Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
Blog > Komentarze do wpisu

„Na więcej, na przepadłe” Wacław Tkaczuk. Poezji wciąż nieogarnięte meandry :)

 

 



Wydawnictwo Iskry

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 65

Tomik znajdziecie:

http://iskry.com.pl/literatura-piekna-poezja/270-na-wiecej-na-przepadle-9788324402212.html?ps_full_site=1

 

Poezja jest jak wciąż płynący nurt rzeki. Jest zmienna jak kobieta, ale wciąż, nieustająco przynosząca ukojenie. I nawet, jeśli ten nurt miałby zaginąć w codziennej zawierusze, obroni się. Daję słowo, że się obroni, bo mimo swej odmiennej budowy, kształtu, czy koloru, poezja jest tym, co bez wątpienia porusza dogłębnie.

 

Wacław Tkaczuk jawi mi się, jako poeta, który przede wszystkim wielbi bezpretensjonalny styl. Roztacza wokół swoich wierszy aurę, swoistą sugestywność opartą przede wszystkim na ascezie, na wsłuchiwaniu się w to, co szepcze mu życie. To poeta pogodzony z rzeczywistością, a wiersze Jego skłaniają do głębszych refleksji, niezwykle skromne, stonowane i z uniwersalnymi przesłanie.

 

Dwa rozdziały obejmujące czterdzieści wierszy z przekroju dwudziestu lat obserwacji i dyskursu wyważonego, stawiającego ważne tezy, charakteryzujące się przede wszystkim zwięzłość i celne pointy. Wiersze zawarte w tomiku nie należą do tzw. poezji walczącej. One bronią się zdecydowanym rezonem i alegorycznością nanizowaną niczym pamiątki – widokówki na makietce.

 

 

 

Wiersze cechują się ekspansywnością, a jednocześnie autor stawia w nich celne, retoryczne pytania: „Odeszły mnie słowa. Kto/ jeszcze tak dzisiaj mówi, pisze?/ Kto milczy tak? Z tego to/ powodu – jak wyżej. Miłe/ są mi te matryce. […].” Poeta słucha otaczającego świata, ale po trosze i siebie, wbrew modom, którym absolutnie nie ulega i wszechobecnej potoczności, wypaczającej szlachetność słowa i języka: „Od razu nie mniej, jak/ wszystko; nie inaczej, jak/ doskonale. To lepiej/ nie zaczynać. Dlatego/ tak mało wierszy. Ale choćby/ już ani jednego, i tak/ zawsze będzie to wiersz. I tak, i nie...”

 

 

 

 

Poeta stara się zachować w pamięci jak najwięcej obrazów, zestawień niecodziennych, jak gdyby pogodzony ze światem i jego sensualnością miał za chwilę rozpłynąć się w powietrzu. Liryka wierszy bowiem dotyka płaszczyzn realnych doświadczeń i duchowych, często onirycznych odniesień: „Inaczej - w lustrze,/ inaczej – na jawie.// Na pocieszenie zostaje/ tylko to niepodobieństwo,/ tylko klinga, wyłaniająca się/ znikąd, z piasków, z traw,/ z czegoś może jeszcze/ i bardziej wełnistego. [...]” Wspomnienia niczym talizmany urastające do miana ewokacji mają tutaj swoją erudycję, estymę i ascetyczne pojmowanie niektórych predykatów, zaklętych niczym w fotografiach, podkreślające Jego przynależność i tożsamość: „Imiona tych drzew, krzewów,/ kwiatów i ziół może jeszcze/ umiałbym wyliczyć, ale tylko/ we wspomnieniu. Jakże/ o to starała się matka: abym/ wiedział. I nie zapomniał./ Jak długo – bała się zgadywać,/ żeby stamtąd nie zatęsknić/ za mną. Nie bój się, Mamo./ Tęsknię – żebyś zatęskniła.”

 

 

 

 

Jak niesamowicie emocjonalne i sugestywne są te wiersze, takie, które niejednemu pokazałyby ścieżki zamiast zakrętów, a jednocześnie tyle w nich pokory i powściągliwości życiowego rozgardiaszu, że z chęcią człowiek stopuje i wyciąga po nie ręce. Tyle tu moralnej mądrości, nie potrzeba wielu słów, czy myśli, by wygrzebać ze swojej świadomości zrozumienie i mitygację: „Tak płynnie – to myśli za mnie/ kroplówka w szpitalu. Tak wiele/ wiedzą o mnie, jaki jestem/ i tak bardzo mnie nie ma. Jak/ tylu, tylu innych. Wszyscy byliśmy/ szczęśliwi dłużej niby się chciało.”

 

 

 

Jest też wiele tutaj wierszy – odniesień dziękczynnych do Boga, metafizycznych doznań, dla poety ważnej sfery dzięki której może poznawać i interpretować wiele zdarzeń, świata natury: „[...] Z ręki Boga wysypuje się/ na świat różana drobnica, rój/ duszyczek, których tak wiele,/ tak wiele wciąż kamienieje/ na rozbielonych plażach, / na rozjeżdżonych drogach,/ na rozmytych brzegach rzek,/ gdzie roją się szepty migotliwe:/ my kochali, my kochali.[...]”

 

„Na więcej, na przepadłe” Wacława Tkaczuka, to wiersze będące uwielbieniem i zachwytem nad życiem, to liryka przesiąknięta licznymi przemyśleniami, gdzie człowiek podąża ścieżkami, na których byt nie zostawił licznych śladów. To wiersze, nad którymi rozsiewa się aura tajemniczości, a nawet oczywistości, o których za dużo się nie dyskutuje. To dystans poety do współczesnych obrazów, dając tym samym argument na to, że jest poetą – indywiduum – zmiennym, ale osobnym. To poezja, która odpowiada na ważne pytanie, budująca motywację i wzór dla innych twórców do podążania jej śladami. Czy warto?

Zapewniam, że warto :)


Polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:

 


 


 

środa, 18 stycznia 2017, toksiazki12

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi