Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
Blog > Komentarze do wpisu

„Medytacje o 6:38” Ewa Woźniak – Ostrowski. Poezja.

Ksiądz Jan Twardowski powiedział kiedyś, że „Poezja rodzi się z dojrzałości”. I gdyby tak naprawdę nie było, nie mielibyśmy tylu wspaniale piszących osób. I oczywiście, nie chodzi tutaj o dojrzałość wiekową, ale tę mentalną, duchową, mądrość życiową.

 

 

 

Pani Ewa Woźniak – Ostrowski musiała nie tylko miewać bezsenne noce, ale i wczesne pobudki o poranku, skoro tomik nosi tak wyrazisty i jednoznaczny tytuł. Wiersze też są odzwierciedleniem stanu emocjonalnego autorki, jej przemyśleń, obserwacji, medytacji.

 

Zamierzam Wam dzisiaj przedstawić poezję, którą napisała kobieta. Silna, ale krucha, z pakietem życiowych doświadczeń. To kobieta obserwująca życie po którejś stronie granicy, ale robi to w sposób wysublimowany i nader delikatny. Bo czym jest dzisiaj dla młodych ludzi emigracja? Najczęściej wyjazdem za chlebem, w poszukiwaniu odrobiny szczęścia, lepszego, bardziej godniejszego życia. Poetka nie jedno widziała i stara się to przekazać z serca płynącymi wersami:

 

DLA EMIGRANTÓW

Nie moja to ziemia,

Gdzie pies szczeka: wadu, wadu,

A kogut – kiki riki – pieje.

Gdzie byle Rosjanin, to chłopak na schwał,

A Polacy to aut złodzieje.

Dzieciaku, gdzie jedziesz?

Powiedziała mi

Babunia w pożegnania chwili.

Ja do niej: Babciu, tu nie mam co jeść.

[…]

Przebija się przez poezję Pani Ewy nostalgia. Taka zwyczajna tęsknota za czymś swojskim, rodzimym, znajomym. Wspomnienia zaklęte w kadrach fotografii. I marzenia, niczym muzyka wygrywająca melodie słów z samotnością wyrysowaną nawet na suficie, gdzie nie tylko biel, ale i zamknięty tęsknotą wzrok:

ODLEGŁOŚCI

Między jednym dniem a drugim

Leżą kilometry niespełnionych marzeń.

Tysiące słów, którymi ubieram niespokojne myśli,

Setki wspomnień zamkniętych w lśniący papier fotografii.

Między jednym snem a drugim

Leżą miliony bezsennych sekund,

Centymetry sufitu, w który się wpatruję.

Z mozołem pokonuję wzgórze samotności.

Napędzam zmęczony tęsknotami motor – serce.

[…]

Widząc współczesny przepych, łatwy dostęp do nowinek technicznych, ludzkie popadanie ze skrajności w skrajność, autorka bardzo chętnie opowiada o swoim pokoleniu, dzieciństwie, które nierzadko oparte było na wychowywaniu się na trzepakach, bez ciągłego nadzoru dorosłych, bez telefonów, internetu, komputerów, słusznie zaczynając wiersz „Moje pokolenie” słowami: „Nas nie noszono dniami na rękach”. Sama pamiętam te czasy, mimo iż autorka jest w wieku moich rodziców.

MOJE POKOLENIE

Nas nie noszono dniami na rękach,

Nie kołysała do snu piosenka.

A pomarańcze jak nikt pamiętam,

Bo pomarańcze były na święta.

Choć lalki stały na wystawach,

To na podwórku była zabawa.

I taka w proszku oranżada

Smak miała lepszy niż czekolada.

Krówki, ciągutki, czy mordoklejki,

To ci dopiero były cukierki.

Szynkę jadałam raz do roku,

Teraz już nie przyciąga wzroku.

[…]

Czym poetka umie jeszcze zaskoczyć? Że w niebanalny, prosty, a jednocześnie tak delikatny i chwytający za serce sposób pisze o swoich emocjach, odczuciach i empatyczności na świat, otaczającą rzeczywistość. Ma się wrażenie, jakby czytało się o sobie:

PŁYNĘ

Po nieskończonym oceanie samotności,

W kruchej łódeczce, skorupce z marzeń,

Dryfują moje myśli.

Połamane wiosła nadziei

Zatonęły w przepastnych głębinach.

Zardzewiały słonością ster rozsądku

Nie chce doprowadzić do upragnionego brzegu.

Coraz dalej i dalej w rozpacz

Znoszą mnie nieprzyjazne prądy.

[…]

 

Autorka jest świadoma mijającego czasu, upływających pór roku, które za każdym razem sygnalizują nam to samo. Życie ludzkie jest ciągłym szukaniem, planowaniem, nieustanną gonitwą, w której popełniamy błąd za błędem, nie dostrzegając tego, co najważniejsze. Bardzo łatwo możemy zadać sobie pytanie, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my sami? Gdzie części naszego własnego, prywatnego ego, gdzie nasze pragnienia, czy marzenia?

MARZENIA

[...]

Takie chwilowe i te na stałe.

Marzenia, które uzdrowić mają,

Całkiem szczególne, co się spełniają.

Niektórzy wierzą inni nie wierzą,

Poglądy na to, też aż się jeżą.

Wiec my sceptykom przykład dajemy

I marzyć nigdy nie przestaniemy.

To wiersz, który zamyka tomik autorki Pani Ewy Woźniak – Ostrowski. Wiersz, który zamyka medytacje autorki w przepięknie zilustrowanym tomiku, z wierszami pełnymi nut dialogu i rozmyślań o życiu, jego kruchości, ulotności tego, co ważne do ludzkiej egzystencji.

 

 

 


Tomik, który polecam całym sercem, przekazany przez Wydawnictwo Literackie Białe Pióro.

 

 


wtorek, 25 sierpnia 2015, toksiazki12

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
ministat liczniki.org
Blogi o literaturze genis.pl Blogi o literaturze genis.pl Recenzje Agi Blogi