Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
Blog > Komentarze do wpisu

"Poezja jest dla mnie pisaniem wprost z serca..." - wywiad z Gabrysią Kotas.

Tej malarki słów można słuchać godzinami. Już sobie wyobrażam, jak przyjemne muszą być spotkania autorskie, które odbywają się z udziałem Gabrysi. Jest ciepła, sympatyczna, zawsze pozytywnie nastawiona do ludzi i świata.

 

Oddaje cząstkę siebie w swoich wierszach, jak sama mówi - w refleksjach i spostrzeżeniach życia. Debiutowała jakiś czas temu i Jej tomiki rozchodzą się wśród czytelników, jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Nic dziwnego, wszak pisze bardzo przejrzyście, czytelnie, z nutą nostalgii. To wiersze, w których każdy znajdzie coś dla siebie, stosownie do sytuacji, w jakiej się znalazł.

 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.

 Nie uważa się za poetkę. Prowadzi swojego bloga – zakątka, gdzie lubi przebywać i gdzie zostawia swoje myśli, czy to w wierszach, czy innych formach. Dzieli swój czas między pasję, ogród, a przyjaźń między pisarką Moniką A. Oleksą, no i oczywiście rodziną. To niezwykle sympatyczne i rzadko spotykane, bo takie przyjaźnie, chociaż się zdarzają, to są sporadycznością. A tutaj pięknie mówi o niej – przyjaciółce od serca i współprowadzącej spotkania autorskie.

Poznajcie, chociaż odrobinkę Gabrysię Kotas, której wersy pięknego świata poezji mieliście okazję poznać już szybciej u mnie na blogu i która opowiada o sobie, spotkaniach z czytelnikami, pasjach, przyjaźni.

Zapraszam na rozmowę.

 

Gabrysiu. Znamy się od niedawna. W jednaj z naszych rozmów przyznałaś, że za wszelką cenę próbujesz udowodnić, że Twoje wiersze nie nadają się na określenie ich mianem poezji, Ty poetką nie jesteś, a mimo wszystko ludzie Twoje tomiki kupują w ilościach takich, że trzeba robić dodruk. To miłe dla piszącego, prawda? To powiedz mi, tak szczerze, jak to faktycznie z Tobą jest? Czym dla Ciebie w ogóle poezja?

Poezja i to, że spisuję moje refleksje w takiej właśnie formie jest dla mnie terapią. Tego słowa użyła jedna z pań na niedawnym spotkaniu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tego słowa mi dotąd brakowało. W moich wierszach…zawieram coś, co przeżywam na co dzień. Czy jest to coś dobrego, czy złego moje palce szukają klawiatury już w momencie, kiedy jeszcze przeżywam.

Gdybym umiała grać na pianinie, pewnie siadłabym do instrumentu i wyrażała emocje muzyką. Gdybym potrafiła malować, wzięłabym do ręki pędzel i malowałabym. Ani jednego, ani drugiego nie potrafię, ale potrafię wydobyć z siebie emocje słowami.

Nie poprawiam, nie zmieniam i nie zastanawiam się, czy to się komuś spodoba, czy nie. Piszę i „wklejam” na bloga. Potem to wszystko wędruje do tomików, a tomiki wędrują w świat. Moje serce, moje emocje chyba trafiają w serca i emocje czytelników i to cała tajemnica.

Jest coś niezwykłego w tym, że od momentu kiedy tomiki poszły w świat – wciąż słyszę, że leżą na nocnych stolikach. Że są na dobry dzień i na dobrą noc :) I to mnie bardzo cieszy.

Cieszy bardziej niż nagroda w konkursie literackim, której pewnie nigdy nie dostanę bo piszę zbyt oczywiście. A krytycy tego nie lubią.

Poezja jest dla mnie pisaniem wprost z serca, bez warsztatów, bez zastanawiania się - czy napisałam poprawnie.

 

 

 

Dwa tomiki, ale tworzy się też proza. Co sprawia Ci w tej pisaninie najwięcej frajdy, co spędza sen z powiek? Dla jakiej grupy odbiorców pisze Ci się najlepiej?

Sen z powiek spędza mi często nowy pomysł i nie mogę już doczekać się poranka, żeby zacząć go realizować. Myśli pracują szybciej od rąk na klawiaturze i dlatego lepiej pisze mi się wiersze, ponieważ są to skróty myślowe. Mogę w paru zdaniach zawrzeć dużo więcej, a od czytelnika i jego interpretacji zależy, co sobie z tych zdań dla siebie „rozpakuje”.

Marzyłam zawsze, żeby poczuć coś takiego, o czym mówią pisarki. Takie zatracenie się w pisaniu i w innym świecie. Parę razy przymierzałam się do pisania prozy, ale mi nie wychodziło. Brak cierpliwości.

Pierwsze opowiadanie dla dzieci napisane prozą powstało w pociągu, bo czas się dłużył i chciałam przygotować na spotkanie z dziećmi niespodziankę. Zamieściłam opowiadanie na blogu i okazało się, że miało więcej zwolenników niż niejeden wiersz. I tak zaczęła się moja przygoda z pisaniem prozy.

Co do grupy czytelników… nie wiem. Dla dzieci pisze mi się bardzo dobrze, ale to już jest pisanie „dla”, natomiast dla dorosłych - nie piszę - tylko dzielę się z nimi sobą i to pewnie jest łatwiejsze.

Przychodzi samo i dzieje się…

 

Masz swoje miejsce także w sieci. Prowadzisz blog „Pogodna dojrzałość – uśmiech codzienności”, na którym już nie tylko odsłaniasz czytelnikom trochę swej twórczości, ale piszesz też o zupełnie przyziemnych sprawach, refleksjach, które Cię dopadają. Co to za miejsce dla Ciebie?

Blog to jest taki mój zakątek, gdzie lubię przebywać. Na początku byłam tam sama ze swoimi myślami spisywanymi w formie wierszy. Z czasem zaczęło przybywać gości, którzy, albo przynieśli z sobą zaproszenie do swojego „zakątka” i wzajemnie się odwiedzamy, albo piszą w komentarzu swoje własne odczucia po przeczytaniu wiersza.

Blog jest też miejscem gdzie czekam na pierwszy odbiór tego co napisałam. Z niecierpliwością czekam na każdy komentarz. Czasami jest tak, że ktoś odbierze moje przemyślenie w całkiem inny sposób niż to było zamierzone. I to cieszy najbardziej. To jest tak, jak z dobrym obrazem. Każdy na nim widzi to, co do niego najbardziej przemawia.

Jest to też wielka odpowiedzialność, teraz to wiem. Wiem to od momentu kiedy ktoś napisał, że moją Modlitwę do Anioła będzie stosował jako swoją codzienną modlitwę. Ktoś inny napisał, że zmuszam do refleksji nad własnym zachowaniem, pobudzam do czynienia dobra… zdałam sobie sprawę, że słowo ma moc i staram się, by każde moje słowo niosło coś dobrego.

Blog jest także miejscem, które traktuję jako „skrzynkę kontaktową’ z tymi osobami, do których nie umiem dotrzeć innymi środkami. Bloga może czytać każdy i wcale nie musi się do tego przyznawać. I mam nadzieję, że tak jest. W moich wierszach jest sporo przesłania dla tych właśnie osób. Mam nadzieję, że tak jak kropla drąży skałę, tak też moje pisanie i blog kiedyś odnowi zarośnięte ścieżki, które bolą…

 

Wróćmy jednak jeszcze na chwilkę do tomików. Jak to się stało, że w ogóle zaczęłaś tworzyć wiersze i skąd pomysł na ich wydanie?

Kiedy już znalazłam swoją życiową spokojną przystań zaczęłam odczuwać w środku taką fruwającą duszę. Coraz częściej pojawiały się momenty, kiedy najzwyczajniej w świecie było mi dobrze. Takie motyle szczęścia ( o dobry pomysł na wiersz…) Usiadłam i opisałam to uczucie. Udało się.

 

"Chwila jak podmuch wiatru…"

Jak kropla rosy, co tęczę mieści w sobie

Skurcz serca serdeczny

przy kochanej osobie

Oddech lekki, głęboki

uśmiech w środku duszy

Jak ciepły promyk

Jak łza, co zimne skały kruszy

Chwila - ułamka sekundy - jakby lśnienie

Wtedy przychodzi radosne zdziwienie

Jest dobrze, jest cicho, jest ciepło, bezpiecznie

Słońce flirtuje z drzewami bajecznie

Niech trwa, niech jest

cud życia wyśpiewa w mej duszy

Wiatr teraz żadnym listkiem nie poruszy

To kropla szczęścia wpada w serce moje

I teraz już niczego się nie boję

 

Próbowałam kiedyś zacząć pisać bloga, ale skończyło się po zamieszczeniu paru zdjęć. Nie umiem pisać o tym co robię rano, popołudniu i wieczorem.

Po napisaniu pierwszego wiersza pomyślałam, że może inaczej, że opiszę w ten właśnie sposób swoje życie. I tak się to zaczęło. Pojawiało się coraz więcej komentarzy, a potem ( myślałam, że to żart) ktoś napisał że chciałby moje wiersze mieć na wyciągnięcie ręki, a nie tylko w komputerze.

To dało mi do myślenia. A później cały splot szczęśliwych wydarzeń doprowadził do wydania „Pogodnej dojrzałości” która wywróciła moje życie do góry nogami ;)

 

Tematy do wierszy podsuwa Ci samo życie, codzienność. Jaka jest Gabrysia Kotas na co dzień. Poza malarką słów i fotografką?

To chyba nie mnie o to należy pytać. Rok temu odpowiadałam na takie samo pytanie na Literackiej kanapie u Moniki i teraz zastanawiam się co od tego czasu się zmieniło.

Rok temu chyba jeszcze nie byłam zbyt pewna siebie, jeszcze we mnie było dużo Gabrysi sprzed wielu lat. Przestraszonej, stłamszonej i przekonanej o swojej nieudolności.

Przez ten rok się dużo zmieniło. Jestem coraz bardziej przekonana o tym, że to co robię jest słuszne i robię to dobrze. Ciężko pisze się o sobie. Często słyszę, że jestem ciepłą osobą. Słyszę to tak często, że pewnie tak jest. Dlaczego więc nie miałabym tego napisać, prawda?

Staram się być uczynna, radosna i dawać wszystkim wkoło dużą dawkę optymizmu. Do tego stopnia, że jak skarżę się że mam „doła’– to słyszę „ to jest niemożliwe…”

Codzienność to jest szczęście. Taka monotonia, przewidywalność, dla jednych to nuda – a dla mnie samo szczęście, o którym bardzo lubię pisać.

Spokojnie przeżyty dzień, bez niemiłych niespodzianek, mijające pory roku i cieszenie się sobą wzajemnie, póki jest na to czas.

To są tematy, które mnie fascynują – nic wielkiego, a jednak…

Poza malowaniem słowami, masuję ludzkie stopy.

Niby nie ma to z sobą specjalnego związku, okazuje się że wcale tak nie jest.

Ktoś kiedyś bardzo ładnie to połączył. Przez masaż stóp przywracam równowagę ciału, a przez pisanie – duchowi człowieka.

I coś w tym chyba jest.

 

Czy masz jakiegoś swojego mistrza sztuki pisarskiej, od którego czerpiesz wiedzę o sposobie pisania, może ulubionego poetę, poetkę, po wiersze których sięgasz?

Sposób pisania, to chyba ogromna ilość przeczytanych książek, które podpowiadają jak się pisze. Ulubiona poetka ( pisania mężczyzn nie rozumiem) to Halina Poświatowska.

Jestem jej poezji wierna od lat. Jej tomik towarzyszy mi już od dwudziestu lat i się z nim nie rozstaję. Ona w swoim krótkim życiu tyle przeszła, a jednak się nie poddawała. Nawet z cierpienia potrafiła wydobyć piękno i zostawić światu swoją piękną poezję. Wiersze Poświatowskiej są tak uniwersalne, że można je czytać w każdym wieku i odbierać za każdym razem inaczej.

W zależności, co nam życie w chwili obecnej serwuje  :)

 

Opowiedz o swojej przyjaźni z Moniką A. Oleksą. Ja właśnie przez bloga Moniki dotarłam do Ciebie. To niesamowite, że dwie pisarki mogą ze sobą współpracować, przyjaźnić się, a nawet mieć wspólne spotkania autorskie. To się rzadko zdarza, ale się zdarza. Jak to właściwie się zaczęło i jak to jest?

 

Magia internetu :) Trzy lata temu Monika znalazła mnie w „Lubimy czytać”.

Napisała do mnie prywatną wiadomość, zapraszając na swojego bloga.

Był to okres między Świętami, a Sylwestrem.

Sylwestra spędzamy zawsze w domu, mój mąż jest strasznym śpiochem, więc często zasypia przed północą, a ja towarzyszę przestraszonemu Teodorkowi ( nasz foksterier) .

Wzięłam na kolana laptopa i odpłynęłam czytając wpisy na blogu Moniki.

Skomentowałam chyba wszystkie zaległe i bieżące posty. Potem nastał czas maili i wzajemnego poznawania się.

Później pierwsze rozmowy telefoniczne, a po roku pierwsza wizyta Moniki na Śląsku.

Przyjechała do nas pociągiem, z pełnym zaufaniem zupełnie nie wiedząc, czy Gabrysia nie okaże się „Gabrysiem – nożownikiem” na przykład :) .

Wtedy debiutowałam jako menadżer, bo udało mi się załatwić dla Moniki parę spotkań w pobliskich bibliotekach.

Okazało się wkrótce, że Monika jest moim Aniołem Stróżem, którego dostałam w prezencie od Losu. To właśnie ona wypełniła bolesną pustkę i zaleczyła wiele ran swoją obecnością w moim życiu. Uparcie i delikatnie popychała mnie też do tego, abym wydała pierwszy tomik.

Moje pierwsze nieśmiałe spotkania odbywały się właśnie w lubelskich bibliotekach, w czasie kiedy gościłam w domu Moniki. Potem zaproponowała abyśmy spróbowały prowadzić spotkania wspólnie. Przeplatanie prozy poezją. Okazuje się, że na wiele tematów piszemy czasem prawie równocześnie, lecz różnie. Każdy temat z Moniki książek znajduje poetycki odpowiednik w moich tomikach.

Bardzo pięknie zgrałyśmy się w prowadzeniu spotkań i wiem, że uczestnicy bardzo pozytywnie je odbierają.

A przyjaźń? Zrodziła się w chwilach dobrych i złych. W zdrowiu i chorobie. W mówieniu i milczeniu. Nie rozmawiamy z sobą zbyt często. Wiem że Monika ma bardzo dużo obowiązków, ale to, że nie ma czasu na rozmowy nie świadczy o tym, że nie pamięta.

Czasem wcale nie trzeba dużo mówić. Kiedy chorowałam – wiedziałam że Monika szturmuje Niebo, a kiedy odchodziła Moniki Babcia – ja dzieliłam się z nią swoim doświadczeniem i siłą, jaką zdobyłam podczas choroby mojego Taty.

A to, że synowie Moniki mówią do mnie ciociu – to jest dla mnie ogromne wyróżnienie, bo zostałam ciocią z wyboru I tak mogłabym mówić i mówić…

 

 Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa.

 

 

Gabrysiu, czego Ci życzyć prywatnie w Nowym Roku, a czego związanego z twórczością?

Prywatnie Agnieszko – to zdrowia.

Szczęście otrzymałam, marzenia mi się powoli spełniają, tylko zdrowie czasami mnie zawodzi, a bez niego ani rusz. I może jeszcze rozplątania paru spraw, lub umiejętności pogodzenia się z własną bezsilnością w niektórych kwestiach.

A twórczość?

Mam sporo planów z nią związanych. Marzy mi się wydanie kalendarza, w którym będą moje przemyślenia na każdy tydzień. Wydanie książeczki dla dzieci no i jeszcze poważna książka, którą piszę, żeby znalazła wydawcę - takiego poważnego ;) Bym mogła wejść do księgarni i ją zobaczyć. Chciałabym też, żeby ktoś zainteresował się moimi tomikami i zaproponował że mnie wypromuje, że wyda mi kolejny tomik. Wszystkie wydawnictwa niestety bronią się przed poezją już na wstępie.

Sporo tego się nazbierało :) Jak widać lista życzeń całkiem spora.

 

Coś od siebie dla czytelników:

Kochani Czytelnicy.

Pamiętajcie, że na nic nigdy nie jest za późno, że z każdego niepowodzenia można wyciągnąć coś dobrego. Powiedzenie, że „ co nas nie zabije – to nas wzmocni” ma naprawdę bardzo głęboki sens.

Sama doskonale o tym wiem.

Każdy dzień wart jest, by się z niego cieszyć, bo nie wiemy czy będzie następny.

Nie jest tak, że moje pogodne pisanie wynika z tego, że niczego złego w życiu nie doświadczyłam.

Dostałam od losu szansę na drugie, nowe życie i cieszę się nim jak małe dziecko.

Muszę w tej drugiej połowie życia nadrobić to, czego nie zdołałam zrobić w pierwszej, bo byłam zbyt słaba.

Życzę Tobie Agnieszko i każdemu z Czytelników, by zawsze znalazł się ktoś kto potrafi zobaczyć w Tobie dobro. Bo tylko dzięki takim ludziom można w siebie uwierzyć.

 

Bardzo chętnie o tym wszystkim opowiadam na spotkaniach i z każdego zaproszenia bardzo się cieszę. Lubię podróżować, a jest tyle miejsc w których jeszcze nie byłam :)

 

Wszystkiego dobrego Agnieszko i serdecznie dziękuję za rozmowę. Było mi niezmiernie miło odpowiadać na Twoje pytania.

 

Dziękuję Gabrysiu za rozmowę, poświęcony czas i szczerość :)

Życzę Ci wszystkiego, co sobie zaplanujesz i wymarzysz. Samych tylko życzliwych ludzi, chętnie sięgających po Twoje zapisane strony w książkach, jakie już wydałaś i jakie są jeszcze przed Tobą :) I pisz, bo czyta się Ciebie z przyjemnością! :)

 

środa, 06 stycznia 2016, toksiazki12

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/01/06 13:25:00
Bardzo dziękuję Agnieszko za miłą rozmowę. Znowu miałam okazję zastanowić się nad sobą i tym samy przygotować się do cyklu spotkań na UTW. Pierwsze spotkanie już jutro. Pozdrawiam.
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi