Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
Blog > Komentarze do wpisu

Wywiad z Łukaszem Kosikiem, autorem "Bajek ze zrozumieniem i konfiturką" oraz wyniki konkursu :)

 

Kochani!

Dzisiaj rozstrzygnięcie konkursu, w którym to zadawaliście pytania autorowi "Bajek ze zrozumieniem i konfiturką" Łukaszowi Kosikowi. Książce patronuję medialnie :) Przyznam, że pytania bardzo ciekawe, nietypowe, zaskakujące, nie mniej, najpierw zapraszam do zapoznania się z pytaniami i odpowiedziami od czytelników, potem znajdziecie kilka pytań ode mnie, a zupełnie na końcu wyniki owego konkursu. Wspaniałe pytania, które przerodziły się w piękny i interesujący wywiad. Zapraszam :)



 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Ciołek

Czy pamięta Pan jakąś sytuację, dziwne wydarzenie, które od razu podsunęło Panu scenariusz do stworzenia nowej historii?

Czy próbował Pan kiedykolwiek znaleźć wenę, stosując jakieś metody? (stanie na rękach, zimna kąpiel, spacer nocą) :P

Pierwsze opowiadanie, które zresztą stało się inspiracją do napisania kolejnych, zostało poprzedzone cokolwiek przykrą sytuacją życiową, jaką jest choroba. Na szczęście dla chorującej (mej małżonki) nie było to nic, z kategorii chorób poważnych. Ot, zaziębienie jakich wiele. Niemniej zostałem wtedy właśnie poproszony o napisanie czegoś wesołego. Czy mi się udało? Pozostaje mi wierzyć, że tak. Muszę z żalem przyznać, iż oprócz przytoczonej tu sytuacji podczas pisania kolejnych opowiadań nie wydarzyło się nic, co mogłoby w znacznym stopniu wpłynąć na treść opowiadań. Jeśli zaś chodzi o poszukiwanie weny, to jestem osobą w zupełności wyłączoną na poszukiwanie jej w jakichkolwiek niestandardowych sytuacjach. Zimna kąpiel przyprawiłaby mnie prawdopodobnie o panikę, natomiast stanie na rękach to w moim przypadku ekwilibrystyka nie do osiągnięcia. Moja warsztatowa metodologia, związana z poszukiwaniem weny, jest niestety mocno przyziemna. Potrzebuję ciszy, spokoju i absolutnego skupienia, nie wzmacnianego absolutnie niczym. Czysta głowa i pełna koncentracja. Taki, trochę przynudny warsztacik.

sopotak

Czy posiada Pan swoją MUZĘ, która daje natchnienie do tworzenia oraz ile skonsumował Pan konfitur pisząc tą książkę?

O ile pierwsza część pytania nie sprawia mi żadnego kłopotu, o tyle jego część druga stanowi dla mnie pewne wyzwanie. Moją muzą jest dla mnie od lat moja małżonka. Co do tego nie ma żadnych, nawet odległych wątpliwości. Dzielenie z nią życia jest zaskakujące a zarazem usystematyzowane. Niezwykłe, a zarazem ciepłe i spokojne. Piękne, nawet podczas robienia zakupów. Kolorowe, nawet podczas wspólnego oglądania jakiegoś smutnego filmu. Nie mam zatem żadnych znaków zapytania co do wskazania mej muzy, mógłbym natomiast znaleźć tu dużo pięknych przymiotników. Co do konfitur, to sprawy się nieco komplikują. Czy pod ową kategorię można podłożyć także dżemy, powidła oraz inne, podobne zaprawy? Jeśli nie, to samych konfitur mogło być kilka, jeśli jednak kategorię ową rozszerzyć na wspomniane, to może się okazać, że liczba ta należy do „liczb niewymiernych”.

ki24

Jaką cechę w ludzkim charakterze by pan wyrzucił, gdyby dostał pan taką szansę. Aby świat chodź na jeden dzień był tylko krainą uśmiechniętych ludzi?

Chciwość. Bez wątpienia chciwość. Uważam, iż to właśnie ta nędzna cecha wepchnęła ludzkość w niejeden kryzys cywilizacyjny. Mało tego, to właśnie chciwość odpowiada za wojny, konflikty i całe zło, które rozprzestrzenia się za jej magicznym dotykiem, na całą, naszą planetę. Historia chciwości to historia głupoty i żądzy rzeczy kompletnie niepotrzebnych. To chciwość sprawia, iż potrzebujemy trzech domów, pięciu samochodów i dwóch jachtów. A jak już je wszystkie mamy, to ta sama chciwość podszeptuje nam, że to stanowczo za mało. Sąsiad wszak ma już szósty samochód. I teraz co?

magnez2003

Co wybrałby Pan mając do dyspozycji gotową książkę lub kartkę i długopis, lub telewizor wiedząc, że jest Pan jedynym człowiekiem na Ziemi?

Wybierając książkę okazałbym się osobnikiem samolubnym, ponieważ rozrywka płynąca z obcowaniem z nią, byłaby przeznaczona wyłącznie dla mnie. Gdybym jednak wybrał kartkę i długopis okazałbym się niepoprawnym marzycielem, który żyje cichą nadzieją, iż to co napisze, gdzieś w odległych galaktykach, ktoś jednak przeczyta. Telewizor mógłbym wybrać wyłącznie za karę. Nie korzystam z tej formy rozrywki świadomie już od ponad 10 lat. Wstawienie mi na bezludną wyspę telewizora byłoby wprost nieludzkie. Cóż, chyba jednak najbliżej mi do marzyciela. Ostatecznie bez marzeń da się jakoś żyć, ale co to za życie. Zwłaszcza na bezludnej wyspie.

 

 


dafne27

Czym kierował się Pan, prosząc o zadawanie Panu pytań ? Jakie pytanie ma szansę wygrać?

Czym się kierowałem prosząc o zadawanie pytań? Wyłącznie nieznośną, wszechobecną i wręcz chorobliwą ciekawością świata. Do dziś, podobnie zresztą jak Muchwiaternik, bohater moich opowiadań zadaję sobie jedno pytanie „czy istnieje pytanie, na które nie ma odpowiedzi?” Gdyby padło właśnie takie, z pewnością zostałoby przeze mnie w jakiś sposób wyróżnione. Człowiek, który nie zadaje pytań nie napisze nic ciekawego. Ani bajek dla dzieci, ani filozoficznego traktatu.

justyna1986

Czy pisząc pije Pan coś, jeśli tak, to co to najczęściej jest?

Czym Pan najczęściej pisze, jaki ma kształt i kolor?

Szanowna Pani Justyno, zapytanie czy podczas pisania coś piję, konotuje w jednym tylko kierunku.  Opary niektórych napojów, uznawane są bowiem jako bezwzględnie inspirujące. U mnie jednak oparów takich brak. Kiedy się jakiekolwiek pojawiają, niezdolny jestem do przekazania światu najmarniejszej choć frazy. Chyba, że jednak źle odczytałem Pani pytanie i chodziło Pani o to, czy podczas pisania popijam na przykład miętową herbatkę? Niestety, również nie. Czym natomiast piszę najczęściej? Wygląda na to, że palcem, lub dokładniej palcami. Palcami przyciskając kolejne klawisze na komputerowej klawiaturze. Niestety tradycyjny sposób zapisywania myśli, dokonywany przy użyciu ołówka czy długopisu, doprowadziłby mnie do rozpaczy, gdyż wstawiając do tekstu dziesiątki, jeśli nie setki poprawek nie byłbym w stanie odczytać jego pierwotnej wersji.

Iwona Banach

Czy sądzi pan, że te bajki byłyby ciekawe/pomocne/odkrywcze dla dziecka z autyzmem? Jeżeli nie, to czy myśli pan o napisaniu takich? W sumie dla "zwykłych" dzieci są tysiące bajek... Ktoś mógłby pomyśleć o tych, dla których bajek nie ma :)

Pani Iwono, nie czuję się specjalistą w materii autyzmu dziecięcego, jednak mam nadzieję, że można w mych bajkach znaleźć dużo spokoju, ładu i harmonii, które mogłyby stanowić jakieś odniesienie do zbudowania zajęć dla dzieci autystycznych lub rozbudzenia ich ciekawości? Z drugiej strony myślę sobie, że wyobraźnia jaką obdarzone są takie dzieci z pewnością pozwoliłaby zobaczyć w tych bajkach o wiele więcej niż nam, dorosłym, się wydaje. Szczerze powiedziawszy nigdy nie myślałem o tym, aby napisać książkę dla jakiejś konkretnej grupy odbiorców. Żyję natomiast cichą nadzieją, iż bajki mego autorstwa mogą być inspirujące, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Mogę na koniec dodać, iż nakładem Wydawnictwa Inne ukazała się książka zatytułowana „Kubuś z pętelką”. Jest to zbiór opowiadań przeznaczonych do pracy również z dziećmi autystycznymi. Ilustracje do tej książki wykonały dzieci z wejherowskiego stowarzyszenia na rzecz osób z autyzmem.

ddg

Jestem właścicielem wehikułu czasu. Dzięki maszynie przeniosę Pana, tam gdzie zamarzy. W jakie czasy chciałby Pan się przenieść?

Szanowny właścicielu wehikułu czasu. Nie poproszę o zbyt wiele. Żadne tam wielkie podróże. Może jedynie mała korekta czasowa. Jeśli to możliwe, proszę o przeniesienie mnie o kilkanaście lat przed moimi urodzinami. No niech będzie to rok 1967. Miejsce – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dlaczego wtedy i dlaczego tam? Otóż całe lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku to arena wielkich przewartościowań kulturowych, zwłaszcza w Ameryce. Po wojennych mrokach kraj ten prze w kierunku rozwoju i dobrobytu budując fundamenty „korporacyjnego kapitalizmu”. Z drugiej strony tam właśnie narodzi się największa kontrkultura młodzieżowa na świecie. Wybuchnie ona wszystkimi kolorami tęczy, by za chwilę rozpuścić we wszechogarniającym świecie pieniądza. Nic to jednak. Zdąży jeszcze zaśpiewać Dylan, Hendrix, Morrison a potem jeszcze Lennon. Być tam wtedy, to jak znaleźć się na innej planecie, a przecież to nie było wcale tak dawno temu. Krótko mówiąc, tam poproszę.

Jaka nierozwiązana zagadka Pana nurtuje?

Co było jak mnie nie było, i co będzie jak mnie nie będzie?

 

Pytania od Recenzji Agi

Panie Łukaszu, nie sposób nie zadać pytania, skąd wziął się pomysł na właśnie taki a nie inny tytuł książki? Skąd w ogóle pomysł na książkę? Z tego co wiem, to Pana debiut.

To prawda Bajki ze zrozumieniem i konfiturką to mój debiut. Pomysł na książkę zrodził się spontanicznie, a tytuł miał dodatkowo zwracać uwagę na aspekt dydaktyczny. Czytanie ze zrozumieniem jest dziś cenną umiejętnością, na którą zwraca uwagę wielu pedagogów. Chciałem, aby tytuł odnosił się zarówno do rzeczy ważnej, jak i przyjemnej, stąd oprócz „zrozumienia” również „konfiturka”.

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Bohaterami swoich opowieści uczynił Pan niezwykłych mieszkańców lasu, o dźwięcznie brzmiących imionach, trochę podobnych do owadów, które znamy. Jak to się stało, że właśnie Komaromiodnik, Muchwiaternik, Gęstobrzuszek itd.? To imiona, które są dosyć charakterystyczne, łatwo zapadają nam w pamięć, czy to właśnie o to chodziło?

Zawsze podobały mi się zabawy słowne i często jako małe dziecko sam tworzyłem nowe wyrazy lub przekształcałem już istniejące. Podobnie też jak wielu moich rówieśników z czasów przedszkolnych, miałem swoich wymyślonych przyjaciół. Potrafiłem opowiadać o nich godzinami. Komaromiodnik czy Muchwiaternik to troszkę wspomnienie tych właśnie zabaw słowem.

 

Książka „się pisała”, dojrzewała, składała się. Jak wyglądał Pana warsztat pisarski podczas realizacji tej książeczki?

Bajki pisały się bardzo długo. Mam wrażenie, że zbyt długo. Cóż, gdybym dziś mógł wpłynąć na czas ich powstania, z pewnością byłby krótszy. Faktem jest, że tekst bajek był przeze mnie wiele razy poprawiany. Wiele rzeczy uległo zmianie. Zawsze staram się, aby ostateczny kształt całości był na zadowalającym dla czytelnika poziomie. Kwestia korekty również okazała się bardzo czasochłonna. Pani Urszula Ferworn, nasza korektorka, spędziła wiele dni poprawiając każdy najdrobniejszy szczegół. Wiele drobiazgów konsultowaliśmy wspólnie. Jestem jej ogromnie wdzięczny, ponieważ wiem, ile nakładu pracy potrzebne jest aby taki tekst doprowadzić do ładu.

 

Każda opowieść kończy się pięknym morałem. Ale to jest tak, że Pan nie kończy ich pouczaniem typowym przy nauce, że nie wskazuje Pan typowych rozwiązań, tylko każdą kończy mądrym wywodem, takim podsumowaniem – spostrzeżeniem z boku. Trudno było w trakcie pisania zakończyć właśnie tak, a nie inaczej? Nie korciło Pana, by napisać „tak się nie robi, bo...”?

Nie, absolutnie nie. Nad zakończeniami każdego rozdziału pracowałem najdłużej właśnie dlatego, żeby pozostawić niektóre rzeczy niedopowiedziane, albo po prostu aby morał ukryty był między słowami. Nie chciałem dosłowności. Myślę, że takie moralizatorstwo mogłoby wpłynąć negatywnie na całą książkę. Świat Dolinki Kotlinki to świat nas samych, często niedoskonałych i tą niedoskonałość chciałem w tekście zachować. Bez moralizatorstwa i pouczania, za to z co nieco ukrytym morałem. 

Odbył już Pan spotkanie autorskie z dziećmi i swoją książką. O co najczęściej pytają mali czytelnicy? Jak w ogóle przebiega takie spotkanie? Czy dzieci jakoś żywiej reagują niż dorośli na czytane fragmenty?

Zdecydowanie dzieci reagują śmielej. Nie boją się pytać. Trudno jest mi natomiast wskazać o co najczęściej. Spotkanie z moją książką proponuję w połączeniu z warsztatami rozwijającymi wyobraźnię. Po przeczytaniu kilku fragmentów, zachęcam dzieci, aby spróbowały narysować dowolnego bohatera bajek. Może to być Muchwiaternik, Komaromiodnik, Pan Gęstobrzuszek albo Pani Gadaczka Paplaczka. Co ciekawe, Pani Gadaczka wybierana jest najczęściej.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Skąd też pomysł na tak wspaniale oddające klimat książki ilustracje autorstwa Malwiny Mieczkowskiej? One są przepiękne. Jak doszło do Państwa współpracy?

Poszukiwania ilustratora to jeden z najdłuższych etapów powstawania mojej książki. Zależało mi na osobie, która nie tylko świetnie rysuje, ale również będzie potrafiła oddać klimat Dolinki Kotlinki. Sztuką było narysować postacie, które nie mają odpowiedników w naturze. Komaromiodnik? Pan Zygzaczek Drobniaczek? Jak tu narysować takich dziwaków? Z takim wyzwaniem musiał zmierzyć się ilustrator. Przyznam, że zależało mi na osobie, z którą będę mógł spotkać się osobiście a nie tylko wymieniać maile. Pani Malwina zrobiła dokładnie takie ilustracje o jakie mi chodziło. Jestem z nich naprawdę zadowolony. Nieprzypadkowo są one czarno białe i rysowane bez graficznych „efektów specjalnych”. Ja, jako czytelnik, wychowałem się między innymi na bardzo prostych, wręcz minimalistycznych ilustracjach do Kubusia Puchatka. Podobne można znaleźć w moich bajkach. Tej inspiracji nie wstydzę się absolutnie.

 

Jest Pan też zarządzającym Wydawnictwem Inne. Łatwo pogodzić te dwie funkcje? Co tak naprawdę sprawia Panu większą radość?

Niestety nie jest to proste. Z jednej strony proces pisania książki to podróż w krainę wyobraźni. Z drugiej strony niełatwo jest zajmować się finansami lub promocją przebywając wciąż w świecie wyobraźni. Chcąc prowadzić wydawnictwo autorskie trzeba godzić dwa, bardzo odległe od siebie światy. Świat twórczy, oraz świat rachunkowości, faktur, terminów itd. Dla mnie osobiście nie jest to proste. Jeśli zaś chodzi o radość, to z pewnością bliżej mi do satysfakcji jaką odczuwam jako autor książki, choć przyznam, że dobra organizacja spotkania to także miłe doświadczenie.

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autora

 

Jakie pasje Pan posiada, oprócz pisania oczywiście?

W każdy piątek w ramach naszego projektu Salon na Kartuskiej urządzamy w Gdyni spotkanie dla grona przyjaciół. Osobiście wyspecjalizowałem się w wypieku tradycyjnej pizzy. Tworzenie nowych kompozycji pizzowych, to moja mała pasja. Oprócz tego wypiekam też własny chleb. Prowadzę też warsztaty z pieczenia chleba, a także promuję naturalną żywność. Wiele z produktów, które kupujemy w sklepach można robić samodzielnie, podobnie jak uprawiać niektóre warzywa lub zioła. Owszem, potrzeba do tego trochę czasu i determinacji, ale jeśli potraktować to jako pasję, to efekty mogą być zadziwiające. Próbuję też swoich sił w tak wymagającej materii jaką są domowe nalewki. Proszę spróbować zrobić dobrą nalewkę. To jest prawdziwe wyzwanie.

 

Jaką czytuje Pan na co dzień literaturę, po jakich autorów najczęściej sięga?

Chwytam książki bez wstępnej selekcji. Interesuje mnie zarówno beletrystyka, jak i pozycje naukowe. W czytanych przeze mnie tytułach często jest dość duża doza przypadkowości. Czasem znajdę coś ciekawego, a czasem zupełnie nie. Bardzo cenię prozę Wiesława Myśliwskiego. To autor wielkiej kultury słowa i rewelacyjny narrator. Jednak niekwestionowanym mistrzem literatury polskiej jest dla mnie Jerzy Pilch. Jego „fraza” jest dla mnie wyznacznikiem literatury najwyższego poziomu. Pilcha „kupuję” w całości. Jeśli zaś miałbym wymienić moją ulubioną książkę, to będzie to „Mistrz i Małgorzata”. Z tym tekstem nie równa się nic.

Co powie Pan jeszcze o swojej książce czytelnikom bloga?

Zachęcam wszystkich do lektury Bajek ze zrozumieniem i konfiturką, ponieważ ta książka niczego nie udaje, tak jak jej bohaterowie. Mogę też zdradzić, że w przygotowaniu kolejne tomy w których spotkacie mieszkańców Dolinki Kotlinki i Szuwarków Nenufarków.

 

Coś od siebie do czytelników:

Jako że właśnie rozpoczął się nowy rok życzę wszystkim realizacji swoich planów, zmian na lepsze i dużej dawki wartościowego „zaczytania”.

 

W imieniu swoim i uczestników - czytelników, dziękuję za poświęcony czas i rozmowę :)


 

 

 

A teraz, przyszedł czas na ogłoszenie zwycięzcy!

Słowo od autora:

"Dziękuję za wszystkie piękne pytania. Najbardziej zaintrygowało mnie pytanie od czytelnika ddg. Należy ono do gatunku pytań romantycznych oraz marzycielskich. Takie są mi najbliższe." Łukasz Kosik

 

 

 

 

 Serdecznie gratuluję i czekam na adres do wysyłki nagrody w wiadomości prywatnej :)

Dziękuję wszystkim za chęci, ciekawe pytania i zapraszam do zakładki - KONKURSY, gdzie znajdziecie jeszcze kilka, które trwają, a już od jutra startują kolejne! :) 

 

 

 

 

poniedziałek, 30 stycznia 2017, toksiazki12

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi