrody w konkursach internetowych swoje najnowsze czytniki z niezmiernie popularnej linii – PocketBook Touch Lux 3 Ruby Red. Więcej szczegółów pod adresem:

http://woblink.com/pl/swietoepapieru 


 


10:40, toksiazki12 , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2016

 

 

 

 

Premiera: 28.09.2016

 

 

Wyjątkowa opowieść o samotności, zdradzie i miłości.

Aleksander Biernacki w życiu kochał naprawdę tylko Hannę. Kobietę, którą obdarzył uczuciem, z wyrachowaniem zeswatał z Michałem, swoim najlepszym przyjacielem.

Teraz, w cieniu niedawno wybudowanego Pałacu Kultury Aleksander Biernacki przeżywa drugą młodość. Byłe kochanki i dwuznaczna przeszłość zaprzątają głowę profesora anglistyki. Po latach spędzonych na emigracji, Biernacki nie potrafi odnaleźć swojego miejsca, a starzy przyjaciele zapomnieli o jego istnieniu.

Szpagat to książka o stracie i winie, ale też o namiętności. Niezwykła opowieść o tym, że raz odrzuconego uczucia można już nigdy nie odzyskać.

 

Joanna Chojnacka,

urodziła się w Wołominie, mieszka w Krakowie. Romanistka ze słabością do Alaina Delona i Charlesa Aznavoura. Miłośniczka kawy i starych kamienic. Chętniej spogląda w przeszłość, niż myśli o przyszłości. Duchem najprawdopodobniej w Warszawie lat pięćdziesiątych. Powieść Szpagat  jest jej literackim debiutem.

Szpagat – premiera: 28.09.2016

 

 

Wydawnictwo Czarna Kawa

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 251

Książkę znajdziecie:

http://wydawnictwoczarnakawa.pl/sklep/literatura-piekna/produkt-6/

 

 

Tyle pozytywnych opinii o książce, tyle słodyczy na serce autorki nalali blogerzy, czytelnicy, wspaniałe patronaty, rekomendacja jednej z najbardziej cenionych autorek na polskim rynku wydawniczym, a dla mnie... zastanawiam się, czy gdyby to pisała licealistka, to zachwyty byłyby takie same. Czy, jak to jest w sposobności chwili, dostałaby zwyczajnie po głowie za to, że za szybko wydała, że może to nie ten czas. I wcale nie mam na myśli tutaj zamysłu, fabuły, bo do tej jakoś przyczepić się nie mogę, chociaż tutaj mam dwie kwestie, które chętnie przytoczę, ale przede wszystkim język powieści, naszpikowany potocznością i błędami stylistycznymi, logicznymi, błędnymi związkami frazeologicznymi. Nie boję się tego powiedzieć wprost, bo zasięgłam „języka” bardziej wykształconych w tym kierunku ludzi ode mnie. Przytaczałam im konkretne przykłady zdań z książki. Dlaczego? Bo zwyczajnie mi coś nie pasowało, nie miałam przekonania, że te zdania są jednak poprawnie złożone, bo czytałam już książki, w których estyma do słowa była na najwyższym poziomie.

 

Autorka ma już za sobą debiut książkowy, tym bardziej dziwi mnie fakt tak źle dopracowanej treści. Może nie byłby to mankament nazbyt szczególny, gdyby nie fakt, że mi osobiście przeszkadzał w odbiorze niuansu, na jakim autorka się skupiła, co chciała nam tą powieścią przekazać, na co zwrócić uwagę.

 

Autodestrukcja to nic innego, jak agresja skierowana przeciwko sobie. Troje bohaterów, jakich wykreowała Zajas ukazuje całą sieć negatywnych emocji, zaplątanych życiowych wyborów, a nawet marzeń. I chociaż są one nam niezbędne do realizacji założonych wcześniej planów, czy celów, bohaterowie „Autodestrukcji” zaczynają odczuwać pewien niedosyt w swoim życiu. Poznajemy ich w chwili, gdy każde z nich popełnia samobójstwo. Od tego zaczyna się fabuła powieści.

 

Alan, to dobrze sytuowany mężczyzna lekko po czterdziestce, żonaty, dorosłe, usamodzielnione dzieci w Warszawie. Marzeniem Alana od zawsze, to bycie sławnym. Jego męskie ego podbudowują liczne romanse z przelotnymi kobietami. Jesteśmy nawet świadkami jednego z nich, podboju młodej kobiety, matki, która poszła odprowadzić swoje małe dziecko do przedszkola. I ta scena zwróciła moją szczególną uwagę. Zastanawiam się, na ile pusta, wyzuta z wszelkich uczuć, czy z kolei będąca w ogromnej potrzebie seksualnej czuła się ta kobieta. Mąż w pracy, dziecko w przedszkolu, a ona od tak, prawie jak pstryknięcie palcami, zgodziła się zaprosić do mieszkania obcego, przed chwilą poznanego faceta, który „rzucił” jako wabik utarty komplement. Hop siup i sex w małżeńskim łożu, z którego przed chwilą mąż wyszedł do pracy. Nie wiem, może tylko ja mam takie odczucie, ale przyznam szczerze, wydaje mi się to po prostu absurdalne.

Marzenie Alana o sławie i bogactwie jest ściśle związane z filmem. Owszem kiedyś, w przeszłości napisał scenariusz jakiegoś filmu, ale być może przyszedł wreszcie czas, by go udoskonalić? Poczucie wypalenia zawodowego na chwilę wyłączy go z codziennej pracy i Alan zabierze się za poprawki owego scenariusza. Jaki będzie efekt?

 

Anja marzy o karierze wokalistki. Pisze teksty piosenek, gra na gitarze, maluje obrazy. Jednak wewnętrzny stupor, trema i strach paraliżują ją przed publicznymi występami. Zacznie podejrzewać, że to przez Cześka. Chłopaka z zespołu, z którym Anja współpracuje, i z którym zacznie namiętny romans. Dojdzie do tego, że targana silnymi emocjami i poczuciem winy zamknie się w czterech ścianach swojego mieszkania. Nie przekona jej nawet mężczyzna z branży muzycznej mający wpływy, estymę. Anja odetnie się całkowicie od towarzystwa z zespołu. Jaką wybierze drogę i cel do spełniania swoich marzeń?

 

Źródło: Internet

 

Patryk jest informatykiem w dużej firmie. Marzy o bogactwie, wielkim bogactwie i wianuszku kobiet, które by go otaczały szepcząc czule do ucha, dostarczając mu uciech fizycznych, które mógłby zabierać na zagraniczne wycieczki, czy kupować wartościowe prezenty. Jednak do tego potrzeba finansów. Zaczyna grać na giełdzie. Pożycza pieniądze, najpierw od rodziców, potem od szefa, aż w końcu od niesprecyzowanych typków. Początkowo odnosi duże sukcesy, wygrywając spore sumy, ale... giełda jest jak ruletka. Raz można wygrać, ale wiele razy też i przegrać. Tym bardziej, że pożyczone sumy zaczynają topnieć przez wydatki Patryka i pobyt w kasynie. Jak zakończy swoją przygodę z obrotem pieniędzmi?

 

Źródło: Internet

 

W „Autodestrucji” autorka porusza dość istotne tematy. Wypalenie zawodowe, poczucie pustki, wyobcowania, niezrozumienia, odepchnięcia, pragnienie odniesienia wielkich sukcesów, sławy, co ostatecznie prowadzi w pierwszej fazie do depresji, potem już stopniowo do psychicznego wyniszczenia. W efekcie, właśnie do samobójstwa.

 

Bohaterowie pokazani są od psychologicznej strony. Jesteśmy w ich myślach, słowach, a nawet czynach. Mamy tutaj trzygłosową narrację, co pozwala wniknąć w ich umysły jeszcze bardziej. Nie ma tu dużo dialogów, ale są też fragmenty poezji - tekstów, które pisze Anja. Ale treść, moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia. Nadmiar połączenia kilku stałych związków frazeologicznych w jeden. Zdanie, które wprawiło w kompletną konsternację i stało się powodem moich językowych dociekań, to min. "...strach paraliżował jego nogi, które nagle zamieniły się w ciężkie, drewniane belki.”

Poza tym, czytelnik wymaga pewnej estymy od autora, że to co napisze nie będzie bodło go trywialnością, groteskowością, czy kompletnym absurdem. Niektóre fragmenty wydawały mi się, jakby to pisała licealistka, bez głębszej refleksji, płasko, trochę za, jeśli to już druga książka autorki.

Co do mnie przemawia? Na pewno okładka. Tutaj należą się brawa autorce projektu.

 

 

 


Niestety, nie wystawiam laurek, pochlebstw tylko dlatego, że tak robią inni. Owszem, nie jest łatwo pisać prawdę, jeśli jest ona nie taka, jaką może życzyliby sobie co niektórzy. Jestem tego zdania, że zawsze należy pisać zgodnie z tym, co się czuje. Do mnie książka nie przemówiła. Bo sam pomysł i fabularna osnowa powieści nie wystarczy, gdy jej język i wykonanie kaleczy wszystko inne. Ja rozumiem, że ta potoczność zastosowana w powieści miała dodać jej wiarygodności. 

 

To jest moja opinia i moje zdanie. Nikt się z tym zgadzać nie musi. A, to czy po książkę sięgnięcie, to jest Wasza decyzja.

 

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:



 


 

 

 

13:11, toksiazki12 , Recenzje
Link Komentarze (1) »
środa, 24 sierpnia 2016

 

 

 

Kochani!


Zgodnie z obietnicą, zapraszamy wspólnie z autorką na konkurs, w którym to macie wyjątkową okazję na zdobycie tomiku z fraszkami Miry Białkowskiej. Tomikowi patronuję medialnie.

Zadanie konkursowe nie jest trudne.

 

 

 

 

 

Jak zawsze, interpretacja tematu dowolna.

Zachęćcie innych do tego, by sięgali po fraszki. W jaki sposób?

Użyjcie swojej inwencji, pomysłowości. A wiem, że ta potrafi być niezawodna.

 

 

 

Zasady konkursowe:


1. Polub profil organizatorki konkursu - Recenzje Agi (z racji tego, że autorka profilu żadnego nie posiada)

2. Polub, udostępnij, bądź zaproś znajomych do konkursu :)

3. Zachęć innych w 2-3 zdaniach do czytania fraszek w komentarzu pod tym postem.

4. Interpretacja tematu - dowolna.

 

Regulamin:

1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga oraz autorka Mira Białkowska.

2. Sponsorem nagrody jest Mira Białkowska wespół z Wydawnictwem Literackim Białe Pióro.

3. Konkurs trwa od 24.08 do 24.09 do godziny 23:59. Późniejsze zgłoszenia nie będą rozpatrywane!

4. Swoje propozycje zostawiacie w komentarzach pod postem! 

5. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi do 7 dni od zakończenia konkursu.

6. Nagrodą w konkursie jest tomik "Fraszkowa uczta"

7. Laureat nagrody ma obowiązek podesłać w wiadomości prywatnej do Recenzje Agi swój adres

e-mail do trzech dni po wyłonieniu zwycięzcy, w celu wysłania nagrody! Jeśli do tego terminu zwycięzcy się nie zgłoszą, wybierzemy inne osoby.

8. Każdy uczestnik konkursu winien jest zapoznać się z regulaminem oraz zasadami konkursu. Zgłaszając się w konkursie wyraża jednocześnie akceptację każdego punktu.

9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

 

 

Nagroda :)

 

 

 


 

 

 

 „Jeśli się kocha to co się robi, łatwiej nie tylko o chęci, ale i o siłę, nieodzowną wytrwałość” Mira Białkowska

 

"Nie zawsze stąpam po ziemi"

Na zdjęciu Mira Białkowska

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

 

 

Z zawodu jest muzykiem i pedagogiem. Z zamiłowania, biologiem. Pracowała jako pedagog i nauczyciel muzyki, uczyła gry na fortepianie, prowadziła chór, zespół wokalny, zespół fletów prostych, zajmowała się profilaktyką uzależnień.

Spod Jej skrzydeł wyszło wielu utalentowanych uczniów, min. Rafał Brzozowski, Joanna Berdyn, Janka Klimiuk – Popielak, a o innych będzie jeszcze można usłyszeć w najbliższej przyszłości. Nie ma problemu z tym, by szczerze powiedzieć swoim uczniom dobre słowo, pochwałę, czy po prostu to, że są od Niej w czymś lepsi.

 

Nie ukrywa, że przeszła już na emeryturę, na której zajmuje się pisaniem, śpiewa w chórze, wykonuje karki okolicznościowe, pływa. Ma czas dla siebie i na rozwijanie swoich pasji. Niezwykle aktywna, sympatyczna i zdystansowana do siebie, świata, szczególnie ludzi.

 

Jej przygoda z pisaniem zaczęła się już w dzieciństwie, gdy napisała, jak to określiła, bardzo patetyczny wiersz, który miała okazję wyrecytować jakiejś pisarce. To Ona „wywróżyła” małej Mirze, że będzie pisać.

 

„Fraszkowa uczta”, której patronuję medialnie jest na to niezwykłym dowodem. Tomik jest zwieńczeniem wielu innych, wybranych spośród trzystu napisanych. Na dnie szuflady leży jeszcze czteroczęściowa powieść, która aż prosi się, żeby ją wydać. Kto wie... należy wypatrywać wszystkiego, w najbliższej przyszłości, co wyjdzie spod lekkiego pióra pani Miry Białkowskiej, którą macie okazję dzisiaj poznać bliżej :)

 

Zapraszam na wywiad.

 

Pani Miro. „Fraszkowa uczta” jest Pani debiutem książkowym. Czym on dla Pani jest?

Jeśli powiem, że spełnieniem marzenia to i ładnie brzmi, i jest zgodne z prawdą, ale jest także pewną „korzystną zmianą planów”. Chodzi o to, że wcześniej podjęłam nieudaną próbę wydania swojej powieści. Tak więc mieniłam plany. Odłożyłam powieść, zajęłam się fraszkami i to był dobry pomysł – z fraszkami się udało.

 

Każdego autora, szczególnie tego debiutującego zadręcza się pytaniem, jak to się zaczęło, to pisanie? Bo tak naprawdę pisać fraszki trzeba umieć. Wymagają lekkiego pióra, dystansu do siebie, świata. Wiem, że napisała też Pani kilkadziesiąt wierszy, scenariusze i teksty piosenek. Tak więc, jak to się zaczęło, że zaczęła Pani pisać w ogóle? Kiedy ta myśl zaczęła kiełkować, a kiedy nastąpił fakt dokonany? Czy był to długi proces?

 

W młodości pasjonowałam się twórczością Sztaudyngera. Jego fraszki zapisywałam w grubych zeszytach, zapamiętywałam, cytowałam. Nie podejrzewałam się jednak o to, że ośmielę się naśladować Mistrza. Nie wiem na czym polega to „trzeba umieć”. Dla mnie najważniejszy jest pomysł. Dostrzeżenie i skojarzenie pewnych szczegółów ( „Sasanka”), dwuznaczników („Ewa”, „Palma”), a ubranie tego w słowa nie jest jakąś filozofią. A dystansu do siebie i świata na pewno mi nie brakuje. Dowód? Fraszka „Skarga emeryta”.

"Skarga emeryta"

Odchudzili mój portfel.

Ciało się nie dało.

Jak to się zaczęło? Tak na serio zaczęło się po przejściu na emeryturę, ale wrócę do zamierzchłej (bardzo zamierzchłej :) )przeszłości. Jako dzieciak napisałam jeden(!) bardzo patetyczny wiersz, który miałam okazję wyrecytować jakiejś pisarce. Owa pani „wywróżyła” mi wtedy, że będę pisać. Brzmi jak bajka? Ale tak było naprawdę.

A teraz na poważnie. W mojej pracy z uczniami potrzebowałam scenariuszy i piosenek na różne (powtarzające się) okazje. By nie powtarzać repertuaru czasem zdarzało się, że pisałam własne teksty do znanych melodii, tworzyłam scenariusze (jeden opublikowano). Po przejściu na emeryturę nadal pracowałam. Przygotowywałam uczniów do różnych festiwali. Na niektórych (np. Festiwal Piosenki o Zdrowiu) warunkiem uczestnictwa był własny tekst. Tu już nie miałam wyboru - pisałam tekst i uczyłam śpiewać.

 

 

 

Z pisaniem fraszek było inaczej. Wena dopadła mnie w wieku emerytalnym nagle i niespodziewanie. Nawet datę pamiętam. Przez jeden weekend napisałam 21 fraszek. Dostałam jakiegoś amoku. Tworząc jedną fraszkę za drugą zaczęłam się zastanawiać, czy to co przed chwilą wymyśliłam jest na pewno moje, czy może czyjś tekst wygrzebałam z zakamarków pamięci.

Odpowiedzią na te wątpliwości też była fraszka:

Mistrzu Sztaudyngerze!

Tak zawładnąłeś mą duszą całą,

że już nie wiem:

czy to są moje myśli, czy twoje?

Wszystko mi się pomieszało.

Przez trzy miesiące wymyśliłam 168 fraszek. Próbkę swojej twórczości wysłałam do „Agory”. Nieopatrznie pochwaliłam się, że przez trzy miesiące napisałam ponad 160 fraszek i zostałam bardzo skrytykowana za… ilość. Innych zarzutów nie było :)

 

 

Jest Pani z wykształcenia min. muzykiem. Czy to właśnie ona staje się inspiracją do tworzenia wersów wierszy, fraszek?

Nie. Inspiracją do pierwszych fraszek była przyroda - jestem biologiem z zamiłowania (nawet uczyłam biologii w szkole). Przyroda jest kopalnią tematów. No i życie po prostu.

Muzyka, a zwłaszcza jej dwa podstawowe elementy (rytm i melodia )mają dla mnie bardzo duże znaczenie w wierszach. Fraszka jest formą krótką. Jest mniej czasu by ją rozkołysać, rozhuśtać czy w inny sposób zrytmizować. Dlatego dla fraszki te elementy muzyki mają mniejsze znaczenie. Kontynuując terminologię muzyczną powiedziałabym, że dla fraszek bardzo ważne są pauzy. Odpowiednio zastosowane dają czas na zastanowienie, albo tworzą atmosferę przed mającą nastąpić pointą.

 

Wiem, że oprócz wierszy, fraszek pisze też Pani jak już wcześniej wspomniałam scenariusze, teksty piosenek, ale... i powieść. Może przyszedł czas, żeby w końcu to wszystko wydać?

Choćby dziś. Zwłaszcza czteroczęściowa powieść niecierpliwie wierci się w mojej szufladzie :) To jest moje marzenie, które oczekuje realizacji. Powieść jest gotowa. Rysunki do niej, wykonane przez Anię Skórczyńską, (tę samą, która zrobiła rysunki do „Fraszkowej uczty”), także.

 

 


"Autorki wymieniają się autografami"

Na zdjęciu od lewej: Mira Białkowska i Anna Skórczyńska

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 

 

Za fraszki otrzymała Pani nawet nagrodę. Proszę o tym opowiedzieć.

To nic wielkiego - jedna z podrzędnych nagród na Konkursie Jednego Wiersza, ale dla mnie to było ważne, bo tym razem (pierwsza była „Agora”) moje fraszki doceniono. Usłyszałam też, że powinnam je wydać.

 

Uczy Pani młodych. Jak się z nimi współpracuje? Czy są chętni do nauki? 

Właśnie. Współpracuję. To jest bardzo trafne określenie. Ja nie mam problemu powiedzieć uczniowi, że jest ode mnie w czymś lepszy (np. on gra na harmonijce ustnej, a ja nie), albo, że się czegoś od niego nauczyłam. Nie „urabiam” ich na własną modłę. Dobrze, jeśli szukają własnej drogi. Rafała Brzozowskiego 9 lat uczyłam, gry na fortepianie, ale on postanowił śpiewać, chociaż szanse na zostanie wokalistą nie były duże. Jego ciężka praca przyniosła sukces. Od niego nauczyłam się, że nie należy rezygnować ze swoich marzeń. Zdziwił się, gdy mu to powiedziałam. Asia Berdyn i Janeczka Klimiuk – Popielak to dziś wspaniałe wokalistki. Gdy skończyły gimnazjum nasze drogi rozeszły się (szlifowały swe głosy u nauczycieli lepszych ode mnie). Dziś współpracujemy nadal.

Z muzyką, jak ze wszystkim. Jeśli się kocha to co się robi, łatwiej nie tylko o chęci, ale i o siłę, nieodzowną wytrwałość. Nie każdy jest uzdolniony muzycznie (no i dobrze). Ale jeśli komuś słoń na ucho nadepnął, niech się chociaż z muzyką oswaja i próbuje ją zrozumieć, a ja mu w tym staram się pomagać.

 

Jest Pani dowodem na to, że na emeryturze można więcej, ma się jeszcze wigor, ochotę do dalszych działań. Co by Pani doradziła innym przebywającym biernie na emeryturze? 

Żeby nie przebywali biernie na emeryturze :) Mówię o emerytach zdrowych, stosownie do wieku!!! Emerytura to świetny czas na realizację marzeń. Ja dopiero po przejściu na emeryturę zajęłam się pisaniem, zaczęłam śpiewać w chórze, wykonuję kartki okolicznościowe i mam czas pójść popływać. Nie każdy musi pływać, ale jest gimnastyka w wodzie dla emerytów. Nie każdy może śpiewać, ale każdy może słuchać, oglądać, uczestniczyć. W każdym mieście dużo się dzieje, trzeba się tym zainteresować. Zdarza mi się słyszeć: „Ty to masz fajne życie”, ale przecież nikt nam czasu wolnego nie zorganizuje. Każdy musi znaleźć coś, co mu odpowiada. No, ale jeśli komuś nic nie odpowiada i woli siedzieć przed telewizorem, to znaczy, że tak mu dobrze i niech nie narzeka.

 

"Dobrze czuję się każdym towarzystwie"

Na zdjęciu Mira Białkowska

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

 

 

 

Wiem też, że chętnie Pani podróżuje. Który kraj zrobił na Pani największe wrażenie? 

Kraj? To nie kraj, a raczej miejsca. Fiordy, ale nie cała Norwegia. Meteory, ale nie cała Grecja. Biały Kanion (wędrówka przez pustynie i oaza Ain Khudra) na Synaju, czy niezapomniana, nietypowa świątynia Wat Rong Khur w Tajlandii niedaleko granicy z Birmą i Laosem. Trochę czasu zajęło mi nim uświadomiłam sobie co mnie najbardziej zachwyca. W moim przypadku to nie architektura (chyba, że architektura Gaudiego), zbiory Luwru czy Prado. Dla mnie to są Bałkany, Krym czy wspomniane miejsca.

 

Coś od siebie dla czytelników:

„Nie święci garnki lepią.” Nazbyt często wydaje się nam, że sukces zarezerwowany jest dla wybitnych jednostek. Tak bardzo w to wierzymy, że nawet nie podejmujemy działania. Proponuję „przemeblowanie” myślenia, pracę (czasem ciężką), wiarę w powodzenie i efekt może nas zadziwić.

 

Dziękuję za rozmowę.


A w zakładce - Konkursy - znajdziecie konkurs, w którym do wygrania dwa egzemplarze "Fraszkowej uczty", której patronuję medialnie :)

15:45, toksiazki12 , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2016

 

 

 

 Wydawnictwo Iskry

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 190

 Książkę znajdziecie:

http://iskry.com.pl/humor-i-satyra/478-do-wieca-wspomnie.html

 

 

Całkiem niedawno przedstawiałam Wam „Fraszkową ucztę” Miry Białkowskiej, w której to autorka ciekawie, za pomocą fraszek podchwyciła bardzo oryginalny temat przekazania Wam swojego spostrzegania świata i otoczenia, a dzisiaj temat będzie podobny.


 

 

 Bohdan Butenko – rysownik, grafik, autor komiksów i książek,

scenarzysta, projektant lalek i dekoracji dla teatrów lalek.

 

Zaskakują mnie ci autorzy. Co książka, to ładniejsza, ciekawsza, a nawet poprawiająca humor.


Imionnika przygotowanego przez Bohdana Butenko nie sposób nie polubić. Kiedy się go otwiera i wyskakują nam bardzo efektowne, z przymrużeniem oka wykonane rysunki oraz figlarne, z humorem napisane wierszyki, figielki, jakieś fraszkowe zabawy słowem, to buzia uśmiecha się sama. Pomysłowość autorów, jak widać, nie zna granic. A to ważne, bo wśród całej tej codziennej potoczności, w chwili tylko przeznaczonej dla siebie można całkiem przyjemnie spędzić trochę wolnego czasu, umilając go fraszkowymi figielkami.

 

 

 

 


Już sama okładka książki zachęca, by uchylić jej rąbka. I proszę, nic się nie da ukryć przed wnikliwym czytelnikiem. Autor ubóstwił kobiety. Tylko, czy to są te, które kiedyś spotkał na swojej drodze? Z wyczuciem, ze smakiem, lekkie fraszki – lapidarne wierszyki wielbiące imiona kobiece. Książka z zastrzeżeniem „Tylko dla dorosłych” ze względu na momentami śmiałe rysunki ukazujące w całej krasie kobiece wdzięki oraz rymowanki na cześć wymienionej imienniczki. Widać w tych szkicach doskonałość, pewną rękę oraz skupienie na niuansach. To wszystko okraszone niesamowicie dobrym, zdrowym humorem, którego ciągle nam brakuje.

 

 

 

Niesamowicie inny, zachęcający imionnik Bohdana Butenki daje czytelnikom wytchnienie lekkością stylu, łagodnym szkicem oraz humorystycznym podejściem do spraw i relacji damsko – męskich. Dodatkową ciekawostkę jest fakt, iż każde imię jest opisane na oddzielnej kartce z tyłu której znajduje się miejsce na znaczek, adres i kilka swoich słów, bądź dedykacji osobistej, umożliwiając czytelnikom wycięcie imienia danej adresatki i wysłanie kartki nawet jako cichy wielbiciel.

 

 

 

 

 

 

 

„Do wieńca wspomnień” możecie zatem dołożyć swoje wspomnienia o kobiecie, która zrobiła na Was szczególne wrażenie, wzbogaciła lub urozmaiciła je w osobliwy sposób. To pozycja nie tylko dla pań, ale przede wszystkim dla panów. Urocza, z humorem, wrażliwością, spojrzeniem na kobietę z zupełnie innej strony. Pozycja odkrywająca pewne tajemnice, skryte pragnienia, odrobinę magii, figlarstwa, czy ukrytych pod maską codzienności lubieżnych marzeń. Tak, z przymrużeniem oka.

Polecam i to bardzo!

 

 

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu:

 

 

 

 

 

 

 

17:09, toksiazki12 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

Co dziś zrobiliście, aby za siedem lat Wasze relacje z bliskimi były tak samo szczere, trwałe i wartościowe? Niech brak czasu, zasięgu i odległość, jaka Was w tym momencie dzieli nie będą wymówką! Potrzeba tak niewiele, aby pielęgnować, a nawet odnowić utraconą przyjaźń! 


 

 

 


Wciąż zastanawiacie się, jak wykonać pierwszy krok? Pomożemy Wam w tym! ⬇ ⬇ ⬇
CO ZROBIĆ?


wykonaj selfie lub inne zdjęcie z karteczką „Siedem lat później”, którą znajdziecie tutaj: http://bit.ly/SpotkaniePoLatach_SiedemLatPozniej 

 

 



udostępnicie je na swoim Instagramie lub Facebooku,


wytypujecie przyjaciela, z którym chętnie spotkalibyście się za siedem lat,


dodacie hasztagi #spotkaniepolatach #polatach.


IDEA

idea akcji narodziła się z potrzeby, jaką jest podtrzymywanie i pielęgnowanie przyjaźni.


INSPIRACJA


naszą inspiracją byli autorzy książki „Siedem lat później” – Dorota Wellman i Janusz L. Wiśniewski, którzy po siedmiu latach wrócili do przerwanej rozmowy i podjęli na nowo fascynujące tematy – od miłości i radości życia, przez pasję, życie na emigracji, receptę na szczęście, aż po politykę.

 

 

 

 

Dołączcie do akcji i zapraszajcie swoich znajomych!

 

 


 

 

 

18 września, czyli dokładnie w 77 rocznicę śmierci Witkacego, Narkotyki i Niemyte dusze ukażą się w formie e-booka. To pierwsze dzieło Stanisława Ignacego Witkiewicza, które PIW wyda w formie książki elektronicznej.

 


Dwa odrębne utwory Witkacego o charakterze publicystycznym łączy stanowisko autora: „Oświadczam oficjalnie, że piszę poważnie i chcę wreszcie coś bezpośrednio pożytecznego zdziałać…”. W książce stanowiącej pierwszą część tomu (Nikotyna, alkohol, kokaina…) przedstawił Witkiewicz swój – bardzo krytyczny – stosunek do narkotyków i przeżycia związane z ich zażywaniem.

„Ocknijcie się, palacze i pijacy, i inni narkomani, póki czas! Precz z nikotyną, alkoholem i wszelkimi «białymi obłędami». Jeśli peyotl okaże się ogólną odtrutką na tamte wszystkie świństwa, to w takim i tylko w takim razie: niech żyje peyotl!”

W części drugiej (Niemyte dusze) pisarz proponuje społeczeństwu psychoanalizę jako narzędzie ocalenia przed nadciągającym kataklizmem. Uświadomiwszy rodakom polskie grzechy główne, chce ich od nich uwolnić, to znaczy „umyć” ich dusze.

 

 

Moją recenzję książki mogliście przeczytać tu:

http://nietypowerecenzje.blox.pl/2016/06/8222Narkotyki-appendix-niemyte-dusze8221.html

 

Książka w nowej edycji i oprawie graficznej ukazała się 12 kwietnia.

Od 18 września Narkotyki i Niemyte dusze będą dostępne w dwóch formatach (ePub i Mobi) w kilkudziesięciu sklepach internetowych z e-bookami.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78
ministat liczniki.org